Ruch Muzyczny 13/2024 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

6.90 zł
5.73 zł (5,86 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#13 2024 rok LXVIII

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyMichał Mendyk

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnego, festiwale

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, koncertyPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka współczesna

Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

RuchMuzyczny

Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce ilustracja Magdaleny Sych

Trudna i PIĘKNA samotność

z ZOFIĄ KINIORSKĄ rozmawia

Piotr Mika

Piotr Mika: Pomyliliśmy godziny naszego spotkania online ze względu na różnicę w strefach czasowych. Jesteś teraz w Portugalii, bo...

Zofia Kiniorska: ...występuję z Orquestra do Algarve w Faro. Pierwszy raz w Portugalii wykonujemy I Symfonię Emilie Mayer.

Batuta nie była twoim dziecięcym marzeniem, pierwszy pojawił się fortepian. Jak zrodziła się potrzeba dyrygowania?

Tak naprawdę najpierw chciałam być harfistką. Moi rodzice są muzykami i między innymi ze względów logistycznych zdecydowali, że będą wozić mnie do szkoły na Miodowej w Warszawie. Do dziś im to wypominam - w żartach, bo chciałam chodzić na harfę na Wiktorską. Dlatego, że tam dostała się moja koleżanka z przedszkola.

Lubiłam grę na fortepianie, zwyciężałam w konkursach, długo nie sprawiało mi to problemów. Aż zaczęłam czuć presję - było nas za dużo, wszyscy nas porównywali. Zrozumiałam, że chyba nie chcę uczestniczyć w czymś takim przez całe życie. Wtedy, trochę przypadkowo, zaczęłam dyrygować scholami i chórami w kościele Dominikanów na Służewie. Kiedyś powiedziałam znajomej odpowiedzialnej za oprawę muzyczną liturgii, że uczę się w szkole muzycznej, a ona spytała, czy nie chcę spróbować. W wieku 14 czy 15 lat dostałam do poprowadzenia duży skład, z którym wystąpiłam z okazji Bożego Narodzenia. Później graliśmy na różnych uroczystościach, także z orkiestrą. Zaciekawiło mnie to, pierwszy raz od dawna było takie miejsce w muzyce, w którym dobrze się poczułam.

Ze studiami zaryzykowałam. Wcześniej nie uczyłam się dyrygować, robiłam to po swojemu. Zdecydowałam też, że nie będę zdawać na fortepian. Dla zachowania klawiaturowego kompromisu postawiłam na klawesyn i studiowałam go przez rok. Moim głównym kierunkiem była jednak dyrygentura i to ona sprawiała mi najwięcej przyjemności.

I okazała się wyjściem z problemu stresującej pianistyki.

Na jednym z ostatnich egzaminów z fortepianu nie mogłam się opanować, ręce mi zesztywniały, przerwałam grę. Pewnie gdybym miała wtedy możliwość pracy z psychologiem, byłoby lepiej...

Na dyrygenturze już egzamin wstępny okazał się inny - umiałam się odciąć od wszystkiego, być w muzyce. I na semestralnym pierwszy raz od dawna nie trzęsły mi się nogi. A ja robiłam muzykę tak, jak chciałam.

Co czuje dyrygentka, która kończy studia w trakcie najdotkliwszego uderzenia pandemii?

Musiało zadziałać wyparcie, bo już nie pamiętam, jak dokładnie było. Zajęcia online, prawie niemożliwe do wykonania - dyrygowanie na sucho, bez muzyki, opóźnienia w przekazie sygnału... Kiedy stwierdzono pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem w Polsce, byłam na Ogólnopolskim Konkursie Studentów Dyrygentury we Wrocławiu. Zdobyłam tam drugą nagrodę, miał odbyć się koncert laureatów, na który bardzo czekałam, ale się nie doczekałam.

Po studiach zostałam wypchnięta z gniazda i nie do końca wiedziałam, co ze sobą zrobić. Nie wiedziałam, gdzie trzeba pukać, o co prosić...

Trzeba pukać i prosić?

Nie wiem, jakby wszystko się potoczyło, gdyby nie Akademia z Paavo Järvim i orkiestrą Tonhalle oraz kursy z Marin Alsop w NOSPR. Jeszcze przed tym rozpęd dało mi asystowanie Marcie Kluczyńskiej w Polskim Balecie Narodowym.

Patrząc na starsze pokolenia, dostrzegasz, jak zmienia się ten zawód?

