Ruch Muzyczny 15-16/2023 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

7.90 zł
6.56 zł (6,72 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#15-16 2023 rok LXVII

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktorka prowadzącaDominika Micał

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnego, festiwale

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, koncertyPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka współczesna

Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Redaktor senior

Józef Kański

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

Ruch Muzyczny

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce Krzesimir Dębski, fot. Marek Straszewski

PIOSENKA NA POWAŻNIE

Dominika Micał

Fot. archiwum prywatne

"Więc zabierz mnie / pod tamten dach, / gdzie pachnie chleb, / gdzie cisza gra, / a każda z nut, / brzmi tylko nam..." - głos Seweryna Krajewskiego śpiewa w mojej głowie słowa (jak dopiero na potrzeby tego tekstu sprawdziłam) Krzysztofa Dzikowskiego. Pewnie przez kilka tygodni nie opędzę się od tej prostej melodii zapamiętanej z dzieciństwa (ale o earwormach innym razem!). Kaseta z hitami Czerwonych Gitar grała w rodzinnym domu przez całe lata, na zmianę z Markiem Grechutą, Jackiem Kaczmarskim, Anną Jantar i składankami polskich przebojów. No i grała moja kaseta - Natalki Kukulskiej ("Dominika w tańcu bryka. / Przy niej skacze miś"). I dzisiaj, ilekroć słyszę którąś z tych piosenek, przenoszę się w czasie. To one, podobnie jak nagle dobiegający nie wiadomo skąd znajomy zapach, są w stanie zabrać mnie pod niebo z moich stron. Mają wielką moc.

Czy # kojarzył się Państwu z tym drobnym gatunkiem, wpisywanym zwykle w dziedzinę tak zwanej muzyki popularnej czy rozrywkowej? Podejmując jego temat, nie czynimy jednak precedensu. Katarzyna Ryzel, niestrudzenie wertująca dla nas stare numery pisma, wraca do artykułu Zdzisława Sierpińskiego o stanie piosenki radiowej w 1960 roku. Znajdując więc w historii wskazówkę (przed czym jednak ostrzega Aleksander Mocek przy okazji jubileuszu Williama Byrda), przysłuchujemy się w tym numerze piosenkom na poważnie. Najpoważniej, być może, robi to Tadeusz Sławek, który w rock'n'rollowych przebojach dostrzega swego rodzaju arcydzieła, nobilitując je stosowaniem wobec nich terminu nie "piosenka", a "pieśń". I erudycyjnie interpretując ich teksty. Może to dobry trop? Krzysztof Marciniak, ze zwykłą dla siebie wrażliwością na tworzenie wspólnoty, widzi w piosenkach jeden z gatunków o największym wpływie na dzisiejszych słuchaczy. Choć nie okazują się one w ujęciu autora lekiem na całe zło, znacznie poprawiają komfort naszego życia, pozwalają nam się poznawać, łączą, dają coś, czego żaden inny rodzaj muzyki dać nam nie jest w stanie. I chociaż Zdzisław Sierpiński 63 lata temu narzekał na jakość wielu produkcji pisanych dla radia (nikt zresztą nie mówi, że wszystkie efemeryczne przeboje są dowodem znajomości rzemiosła), to gatunek nie upadł i Krzysztof Marciniak może przychylnym okiem patrzeć na twórczość Sanah, a Mariusz Gradowski - Dawida Podsiadły. Ale czy ich piosenki byłyby możliwe bez Mieczysława Fogga, Hanki Ordonówny, a - może przede wszystkim - uwielbianego przez tylu słuchaczy Kabaretu Starszych Panów? O kluczowej roli piosenki w kabarecie artystycznym pisze w 110 rocznicę urodzin Jerzego Wasowskiego Maria Wilczek-Krupa. Ze wszystkich czterech tekstów Strefy # wyłania się zaś mocne przekonanie, że napisanie dobrej piosenki to wielka sztuka. I świetne rzemiosło.

Wie o tym doskonale Krzesimir Dębski, który w rozmowie z Zuzanną Całką przyznaje: "najbardziej potrzebna jest melodia. Ona może być bardzo dziwna, ale musi mieć siłę prowadzącego elementu. Mam studentów, którzy chcą pisać piosenki, więc tłumaczę im, że melodia musi być bardzo prosta. Jest takie powiedzenie, że jeśli woźnica jest w stanie powtórzyć temat, to znaczy, że to dobry temat".

