#15 2024 rok LXVIII
Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku
Redaktor naczelny
Daniel Cichy
Redaktorka prowadzącaDominika Micał
Sekretarz redakcji
Maciej Kucharski
maciej_kucharski@pwm.com.pl
Zastępca redaktora naczelnego, festiwale
Krzysztof Stefański
krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, koncertyPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl
Swoboda ruchu, muzyka dawna
Karolina Kolinek-Siechowicz
karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl
Swoboda ruchu, muzyka współczesna
Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl
Wydawnictwa
Michał Mendyk
michal_mendyk@pwm.com.pl
Teatr muzyczny
Jacek Marczyński
Sekretariat
Katarzyna Dubiel
redakcja@ruchmuzyczny.pl
Dyrektor artystyczny
projekt graficzny
Marek Knap
marek.knap@asp.waw.pl
Studio graficzne
Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)
Redakcja i korekta
Agnieszka Kurpisz
Internet
Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl
Wydawca
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków
Oddział w Warszawie
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
pwm@pwm.com.pl
Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.
Za treść reklam redakcja nie odpowiada.
Adres
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
tel.: +48 885 860 332
email: redakcja@ruchmuzyczny.pl
www.ruchmuzyczny.pl
ruchmuzyczny
ruchmuzyczny
RuchMuzyczny
Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl
"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych
informacje na www.defacto.org.pl
Na okładce ilustracja Artura Denysa
Jeszcze NIE WIDZIAŁEM WSZYSTKIEGO
Nadal NAPĘDZA mnie rzeczywistość, staram się być otwarty, jak najwięcej chłonąć i unikać pozycji autorytetu. Moja żona zawsze mnie przestrzega: "tylko nie mów, że już WSZYSTKO widziałeś"
z JACKIEM MARCZYŃSKIM rozmawia
Maciej Kucharski
Fot. Rafał Masłow
Maciej Kucharski: Wiesz, jakie pytanie pojawia się na początku jubileuszowych wywiadów?
Jacek Marczyński: Nie.
Jak doszło do tego, że wybrał pan ten zawód?
I tu cię zaskoczę! Miałem duże opory, by zająć się poważnie muzyką... poważną. Gdy zacząłem pracę w "Sztandarze Młodych" w 1972 roku, dostałem przydział: dział oświaty. I tak przez pierwsze dwa lata pisałem na przykład o gminnych szkołach zbiorczych. Potem był tygodnik "Razem", a w połowie lat osiemdziesiątych trafiłem do "Rzeczpospolitej". Do pisania o muzyce namówił mnie przyjaciel ze studiów, Marek Weiss-Grzesiński. "Musisz się tym zająć, ty czujesz teatr operowy" - stwierdził. Napisałem recenzję, bardzo pozytywną, jego inscenizacji Borysa Godunowa w Teatrze Wielkim w Warszawie. I od razu zaznaczę, że pochwaliłem ten spektakl nie dlatego, że robił go Marek, tylko dlatego, że był dobry.
To był twój pierwszy tekst muzyczny?
Nie, ale ten traktuję jako ważny początek.
A pamiętasz odbiór?
Większość życia spędziłem w gazetach codziennych. Byłem przyzwyczajony, że to, co piszemy, żyje dzień. Przez wiele lat pisałem teksty bezpośrednio po koncercie czy spektaklu, w nocy lub następnego dnia rano. Pracując w dzienniku, człowiek nie przywiązuje wagi do faktu, że coś ukaże się w druku. Robisz swoje i koniec. To jest dobra szkoła. Uczy oszczędności słowa. Gdy po latach sam zacząłem redagować teksty, zauważyłem, jak bardzo piszący nadużywają słów.
Tobie się to nie zdarza?
Przyjąłem zasadę: kiedy piszę dłuższy tekst, kończę go, odkładam, wracam do niego po paru godzinach lub następnego dnia. Po to, by go skondensować, usuwać, ciąć akapity, które są niepotrzebne. Wówczas tekst staje się zwarty, bardziej wyrazisty. I tego właśnie nauczyła mnie gazeta codzienna.
Możesz wskazać swoich mentorów?