Myślę, że przede wszystkim jest coraz większe zaufanie do młodych - kobiet i mężczyzn. To pocieszające, ale trzeba też zachować ostrożność. Mam wrażenie, że dzisiaj dochodzi czasem do skrajności w kwestii wieku, w którym zaczyna się dyrygować prestiżowymi zespołami.

Skoro zmienia się podejście do młodych i działa coraz więcej dyrygentek, jest jeszcze potrzeba dyskusji o nierównościach?

Problem zniknie, gdy przestaną padać pytania: "Jak to jest być kobietą dyrygentką?". Na razie pojawiają się często. Choćby w Faro. Gdy już myślałam, że Portugalia okaże się krajem bardziej otwartym, flecistka przyszła mi pogratulować, mówiąc: "Świetnie się z tobą pracowało, szczególnie biorąc pod uwagę twój wiek i to, że jesteś kobietą".

To komplement w stylu "dobry film jak na polskie kino".

Mam nadzieję, że się to zmieni. Jesteśmy na dobrej drodze.

Spotkałaś się z uprzedzeniami zespołów?

Tak, ale nie chcę tego wątku rozwijać. Zamiast artystycznego uskrzydlenia, budziła się frustracja, poczucie niesprawiedliwości.

Co jest dla ciebie największym wyzwaniem? Partytura, zarządzanie ludźmi?

Często uświadamiam sobie, że jestem w tym wszystkim sama i na koniec to moja decyzja będzie oceniana. Samotność zawodu dyrygenta to rzecz trudna i piękna zarazem. Ja na szczęście mam bliskich znajomych, których zawsze mogę się poradzić. Czy wypali, gdy zrobię to na cztery? - gdy sama zadaję sobie pytania, zdarza się, że nie mogę szybko znaleźć odpowiedzi. Wtedy uruchamiamy mechanizm wsparcia.

Praca z ludźmi bywa kłopotliwa w każdym zawodzie. Dużo zależy od nastroju, pogody, polityki. Ja muszę stworzyć warunki, by muzycy mi zaufali albo chociaż chcieli współpracować. Dobrze, by towarzyszyła temu przyjemność i satysfakcja. Taka łamigłówka psychologiczna.

Masz za sobą dużo kursów, warsztatów. Czyli dyrygentury można się nauczyć?

Podpatruję różne techniki, ale przede wszystkim uczę się podejścia do ludzi. Obserwuję, jak budować relacje, czego unikać, jak zwracać uwagę. Ważnej rzeczy nauczył mnie Johannes Schlaefli, który zawsze powtarza, by nigdy nie zakazywać, a próbować wskazać rozwiązanie - wtedy muzycy chętniej wychodzą z inicjatywą.

Wygrałaś przesłuchania i wkrótce rozpoczniesz pracę asystentki w słynnej Orkiestrze Szwajcarii Romańskiej. Podobno niespecjalnie się na to nastawiałaś.

Najpierw zapomniałam, że się zgłosiłam. Później nie wiedziałam, czy będę mogła przylecieć do Genewy, bo w tygodniu przesłuchań miałam próby do ważnego koncertu z moją orkiestrą szkolną. Ostatecznie przesłuchania zorganizowano w mój jedyny dzień wolny, więc postanowiłam się sprawdzić. Dopiero czekając na wyniki, pomyślałam, że właściwie chyba nie poszło mi źle. Gdy kończyłam tę myśl, pojawiła się komisja, a dyrektor krótko zakomunikował: "You won".

Najwyraźniej czuwał nad tobą duch dawnego szefa orkiestry, Pawła Kleckiego... Na czym będą polegały twoje obowiązki?

Oficjalnie zostałam asystentką dyrektora Jonathana Notta, ale będę obecna przy wszystkich projektach orkiestry. Muszę być przygotowana na każdy koncert, być w gotowości na nagłe zastępstwa. W listopadzie poprowadzę też swój własny - z udziałem saksofonistki Valentine Michaud, artystki rezydentki.

W jednym tygodniu prowadziłaś orkiestrę szkolną i Orkiestrę Szwajcarii Romańskiej. To duża rozpiętość. Czego się uczysz od tych zespołów?

