Ruch Muzyczny 2/2025 - Opracowanie Zbiorowe

Kup ebooka

6.90 zł
5.73 zł (5,86 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#2 2025 LXIX

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyPiotr Mika

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnego

Festiwale

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, koncertyPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl

Swoboda Ruchu

Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów. Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

RuchMuzyczny

Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Potrzebujemy odważnego programowania

z Janem Bartošem rozmawia

Mateusz Ciupka

Fot. Vojtěch Havlík

Mateusz Ciupka: Pierwszy raz na żywo usłyszałem pana w 2018 roku na Muzycznym Maratonie Leoša Janáčka. Był to też pierwszy raz, kiedy na żywo usłyszałem Janáčka... Pamięta pan ten festiwal?

Jan Bartoš: Oczywiście, tego się nie da zapomnieć. Występowałem po wielu latach w Ostrawie, moim rodzinnym mieście, a recital transmitowano w Czeskim Radiu. Z pamięci grałem wszystkie fortepianowe utwory Janáčka, co trwało prawie dwie godziny. Pod każdym względem to było duże wyzwanie.

W którymś wywiadzie powiedział pan, że Janáček jest jednym z pańskich ulubionych kompozytorów, co nie zaskakuje - jego twórczość zna pan pewnie od urodzenia. Co pana w nim intryguje?

Urodziłem się w tym samym regionie, co Janáček. Czuję silną więź z morawską muzyką tradycyjną, jej poetyką, którą on się inspirował, i z jej instrumentarium. Pochodzę z muzycznego domu, prawie wszyscy moi krewni na czymś grali. Mój dziadek miał zespół cymbalistów! Ponadto nasza rodzina łączy się z Janáčkiem w osobie współpracującej z nim Lucie Bakešovej, wybitnej zbieraczki ludowych pieśni i tańców z Moraw, etnografki i choreografki.

Aby dobrze wykonywać utwory Janáčka, trzeba trochę zapomnieć, czego się uczyło na lekcjach fortepianu. Na przykład, aby osiągnąć typową dla niego artykulację, trzeba grać staccato z wciśniętym prawym pedałem. On sam mówił, że jego fortepianowa muzyka musi brzmieć jak "cymbały na świeżym powietrzu".

Wśród spraw, za które jestem panu wdzięczny, jest też to, że dokonał pan z symfonikami z Bambergu i Jakubem Hrůšą nagrania Koncertu fortepianowego Viktora Ullmanna, twórcy pochodzącego z tego samego regionu, co my. Co pana do niego przyciągnęło?

Pierwszy raz ten utwór usłyszałem w 2005 roku w amsterdamskim Concertgebouw, w interpretacji Garricka Ohlssona. I pomyślałem: "Co za niesamowita muzyka!". Jeszcze 30 lat temu twórczość Ullmanna była prawie nieznana.

W Czechach?

Koncert Ullmanna w Czechach pierwszy raz zabrzmiał zaledwie parę miesięcy temu. Ja dokonałem z kolei słowackiego prawykonania, z Filharmonią w Koszycach.

Pan żartuje! Przecież Terezin jest w Czechach tak istotny. Chyba często gra się tę muzykę...

Nie tak często, jak by na to zasługiwała. W latach dziewięćdziesiątych propagował ją u nas Gerd Albrecht, ówczesny szef Filharmonii Czeskiej. To on sprawił, że w Pradze zaczęto grać częściej Ullmanna, Kleina, Krásę czy Schulhoffa. Chodziłem na te koncerty, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dziś mam poczucie, że tę muzykę trzeba wreszcie uwolnić z terezińskiego getta, gdzie jej twórcy byli uwięzieni. Powinna być włączana na normalnych zasadach do programów, a nie umieszczana wyłącznie pod szyldem "Muzyka z Terezina".

Skoro jesteśmy przy odkryciach: przypomniał pan niedawno o postaci Antonína Rejchy - równolatka Beethovena - wykonując jego Koncert fortepianowy Es-dur z Orkiestrą Symfoniczną Czeskiego Radia. Nie pociąga pana praktyka historyczna?

