Ruch Muzyczny 2/2023 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

5.90 zł
4.90 zł (5,02 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#2 2023 rok LXVII

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyMichał Mendyk

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnegofestiwale, koncerty

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka współczesna

Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Redaktor senior

Józef Kański

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00

Adres

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

Ruch Muzyczny

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce Esa-Pekka Salonen, fot. Nicolas Brodard

SZTUKA TRWANIA

Michał Mendyk

Fot. Bartek Warzecha

Mozart nazywał je królem instrumentów. I choć zapewne niewielu, nawet wytrawnych, melomanów potrafiłoby wymienić choćby jednego znaczącego współczesnego kompozytora muzyki organowej (na przykład Thierry'ego Escaicha, Franza Danksagmüllera, Petra Ebena czy Najiego Hakima, o których wnikliwie pisze w # Bartłomiej Barwinek), status kulturowy owego - pamiętającego czasy Plotyna - aerofonu zdaje się w naszym zglobalizowanym świecie nie słabnąć. Przyczyny tego fenomenu wyjaśnia - w artykule poświęconym wielkim projektom rekonstrukcyjnym - Andrzej Szadejko:

"[Organy] stanowią ten element kultury europejskiej, który, wyabstrahowany z kontekstu religijnego, przejmują chętnie inne, odmienne od naszej (na przykład Chiny, Japonia). Dlaczego? Nie wdając się w szczegóły, warto tylko wskazać, że instrument ów wpływa na rozwój w wielu sferach: społecznej - jako wyznacznik prestiżu, rozrywki, edukacji i integracji; artystycznej - jako narzędzie tworzenia nowej muzyki oraz nośnik nowych trendów w architekturze i innych dziedzinach sztuki (malarstwo, rzeźbiarstwo, snycerstwo, metaloplastyka i tym podobne); technologicznej - jako impuls do poszukiwania nowych materiałów, metod ich wytwarzania i związanych z tym badań".

Organy urastają więc do rangi muzycznej arki, w której dźwięku zaklęte zostają duch oraz wiedza macierzystej cywilizacji. Intuicję tę potwierdza w rozmowie z Mateuszem Ciupką wybitny niemiecki organmistrz, twórca między innymi instrumentu Narodowego Forum Muzyki, Philipp Klais: "[...] udajemy się do danego kraju lub regionu i słuchamy języka, tak jak słucha się muzyki. Nawet jeśli nie rozumiemy słów, możemy usłyszeć melodię, charakter, rytm, intonację. W barokowych hiszpańskich organach wyraźnie słyszę tamtejszy język". Zapytany o wpływ pustoszących współczesny świat kryzysów na jego sztukę, spadkobierca działającej od 1882 roku firmy odpowiada: "poprzednie pokolenia też musiały sobie radzić i w zasadzie nigdy nie miały lekko. Nasi rodzice doświadczyli drugiej wojny światowej, dziadkowie pierwszej - wszyscy mieli trudności".

W tej pozornie pesymistycznej wizji dziejów wybrzmiewa pokrzepiająca nuta optymizmu - wiary w trwanie w sztuce i poprzez sztukę. Wielka muzyka - wbrew historycznym zawirowaniom, a nawet niewyobrażalnym dla przeciętnego człowieka tragediom - potrafi pokonywać stulecia, łącząc ludzi ze skrajnie odległych zakątków świata. Doskonale wyraża swoją epokę, pozostając jednocześnie nośnikiem ponadczasowej opowieści - mitu. Wbrew twierdzeniom takich mistrzów XX wieku, jak Strawiński czy Lutosławski, którzy powtarzali, że muzyka poza samą sobą nie może nic wyrażać. Polemizuje z nimi - na łamach # - ich ceniony spadkobierca, znakomity dyrygent i kompozytor Esa-Pekka Salonen, którego Symfonia koncertująca zainaugurowała niedawno organy Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia.

"Ale to kłamstwo. W jego muzyce bez wątpienia był element narracyjny, czemu oczywiście sam zaprzeczał - mówi w rozmowie z Agatą Kwiecińską o swoim, bądź co bądź, nieformalny mistrzu Witoldzie Lutosławskim. - Weźmy początek Koncertu wiolonczelowego - pojedyncze dźwięki grane przez solistę, a potem atakująca blacha. Przecież to kolektyw totalitarny atakujący jednostkę, starający się ją złamać. Witold mówił: "Nie, nie, to tylko konstrukcja". Może nie od początku, ale wiedziałem, że mijał się z prawdą. Ze Strawińskim było tak samo. Po prostu wtedy należało tak mówić".

