#17 2023 rok LXVII
Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku
Redaktor naczelny
Daniel Cichy
Redaktor prowadzącyPiotr Mika
Sekretarz redakcji
Maciej Kucharski
maciej_kucharski@pwm.com.pl
Zastępca redaktora naczelnego, festiwale
Krzysztof Stefański
krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, koncertyPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl
Swoboda ruchu, muzyka dawna
Karolina Kolinek-Siechowicz
karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl
Swoboda ruchu, muzyka współczesna
Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl
Wydawnictwa
Michał Mendyk
michal_mendyk@pwm.com.pl
Teatr muzyczny
Jacek Marczyński
Redaktor senior
Józef Kański
Sekretariat
Katarzyna Dubiel
redakcja@ruchmuzyczny.pl
Dyrektor artystyczny
projekt graficzny
Marek Knap
marek.knap@asp.waw.pl
Studio graficzne
Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)
Redakcja i korekta
Maria Konopka-Wichrowska
Internet
Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl
Wydawca
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków
Oddział w Warszawie
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
pwm@pwm.com.pl
Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.
Za treść reklam redakcja nie odpowiada.
Adres
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
tel.: +48 885 860 332
email: redakcja@ruchmuzyczny.pl
ruchmuzyczny
ruchmuzyczny
Ruch Muzyczny
RuchMuzyczny
Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl
"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych
informacje na www.defacto.org.pl
Ikonki: www.flaticon.com/freepick
Na okładce ilustracja Macieja Sieńczyka
ISTNIEJE ŻYCIE PO MUZYCE!
Piotr Mika
Fot. Agnieszka Szynk
Szkoły muzyczne mają wiele twarzy. Czasem są drugimi domami, czasem - domami strachów. Ich absolwenci, obok najpiękniejszych wspomnień, często chowają w pamięci skojarzenia z permanentnym stresem czy poczuciem beznadziei. I choć nie chcieliśmy poświęcić tego wydania # problemom edukacji artystycznej (trafia do sprzedaży jeszcze w czasie wakacji, a my woleliśmy nie siać paniki wśród uczniów), obrany temat sam skierował nas na te tory. Pytając osoby, które po latach związku z muzyczną klasyką porzuciły tę ścieżkę, o przyczyny decyzji, otrzymaliśmy garść argumentów związanych z wadami systemu nauczania. Bohaterki i bohaterowie reportażu Łucji Siedlik otwarcie opowiadają o swoich doświadczeniach - nerwach, obawach, przełomowych momentach, gdy odważyli się poszukać zawodowego szczęścia gdzie indziej. U niektórych, mimo upływu lat, da się wyczuć ślady dawnych traum.
"Gdybym poprzestał na tym, co oferuje klasyczna edukacja muzyczna, z pewnością nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem" - przekonuje Wacław Zimpel. W rozmowie z Piotrem Tkaczem-Bielewiczem zdradza, że jego kluczem do sukcesu są ciekawość, otwartość i nieustanne poszukiwanie. Na drodze poza utartymi szlakami pomogą też świadomość oraz odwaga. O tych cechach przeczytamy również w artykule Filipa Lecha poświęconym Arthurowi Russellowi - artyście, który w obawie przed ograniczeniami i szufladkowaniem, opuścił zawczasu gmachy akademii i filharmonii.
Skoro zjawisko wypalenia zawodowego jest coraz powszechniejsze, dlaczego miałoby omijać muzyków? Badania pokazują, że problem ten coraz częściej dotyka ludzi młodych. Wśród artystów są też przecież millenialsi i zoomerzy, przytłoczeni tempem życia, nadmiernymi obowiązkami oraz rosnącymi kosztami codziennej egzystencji; zrywający ze słynnymi poradami o dochodzeniu do sukcesów dzięki pracy po 16 godzin dziennie; dbający o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne. Dlaczego więc mają trwać w świecie sztuki, który często kojarzy im się z wąską ofertą zatrudnienia, słabymi zarobkami i niewyraźną wizją przyszłości? Jeśli zachowamy pasję, muzykować możemy przecież po godzinach.
