Ruch Muzyczny 18/2026 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

6.90 zł
5.73 zł (6,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#18 2026 rok LXX

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyMichał Mendyk

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnegoFestiwaleKrzysztof Stefańskikrzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, Archiwum RBartosz Witkowskibartosz_witkowski@pwm.com.plAktualności, Swoboda RuchuPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.plKoncerty, Archiwum RKarolina Dąbekkarolina_dabek@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

Projekt graficzny

Marek Knap

marek_knap@pwm.com.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

Aleja Pokoju 1, 31-548 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów. Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny ruchmuzyczny RuchMuzyczny

Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce Marek Weiss, fot. Jacek Poremba

AKTUALNOŚCI

z RAFAŁEM KŁOCZKĄ rozmawia

Olaf Jackowski

Fot. Karpati&Zarewicz

Olaf Jackowski: Dlaczego zdecydował się pan wystartować w konkursie na dyrektora Teatru Wielkiego w Łodzi?

Rafał Kłoczko: Całe życie spoglądam w stronę teatrów operowych. Konkurs w Łodzi był więc naturalną konsekwencją mojej drogi jako artysty i menadżera. W maju 2026 roku objąłem funkcję p.o. dyrektora Teatru Wielkiego. Co oczywiste, nadchodzący sezon zaplanował mój poprzednik. Z szacunku do pracy zaangażowanych działów instytucji wprowadziłem jedynie drobne korekty. Łódzki Wielki ma ogromny potencjał, by stać się jedną z najbardziej wyrazistych scen tej części Europy, ale w ostatnich latach na jego wizerunku pojawiły się widoczne rysy. Chcę, by mówiono o nim w związku z premierami i sukcesami, a nie kolejnymi konfliktami i skandalami. W najbliższym sezonie zamierzam przede wszystkim odbudować zaufanie zespołu do dyrekcji, rozwinąć partnerstwa i przywrócić scenie należną pozycję.

Kto w pana zespole będzie odpowiedzialny za linię artystyczną?

Za wszystkie decyzje, także artystyczne, ostatecznie odpowiada dyrektor naczelny, niezależnie od podziału kompetencji. Trwają rozmowy z organizatorami dotyczące docelowego modelu zarządzania. Zależy nam na współpracy opartej na szacunku i wzajemnym zrozumieniu. Niezależnie od przyjętego rozwiązania powołam radę artystyczną, która będzie opiniowała repertuar i ścieżki rozwoju zespołów oraz wspierała rozwój Teatru.

Jaką pozycję powinna zajmować łódzka scena na mapie polskiej opery?

Centralną! Ma wszelkie możliwości, by ukształtować wyrazistą tożsamość i obok sztandarowych dzieł proponować program niedostępny gdzie indziej. Ważne miejsce powinna zajmować muzyka polska, w tym dzieła zapomniane i nowe zamówienia kompozytorskie. Chcę wsłuchać się w potrzeby publiczności i rozbudzać jej ciekawość mniej oczywistymi propozycjami. Mam nadzieję zdobyć zaufanie naszych widzów.

Jak chciałby pan przeprowadzić Teatr przez jubileusz 60-lecia?

Jubileusz wypada w wymagającym czasie, bo przez najbliższe trzy sezony będziemy realizować przedsięwzięcie w ramach programu FEnIKS [projekt adaptacji i modernizacji przestrzeni Teatru wraz z zakupem sprzętu i wyposażenia - red.]. Mam doświadczenie w rozpoczynaniu pracy w instytucji podczas trwającej inwestycji oraz umiejętność budowania wspierającego zespołu specjalistów. Jestem przekonany, że przeprowadzimy Teatr przez ten proces, zachowując ciągłość i poziom działalności artystycznej. Remonty skrócą sezony i czasowo ograniczą przestrzeń, ale docelowo przełożą się na bezpieczeństwo i komfort pracy. W kwestii finansów już podczas rozmowy konkursowej mówiłem jasno: jestem gotowy poprowadzić instytucję w atmosferze dialogu i współpracy, ale jej stabilne funkcjonowanie wymaga wsparcia organizatorów. Otrzymałem w tej sprawie konkretne deklaracje.

Odwaga ZMIANY

Które z zaplanowanych wydarzeń sezonu będą dla pana najważniejsze?