Gram Haydna, Mozarta i Beethovena na współczesnym fortepianie, więc nie widzę powodu, dla którego miałbym grać Rejchę na historycznym. Nie wierzę w filozofię powrotu do przeszłości. Interesuje mnie raczej, w jaki sposób muzyka odnosi się do teraźniejszości, jak rezonuje z tym, co dzieje się wokół nas. Mam nadzieję, że gdy za 200 lat ktoś sięgnie po Święto wiosny, nie będzie naśladował nagrań Strawińskiego czy Bouleza, aby nadać utworowi "autentyczność". Nie chcę traktować muzyki jak eksponatu w muzeum. Interesuje mnie, co każdy utwór znaczy tu i teraz.

Oczywiście, w utworach Rejchy nie stosuję tej samej dynamiki, co u Liszta. Nie dlatego, że w tamtych czasach nie grano w ten sposób, ani że instrumenty nie miały takiej mocy, lecz ze względu na to, że charakter muzyki tego nie wymaga. Rejcha uczył postępowych kompozytorów, jak Liszt, Berlioz czy Franck. Był eksperymentatorem i wizjonerem. W jego pismach teoretycznych można znaleźć nawet wzmiankę o ćwierćtonach! Dlaczego więc ograniczać się do instrumentów historycznych? Oba podejścia, historyczne i nowoczesne, powinny współistnieć, oba są słuszne. Rejcha czy Beethoven patrzyli w przyszłość, czuli to, czego większość ludzi jeszcze nie czuła. Czech popadł jednak w zapomnienie, gdyż nie promował swojej muzyki. Jego prace wywarły wpływ na późniejsze pokolenia, lecz muzyka nie była wykonywana ani za życia, ani tym bardziej po śmierci twórcy.

Pan też nie przepada za maszynerią marketingową.

Ma pan rację.

A jednak dołączył pan do jednej z największych agencji artystycznych w świecie klasyki - do IMG Artists. Serwis operaplus.cz w nagłówku wiadomości o tym napisał: "Jan Bartoš míří mezi elitu" ("Jan Bartoš znalazł się w elitarnym gronie").

Cóż, muszę przyjąć, że to część mojej pracy. Media społecznościowe i marketing nie pasjonują mnie. Cieszę się, że mam agencję, która może mi pomóc.

Niech pan zdradzi, jak to się robi. Jak dostać się do tak ważnej agencji?

Przedstawiciele agencji znali mnie od pewnego czasu, słuchali na kilku koncertach. Współpraca zaczęła się w grudniu, po moim występie ze Staatskapelle Berlin i Jakubem Hrůšą. To dla mnie ważne, bo znalazłem się w tej samej agencji, co Mitsuko Uchida czy Murray Perahia.

Oprócz solowego grania zajmuje się pan także uczeniem. Studenci wiedzą, że muszą się promować i media społecznościowe temu służą. Inwestują w nie czas i wysiłek, co pewnie ma swoje konsekwencje...

Zasiadałem niedawno w jury Konkursu Busoniego w Bolzano. Zauważyłem, że młodzi ludzie mają dzisiaj trudniej, niż mieliśmy my, gdy się uczyliśmy. To teraz normalne, że 16-latek gra Gaspard de la nuit Ravela czy sonaty Skriabina. Wywierana jest na niego ogromna presja, jest nieustannie narażony na porównania. Staram się swoim uczniom i studentom pomóc znaleźć własny głos, tożsamość - artystyczną, ale i ludzką. W pewnym sensie media społecznościowe mogą w tym pomóc. Zanim jednak skorzystamy z narzędzia do wyrażania siebie, trzeba poznać swoją naturę i wiedzieć, do czego się w życiu dąży. Im bardziej stechnologizowany staje się świat, tym potrzebniejsze jest to, co nosi znamiona indywidualności i niepowtarzalności człowieka.

O czym pan marzy, jeśli chodzi o odkrycia repertuarowe? Co ma pan ochotę zagrać?