Nie wszystko rysuje się w ciemnych barwach. Część osób po reorientacji zawodowej zaznacza, że edukacja artystyczna obudziła w nich umiejętności, które wykorzystują w nowym miejscu. Wymieniają systematyczność, dokładność, pracowitość, sprawne zarządzanie czasem i przebojowość. Uczniowie szkół muzycznych i ich rodzice śledzą toczące się resortowo-środowiskowe dyskusje o rozwiązaniach problemów systemu nauczania. Obserwujemy zmieniające się podejścia i stawianie na alternatywne sposoby pobudzania zainteresowań - dobrym tego przykładem są zrelacjonowane przez Krzysztofa Stefańskiego Wakacyjne Kursy Nowej Muzyki dla Wykonawców w Bydgoszczy.
Podtrzymam opinię, że warto uczyć się w szkołach artystycznych. W istotny sposób mogą bowiem przyczynić się do rozwoju osobistego. Przejście przez próg placówki nie musi być jednak krokiem ostatnim i ostatecznym. Istnieje życie po muzyce!
Cytat numeru:
Każdy wiejski MUZYKANT może zagrać z przedstawicielem dowolnej innej kultury, z wyjątkiem... zachodniej KLASYKI, która najlepiej czuje się sama ze sobą
--Wacław Zimpel
AKTUALNOŚCI
Krzysztof Stefański: Byłem nieco zaskoczony, że prowadzi pani próbę w języku ukraińskim. Nauczyła się go pani specjalnie dla Ukrainian Freedom Orchestra?
Keri-Lynn Wilson: Kiedy zakładałam orkiestrę, nie mówiłam jeszcze po ukraińsku. Choć miałam doświadczenia z dyrygowaniem zarówno w Rosji, jak i w Ukrainie, skupiałam się wyłącznie na nauce rosyjskiego. W zeszłym roku prowadziłam próby w tym języku, a orkiestra odpowiadała mi po ukraińsku. Obiecałam więc muzykom, że nauczę się ich mowy. Mam kuzynkę w Ukrainie, która jest nauczycielką, więc pomagała mi zdalnie. Oczywiście wciąż się uczę, ale dysponuję na tyle szerokim zasobem słownictwa, że mogę coś w tym języku przekazać. Gdy pierwszy raz rozpoczęłam próbę po ukraińsku, twarze muzyków aż się rozpromieniły. To mój gest wsparcia dla języka i kultury, które są poddawane opresji ze strony Rosji.
Wojna toczy się także o swobodę rozmawiania po ukraińsku.
Zaledwie tydzień temu wpadłam na pomysł, by tekst Ody do radości Schillera, który zabrzmi w finale IX Symfonii Beethovena, został zaśpiewany w tym języku. To wydarzenie właściwie bez precedensu w Europie Zachodniej - nie licząc występu Narodowego Chóru Ukrainy Dumka. Zaproszony do wspólnego wykonania Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku przystał na tę propozycję. Bardzo pomocni okazali się jeden z członków zespołu, który jest Ukraińcem, oraz mój przyjaciel mieszkający w Niemczech. Dostałam materiały od Dumki i starałam się dopasować tłumaczenie do tekstu Beethovena, zmieniając parę szczegółów i słów, by lepiej przystawały do rytmu muzyki. Gdy ta szalona idea przyszła mi do głowy, byłam akurat na Sardynii, na moim jedynym tygodniu wakacji, ale i tak cały czas poświęciłam na przygotowanie nowej wersji finału Dziewiątej. Planujemy zaprezentować ją także na koncercie plenerowym 24 sierpnia w Berlinie z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy. Znaleźliśmy chór złożony z ukraińskich uchodźców, szukamy jeszcze zastępstwa za tenora, który niestety nie jest wtedy dostępny. To wyraz naszej solidarności z tymi ludźmi. Oni tego naprawdę potrzebują.
To też wyraz humanistycznych wartości, które niesie muzyka Beethovena.
Ktoś powiedział mi, że Beethovenowi spodobałby się ten pomysł. Był człowiekiem, który walczył o wolność. Jego muzyka jest potężna i czysta. Eroica, którą zagramy na pozostałych koncertach tournée, oddaje cześć bohaterom. Na pierwszej próbie powiedziałam muzykom, że oni - i cały naród ukraiński - są moimi bohaterami.