W styczniu odbędzie się jubileuszowa gala z udziałem wszystkich etatowych solistów i z istotną rolą muzyki polskiej. Następnie, nawiązując do programu kilkudniowej inauguracji Teatru w roku 1967, zaprezentujemy Halkę, Straszny dwór oraz Carmen, a ponadto Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków [balet z muzyką Bogdana Pawłowskiego - red.]. Chcemy świętować z rozmachem, ale odpowiedzialnie - wykorzystując własny potencjał i łącząc historię z przyszłością tej sceny.

W ostatnich sezonach Teatr Wielki ograniczył liczbę etatowych solistów. Czy przewiduje pan dalsze zmiany w strukturze zespołów artystycznych i modelu zatrudniania?

Soliści gościnni pozwalają poszerzać repertuar i właściwie obsadzać tytuły, ale nie powinni zastępować zespołu. Nie przewiduję zrywania umów ani zwolnień osób, które oddały temu miejscu talent i serce. Siłą teatru repertuarowego jest ansambl, który zna scenę i buduje trwałą więź z publicznością. Potrzebujemy elastyczności, lecz nie kosztem bezpieczeństwa i tożsamości. O przyszłym modelu będę rozmawiać z radą artystyczną. Jednym ze scenariuszy jest formuła studia operowego lub kilkuletniej współpracy z nowymi solistami.

Duże emocje wzbudziło zwolnienie Joanny Woś. Jak chce pan odbudować zaufanie pracowników?

Czas głośnych zwolnień i rezygnacji odchodzi w niepamięć. Zależy mi na rozwiązaniu sprawy Joanny Woś z poszanowaniem jej dorobku i wieloletniej pracy dla Teatru. Zaangażowałem się w tę kwestię osobiście. To element odbudowy zaufania. Artysta ma prawo do własnego zdania i interpretacji, a dyrektor - do podejmowania ostatecznych decyzji artystycznych i personalnych. Te muszą jednak wynikać z przesłanek merytorycznych, a nie stanowić kary za krytykę czy odmienne zdanie.

Jako dyrektor zaczynał pan w Filharmonii Zielonogórskiej. Co uważa pan za swoje najważniejsze osiągnięcia z tego okresu?

Zbudowanie wyrazistej marki instytucji, która była postrzegana jako pozostająca nieco na uboczu, a stała się rozpoznawalna w całej Polsce, z własną tożsamością i jasnym pomysłem programowym. Najbardziej dumny jestem jednak z wypracowanej wspólnie kultury dialogu: różnice opinii prowadzą do merytorycznej rozmowy, problemów nie zamiata się pod dywan, a własne zdanie można wyrazić bez obawy przed konsekwencjami. To doświadczenie będzie dla mnie w Łodzi najważniejsze. Trwałej marki i sukcesów nie buduje sam dyrektor, lecz zespół, który czuje się bezpieczny, słuchany i współodpowiedzialny za instytucję.

Jakim dyrygentem jest pan dla orkiestry?

Staram się być partnerem odpowiedzialnym za ostateczny kształt interpretacji. Dyrygent nie powinien przekonywać muzyków, że jego wizja jest jedyną możliwą, lecz umieć poprowadzić ich tak, by wspólnie dojść do najlepszego możliwego efektu. W teatrze trzeba połączyć wszystkich twórców w jeden organizm. Można to zrobić tylko wtedy, gdy zdobędzie się szacunek zespołów.

Jak zamierza pan pogodzić kierowanie Teatrem z własną działalnością dyrygencką i kompozytorską?

Hierarchia jest jasna: główny obowiązek stanowi kierowanie Teatrem. Nadal będę dyrygować, komponować i aranżować, ale w mniejszym zakresie. W pierwszym sezonie nie obejmę kierownictwa muzycznego żadnej premiery - poprowadzę kilka wydarzeń, a z przedstawień repertuarowych jedynie Traviatę. Chcę pracować z zespołem również na scenie, by nie być dyrektorem odizolowanym, zarządcą "z końca korytarza". Nie zamierzam tworzyć hegemonii - to niebezpieczna praktyka, która nie służy rozwojowi instytucji. Do poszczególnych tytułów będziemy zapraszać dyrygentów specjalizujących się w danym repertuarze. To najprostsze zabezpieczenie przed konfliktem ról - korzystam ze swoich kompetencji wtedy, gdy służy to Teatrowi, a nie mojej pozycji.

