Ruch Muzyczny 23/2025 - Opracowanie Zbiorowe

Kup ebooka

6.90 zł
5.73 zł (6,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#23 2025 rok LXIX

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyPiotr Mika

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnego

Festiwale

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, Swoboda RuchuPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl

Koncerty, Archiwum R

Karolina Dąbekkarolina_dabek@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Specjalistka do spraw archiwizacji i redakcji zasobów cyfrowych

Dominika Kulik-Sendur

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Druk

Drukarnia Akapit sp. z o.o., Lublin

Nakład: 1450 egz.

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów. Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny ruchmuzyczny RuchMuzyczny

Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Na okładce ilustracja Magdaleny Sych

Wielka całość

z JULIANNĄ AWDIEJEWĄ rozmawia

Mateusz Ciupka

Fot. Christine Schneider/materiały prasowe kajimotomusic.com

Mateusz Ciupka: Wszystko się pięknie składa: niedawno nagrała pani Preludia i fugi op. 87 Dmitrija Szostakowicza i wróciła z Warszawy, gdzie po raz pierwszy zasiadała pani w jury Konkursu Chopinowskiego. Prawie 100 lat temu, w 1927 roku, Szostakowicz również brał w nim udział. Wrócił bardzo rozczarowany. A pani?

Julianna Awdiejewa: Nie sądzę, bym kiedykolwiek wróciła rozczarowana z Warszawy. To, co wydarzyło się tam w 2010, na zawsze pozostanie dla mnie kluczowe. Uczestnicząc w tegorocznym wydarzeniu, uświadomiłam sobie, że 15 lat to wcale nie tak dużo. Miałam wiele przebłysków - jedne miłe, inne nie. Jestem świadoma, jak młodzi pianiści się przygotowywali, by stawić czoła konkursowym trudnościom, i jaki wysiłek w to włożyli. Inna sprawa, że nie należę do osób, które łatwo oceniają innych - na poziomie zarówno czysto ludzkim, jak i artystycznym. Starałam się jednak czynić to sprawiedliwie, choć jest to kwestia smaku. Musiałam wyrazić swoje odczucia w formie liczby, co samo w sobie jest wyzwaniem, niekomfortową sytuacją i czymś dla mnie nowym.

Czy jest pani zadowolona z wyników?

Jestem. Serdecznie gratuluję finalistom, a przede wszystkim zdobywcom trzech głównych nagród: Ericowi Lu, Kevinowi Chenowi i Zitong Wang. Chcę jednak podkreślić, że - biorąc pod uwagę komentarze, które pojawiły się po ogłoszeniu zwycięzców - musimy okazać szacunek uczestnikom i jurorom, nawet jeśli nasz faworyt nie otrzymał oczekiwanej nagrody. Powinniśmy pamiętać, że ocena jest sprawą gustu.

Wróćmy do Szostakowicza. Czy dowiedziała się pani czegoś nowego o jego udziale w pierwszym Konkursie?

Jak pan wspomniał, nie był on zadowolony z wyniku i unikał tego tematu. Chciałam się dowiedzieć, jakie utwory wówczas grał, co jest trudne, ponieważ archiwa Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina w tym zakresie milczą. Wiemy o pozycjach obowiązkowych, na przykład o Polonezie fis-moll op. 44 i dwóch preludiach z op. 28: fis-moll i b-moll (co ciekawe, najtrudniejszych), oraz o tym, że później wykonał Koncert e-moll op. 11. Jeśli chodzi o resztę, były podane grupy kompozycji, z których uczestnicy wybierali jedną lub dwie. Zapytałam nawet o to Krzysztofa Meyera, przyjaciela Szostakowicza, ale tylko potwierdził, że ten nie chciał o Konkursie rozmawiać. Dodajmy, że kompozytor był chory w czasie finału, zatem prawdopodobnie nie zagrał najlepiej, jak potrafił.

Dlaczego te informacje są dla pani istotne?

Udział Szostakowicza w Konkursie wskazuje, że musiał grać sporo utworów Chopina, znał ten repertuar i do pewnego stopnia miał on wpływ na jego dzieło, choć obaj twórcy pochodzą z różnych muzycznych światów. W Preludiach i fugach op. 87 widzę pewne inspiracje. Najjaśniejszy przykład stanowi Preludium Fis-dur, utrzymane w podobnym charakterze, bardzo liryczne i łagodne. Oczywiście, to muzyka XX-wieczna, z odmiennymi harmonią i językiem muzycznym, ale konstrukcja jest podobna. Także pewne pianistyczne aspekty przypominają styl Chopina. Patrzenie na Szostakowicza z tej perspektywy wiele mi dało.