Interesuje mnie muzyka Europy Środkowej, twórcy, którzy żyli w Pradze i Wiedniu - na skrzyżowaniu kultur. Uwielbiam Mozarta, Beethovena, Schuberta i Brahmsa. Chcę także grać muzykę czeską, która skrywa wiele arcydzieł. Wciąż mamy przecież utwory, które nie zostały dobrze wykonane - Zdenka Fibicha, Josefa Suka, Vítězslava Nováka, Bohuslava Martinů...

A czeska publiczność? Chce słuchać tylko Mojej ojczyzny?

Oczywiście, że nie, ale często jej słuchała w Roku Muzyki Czeskiej. Powstało wiele wartościowych projektów, ale zabrakło czasu na przygotowanie tych ambitniejszych. Ze względu na politykę dotacyjną, większość instytucji w naszym kraju funkcjonuje z roku na rok, co w świecie muzyki jest niezwykle krótkim okresem. Czeska publiczność jest raczej konserwatywna, ale młodsze pokolenie zdecydowanie potrzebuje muzyki współczesnej. Na przykład Praska Wiosna wprowadziła serię Prague Offspring, która cieszy się ogromną popularnością. Jako dyrektor artystyczny orkiestry PMP oraz dwóch festiwali - Prague Music Performance oraz Music Is - wspieram sztukę współczesną, co roku inicjując prawykonania. Otwartości i śmiałego programowania potrzebujemy zawsze.

Schönberg w ogniu

nytimes.com, pap.pl, vatmh.org

"Niszczycielskie pożary w hrabstwie Los Angeles wydają się najkosztowniejszymi w historii Kalifornii. Cal Fire [California Department of Forestry and Fire Protection - red.] szacuje, że zniszczeniu uległo ponad 12 tysięcy budynków, a nasi analitycy [...] oceniają straty ubezpieczeniowe na kwotę od 10 do 30 miliardów dolarów" - poinformowano w raporcie Goldman Sachs. Gubernator stanu, Gavin Newsom, stwierdził, że pożary będą pewnie najbardziej katastrofalną w skutkach klęską żywiołową w dziejach Stanów Zjednoczonych. Ogromne straty odnotowuje się również w świecie muzyki. Filharmonicy z Los Angeles odwołali większość styczniowych koncertów. Studia nagraniowe, pracownie lub domy stracili członkowie orkiestry, między innymi oboistka Marion Kuszyk, trębacz Christopher Still i skrzypaczka Aroussiak Baltaian. Dla wsparcia tej ostatniej została założona specjalna zbiórka. Mimo dramatycznej sytuacji, odbędzie się wręczenie nagród Grammy. Galę zaplanowano na 2 lutego w hali sportowo-widowiskowej Crypto.com Arena. Akademia Fonograficzna nie pozostała jednak obojętna na tragiczne wydarzenia, więc uroczystości towarzyszyć będzie akcja charytatywna. Jak na razie nie odwołano także lutowej odsłony festiwalu Schoenberg at 150. Tymczasem przeszło 100 tysięcy partytur i materiałów orkiestrowych spłonęło w Belmont Music Publishers, firmie założonej przez potomków Arnolda Schönberga, specjalizującej się w promowaniu jego muzyki. Archiwum mieściło się w domu 83-letniego Larry'ego Schönberga, w dzielnicy Pacific Palisades. "Utrata kolekcji może przysporzyć problemów orkiestrom, zespołom kameralnym i solistom planującym wykonania dzieł Schönberga w nadchodzących miesiącach" - czytamy w "The New York Times". W pożarze zostały zniszczone również cenne pamiątki, między innymi fotografie, listy, plakaty, książki, rękopisy oraz aranżacje utworów Austriaka autorstwa innych kompozytorów. Schönberg mieszkał w Los Angeles po wyemigrowaniu z Europy w 1933 roku aż do śmierci w 1951. --MC, MAK

Paszporty i nie tylko

icma-info.com, pizzicato.lu, polityka.pl, Polskie Radio

Jan Bartoš, #1981, czeski pianista, uczeń Alfreda Brendla i Ivana Moravca, wykładowca Akademie múzických umění w Pradze; nagrywa nieznane dzieła muzyki czeskiej, między innymi utwory Miloslava Kabeláča, Vítězslava Nováka czy Václava Talicha; od grudnia 2024 roku reprezentuje go nowojorska agencja IMG Artists.

