Ruch Muzyczny 18/2025 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

6.90 zł
5.73 zł (5,86 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#18 2025 rok LXIX

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktorka prowadzącaKarolina Dąbek

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnego

Festiwale

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, Swoboda RuchuPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl

Koncerty, Archiwum R

Karolina Dąbekkarolina_dabek@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów. Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

RuchMuzyczny

Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Na okładce Cezary Duchnowski, fot. Paweł Stelmach

Warszawę mam w sobie

z BARBARĄ WIŚNIEWSKĄ rozmawia

Jacek Marczyński

Fot. Jędrzej Nowicki

Jacek Marczyński: Podobno najtrudniej reżyseruje się operę żyjącego kompozytora, bo albo jest obecny na próbach i zgłasza uwagi, albo w pośpiechu kończy swoje dzieło. Jak jest w przypadku Najlepszego miasta świata?

Barbara Wiśniewska: Na szczęście Cezary Duchnowski ściśle ze mną współpracuje. Partyturę oddał rok temu, stworzył też dla nas przykłady dźwiękowe. Ogromną część utworu stanowi elektronika, mogliśmy więc na wczesnym etapie dowiedzieć się, jakie dominują w nim tematy czy nastroje. Teraz kompozytor przychodzi na próby i jeśli na przykład potrzebuję nieco więcej czasu, by przeprowadzić działania grup na scenie, on jest w stanie dopisać szybko nieco elektroniki. Z kolei kiedy coś dla niego jest muzycznie bardzo ważne - ja słucham jego uwag.

Gdy dostała pani propozycję reżyserowania opery o Warszawie, pierwszym uczuciem była obawa, bo to wielkie dzieło, czy raczej ekscytacja, bo to wspaniały temat?

Najpierw była propozycja wzięcia udziału w konkursie.

Nie musiała pani w nim wystartować.

Musiałam, bo Teatr Wielki - Opera Narodowa jest moim artystycznym domem, bo jestem warszawianką i losy tego miasta są mi bliskie. Warszawę mam w sobie. Owszem, temat jest trudny, a muzyka wymagająca, ale nie widziałam innej możliwości.

Co panią najbardziej zaskoczyło w trakcie przygotowywania tego spektaklu?

Przede wszystkim nie spodziewałam się, jak wyczerpująca fizycznie jest praca z tak dużymi grupami ludzi i jak wiele bodźców otrzymuje wówczas mózg. W 12 z 16 scen opery mam do poprowadzenia od 40 do 150 osób. Pozostajemy ciągle w scenie zbiorowej i trzeba nią mądrze pokierować, by widz wiedział, na co ma patrzeć, ale też by pierwszy i drugi plan funkcjonowały wspólnie.

Reżyser nie zawsze ma możliwość realizacji tego, o czym marzy. Raczej dostaje dzieło, które go albo od razu zaciekawia, albo zmusza do szukania klucza, by je oswoić.

Tym razem było inaczej. Zaproszenie do konkursu przyszło, gdy nie powstała jeszcze cała muzyka. Otrzymaliśmy tylko trzy fragmenty, każdy trwał około półtorej minuty. I było jeszcze libretto.

To ono panią urzekło?

Jest bardzo poetyckim ujęciem tematu z książki Grzegorza Piątka, która z kolei obfituje w fakty i precyzyjne opisy rzeczywistości. Libretto Beniamina Bukowskiego - subtelniejsze, delikatniejsze - opowiada o spotkaniu dwóch bohaterek, które nie miały prawa się poznać, ponieważ jedna przyjechała do Warszawy, gdy druga dawno z niej wyjechała. Tekst inspiruje, bo mimo swojej poetyckości, zawiera wiele konkretów. Konstruując sceny, staraliśmy się dołożyć jednak jeszcze więcej znaczeń - i z samej książki, i z archiwów - by libretto je dopełniało. Potem do obrazów doszła muzyka, która ma momenty przepiękne, działające na wyobraźnię.

Jest to Cezary Duchnowski, jakiego do tej pory nie znaliśmy?

Skondensował tu swój styl i uprościł działania. Mamy też dwie wspaniałe artystki w głównych rolach - Joannę Freszel i Agatę Zubel. W ich partiach kompozytor puścił nieco wodze fantazji, ale w całości jest to opera napisana także dla widzów nieosłuchanych z muzyką najnowszą i może dostarczyć im przyjemności.

Jak w operze pogodzić poetyckość z konkretem?