Siła tradycji bywa więc też czasem zniewalająca. O tym jednak, że "tradycja i eksperyment są w sobie wzajemnie zagnieżdżone, jakimś dwukierunkowym niewidzialnym połączeniem, jakby przeszłości z przyszłością, powstających "teraz"", opowiemy w kolejnym numerze #. Ale to już zupełnie inna historia...

Cytat numeru:

Jest w NIM [koncercie] coś niemal plemiennego. [...] Z podobnych POWODÓW ludzie wybierają się na MECZ piłki nożnej

--Esa-Pekka Salonen

AKTUALNOŚCI

Nigdy nie jest za późno na MUZYKĘ DAWNĄ

z ARIANNĄ SAVALL I PETTEREM UDLANDEM JOHANSENEM rozmawia

Agnieszka Nowok-Zych

Petter Udland Johansen i Arianna Savall, fot. Karoline Aumaury

Agnieszka Nowok-Zych: Spotykamy się w Gliwicach na Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Dawnej Improwizowanej All'Improvviso, który obchodzi 15 urodziny. Można was nazwać jego przyjaciółmi. Jak zaczęła się ta współpraca?

Arianna Savall: Wysłano do nas maila z pytaniem, czy zagralibyśmy w wyjątkowym miejscu - Ruinach Teatru Victoria - z programem "Peiwoh". Byłam już kiedyś w Polsce z rodzicami, ale wówczas - w 2010 roku - nasz zespół wystąpił w waszym kraju po raz pierwszy, byliśmy bardzo podekscytowani. Koncert odbył się w październiku, było okropnie zimno, ale atmosfera - niezwykła. To niesamowite, że nasza współpraca trwa już 12 lat, zrobiliśmy tyle wspólnych projektów... Organizatorzy mają mnóstwo pomysłów!

Petter Udland Johansen: Co roku przyjeżdża tu wielu wspaniałych artystów, grał tu właściwie każdy znaczący muzyk zajmujący się tradycją dawną. Ostatnio organizatorzy odważyli się na większe realizacje, jak współczesne premiery oper barokowych. Festiwal rozrósł się, jest żywy i dynamiczny. Moje doświadczenie wiąże się nie tylko z koncertami, lecz także z rodzinną atmosferą. Jestem podbudowany tym, że w Polsce wyjątkowo dużo młodych ludzi przychodzi na koncerty. Podobnie jest w Szwajcarii, Niemczech i Francji - to bardzo dobrze wróży na przyszłość.

AS: W Gliwicach robią też najlepszą pizzę! Zawsze jemy ją przed koncertem! Publiczność jest niesamowita, ciepła... chyba nigdzie nie sprzedajemy i nie podpisujemy tylu płyt. Mój ojciec, Jordi Savall, również grał kiedyś na tym festiwalu; daliśmy wtedy miły, rodzinny koncert.

Nazwa waszej formacji, Hirundo Maris, oznacza gatunek rybitwy. Jak odnosi się do muzyki dawnej i tradycyjnej, którą wykonujecie?

AS: To mały ptak, który lato spędza w Skandynawii, a przed zimą migruje w rejony Morza Śródziemnego. W południowej Katalonii istnieje jego wielka kolonia. My sami mieszkamy w Szwajcarii, ale podróżujemy do Hiszpanii każdego miesiąca, by uczyć i dawać koncerty. Często bywamy też w Norwegii, właściwie to żyjemy jak nomadzi... Pochodzimy z krajów, w których tradycja muzyki ludowej zajmuje ważne miejsce. W moim przekonaniu jest ona silnie połączona z muzyką dawną. Moja matka, Montserrat Figueras, uwielbiała katalońską muzykę tradycyjną i muzykę sefardyjską. Wraz z bratem wyrastaliśmy w tym duchu... Te dźwięki wniknęły we mnie głęboko, do dziś pamiętam stare, katalońskie kołysanki, które nam śpiewała... Granica między muzyką dawną a tradycyjną może być zatem bardzo subtelna. Kiedy zaczęliśmy studiować, chcieliśmy je łączyć nie tylko na zasadzie pięknego wypełnienia. Zależało nam, by to było coś poważnego, głębokiego... Wszelkie aranżacje i kompozycje tworzymy zatem z wielką miłością i szacunkiem do obu tych tradycji.