Od słynnych orkiestr uczę się... wszystkiego. Myślę, że na tym etapie moja korzyść z takiej współpracy jest większa niż ich. Chociaż często pojawiają się głosy, że wniosłam coś nowego, ożywiłam zespół, zmieniłam brzmienie. To zawsze uskrzydla. Nabieram świadomości, ile potrafię przekazać samymi dłońmi. Od młodych uczę się równie dużo - czuję się potrzebna, czuję zaufanie, a nasze próby to dobry czas wspólnego zasiewania chęci do gry oraz radości z tworzenia muzyki. Warto to pielęgnować.

Stefan Wojtas (1943-2024)

- Jak tam?

- Dobrze.

Ta lapidarna wymiana uprzejmości rozpoczynała niemal każde moje spotkanie z profesorem Stefanem Wojtasem przez ostatnie 20 lat.

Początkowo nasze rozmowy pozamuzyczne ograniczały się do tych dwóch wypowiedzi. Sądzę, że padłem ofiarą obiegowego myślenia ludzi, którzy nie mieli z nim za dużo do czynienia, a uważali go za osobę surową, nieprzystępną, bardzo poważną. Z drugiej strony, chyba trafiła kosa na kamień - żaden z nas tego stanu rzeczy nie potrafił (albo nie chciał) zmienić. Udało nam się nawzajem odczarować siebie na dobre dopiero po sześciu latach, po długich godzinach spędzonych razem w sali lekcyjnej, podczas konkursu pianistycznego w Bydgoszczy. Pamiętam dokładnie: siedzieliśmy w foyer hotelu Brda, gdzie spotkaliśmy się po ogłoszeniu wyników. Raptem zaczęliśmy rozmawiać o jakichś głupotach, zahaczając nawet o zwyczaje drogowe w Albanii. Chyba obydwaj nie mogliśmy uwierzyć w to, co się stało. Profesor przez dobre dwa miesiące opowiadał potem, że Krzysiu potrafi się odezwać i nawet ma coś ciekawego do powiedzenia. Dziś myślę, że po prostu się cieszył. Nawet nasze nieśmiertelne: "Jak tam?" - zyskało od tego momentu inny wyraz, nawet nieco ewoluowało:

- Jak tam?

- Dobrze.

- Ale jak dobrze? Średnio dobrze? Bardzo dobrze? Niedobrze?

- Dobrze.

Od tej chwili zacząłem poznawać zupełnie innego Profesora - człowieka gór nie tylko z urodzenia, lecz także z charakteru, miłośnika narciarstwa, nurkowania i egzotycznych podróży, z których wracał w coraz to ciemniejszych odcieniach brązu. Świetnego menadżera, który szkołę wprowadził w XXI wiek, zanim jeszcze było to modne i wspierane unijnymi dotacjami, a zarazem wolnego ptaka, który część swojego artystycznego życia poświęcił twórczości Ewy Demarczyk. Nade wszystko dostrzegłem i, chyba mogę tak powiedzieć, zrozumiałem wspaniałego pedagoga. Profesor miał dla mnie, ale też dla moich koleżanek i kolegów, niemal nieograniczony czas, mógł z nami pracować w wakacje (najchętniej - jak była brzydka pogoda, bo gdy świeciło słońce, jechał nad zalew do Kryspinowa) i w przerwach między Świętami a Nowym Rokiem.

W pracy, owszem, skupiał się na szczegółach, ale dwie kwestie były dla niego najistotniejsze: dźwięk i wypowiedź. Sam umiał wydobyć z fortepianu tony magiczne. W naszej legendarnej sali 23 jako drugi instrument stał zazwyczaj jakiś rupieć i często zachodziłem w głowę, jak Profesor to robił, że u niego zawsze wszystko brzmiało dobrze. Po prostu kładł palce na klawiaturze, siedząc wygodnie oparty na krześle, i grał. Wymagał od nas wszystkich dźwięku zbliżonego do swojego, pełnego, nośnego, okrągłego, szlachetnego, jak zwykł mawiać - "na dużą salę". Nie cierpiał gry letniej, o niczym, był słusznie przekonany, że muzyką należy opowiadać dokładnie tak, jak aktor w teatrze. Wymagał pracowitości i zaangażowania w takim samym stopniu od nas, jak od siebie.

Ale przede wszystkim traktował nas niemal jak własne dzieci, pomagał w kłopotach i trudnych sytuacjach, cieszył się naszymi sukcesami i radościami, a porażki przeżywał czasem bardziej niż sami zainteresowani. Chciał dla nas tego, co najlepsze, a to nieraz prowadziło do konfliktów, szczególnie jeżeli "najlepsze" inaczej definiowaliśmy. Jednocześnie mam poczucie, że stał murem za mną i za tym, co robię.

