Ruch Muzyczny 13/2023 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

5.90 zł
4.90 zł (5,02 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#13 2023 rok LXVII

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyPiotr Mika

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnego, festiwale

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, koncertyPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka współczesna

Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Redaktor senior

Józef Kański

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Druk

Drukarnia Akapit sp. z o.o., Lublin

Nakład: 1350 egz.

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

Ruch Muzyczny

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce Jean Rondeau, fot. Clement Vayssieres/Warner Classics

DZIEŃ DOBRY, JEST SALA?

Piotr Mika

Fot. Agnieszka Szynk

Słoneczny dzień czerwca 2016 roku. Nie ma południa, a mnie już doskwiera upał. Pewnie dodatek kilku stopni to nerwy - stresuję się, bo gram tego dnia koncert dyplomowy wieńczący 12 lat edukacji. Kończę właśnie drugi stopień Zespołu Szkół Muzycznych im. Fryderyka Chopina w niespełna 60-tysięcznej Białej Podlaskiej, położonej niedaleko granicy z Białorusią. Sala koncertowa mieści maksymalnie 100 osób (szans na rozbudowę nie ma, bo to zabytkowa oficyna dawnego pałacu książąt Radziwiłłów). Około południa ostatnie ćwiczenia przerywa dyrektor - zarządza wietrzenie pomieszczenia, bo panuje w nim niemożliwa duchota. Po otwarciu okien dociera do mnie pierwszy niepokojący sygnał - próba mikrofonów w pobliskim amfiteatrze. Godzina 17.00 - wchodzę na estradę. Dokładnie w tej samej chwili rozpoczyna się konkurencyjny występ po sąsiedzku (chyba ciekawszy, bo przyszło więcej osób). Moja publiczność, ryzykując zdrowiem przy ponad 30 stopniach, szczelnie zamyka okna sali. Efekt jest średni - basy z trwającej obok imprezy wręcz trzęsą budynkiem szkoły. I choć rytmiczna perkusja pomagała przy etiudach, to godzinne przekrzykiwanie się z rockowym zespołem było skazane na niepowodzenie. Chyba tylko kulminacją Preludium cis-moll op. 3 nr 2 Rachmaninowa udało mi się chwilowo wybić na pierwszy plan. Najbardziej zdenerwowana była, próbująca cokolwiek usłyszeć, komisja (ostatecznie usłyszała chyba niewiele, bo recital oceniła na piątkę). Min publiczności w czasie braw nie widziałem, bo ze spoconego nosa osunęły mi się okulary. Może to i lepiej.

Nic więc dziwnego, że z niemałą zazdrością przeczytałem artykuł Jakuba Głaza o modernizacji infrastruktury szkół muzycznych w kilku mniejszych miastach Polski. Tam to często wydarzenie, powód do żywych rozmów. Ponoć w Świebodzinie mówi się, że nowa sala koncertowa szkoły im. Noskowskiego to atrakcja nie mniejsza niż stojąca dwa kilometry dalej figura Chrystusa Króla Wszechświata - a to nie lada wyróżnienie. "Nawet oddana do użytku przed dwoma laty spektakularna sala Nowej Miodowej przy ulicy Rakowieckiej nie znaczy dla stolicy tyle, ile skromniejszy nowy obiekt w małej miejscowości" - pisze Głaz. Przykłady pokazują, że nowe lub wyremontowane obiekty aktywizują artystycznie społeczność nie tylko szkoły, lecz także miasta. Placówki zakładają nowe zespoły, organizują festiwale i konkursy, nie narzekają na frekwencję słuchaczy, nie wstydzą się też zapraszać rozpoznawalnych artystów. Atrakcyjna sala to atrakcyjna sala - niezależnie od tego, gdzie leży na mapie. "Całe miasto ożyło; wydarzeń jest więcej, bo w końcu jest miejsce do ich organizacji" - wnioski z artykułu potwierdza mi Wiktoria Jancz, klarnecistka, absolwentka PSM w Jastrzębiu-Zdroju, dziś studentka łódzkiej Akademii Muzycznej. "Bez dobudowanej nowej przestrzeni nie było okazji do występu przed dużym audytorium. Teraz dzieci wcześniej oswoją się z takimi prezentacjami i, być może, mniej odczują stres przejścia na większe sceny i estrady".

To, co się na nich dzieje, opisujemy tradycyjnie w obszernym dziale Relacji - w instytucjach trwają bowiem zamknięcia sezonów artystycznych. Powoli szykujemy się też na wakacyjne propozycje. Tym, którzy wybierają się na Baltic Opera Festival, polecam ciekawy rys historyczny Jolanty Łady-Zielke o Operze Leśnej z czasów, gdy Sopot nazywany był "Bayreuth Północy".

Szczególnie warto zapoznać się też z opowieścią Magdaleny Tejchmy o ra? - rdzennie algierskiej muzyce o sile "nie do zatrzymania", a także przeczytać rozmowę Karoliny Kolinek-Siechowicz z dr Inés Ruiz Artolą, badaczką życia Wandy Landowskiej - muzyczki kochającej wszystko, co piękne. Osobowość legendarnej klawesynistki poznajemy dzięki jej dziennikom. Zaczerpnijmy i my z tych przepisów działania i tworzenia według specyficznie rozumianej zasady carpe diem.

Cytat numeru:

Sztuka wymaga specjalnego pielęgnowania i MIŁOŚCI

--Wanda Landowska

Klątwa Mikołajów

Psalmy czerpią ŻYCIE z tekstów, nie z muzyki. To WIERSZE, czasami bardzo długie, wielozwrotkowe

z AGNIESZKĄ BUDZIŃSKĄ-BENNETT rozmawia

Dominika Micał

Fot. Laelia Milleri

Dominika Micał: Pamiętasz swoje pierwsze zetknięcie z muzyką Mikołaja Gomółki? Czy to było Kleszczmy rękoma, śpiewane w dziecięcym chórze?

Agnieszka Budzińska-Bennett: To dziwne, ale nie pamiętam wykonywania Gomółki, chociaż całe życie śpiewałam w chórach, a zwykle wszystkie mają go w repertuarze. Mój pierwszy prawdziwy kontakt z jego muzyką przyniosła płyta Jacka Urbaniaka z Ars Nova i Il Canto (Dux 1996). W latach dziewięćdziesiątych to było najświeższe nagranie, najbardziej kameralne, najczystsze - nie z wielkimi chórami. Nie miałam natomiast wykonawczego kontaktu z Gomółką, dopóki nie spadł na mnie projekt z Chórem Polskiego Radia.

Od kogo wyszła inicjatywa wydania kompletnych Melodii na Psałterz polski?

Jakby prześladowały mnie Mikołaje! Najpierw Capella Cracoviensis zaprosiła mnie na Kromer Festival Biecz, jeszcze za dyrekcji Filipa Berkowicza, do wykonania dzieł wszystkich Mikołaja z Radomia. Na dodatek mieszkałam wtedy w hotelu "Mikołaj" w Krakowie. Niewiele wcześniej nagrywałam z Ensemble Peregrina płytę z muzyką na cześć św. Mikołaja. Nie wiedziałam, że już czyha na mnie jeszcze jeden! Dyrygowałam w Bieczu kameralnym składem Capelli Cracoviensis, kilkorgiem muzyków z Bazylei, do tego grałam na harfie. Była na tym koncercie dyrektorka radiowej Dwójki, Małgorzata Małaszko. Widocznie moje podejście do tej muzyki jej się spodobało, bo niedługo potem dostałam propozycję nagrania wszystkich Psalmów Gomółki od menedżerki Chóru PR, Magdy Warejko. Spytałam, czy ma świadomość, co mi proponuje. Myślałam, że to może pomyłka, bo zaskoczył mnie ogrom zamierzenia.

150 psalmów, 10 płyt, kilka lat pracy...