Chyba mało kto pamięta, że niedługo po Konkursie Szostakowicz skomponował 24 Preludia op. 34.

Znam ten cykl, grałam jego fragmenty. Z artystycznego punktu widzenia op. 87 jest na innym poziomie, co nie zmienia tego, że są w op. 34 piękne charakterystyczne miniatury, choćby b-moll w marszowym stylu, d-moll czy Des-dur, przypominająca swój tonacyjny odpowiednik z op. 87, bardzo wirtuozowska. Utwory młodego Szostakowicza, jak I Sonata op. 12 czy opera Nos, są w całym jego dorobku najbardziej nowatorskie i awangardowe, bowiem szukał on nowego języka muzycznego, eksperymentował z atonalnością. Uważam ten okres za najciekawszy. Później musiał pójść na liczne kompromisy z powodu ataków na niego, politycznej presji... W Preludiach i fugach op. 87 odkryłam wiele radosnych, podnoszących na duchu momentów. Sąsiadują one z momentami trudnymi, mrocznymi, co pokazuje złożoność osobowości twórcy. Ważne jest, że skomponował to dzieło nie na zamówienie, ale z wewnętrznej potrzeby, zainspirowany muzyką Bacha, której słuchał na Konkursie w Lipsku w 1950 roku...

...oraz wykonaniami Tatjany Nikołajewej, o której myślał, komponując. Współpracowali przy tworzeniu cyklu Preludiów i fug.

Oczywiście.

Jak sobie pani poradziła z jej legendarnymi interpretacjami, które są bardzo sugestywne i autorytatywne? W końcu ona sama mówiła: "gram tak, jak Szostakowicz chciał, aby to grano".

Zachwycam się jej nagraniami. Zaglądałam także do pierwszego wydania, którego korektę robiła. Warto wspomnieć, że po premierowym wykonaniu Nikołajewej Szostakowicz wprowadził trochę poprawek w zakresie temp czy dynamiki. Jej wykonania są inspirujące, ale nie zawsze podążają za partyturą. Zdecydowałam się grać bardziej zgodnie z zapisem, czym zresztą kieruję się również w dziełach innych kompozytorów.

W ostatnich latach zmierzyła się pani z wielkimi cyklami: Das Wohltemperierte Klavier Bacha, Preludiami op. 28 Chopina oraz op. 87 Szostakowicza. Co dały one pani jako pianistce? Jakie wyzwania postawiły?

Pierwszy tom DWK w całości zaprezentuję publicznie po raz pierwszy za dwa lata - to mój kolejny wielki projekt. Jak na razie wykonywałam poszczególne pary w czasie pandemii w serii materiałów wideo w mediach społecznościowych.

Oczywiście, #AvdeevaBachProject. Pani analizy są wspaniałe!

To było bardzo użyteczne! Jeśli mam coś zagrać publicznie, muszę mieć pewność, że wiem, co robię. Te analizy mi pomogły. Wracając do pytania: DWK to źródło inspiracji zarówno dla Szostakowicza, jak i dla Chopina. Wciąż zaskakuje mnie, jak Bachowi udało się stworzyć to fundamentalne dla muzyki klasycznej dzieło, mimo ścisłych form, niedających wiele wolności, szczególnie w fugach. A jednak w całym cyklu nie ma dwóch takich samych tematów czy kontrapunktów! Nieopisane bogactwo.

Cóż, w Wariacjach goldbergowskich i Kunst der Fuge udowodnił, że można stworzyć jeszcze więcej z jeszcze mniejszego materiału.

Był geniuszem, to nie ulega wątpliwości. Co dla mnie istotne, Bach nigdy cię nie ocenia. Jest w jego muzyce wiele empatii, zrozumienia dla ludzkich słabości i przewag, wiele wiary w Boga i w człowieka. Gdy czuję smutek, w Bachu znajduję siłę, by powstać. Ale znajduję także wyraźne poczucie humoru, cały wachlarz emocji i uczuć. Chopin miał zawsze kopię DWK pod ręką i zalecał wykonywanie tego cyklu swoim uczniom na rozgrzewkę, zabrał też kopię na Majorkę, gdy komponował swoje Preludia. Oczywiście, stworzył coś zupełnie innego. Te trzy cykle różni język muzyczny. Wypowiadane są jednak podobne emocje. To bracia i siostry - spokrewnieni, ale różni.