PJ: Ten ptak łączy Północ z Południem - to coś, co i my próbujemy osiągnąć, pokazując różne kultury i różne drogi tworzenia muzyki.

AS: Na pierwszej płycie Hirundo Maris dla ECM Records znajduje się katalońska ballada El Mariner ("Żeglarz"). Graliśmy ją w Gliwicach w 2010 roku. To piękny dialog żeglarza z Północy z kobietą z Katalonii... do tego historia ze szczęśliwym zakończeniem... dokładnie jak nasza!

W Gliwicach wykonaliście repertuar bożonarodzeniowy z albumu Silent Night.

PJ: Celem było pokazanie, jak różne kraje świętowały ten czas. Przykładowo norweskie pieśni są melancholijne, nawet gdy tekst dotyczy narodzin Jezusa i historia jest bardzo radosna.

Jak dotarliście do tych kolęd? Czy są znane w kręgach muzyki dawnej?

PJ: Niektóre są popularne, a niektóre znaleźliśmy w internecie. Poznaliśmy też osoby ze Szwajcarii romańskiej, które miały świetne pomysły... Nie jest to typowy świąteczny album.

AS: Program ułożył się w misterną mozaikę. Es ist ein Ros entsprungen to przepiękna niemiecka pieśń doby renesansu. Śpiewamy również bardzo stary kataloński utwór El cant dels ocells. Stał się on znany na całym świecie dzięki Pablo Casalsowi. Opowiada o wolności, dialogu i pokoju, jest jak hymn Katalonii. W naszym repertuarze znajdują się również kolędy prowansalskie, norweskie, staroangielskie i ostinatowa kompozycja mojego autorstwa - La Salve. Wszystkie utwory zaaranżowaliśmy bardzo osobiście - to fuzja muzyki dawnej, tradycyjnej i naszej kreatywności.

Czy aranżacje, które proponujecie, utrzymane są w stylu epoki, w jakiej powstało dzieło? Nawiązujecie do tradycji wykonawczej, czy to zupełnie nowe spojrzenie?

PJ: Trochę i jedno, i drugie. Jesteśmy wykształceni w zakresie muzyki dawnej i potrafimy aranżować rzeczy w tym stylu, ale żyjemy w 2023 roku i chcemy dać utworom nowe życie, zostawić własny ślad w muzyce. Dzięki temu Hirundo Maris ma swój rozpoznawalny styl. Wszyscy w zespole śpiewają, więc możemy to robić wielogłosowo. Tworzymy nietypowe kombinacje dawnych i nowoczesnych instrumentów. Miksujemy to, co stare, i to, co nowe, i w tym właśnie znajdujemy nasze brzmienie.

AS: Wybieramy tradycję dawną również ze względu na możliwość bardzo kreatywnego wykonywania tej muzyki. Zapis często nie jest kompletny, musisz dodać więcej harmonii, dopisać drugi głos, realizować basso continuo... Uwielbiam ten kreatywny aspekt. Bardzo lubimy uczyć improwizacji, a muzyka dawna znakomicie się do tego nadaje, tak samo zresztą jak tradycyjna.

Co waszym zdaniem może ostatecznie przekonać nawet najbardziej zagorzałych przeciwników muzyki dawnej?

AS: Trzeba grać wprost, bardzo bezpośrednio, bez barier. Muzyka dawna nie jest konwencjonalna, jest bardziej jak jazz. Momenty improwizacji zawsze stanowią przygodę dla wykonawcy: nigdy nie wiesz, co się stanie! Każdy koncert będzie inny, nawet przy takim samym programie. Ważne, by muzykę dawną grać z serca, a nie z głowy. Jeśli wykonujemy ją zbyt intelektualnie, tracimy coś istotnego, głębokiego. Zrywamy wówczas bezpośredni kontakt z publicznością, a przecież dźwiękiem opowiadamy życie.

PJ: Nie rozumiem, jak można nie lubić muzyki dawnej. Partytury czasem faktycznie wyglądają dosyć ubogo, jednak właśnie to daje pole do popisu. Do wielu rzeczy, jak dynamika czy ornamentacja, musisz dojść sam. Możesz być pod wrażeniem kogoś grającego szybko wielkie utwory, ale kiedy słyszysz kogoś śpiewającego i grającego piękne, poruszające melodie, to zostaje w tobie na dłużej. Jeżeli tego nie zauważyłeś - powinieneś posłuchać jeszcze raz. Nigdy nie jest za późno na muzykę dawną.