Oczywistym hołdem dla Ukrainy jest także sięganie po twórczość z tego kraju. W zeszłym roku zabrzmiała VII Symfonia Wałentyna Sylwestrowa, w tym usłyszymy II Koncert skrzypcowy Jewhena Stankowycza. Włącza też pani muzykę ukraińską do programów innych swoich koncertów. Jak przez miniony rok zmieniły się jej widoczność i odbiór?
Ukraińscy muzycy są moimi bohaterami
Krzysztof Stefański
z KERI-LYNN WILSON rozmawia
Fot. Karpati & Zarewicz
Słuchacze chcą pomagać Ukrainie, więc z otwartością przyjmują ten repertuar. Wykonywałam uwerturę do Tarasa Bulby Mykoły Łysenki w Bordeaux. Orkiestrze bardzo się ten utwór spodobał. Sylwestrow czy Stankowycz są uznanymi twórcami w swoim kraju. Przeżyli opresję systemu komunistycznego, ich muzyka była cenzurowana. Dziś historia się powtarza, ale to czyni ich dzieła jeszcze bardziej przejmującymi. U Stankowycza znajdziemy niesamowitą harmonię, momentami dysonansową, ale też niezwykle klarowną; melodyjność; elementy folklorystyczne, choć i ostrą rytmikę w stylu Szostakowicza. To bardzo ważne, że gramy muzykę ukraińską. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda nam się zamówić utwór, napisany specjalnie dla Ukrainian Freedom Orchestra.
W wywiadach dużo mówi pani o walce na froncie kultury, porównuje swoich muzyków do żołnierzy. Ale czy sztuka nie niesie przesłania nadziei i pokoju?
Muzyka uzdrawia. Możemy dzięki niej wyrazić wszystkie nasze uczucia - szczególnie w przypadku Beethovena. Granie ma zatem dla muzyków wymiar terapeutyczny. Mamy w sobie tyle złości. Jej przekierowanie w jakiś pozytywny sposób to jedyna droga, by świat mógł istnieć z nadzieją i miłością. Bo miłość jest tym, co ostatecznie zwycięża.
Każdemu koncertowi towarzyszą intensywne emocje, ale w tym projekcie są one chyba jeszcze silniejsze. Jak muzycy sobie z tym radzą?
W zeszłym roku na próbach kilka razy moja wrażliwość wzięła nade mną górę, szczególnie w Siódmej Sylwestrowa, którą poświęciliśmy ofiarom Buczy. Od tamtej pory nauczyłam się lepiej nad sobą panować, choć jeszcze trudno mi się odnieść do tego, co czuję. Wczoraj przeglądałam zdjęcia z naszej pierwszej próby i ogarnęło mnie silne wzruszenie. Muszę więc nieco powściągać emocje, ale mogę je wszystkie wyrazić w muzyce. Członkowie zespołu tyle przeszli, że nauczyli się radzić sobie z tymi przeżyciami. Oczywiście czasem się to nie udaje, ale nie w czasie grania. To nasza siła. Dzielimy się tu taką złością i taką miłością, jakich nigdy nie doświadczyłam z żadną inną orkiestrą.
Trzon zespołu pozostał ten sam, ale przez rok zaszły w nim pewne drobne zmiany.
Pojawiło się 12 nowych muzyków. Niektórzy z dotychczasowych członków nie mogli przyjechać. Z kolei część wykonawców, którzy do nas dołączyli, była zaproszona już w zeszłym roku, ale wówczas nie zdołała z różnych powodów dotrzeć. Cieszymy się, że teraz są z nami. Ci, których zastąpili, z pewnością żałują, że nie mogą wystąpić, ale zaprosiliśmy więcej artystów z Ukrainy, a ich koledzy, pracujący na co dzień w Europie Zachodniej, doskonale rozumieją, że w pierwszej kolejności powinniśmy pomagać tym, którzy zostali w kraju.
Czy utrzymywaliście ze sobą kontakt?