Słuchajmy więc, śpiewajmy, nućmy, kochajmy piosenki.

Cytat numeru:

...trzeba historii, śmiechu, opowiadania kawałów i BAŚNI, śpiewania sobie nawzajem swoich PIOSENEK, w swoich językach

--Krzysztof Marciniak

Bliskie jest mi polskie PODEJŚCIE do muzyki

Monika Zając

z GEORGIM WASILEWEM rozmawia

Program 2 Polskiego Radia

Fot. Filip Błażejowski/NIMiT

Monika Zając: Jest pan typem konkursowicza czy atmosfera rywalizacji jest panu obca?

Georgi Wasilew: Na pewno nie jestem typem konkursowicza. Lubię natomiast okres przygotowań do tego typu zmagań. Same przesłuchania rzadko bywają przyjemne, choć czasem udaje się zapomnieć o tym, że jesteśmy oceniani - zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z dobrym instrumentem i wspaniałą salą, jak ta w Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie. Najciekawsze dzieje się jednak jeszcze przed konkursem. Czas, który poświęcam na wybór repertuaru, jest niezwykle inspirujcy.

Niektórzy artyści uważają konkursy za zło konieczne - coś, za czym się nie przepada, ale jest niezbędne, żeby móc rozpocząć samodzielną karierę. Jakie pan ma do tego podejście? Nie po raz pierwszy przecież zdecydował się pan na występ przed jurorami...

Nie nazwałbym konkursów "złem koniecznym". Rzeczywiście mam ich za sobą już kilka, ale potrzebowałem też paru lat przerwy. Początek moich studiów w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy zbiegł się z wybuchem pandemii. To był dobry moment na to, by na spokojnie poszukać interesującego repertuaru, poznać lepiej pedagogów, dla których zdecydowałem się na przyjazd do Polski. Muszę przyznać, że moje ostatnie doświadczenia konkursowe są bardzo pozytywne. Można tam poznać naprawdę świetnych ludzi, zyskać dostęp do wspaniałych instrumentów i sal koncertowych. Ważne jednak, by pozbyć się wszelkich oczekiwań. Kiedy ktoś bardzo liczy na nagrodę, ta atmosfera może go przytłoczyć. Ja po prostu staram się czerpać przyjemność z występów, z poznawania repertuaru. Konkurs może dać świetną motywację, której czasem brakuje w codziennej pracy. W Rzeszowie cały program trzeba było zagrać z pamięci, co było dla mnie sporym wyzwaniem, bo wykonywałem też utwory współczesne, atonalne. To nie było łatwe - długo sądziłem, że mam problemy z zapamiętywaniem takiego repertuaru. Ale była to też okazja, by sprawdzić, jakie są granice moich możliwości i czy da się pracować jeszcze lepiej i uczyć jeszcze szybciej. A także czuć się jeszcze pewniej przy instrumencie - choć to się dopiero okaże. Mam nadzieję, że teraz będę miał więcej możliwości oswojenia się z estradą. Myślę więc, że konkursy mogą przynieść sporo dobrego.

Świetnie mówi pan po polsku. Czy decyzja o nauce tego języka wiązała się z planem podjęcia studiów w Bydgoszczy?

Tak. W Polsce mieszkam już czwarty rok. Bardzo chciałem uczyć się w klasie prof. Katarzyny Popowej-Zydroń. U niej skończyłem studia licencjackie, a teraz kontynuuję naukę u dr. hab. Pawła Wakarecego, z którym zresztą pracowałem już wcześniej. Zanim przyjechałem do Polski, przez pół roku uczęszczałem na kurs językowy w Bułgarii, a później miesiąc spędziłem w Lublinie na specjalnych zajęciach dla obcokrajowców. Bardzo dobrze wspominam ten czas. Najwięcej chyba jednak nauczyłem się podczas rozmów z kolegami i z panią profesor, która przecież świetnie mówi po bułgarsku i pomogła mi zrozumieć wiele językowych niuansów. Dziś, po czterech latach w Polsce, bez większych problemów posługuję się językiem polskim na co dzień.

Zarówno Katarzyna Popowa-Zydroń, jak i Paweł Wakarecy to pianiści, których kojarzymy z muzyką Fryderyka Chopina. Czy miało to jakiś związek z pana decyzją o przyjeździe do Polski?