- Jak tam?

- Dobrze.

I bardzo dobrze byś Profesorze wiedział, że cholernie smutno i pusto.

--Krzysztof Książek

Zofia Kiniorska, #1996, dyrygentka, absolwentka Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, była dyrygentka rezydentka Sinfonii Varsovii. Asystowała Markowi Janowskiemu, Mirdze Gražinyt?-Tyli, Marcie Gardolińskiej i Jackowi Kaspszykowi. Na co dzień prowadzi orkiestrę ZPSM nr 1 w Warszawie. W sezonie 2024/2025 będzie dyrygentką asystentką Orkiestry Szwajcarii Romańskiej w Genewie.

Odpowiedzi szukaj, wnioski SKŁADAJ, czasu jest niewiele

gov.pl, nimit.pl

Od 30 czerwca do 15 lipca można składać wnioski o granty i stypendia w ramach Programu wspierania działalności podmiotów sektora kultury i przemysłów kreatywnych na rzecz stymulowania ich rozwoju (inwestycja A2.5.1 w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności).

Przyznane zostaną pieniądze dla instytucji i twórców. Szansę na dofinansowane mają tak zwane projekty miękkie - festiwale i koncerty, działalność badawcza i edukacyjna, animacja kultury. Wnioski będą rozpatrywane w sześciu segmentach: kultura ludowa, sztuki wizualne, muzyka, teatr, taniec i muzealnictwo. Ocenią je "niezależne komisje, złożone z ekspertów reprezentujących każdą z tych dziedzin" - powiedziała ministra Hanna Wróblewska. "Mamy do zaoferowania niemal 130 milionów złotych do końca bieżącego roku. [...] Na granty przeznaczymy około 112 milionów, a na stypendia ponad 15 milionów" - dodała wiceministra Marta Cienkowska. O te pierwsze mogą ubiegać się instytucje kultury, organizacje pozarządowe oraz przedsiębiorstwa - mikro, małe i średnie. Stypendia przeznaczone są dla osób fizycznych mieszkających w Polsce, z obywatelstwem polskim lub innego państwa Unii Europejskiej. Granty można otrzymać na realizację takich przedsięwzięć, jak festiwale, przeglądy, konkursy, wystawy, performanse, happeningi, instalacje artystyczne, spektakle, koncerty, widowiska, badania, konferencje, panele dyskusyjne, kursy, szkolenia, warsztaty, działania edukacyjne, animacje kulturowe, a także popularyzacja wiedzy o kulturze oraz związane z tym dokumentacja i archiwizacja. Dofinansowanie można dostać na cztery różne projekty, które muszą zostać zrealizowane do końca tego roku. Do dyspozycji jest kwota 20-100 tysięcy złotych, przy wkładzie własnym w wysokości 20 procent wartości wniosku. Stypendia z kolei mają posłużyć rozwojowi umiejętności artystycznych i cyfrowych lub ekologicznych, szkoleniom zawodowym, spotkaniom ze specjalistami w dziedzinie sztuki, a także współpracy z ekspertami innych sektorów, w tym nauki, technologii i przedsiębiorstw. Ich miesięczna kwota to 5 tysięcy złotych brutto. Będzie można się o nie ubiegać w blokach 3-6 miesięcy i uzyskać wsparcie w wysokości od 15 do 30 tysięcy złotych brutto.

Przypomnijmy: termin składania wniosków rozpoczyna się 30 czerwca i kończy 15 lipca 2024 roku. Składa się je za pośrednictwem systemu informatycznego WITKAC, dostępnego online od 30 czerwca. --MAK

Karuzela z nazwiskami

filharmonia.pl, Radio France, polskieradio.pl

Krzysztof Urbański został nowym dyrektorem artystycznym Filharmonii Narodowej. Co ciekawe, stanowisko obejmie już od sezonu 2024/2025. Wcześniej mówiło się, że nastąpi to dopiero w przyszłym roku. Nowy dyrektor "pokieruje zespołami artystycznymi Filharmonii przez najbliższe cztery lata" - podała instytucja w komunikacie prasowym.