Na rocznicę pełnoskalowej rosyjskiej agresji pojechałam do Lwowa, by wykonać Messa da Requiem Verdiego z transmisją na cały kraj. Chciałam zebrać z tej okazji Ukrainian Freedom Orchestra, ale okazało się to zbyt skomplikowane. Spotkałam się za to z naszym koncertmistrzem, Markiem Komońką, który wykonał partię solową w rozpoczynającym program, zamówionym specjalnie na tę okazję utworze Bucza. Lacrimosa Wiktoriji Polowej. W orkiestrze Lwowskiej Opery Narodowej gra ośmiu członków naszego zespołu, więc jak tylko się zobaczyliśmy, mocno się wyściskaliśmy. Pierwszą próbę spędziliśmy w schronie, bo gdy mieliśmy zacząć, zawyły syreny. To bardzo poruszający koncert. Widok żołnierzy wśród słuchaczy był naprawdę przejmujący.
Co okazało się największym wyzwaniem w tym projekcie?
Jestem perfekcjonistką i wiem, kiedy nie wszystko działa, więc przez 10 dni staram się, by całość wyszła idealnie. Ćwiczymy po 6 godzin dziennie - to niezwykle intensywny czas. Już po trzech dniach czuję niesamowity postęp. Wyzwaniem jest, by wszyscy grali jedną barwą, jedną artykulacją, jednym smyczkowaniem. Członkowie zespołu wywodzą się z różnych orkiestr, są przyzwyczajeni do różnych rozwiązań, a ja muszę to ujednolicić, by funkcjonowali jak jeden organizm. To jest największy problem, nie kwestie organizacyjne - tym zajmuje się mój mąż, Peter Gelb.
Orkiestra już się ugruntowała. Czy kolejne plany uwzględniają występy w Ukrainie?
Myślimy o przyszłorocznej trasie. Wystąpimy w Ukrainie, gdy tylko będzie to możliwe. To byłby dla nas zaszczyt zagrać w Kijowie. A po ostatecznym zwycięstwie Ukraińców - może i na Kremlu?
3 sierpnia zmarł Zygmunt M. Szweykowski - wybitny muzykolog, nauczyciel, organizator życia naukowego, wieloletni kierownik Katedry Historii i Teorii Muzyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Licznych zasług i osiągnięć badawczych Profesora nie sposób tutaj wymienić, ale z pewnością zajmuje on ważne miejsce w dziejach nauki i w sercach swoich wychowanków.
Profesor Zygmunt Marian Szweykowski (1929-2023)
Aleksandra Patalas
Choć w młodości pociągała go architektura, pod wpływem swego przyjaciela Tadeusza Strumiłły rozpoczął w Poznaniu studia muzykologiczne, które ukończył w 1951 roku pod kierunkiem Adolfa Chybińskiego. Kontakt z tą legendarną postacią spowodował, że zainteresował się muzyką dawną. Odkrywał i katalogował zapomniane rękopisy, a ich edycje i redakcje wydań krytycznych stały się wkrótce jednym z najważniejszych obszarów jego zawodowej działalności. W 1954 roku rozpoczął pracę w Polskim Wydawnictwie Muzycznym, w latach 1957-1961 kierował tam Redakcją Muzyki Polskiej. To dzięki inicjatywom i wysiłkom Profesora w ręce muzyków i muzykologów trafił główny korpus kompozycji staropolskich.
Podejście Zygmunta M. Szweykowskiego do badań w znacznym stopniu ukształtowali Adolf Chybiński i Józef Chomiński. Koncentrował się na interpretowaniu utworów, charakterystyce technik kompozytorskich i gatunków muzycznych. Znalazło to odbicie w jego rozprawie doktorskiej i licznych artykułach dotyczących twórczości kompozytorów działających w Polsce w czasach renesansu i baroku.
Dyskusje z Claude'em Paliscą, znawcą muzyki XVII wieku, skłoniły go do podjęcia studiów nad twórczością Marka Scacchiego, a tym samym do poszerzenia zainteresowań naukowych o historię teorii i muzykę włoską wczesnego baroku. Wychodząc naprzeciw polskim czytelnikom, zainicjował serię "Practica Musica", obejmującą przekłady XVII-wiecznych traktatów muzycznych. We współpracy z żoną Anną - filologiem i historykiem kultury - opublikował dwa tomy rozprawy Między kunsztem a ekspresją, poświęconej włoskiej wczesnobarokowej liryce wokalnej, interpretowanej w kontekście ówczesnej praktyki wykonawczej, a następnie monografię Włosi w kapeli królewskiej polskich Wazów, która przyczyniła się do zintensyfikowania badań nad kontaktami artystycznymi między Rzecząpospolitą a innymi krajami Europy. W latach 2000-2008, już na emeryturze, wraz z żoną i zespołem współpracowników wydał cztery tomy Historii muzyki w XVII wieku. W ostatnim, liczącym ponad 700 stron, omówione zostały wszystkie wczesne drammi per musica stworzone we Florencji i Mantui. Jest to najpełniejsze opracowanie tego zagadnienia w skali nie tylko polskiej, lecz także światowej. Choroba i śmierć autora przerwały prace nad tomem poświęconym wczesnej operze tworzonej w Rzymie.
