#15-16 2026 rok LXX
Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku
Redaktor naczelny
Daniel Cichy
Redaktor prowadzącyMichał Mendyk
Sekretarz redakcji
Maciej Kucharski
maciej_kucharski@pwm.com.pl
Zastępca redaktora naczelnego
Festiwale
Krzysztof Stefański
krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, Swoboda RuchuPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl
Koncerty, Archiwum R
Karolina Dąbekkarolina_dabek@pwm.com.pl
Wydawnictwa
Michał Mendyk
michal_mendyk@pwm.com.pl
Teatr muzyczny
Jacek Marczyński
Sekretariat
Katarzyna Dubiel
redakcja@ruchmuzyczny.pl
Dyrektor artystyczny
projekt graficzny
Marek Knap
marek_knap@pwm.com.pl
Studio graficzne
Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)
Redakcja i korekta
Maria Konopka-Wichrowska
Archiwizacja i redakcja zasobów cyfrowych
Dominika Kulik-Sendur, Wojciech Kopeć-Łępicki
Internet
Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl
Wydawca
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
Aleja Pokoju 1, 31-548 Kraków
Oddział w Warszawie
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
pwm@pwm.com.pl
Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów. Za treść reklam redakcja nie odpowiada.
Adres
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
tel.: +48 885 860 332
email: redakcja@ruchmuzyczny.pl
www.ruchmuzyczny.pl
ruchmuzyczny ruchmuzyczny RuchMuzyczny
Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl
"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych
informacje na www.defacto.org.pl
Na okładce Agata Szymczewska, fot. Bartek Wieczorek
Miejsce, w którym nie patrzysz w telefon
z Michałem Sikorą rozmawia
Krzysztof Stefański
Fot. Piotr Łabanow/FN
Krzysztof Stefański: Poznaliśmy program jubileuszowego sezonu Filharmonii Narodowej. Jak długo był przygotowywany?
Michał Sikora: Prace nad każdym sezonem trwają właściwie około dwóch lat. Oczywiście w przypadku niektórych artystów termin muszę bukować nawet z trzyletnim wyprzedzeniem i pod ich kalendarz ustalam dane wydarzenie. Tak było chociażby z Anne Sofie von Otter, która śpiewała w Kandydzie Bernsteina w 2018 roku.
Jakie są punkty węzłowe, które muszą się znaleźć w każdym sezonie albo stanowią jego swoistą kulminację?
Zaczynam układanie od koncertów - w tym inauguracyjnego i finałowego - każdego dyrektora artystycznego, z którym miałem przyjemność pracować w Filharmonii. I wokół tych wydarzeń buduje się cała reszta. W jubileuszowym sezonie mogę wskazać jeszcze kilka punktów kulminacyjnych, przede wszystkim uroczyste otwarcie poświęcone w całości muzyce polskiej, War Requiem Brittena pod dyrekcją Charles'a Dutoit czy Gurre-Lieder Schönberga prowadzone przez Christopha Königa. To będą niecodzienne przeżycia, także ze względu na wyjątkowe obsady solistów. Z kolei w sezonie 2027/2028 przedstawimy, mam nadzieję, równie ciekawy program, ale z nieco większą dawką twórczości wieków XX i XXI. Dla przeciwwagi pojawi się też sporo muzyki klasycznej - Haydna, Mozarta, Beethovena.
Czy spoglądając na poszczególne koncerty, da się wskazać, kto jest autorem danego repertuaru?
Każdemu trzeba by się przyjrzeć oddzielnie. Krzysztof Urbański [dyrektor artystyczny FN - red.] swoje występy projektuje samodzielnie. Do dyrygentów gościnnych nierzadko zwracam się z prośbą, żeby zadyrygowali tym czy innym utworem. Dotyczy to zwłaszcza polskiej muzyki, którą staramy się jak najintensywniej promować - przykładami są II Koncert wiolonczelowy oraz Koncert na altówkę i orkiestrę Grażyny Bacewicz czy I Koncert fortepianowy Henryka Melcera-Szczawińskiego w najbliższym sezonie. Ale kiedy proszę o poprowadzenie konkretnego dzieła, to często daję możliwość zaproponowania czegoś na drugą część wieczoru i na tej podstawie dokonujemy wyboru. Bywa też tak, że program jest w całości dziełem danego kapelmistrza. Tak było z Ingo Metzmacherem, który sam zasugerował intrygujące połączenie Trzech małych liturgii o Obecności Bożej Messiaena z XIII Symfonią Szostakowicza. A gdy chcemy wykonać chociażby Mesjasza Händla, to szukam odpowiedniego dyrygenta i solistów.