Co jako dyrektor chciałby pan wnieść do Teatru Wielkiego w Łodzi?

Odwagę zmiany bez odrzucania tradycji oraz przekonanie, że prawdziwa wielkość instytucji wyrasta z ambicji artystycznych i szacunku dla tworzących ją ludzi. Moim celem jest, aby Teatr Wielki w Łodzi był wielki nie tylko z nazwy - by miał własną, wyrazistą tożsamość, nie tylko śledził światowe trendy, lecz także je wyznaczał i proponował doświadczenia niedostępne na innych scenach.

Rafał Kłoczko, #1987, dyrygent, kompozytor i menadżer kultury, były szef Filharmonii Zielonogórskiej, od września 2026 dyrektor Teatru Wielkiego w Łodzi.

Kilka refleksji o lutnictwie polskim

Beniamin Vogel

W ciągu ostatniej dekady nasi młodzi lutnicy zyskali liczne nagrody na międzynarodowych konkursach w Europie i Ameryce. O ich sukcesach można przeczytać na stronie internetowej Związku Polskich Artystów Lutników (zpal.pl), której nową odsłonę Państwu polecam. Prezentuje ona także wydarzenia ZPAL i zarządzaną przez organizację kolekcję instrumentów resortu kultury, wypożyczanych zarówno czołowym muzykom, jak i uczniom oraz studentom.

Przypomnę, że jest jeszcze inna strona, instrumenty.edu.pl, pokazująca rodzime zbiory instrumentów ludowych, fortepianów, skrzypiec i batut, na której znalazły się także biografie budowniczych, historia rozwoju wytwórstwa fortepianowego i lutniczego. Utworzono ją przed dekadą jako witrynę Instytutu Muzyki i Tańca. Po "dobrej zmianie", gdy IMiT stał się "narodowy", dalsze jej uzupełnianie przerwano, poza tym kuleje strona techniczna. Mimo interwencji ministerstwa i obietnicy NIMiT nic się nie dzieje, a wyszukiwanie na nimit.pl frazy "instrumenty muzyczne" przynosi wynik negatywny. Dlatego ZPAL, który nie bardzo może już polegać na owej trudno dostępnej witrynie, zdobył fundusze i utworzył swoją. I to przy pomocy tego samego zespołu złożonego z muzykologów, Agaty Mierzejewskiej-Ficek, Joanny Gul i wyżej podpisanego, oraz znakomitego fotografa Waldemara Kielichowskiego (w składzie zespołu pracującego dla NIMiT byli też między innymi Alicja Knast i Zbigniew J. Przerembski).

Polskie lutnictwo szczyci się Grobliczami, choć ostatnio wyszło, że był tylko jeden - o imieniu Marcin, długowieczny, rozmnożony przez rozentuzjazmowanych badaczy w minionym stuleciu na co najmniej sześć postaci o tym samym nazwisku. Znaleziono nawet bogate archiwa krakowskie, pisane po polsku i łacinie, z tym jednym Grobliczem związane (zob. Polska szkoła lutnicza, Instrumenty Grobliczów i Dankwartów, red. P. Frankowski, cz. 1, Muzeum Narodowe w Poznaniu, Poznań 2016, s. 18-20), ale mimo upływu dekady nikt się za te dokumenty jeszcze nie zabrał (!). A przecież nie musi się tym zajmować koniecznie instrumentolog - wystarczy muzykolog, czy choćby historyk z odpowiednim, jak to mówią Niemcy, "Sitzfleisch". Mamy już licznych świetnych lutników, ale zaplecze badawcze ostatnio kuleje. Tym bardziej podziwiam imponującą księgę, opracowaną z rozmachem przez lutniczkę Katarzynę Bednarz-Wawrzyńczak (małżonek odpowiada za znakomitą oprawę i opracowanie graficzne), a zatytułowaną D.U.S.Z.A. (Wydawnictwo Buk, Białystok 2026). Poświęcona jest lutnikom i muzykującym więźniom obozów jenieckich i koncentracyjnych w czasie II wojny światowej.