Od czasów szkolnych dużo czytałem, w tym teksty Jerzego Waldorffa. Był dla mnie guru. Z dzisiejszej perspektywy wiele jego opinii mnie denerwuje i uważam, że czasami wyrażał się skrajnie nieobiektywnie. Najważniejszy był dla mnie Józio Kański. Człowiek o niesamowitej wiedzy, którego ceniłem i miałem to szczęście, że potem się zaprzyjaźniliśmy. Był oczywiście Ludwik Erhardt - to dla niego zacząłem kupować #. Byli Zdzisław Sierpiński w "Życiu Warszawy" czy Paweł Chynowski, wówczas mój autorytet w kwestiach baletowych. Wartościowym, pełnoprawnym publicystą i krytykiem muzycznym poczułem się wtedy, kiedy któregoś dnia Józio Kański przyszedł i mnie o coś zapytał.
W 1989 roku upadł komunizm, zaczęły się przemiany, które odmieniły całkowicie rynek prasy. Jak to wpłynęło na ciebie?
Momentem przełomowym był dla mnie rok 1992, kiedy pomyślałem: a może bym pojechał do mitycznego Bayreuth? Napisałem prośbę o akredytację, a znając opowieści, że na bilet można czekać kilka lat, nie sądziłem, że kiedykolwiek go dostanę. I tu niespodzianka: stosunkowo szybko przyszła odpowiedź. Organizatorzy poprosili o rekomendację z "Rzeczpospolitej" i po paru miesiącach byłem już na Zielonym Wzgórzu na spektaklu. Dostałem z redakcji skromną dietę, ale mogłem pójść na obiad, a nie gotować w hotelu zupkę z proszku. Zrozumiałem wówczas, że przekroczyliśmy pewną barierę. Potem przyszła druga ważna refleksja. W PRL krytycy tworzyli miraże światowości, a tych nikt nie mógł zweryfikować. Koronnym przykładem w naszej branży był Bogusław Kaczyński i jego fantazje. I to się na szczęście skończyło. W latach dziewięćdziesiątych zaczęliśmy swobodnie podróżować. Nasza funkcja się zmieniła. Dzisiaj musimy nie tyle relacjonować, ile wchodzić głębiej w temat, analizować, porównywać.
Nie gubisz się w świecie tysięcy kanałów dystrybucji muzyki?
Zacznę od wspomnienia. Podczas podróży służbowej do Monachium w połowie lat osiemdziesiątych znalazłem sklep wypełniony po sufit płytami z muzyką operową. Postanowiłem kupić jedną. Na więcej nie było mnie stać. Wybór padł na Łucję z Lammermooru. Problem w tym, że na półkach stało chyba z 20 jej wykonań. Oszołomiony nie wiedziałem, na co się zdecydować. W końcu nic nie kupiłem. Wtedy zrozumiałem, że człowiek nie jest w stanie wszystkiego posłuchać, zobaczyć, przeczytać. Kaja Danczowska kiedyś mi powiedziała: "Uwielbiam muzykę skrzypcową, ale wiem, że nie zagram wszystkiego. Trzeba mieć tego świadomość i dokonywać wyborów". Tego się trzymam. Piszę teksty o tym, co mnie interesuje, za czym chcę podążać i co, moim zdaniem, jest ważne dla odbiorcy. Możliwość wyboru stymuluje mnie, a nie paraliżuje.
I w końcu przyszedł taki moment, że samo pisanie w gazecie przestało ci wystarczać...
W "Rzeczpospolitej" okazało się, że dobrze sobie radzę z nowymi technologiami, a było to w czasach, gdy w wielu redakcjach tylko jeden komputer miał dostęp do internetu. Uczyłem się pisania na stronę internetową, pozycjonowania tekstów, innego rodzaju przekazu. Mimo że wielu moich kolegów po fachu uważało to za fanaberie. Potem doszła telewizja i kilkanaście lat współpracy z Tygodnikiem Kulturalnym. W 2013 roku zaczęło się pisanie do #. Nie ma nic gorszego niż popadanie w rutynę. Bronię się przed tym.
I w ramach tej obrony zacząłeś także pisać książki?
W którymś momencie doszedłem do wniosku, że pora podsumować rozmaite doświadczenia. To była słuszna decyzja, bo moje książki o balecie czy Gawędy o operze nadal dobrze się sprzedają. Teraz nie mam czasu, by poświęcić dwa lata na napisanie jakiejś książki od podstaw. Być może kiedyś wydam wspomnienia, i to bez cenzury!