W nadchodzącym sezonie bardzo cieszą zamówienia u Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil i Pawła Malinowskiego. Są one ściśle związane z jubileuszem, czy Filharmonia zamierza aktywniej promować nową twórczość?
Staramy się rozszerzać repertuar o dzieła najnowsze. Mamy podobne plany na kolejne lata. Są już zamówione nowe utwory, między innymi u Pawła Szymańskiego i Rafała Ryterskiego, ale będziemy też chcieli pokazywać te niezamówione, aczkolwiek napisane niedawno, które zabrzmiały po raz pierwszy na Festiwalu Prawykonań w Katowicach czy na Warszawskiej Jesieni.
Czy w tych projektach wykorzystuje pan jakieś stałe proporcje, wedle których powinien się kształtować udział poszczególnych grup repertuarowych?
Te proporcje mogą się przesuwać w tę czy inną stronę, ale zawsze, co nie powinno nikogo dziwić, najsilniejszą grupą będą twórcy z kręgu niemieckojęzycznego - od Händla i Bacha po Bernda Aloisa Zimmermanna czy Hansa Wernera Henzego. Zaraz potem oczywiście plasuje się muzyka polska i to się od lat nie zmienia. Dalej różnie się to rozkłada - mamy muzykę francuską, trochę brytyjskiej, amerykańskiej. Nie zakładam jakichś parytetów z góry, że musimy mieć 10 procent tego i 15 tamtego, bo byśmy zwariowali. Nie możemy być niewolnikami tabelek. Po prostu stawiamy na różnorodność i jak najatrakcyjniejszą ofertę.
Wiele zespołów, właśnie w imię różnorodności, włącza do programów więcej utworów kompozytorek lub twórców spoza zachodniego kręgu kulturowego. Czy w Filharmonii Narodowej też myśli się w tych kategoriach?
Deutsches Symphonie-Orchester Berlin w sezonie 2023/2024 ogłosiła, że nie ma koncertu bez kompozytorek. Jestem przekonany, że zaangażowany tam dramaturg wybrał same wartościowe rzeczy. W Berlinie działa jednak znacznie więcej zespołów i po prostu muszą się jakoś wyróżnić. W przeciwieństwie do instytucji w innych krajach, nie jesteśmy rozliczani z tego, ile utworów kompozytorek przedstawimy. Z naszą orkiestrą pracują dyrygentki, choć ktoś może zapytać: dlaczego tak mało? Uważam jednak, że kluczowy dla decyzji programowych powinien być poziom artystyczny. Nie każdy dyrygent będzie dla nas interesujący i to dotyczy również kobiet w tym zawodzie. Podobnie jest z repertuarem. Czy rzeczywiście muzyka Florence Price ma tak wysoką wartość, że powinna w większej ilości wejść do programów w Polsce? Oczywiście to też kwestia gustu, ale trzeba wybierać najciekawsze utwory i starać się nie patrzeć na kraj pochodzenia albo płeć autora czy autorki.
Obecnie w repertuarze Filharmonii znowu sporo jest muzyki rosyjskiej. A czy nie myślą państwo o zwiększeniu udziału twórczości ukraińskiej? Mogłoby to odpowiadać na potrzeby niemałej społeczności Ukraińców w Warszawie, tymczasem w przyszłym sezonie zabrzmi tylko kompozycja Mykoły Łysenki.