Cztery-pięć lat na tak duży projekt to niewiele, dość szybko przygotowaliśmy całość. Zaczęliśmy w 2016 roku od koncertu w Willi Decjusza, który został zarejestrowany i zaakceptowany przez Polskie Radio. To dla instytucji ważna decyzja, duże koszty; projekt chwalebny, ale niekoniecznie rentowny. Nie wiem, ilu szaleńców kupiło wszystkie płyty - chociaż znam takich. Pierwszy krążek nagraliśmy w grudniu 2016 roku, a ostatni w 2020, tuż przed pandemią. To był bardzo intensywny proces. Co dwa miesiące spędzałam w Krakowie po pięć-sześć dni, rejestrowaliśmy czasami po dwie płyty. Działałam jednocześnie na trzech poziomach: przygotowywałam kolejny album, pracowałam nad masterami bieżącego, a do tego promowałam te, które już wyszły. Był taki moment, kiedy nie wiedziałam, który psalm nagrywam i na którym jest krążku.

Płyty są bogate obsadowo. Miałaś pełną wolność w zakresie doboru instrumentalistów i innych decyzji artystycznych?

Miałam ogromną swobodę, wszystkie decyzje artystyczne były moje. Oczywiście w sprawach dotyczących interludiów czy improwizacji mieli udział instrumentaliści, dyskutowaliśmy też wszelkie możliwości - i niemożliwości - obsadowe. Nikt nie ingerował w moją pracę, starano się znaleźć budżet na wszystkie pomysły. Chciałam, żeby płyty były zróżnicowane. Oczywiście to wszystko czterogłosy, ale mamy i pełną obsadę (trzy osoby w głosie), i kwartet, i dialogowanie - co jest historycznie właściwe dla psalmów. Na odmienność albumów wpływają też odrębne zespoły instrumentalne. Z czasem mogłam sobie pozwolić nawet na duże składy. Przedostatnie płyty nagrywało z nami Oltremontano z Antwerpii. Właściwie wszystkie instrumenty renesansowe zostały w tym cyklu zaprezentowane, nawet rzadkie, jak lirone. Współpracowaliśmy też z muzykami grającymi na instrumentach z epoki, nie na rekonstrukcjach, na przykład Elizabeth Rumsey przywiozła ze sobą włoską oryginalną violę, dokładnie z czasów młodości Gomółki. Chórzyści byli zachwyceni i zainspirowani właśnie tym rzadko słyszanym, zwłaszcza w polskiej muzyce, brzmieniem.

Przed monotonią chroni nas też nie chronologiczny, a tematyczny układ. Wiedziałaś od razu, jak chcesz uporządkować Melodiae?

Było oczywiste, że to nie ma być muzealne nagranie - zupełnie nie interesowała mnie więc chronologiczna kolejność. Te Psalmy czerpią życie z tekstów, nie z muzyki. To wiersze, czasami bardzo długie, wielozwrotkowe. Podstawę stanowiła więc poezja. Istnieją rozmaite typologie psalmów, często się krzyżujące. To był pewien problem. Mamy kilka stałych grup, na przykład pokutną - siedem utworów. Ale niektóre psalmy określa się wielorako: są choćby poranne, które jednocześnie można uznać za dziękczynne. Dłuższy czas poświęciłam na układanie programów. Całe mieszkanie obłożyłam małymi karteczkami z incipitami, żeby mieć ogląd całości. Musiałam też wziąć pod uwagę czas trwania poszczególnych płyt - i ze względu na ograniczenia techniczne, i żeby nie zamordować słuchaczy. Wiele się nauczyłam w tej pracy. Pierwszy raz przeczytałam wszystkie psalmy, i to pod zupełnie innym kątem niż dotąd. Każda z płyt to osobna całość. Zależało mi, żeby poszczególne programy można było wykonać na żywo i żeby pasowały do różnych okresów roku.

A w kwestiach interpretacji? Nie nudziliście się, wykonując 150 utwór zwrotkowy zakomponowany na czterogłos?

Nie wyczynialiśmy tu cudów, nie dodawaliśmy niczego, co byłoby ahistoryczne, a wyłącznie atrakcyjne. Chcemy zachęcić słuchaczy, ale nie za wszelką cenę. Ze względu na to, że utworów jest dużo, mogliśmy sobie jednak pozwolić na wykorzystanie wszelkich możliwych, odpowiednich środków. Jednym z ważnych punktów przedsięwzięcia, oprócz nagrania kompletu psalmów z tekstem - a jego istotą jest właśnie ukazanie przynajmniej jednej zwrotki, choć zwykle wszystkich - było przedstawienie wersji instrumentalnej. Pozwoliło to zaprezentować je w nowej szacie, na przykład z dyminucjami, z bardzo bogato zdobionym cantusem, czego w obsadzie wokalnej nie da się zrobić. Towarzyszyła mi myśl o uatrakcyjnieniu tego repertuaru, bo przecież nie napisano go do wykonania koncertowego w całości.

Często pracujesz nad opera omnia. Jaka, oprócz dokumentacyjnej, jest wartość takich przedsięwzięć?

Opera omnia dają nam panoramę, pomagają badaczom i wykonawcom poznać lepiej dany repertuar. I możemy dzięki temu zmieniać kanon! Byłabym szczęśliwa, gdyby zamiast Kleszczmy rękoma, który nie jest najlepszym utworem Gomółki, do powszechnej świadomości trafił teraz któryś z pozostałych, bardziej wartościowych, lepiej napisanych psalmów.

Rozszerzona wersja rozmowy na stronie www.ruchmuzyczny.pl

Agnieszka Budzińska-Bennett, #1973, śpiewaczka, harfistka, muzykolożka, dyrygentka, zajmuje się muzyką dawną, specjalizuje zwłaszcza w średniowiecznej; w 2023 roku ukończyła wydanie płyt z kompletem Melodii na Psałterz polski Mikołaja Gomółki z Chórem Polskiego Radia.

Marin ALSOP stanie na czele NOSPR

NOSPR

Przez "New York Times" nazywana "niedoścignionym muzykiem i mistrzynią komunikacji" oraz "dyrygentką z wizją" - Marin Alsop została ogłoszona nową dyrektorką artystyczną Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. "Przyjmuję tę rolę entuzjastycznie i z ekscytacją myślę o kontynuacji naszej, już wyśmienitej, współpracy" - powiedziała. Jej pierwsze spotkanie z NOSPR odbyło się w lutym 2021 roku. Od tego czasu dyrygowała 15 koncertami, których większość odbyła się w trakcie tournée po Japonii. W Katowicach prowadziła kursy mistrzowskie, a także występowała z młodymi ukraiński twórcami, wykonując utwór Agaty Zubel. Dyrektorka NOSPR Ewa Bogusz-Moore skomentowała: "Marin jest osobą inicjującą pozytywne zmiany w branży, przecierającą nowe szlaki. Jej zaangażowanie wspiera rozpoznawanie nierówności społecznych i przeciwdziałanie ich powstawaniu. Praca z nią przynosi naszym muzykom wiele radości". W nadchodzącym sezonie Alsop zadyryguje między innymi finałowymi wydarzeniami drugiego Konkursu Szymanowskiego oraz nagra z muzykami operę Czarna maska Krzysztofa Pendereckiego. Artystka pozostanie I dyrygentką ORF Radio-Symphonieorchester Wien. --MC

#Fredry8

MKiDN, PWM

Pod hasztagiem kryje się projekt przebudowy siedziby Polskiego Wydawnictwa Muzycznego przy ul. Fredry 8 w Warszawie. Na konferencji z udziałem ministra kultury i dziedzictwa narodowego profesora Piotra Glińskiego, dyrektor PWM dr Daniel Cichy podpisał umowę z firmą EBS-BUD, generalnym wykonawcą projektu architektonicznego. "Polskie Wydawnictwo Muzyczne, które w 2016 roku przekształciliśmy w narodową instytucję kultury i uratowaliśmy przed upadkiem, dziś pięknie się rozwija i odzyskuje swoje dawne znaczenie w międzynarodowym środowisku muzycznym" - ocenił minister Gliński. "Finansowana ze środków budżetu państwa rewitalizacja zabytkowej nieruchomości, przy jednoczesnym rozszerzeniu jej funkcji, odpowiada [...] misji gromadzenia, utrwalania i upowszechniania polskiej twórczości muzycznej" - dodał. Kamienica z 1897 roku, projektu Kazimierza Loewego, jest jedną z niewielu w mieście, które przetrwały II wojnę światową.