Choć kariera naukowa profesora Szweykowskiego rozwijała się w czasach PRL, wszedł on do wąskiego początkowo grona polskich muzykologów znanych na Zachodzie. Wysoko cenił współpracę międzynarodową, był aktywnym członkiem krajowych i zagranicznych stowarzyszeń naukowych (w latach 1987-1998 pełnił funkcję przedstawiciela w dyrektoriacie Międzynarodowego Towarzystwa Muzykologicznego). Mimo że nie czuł się do tego predestynowany, kierował muzykologią krakowską przez 28 lat, starając się stale o podnoszenie jej poziomów dydaktycznego i naukowego. W tym celu zapraszał z odczytami wybitnych naukowców z całej Europy i USA, których liczba sięgnęła niemal setki.
Jako wykładowca zachwycał studentów formą prezentacji, oratorską swadą i umiejętnością pogłębionego, a zarazem syntetycznego spojrzenia na omawiane kwestie. Był nauczycielem wymagającym, który jednak ze swej strony dawał wiele innym. Ogromna wiedza oraz szacunek, jakim się cieszył, ułatwiły mu zebranie wokół siebie grupy młodych magistrów i doktorów muzykologii (a niekiedy i profesorów), którzy w latach 1982-1991 spotykali się regularnie najpierw w Poznaniu, a potem w Krakowie, by prowadzić naukowe dysputy, jak to czyniono we włoskich akademiach z przełomu wieków XVI i XVII.
Profesor przeżył swoje życie w sposób wyjątkowo pełny. Charakteryzowały go niesłabnąca ciekawość świata, odwaga i rozmach przy podejmowaniu trudnych tematów badawczych, konsekwencja w dążeniu do celu, ogromna pracowitość i ustawiczne samokształcenie, wyniesione z domu uwrażliwienie na piękno języka polskiego i umiejętność słuchania. Odszedł wybitny naukowiec, mądry i dobry człowiek.
Renata Scotto (1934-2023)
lastampa.it savonanews.it
"Savona i świat muzyki opłakują Renatę Scotto!" - napisała włoska prasa. Jedna z najsłynniejszych śpiewaczek operowych zmarła 16 sierpnia w wieku 89 lat. Urodzona w Savonie w 1934 roku, studiowała śpiew w Mediolanie u Emilia Ghirardiniego. Zadebiutowała już w 1952 roku w Teatro Chiabrera w rodzinnym mieście, rolą Violetty w Traviacie. W następnym roku, w tym samym teatrze, wystąpiła jako Cio-Cio-San w Madamie Butterfly. W mediolańskiej La Scali pierwszy raz zaśpiewała w 1953 roku u boku Renaty Tebaldi i Maria del Monaca, w operze La Wally Alfredo Catalaniego. Jej kariera nabrała rozpędu cztery lata później, gdy w ostatniej chwili zastąpiła Marię Callas w roli Aminy w edynburskim przedstawieniu Lunatyczki Vincenzo Belliniego. Scotto zajmowała się także reżyserią operową. Od 1997 roku uczyła śpiewu w rzymskiej Akademii Muzycznej św. Cecylii. "Odeszła niezwykła i cudowna kobieta" - czytamy na savonanews.it --MAK
Koło ratunkowe dla ENO
classical-music.com
Jak zapowiedziała, tak zrobiła. Rada Sztuki (ACE) przekazała Angielskiej Operze Narodowej (ENO) dotację w wysokości 24 milionów funtów na okres od kwietnia 2024 do marca 2026. Niestety opera musi się wyprowadzić z Londynu. To był warunek przyznania pieniędzy.