W ubiegłym wieku, szczególnie w jego pierwszej połowie, mimo trudnych czasów, zarówno pod względem ekonomicznym, jak i politycznym, było na ziemiach polskich wielu entuzjastów lutnictwa, poświęcających się nie tylko historii skrzypiec, lecz także ich budowie. Niejednokrotnie owi entuzjaści zamieniali się w lutników amatorów. Na tej fali próbowano stworzyć odpowiednie kursy i szkoły, prowadzone w Warszawie przez Tomasza Panufnika (autora pierwszego polskiego podręcznika lutniczego), a w Nowym Targu przez Andrzeja Bednarza. W 1932 roku zorganizowano w stołecznej Resursie Obywatelskiej Pierwszą Wystawę Muzyczną (w 1888, również w Warszawie, odbyła się Pierwsza Polska Wystawa Muzyczna), a w 1936 w Krakowie - pierwszy Ogólnopolski Konkurs Instrumentów Smyczkowych oraz wystawę lutniczą w Muzeum Przemysłowym. Na konkurs nadesłano 140 instrumentów (zakwalifikowano dalej 54) autorstwa między innymi licznych kursantów i absolwentów owych działań edukacyjnych, a także amatorów. Wygrał znakomity Dymitr Didczenko-Zadunajski, warszawski lutnik pochodzenia ukraińskiego (niestety zakończył żywot w więzieniu w Nowym Jorku, za zabicie swej żony), nagrodzony już w 1932. Mimo kryzysowych czasów sukcesy polskiego lutnictwa już wówczas doprowadziły do pierwszych prób założenia własnego związku. Ten, powstały już po wojnie, niezmiennie funkcjonuje pełną parą. W listopadzie, w uzgodnieniu z wrocławską Akademią Muzyczną, obejmie patronatem II Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Karola Lipińskiego i zorganizuje wystawę instrumentów członków ZPAL.

Na koniec jeszcze jedna dygresja. Polska szczyci się dzisiaj także znakomitymi, znanymi na całym świecie gitarzystami klasycznymi. Co więcej, działa też w kraju wielu współpracujących z nimi świetnych budowniczych. Ale ze względu na nieufność wobec organizacji tych, co to dłutem dłubią skrzypce, ci, co gitary kleją (ale i dłutami machają), do ZPAL się nie garną - a to szkoda i wbrew tradycji. W dawnych wiekach lutnicy robili bowiem instrumenty strunowe i smyczkowe, i szarpane. Zainteresowanych szczegółami zachęcam do zajrzenia do mojego Słownika lutników (wyd. II, Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy, Bydgoszcz 2019).

Ileana Cotruba? (1939-2026)

Jacek Marczyński

Śpiewaczka była jednym z najpiękniejszych sopranów lirycznych drugiej połowy XX wieku. Do opery wnosiła artystyczną prawdę - ważniejszą dla niej niż jakiekolwiek kompromisy, na przykład z reżyserami. Na scenie zadebiutowała w swojej ojczyźnie, Rumunii, w 1964 roku. W Operze Narodowej w Bukareszcie zaprezentowała się w niewielkiej partii Yniolda w Peleasie i Melizandzie. Pierwszy duży zagraniczny kontrakt otrzymała w 1968 z Frankfurtu. Przełomowy okazał się dla niej rok następny, gdy po raz pierwszy wystąpiła w Staatsoper w Wiedniu (Pamina w Czarodziejskim flecie) oraz na festiwalu w Glyndebourne (Melizanda w operze Debussy'ego). W latach siedemdziesiątych stała się już gwiazdą o międzynarodowej sławie, pojawiając się kolejno w Covent Garden, Lyric Opera w Chicago i La Scali (Mim? w Cyganerii w zastępstwie za Mirellę Freni; podobno Cotruba? dotarła do teatru na kwadrans przed spektaklem). W 1977 roku poznała ją publiczność Metropolitan. Jednak najsilniej i aż do końca kariery w 1990 związana była z wiedeńską Staatsoper.

Występowała w latach operowego boomu fonograficznego, dzięki czemu zarejestrowano wiele jej kreacji, w tym te najważniejsze. Co więcej, w przypadku niektórych dzieł są to nagrania uchodzące do dziś za najlepsze. Statusem ikonicznego w bogatej dyskografii Traviaty cieszy się to dokonane pod Carlosem Kleiberem, właśnie z Cotruba?, Plácidem Domingiem i Sherrillem Milnesem (Deutsche Grammophon 1977).