Gabriela Legun laureatką Paszportu "Polityki" 2024. Nominowanych w kategorii muzyka poważna przedstawiła na gali Dorota Szwarcman. Jak podkreśliła, "w tej kategorii od lat jest najniższa średnia wieku. Co roku znajdują się w tym gronie talenty zasługujące na tę nagrodę". Tym razem nominacje otrzymali śpiewaczka Gabriela Legun, pianista i klawesynista Maciej Skrzeczkowski oraz wiolonczelista Antoni Wrona. Ponadto zgłoszeni zostali: dyrygentki Marta Gardolińska i Joanna Natalia Ślusarczyk, dyrygent Yaroslav Shemet, kompozytorki Żaneta Rydzewska i Aleksandra Słyż, kompozytor Rafał Ryterski, sopranistki Magdalena Lucjan i Dorota Szczepańska, mezzosopranistka Zuzanna Nalewajek, baryton Szymon Mechliński, skrzypaczka Maria Sławek, skrzypek jazzowy Kacper Malisz i pianista jazzowy Ignacy Jan Wiśniewski. Paszport odebrała Gabriela Legun "za zasłużone sukcesy konkursowe i sceniczne, wzruszenia i emocje, za piękny głos, osobowość i kreacje Micaëli w Carmen oraz Mimi w La Boh?me". "Są to zupełnie inne emocje niż na scenie. Jestem bardzo szczęśliwa i dziękuję całej kapitule. Będzie to dla mnie motywacja, by śpiewać dla państwa najpiękniej" - powiedziała śpiewaczka.

I to nie koniec dobrych wiadomości. Laureatów ogłosiła także kapituła International Classical Music Awards. "Zwycięzców wybrano spośród 374 nominowanych albumów, a także rozmaitych artystów i marek płytowych. Lista ta obejmowała muzyków, zarówno znanych, jak i debiutujących, oraz nie mniej niż 17 międzynarodowych wytwórni" - skomentował Rémy Franck, przewodniczący jury. Były również specjalne wyróżnienia. Nagrodę za całokształt twórczości otrzymał Gidon Kremer. Dyrygent Leonardo García Alarcón został artystą roku, wiolonczelista Benjamin Kruithof - młodym artystą roku, a pianistę Cana Saraça okrzyknięto odkryciem. Nagroda kompozytorska trafiła do Christopha Ehrenfellnera, BR Klassik ogłoszono wytwórnią roku, a ICMA-Classeek Award dostał wiolonczelista Ettore Pagano. Laury za szczególne osiągnięcia przyznano zaś dyrygentowi Ádámowi Fischerowi, pianiście Oliverowi Triendlowi oraz Düsseldorfer Symphoniker. Pośród nagrodzonych znajdziemy także Polaków. W kategorii muzyka wokalna uhonorowano album Urlicht, który Łukasz Borowicz i orkiestra Filharmonii Poznańskiej wraz z barytonem Samuelem Hasselhornem nagrali dla wytwórni Harmonia Mundi (recenzja Bartosza Witkowskiego w #24/2024). Gala rozdania statuetek odbędzie się 19 marca w Tonhalle w Düsseldorfie. Koncert z udziałem kilkorga laureatów i Düsseldorfer Symphoniker poprowadzi Ádám Fischer. --MC, MAK

We Wrocławiu (kolejne) zmiany

"Gazeta Wyborcza", Opera Wrocławska

Tomasz Konieczny objął stanowisko dyrektora castingu Opery Wrocławskiej. Jak tłumaczy w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" nowa dyrektorka sceny, Agnieszka Franków-Żelazny: "Dyrektor castingu nie jest tym samym, co dyrektor artystyczny. Ma roztaczać opiekę wokalną nad naszymi solistami, żeby mogli długo i pięknie śpiewać, obsadzać ich w rolach, które najlepiej pokażą posiadany potencjał. I tak dobierać zespół do spektaklu, żeby między artystami była chemia. Będzie również proponował reżyserów poszczególnych premier i doradzał w sprawach doboru kadry kreatywnej". Franków-Żelazny liczy nie tylko na doświadczenie śpiewaka, lecz także na jego kontakty zdobyte w czasie licznych zagranicznych występów.