Krzysztof Urbański pierwsze kierownictwo artystyczne zagranicznej orkiestry objął 14 lat temu, gdy stanął na czele Trondheim Symfoniorkester w Norwegii (jest w niej obecnie dyrygentem honorowym). Oprócz tego pełnił funkcje dyrektora muzycznego Orkiestry Symfonicznej w Indianapolis, dyrygenta gościnnego Symfoników z Tokio i głównego dyrygenta gościnnego Orkiestry NDR Elbphilharmonie. W obecnym sezonie został także dyrektorem artystycznym Orkiestry Symfonicznej w Bernie. Z inicjatywy Krzysztofa Urbańskiego w Filharmonii Narodowej powstanie stanowisko pierwszego dyrygenta gościnnego, którym od sezonu artystycznego 2024/2025 przez trzy lata będzie Christoph König, niemiecki kapelmistrz, niedawno ogłoszony nowym szefem madryckiej radiówki Orquesta y Coro RTVE.

Zmiany także w Katowicach. Jak podała Kölner Philharmonie, od 1 sierpnia 2025 roku Ewa Bogusz-Moore, obecnie szefowa NOSPR, zostanie dyrektorką tamtejszej Filharmonii, a także dyrektorką zarządzającą KölnMusik Betriebs- und Servicegesellschaft mbH i Acht Brücken GmbH. Decyzja zapadała na specjalnym posiedzeniu rady nadzorczej, które zwołała burmistrzyni Henriette Reker. Wybór nowego kierownictwa przebiegał w drodze złożonego procesu rekrutacyjnego, w którym brała udział także firma Egon Zehnder, zajmująca się doradztwem kadrowym. Na finiszu została dwójka kandydatów, a wybór padł ostatecznie na Bogusz-Moore (nazwiska drugiego kandydata nie podano). Dyrektorka NOSPR zastąpi w Kolonii Holendra Louwrensa Langevoorta, odchodzącego po 20-letniej kadencji. Obecny kontrakt Ewy Bogusz-Moore w NOSPR kończy się właśnie w sierpniu 2025 roku - w Katowicach zapewne pojawi się nowe kierownictwo. Instytucja jeszcze nie poinformowała o dalszych planach.

I zaglądamy jeszcze do Wielkiej Brytanii. John Eliot Gardiner powraca. Po tym, jak w ubiegłym roku podczas Festiwalu Berlioza spoliczkował śpiewaka Williama Thomasa, okryty niesławą brytyjski dyrygent odsunął się w cień. W lutym informował, że powróci "pod koniec roku", ale plan się zmienił i Gardiner występy zacznie już w przyszłym miesiącu. Jak czytamy na stronie Radia France, na Festiwalu Radia Francuskiego - 16 lipca w Opéra Berlioz w Montpellier - zadyryguje uwerturą do Oberona Carla Marii von Webera, I Koncertem fortepianowym C-dur Ludwiga van Beethovena oraz II Symfonią c-moll Piotra Czajkowskiego. Zagrają: Académie d'Orchestre oraz Orchestre philharmonique de Radio France, a partię solową wykona Piotr Anderszewski. Wiemy także, kiedy John Eliot Gardiner powróci do pracy ze swoimi zespołami - zgodnie z informacjami podanymi przez Festiwal w Salzburgu, 21 lipca Monteverdi Choir oraz English Baroque Soloists zagrają tam Izraela w Egipcie Georga Friedricha Händla

. --MC, MAK

WTM w tarapatach

rp.pl, wPolityce.pl

Warszawskie Towarzystwo Muzyczne ma blisko półmilionowe zadłużenie. Do biblioteki towarzystwa przy ulicy Zakroczymskiej wkroczył komornik. Choć na razie wstrzymano eksmisję tysięcy bezcennych pamiątek po polskich kompozytorach, to problem pozostaje nierozwiązany.

We wspomnianym budynku instytucja zajmuje 120 metrów kwadratowych na parterze (reszta to mieszkania prywatne) i od dłuższego czasu nie płaci czynszu. Z tego powodu sprawa trafiła do sądu. Prawicowe media kłopoty WTM wiążą z prezydentem Warszawy Rafałem Trzaskowskim. Serwis wPolityce.pl pyta: "Czy instytucja, która przetrwała dwa najkrwawsze totalitaryzmy XX wieku, dwóch najeźdźców niszczących polskość, naszą tożsamość i kulturę, nie przetrwa... polityki obecnych władz Warszawy?". Cytowany przez serwis Tomasz Parol, prawnik zajmujący się sprawami egzekucyjnymi, przypuszcza, że "jest prowadzona przez prezydenta Warszawy jakaś gra celem wywłaszczenia". Przypomnijmy, że Towarzystwo nie otrzymuje stałej subwencji ani od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ani od miasta. Jak podkreślają jego przedstawiciele, wszystkie pieniądze na działalność biblioteki (w tym na czynsz, prąd, ochronę, monitoring) musi wypracować lub pozyskać w formie dotacji. I tak na przykład od władz Warszawy co roku dostaje środki na opiekę nad zbiorami i ich konserwację.