Artystka znana była z bezkompromisowości. Potrafiła zrezygnować z przedstawienia, jeśli nie mogła pogodzić się z tym, co działo się na scenie. W 1987 roku, po spektaklu Traviaty w Zurychu, zwróciła się wprost do sali, wyrażając sprzeciw wobec tego, co publiczność oglądała.

Po zejściu ze sceny poświęciła się pracy pedagogicznej. W 2007 roku poprowadziła kurs mistrzowski na Wielkanocnym Festiwalu Ludwiga van Beethovena na zaproszenie Elżbiety Pendereckiej, a dwa lata wcześniej była jurorką na Międzynarodowym Konkursie im. Ady Sari w Nowym Sączu.

Muzyczne transfery

expresselblag.pl, wydarzenialubuskie.pl

Filharmonia Zielonogórska będzie miała nową dyrektorkę. To Karolina Nowotczyńska, która od 2019 roku szefuje Elbląskiej Orkiestrze Kameralnej. Wakat w Zielonej Górze powstał po tym, jak Rafał Kłoczko został szefem Teatru Wielkiego w Łodzi (rozmowa na s. 4). Jak informuje serwis wydarzenialubuskie.pl, do konkursu stanęło 21 kandydatek i kandydatów z Polski i zagranicy. Komisja zarekomendowała kandydaturę Nowotczyńskiej, wysoko oceniając jej doświadczenie w zarządzaniu instytucją kultury oraz przedstawioną przez nią koncepcję dalszego funkcjonowania placówki. "Zwycięstwo mnie zaskoczyło. [...] Długo się nad tym [udziałem w konkursie - red.] zastanawiałam, bo jest to przeorganizowanie całego życia prywatnego, zwłaszcza że dopiero urodziłam córeczkę. [...] Jest to ogromne wyzwanie, jednocześnie bardzo mi szkoda pracy w Elbląskiej Orkiestrze Kameralnej" - stwierdziła dla expresselblag.pl.

Nowotczyńska z EOK związana jest od lat. W 2013 roku, jeszcze przed ukończeniem studiów, została koncertmistrzynią zespołu. Akademię Muzyczną w Gdańsku pożegnała w 2015, następnie kształciła się w Richard Wagner Konservatorium w Wiedniu. W 2021 zakończyła studia doktoranckie u Konstantego Andrzeja Kulki. Obecnie sama prowadzi zajęcia, między innymi w gdańskiej uczelni. Nowotczyńska stanowisko w Zielonej Górze objęła 1 września, a jej kadencja ma potrwać do 31 sierpnia 2031 roku.

Zmiany zaszły też 1 września na czele Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach. Nowo powołana szefowa, Magdalena Warejko, to menadżerka kultury, była zastępczyni dyrektorów Instytutu Adama Mickiewicza i Capelli Cracoviensis, związana w przeszłości także z Sinfoniettą Cracovią i krakowskim magistratem. --MAK, MC, PM

Zmiany w WOK

operakameralna.pl

Również dwa zespoły działające w Warszawskiej Operze Kameralnej będą miały nowych szefów: od września kierownictwo Zespołu Wokalnego obejmuje Alexander Ebert, a Musicae Antiquae Collegium Varsoviense - Alessandro De Marchi. Włoski dyrygent specjalizuje się w repertuarze od wczesnego baroku, przez twórczość Mozarta i Haydna, po dzieła późnego bel canta. Należy do cenionych interpretatorów opery wieków XVIII i XIX. Z kolei Alexander Ebert współpracował jako dyrygent z wieloma zagranicznymi zespołami. Kształcił się w Dreźnie, doskonalił swoje umiejętności pod kierunkiem Christiana Thielemanna. Jest współzałożycielem orkiestry projektowej Neues musikalisches Forum w Dreźnie i Weimarze. --MC