Staramy się działać przede wszystkim obrazami i opowiedzieć historię linearnie, by przeprowadzić widza od czasów przedwojennych, przez zburzenie Warszawy, do etapu jej wskrzeszenia. Poza tym próbujemy rozszerzać opowieść w sferze niewerbalnej. Ponieważ premiera wpisuje się w obchody nie tylko 80-lecia odrodzenia miasta, lecz także 60-lecia ponownego otwarcia gmachu TW-ON po jego odbudowie, wykorzystujemy możliwości techniczne tej sceny.

Lubi pani zabawę teatralną techniką?

Tak, bo bardzo lubię teatr, a w TW-ON mam do dyspozycji wspaniałą przestrzeń i znakomitych ludzi. Wiem, że z tą ekipą można robić rzeczy trudne, tworzyć metafory, dawać widzowi coś więcej niż jeden sposób rozumienia scen, by potem one w nim rezonowały.

Znaczna część widzów odnajdzie w spektaklu dobrze znane sobie miejsca czy fakty.

Instalujemy różne elementy warszawskie, choć nie robimy spektaklu dokumentalnego. Dużo rozsądniejsza wydała mi się wersja świata przedstawionego, który co prawda opiera się na archiwaliach, ale pozostaje kreacją artystyczną.

W jakim stopniu bohaterki opery są realne, a w jakim wykreowane?

Jedna jest wzorowana na Helenie Syrkus i stanowi syntezę architektów, którzy pracowali przed wojną, w jej trakcie i po niej, tworząc Warszawę. I którzy powtarzali wielokrotnie, że to miasto nie nadaje się do życia i należy je zburzyć, zbudować od nowa. Te słowa przypomina również nasza bohaterka. Syrkus nie skończyła studiów na Politechnice Warszawskiej, ale była związana z tym środowiskiem już przed wojną, razem z mężem Szymonem uczestniczyła w rozmaitych kongresach. Później została pracowniczką Wydziału Propagandy Biura Odbudowy Stolicy - dlatego w operze jest symbolem wizji odbudowy.

Jeszcze ciekawsza jest druga bohaterka, Anna Louise Strong.

Amerykańska dziennikarka zafascynowana komunizmem, która przez Związek Radziecki dotarła do Polski. Potem pisała w swej książce, że odbudowa Warszawy jest niemożliwa. Libretto to raczej fantazja na temat Strong - nie dlatego, że nie wierzyła w rekonstrukcję. Stała się dla nas symbolem postrzegania stolicy przez Zachód, fascynacji połączonej z niedowierzaniem. Ludzie stamtąd nie bardzo rozumieli, co można z tym miastem zrobić.

I nie rozumieli tragedii ludzkich.

A my będziemy je pokazywać. W kilku scenach chór jest traktowany nie jako zbiorowość, ale jako pojedyncze osoby, które przekazują nam swoje historie. W ten sposób budujemy miasto, którego mieszkańcy przepływają przez Wisłę na jego lewobrzeżną część, nie wiedząc jeszcze, jak bardzo jest zniszczona. A potem tam zostają i zaczynają tworzyć Warszawę na nowo. I miasto ożywa jako dzieło setek tysięcy ludzi. Ta opera udowadnia, że jako wspólnota możemy osiągnąć wspaniałe rzeczy, jeśli tylko będziemy pracować w jednym celu.

To największa produkcja, którą firmuje pani swoim nazwiskiem. Nie było chwil zwątpień?

Zawsze w takich przypadkach wydaje się, że czasu jest wystarczająco dużo, a w ostatnim momencie okazuje się, że jednak go brakuje - niezależnie, czy pracuje się nad projektem przez rok, czy przez miesiąc. Cały nasz zespół przygotował się bardzo dokładnie, mieliśmy wszystko rozpracowane i rozpisane. Wiedząc, że w trakcie prób i tak pojawią się trudności, staraliśmy się minimalizować te, które przewidzieliśmy zawczasu. Działaliśmy według harmonogramu, ale ciągle zaskakiwało mnie, jak czas szybko leci. Brakowało mi go na powtórzenia podczas prób, jednak zorientowałam się, że lepszy efekt daje bezpośrednia rozmowa z artystą, która może go zainspirować do samodzielnego działania.

W operze można powołać się na znane praktyki - wiadomo, jak robi się Mozarta, Verdiego.

A tu nie było wiadomo, jak robi się operę Cezarego Duchnowskiego. Może stworzymy jakiś wzorzec?

Barbara Wiśniewska, reżyserka, wykładowczyni Akademii Teatralnej w Warszawie. Jej prace to m.in. Krakowiacy i Górale Stefaniego w Operze Wrocławskiej i Pasja wg św. Łukasza Pendereckiego na Baltic Opera Festival. Premiera Najlepszego miasta świata obędzie się 19 września.