Każdy z tych cykli daje wykonawcy popalić. Co było największym wyzwaniem u Szostakowicza?

Dla mnie była to kwestia rozpoznania nastroju i charakteru każdego z ogniw. Niektóre są oczywiste, niektóre wymagają szczegółowej analizy, by zrozumieć, o czym ta muzyka jest. Przykładowo Preludium i fuga Es-dur są bardzo dziwne. Innym problemem jest to, że op. 87 to ponad dwie i pół godziny muzyki z nagłymi i ciągłymi zmianami charakteru. Ledwo kończę jedną parę, muszę już być gotowa na następną. Jeszcze bardziej ekstremalnie jest z Chopinem. W obu przypadkach nagłe zmiany trzeba wpisać w wydźwięk i architekturę zbioru. Nie jest łatwo z tych małych elementów poskładać wielką całość.

Julianna Awdiejewa, #1985, rosyjska pianistka, zwyciężczyni XVI i jurorka XIX Konkursu Chopinowskiego. Nagrywa dla wytwórni Pentatone. W tym roku ukazał się jej najnowszy album z Preludiami i fugami op. 87 Dmitrija Szostakowicza.

Gerard Lebik (1980-2025)

Piotr Damasiewicz

Gerard był artystą bezkompromisowym. Zawsze szukał czegoś, co go zaskoczy, poruszy, poszerzy jego kompetencje. Był niepokorny - jako artysta i jako człowiek. Bystrzak z intelektualną potrzebą zgłębiania wiedzy. Imponowały mu najnowsze osiągnięcia na pograniczu nauki i sztuki. Tej sferze twórczych poszukiwań poświęcił najwięcej czasu w ostatnich latach. Zawsze chętny do rozważań i dyskusji na temat tego, co istotne w przekazie. Mieliśmy tutaj wspólny mianownik. Łączyło nas też zamiłowanie do przygody - uprawialiśmy tak zwaną archiłobuzerkę, nagrywając dźwiękowy ambient obiektów na "nielegalu". Jednak w naszej muzycznej przyjaźni najbardziej ceniliśmy wspólne granie jazzu. Jego wzorami byli Billy Harper, Archie Shepp, Gato Barbieri. Bardzo dobrze wspominał pierwsze lekcje u Macieja Sikały i Janusza Muniaka, dzięki któremu pozyskał swój unikatowy saksofon marki Conn. Poza tym, że był eksperymentatorem, artystą dźwiękowym, performerem i poważanym dyrektorem festiwalu, miał duszę niepoprawnego romantyka, której się czasem, w przekornych, kumpelskich dyskusjach, wypierał. Jednak, w moim przekonaniu, takim był... i sam w głębi o tym wiedział. Świadczą o tym nagrania zarówno oficjalnie wydane, które powstały w ramach wspólnej pracy w moich zespołach (Mnemotaksja, Hadrons, Power of the Horns), jak i te, które zrealizował ze swoim kolektywem Foton czy z Michałem Trelą - w Erase. Dla mnie jako młodego muzyka wczesne Erase i Foton były wzorcami comba jazzowego. Dużo się w tamtym czasie od nich nauczyłem. Gerard praktycznie tej jazzowej części twórczości nie ukazał pod swoim nazwiskiem. Wiem, że miał zamiar. Nie zdążył. Jego fraza, brzmienie i feeling były dla mnie istotą jazzowego idiomu saksofonisty. To była magia i sedno sprawy, emanacja niezwykle głębokiej wrażliwości. Zawsze porównywałem jego przekaz do największych. W improwizacjach i skomponowanych melodiach słychać głos jego duszy. Niekiedy krzyk, niekiedy spokój i piękno, które wręcz uwielbiał i się nim nasycał. Szczególnie w kontekście przyrody i przestrzeni, która była dla niego bardzo ważna, zarówno w dosłownym, jak i filozoficznym znaczeniu. Chciał być jak wiatr - nieuchwytny. Cały czas gdzieś go nosiło, jednak życie trzymało w jakichś formach i powiązaniach, z których próbował się wyswobodzić. W każdym mieście pierwszym, co namierzał, były nie kluby i galerie, ale rzeka. Rzeka jest przecież odzwierciedleniem tego, za czym podążał: siły, witalności, świeżości, ruchu. Niewątpliwie w muzyce, którą grał, zaklęte były najpiękniejsze cechy osobowości Gerarda. Dotykał "nieba" swoją grą. Poprzez sztukę dociekał prawdy, ale jednocześnie mówił też prawdę o sobie. W moim przekonaniu jest to jeden z najzdolniejszych artystów, jacy urodzili się na polskiej ziemi. Długo nie będzie muzyka o tak silnym przekazie.