Daniel Cichy powiedział: "To historyczny moment, w którym misja PWM zyskuje nowy wymiar. Tworzymy nowoczesne i wielofunkcyjne centrum dialogu kulturowego, którego program merytoryczny będzie ściśle zespolony z prowadzoną na całym świecie działalnością Oficyny". W kamienicy przy Fredry 8 znajdzie się miejsce na kameralną salę koncertową, klub jazzowy, księgarnię muzyczną, mediatekę, studio nagrań i sale warsztatowe. Zasobami archiwalnymi oraz materiałami wykonawczymi do ponad 3500 skatalogowanych dzieł wielkoobsadowych zaopiekuje się Dział Zbiorów Nutowych. Ponadto przy Fredry rezydować będzie redakcja #. Koszt inwestycji - około 98 milionów złotych - pokryje państwo. Otwarcie planowane jest na 2025 rok - uświetni obchody 80-lecia Wydawnictwa. --MC

Teatr Wielki wraca do domu

PAP

"Powroty" to nieprzypadkowe hasło następnego sezonu Teatru Wielkiego w Poznaniu - po trwającym dwa lata remoncie zespół wróci do macierzystego gmachu Pod Pegazem. Nie był to łatwy czas - renowacja zbiegła się z wybuchem pandemii i wynikającymi z niej ograniczeniami. Mimo to nie zawieszono działalności. Jak przypomina dyrektorka Renata Borowska-Juszczyńska w rozmowie z PAP: "Teatr Wielki wzbogacił repertuar o cykl koncertów kameralnych, przystosował też spektakle operowe do prezentacji w mniejszych ośrodkach. W programach znalazły się koncerty i koncertowe wykonania oper w Auli UAM, prezentacje spektakli baletowych w Auli Artis i koncertów w Auli Nova. Teatralne premiery odbywały się w nieoczywistych miejscach, między innymi na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich".

Na finiszu trudnego okresu pojawiły się niespodziewane kłopoty - swój występ w koncertowej wersji Simona Boccanegry odwołał z powodów zdrowotnych Artur Ruciński. Udało się jednak znaleźć prędkie zastępstwo w osobie hiszpańskiego barytona Luisa Cansino. Ruciński obiecał, że wystąpi na gali otwarcia teatru 14 października 2023 roku. PAP wylicza, że w nowym sezonie zaplanowano pięć premier: na początek usłyszymy Otella Verdiego. Po raz pierwszy na poznańskiej scenie zostaną wystawione Wyprawy pana Brouczka Leoša Janáčka. W planach są nowe przedsięwzięcia: w październiku odbędzie się Festiwal Moniuszkowski, w lutym 2024 roku - festiwal Baletowe Przedwiośnie. Teatr podtrzymuje bojkot muzyki rosyjskiej. Widzowie nie zobaczą Dziadka do orzechów Czajkowskiego - zamiast tego zamówiono u Przemysława Zycha balet Królowa Śniegu (z choreografią Roberta Bondary). Powrót oznacza, że w repertuarze znów zagoszczą dawno niewidziane tytuły, w tym Traviata, Rigoletto, Wesele Figara, Carmen, Cyrulik sewilski czy Skrzypek na dachu. --MC

W Lublinie powstaje opera

"Dziennik Wschodni", "Kurier Lubelski", Polskie Radio Lublin

Po ciężkich bojach, medialnej burzy i protestach, w końcu podjęto decyzję - Opera Lubelska ma powstać przez zmianę nazwy i statutu Teatru Muzycznego. Kontrowersyjny plan fuzji Filharmonii im. Henryka Wieniawskiego, Centrum Spotkania Kultur i Teatru Muzycznego lubelski Urząd Marszałkowski określa jako "nieaktualny". Wielu komentatorów zaznacza, że wpływ na decyzję zarządu województwa miały nie tylko protesty związkowców trzech instytucji, lecz także szeroka krytyka środowiska artystycznego i krajowych związków oraz organizacji. Powstanie nowej jednostki poprzedzą konsultacje społeczne. Rozwiązanie powinno zadowolić zarówno protestujących przeciw utracie autonomii swoich instytucji pracowników, jak i zwolenników utworzenia opery. --PM

Iannis Markopoulos (1939-2023)

Hellas, "Neos Kosmos"

Był jednym z najważniejszych greckich kompozytorów. "Muzyczna dusza Grecji zamilkła" - napisała jego rodzina. Urodził się na Krecie w 1939 roku. Tam też pobierał pierwsze lekcje gry na skrzypcach. Wchłaniał rodzimą twórczość, charakterystyczne rytmy taneczne oraz drobne motywy muzyki śródziemnomorskiej.

W 1956 roku zaczął naukę w Konserwatorium w Atenach, następnie pisał dla filmu i teatru. W 1967 roku, gdy w Grecji władzę przejęła junta czarnych pułkowników, Markopoulos wyjechał do Londynu. Na Wyspach spotkał się z Iannisem Xenakisem oraz Iannisem Christou i poznał ich innowacyjne dzieła. Tam też wykonywano jego utwory - między innymi w Queen Elizabeth Hall i National Theatre of England, gdzie premierę miała Burza Szekspira z muzyką Greka. W 1969 wrócił do Anten, by zaangażować się w ruch na rzecz przywrócenia demokracji. Rok później w jego twórczości nastąpił przełom w duchu "powrotu do korzeni" - zaczął sięgać do ludowej kultury Grecji i mitów. Do tego nurtu należą Ochthri, Słowa i lata, Lengo czy Plateau. Przełomowe były Obywatelstwo (1970) oraz Rizitika (1971). W 1976 roku skomponował muzykę do serialu BBC Who Pays the Ferryman? Temat stał się hitem list przebojów w Wielkiej Brytanii i zapewnił kompozytorowi międzynarodową sławę. W ostatnich dwóch dekadach życia napisał kilka dużych utworów, między innymi operę Erotokritos i Areti oraz oratorium O Nomos tis Thalporis.

Kondolencje złożył były premier Grecji Kiriakos Mitsotakis: "To cios dla naszej kultury, która traci swojego lojalnego sługę. To także cios dla naszego społeczeństwa i ukochanej Krety, która traci szlachetnego człowieka". --MC

ZKP po Walnym

ZKP

41 Walne Zebranie Członków Związku Kompozytorów Polskich postanowiło, że prezesem pozostanie Mieczysław Kominek, muzykolog i dyrektor Polskiego Centrum Informacji Muzycznej. W sekcji muzykologów stanowisko przewodniczącej utrzymała Beata Bolesławska-Lewandowska. Oprócz tego nadano tytuły Honorowego Członka ZKP kompozytorom: Joannie Wnuk-Nazarowej, Szábolcsowi Esztényiemu i Wałentynowi Sylwestrowowi oraz amerykańskiemu profesorowi, specjalizującemu się w muzyce polskiej, Adrianowi Thomasowi. Ponadto zarząd zaapelował do ministerstwa o zwiększenie kwot w programach dotacyjnych w celu zrekompensowania inflacji oraz wezwał resort kultury, by w większym stopniu niż obecnie, kierował się ocenami ekspertów, a do zespołów eksperckich powoływał osoby o najwyższych kompetencjach zawodowych. --MC

Szymczewska prezeską

Radio Poznań, Wieniawski.pl

Laureatka XIII Konkursu Wieniawskiego z 2006 roku została wybrana na prezeskę Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu, odpowiadającego za organizację największego skrzypcowego turnieju w Polsce i jednego z czołowych na świecie. Agata Szymczewska jest prymariuszką Karol Szymanowski Quartet i profesorką Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie. Podczas zeszłorocznego Konkursu była jego ambasadorką. Jej dorobek potwierdzają Paszport "Polityki", nagrody London Music Masters, cztery Fryderyki, a także miano Koryfeusza Muzyki Polskiej 2022 w kategorii osobowość roku. Mówiąc o Towarzystwie, Szymczewska przyznała, że już czuje się członkiem tej wspaniałej społeczności. --MC

PASSEGGIATA...