Od weterynarii do symfonii

sinfoniavarsovia.org, sztuka-architektury.pl

Salę koncertową Sinfonii Varsovii na warszawskiej Pradze-Południe wybuduje spółka Warbud S.A., odpowiedzialna w poprzednich latach za gmachy Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku, Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach czy Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Przypomnijmy: w 2009 zakupiono nieruchomość przy ulicy Grochowskiej - budynki dawnego Instytutu Weterynaryjnego. Rok później rozstrzygnięto konkurs, który wygrał austriacki architekt Thomas Pucher. Następnie przez wiele lat odwlekano realizację, której łączny koszt oszacowano na ponad 500 milionów złotych. Podzielono ją na cztery etapy. W 2023 roku rozpoczęto remont głównego gmachu byłego Instytutu oraz dwóch pawilonów. Teraz rusza drugi etap, czyli budowa sali koncertowej na 1877 miejsc. Oprócz niej powstaną sala kameralna na około 400 osób, sale do ćwiczeń, magazyny oraz zaplecze dla artystów i zespołu technicznego. Tymczasem - jak czytamy w na stronie internetowej Sinfonii - kończy się rewitalizacja dwóch zabytkowych pawilonów i gmachu głównego, gdzie powstały między innymi dwie sale kameralne, przestrzenie biurowe i edukacyjne. Zespół zainauguruje działalność w odnowionych budynkach już 11 września na festiwalu Sinfonia Varsovia - Nowe Otwarcie. --MC, MAK

PASSEGGIATA...

pap.pl, sydneyoperahouse.com

Choć na ten debiut poczekamy prawie rok, to już jest o nim głośno. W lipcu 2027 Rafał Siwek po raz pierwszy wystąpi w legendarnej Sydney Opera House jako Mefistofeles w Fauście Charlesa Gounoda. Przed tamtejszą publicznością zadebiutują także niemiecki dyrygent Nikolas Nägele oraz Stefan Pop, rumuński tenor, który wcieli się w tytułową partię. Siwek jest absolwentem Akademii Muzycznej w Warszawie. Specjalizuje się w operach Verdiego i muzyce rosyjskiej. Regularnie występuje na najważniejszych scenach świata: w La Scali, Operze Paryskiej, Royal Opera House w Londynie czy Bayerische Staatsoper w Monachium. Spektakle Fausta zaplanowano w Sydney od 10 lipca do 4 sierpnia 2027 roku. --MAK

moto-perpetuo.com

Przy fortepianie i na ekranie. Pojawił się zwiastun filmu dokumentalnego Martha, w reżyserii Martina Mirabela i zrealizowanego z udziałem córki Marty Argerich, Annie Dutoit-Argerich. Trailer przedstawia tryumfatorkę Konkursu Chopinowskiego w prywatnym otoczeniu - przeglądającą fotografie i dzielącą się poglądami na życie i muzykę. Reżyser podążał za pianistką przez dekadę, a angażując jej córkę, chciał ukazać artystkę, która pozostaje nieuchwytna i tajemnicza. Trwający 80 minut film będzie miał premierę w październiku. --MC, MAK

wydarzenia.interia.pl

Historia jak z opery mydlanej. Zarząd Centrum Kennedy'ego opowiedział się za ponownym umieszczeniem nazwiska Donalda Trumpa na fasadzie budynku. Wcześniej sąd nakazał usunięcie napisu "Donald J. Trump and John F. Kennedy Center for the Performing Arts", powołując się na zapisy prawa. Jak poinformowała demokratyczna kongresmenka Joyce Beatty - napis na budynku jednak się pojawi, tyle że w zmienionej formie: "Centrum Sztuk Scenicznych im. Johna F. Kennedy'ego odrestaurowane i odnowione przez prezydenta Donalda J. Trumpa". Jednocześnie zarząd zagłosował za zamknięciem centrum na dwa lata. --MAK

ecb.europa.eu

Do 21 września Europejczycy mogą decydować, jak będą wyglądać przyszłe banknoty euro. Europejski Bank Centralny pokazał dziesięć finałowych projektów w dwóch seriach, które nawiązują do największych postaci europejskiej kultury i do bogactw natury. Niewykluczone więc, że zwyciężą wizerunki Marii Callas (5 euro), Ludwiga van Beethovena (10) i Marii Skłodowskiej-Curie (20). Głosowanie odbywa się za pośrednictwem ankiety na stronie Europejskiego Banku Centralnego. Dla każdego z dwóch motywów przygotowano po pięć propozycji graficznych. Decyzja o wyborze ma zapaść pod koniec tego roku. --MAK