Elżbieta Penderecka (1947-2025)

Teresa Malecka

Początek naszej znajomości to spotkania na koncertach, na które chodziła z mężem. Później, pod koniec lat siedemdziesiątych, na organizowanych w lusławickim dworku festiwalach muzyki kameralnej dała się poznać jako urocza i gościnna pani domu. Zbliżyłyśmy się, gdy zaprosiła mnie do rad programowych festiwalu Kraków 2000: Europejskie Miasto Kultury i Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena. Z Elżbietą i Krzysztofem bliska współpraca natychmiast przeradzała się w przyjaźń.

Festiwal Beethovenowski odbył się po raz pierwszy w 1997 roku i już wtedy widać było zarówno szerokie plany, intencje, horyzont intelektualny, jak i moc sprawczą Elżbiety Pendereckiej. Początek nie zapowiadał przyszłego rozmachu. Zaczęło się od projektu zorganizowania wystawy manuskryptów w Bibliotece Jagiellońskiej. To był jej pomysł, potem - błysk intuicji: jak wystawa, to może koncert, a jak koncert, to może sympozjum i kolejne wydarzenia? Z wielu inicjatyw, w które się angażowała, ta była jej oczkiem w głowie. Walczyła o realizację od początku, mimo trudności z finansowaniem w Krakowie, później w Warszawie, aż powstał festiwal światowej skali.

W życiu najważniejsze były dla niej miłość, małżeństwo z Krzysztofem, dzieci i wnuczka. Wiele osób wspomina jej dobroć. Zawsze gotowa pomagać, jeździła za granicę po lekarstwa, załatwiała lekarzy, miejsca w szpitalach. Niezwykle ciepła, serdeczna - pytała, co u bliskich, przesyłała pozdrowienia. Ale to szło równolegle z jej osiągnięciami jako wielkiej mecenas kultury. Cechował ją maksymalizm i perfekcjonizm. Dopracowywała wszystko, aż do drobnych szczegółów, jak wybór kwiatów na estradę. Pamiętała każde nazwisko, daty, specjalności, była znakomicie zorientowana w repertuarze. I wreszcie wspieranie młodych. Za jej sprawą mnóstwo talentów miało szansę zaistnieć i się rozwinąć, choćby przez działania Stowarzyszenia Ludwiga van Beethovena. Dzięki niej powstały Sinfonietta Cracovia, Orkiestra Akademii Beethovenowskiej...

Największym skarbem była muzyka jej męża. Czasem zastanawiamy się, jakim kompozytorem byłby Krzysztof Penderecki bez Elżbiety Pendereckiej. Jak potoczyłaby się jego droga twórcza? Nie kariera, a właśnie droga twórcza - bo związek między życiem a dziełem był tu wyjątkowo silny. Od dedykowanej żonie Pasji według św. Łukasza z 1966 roku, po plan - tę wiadomość otrzymaliśmy już po jego śmierci - skomponowania IX Symfonii, również dla niej.

Elżbieta zawsze mówiła o nas "przyjaciele", ale miałam wrażenie, że to troszkę na wyrost, że może nie jesteśmy tego godni. Teraz mam poczucie, że naprawdę straciłam przyjaciółkę, kogoś bardzo bliskiego, kto zawsze był obecny i obdarowywał wszystkich miłością, dobrem.