Mamy w planach znacznie więcej tego repertuaru. Zamówiliśmy utwór u jednego ze współczesnych kompozytorów ukraińskich i będzie zaprezentowany na jesieni 2027 na koncercie abonamentowym. Braliśmy też kilkakrotnie udział w Dniach Muzyki Ukraińskiej. Wystąpimy tam ponownie w przyszłym roku. Chcemy pokazywać cały przekrój muzyki, także ukraińskiej.
Pracuje pan już z trzecim dyrektorem artystycznym. Jakie piętno odcisnęli na tej instytucji i czym charakteryzowały się ich kadencje?
Z czasów Jacka Kaspszyka zapamiętam przede wszystkim jego fantastyczne interpretacje muzyki późnoromantycznej i drugiej szkoły wiedeńskiej. A także opery w wykonaniu koncertowym, bo darzył i ten gatunek dużym sentymentem. Kadencja Andrzeja Boreyki była nie do pozazdroszczenia. Ledwo zaczął z nami pracę, przyszła pandemia i zrujnowała wiele jego planów. To mnie nauczyło dużej elastyczności. I gdy już wydawało się, że sprawy wracają do normy, nastąpiła inwazja Rosji na Ukrainę i znów musieliśmy wszystko zmieniać. Przyjmowaliśmy tu muzyków, zespoły z Ukrainy, nasz chór w obecności Wałentyna Sylwestrowa dokonał prawykonania jego Psalmu, robiliśmy naprawdę wiele. Bardzo dużo się wtedy nauczyłem. Teraz, z Krzysztofem Urbańskim, jest jeszcze inaczej. Ma się poczucie takiego świeżego powiewu. Jestem pod ogromnym wrażeniem jego wysiłków i energii, i tego, w jaki sposób zaangażował się w budowanie poziomu zespołów. Staramy się wszyscy czerpać jak najwięcej z jego doświadczeń, kontaktów i muzycznych przyjaźni. Jego nazwisko stanowi magnes dla wielu wspaniałych artystów, których mamy przyjemność gościć przy Jasnej.
Z Filharmonią jestem związany jednak znacznie dłużej niż wskazywałby na to mój staż zawodowy - początkowo jako meloman. Filharmonia Kazimierza Korda była miejscem, w którym poznawało się repertuar przed epoką streamingów. Nie poszedłem na studniówkę, bo chciałem posłuchać Koncertu na orkiestrę Bartóka. Dzisiaj każdy ma dostęp do dziesiątek nagrań.
Filharmonia mogłaby więc pokazywać utwory czy prowadzić w rejony, których nie podpowiedzą algorytmy.
Staram się uwzględniać w repertuarze kompozycje mało znane publiczności. Myślę, że nie ma często okazji, żeby usłyszeć w Polsce takie dzieła, jak Muzyka sfer Rueda Langgaarda. Przy czym decyzje zawsze podejmowane są po zaznajomieniu z partyturą czy nagraniem. Przeglądam katalogi wydawnictw, czasem coś mi pasuje tematycznie, ale przy bliższym poznaniu jestem rozczarowany. I jeżeli pojawia się choćby cień wątpliwości, rezygnuję z takiej pozycji.
Czy w filharmonii przyszłości jest miejsce na inne gatunki niż klasyczna symfonika albo na poszukiwania artystyczne na przecięciu różnych sztuk?
Współdziałanie sztuk to dla nas nic nowego. Począwszy od ostatniego albumu z III Symfonią Henryka Mikołaja Góreckiego, gdy na nasze zamówienie artysta plastyk przygotował obraz na okładkę, który podczas koncertów prezentowany był we foyer. W ten sposób tworzymy tło dla naszych działań. Oczywiście, mam świadomość, że niektóre instytucje muzyczne znacznie szerzej podchodzą do łączenia artystycznych dziedzin czy obecności muzyki elektronicznej i intermedialnej. Dysponują one jednak dużo nowocześniejszymi i lepiej wyposażonymi salami. U nas pewne przedsięwzięcia nie mają racji bytu z powodów czysto technicznych. Chociażby koncerty wymagające większego nagłośnienia czy projekcji filmowej. Po prostu nie dysponujemy odpowiednio nowoczesnym sprzętem.