Zupełnie nie. Szczerze mówiąc, muzyka Chopina nie jest głównym przedmiotem moich studiów. Dopiero ostatnio trochę się zmobilizowałem, by lepiej poznać dzieła tego kompozytora, co miało też związek z przygotowaniami do Konkursu Muzyki Polskiej. Wybrałem do swojego programu mazurek Karola Mikulego, a żeby lepiej zrozumieć tę muzykę, w trakcie przygotowań sięgnąłem także po opus mazurków Chopina. Nie przyjechałem jednak do Polski z powodu fascynacji jego twórczością. Zawsze czułem, że ten kraj jest mi w jakiś sposób bliski, że bliskie jest mi polskie podejście do muzyki. Nie wiem, z czego to wynika. Mam poczucie, że świetnie trafiłem. W Akademii Muzycznej w Bydgoszczy są znakomite warunki do pracy. Poziom nauczania w Katedrze Fortepianu jest bardzo wysoki. Cenię tamtejszych pedagogów, ale też studentów - zawarłem wiele przyjaźni i poznałem świetnych pianistów. W Bydgoszczy organizowanych jest także wiele interesujących imprez muzycznych, na których można posłuchać na żywo bardzo dobrych artystów. Właśnie o to mi chodziło, gdy decydowałem się na studia w Polsce. Myślę, że wiele z tych doświadczeń pozostanie ze mną na długo.

Skoro nie muzyka Chopina, to jaka muzyczna przestrzeń jest panu najbliższa?

To się zmienia. Zawsze lubiłem muzykę dawną, a od dwóch lat w bydgoskiej Akademii zajmuję się też basso continuo i grą na klawesynie. W Bułgarii nie miałbym takich możliwości - nie ma tam szkoły wykonawstwa historycznego. Długo uważałem też, że muzyka niemiecka jest mi najbliższa. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego, może po prostu zawsze miałem z nią najwięcej kontaktu. Ostatnio bardzo podoba mi się też muzyka francuska. Do konkursowego programu wybrałem zresztą kilka utworów wprost nawiązujących do tej tradycji - na przykład II Koncert fortepianowy Miłosza Magina czy Sonatinę Aleksandra Tansmana. Myślę, że dopiero zaczynam odnajdywać pewne cechy, które ujmują mnie w różnych stylach. Lubię wykonywać utwory Brahmsa, Rachmaninowa i Ravela. To trzy zupełnie różne światy, ale w każdym czuję się jak u siebie. Bardzo bliskim mi twórcą stał się też Ignacy Jan Paderewski. Przygotowując się do konkursu jego imienia, poznałem Wariacje i fugę es-moll op. 23. Ten utwór tak mnie zafascynował, że napisałem nawet pracę licencjacką na temat jego faktury fortepianowej. Czuję bardzo silny związek emocjonalny z tym dziełem, choć sporo mnie to kosztuje - to utwór przepełniony smutkiem, co wpływa na mój nastrój długo przed wykonaniem i długo po nim. Mam jednak poczucie, że nie przestaję poszukiwać swojego miejsca w świecie muzyki.

Jakie są pana pokonkursowe plany? Czy ta wygrana wpłynie na to, jak będą wyglądać kolejne tygodnie, miesiące?

Na razie trudno powiedzieć. Jestem studentem, więc priorytetem jest dla mnie ukończenie studiów. Został mi jeszcze rok. Byłbym bardzo szczęśliwy, mogąc połączyć obowiązki z występami. Muszę dobrze to przemyśleć, wybrać odpowiedni repertuar, mam nadzieję, że pomoże mi w tym mój pedagog.

Na koniec zapytam jeszcze o pana największe muzyczne marzenie...

To również się zmienia. Od pewnego czasu marzę o tym, by nauczyć się I Sonaty d-moll op. 28 Siergieja Rachmaninowa. Chcę dalej grać, czuć się jeszcze swobodniej na estradzie, uwolnić się od codziennych i artystycznych trosk. Chciałbym też mieć swój fortepian. W Bułgarii nie mam instrumentu, tam warunki są inne, niewiele osób może sobie na to pozwolić. To jest więc moim marzeniem - móc ćwiczyć u siebie, nie tylko na uczelni.