--notowała Karolina Dąbek

Chopin trafił pod strzechy

NIFC, PAP, Polskie Radio

Miliony widzów, wyświetleń i gigantyczne zasięgi - Konkurs Chopinowski kolejny raz pobił rekordy. Według danych przedstawionych przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina na spotkaniu z dziennikarzami, przesłuchania na instytutowym kanale YouTube śledziło 8,5 miliona użytkowników (łączna liczba wyświetleń przekroczyła tam 40 milionów). Sam finał odtwarzany był ponad 1,5 miliona razy. Dodatkowo, 6 milionów widzów oglądało transmisje w TVP Kultura. Z kolei na antenie Polskiego Radia wyemitowano 35 godzin podsumowań i komentarzy, 147 wywiadów z pianistami i członkami jury oraz 136 godzin przesłuchań. Zasięgi na TikToku, z którym organizatorzy Konkursu Chopinowskiego po raz pierwszy podjęli oficjalną współpracę, sięgnęły 90 milionów odsłon. Jak podano, najwięcej osób obserwujących Konkurs pochodziło z Polski, Stanów Zjednoczonych, Korei Południowej i Japonii. "44 procent społeczeństwa polskiego śledziło pianistyczne zmagania" - mówił Artur Szklener, dyrektor NIFC, powołując się na badania CBOS. Wynika z nich, że aż 81 procent respondentów wiedziało o odbywającym się Konkursie. Ministra kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska podkreśliła, że "miliony widzów i słuchaczy Konkursu Chopinowskiego dowodzą, że muzyka klasyczna nie jest elitarna. Przeciwnie, może łączyć ludzi i zbudowała niesamowitą wspólnotę emocji, których doświadczyliśmy wszyscy razem". Dodała też, że w tym roku resorty kultury i finansów przeznaczyły 27 milionów złotych na szeroko zakrojone działania edukacyjne wokół Konkursu. "Projekty realizowane z Narodowym Centrum Kultury umożliwiły organizację programów i koncertów dla najmłodszych słuchaczy w 157 ośrodkach w całej Polsce" - uzupełniła ministra. --MC, MAK

I co z tym tańcem?

NIMiT, PAP

Narodowy Instytut Muzyki i Tańca udostępnił ponad 450-stronicowy raport o stanie tańca w naszym kraju. "To pierwsza od 2011 roku tak obszerna, badawczo-ekspercka publikacja o tańcu w Polsce - narzędzie do refleksji, planowania i wspólnego kształtowania przyszłości sektora" - czytamy na stronie internetowej Instytutu. Publikacja obejmuje artykuły ekspertów, prezentacje wybranych danych z ogólnopolskiego projektu badawczego "Taniec w Polsce 2025", wyniki konsultacji regionalnych, zestawienie postulatów z dotychczasowych Kongresów Tańca oraz rekomendacje do dalszych działań. Raport stara się odpowiedzieć na pytania między innymi o to, jaki procent Polaków jest zainteresowany tańcem, co myślimy o tworzeniu centrów choreograficznych oraz jakie są nasze preferencje taneczne. Porusza ponadto wiele kluczowych zagadnień ekosystemu tanecznego, takich jak finansowanie, infrastruktura, obecność w mediach i sponsoringowy potencjał dyscypliny, edukacja, polityki kulturalne i umocowanie prawne, rozwój fundraisingu, dostępność tańca dla osób z różnymi potrzebami, rodzicielstwo oraz współczesna refleksja teoretyczna i krytyczna nad tematem. --MC

Jubileuszowe Koryfeusze

NIMiT

Koryfeusze Muzyki Polskiej przyznawane są od 2011 roku. Powstały z inicjatywy środowiska muzycznego, by wyróżniać osoby, grupy artystów i instytucje za dokonania w minionym sezonie. Kolegium elektorów przyznaje też nagrodę honorową za całokształt działalności. Tym razem otrzymał ją Waldemar Dąbrowski, wieloletni dyrektor Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w Warszawie, minister kultury w rządach Leszka Millera i Marka Belki, animator kultury i menadżer. Tytuł Osobowości Roku otrzymała Anna Szostak, którą doceniono "za realizację spójnej wizji rozwoju Zespołu Śpiewaków Miasta Katowice "Camerata Silesia"". Za Wydarzenie Roku uznano "Muzyczne spotkania" z okazji 80-lecia Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. "Bogaty program obchodów jubileuszu PWM ukazał wielowymiarowy dorobek twórców związanych z wydawnictwem - od klasyków XX wieku po muzykę najnowszą" - głosiło uzasadnienie. Nagrodę odebrał w imieniu oficyny jej dyrektor Daniel Cichy. Odkryciem Roku, także dzięki głosującej w sieci publiczności, ogłoszono Mateusza Dubiela - "za zwycięstwo w Ogólnopolskim Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina, torujące drogę do XIX Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego, oraz za intensywną działalność koncertową w Polsce i za granicą, potwierdzającą rosnącą pozycję artysty wśród młodych pianistów". Gala wręczenia statuetek odbyła się 3 listopada w Filharmonii Narodowej w Warszawie. --MC