Riccardo Muti po 13 latach zwolni stanowisko dyrektora artystycznego Chicago Symphony Orchestra. 81-letni włoski dyrygent nie przedłuży swojego kontraktu. Jednakże nie jest to pożegnanie. Choć rezygnuje ze stanowiska, ma zamiar nadal występować z zespołem. Jeff Alexander, szef Towarzystwa Orkiestry Chicagowskiej, mówi: "Naszym pragnieniem, z którym na szczęście Muti się zgadza, jest to, by był z nami tak długo, jak długo będzie mógł dyrygować". Czas współpracy muzycy wspominają dobrze. Pierwszy wiolonczelista John Sharp określił angaż maestro jako "niewiarygodne szczęście". Dyrygent grał z orkiestrą opery, dokonał wielu prawykonań i solidaryzował się z muzykami, gdy protestowali w 2019 roku. "Myślę, że dobrze się przysłużyłem temu krajowi" - podsumował Muti. --MC

blogs.nmz.de, "Der Standard"

Teodor Currentzis wciąż nie wydostał się z politycznych tarapatów. Utrzymywaną z rosyjskich pieniędzy orkiestrę musicAeterna zamienił na nową, o nazwie Utopia, ale od zespołu odwrócił się wiedeński Konzerthaus, dotychczas stojący za nim murem. Z pewnością nie pomógł szef niemieckiego związku kompozytorów Moritz Eggert, który w emocjonalnym wpisie na swoim blogu ocenił, że Currentzis ciągle stoi w rozkroku, ponieważ nie zajął jednoznacznego stanowiska wobec wojny w Ukrainie. "Masz wystarczająco dużo fanów i muzyków, którzy podziwiają twoje umiejętności. Nie przymierałbyś głodem na ulicy, gdybyś choć słowo powiedział o tej wojnie" - napisał Eggert. --MC

"Diapason", les-dissonances.eu

W zaskakujący sposób francuska orkiestra Les Dissonances postanowiła uczcić jubileusz 20-lecia swojego istnienia: ogłosiła, że pożegna się z estradą. 7 października 2024 roku w Filharmonii Paryskiej odbędzie się jej ostatni koncert. Zespół został założony w 2004 roku przez wielokrotnie nagradzanego skrzypka Davida Grimala. Jak twierdzi, przy zachowaniu przyjętych zasad - różnorodności, mniej hierarchicznego systemu przywództwa i sprawiedliwej organizacji finansowej - nie da się kontynuować działalności. Orkiestra Les Dissonances zupełnie jednak nie zniknie - muzycy podejmą współpracę z wędrownym festiwalem-akademią Lumi?res d'Europe. --MC

CBC, Yonhap

Koreańska gwiazda opery Sumi Jo zapowiada międzynarodowy konkurs wokalny swojego imienia. Decyzję podjęła po tym, jak pierwszy raz zasiadła w jury Konkursu Królowej Elżbiety, na którym w kategorii śpiewaków również po raz pierwszy zwyciężył Azjata: baryton Kim Tae-han z Korei Południowej. "Przygotowywałam ten konkurs, aby, wykorzystując moje jurorskie doświadczenia, odkryć nowe talenty" - mówi Jo. Zaplanowany jest na lipiec przyszłego roku i ma się odbyć we francuskim zamku w La Ferté-Imbault. --MC

NOWE DOMY MUZYKI

BUDOWA i MODERNIZACJA - te słowa zawsze brzmią optymistycznie. Jednak co dzieje się po tych medialnych wydarzeniach? Sprawdziliśmy to w pięciu szkołach muzycznych, które ostatnio otwarły swoje SALE KONCERTOWE po renowacji lub wzniesieniu nowych obiektów. Czy i jak się rozwijają? Jaka jest architektura i AKUSTYKA tych sal? Jak wpływają na ŻYCIE mieszkańców mniejszych i średnich miejscowości?

Jakub Głaz

Państwowa Szkoła Muzyczna I i II st. im. prof. Józefa Świdra w Jastrzębiu-Zdroju, fot. materiały prasowe szkoły

Jak jest zima, to musi być zimno. Ta zasada rodem z Barejowego Misia obowiązywała przez lata w wielu polskich szkołach muzycznych. 16 stopni nie ułatwiało gry na instrumentach ani śpiewu podczas egzaminu lub występu. Nierzadko reguła przybierała przeciwną postać - jak jest lato, to musi być gorąco - zwłaszcza w źle wentylowanych i nieklimatyzowanych salach koncertowych lub aulach. Aż 121 szkół muzycznych znalazło się zatem w programie termomodernizacji szkół artystycznych prowadzonym od niemal dekady przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego z wykorzystaniem unijnych pieniędzy.

W wielu przypadkach dołączyły do tego inne działania w ramach różnych programów finansowych. W ostatnich czterech latach zmodernizowano lub wybudowano w ten sposób 19 szkolnych sal koncertowych - zarówno w dużych, jak i w mniejszych miastach. Te ostatnie, a jest ich 12, są szczególnie interesujące. W stolicach województw i miejscowościach powyżej 100 tysięcy mieszkańców remont i rozbudowa sali nie stanowią tak wielkiej zmiany, jak tam, gdzie szkoła muzyczna jest jedną z nielicznych placówek kulturalnych. Nawet oddana do użytku przed dwoma laty spektakularna sala Nowej Miodowej przy ulicy Rakowieckiej nie znaczy dla stolicy tyle, ile skromniejszy nowy obiekt w małej miejscowości.

Oprócz ożywienia życia kulturalnego nowoczesna sala o koncertowym lub wielofunkcyjnym charakterze może pomóc w budowie lokalnej tożsamości, animowaniu działań społecznych, oraz - w przypadku ponadprzeciętnej architektury - przyciąganiu turystów. To cenne, bo wiele regionów zmaga się z problemami demograficznymi i ekonomicznymi, o czym pisał celnie przed dwoma laty Marek Szymaniak w książce Zapaść. Tytuł zaczerpnął z raportu PAN, który informuje, że ponad 120 małych i średnich miast jest w ten sposób zagrożonych.

Sprawdzam zatem, jak wyglądają oraz oddziałują na otoczenie i mieszkańców niedawno otwarte obiekty. Wspólnie z redakcją wybraliśmy z listy pięć miast. Selekcja nie była łatwa. Ani czas, ani środki nie pozwoliły odwiedzić wszystkich miejsc, choć chciałoby się sprawdzić zarówno spektakularny przykład Żagania, gdzie szkoła zainstalowała się w wyjątkowym historycznym szpitalu (nazywają ją tam Hogwartem), jak i skromną, lecz ważną dla okolicy salę w niewielkim Zambrowie. Niemniej wybór i tak jest dość reprezentatywny: od gruntownych modernizacji, przez rozbudowy, po zupełnie nowy obiekt.