KPO podejście drugie

gov.pl, rp.pl, wyborcza.pl

924 wnioski o granty oraz 701 wniosków o stypendia otrzyma dofinansowanie w drugim naborze w ramach Inwestycji A.2.5.1 KPO "Program wspierania działalności podmiotów sektora kultury i przemysłów kreatywnych na rzecz stymulowania ich rozwoju"" - poinformowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Łączny budżet to ponad 284 miliony złotych. Kwoty dofinansowania wynoszą od 20 do 200 tysięcy na przedsięwzięcia i 6000 złotych miesięcznie (od trzech do sześciu miesięcy) na stypendia.

Złożono 7842 wnioski - 4765 o granty i 3077 o stypendia. Wybrane przedsięwzięcia otrzymają łącznie 102 613 238 złotych. Najwięcej beneficjentów będzie w województwie mazowieckim - 209, a najmniej w opolskim - zaledwie 10. Dodajmy, że najliczniejszą grupę wspartych stanowią projekty związane z muzyką - jest ich aż 330. Spośród wniosków o stypendia eksperci wyłonili 701, które dostaną w sumie 24 096 000 złotych. Najwięcej stypendystów pochodzi z województwa mazowieckiego (249), najmniej ze świętokrzyskiego (tylko 3). W tym wypadku królują sztuki wizualne (235), ale na drugim miejscu jest muzyka (221).

Lista rankingowa wywołała zaskoczenie wnioskodawców. Chodzi o to, że aż 77 procent wniosków otrzymało ocenę zerową, która oznacza niespełnienie kryteriów formalnych lub horyzontalnych. Ale z danych operatora programu, Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca, wynika, że przeszły pozytywnie weryfikację. Daria Gosek-Popiołek, posłanka na Sejm z klubu Lewicy, napisała w liście otwartym do p.o. dyrektora NIMiT Lecha Dzierżanowskiego: "W powszechnej praktyce przypisanie zerowej liczby punktów sugeruje zwykle niespełnienie wymogów formalnych. Jednakże wielu wnioskodawców zgłasza, że w systemie Witkac widnieją wyższe oceny punktowe ich projektów oraz pozytywna ocena formalna. W tej sytuacji pojawiają się istotne wątpliwości dotyczące przejrzystości i spójności kwalifikacji wniosków". "Rzeczpospolita" przypomina, że komitety selekcyjne składały się z trzech osób. "Wystarczyła jedna negatywna ocena [...] w zakresie kryteriów formalnych lub horyzontalnych (nawet przy dwóch pozytywnych), aby wniosek nie dostał dofinansowania. Po przyznaniu negatywnej oceny [...] ekspert nie oceniał dalszej części, ale musiał się z nią zapoznać" - czytamy na rp.pl. Uzasadnienie wnioskodawcy otrzymają w ciągu 21 dni od publikacji listy rankingowej i dopiero od tego momentu będzie im przysługiwała możliwość złożenia odwołania. Mają na to siedem dni. --MAK

Czekali pół wieku

amuz.bydgoszcz.pl, gov.pl

W październiku kolejny rozdział swojej historii otwiera Akademia Muzyczna im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy i po ponad 50 latach działalności przenosi się do nowego kampusu. Powstał on na działce o powierzchni około trzech hektarów, przy brzegu sztucznego zbiornika. Ośmiokondygnacyjny budynek pomieści cztery sale koncertowe: symfoniczną, kameralną, teatralno-operową i organową. Łącznie powstały 644 pomieszczenia, w tym specjalistyczne sale dydaktyczne oraz dom studenta. W nowej siedzibie na wszystkich kondygnacjach zaprojektowano komfortowe strefy wypoczynkowe. W części administracyjnej znajdą się dwa wewnętrzne dziedzińce - w tym jeden całoroczny. Dla osób chcących zadbać o formę fizyczną przewidziano salę gimnastyczną. Również otoczenie kampusu zostało zaplanowane z myślą o rekreacji - wokół stawu pojawią się ławki, leżaki oraz alejki spacerowe. Zewnętrzna przestrzeń wypoczynkowa będzie dostępna zarówno dla społeczności akademickiej, jak i dla mieszkańców. "Dzięki wsparciu władz regionu, departamentu oraz środkom przyznanym w ramach wieloletniego planu finansowego rządu polskiego udało się zrealizować tę wyjątkową inwestycję. [...] Projekt to efekt 10 lat planowania oraz trzech lat intensywnych prac budowlanych" - stwierdziła rektor Akademii Elżbieta Wtorkowska. --MAK

Krakowska czy Małopolska?