W oświadczeniu przesłanym #, Jakub Leduchowski, rzecznik prasowy Urzędu Miasta, poinformował, że "Warszawskie Towarzystwo Muzyczne korzysta obecnie z dwóch miejskich lokali (przy ulicy Zakroczymskiej 2 oraz ulicy Wspólnej 61). Niestety od lat nie wnosi opłat za ich najem - zadłużenie wynosi obecnie 438,5 tysiąca złotych". Jednocześnie rzecznik zaznaczył, że "WTM, będące organizacją pożytku publicznego, od lat korzysta z minimalnych (preferencyjnych) stawek czynszu". Ponadto Urząd twierdzi, że rokrocznie odpowiadał pozytywnie na składane wnioski z prośbą o wsparcie. "Od 2019 roku przekazaliśmy już WTM blisko 2 miliony złotych. Towarzystwo nie zgłaszało nam żadnych problemów związanych z pokryciem zaległości. Deklarowało natomiast możliwość ich uregulowania. Sytuacja budzi więc nasze ogromne zdziwienie i wymaga wyjaśnienia" - napisał Leduchowski. Poinformował, że Urząd zwrócił się do komornika z prośbą o wstrzymanie czynności egzekucyjnych "do należytego zabezpieczenia zbiorów". Prośba została rozpatrzona pozytywnie i odroczono działania o 30 dni. Sprawa wymaga jednak pilnego rozwiązania. Urząd Miasta zapowiedział spotkanie z przedstawicielami WTM. --MC, MAK

Islandia dla ochłody

composer.pl

Rezydencja artystyczna wśród gejzerów? To możliwe. Wnioski składać można tylko do 30 czerwca. Rezydencje organizują od pięciu lat Agata Zubel i Michał Moc. Tegoroczną zaplanowano w październiku. Potrwa dwa tygodnie. "W roku 2023 odkrywały Islandię w swojej muzyce: pani Justyna Tobera i pani Katarzyna Krzewińska; w roku 2022 wśród lustrzanych odbić fiordu, jagód i fok inspiracje zbierały: pani Estera Wityńska i pani Oktawia Pączkowska; w roku 2021 w świetle zórz pozwalali dojrzewać swoim kompozytorskim pomysłom: pan Paweł Siek i pan Krystian Neścior; w roku 2020 wśród islandzkich wyzwań, z dala od covidowej Europy, schowały się: pani Aleksandra Kaca i pani Paulina Derska; w roku 2019 dwa twórcze i pełne emocji tygodnie spędzili na Islandii: pan Kamil Kruk i pan Andrzej Ojczenasz; w roku 2018 potencjał islandzkich rezydencji kompozytorskich testowali: pan Krzysztof Rau i pan Dawid Dorożyński" - piszą organizatorzy. "Dotychczasowy dorobek twórczy nie jest kluczowym kryterium. Niemniej prosimy, aby kandydatury przesyłały osoby o obranej już drodze rozwoju, które rzeczywiście pragną zostać kompozytorami/kompozytorkami. Z tego powodu preferujemy kandydatów, którzy w chwili wyjazdu będą co najmniej po drugim roku studiów kompozytorskich" - czytamy. Szczegóły dotyczące zgłoszeń znaleźć można na composer.pl/zgloszenia. --MAK

Chopin nasz najdroższy

"Gazeta Wyborcza", Onet Film, PISF

Fryderyk Chopin powraca na ekran. Oczekiwania są duże, bowiem dotychczasowe próby ukazywania kompozytora w kinie wzbudziły wiele negatywnych emocji. Tym razem reżyserii podjął się Michał Kwieciński, a całość wyprodukuje, założone i kierowane przez niego, Akson Studio. Jak wylicza "Gazeta Wyborcza", firma była producentem kilku filmów Andrzeja Wajdy, Barbary Sass, Feliksa Falka czy Jana Jakuba Kolskiego. Onet wskazuje, że Kwieciński zawnioskował do Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej o dotację w kwocie 9 milionów złotych, co stanowi 9,25 procent całego budżetu (64 miliony). Na razie PISF wesprze produkcję 6 milionami, ale niewykluczone jest zwiększenie tej kwoty. Nie plasuje to filmu o Chopinie na pierwszym miejscu listy najdroższych polskich produkcji. Palmę pierwszeństwa ma wciąż Quo vadis Jerzego Kawalerowicza z 2001 roku (76 milionów).