Wiemy również, kto będzie kierownikiem muzycznym wrocławskiego teatru. Od przyszłego sezonu pracę na tym stanowisku rozpocznie Gruzin Mirian Chuchunaiszwili, współzałożyciel i dyrektor Tbilisi Youth Orchestra, którego polska publiczność może kojarzyć z występów z NFM Filharmonią Wrocławską, orkiestrami Polskiej Filharmonii Bałtyckiej czy Filharmonii Sudeckiej. To pierwszy laureat Ringmann-Jaross Award, przyznawanej przez Christopha Eschenbacha, obecnego dyrektora artystycznego Narodowego Forum Muzyki. W 2020 roku Chuchunaiszwili uzyskał tytuł doktorski na Akademii Muzycznej w Krakowie. --MC, MAK

Trafią do Belwederu

gov.pl

Koniec tułaczki. Zespół Szkół Muzycznych w Poznaniu oficjalnie otrzymał nową siedzibę. W 2023 roku placówka musiała opuścić budynki przy ulicy Głogowskiej, które zajmowała od lat siedemdziesiątych XX wieku. Teraz, dzięki współpracy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z władzami miasta oraz Międzynarodowymi Targami Poznańskimi, udało się pozyskać zabytkowy gmach, w którym podczas Powszechnej Wystawy Krajowej w 1929 roku znajdowały się pomieszczenia administracyjne targów oraz ekskluzywna restauracja Belweder z salą bankietowo-koncertową. Obiekt o powierzchni 3500 m2 zostanie poddany gruntownej rewitalizacji. W głównej auli powstanie sala koncertowa, która będzie miejscem dużych wydarzeń - od uroczystych koncertów, przez egzaminy dyplomowe, aż po imprezy środowiskowe z udziałem mieszkańców Poznania. Z kolei mniejsze koncerty, spektakle czy recitale znajdą swoje miejsce w reprezentacyjnej sali kameralnej oraz kilku salach wielofunkcyjnych, które będą służyły również celom dydaktycznym. Zespół Szkół Muzycznych w Poznaniu, prowadzony przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, łączy w sobie cztery szkoły muzyczne: PSM I stopnia im. Karola Kurpińskiego, PSM II stopnia im. Fryderyka Chopina, Policealne Studium Piosenkarskie im. Czesława Niemena oraz OSM II stopnia im. Jadwigi Kaliszewskiej, potocznie nazywaną Poznańską Szkołą Talentów. --MAK

Płynne zmiany w "Glissandzie"

fb.com

Jan Topolski, po dwóch dekadach na czele magazynu o muzyce współczesnej "Glissando", rozstał się z kolektywem redakcyjnym, pod koniec ubiegłego roku ustępując ze stanowiska. Zespół zdecydował, że od 1 lutego funkcję redaktora naczelnego będzie pełnić Piotr Tkacz, pochodzący z Poznania dziennikarz, krytyk, didżej, organizator wydarzeń muzycznych, związany z "Glissandem" od 15 lat. Na jego zastępczynię wybrano Małgorzatę Heinrich. Topolski, który kierował "Glissandem" od jego powstania w 2004 roku, pozostanie w zarządzie fundacji 4.99, wydawcy pisma. Cała trójka regularnie współpracuje z #. --PM

Passeggiata...