A może filharmonia powinna pozostać oazą czysto akustycznego dźwięku?
Publiczność ceni Filharmonię za to, że obecność technologii jest relatywnie niewielka, że słuchamy orkiestry nieprzetworzonej elektronicznie. To przekonanie potwierdziły badania. Wartością jest, że na koncercie przez dwie godziny nie patrzymy w telefon. Możemy skoncentrować się na muzyce, bez dodatkowych bodźców. To sprawia, że jesteśmy miejscem, do którego ludzie po prostu chcą przychodzić.
Czy można myśleć o filharmonii jak o muzeum muzyki?
Jesteśmy muzeum, żyjemy z eksponatów. Mamy chleb dzięki Mozartowi, Dvořákowi, Szymanowskiemu czy Lutosławskiemu.
We współczesnych muzeach coraz silniejsze jest myślenie o doświadczeniu, narracji. Coraz wyraźniejsze są działania kuratorskie. Jednym jest więc dobór programu, a czym innym opowiedzenie o nim publiczności.
Według mnie nie wszystko trzeba komunikować, opisywać i szufladkować. Muzyka sama przemawia. Daleki jestem od łopatologicznej dosłowności. Po prostu trzeba poddać się muzyce i każdy sobie na swój sposób jakąś historię zbuduje. Nie odżegnujemy się od projektów kuratorskich, gdzie ujawnienie zamysłu mogłoby wzbogacić odbiór prezentowanego repertuaru, ale też nie chcemy niczego narzucać i na pewno nie będzie to standardem. Warto tu przywołać zaprojektowane w 2025 roku przez Krzysztofa Urbańskiego "Żywioły", zaś w przyszłym sezonie usłyszymy kilka utworów, które wręcz prowokują, żeby ich prezentację wzbogacić o dodatkowe elementy - choćby Rothko Chapel Mortona Feldmana. Chciałbym też zwrócić uwagę na Sports et divertissements Erika Satiego, które zabrzmią 1 grudnia. W utworze przewidziana jest partia mówiona, którą zrealizuje Jan Peszek. Na nasze zamówienie tekst polski przygotował Piotr Kamiński. Ponadto w pierwszym wydaniu kompozycji umieszczono grafiki, które odpowiadały każdej z części. Marzy mi się, aby pokazać je na koncercie. Na pewno więc nie ignorujemy wątków pozamuzycznych. Ale nie zawsze musimy się nimi kierować.
Michał Sikora, koordynator programu i doradca dyrektora artystycznego Filharmonii Narodowej w Warszawie.
Opera ma kłopot
nik.gov.pl
Źle się dzieje w Operze Krakowskiej. Najwyższa Izba Kontroli zbadała jej funkcjonowanie, w tym politykę płacową i kadrową, a także gospodarowanie majątkiem. Audytem objęto okres od 1 września 2022 do 31 grudnia 2024 roku, lecz uwzględniono także mające znaczenie dla badanej działalności wcześniejsze i późniejsze dokumenty oraz wydarzenia. Wystąpienie pokontrolne liczy ponad 120 stron, wnioski są mało optymistyczne, a dyrektor Piotr Sułkowski ma się czym martwić. "Niezgodne z przepisami decyzje kadrowe i organizacyjne, zatrudnienie pracownika mimo konfliktu interesów, znacznie zawyżone wynagrodzenia i dodatki funkcyjne dla wybranych, a także brak reakcji na sygnały o możliwym mobbingu" - to tylko niektóre kwestie ujawnione przez raport. Kolejne to: "nieprawidłowości przy organizacji przetargów, a także nielegalna promocja alkoholu i dopuszczenie do jego sprzedaży bez zezwolenia". Według NIK najwięcej problemów dotyczyło zatrudniania pracowników i ich wynagradzania. Chodzi o nieproporcjonalnie wysokie podwyżki oraz przekraczające regulaminowe limity zarobki, na przykład członków kadry kierowniczej (od października 2022 roku do maja 2025 roku wynagrodzenia zasadnicze dwóch osób były zawyżone w sumie o prawie 160 tysięcy złotych).