A propos doświadczeń... mam wrażenie, że chętnie się nimi dzielisz z młodszymi kolegami, nie tylko dziennikarzami, lecz także z artystami. Prowadziłeś zajęcia na Uniwersytecie Warszawskim, warsztaty dla młodych krytyków, bywasz jurorem w konkursach wokalnych.
Najgorsze jest przebywanie wyłącznie w gronie rówieśników. W tym zawodzie trzeba kultywować w sobie otwartość. Przez ten czas, kiedy zajmuję się krytyką muzyczną, radykalnie zmieniły się teatr operowy, sztuka baletowa, stylistyka wykonawcza... Panuje eklektyzm, a więc trzeba niekiedy uświadomić młodszym osobom, że to, czym się zachwycają, już kiedyś było. Że to nie jest wcale taka radykalna nowość, jak im się wydaje. Przestrzegam ich przed ślepym zachwytem. Ale równocześnie, z pozycji jubilata, najgorsze, co można powiedzieć, to: wszystko wiem, wszystko widziałem, znam się najlepiej, a wy powinniście tylko słuchać. Mnie nadal napędza rzeczywistość, staram się być otwarty, jak najwięcej chłonąć i unikać pozycji autorytetu. Moja żona zawsze mnie przestrzega: "tylko nie mów, że już wszystko widziałeś".
A zachwyca cię jeszcze muzyka?
Niezmiennie, choć szkoda mi czasu na produkcje słabe, byle jakie, na wykonania puste i nieprzemyślane, z których nic nie wynika. Poza tym odkrywam nowe obszary. Stałem się wagnerystą, coraz głębiej wchodzę w świat muzyczny Richarda Straussa, fascynuje mnie Mahler, lepiej rozumiem Pendereckiego, śledzę to, co tworzą Agata Zubel czy Aleksander Nowak.
Zdradziłeś Traviatę?
Nigdy! Traviata niezmiennie potrafi mnie wzruszyć. Ale Tristan i Izolda równie mocno.
Jacek Marczyński, #1949, krytyk i publicysta muzyczny, pisarz, redaktor #, recenzent "Rzeczpospolitej"; w lipcu 2024 roku obchodzi jubileusz 75 urodzin.
Szábolcs Esztényi(1939-2024)
"Bo to jest, jak wiesz, masochista" - powiedział mi kiedyś Józef Patkowski w reakcji na jakieś jego zachowanie, nieszczególnie masochistyczne, ale wymagające poświęcenia. Jeśli nawet przesadził, to dotknął szczególnego rysu jego osobowości.
Jedną z najważniejszych dlań osób był Tomasz Sikorski, może najsmutniejsza postać w polskim środowisku kompozytorskim lat powojennych. Pamiętam, z jakim przejęciem mówił o recytowanym przez Aleksandra Bardiniego - na tle Sikorskiego Samotności dźwięków - tekście Kierkegaarda o tym, że trzeba żyć z rozpaczą. Nieraz formułował pesymistyczne diagnozy współczesnego świata.
Rozpacz nie wykluczała zachwytu. Z szerokim uśmiechem wspominał otwartego na świat Kazimierza Serockiego. Podobnym przyjacielem był promienny Jerzy Maksymiuk, niegdyś partner-pianista. I kolejny partner, wcielenie spokoju, Jerzy Witkowski. A potem skupiona i precyzyjna Iwona Mironiuk. Z entuzjazmem (niektórzy twierdzą, że czasem przesadnym) mówił o swych adept(k)ach sztuki improwizacji.
Gdy nowy utwór go zainteresował, potrafił powiedzieć: "To jest kosmos" - jak o Carmina de tempore. I dodawał: "Przy twojej muzyce, i Pawla Szymanskiego [do końca mówił z lekkim obcym akcentem - RA], muszę na nowo uczycz szę grania na fortepianie". Gruba przesada: nie tylko my dwaj, przy wszystkich różnicach, czerpaliśmy z kosmosu jego niezwykłej techniki i wyobraźni.
Był i pozostał Węgrem, także formalnie - choć Polsce dochował wierności i wdzięczności. To ze względu na jego wkład w polską kulturę usunęliśmy ze statutu ZKP wymóg polskiego obywatelstwa.
Zasłużył na monografię wielogłosową, dla swej wielostronności biograficznej, psychologicznej, artystycznej, może nawet fizycznej: drobnej postury ("w dotyku" przypominał Witolda Lutosławskiego), ale też ogromnej siły i wytrzymałości.