Classic FM

200 lat! 15 stycznia 100 urodziny świętowała Ruth Slenczynska, amerykańska pianistka, ostatnia z żyjących uczennic Siergieja Rachmaninowa. Artystka koncertuje od prawie dziewięciu dekad. Występy rozpoczęła jako czteroletnie cudowne dziecko. W 1931 zadebiutowała w Berlinie, rok później - w Paryżu. W 2022 nagrała swój pierwszy od blisko 60 lat album - My Life in Music (Decca). Na razie - jak mówi - nie myśli o kolejnym. Jedną z cenniejszych pamiątek pianistki jest naszyjnik firmy Fabergé, który dostała od swojego słynnego nauczyciela. --MAK

"Diapason", DPA

Dom Beethovena w Bonn kupił bezcenny rękopis czwartej części Kwartetu smyczkowego B-dur op. 130 swego patrona. Dzieje autografu nie są dobrze znane. Uważa się, że w latach dwudziestych XX wieku znalazł się w posiadaniu Petschków, rodziny czeskich Żydów, bankierów i przemysłowców. Zanim Czechosłowację zajął Hitler, wyemigrowali oni do Stanów Zjednoczonych, nie zabierając ze sobą rękopisu. Po wielu próbach jego odzyskania, udało się to dopiero w 2022 roku. Ostatecznie rodzina zdecydowała o sprzedaniu pamiątki muzeum Domu Beethovena, by można było udostępniać ją publiczności i badaczom. --MC, MAK

"The Strad", The Violin Channel

Leonhard Baumgartner ożywi stradivariusa ex-Petherick. Dzieło mistrza z Cremony zostało podarowane 18-letniemu Austriakowi przez Stretton Society. Instrument z 1683 roku należał do londyńskiego lutnika George'a Harta. W 1900 przekazano go Horace'owi Petherickowi - pisarzowi, ilustratorowi i znawcy skrzypiec. Nie grano na nich od 70 lat. "Nie mogę się doczekać, aby je zgłębić i uwolnić ich potencjał" - powiedział Baumgartner. Dziękując Stretton Society, podkreślił, że stradivarius będzie jego "nowym muzycznym domem". --MC

nifc.pl

Czas na rozgrzewkę przed październikiem - 53 Ogólnopolski Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina odbędzie się w Filharmonii Narodowej i potrwa od 1 do 9 lutego. W ramach dwóch pierwszych etapów młodzi pianiści wykonają recitale solowe, zaś w finale usłyszymy interpretacje wybranego koncertu fortepianowego patrona imprezy. Uczestnicy zagrają z towarzyszeniem orkiestry Filharmonii Narodowej pod batutą Michała Nesterowicza. Zdobywcy miejsc I i II mogą zostać zakwalifikowani do udziału w październikowym 19 Konkursie Chopinowskim z pominięciem eliminacji, a laureat trzeciej nagrody może wziąć udział w eliminacjach z pominięciem prac komisji kwalifikacyjnej. --MAK

Urszula Trawińska-Moroz

(1937-2025)

Fot. Edward Hardwig/nac.gov.pl

"Była artystką totalną. Piękną kobietą o pięknym technicznie, perfekcyjnie prowadzonym głosie. Aktorką, partnerką była pyszną" - mówi nam Włodzimierz Zalewski, wspominając wielokrotne spotkania sceniczne z Urszulą Trawińską-Moroz, w tym także swój debiut na deskach warszawskiego Teatru Wielkiego pół wieku temu.