LA MAESTRA Z PASZPORTEM

ANNA SUŁKOWSKA-MIGOŃ laureatką jubileuszowych, 30 Paszportów Polityki w kategorii muzyka poważna. Zdobywcy Paszportów wybrani zostali przez grono dziennikarzy i krytyków

Fot. Joanna Gałuszka

Dyrygentkę nagrodzono "za ogromną muzykalność, wrażliwość i nieprzeciętną radość tworzenia sztuki. Za konsekwentną pracę, która doprowadziła w zeszłym roku do międzynarodowych sukcesów, ze zwycięstwem w paryskim konkursie La Maestra na czele". Na uroczystej gali w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej Paszport wręczyły Annie Sułkowskiej-Migoń kompozytorka Teoniki Rożynek (laureatka zeszłoroczna) oraz krytyczka Dorota Szwarcman. W tej samej kategorii nominowani byli Szymon Chojnacki i Lilianna Krych. "Dziękuję Liliannie i Szymonowi. Wyróżnieniem było znaleźć się w takim gronie" - przyznała Sułkowska-Migoń. "Rok temu studiowałam o tej porze partyturę na paryski Konkurs i mówiłam mężowi "gdy wrócę, posprzątamy w kuchni"" - żartowała i dodała: "Realizowanie swoich pasji często wiąże się z trudnymi decyzjami, dlatego dzisiaj państwu i sobie życzę odwagi w spełnianiu marzeń". Zwycięzcy otrzymali nagrodę w wysokości 20 tysięcy złotych, a nominowani - po 10 tysięcy. Paszporty przyznane zostały w kategoriach: film, teatr, literatura, sztuki wizualne, muzyka popularna, kultura cyfrowa i muzyka poważna. Przyznano także trzy nagrody specjalne "Kreator kultury". --MC, MAK

Ciemne strony muzyki

BBC, "Daily Mail", DPA, DW

Szkoła Yehudiego Menuhina została oskarżona o molestowanie i przemoc. Lawinę uruchomił w 2013 roku Nigel Kennedy, twierdząc, że w czasie nauki w Stoke d'Abernon w Wielkiej Brytanii doświadczyło tego wielu uczniów. Skrzypek twierdził, że założyciel szkoły i jej dyrektor Marcel Gazelle (zmarł w 1969) dopuszczał się w latach sześćdziesiątych molestowania nawet na dziesięciolatkach. W sprawą zaangażowała się na zlecenie rządu organizacja Independent Inquiry into Child Sexual Abuse (IICSA). W 2019 roku opublikowano raport, a szkoła otrzymała z Ministerstwa Edukacji pismo oskarżające ją o poważne uchybienia w sferze ochrony podopiecznych. Teraz na ten temat zabrało głos 14 byłych uczniów, zarzucając 15 pracownikom fizyczne, seksualne i psychiczne znęcanie się. Miało do tego dochodzić w latach 1964-2007. Malcolm Johnson z kancelarii Lime Solicitors, reprezentującej poszkodowanych, w rozmowie z "Daily Mail" powiedział: "Nadszedł czas, aby wreszcie ta placówka zmierzyła się ze swoją przeszłością, bo tylko w ten sposób może chronić uczniów teraz i w przyszłości". "Szkoła traktuje zarzuty bardzo poważnie i zajmie się nimi niezwłocznie. Ponieważ w tej chwili są przedmiotem postępowania sądowego, nie możemy komentować szczegółów" - oświadczyła placówka.

Tymczasem niemiecka prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie nadużyć seksualnych na Festiwalu w Bayreuth. W ubiegłym roku "Nordbayerisches Kurier" doniósł, że kilku pracowników anonimowo zgłosiło zarzuty, wskazując, że w Festspielhaus doświadczyli niewłaściwego traktowania. Jeden z nich powiedział, że to "wręcz codzienność". Śledczy "badali zarzuty czterech kobiet współpracujących z Festiwalem przeciwko podejrzanemu i "nieznanej osobie"". Prokurator Martin Dippold zwrócił jednak uwagę, że było to "drobne napastowanie, bez konsekwencji, na najniższym szczeblu odpowiedzialności karnej". "Cztery poszkodowane osoby nie są zainteresowane ściganiem sprawców i nie złożyły skargi. W tych okolicznościach ściganie nie leżało w interesie publicznym" - powiedział agencji DPA. --MC, MAK