Jednocześnie część zarzutów kierowanych wcześniej pod adresem dyrektora placówki okazała się nieprawdziwa. Izba ustaliła bowiem, że umowa, jaką podpisał Sułkowski z Zarządem Województwa Małopolskiego w sierpniu 2022 roku, "umożliwiła mu podejmowanie działalności edukacyjnej i dyrygenckiej poza Operą bez żadnych ograniczeń - bez konieczności uzyskania na to zgody, nawet gdyby dodatkowe zajęcie miało kolidować z wykonywaniem obowiązków dyrektora lub nosiło znamiona działalności konkurencyjnej".
Ostatecznie NIK sformułowała 18 wniosków pokontrolnych, które nakazują Operze między innymi wprowadzenie mechanizmu wykluczającego możliwość pracowania jako kierownik artystyczny lub dyrygent w instytucji bez zgody województwa małopolskiego, uporządkowanie kwestii zatrudnień i naprawę polityki płacowej. Izba przygotowuje teraz zawiadomienia do Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Państwowej Inspekcji Pracy, Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych, Urzędu Miasta Krakowa, Urzędu Zamówień Publicznych i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. --MAK
Nieprawidłowości co niemiara
dziennikwschodni.pl
Z kolei Państwowa Inspekcja Pracy oraz kontrolerzy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego przeprowadzili kontrolę w Filharmonii im. Henryka Wieniawskiego w Lublinie. Lokalna prasa w ostatnich miesiącach informowała o licznych nieprawidłowościach, do których miało dochodzić w instytucji, w tym nielegalnych zwolnieniach oraz zachowaniach kierownika działu artystycznego, któremu zarzucano poniżanie pracowników, stosowanie presji psychicznej czy praktyki o charakterze dyskryminacji lub molestowania seksualnego. "Inspektor pracy nie stwierdza występowania bądź braku samego zjawiska mobbingu, ponieważ nie ma takich kompetencji, ale stwierdził występowanie zachowań mogących prowadzić do sytuacji noszących znamiona mobbingu i wymagających natychmiastowej interwencji" - czytamy w raporcie pokontrolnym. Ponadto PIP wykazała niezastosowywanie się do przepisów prawa pracy i wewnętrznych procedur obowiązujących w Filharmonii. Stwierdzono "nieprawidłowe prowadzenie ewidencji czasu pracy, naruszenia dotyczące odpoczynku dobowego i tygodniowego, niewłaściwe planowanie harmonogramów, przypadki niewliczania do czasu pracy wszystkich wykonywanych obowiązków, uchybienia związane z planowaniem urlopów wypoczynkowych" - podsumowuje "Dziennik Wschodni".
Audyt Urzędu Marszałkowskiego obejmował gospodarkę finansową instytucji w 2025 roku. Tu również sporządzono listę zarzutów dotyczących licznych błędów w rachunkowości i księgowości, niekompletnej dokumentacji kadrowej oraz nieprawidłowości przy umowach cywilnoprawnych.
Dyrekcja otrzymała po 13 zaleceń naprawczych od obydwu organów. Dyrektor Dominik Mielko, poproszony o komentarz przez "Dziennik Wschodni", odpowiedział: "Filharmonia Lubelska traktuje ustalenia kontrolerów z pełną powagą. Analizujemy je i sukcesywnie realizujemy wynikające z nich zalecenia. [...] Kontynuujemy usprawnienia organizacyjne. Obejmą one między innymi wprowadzenie elektronicznego obiegu dokumentów, narzędzi do rejestracji i rozliczania czasu pracy, przegląd procedur wewnętrznych, usprawnienie komunikacji oraz dalszą optymalizację organizacji pracy". --MAK
Złote, srebrne i brązowe
gov.pl, opera.poznan.pl, TW-ON
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wręczyło w czerwcu 45 medali "Zasłużony Kulturze Gloria Artis". Złoty otrzymał Marek Weiss, jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów operowych i teatralnych, w uznaniu dorobku, na który składa się ponad 150 spektakli i pół wieku pracy artystycznej. Weiss związany był z Teatrem Wielkim - Operą Narodową (na stołecznej scenie zrealizował ponad 20 premier i w okresie 1982-1988 oraz 1992-1995 pełnił funkcję głównego reżysera), Teatrem Wielkim w Poznaniu (jako szef artystyczny w latach 1995-2001) czy z Operą Bałtycką w Gdańsku (w 2008-2016 zajmował tam stanowisko dyrektora naczelnego i artystycznego).