Pochodziła z Gniezna, studia wokalne podjęła w Poznaniu, ale w 1958 roku zdecydowała się na wyjazd do Warszawy, gdzie trafiła do klasy śpiewu Ady Sari. Wiedzę zdobytą w stołecznej Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej uzupełniała na kursach u Giny Cigny w Wenecji. W 1962, rok po zdobyciu dyplomu, przez trzy sezony była solistką Państwowej Opery Objazdowej, gdzie debiutowała jako Mimi w La Boh?me Pucciniego. Regularną współpracę z warszawskim Teatrem Wielkim rozpoczęła w 1966, choć pierwszy raz z jego zespołami spotkała się pod koniec 1964, zastępując niedysponowaną solistkę w roli Violetty w Traviacie Verdiego. Z narodową sceną była związana przez ponad dwie dekady, do roku 1988. Do jej najbardziej pamiętnych kreacji zalicza się rolę tytułową w Łucji z Lammermooru Donizettiego oraz Małgosię w Jasiu i Małgosi Humperdincka. Artystka stawiała czoła wyzwaniom repertuarowym, występując w dziełach zarówno Claudia Monteverdiego, Domenica Scarlattiego, jak i Gian Carla Menottiego czy Krzysztofa Pendereckiego. W dorobku miała około 40 partii operowych i kilka operetkowych. Dysponowała dramatyczną odmianą koloratury, znakomicie opanowała bel canto. Śpiewała na wielu scenach i estradach europejskich, między innymi brytyjskich, francuskich, jugosłowiańskich i niemieckich (bliżej współpracowała z Gärtnerplatztheater w Monachium).

W latach 1987-1989 pełniła funkcję dyrektorki naczelnej i artystycznej Opery i Operetki w Szczecinie, a w latach 1989-1991 - Operetki Warszawskiej. W 1991 założyła Polski Teatr Muzyczny - prywatny objazdowy teatr, dający spektakle głównie za granicą.

Jako pedagożka realizowała się przede wszystkim na uczelni muzycznej w Warszawie: od 1978 roku, przez ponad trzy dekady, wykładając śpiew solowy (od 1996 jako profesor zwyczajny). Ponadto w latach 1980-1981 i 2002-2005 pełniła funkcję dziekana Wydziału Wokalnego. W czasie drugiej kadencji przyczyniła się do powstania studiów wokalnych w białostockiej filii stołecznej Akademii Muzycznej.

Wspomnienia artystka zawarła w autobiografii Dobre duchy z zamku w Ravenswood (Pomorze, Bydgoszcz 1989).

Urszula Trawińska-Moroz zmarła 7 stycznia w wieku 87 lat. --PM

Jerzy Bauer

(1936-2025)

Trudno w kilku zdaniach pisać o znakomitym kompozytorze, erudycie o wyjątkowo otwartym umyśle, wspaniałym pedagogu i swoim Profesorze. A nawet gdyby tych zdań mogło być o wiele, wiele więcej, to owa trudność wcale by nie zniknęła.

Jerzy Bauer był, a w mojej świadomości - wciąż jest, postacią wyjątkową. Trafiłem na niego dzięki Franciszkowi Wesołowskiemu, u którego zgłębiałem - jeszcze przed studiami w łódzkiej Akademii Muzycznej - harmonię oraz kontrapunkt, i który po dwóch latach nauki stwierdził, że powinienem studiować kompozycję, i to u Jerzego Bauera, jego wychowanka. Tak też się stało. Niemal równolegle studiowałem u dwóch mistrzów: teorię muzyki u profesora Wesołowskiego i kompozycję u profesora Bauera. Cudownym zrządzeniem losu mogłem obserwować, jakim szacunkiem Jerzy Bauer darzy swojego nauczyciela i jakim szacunkiem Franciszek Wesołowski darzy swojego ucznia. Tę niezwykłą relację chciałbym podkreślić. Mnie także było dane doświadczyć takiej z oboma tymi wspaniałymi pedagogami.

Truizmem byłoby opisywanie osiągnięć kompozytorskich profesora Bauera, bo bezsprzecznie są one godne wielkiego uznania. Jego osobowość artystyczna była jasno określona poprzez zakorzenienie w wielkiej tradycji muzycznej, której był świadomym kontynuatorem. Jak twierdził, sztuki nie sposób tworzyć ex nihilo. Jako człowiek niezwykle inteligentny, słynął z ciętej riposty, ale i dystansu do siebie oraz otaczającej go rzeczywistości. Działalności nie ograniczał tylko do komponowania czy dyrygowania. Pozostawił po sobie obszerne refleksje o muzyce, które dowodzą jego świadomości tworzenia i artystycznych wyborów. W prywatnych mailach także zdarzały się wiersze...