W zestawie znalazły się dwie dobudowane do szkół sale koncertowe: w Świebodzinie i Jastrzębiu-Zdroju. Interesujące są tu nie tylko rozrost szkół, lecz także wpisanie w zastaną przestrzeń. A w przypadku Jastrzębia sława, którą zdobył nowy obiekt. Przyjrzałem się też parze, która może służyć zabawie typu "wytęż wzrok i znajdź dziesięć różnic między dwoma budynkami". Chodzi o bliźniacze szkoły - z Oświęcimia i Raciborza - wybudowane według tego samego projektu. Ciekawie jest przyjrzeć się nieco odmiennym sposobom rewaloryzacji. Wreszcie w Brodnicy jeden budynek szkolny trzeba było wyburzyć, by od nowa postawić drugi, mimo że pierwotnie nie było tego w planach.

Wspólnym mianownikiem wszystkich przypadków są dostosowanie budynków do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, radość, że udało się przeprowadzić prace przed wzrostem cen materiałów budowlanych, relatywnie mniejsze rachunki za energię oraz, niemal wszędzie, plany uruchomienia kawiarenki po upływie narzuconego przez warunki unijnego dofinansowania pięcioletniego okresu trwałości projektu.

Mała filharmonia

Do szkół docieram na przełomie maja i czerwca. Egzaminy, Dzień Matki, Dzień Dziecka, wysyp miejskich imprez i rocznic. Jest szansa, żeby zobaczyć szkoły i miasta w dość gorącym dla nich okresie. W Dzień Matki jadę do Świebodzina w województwie lubuskim. Państwowa Szkoła Muzyczna I stopnia im. Zygmunta Noskowskiego znajduje się po tej samej stronie torów kolejowych, co ogromna statua Chrystusa, która w specyficzny sposób rozsławiła miasto przed ponad dekadą.

- A teraz nie tylko Chrystus, lecz także nowa sala jest miejską atrakcją. Taką opinię usłyszałam niedawno od jednego z urzędników. Było mi niezmiernie miło - mówi dyrektor szkoły Jadwiga Pietsch. W zachwytach trudno o przesadę, bo akustyka sali jest powszechnie doceniana, a sam obiekt nazywany bywa niekiedy "małą filharmonią". - Akustykę ma lepszą od tej w Zielonej Górze - zapewnia pani dyrektor i raczej wie, co mówi, bo przez lata grała w tamtejszej Filharmonii im. Tadeusza Bairda.

W przeciwieństwie do wiadomej statui szkoła i nowa sala nie rzucają się w oczy. Stary budynek to zaadaptowana w 1969 roku przedwojenna willa pod ochroną konserwatora zabytków. Pieniądze na jej termomodernizację wykorzystano w 2019 roku. Multimedialna sala koncertowa powstała z innych środków MKiDN dwa lata później. Budynek skrywa się za willą przy wąskiej ulicy Paderewskiego. Mimo sporych gabarytów architektce Wiesławie Klim z zespołem pracowni PP Archit udało się go dyskretnie wkomponować w ciasną działkę. Architektura - z zewnątrz poprawna, w środku okazuje się zaskakująco dobra.

Jasne, obszerne, dwukondygnacyjne foyer z wijącą się miękko linią antresoli prowadzi do sali na 180 osób, która cieszy i uszy, i oczy. Starannie opracowane są kompozycje ścian z ustrojami dźwiękochłonnymi z drewna i płyt MDF. Uwagę zwraca nastrojowe oświetlenie. Na estradzie - nowy fortepian Petrof. Sensowne jest zaplecze - z garderobą, szatnią i nowym gabinetem dyrekcji. W całej szkole ruch, trwa dzień otwarty dla przyszłych uczniów, za godzinę rozpocznie się koncert dla mam. Oglądam go w wygodnym fotelu na balkonie. Na dole widownia z ośmioma rzędami krzeseł zapełniona jest w dwóch trzecich. Nieźle, biorąc pod uwagę, że w centrum zaczyna się finał Dni Świebodzina. Przed koncertem pani dyrektor przesuwa jedną z uczennic na początek programu, by zdążyła wystąpić na miejskiej uroczystości.

Stal, biel i czerń

W Jastrzębiu-Zdroju nowa sala PSM I i II stopnia im. prof. Józefa Świdra to trochę inna liga. Architektoniczna celebrytka. Projekt autorstwa pracowni SLAS Architekci wybrano w konkursie przed siedmioma laty. W minionym roku realizacja dotarła do finału konkursu o Nagrodę Architektoniczną tygodnika "Polityka" i została doceniona przez internautów. Zasłużyła też na Grand Prix konkursu Architektura Roku Województwa Śląskiego oraz Nagrodę Roku SARP 2022. Prosta, skromna, starannie dopracowana bryła o zaoblonych narożach, obłożona połyskliwą pofalowaną blachą, może stanowić architektoniczną odtrutkę na znaną osobliwość budowlaną Jastrzębia - samowolną nadbudowę bloku wyglądającą jak zmutowany statek kosmiczny. Jest to drugi biegun zarówno stylistyczny, jak i przestrzenny: mieści się na wschodnich obrzeżach nowego blokowego Jastrzębia. Szkoła stoi z kolei w starej uzdrowiskowej części na zachodzie miasta, które - wbrew nazwie - formalnie nie jest uzdrowiskiem od 2006 roku, choć ostatnio robi wiele, by znów zyskać na atrakcyjności. Po remoncie jest pobliski park zdrojowy i jego obiekty, trwa rewaloryzacja sąsiednich ulic, dawna łaźnia kopalni Moszczenica zmienia się właśnie w Instytut Dziedzictwa i Dialogu.

Ważnym elementem tej modernizacyjnej układanki jest nowa jastrzębska sala na 360 osób. Udało się ją wstawić w dość wąską przestrzeń, obok starego kompleksu szkolnego działającego od 1991 roku: przedwojennej modernistycznej willi oraz dawnej siedziby PZPR, powiększonej w postmodernistycznym wyrazistym duchu w latach dziewięćdziesiątych. Połączony z nimi pod ziemią nowy budynek dosłownie niknie w oczach. Przez chwilę naprawdę mam problem, by ustalić, gdzie kończy się ściana sali, a zaczyna niebo. Jedynie niżej, w pofalowanej elewacji, odbija się starszy gmach szkoły. Trochę krzywe lustro, trochę artystyczna instalacja. Eteryczna, ledwo dostrzegalna. I to chyba najlepsze rozwiązanie obok tak skomplikowanego sąsiedztwa: nie krzyczeć i nie dodawać kolejnych akcentów. W równie powściągliwym, przestronnym foyer czeka na mnie menedżerka sali, Katarzyna Krzystolik:

- Śmiejemy się, że ta architektura jest tak dyskretna i wtapia się w otoczenie, że mieszkańcy mogą jej czasem nie zauważyć - mówi. Dostrzegają ją jednak nawet za granicą. Dyrektor Gabrielę Jaworską odnajduję w sali koncertowej. Prezentuje obiekt światowej sławy artystce, która akurat dziś odwiedza Jastrzębie. Właśnie ze względu na tutejszą szkołę.

- Przyjechała do Polski z myślą o współpracy. Nasze miasto wybrała zaciekawiona tą wyróżniającą się architekturą. Była pod wrażeniem i wygląda na to, że do nas wróci, zwłaszcza że zarówno sala, jej znakomite możliwości akustyczne i nowy fortepian Fazioli 308 oraz sama szkoła są oceniane przez artystkę bardzo wysoko - opowiada dyrektorka.

Po połyskliwej elewacji i jasnym foyer główna sala zaskakuje. Rządzi kontrast. W ciemnym wnętrzu wzrok przykuwają pofalowane czarne ściany z betonu. Nad estradą - ruchomy ekran, dzięki któremu można zmieniać akustykę wnętrza. Z tyłu, za szybą - reżyserka. Na zapleczu szereg obszernych garderób.

- Ta inwestycja, związane z nią ożywienie i nagrody w konkursach architektonicznych oraz budowlanych uzmysłowiły niektórym osobom, że w Jastrzębiu w ogóle działa szkoła muzyczna - konstatuje dyrektor Jaworska.