Srebrny medal przyznano Narodowej Orkiestrze Symfonicznej Polskiego Radia. "Wyróżnienie jest wyrazem uznania dla 90 lat konsekwentnie budowanej artystycznej doskonałości, promocji polskiej muzyki oraz ogromnego wkładu w rozwój kultury" - napisał w mediach społecznościowych wojewoda śląski Marek Wójcik.
Ponadto Renata Borowska-Juszczyńska, odchodząca dyrektorka Teatru Wielkiego w Poznaniu, została uhonorowana brązowym odznaczeniem. Przez 14 lat pełniła funkcję dyrektorki naczelnej, a wcześniej przez dwa lata pozostawała zastępczynią dyrektora do spraw artystycznych. Jej miejsce 1 września zajmie Adam Banaszak. Dodajmy, że otrzymała ona także odznakę honorową "Za zasługi dla województwa wielkopolskiego" w uznaniu działań "na rzecz promocji polskiej kultury i twórczości Stanisława Moniuszki w kraju i za granicą, rozwoju międzynarodowej współpracy oraz realizacji projektów artystycznych i edukacyjnych". --MAK
Nabór do "Młodej Polski"
MKiDN, NCK
Po raz 24 resort kultury i Narodowe Centrum Kultury organizują program "Młoda Polska". Termin składania wniosków mija 30 września. Projekty można realizować do końca przyszłego roku, wysokość stypendium wynosi 35-55 tysięcy złotych brutto i przyznawane jest w dziedzinach: literatury (w tym reportażu dziennikarskiego), sztuk wizualnych (w tym fotografii), muzyki, tańca, teatru oraz filmu. O wsparcie mogą ubiegać się osoby do 35 roku życia, o wybitnych osiągnięciach w zakresie twórczości lub krytyki artystycznej oraz mające polskie obywatelstwo. Nie mogą wnioskować między innymi ci, którzy obecnie realizują projekt finansowany z ministerialnych środków lub rozliczyli go w ciągu ostatnich dwóch lat. Oceny formalnej wniosków dokonuje NCK w terminie do 45 dni od daty zakończenia naboru. Ocenę merytoryczną przeprowadzi powołana przez ministra kultury komisja, a stypendia przyznawane są na podstawie jej rekomendacji. Decyzja zapadnie nie wcześniej niż 31 stycznia 2027 roku. --MC, MAK
Muzyka z archiwum
nifc.pl
Narodowy Instytut Fryderyka Chopina zapowiedział, że wkrótce udostępni zdigitalizowane muzykalia z sanktuarium na Górze Świętej Anny. Trafią one na portal polish.musicsources.pl. "W zbiorze znajdziemy kompozycje i religijne, i świeckie, uznanych międzynarodowo autorów (Bacha, Beethovena, Händla), ale też, co szczególnie istotne dla poszukiwaczy skarbów miejscowej kultury, lokalnych twórców [...]. W dominującej grupie utworów sakralnych są msze, kompozycje wokalno-instrumentalne, a cappella (często na chór męski, pisane z myślą o wykonywaniu ich przez zakonników) i organowe - pisze na stronach NIFC Kamila Stępień-Kutera. - Atrakcyjny jest ponadto zasób dzieł świeckich: przeznaczonych na orkiestrę salonową, na fortepian solo (w tym pióra Feliksa Mendelssohna i Ferenca Liszta) - uwagę przyciągają między innymi kompozycje użytkowe, na przykład walce lub opracowania popularnych arii operowych (choćby Giacoma Pucciniego) oraz operetkowych - a także pieśni solowe (pomiędzy nimi schumannowskie) bądź chóralne". --MAK