"Jakiegoż to gościa mieliśmy" - pisał Czesław Miłosz o Annie Świrszczyńskiej. Öcsi był gościem w wielu znaczeniach i - mimo czerni ubioru i głębokich warstw osobowości - wielobarwnym, i zachwycającym.
Twórcy oczekiwali
gazetaprawna.pl, wirtualnemedia.pl
Rafał Augustyn
Fot. Ksawery Zamoyski
Sejm uchwalił z poprawkami nowelizację ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, która wdraża do polskiego porządku dwie dyrektywy Parlamentu Europejskiego.
Pierwsza z przyjętych poprawek zakłada zwiększenie z 3 do 25 procent części objętości utworu, która może być wykorzystana na potrzeby zilustrowania treści w celach dydaktycznych lub związanych z prowadzeniem działalności naukowej, "pod warunkiem, że korzystanie to nie ma charakteru zarobkowego oraz odbywa się na odpowiedzialność tych instytucji lub podmiotów, na ich terenie lub w innym miejscu, lub za pośrednictwem bezpiecznego środowiska elektronicznego dostępnego, dzięki zastosowaniu procedur uwierzytelniających, tylko dla uczących się i nauczających lub prowadzących działalność naukową w danej instytucji lub danym podmiocie". Sejm zgodził się także na przyjęcie poprawki, która zastępuje sformułowanie "artyści i wykonawcy" słowami: "twórcy i wykonawcy" oraz zakłada, że również twórcy opracowania "utworu literackiego, publicystycznego, naukowego, muzycznego lub słowno-muzycznego" są uprawnieni do stosownego wynagrodzenia. Ponadto, zgodnie z przyjętymi rozwiązaniami, twórcy i wykonawcy utworów audiowizualnych oraz wykonawcy utworów muzycznych i słowno-muzycznych będą uzyskiwać tantiemy za udostępnianie ich dzieł w internecie. Oznacza to, że nabędą nowe, niezbywalne prawo do stosownego wynagrodzenia z tytułu publicznego udostępniania utworu audiowizualnego lub artystycznego wykonania w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i czasie przez siebie wybranym (np. serwisy internetowe z wideo i muzyką). Tantiemy będą wypłacane: "z tytułu eksploatacji utworu audiowizualnego - za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania" oraz "z tytułu eksploatacji wykonań muzycznych - według swobodnego wyboru wykonawcy: za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania, za pośrednictwem niezależnych podmiotów zarządzających lub bezpośrednio na rzecz artysty wykonawcy". Ustawa trafi teraz do Senatu. --MAK
Opera w 80 rocznicę godziny W
pap.pl, polskieradio.pl
Na 1 sierpnia zaplanowano największy projekt teatralny w historii Muzeum Powstania Warszawskiego. Będzie to prapremiera opery site-specific o tytule D'ARC w reżyserii Krystiana Lady, zorganizowana z okazji 80 rocznicy zrywu.