Szkoła za szkołę

Czy podobnie jest w Brodnicy? Nie rozstrzygnę tego w jeden dzień pobieżną ankietą na ulicach. Temu, że idę do szkoły muzycznej, dziwi się jednak oprowadzający mnie po brodnickim muzeum pracownik: - Te stare baraki? A! Jest nowy budynek. Jeszcze nie byłem, rzadko się tam zapuszczam.

Szkoła w Brodnicy stoi bowiem daleko od historycznych i turystycznych atrakcji. Odnowiony rynek, zamek krzyżacki i okolice można określić jako "Brodnicę A". Reszta, wraz z nieczynnym dworcem kolejowym (pociągi na szczęście dojeżdżają), to "Brodnica B", która jeszcze czeka na solidną rewaloryzację. PSM I stopnia im. Chopina mieści się wśród starych niskich bloków na południowo-wschodnich obrzeżach miasta. Jej termomodernizacja zakończyła się... budową nowej szkoły. Dyrektorka Ewa Wieczorkowska tłumaczy:

- Działaliśmy od lat w byłym przedszkolu, które - jak się okazało podczas ekspertyzy - było w takim stanie, że nie nadawało się do żadnego remontu.

Państwowa Szkoła Muzyczna I stopnia im. Zygmunta Noskowskiego w Świebodzinie, fot. materiały prasowe szkoły

Rzeczywiście, na zdjęciach widać niski, wyraźnie substandardowy budynek. Daleko mu nawet do przeciętnych i nierzadko udanych przedszkoli z tej samej epoki. Bliżej za to do rozrośniętego i zdekapitalizowanego baraku. Dyrektor Wieczorkowska kontynuuje:

- Zapadła decyzja: budujemy od nowa. Ale to oznaczało, że musiałam zrezygnować z dotacji na termomodernizację i starać się o pieniądze na nową inwestycję z innych funduszy. Zawzięłam się jednak i, dzięki dobrej współpracy z ministerstwem, się udało. Od 2020 roku mamy nowy budynek i sale: koncertową oraz kameralną. W porównaniu do poprzedniego stanu to jest skok kwantowy! - nie kryje entuzjazmu dyrektorka.

Państwowa Szkoła Muzyczna I stopnia im. Karola Szymanowskiego w Oświęcimiu, fot. Marek Bania

Nowa szkoła na sporej zielonej działce prezentuje się co najmniej przyzwoicie: udana kompozycja prostych jasnych brył przełamanych kolorowymi pasami dekorującymi sale kameralną i koncertową. Naprzemienny rytm niższych i wyższych okien ma nawiązywać do klawiszy fortepianu. Tu konkursu jednak nie było. Jak zatem wyglądały wybór koncepcji budynku i wytyczne, które dostali projektanci?

- Szczęśliwie się złożyło, że ojciec jednego z naszych uczniów jest architektem i wykonał projekt za relatywnie niewielkie wynagrodzenie. Zależało mi na tym, żeby nie powstała typowa szkoła. Aby było widać, że ma ona artystyczny profil. I taka jest - mówi dyrektorka, chwaląc przy tym również przejrzysty i sensowny układ funkcjonalny.

W przeciwieństwie do innych szkół, w Brodnicy sale koncertowe mają okna. Przeszklone ściany dają widok na otwartą przestrzeń wokół. To również pomysł Wieczorkowskiej:

- Myślę, że to bardziej elastyczne i przyjazne rozwiązanie. Małym dzieciom przyjemniej jest zdawać egzamin przy dziennym świetle i z widokiem na zieleń. A jeśli chcemy zaciemnić salę, to służą temu starannie opracowane kotary, które od razu zmieniają ją w miejsce podobne do profesjonalnych obiektów koncertowych. Zasłony wpływają wtedy korzystnie na i tak dobrą akustykę - wyjaśnia.

Problemy? Nietypowe. Chodzi o ptaki, które upodobały sobie okoliczne drzewa, robiąc z okolicy ptasią toaletę. Wokół pełno jest białych plam. - Brudzą nam szyby, ściany, chodniki. Jest nieprzyjemnie, ale jak dotąd nie znaleźliśmy na to sposobu - słyszę w szkole. Przypominam sobie, że w podobnych przypadkach niektóre instytucje dają sobie radę. Co jakiś czas odtwarzają przez głośniki odgłosy ptasich drapieżników. Podrzucam pomysł dyrektorce i, nie bez obaw o bluzę i włosy, ruszam na obchód. Na tle zapuszczonych bloków szkoła wygląda jak przyczółek "Brodnicy A". Przydałoby się tylko urządzić na jej terenie jeszcze bardziej zróżnicowaną zieleń.

Doceniona moderna

W Oświęcimiu, choć szkoła pochodzi mniej więcej z tej samej epoki, co brodnickie przedszkole, nie trzeba było nic burzyć.

- W naszym mieście zawsze było bardzo ambitnie. Najpierw w latach sześćdziesiątych powstały okazała hala lodowa i basen, potem ruszyła budowa nowej siedziby szkoły. Wszystkim zależało, żeby była na wysokim poziomie - dyrektorka Celestyna Czarnynoga wspomina początki budynku, do którego założona w 1951 roku szkoła przeniosła się z przypadkowo przyznawanych lokalizacji. - A że prace były wykonywane w dużej mierze przez oświęcimskie zakłady chemiczne, to efekt był bardzo dobry. Taki patron miał pieniądze i możliwości - uzupełnia. Z kierowaną przez siebie placówką związana jest od końca lat siedemdziesiątych: - Wszędzie wtedy leżały czerwone chodniki. Na korytarzach i w salach. Goście mówili, że czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Ale nie trwało to długo. Dywany trzeba było zrolować po zastrzeżeniach straży pożarnej.

Potem szkoła stopniowo się dekapitalizowała, ale dziś, po modernizacji, trzyczęściowa kameralna bryła z 1973 roku, zaprojektowana przez Bożenę i Janusza Włodarczyków, prezentuje się bez zarzutu. Modernistyczny projekt potraktowano z szacunkiem. Są stonowane kolory, zero pastelozy, zachowano po dociepleniu podziały elewacji, okna naśladują trafnie oryginalne rozwiązanie, podobnie jak ceglasta ceramiczna okładzina na dynamicznej bryle sali koncertowej. Materiały nowe, ale w duchu tego, co było przedtem.

W środku zachowane autentyki: odnowione lite drewniane drzwi z charakterystycznymi klamkami oraz indywidualnie zaprojektowane regały i szafki w salach lekcyjnych. Chociaż łatwiej byłoby kupić nową stolarkę i meble, a do starych zamków brakuje czasem części zamiennych.

Dbałość o ZACHOWANIE modernistycznych rozwiązań wygląda na OŚWIĘCIMSKĄ specjalność

- Jedna klasa została nawet odtworzona w całości według pierwotnego projektu - opowiada dyrektor Czarnynoga, której zależało na zachowaniu najciekawszych elementów dawnego wystroju. - Wysokiej klasy są też materiały użyte w urządzonych od nowa salach koncertowych. Trzeba było z naszej strony trochę determinacji, żeby nie godzić się na tańsze zamienniki, na przykład gorszej jakości drewno na podłogach - dodaje. I rzeczywiście, obie sale robią bardzo dobre wrażenie, nowe drewniane okładziny i parkiety prezentują się solidnie i estetycznie. Jak się dowiaduję, akustyka jest równie dobra, co przed remontem. W koncertowej części z wyczuciem odnowiono także foyer z szatniami oraz wygospodarowano pomieszczenie na przyszłą kawiarnię.

Dbałość o zachowanie modernistycznych rozwiązań wygląda zresztą na prawdziwą oświęcimską specjalność. W nowy dworzec PKP wkomponowano olbrzymią mozaikę ze starego obiektu autorstwa Kazimierza Gąsiorowskiego. Z wyczuciem odnowiono modernistyczne Oświęcimskie Centrum Kultury. Właśnie ogłoszono architektoniczny konkurs na modernizację hali lodowej - cennej architektonicznie spuścizny lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Upiornie pomalowane są jedynie powojenne bloki, ale - na szczęście - bujna i atrakcyjna zieleń odwraca od tego uwagę.