Tak pisał Szymanowski

facebook.com, polskieradio.pl

Do stołecznej Biblioteki Uniwersyteckiej trafiły cenne rękopisy Karola Szymanowskiego z prywatnej kolekcji Adama Sołtysa. Udało się je pozyskać - przy wsparciu Beaty Bolesławskiej-Lewandowskiej, prezeski Związku Kompozytorów Polskich - dzięki zakupowi fundacji Universitatis Varsoviensis. Są wśród nich szkice ołówkiem niektórych pieśni z Rymów dziecięcych op. 49 i Słopiewni op. 46, a także atramentowy autograf Bunte Lieder op. 22. Biblioteka Uniwersytecka przechowuje unikatową kolekcję archiwaliów Szymanowskiego, w tym partytur, pism, listów, dokumentów i fotografii. Nowo pozyskane szkice stanowią tym cenniejsze wzbogacenie tego zasobu, że są brakującymi częściami już zgromadzonych rękopisów. "Dzięki nowemu nabytkowi Archiwum Kompozytorów Polskich Gabinetu Zbiorów Muzycznych BUW umacnia swoją pozycję jako główne centrum dokumentacji polskiej twórczości muzycznej" - czytamy w mediach społecznościowych Biblioteki. --MAK

PASSEGGIATA...

theviolinchannel.com

Obrigado e adeus! Maria Jo?o Pires przechodzi na emeryturę. 81-letnia pianistka ogłosiła swoją decyzję na ceremonii wręczenia jej Europejskiej Nagrody im. Heleny Vaz da Silva. Dodajmy, że to nie pierwszy raz, kiedy wieści ona koniec swojej kariery. Zrobiła to już w 2017 roku, jednak do zapowiadanego zaprzestania występów nie doszło. Dzięki temu przed trzema laty mogliśmy usłyszeć ją choćby na finał sezonu NFM Filharmonii Wrocławskiej, gdy wykonywała Koncert fortepianowy B-dur KV 595 Mozarta. Jednak tym razem prawdopodobnie zdania nie zmieni. W czerwcu miała kłopoty zdrowotne, które sprawiły, że musiała odwołać koncerty. "Postrzegam to jako znak" - napisała wówczas w mediach społecznościowych. --MC, MAK

macegroup.com

Muzyka na wodzie w Hanoi. Na półwyspie Qu?ng An ruszyła budowa opery zaprojektowanej przez Renzo Piano Building Workshop we współpracy z PTW Architects. To nie pierwsza scena operowa w stolicy Wietnamu - obecną wzniosły francuskie władze kolonialne. Budynek z 1911 roku wzorowany jest na paryskim Palais Garnier. Nowy ma sprawiać wrażenie unoszącego się na powierzchni Jeziora Zachodniego. Żebrowana "skorupa" na wodzie będzie ozdobiona połyskującymi płytkami ceramicznymi, nawiązującymi do słynnych muszli ostryg z tego akwenu. Budowa ma potrwać do 2027 roku. Wokół powstaną park kulturalno-artystyczny, teatr miejski, tereny rekreacyjne oraz obiekty usługowe i noclegowe. --MC

PAP

Polska, Chiny, dwa bratanki. Ambasada Państwa Środka i Narodowy Instytut Fryderyka Chopina zorganizowali koncert uczestników Konkursu Chopinowskiego z obu krajów. Wystąpili Zuzanna Sejbuk, Tianyao Lyu, Adam Kałduński, Yifan Wu i Zitong Wang. Lu Shan, ambasador Chińskiej Republiki Ludowej w Polsce, w rozmowie z PAP stwierdził, że Konkurs "służy poznaniu polskiej kultury i ducha narodu". Dodał, że odnotowana w tym roku rekordowa liczba ponad 30 chińskich uczestników świadczy o "przyjaźni Chin wobec Polski oraz głębokim rozumieniu muzyki Chopina przez Chińczyków". --MAK

operawire.com

Jonas Kaufmann postanowił spróbować swych sił w kinie fabularnym. W Niemczech niedawno miał premierę film Pumuckl i wielkie nieporozumienie. Słynny tenor poinformował, że zagrał w nim - co nie powinno dziwić - śpiewaka operowego. "Świetnie się bawiłem [...]. Kręciliśmy film w Bayerische Staatsoper na początku tego roku, a teraz jest już w kinach. To bardzo ważne zaznajamiać dzieci z muzyką klasyczną i operą, dlatego cieszę się, że mogłem być częścią tego projektu" - napisał w mediach społecznościowych. Dodajmy, że pięć lat temu powstał dokument o śpiewaku - Światowa gwiazda prywatnie, a w 2023 wydał on płytę The Sound of Movies z popularnymi piosenkami filmowymi. --MAK