Dotychczas ENO mogła liczyć na dotację w wysokości 12,8 miliona funtów rocznie. Teraz, zgodnie z pierwszymi decyzjami Rady, miała dostać tylko 17 milionów na trzy lata. W wyniku protestów i działań związków zawodowych kwotę tę zwiększono do 24 milionów. ACE jednocześnie nieco złagodziła wytyczne dotyczące przeprowadzki opery. Ma się ona zakończyć do marca 2029 roku, a nie, jak pierwotnie zakładano, do marca 2026. "Ta zmiana oznacza więcej stabilności, umożliwienie szerokich konsultacji z pracownikami oraz więcej czasu dla ENO na rozwijanie sieci partnerstw w nowym mieście" - czytamy.
We wspólnym komunikacie prasowym ACE i ENO poinformowały, że "opera w latach 2024-2026 będzie co roku organizować sezon operowy w Londynie, jednocześnie opracowując program w nowej siedzibie". Pierwotnie ACE zaproponowała, by ta nowa siedziba znalazła się w Manchesterze, który, jako jedno z niewielu dużych miast w Europie, nie ma stałej opery. ENO listę możliwych miejsc zawęziła do - oprócz Manchesteru - Birmingham, Bristolu, Liverpoolu i Nottingham. Ostateczna decyzja ma być ogłoszona najpóźniej w grudniu tego roku.
Stuart Murphy, dyrektor wykonawczy Angielskiej Opery Narodowej, wyjaśnił, że wybór miasta zależy od wielu czynników: "Bierzemy pod uwagę także liczbę ludności, przygotowanie na przyjęcie dużego zespołu operowego, a także współpracę z innymi placówkami o podobnym profilu".
Rada Sztuki argumentuje nakaz wyprowadzki ENO z Londynu "potrzebą decentralizacji życia kulturalnego w Wielkiej Brytanii". Sir Nicholas Serota, przewodniczący ACE stwierdził: "Jako opiekunowie publicznych pieniędzy, przeprowadziliśmy dokładną analizę wniosku. Nasza zgoda na wydłużony harmonogram przeprowadzki pozwoli ENO na spokojne zorganizowanie się w nowej lokalizacji". --MAK
Przyznali się
apnews.com
Śpiewak David Daniels i jego mąż przyznali się do napaści na tle seksualnym. Do zdarzenia miało dojść w Houston.
57-letni Daniels i 40-letni Scott Walters stanęli przed sądem 4 sierpnia. Obaj, po przyznaniu się do winy, zostali skazani na osiem lat więzienia w zawieszeniu i musieli zarejestrować się jako przestępcy seksualni. I oni, i ich obrońca odmówili jakichkolwiek komentarzy w tej sprawie.
Daniels i Walters usłyszeli zarzuty w 2019 roku. Wówczas zostali tymczasowo aresztowani i osadzeni w więzieniu stanu Michigan. Ich ofiarą był śpiewak Samuel Schultz, absolwent Uniwersytetu Rice'a w Houston w stanie Teksas. Panowie poznali się w połowie maja 2010 roku podczas występów Danielsa w Houston Grand Opera. Schultz twierdził, że został zaproszony do ich mieszkania i podano mu drinka, który doprowadził go do utraty przytomności. W tym czasie miał zostać zgwałcony. Associated Press zwykle nie ujawnia tożsamości ofiar napaści na tle seksualnym, ale Schultz sam zaproponował agencji podanie swego nazwiska, "aby pomóc innym ofiarom, które boją się zgłosić na policję". Przypomnijmy, że to nie jedyne problemy Danielsa o podobnym charakterze. Wcześniej kontratenor został zwolniony ze stanowiska profesora Uniwersytetu Michigan, a opera w San Francisco odsunęła go od produkcji Orlando Händla po zarzutach o napaść seksualną, jakiej miał się dopuścić wobec swojego studenta w 2018 roku. W pozwie złożonym w sądzie federalnym w Michigan mężczyzna twierdził, że Daniels podawał mu alkohol i leki nasenne, by go wykorzystać. --MAK
Emigrant emigrantowi
"Diapason"
Michaił Pletniow powołał do życia Rachmaninoff International Orchestra (RIO), świętując w ten sposób 150 rocznicę urodzin kompozytora, który - podobnie jak on - wyjechał na stałe z Rosji.