Jak informuje Polskie Radio, jest to "opera rozpisana na trzy plany czasowe, a także sny, w których spotykają się bohaterki opowieści. A są nimi: Joan (Agnieszka Grochowska), żyjąca w Paryżu 2024 roku fotografka, córka polskich emigrantów, Joanna (Dobrawa Czocher), wiolonczelistka z Warszawy 1944 roku i uczestniczka Powstania, oraz Giovanna (Gabriela Legun), francuska bohaterka narodowa z 1429 roku. W roli Anioła Historii wystąpi baryton Szymon Komasa". Libretto D'ARC - jak czytamy w opisie na stronie internetowej Muzeum - stworzyli Anka Herbut i Łukasz Barys na podstawie pamiętników artystów uczestniczących w powstańczym zrywie oraz historii Joanny d'Arc. Nowe utwory przygotowali polscy kompozytorzy i kompozytorki: Dobrawa Czocher, Teoniki Rożynek, Wojciech Błażejczyk i Rafał Ryterski. W spektaklu zabrzmi także muzyka Juliusa Eastmana i Romana Padlewskiego - kompozytora, pianisty, skrzypka, dyrygenta, jak również podporucznika Wojska Polskiego i powstańca warszawskiego. "Dla mnie ta opera jest powrotem do Polski. Od ponad 20 lat mieszkam i pracuję za granicą. Fakt, że można z Polski wyjechać, nie oznacza, że Polska nas opuszcza. Projekt rodził się w rozmowach na temat tego, czym jest polskość, co to znaczy opowiadać o historii Polski w dzisiejszym świecie, świecie zglobalizowanym - mówił Krystian Lada na spotkaniu z dziennikarzami i dodał: - jest to opera, w której architektura miejsca i historia tej architektury ma również znaczenie dla opowiadanej historii. Zabiera nas bardzo daleko od klasycznego wyobrażenia na temat opery. Nie będzie orkiestronu, który oddzieli publiczność od sceny. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by go "zakopać" i by publiczność stała się częścią tego wydarzenia". Lada jest nie tylko reżyserem spektaklu, lecz także scenografem i autorem scenariusza. Kierownictwo muzyczne objęła dyrygentka Lilianna Krych. Wystąpią grupy Match Match Ensemble i Hashtag Ensemble. --MAK
Nominacja dla RM
Redakcja #
Ilustracje autorstwa Rafała Kwiczora wykonane dla naszego magazynu zostały nominowane do nagrody w Konkursie Klubu Twórców Reklamy 2024. "Konkurs KTR to święto kreatywności i twórczej odwagi" - piszą organizatorzy, czyli Stowarzyszenie Komunikacji Marketingowej SAR oraz festiwale Cannes Lions i Eurobest. Jury docenia "wyrazistą komunikację, niestandardowe i przełamujące konwencję idee oraz aktualność użytych narzędzi, mediów i tematów".
Fot. materiały promocyjne #
Nagrody wręczane są od 2004 roku i przyznawane w czterech głównych kategoriach (i licznych podkategoriach): communication, design, technology oraz craft. Przewodniczącą jury w podkategorii craft ilustracja jest Ada Zielińska, graficzka i ilustratorka, prowadząca II pracownię Podstaw Projektowania Graficznego na Wydziale Grafiki gdańskiej ASP. Nominowaną serię prac autorstwa Rafała Kwiczora opublikowaliśmy w #11/2023. Ilustrowały one blok tekstów o muzyce w animacji: artykuły Marii Wilczek-Krupy, Magdy Miśki-Jackowskiej oraz Jana Topolskiego. Rafał Kwiczor jest freelancerem, mieszka w Warszawie. Sam o sobie pisze, że "buduje skomplikowane narracje oparte na ruchu, w których trzeba odkryć element, który napędza całość. [...] tworzy zamknięty, smutny, nostalgiczny, a nawet przygnębiający świat, pełen zawstydzonych głów w przestarzałych fryzurach". Jako dobrze odzwierciedlającą ideę jego ilustracji wskazuje grę z lat dziewięćdziesiątych The Even More! Incredible Machine. Nagrody zostaną ogłoszone na Gali KTR 9 września 2024 roku. --MC
Koniec bezkrólewia w POK?
MKiDN
Magdalena Kaczorowska wygrała konkurs na dyrektora Polskiej Opery Królewskiej.
W drugim etapie konkursu o stanowisko walczyło 11 kandydatów: Jan Tomasz Adamus, Tomasz Cyz, Katarzyna Grzesiak, Magdalena Kaczorowska, Rafał Kłoczko, Krzysztof Korwin-Piotrowski, Krzysztof Kur, Paweł Paszta, Agnieszka Topolska, Łukasz Wojakowski oraz Michał Znaniecki. Drugie posiedzenie komisji konkursowej odbyło się w dniach 1-2 lipca i według protokołu na Magdalenę Kaczorowską zagłosowało sześć osób, a na Rafała Kłoczkę trzy. Na pozostałych kandydatów nikt nie oddał głosu. Rekomendację uzyskała zatem obecna wicedyrektorka teatru. Wszyscy przystępujący do konkursu zgodzili się opublikować swoje plany dotyczące POK, których przedłożenie było jednym z wymogów konkursowych. Można je znaleźć na stronie resortu. W planach Kaczorowskiej czytamy między innymi, że kandydatka ma zamiar utrzymać znaczącą część dotychczasowego repertuaru, tworzyć przestrzeń dla młodych artystów, a także wzmacniać projekt "Opera w drodze", czyli spektakle zespołu w mniejszych ośrodkach. Kaczorowska wskazała, że jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed teatrem jest przyciągnięcie do niego młodych odbiorców. Według niej optymalne jest utrzymanie rytmu 3-4 premier w sezonie, 16 koncertów i kilkunastu wydarzeń wyjazdowych. Magdalena Kaczorowska jest menadżerką. Ukończyła Wydział Kompozycji i Teorii Muzyki bydgoskiej Akademii Muzycznej oraz Wydział Zarządzania na Uniwersytecie Warszawskim. Pracowała na kierowniczych stanowiskach w instytucjach kultury, między innymi w Operze Bałtyckiej w Gdańsku i Warszawskiej Operze Kameralnej. Polska Opera Królewska powstała w 2017 roku. Jej pierwszym dyrektorem był Ryszard Peryt. Funkcję tę pełnił od 1 sierpnia 2017 do śmierci w 2019 roku. Jego następcą mianowano Andrzeja Klimczaka. --MC, MAK
PASSEGGIATA...