W rolę kompozytora wcieli się Eryk Kulm jr, który zasłynął ostatnio pierwszoplanową rolą w Filipie, filmie opowiadającym historię młodego Żyda starającego się przeżyć w Niemczech w czasie II wojny światowej. Zdjęcia do filmu o Chopinie mają ruszyć we wrześniu i realizowane będą w Polsce oraz we Francji. --MC, MAK

PASSEGGIATA...

concoursreineelisabeth.be, "The Strad", Violin Channel

Dmytro Udowyczenko zwycięzcą Konkursu Królowej Elżbiety. Po raz pierwszy w prestiżowym belgijskim turnieju tryumfował reprezentant Ukrainy. Po ogłoszeniu wyników doszło do politycznego incydentu. Udowyczenko podał rękę wszystkim jurorom, ale nie Rosjaninowi Wadimowi Riepinowi. Artysta pochodzi z Charkowa, miasta, które poważnie ucierpiało podczas rosyjskiej inwazji. Riepin nie zadeklarował się, co prawda, jako otwarty zwolennik polityki Kremla, ale też jej nie potępił. Finał Konkursu odbywał się w tym roku od 27 maja do 1 czerwca w brukselskim Centrum Sztuk Pięknych, z udziałem 200 skrzypków. --MC

opera-slaska.pl

Z Bytomia do Mumbaju. Gabriela Legun, solistka Opery Śląskiej, zakwalifikowała się do prestiżowego konkursu Operalia, który odbędzie się 15-21 września w Indiach. Artystka jest laureatką Złotej Maski w kategorii: aktorstwo - rola wokalno-aktorska, za rolę Oskara w Balu maskowym, nagrody dla najlepszego głosu kobiecego i nagrody Evy Kleinitz na Concorso Lirico Internazionale di Portofino (2021), zdobywczynią tytułu najlepszej śpiewaczki roku w konkursie Teatralnych Nagród Muzycznych im. Jana Kiepury (2020) oraz zwyciężczynią Międzynarodowego Konkursu Sztuki Wokalnej im. Ady Sari (2019). Operalia to turniej wokalny, który zainaugurowany został w 1993 roku w Paryżu z inicjatywy Plácida Dominga. Od tego czasu wydarzenie organizowane jest co roku w innym mieście. --MAK

operawire.com

Dubaj kusi nie tylko dogodnymi połączeniami lotniczymi i plażami, lecz także operą. Ta pobiła właśnie rekord frekwencji - 250 tysięcy widzów. To najwyższy wynik od chwili otwarcia teatru w 2016 roku. W sezonie 2023/2024 zrealizowano setkę różnych produkcji, a łącznie odbyło się 200 wydarzeń. Sezon 2024/2025 otworzy we wrześniu Aida w reżyserii Roberta Lagana Manolego i wykonaniu zespołu Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w Warszawie, który poprowadzi Patrick Fournillier. --MC

"The Strad"

Artis Quartet po 45 latach kończy działalność. Wiedeński zespół ogłosił, że w grudniu 2025 roku przestanie występować, a formacja zostanie rozwiązana. "Zagramy do ostatniego taktu!" - obiecali muzycy w mediach społecznościowych. W Artis Quartet grają skrzypkowie Peter Schuhmayer, Johannes Meissl, altowiolista Herbert Kefer i wiolonczelista Othmar Müller. Skład nie zmienił się od chwili utworzenia w 1980 roku. Repertuar kwartetu obejmował nie tylko dzieła klasyczne - kwartety Beethovena, Smetany, Schuberta, Mendelssohna, Weberna, Brahmsa czy Mozarta - lecz także współczesne, w tym prawykonywane: Einema, Edera, Urbannera i innych. Specjalnością kwartetu pozostawały szkoła wiedeńska oraz muzyka wieków XIX i XX. --MC