lovekrakow.pl, Radio Kraków

Wraca sprawa zmiany nazwy Filharmonii w Krakowie. Gdy powstanie jej nowa siedziba przy rondzie Grzegórzeckim, instytucja może stać się Małopolską Filharmonią. O nowej lokalizacji mówiło się od dawna, a oficjalnie informację potwierdzono na początku marca. Na razie to jednak pieśń przyszłości. Na sporządzenie dokumentacji projektowej i roboty budowlane w wieloletniej prognozie finansowej województwo zabezpieczyło 450 milionów złotych. Podpisanie umowy z wykonawcą planowane jest na pierwszy kwartał 2029, a uzyskanie decyzji o pozwoleniu na użytkowanie obiektu na rok 2032. Sama sprawa zmiany nazwy nie jest nowa. Dodajmy, że powołana przy Urzędzie Marszałkowskim grupa, złożona z członków Sejmiku i Zarządu Województwa Małopolskiego oraz przedstawicieli świata kultury i nauki, obradujących nad planem budowy, przyjęła nazwę Zespołu do spraw powstania siedziby Małopolskiej Filharmonii. Także marszałek województwa, Łukasz Smółka, w rozmowie z Jackiem Bańką, wyemitowanej 20 sierpnia na antenie Radia Kraków, użył określenia "Małopolska Filharmonia w Krakowie". "Wszystkie jednostki kultury [w województwie - red.] służą mieszkańcom całej Małopolski. [...] Filharmonia będzie ofiarowana nie tylko mieszkańcom Krakowa, ale również wszystkim Małopolanom" - tłumaczył. --PM

PASSEGGIATA...

skygroup.sky, "The Hollywood Reporter"

Filmowy zawrót głowy. Czekamy na premierę Chopin, Chopin!, którą zaplanowano na 22 września na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a niedługo później - jeszcze w tym roku - zobaczymy miniserial opowiadający o rzekomym konflikcie Mozarta i Salieriego. Będzie to kolejna ekranizacja dramatu Petera Shaffera, który zyskał sławę dzięki filmowi Miloša Formana z 1984 roku. Genialnego klasyka tym razem zagra 38-letni Will Sharpe, któremu rozgłos przyniósł udział w drugim sezonie Białego lotosu. W zazdrosnego Salieriego wcieli się Paul Bettany. Serial Amadeusz liczy pięć odcinków i będzie emitowany na kanale telewizyjnym Sky oraz udostępniony w serwisie streamingowym Now. --PM, MAK

romania-insider.com, "Variety"

To nie koniec produkcji o muzyce i muzykach. Pełen rozmachu film Żółty krawat opowiada ponad 70 lat życia rumuńskiego dyrygenta Sergiu Celibidache. Premiera w listopadzie tego roku. Obraz powstawał łącznie przez siedem lat, realizowany był w całości w Rumunii, zaangażowano ponad 300 osób ekipy i pięć orkiestr, które występują na przełomowych w biografii artysty koncertach: w Filadelfii, Buenos Aires, Wenecji, Bukareszcie i Berlinie. Reżyserii podjął się Serge Ioan Celebidachi, syn głównego bohatera (jest również, wspólnie z Jamesem Olivierem, autorem scenariusza). W roli starszego Sergiu wystąpił John Malkovich. --MC

pap.pl

Niemal 70 procent Polaków było w tym roku na koncercie, 51 procent w kinie, blisko 29 procent w teatrze. Jednocześnie 37,3 procent badanych nie wzięło udziału w żadnym z tego typu wydarzeń. W analizach Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych dla Polskiej Agencji Prasowej brano pod uwagę preferencje polityczne respondentów. Wyborcy lewicy wykazali się największą aktywnością: 72,4 procent uczestniczyło w imprezach kulturalnych przynajmniej raz w miesiącu, podczas gdy na żadną z nich nie wybrało się 26,3 procent. Natomiast na prawicy 50,5 procent osób nie brało udziału w takich przedsięwzięciach w ostatnim półroczu, podczas gdy 46 procent robiło to przynajmniej raz w miesiącu. --MAK

pl.aleteia.org

Niebiańska muzyka z Meksyku. Fernando Ojeda Llanes z Wyższego Instytutu Studiów Guadelupiańskich doszukał się zapisu dźwiękowego na cudownym obrazie z Guadalupe. Wzdłuż jego dłuższego boku, w równych odstępach, naniósł linie, którym przyporządkował dźwięki z klawiatury, umieszczonej na krótszym boku. W ten sposób kwiatom i gwiazdom z płaszcza i sukienki przypisano konkretne wysokości dźwięków. Efektu można posłuchać w serwisie YouTube. Jak się okazało, Matka Boża z Guadalupe gustowała w technice tintinnabuli na 400 lat przed narodzinami Arvo Pärta. --MAK