Prawie rok temu Pletniow został odwołany przez ministerstwo kultury Rosji ze stanowiska szefa Rosyjskiej Orkiestry Narodowej (RNO) - zespołu, który sam założył w 1990 roku. Muzyk często krytykuje reżim, a od 2020 nie postawił stopy na ojczystej ziemi. Wybór patrona orkiestry nie jest przypadkowy. Rachmaninow był "artystą, który kochał swój kraj, ale opuścił go, by nigdy nie wrócić, z powodów politycznych"- wyjaśniono w oświadczeniu i jednocześnie zapewniono, że nazwa w żaden sposób "nie ograniczy wyboru repertuaru". Orkiestrę tworzą byli członkowie RNO, którzy wyemigrowali z Rosji, a także muzycy z Europy, zwłaszcza z Ukrainy.
RIO wystąpi po raz pierwszy 30 października w sali Rosey w szwajcarskim Rolle. W programie znajdą się cztery koncerty fortepianowe Rachmaninowa i jego Rapsodia na temat Paganiniego. Dyrygować będzie Kent Nagano.
--MAK
PASSEGGIATA...
"Nordbayerischer Kurier"
Już nie ma żadnych świętości na (muzycznym) świecie! Niemiecka policja prowadzi śledztwo w sprawie kradzieży 115 pozłacanych figurek Richarda Wagnera, które w czasie tegorocznego Bayreuther Festspiele miały zdobić trawnik przed teatrem na Zielonym Wzgórzu. Instalacja zniknęła jednak po dwóch tygodniach. Jej autor, Ottmar Hörl, szacuje straty na około 15 tysięcy euro. Pozłacane figurki przedstawiały Wagnera, przyjaźnie rozkładającego ramiona i wyciągającego ręce do uścisku. Widać złodzieje źle zrozumieli intencje Richarda. --PM
Westdeutscher Rundfunk
To nie koniec nękania kompozytorów! Aktywiści z Scientist Rebellion i Extinction Rebellion zaatakowali zabytkowy pomnik Beethovena w Bonn - mieście jego narodzin. W ramach akcji na oczach figury zawiązali białą opaskę. Miała ona symbolizować "ślepotę" rządzących, którzy "przymykają oko" na ochronę klimatu. Działanie nie przypadło do gustu członkom stowarzyszenia Bürger für Beethoven. "To samolubne i nieuczciwe, gdy ktoś niszczy dzieła sztuki i umieszcza na nich slogany w celu przyciągnięcia uwagi mediów. To brak szacunku, nie mamy dla tego zrozumienia" - napisał przewodniczący stowarzyszenia Stephan Eisel. --PM, MAK
Cultural Center of the Philippines
Na czele Philippine Philharmonic Orchestra stanie Grzegorz Nowak, były szef muzyczny Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w Warszawie i dożywotni dyrygent gościnny londyńskiej Royal Philharmonic Orchestra. Stanowiska dyrektora muzycznego i głównego dyrygenta PPO obejmie na początku nowego sezonu. Pierwszy raz w tej roli wystąpi na koncercie inauguracyjnym 15 września 2023 roku w Samsung Performing Arts Theater w Makati. Zabrzmią Karnawał rzymski op. 9 Hectora Berlioza, Koncert fortepianowy op. 16 Edvarda Griega oraz Pinie rzymskie Ottorina Respighiego. --PM
"The Strad"
Gdzie diabeł nie może, tam drukarkę pośle. Konkurs Paganiniego szykuje się do obchodów swego 70 jubileuszu. Tym razem postanowiono działać niekonwencjonalnie. Aby popularyzować postać kompozytora z Genui, zamówiono kopię jego ulubionych skrzypiec. Nową wersję "Il Cannone" stworzyła drukarka 3D. Podobno "Il Cannone" (z włoskiego - armata) Paganini lubił najbardziej. Nadał instrumentowi specyficzną nazwę ze względu na jego moc i wyrazistość brzmienia. Skrzypce stworzył w roku 1743 Bartolomeo Giuseppe Guarneri, zwany "del Ges?". Paganini "Armatę" zapisał w testamencie miastu Genua, które do dziś sprawuje nad nią opiekę. --PM