Już nie warunkowo

W Raciborzu mam déja vu. Tutejsza PSM I stopnia im. Stanisława Moniuszki wygląda niemal tak samo jak jej oświęcimska odpowiedniczka. Ten sam projekt Włodarczyków zrealizowano z modyfikacjami w 1978 roku. Otoczenie jest jednak inne. To centrum miasta, teren po ewangelickim kościele rozebranym w latach sześćdziesiątych XX wieku. Szkołę budowali więźniowie i - częściowo - raciborzanie w czynie społecznym. Ten sam, co w Oświęcimiu, jest natomiast współautor współczesnej modernizacji: Paweł Jabłoński.

Zabawa w dziesięć szczegółów wydaje się łatwa: trochę skromniej wyglądają elewacje, w miejscu dziedzińca znajduje się parking, wreszcie - największa różnica - okładzina ścian sali nie jest ceglasta, a niebieskawa i przełamana białym kontrapunktem: zachowaną rzeźbą skrzypaczki. Tu także zadbano o ciągłość. Elewacje z lat siedemdziesiątych też miały niebieską, choć bardziej wyrazistą barwę

- Przez ten kolor niektórzy raciborzanie myśleli, że powstał tu basen. Teraz już trudno o pomyłkę, bo w elewacje wkomponowano nowoczesny logotyp z nazwą - mówi wicedyrektor Piotr Pisarczyk, który oprowadza mnie po budynku. - Ta szkoła to spory kawałek mojego życia. Byłem jej uczniem, a później nauczycielem i dyrektorem, teraz mam wpływ na rozwój odnowionej placówki, wspomagając obecną dyrektor Annę Muchę.

W Raciborzu z wnętrz zniknęły jednak stolarka i detale sprzed ponad czterech dekad. Jest trochę mniej stylowo, ale i tak poprawnie.

- Przeważyły względy funkcjonalne - tłumaczy wicedyrektor. - Nowe pojedyncze drzwi lepiej izolują akustycznie niż poprzednie rozwiązanie z dwojgiem drzwi i śluzą między nimi. Usunęliśmy też oryginalne szafki i schowki, żeby zwiększyć powierzchnię sal do ćwiczeń indywidualnych. Poprawiliśmy w ten sposób komfort pracy.

Na całkowitej zmianie wyglądu zyskały przede wszystkim sale koncertowa i kameralna, które przed modernizacją były w tak złym stanie, że do użytku dopuszczone były jedynie warunkowo. Jeden element pozostał na swoim dawnym, eksponowanym miejscu za estradą głównej sali - organy, które trafiły tu z Niemiec w 1981 roku, dzięki ówczesnemu dyrektorowi Henrykowi Klai.

Za szkołą znajduje się przyjemny ogród z dorodnymi drzewami dającymi cień. W weekend po mojej wizycie ma się w nim odbyć piknik towarzyszący Dniom Raciborza.

- To idealne miejsce na tego typu imprezy, które - mimo sporej liczby uczestników - mają zawsze sympatyczny, kameralny charakter - zachwala mój przewodnik.

Teraz wszystko gra?

Jak modernizacje i rozbudowy wpłynęły na warunki nauczania i funkcjonowanie szkół? Zaskoczenia brak. Słyszę, że jest tylko lepiej.

- Nowy obiekt jest bardzo ważny dla uczniów. Mają okazję wystąpić już nie w szkolnej auli, a w sali koncertowej. To sprawia, że starają się bardziej, a przy okazji oswajają z prawdziwą estradą - nie ma wątpliwości Gabriela Jaworska, dyrektorka szkoły w Jastrzębiu-Zdroju. Wtóruje jej Jadwiga Pietsch, odpowiedniczka ze Świebodzina:

- To wielki skok jakościowy. Nasi uczniowie oswajają się teraz z profesjonalnym wnętrzem i występ w innych miejscach nie jest już dla nich tak stresujący, jak był kiedyś.

Bez porównania lepiej uczy się i koncertuje także w Brodnicy. Klimatyzowane i wyposażone od nowa sale to rewolucja także w Raciborzu i Oświęcimiu. W tym ostatnim dyrektorka informuje jednak, że choć zmodernizowane sale koncertowe są spektakularne, wszyscy najbardziej chwalą sobie po prostu ciepło w niedogrzanym wcześniej budynku.

Z oświęcimskiej szkoły wychodzę przez dziedziniec, zgrabnie zazieleniony podczas modernizacji i pełen dzieci, lustruję szereg tablic zaświadczających o hojności finansujących zmiany instytucji, siadam na pobliskiej ławce i uzupełniam notatki. Mija kilka minut i staje nade mną kobieta w średnim wieku.

- Pan jest rodzicem któregoś z uczniów - ni stwierdza, ni pyta z ukraińskim akcentem. Zaprzeczam i zastanawiam się, czy to aby nie śledztwo w sprawie wybryku jakiegoś utalentowanego muzycznie łobuza. Po chwili wszystko się wyjaśnia:

- To może choć przypadkiem pan wie, kiedy będzie koncert na koniec roku szkolnego. Bardzo bym chciała przyjść.

Znów okazuję się bezużyteczny, kobieta idzie pytać innych. Ale to niespodziany dowód w kolejnej interesującej mnie sprawie: czy jest zainteresowanie tym, co dzieje się w odnowionych murach? Dowód, rzecz jasna, anegdotyczny, ale coś jest na rzeczy.

Nie byłoby pewnie tej rozmowy, gdyby w mieście można było dostrzec ogłoszenia o imprezach w oświęcimskiej PSM. Nic takiego nie wpada mi jednak w oko, jedynie na przystankowych citylightach widzę duże afisze promujące Oświęcimskie Centrum Kultury. Słyszę jednak, że frekwencja na koncertach i popisach jest coraz większa. Skąd mieszkańcy o nich wiedzą?

- Nasze plakaty pojawiają się w OCK i miejskiej bibliotece. Gorzej z prasą i informacją w przestrzeni publicznej. Jesteśmy za to często pokazywani w samorządowej telewizji. O koncertach mieszkańcy dowiadują się też z mediów społecznościowych - wylicza dyrektor Czarnynoga.

Państwowa Szkoła Muzyczna I stopnia im. Fryderyka Chopina w Brodnicy, fot. materiały prasowe szkoły

W każdej szkole słyszę zresztą, że nie ma zbyt wielu sił i środków na szerzej zakrojone kampanie. Podstawa to internet i - krzyżowo - zaprzyjaźnione ośrodki kultury oraz biblioteki. Dlatego nawet naprzeciw szkoły w Świebodzinie ze słupa ogłoszeniowego krzyczy nie zaproszenie na koncert z okazji Dnia Matki, tylko plakat reklamujący "Disco Świebodzineiro" na stadionie, rozlepiony w całym mieście.

Nowej wielofunkcyjnej sali nie ma też jeszcze na dużych tablicach z planem miasta, które w Świebodzinie stoją nadzwyczaj gęsto. Tylko na niektórych zaznaczona jest po prostu "szkoła muzyczna". Mapy mają swoje lata, dodano jedynie sporej wielkości zdjęcie statui Jezusa, ale chyba niepotrzebnie. Widać ją już z pociągu.