"Diapason", "Le Figaro"
Ile cukru w cukrze, a ile Ravela w Bolerze? Spadkobiercy Alexandre'a Benois, autora scenografii do premiery Bolera, nie chcą pogodzić się z tym, że utwór trafił do domeny publicznej. Uważają, że powinni otrzymywać tantiemy aż do roku 2039, gdyż Benois umarł w 1960 roku i wciąż obowiązuje okres ochronny jego prac. Innego zdania był SACEM, francuski odpowiednik ZAiKS. Odrzucił on roszczenia spadkobierców, a tę decyzję potwierdził wyrok sądu w Nanterre. Mówi on, że autorem Bolera jest Maurice Ravel, a nie duet Ravel-Benois. W związku z tym upłynął odpowiedni czas od śmierci kompozytora, by dzieło mogło trafić do domeny publicznej. Tam też pozostanie. --MC
BR Klassik, "Diapason", "Kölner Stadt-Anzeiger"
To miękkie lądowanie. Z François-Xavierem Rothem, oskarżonym o molestowanie, umowę przedterminowo zakończyła Kolonia, gdzie dyrygent zajmował stanowisko generalnego dyrektora muzycznego (Generalmusikdirektor). Odbyło się to jednak za porozumieniem stron, więc Roth dostanie na pożegnanie 200 tysięcy euro. Według doniesień tygodnika "Le Canard enchaîné" francuski dyrygent miał się dopuścić molestowania muzyków orkiestry Les Si?cles. Podobno jego zachowania były tajemnicą poliszynela. Tymczasem Orkiestra SWR podtrzymała decyzję, że od 2025 roku Roth pokieruje zespołem, zastępując Teodora Currentzisa. --MC
van-magazine.com
Nad Currentzisem natomiast zbiera się coraz więcej chmur. Magazyn "Van" donosi, że - według oficjalnych rosyjskich źródeł - w Petersburgu powstanie wart 900 milionów dolarów kompleks sal koncertowych. Ma być to siedziba dyrygenta i jego orkiestry MusicAeterna. Currentzis podtrzymuje więzy z Rosją mimo napaści tego kraju na Ukrainę i toczącej się wojny. Przez długi czas występował zarówno na Zachodzie, jak i Wschodzie. Stosunek zachodnich instytucji do dyrygenta był zróżnicowany. Moritz Eggert, szef Niemieckiego Związku Kompozytorów, zarzucił mu, że ma darczyńców, którzy objęci są sankcjami, oraz współpracuje z muzykami, którzy domagają się "eksterminacji ukraińskich nazistów". Wiele instytucji odwoływało koncerty z udziałem dyrygenta. Zdaje się, że Currentzisa w końcu przytulą matka Rosja i ojciec Władimir. --MAK, MC
operawire.com
Co prawda niewiele osób wysyła tradycyjne listy, jednak Poczta Hiszpańska się nie poddaje. Do obiegu wprowadzono znaczki z wizerunkami śpiewaczki Victorii de los Ángeles i pianistki Alicii de Larrocha, w 100 rocznicę ich urodzin, która przypadła rok temu. Co ciekawe, artystki poznały się w 1941 roku, kiedy de los Ángeles zdobyła nagrodę Radia Barcelona i wybrała de Larrochę na partnerkę przy nagrywaniu albumu. Panie zaprzyjaźniły się i współpracowały przez wiele lat. --MK