W swojej pamięci zachowam cenne opowieści o artystycznych doświadczeniach podczas studiów w Paryżu u Nadii Boulanger i Oliviera Messiaena. Nie da się zapomnieć zachwytu Profesora nad La Nativité du Seigneur, którego wysłuchał w paryskiej katedrze Notre-Dame. Z pewnością i to przyczyniło się do mojego zauroczenia twórczością, zwłaszcza organową, francuskiego mistrza. Mógłbym przywoływać jeszcze wiele historii z kontaktów studencko-zawodowych, ale byłby to wciąż niepełny obraz Profesora. Pozostaje on w mojej świadomości jako człowiek, który zupełnie niezasłużenie darzył mnie i moją rodzinę ogromną, wręcz przyjacielską życzliwością przez 30 lat. --Krzysztof Grzeszczak

Otto Schenk

(1930-2025)

Wiedeńczyk z krwi i kości, a przede wszystkim człowiek teatru. Aktor, który zdobył uznanie na najlepszych austriackich scenach, a na festiwalu w Salzburgu zagrał w ciągu czterech dekad w 237 przedstawieniach. Jako reżyser zaczynał od dramatu, potem przyszła opera. Pierwszy znaczący w niej sukces odniósł w Theater an der Wien, gdzie w 1962 roku zrealizował Lulu Berga (dyrygował legendarny Karl Böhm). Tak zaczęła się wielka kariera Schenka.

Szczególnie ważne dla niego były dwa teatry: wiedeńska Staatsoper i nowojorska Metropolitan. Cechami charakterystycznymi jego inscenizacji są realistyczna drobiazgowość, widowiskowość i przywiązanie do tradycji, co obu instytucjom i ich widzom bardzo odpowiadało. Nawet gdy dyrekcję w Met objął Peter Gelb i zabrał się za jej odświeżanie, większość przedstawień Austriaka utrzymał przez pewien czas w repertuarze.

Schenk miał ogromny teatralny smak. Był też otwarty na różne propozycje. "Na pierwszej próbie oznajmił mi, że Doktor Malatesta powinien być równolatkiem Don Pasquale, więc muszę wystąpić z siwą peruczką i z laską - opowiadał Mariusz Kwiecień, który w 2006 roku w Metropolitan występował w jego słynnym Don Pasquale. - Trudno mi było przeistoczyć się w starszego, nieruchawego człowieka. Schenk pokazuje mi, jak mam się poruszać i wykonywać różne gesty, więc gdy zaczynają się pierwsze takty duetu z Noriną, staram się kontrolować każdy ruch. Nic jednak nie składa się w całość. W końcu odrzucam laskę, palto, wyciągam z kieszeni słoneczne okulary i zaczynam bawić się muzyką: podskoki, salta, trochę erotyki, w końcu szalony finał, ostatni akord i zapada cisza. Otto Schenk, wsparty na lasce, wszedł na scenę i powiedział: "Do diabła z tym starcem, skoro młodość jest tak piękna!"".

Ten spektakl znamy w Polsce dzięki nagraniu wideo, podobnie jak Rusałkę Dvořáka z Nowego Jorku - zupełnie inną w klimacie, mroczną, rozgrywającą się głównie w gęstwinie drzew (w ich koronach skrywała się tytułowa bohaterka). Inscenizacja miała premierę w 1987 roku w Wiedniu, ale została zarejestrowana w Stanach Zjednoczonych ponad ćwierć wieku później, gdy do głównej roli powróciła Renée Fleming, a partnerował jej Piotr Beczała. Przedstawienia Ottona Schenka żyją bowiem po kilka dziesięcioleci. Ostatni wieczór sylwestrowy wiedeńczycy spędzili więc - jak od lat - bawiąc się w Staatsoper na jego Zemście nietoperza. W lutym na tę scenę wróci Fidelio w inscenizacji Schenka z 1970 roku, natomiast w marcu - Napój miłosny z 1980. Jeszcze starsza, bo z 1969, jest jego La Boh?me, którą od lutego będzie można oglądać w Monachium. --Jacek Marczyński