Naprzeciw SZKOŁY w Świebodzinie ze słupa ogłoszeniowego KRZYCZY plakat reklamujący Disco Świebodzineiro na stadionie

Jednak, podobnie jak w Oświęcimiu, szkoły po modernizacji nie narzekają na słabą frekwencję. Przeciwnie - wszędzie słyszę, że jest dobrze lub znakomicie. Bywa, że brakuje miejsc, i to nie tylko podczas najbardziej popularnych koncertów kolęd. W Jastrzębiu-Zdroju koncerty, popisy i występy przyciągają mieszkańców, bardzo aktywna jest grupa seniorów z Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Państwowa Szkoła Muzyczna I stopnia im. Stanisława Moniuszki w Raciborzu, fot. materiały prasowe szkoły

- Czasem bywa tak dużo chętnych, że musimy wprowadzać wejściówki. Staramy się być instytucją, w której ciągle się coś dzieje, przede wszystkim dlatego, że chcemy szerzyć kulturę w mieście i okolicach - przekonuje dyrektor Jaworska. - Jesteśmy nawet trochę zmęczeni liczbą wydarzeń, ale jest to zmęczenie pełne satysfakcji - dorzuca Katarzyna Krzystolik.

Podobnie jest w Brodnicy. Mimo że - jak słyszę w szkole - działalność PSM nie jest szeroko reklamowana przez lokalne władze, a uczniów nie zaprasza się, jak kiedyś, by występowali na miejskich uroczystościach, frekwencja na koncertach jest - według szkolnej relacji - coraz lepsza. Tu także widoczni są zorganizowani seniorzy - do uczestnictwa w wydarzeniach zachęcają plakaty wieszane w brodnickim domu kultury oraz informacje w lokalnej telewizji kablowej - wylicza Ewa Wieczorkowska.

Brodnica przyciąga też publiczność z kraju. Dzięki aktywności pochodzącego z Brodnicy cenionego perkusisty i animatora kultury Sebastiana Kuchczyńskiego szkoła staje się coraz bardziej znaną sceną jazzową. Odbywają się tu koncerty wybitnych polskich artystów. - Przyjeżdżają do nas fani z odległych miast, nawet z Warszawy czy Gdańska. Jesteśmy też dzięki temu bardziej widoczni na mieście, bo koncerty te są reklamowane na dobrze eksponowanych banerach - informuje dyrektorka.

Rzeczywiście na murze pod wieżą zamku krzyżackiego przyciąga wzrok płachta z reklamą cyklu "Jazzowa Brodnica", który odbywa się w nowej sali. Co miesiąc jeden koncert. Znane nazwiska.

Spory ruch jest też w Świebodzinie. Dawniej do występów wykorzystywano największe pomieszczenie na parterze willi. Dziś jest to sala lekcyjna. - Na koncertach zaproszonych wykonawców nie mogła pomieścić wszystkich słuchaczy - wspomina dyrektor Pietsch. Dodaje, że przychodzą tu mieszkańcy nie tylko Świebodzina, lecz także innych miejscowości województwa. Sala szkoły muzycznej jest teraz, po scenie Świebodzińskiego Domu Kultury, kolejnym miejscem, w którym odbywają się zarówno koncerty i popisy uczniów, jak i wydarzenia charytatywne czy samorządowe. Pani dyrektor dodaje, że wielofunkcyjna sala wraz z foyer została zaprojektowana autonomicznie. Imprezy, które w niej goszczą, nie zaburzają procesu dydaktycznego szkoły.

Podobnie dzieje się w Jastrzębiu-Zdroju. Kiedy wchodzę do budynku, w foyer stoją jeszcze stoły, dekoracje i kwiaty po wczorajszej Jubileuszowej Gali Kultury i uroczystości 60-lecia nadania miejscowości praw miejskich. Sala koncertowa służy bowiem ważnym spotkaniom organizowanym przez samorząd, instytucje czy organizacje charytatywne. Wzrok przyciągają prace plastyczne na sztalugach.

- Jesteśmy miejscem różnych uroczystości. Gościmy artystów muzyków i artystów plastyków, organizując w ciągu roku zarówno wiele koncertów, jak i kilka wernisaży. We współpracy z władzami miasta prezentowaliśmy ostatnio wystawę prac malarskich i fotograficznych okolicznych artystów. W przyszłym roku szkolnym planujemy natomiast konkurs łączący muzykę z plastyką. Konkurs będzie owocem współpracy aż trzech szkół artystycznych - mówi Gabriela Jaworska.

Wicedyrektor Pisarczyk z Raciborza podkreśla, że po modernizacji obecność szkoły w mieście staje się bardziej widoczna. - Współpracujemy z innymi placówkami. Sąsiedniej szkole gastronomicznej udostępniamy salę na akademie, a ona zapewnia wyżywienie dla uczestników warsztatów.

Prowadzi mnie w naroże szkolnego skrzydła, po drodze mijamy szefową Rady Rodziców, która przygotowuje właśnie prezenty dla uczniów na Dzień Dziecka. Piotr Pisarczyk otwiera drzwi:

- Udało się nam tu wygospodarować pokój z łazienką dla gości, którzy prowadzą warsztaty. Dzięki temu cały czas są na miejscu i mają bliski kontakt z uczestnikami.

Natomiast w Oświęcimiu szkoła jest jeszcze w lekkim rozruchu:

- W inauguracji sali przeszkodziła nam pandemia. Dopiero wiosną 2022 roku zaczęły się koncerty i inne wydarzenia, nie tylko o muzycznym charakterze - opisuje dyrektor Czarnynoga i dodaje, że działająca od roku nowa sala jeszcze buduje swoją pozycję w przestrzeni miasta. Sama szkoła przeżywa za to oblężenie. - Mamy aż nadmiar chętnych do nauki.

Planów nie brak

Lepsze warunki pomagają też w rozwoju szkolnych specjalizacji, choć nie każda z odwiedzonych placówek skupia się na jakimś szczególnym obszarze muzykowania. Niemal wszystkie kupiły za to ostatnio nowe instrumenty. W Jastrzębiu-Zdroju kładzie się nacisk na podtrzymywanie śląskich tradycji muzycznych.

- Dlatego naszą szkołę wyróżnia kształcenie dzieci i młodzieży na instrumentach dętych, drewnianych i blaszanych. Z powodzeniem działają orkiestra dęta i big-band - podkreśla z dumą dyrektor Jaworska. - Jednak ważna jest nie tylko tradycja, lecz także przyszłość naszych wychowanków. Istotne jest więc dla mnie pokazanie młodzieży różnych możliwości działań artystycznych, różnych stylów, gatunków muzycznych, dzięki którym uczniom łatwiej będzie odnaleźć w przyszłości swoją drogę.

Racibórz urządza konkursy organowe, w Brodnicy odbywają się regularnie dwa: perkusyjny i muzyki kameralnej Brodnica Ensemble. Nie brakuje też planów na przyszłość.

- Przymierzamy się do cyklu koncertów z muzyką klasyczną, myślimy też o muzycznym eksperymentowaniu - szkicowo przedstawia te zamiary dyrektorka brodnickiej szkoły.

W świebodzińskiej PSM, mimo bardzo skąpych już rezerw terenowych, dyrektor Jadwiga Pietsch myśli zaś o tym, jak wygospodarować na zewnątrz pomieszczenie dla perkusistów.

- Pomysł jest, ale jeszcze za wcześnie na szczegóły - zastrzega i dorzuca, że - mimo rozbudowy o nową salę, szkole brakuje nieco miejsca na dydaktykę. Zapewnia jednak, że i tu ma kilka koncepcji, jak polepszyć sytuację. - Nic się za to nie da zrobić z problemem parkowania. Sala zajęła plac po dawnym parkingu, ulica jest wąska i nie ma miejsca na samochody, którymi rodzice dowożą dzieci.

Dla jednej z dyrektorek modernizacja szkoły jest ostatnim etapem szkolnej kariery:

- Odchodzę już na emeryturę - mówi Celestyna Czarnynoga z Oświęcimia. - Wiem za to, że kolejna pani dyrektor przymierza się do urządzenia festiwali: pianistycznego i instrumentów dętych. Na pewno będzie chciała, żeby w naszych odnowionych salach kwitło życie szkolne i miejskie.