Rozmowa została wyemitowana w Programie 2 Polskiego Radia

Georgi Wasilew, pianista bułgarski, student Akademii Muzycznej w Bydgoszczy; doskonalił umiejętności w New Bulgarian University w Sofii oraz na kursach mistrzowskich u Dmitrija Baszkirowa, Kevina Kennera, Nauma Gruberta i Giuseppe Guarrery. Zwyciężył w kategorii fortepianu III Międzynarodowego Konkursu Muzyki Polskiej w Rzeszowie.

Szukajcie nas przy Wiejskiej

Fot. Marek Knap

Stało się! Redakcja #, wraz z gigantycznym Działem Zbiorów Nutowych PWM, przeniosła się do tymczasowej siedziby przy ulicy Wiejskiej 19 w Warszawie. Ten adres zobowiązuje. W kamienicy Karskich w okresie międzywojennym mieszkali znakomity pianista i kompozytor Jerzy Żurawlew, inicjator Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina i jego wielokrotny juror, oraz wybitny językoznawca profesor Stanisław Szober. Po wojnie przez jakiś czas funkcjonowała tutaj Państwowa Średnia Szkoła Muzyczna nr 3. Tymczasem w naszej dotychczasowej siedzibie przy ulicy Fredry 8 trwa generalny remont. W realizowanej inwestycji znajdzie się miejsce na nową redakcję #, kameralną salę koncertową, klub jazzowy, księgarnię muzyczną, mediatekę, studio nagrań czy sale warsztatowe. Bogatymi zbiorami archiwalnymi oraz materiałami wykonawczymi do ponad 3500 skatalogowanych dzieł wielkoobsadowych, tak jak do tej pory, opiekować się będzie Dział Zbiorów Nutowych. Finał prac planowany jest na koniec 2024 roku. Głównym inicjatorem i organizatorem przedsięwzięcia jest Polskie Wydawnictwo Muzyczne, a finansowanie zapewnia Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ze środków budżetu państwa. --MAK

Na scenie z dofinansowaniem

nimit.pl

Od września będą realizowane projekty dofinansowane w ramach programu Scena Muzyki Polskiej. Nabór prowadził Narodowy Instytut Muzyki i Tańca, we współpracy z Filharmonią Narodową w Warszawie. Zgłoszenia dotyczyły wydarzeń zaplanowanych na sezon artystyczny 2023/2024. Wpłynęły 153 wnioski. Wybrano dziesięć.

Maksymalna kwota dofinansowania wynosi 30 tysięcy złotych dla każdego solisty lub zespołu. Obejmuje honoraria, koszty podróży i zakwaterowania. Łącznie Instytut przeznaczył na realizację programu 240 tysięcy złotych. Najwięcej otrzymali LutosAir Quintet (koncerty w Filharmonii Narodowej i Filharmonii Zielonogórskiej im. Tadeusza Bairda) oraz Zespół Muzyki Dawnej Diletto (koncert w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej im. Fryderyka Chopina w Gdańsku). Zaraz za nimi znalazły się: Equilibrium String Quartet (29 000 zł na koncerty w Filharmonii Narodowej i Filharmonii Zielonogórskiej im. Tadeusza Bairda) oraz The Whoop Group (28 500 zł na występy w Filharmonii Narodowej, Polskiej Filharmonii Bałtyckiej im. Fryderyka Chopina w Gdańsku i Filharmonii Zielonogórskiej im. Tadeusza Bairda). Listę wykonawców można znaleźć na stronie nimit.pl. W skład komisji rekomendującej projekty weszli przedstawiciele Filharmonii Narodowej, Polskiej Filharmonii Bałtyckiej im. Fryderyka Chopina w Gdańsku, Filharmonii Zielonogórskiej im. Tadeusza Bairda oraz Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca. --MAK

Szykują się na lato

Teatr Wielki - Opera Narodowa

W ubiegłym roku odnieśli liczne sukcesy, wkrótce ruszają w wakacyjne tournée. Serię koncertów zaplanowanych na sierpień i wrzesień 2023 roku Ukrainian Freedom Orchestra zainauguruje dwoma w Polsce: w Warszawie i w Gdańsku, potem zaś zespół zabrzmi w najważniejszych centrach muzycznych Europy. Dzień Niepodległości Ukrainy, 24 sierpnia, zaakcentowany zostanie specjalnym plenerowym występem w Berlinie.