Händel i Hendrix w jednym stali domu

"Gramophone", advisor.museumsandheritage.com

Przy londyńskiej Brook Street 25 Georg Friedrich Händel mieszkał od 1723 roku do śmierci w 1759. Jego dom przechodzi właśnie generalny remont. Otwarcie zaplanowano na 18 maja z okazji 300 rocznicy wprowadzenia się twórcy. Projekt zakłada odtworzenie kuchni Händla (co będzie możliwe dzięki dokładnej inwentaryzacji wyposażenia, której dokonano tuż po śmierci autora Mesjasza), a także salonu na parterze, w którym gospodarz przyjmował gości. Po renowacji pozostałe zabytkowe pomieszczenia mają wyglądać tak, jak w latach czterdziestych XVIII wieku. Praktyczni Brytyjczycy za jednym zamachem wyremontują także mieszkanie przy Brook Street 23, przylegające do apartamentów Händla. Powód? To właśnie tam w 1968 roku zamieszkał i prowadził bogate życie towarzyskie Jimi Hendrix. Zwiedzający będą mogli dostać się do tych pomieszczeń schodami umieszczonymi między budynkami. Inwestycja pochłonie ponad trzy miliony funtów, a stała ekspozycja ma ukazywać wpływ Händla i Hendrixa na Londyn swych czasów. --MAK

PASSEGGIATA...

mycielski.polmic.pl

Tu znajdziecie wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Zygmuncie Mycielskim, ale z jakichś powodów baliście się zapytać lub nie mieliście czasu na szukanie w różnych miejscach. Ruszył właśnie nowy portal poświęcony legendarnemu krytykowi muzycznemu, kompozytorowi i redaktorowi naczelnemu #. Za przygotowanie odpowiada zespół w składzie: Beata Bolesławska-Lewandowska, Barbara Mielcarek-Krzyżanowska, Marek Zagańczyk, Iwona Lindstedt, Izabela Zymer, Filip Wróblewski, Jakub Tomczak, Anna Kijak i studio projektowe Rytm Digital. --MC, MAK

pap.pl

Pół roku temu John Williams zasugerował, że Indiana Jones i tarcza przeznaczenia będzie ostatnim filmem, do którego skomponuje muzykę. Teraz zmienił zdanie. Stwierdził, że wciąż chce tworzyć i gotów jest pracować ze Stevenem Spielbergiem przy jego kolejnych projektach. "Nadal mam z 10 lat przed sobą. Nie zamierzam się zatrzymywać! Poza tym w świecie muzyki nie da się przejść na emeryturę. To całe moje życie. Dzień bez muzyki to dzień zmarnowany" - stwierdził 90-latek, cytowany przez serwis Hollywood Reporter.

--MAK

"Musik Heute"

O emeryturze nie myśli również, sporo starsza od Williamsa, Bawarska Orkiestra Państwowa, która właśnie obchodzi... 500 urodziny. Zespół powstał w 1523 roku, a na jego czele stanął wówczas Ludwig Senfl, kompozytor szwajcarskiego pochodzenia, jeden z mistrzów renesansowej polifonii. Popularność i sława kapeli wzrosła, gdy jej kierownikiem został Orlando di Lasso. Z okazji jubileuszu Bayerische Staatsorchester zaprosiła do współpracy w 2023 roku swoich trzech ostatnich dyrektorów muzycznych: Zubina Mehtę, Kiriłła Pietrienkę i Kenta Nagano. Zespołowi życzymy co najmniej 1000 lat! --MC, MAK

kurier.at

W myśl zasady "show must go on" Wiedeń wybacza wszystko. Na dorocznym balu tamtejszych Filharmoników, zorganizowanym ponownie po dwuletniej przerwie w złotej sali Musikvereinu, królową parkietu była Anna Nietriebko, a liczni celebryci robili sobie selfie z tańcującym Plácidem Domingiem. Tymczasem krytycy "naddunajskiego targowiska próżności" przypominają, że rosyjska diwa nie potępiła napaści Putina na Ukrainę, a Dominga o molestowanie oskarżyła właśnie w wywiadzie dla hiszpańskiej telewizji kolejna śpiewaczka. Dodajmy, że już w 2019 roku ponad 20 kobiet zarzuciło słynnemu śpiewakowi nadużycia seksualne, do których miało dochodzić w ciągu 30 lat.

--MAK