W skład 74-osobowej orkiestry wchodzą muzycy mieszkający w Ukrainie, z których kilku musiało otrzymać specjalną zgodę swojego rządu na służenie krajowi muzyką, a także artyści, którzy opuścili ojczyznę jako uchodźcy oraz ukraińscy instrumentaliści będący członkami orkiestr europejskich. Zespół, nad którym patronat honorowy objęła Ołena Zełenska, pierwsza dama Ukrainy, ponownie zbierze się w Warszawie, gdzie 20 sierpnia rozpocznie trasę koncertową wykonaniem IX Symfonii d-moll op. 125 Ludwiga van Beethovena. Keri-Lynn Wilson, pomysłodawczyni utworzenia orkiestry i jej dyrektorka muzyczna, podkreśla: "Ukraina kontynuuje swoją nieustraszoną walkę, broniąc całego wolnego świata, jednak potrzebuje naszego wsparcia bardziej niż kiedykolwiek. Tego lata z dumą ponownie dołączę do dzielnych muzyków Ukrainian Freedom Orchestra, chcąc razem z nimi bronić dziedzictwa kulturalnego Ukrainy. Nie spoczniemy, dopóki wojna się nie zakończy". --MAK

PASSEGGIATA...

operawire.com

Znanych tenorów dopadły choroby. Jak już informowaliśmy w #, publiczność w Zurychu nie usłyszy w Turandot Piotra Beczały. Teraz podobną decyzję podjął Jonas Kaufmann. Tenor odwołał występy w Aix-en-Provence i w Paryżu. "Zdiagnozowano u mnie wielooporną infekcję bakteryjną i przepisano dużą dawkę antybiotyków [...]. Efekty uboczne, które początkowo były tylko łagodne, nasiliły się tak bardzo, że nie jestem w stanie śpiewać" - wyjaśniał z niemiecką precyzją w mediach społecznościowych. Na Festiwalu Aix-en-Provence zastąpił go Arsen Soghomonjan. Kaufmann ma powrócić na scenę pod koniec lipca. --MAK

"The Times"

Pojawiła się szansa, by zamieszkać w Londynie, i to nie byle gdzie, tylko w domu Georga Soltiego. Chętni powinni zdobyć (lub wyciągnąć z konta) 17 milionów funtów. Po śmierci Soltiego w 1997 roku, przez 24 lata w domu mieszkała jego małżonka wraz z gospodynią. Valerie Pitts udostępniała przestrzeń artystom związanym z Fundacją Soltiego, młodym muzykom, którzy przyjeżdżali na koncerty do Londynu. Zmarła w 2021 roku, a spadkobiercy wystawili dom na sprzedaż. Znajduje się w nim między innymi słynny gabinet (w stanie nienaruszonym), w którym próby odbywali Luciano Pavarotti czy Kiri Te Kanawa. --MC

MRiT, NIFC

NIFC na swoim. Waldemar Buda, minister rozwoju i technologii, przekazał Narodowemu Instytutowi Fryderyka Chopina działkę z zamkiem Ostrogskich, mieszczącym Muzeum Fryderyka Chopina. Przed wojną działały tutaj Konserwatorium Muzyczne i szkoła teatralna. Gmach został spalony przez Niemców w 1944 roku. Odbudowano go po wojnie i przekazano Instytutowi im. Fryderyka Chopina - uroczyście dokonano tego w 1955 roku, podczas V Konkursu Chopinowskiego. --MC

"Gramophone", "New York Times"

Maria nadchodzi! W Royal Opera House można oglądać wystawę Callas at Covent Garden. Obejmuje ona rzadko udostępniane zdjęcia oraz eksponaty związane z obecnością Marii Callas w londyńskim teatrze. Debiutowała tu jesienią 1952 roku tytułową partią w Normie Belliniego, a w ciągu dekady wystąpiła w kilku innych produkcjach - Aidzie (1953), Trubadurze (1953), Traviacie (1958) i Medei (1959). To w Covent Garden ostatni raz pojawiła się na scenie, śpiewając Toskę w inscenizacji Franca Zeffirellego w 1965 roku. Jest to jedno z wielu wydarzeń organizowanych z okazji jubileuszu setnych urodzin primadonny assoluty. --MC