#12 2025 rok LXIX
Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku
Redaktor naczelny
Daniel Cichy
Redaktor prowadzącyMichał Mendyk
Sekretarz redakcji
Maciej Kucharski
maciej_kucharski@pwm.com.pl
Zastępca redaktora naczelnego
Festiwale
Krzysztof Stefański
krzysztof_stefanski@pwm.com.plAktualności, Swoboda RuchuPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl
Koncerty, Archiwum R
Karolina Dąbekkarolina_dabek@pwm.com.pl
Wydawnictwa
Michał Mendyk
michal_mendyk@pwm.com.pl
Teatr muzyczny
Jacek Marczyński
Sekretariat
Katarzyna Dubiel
redakcja@ruchmuzyczny.pl
Dyrektor artystyczny
projekt graficzny
Marek Knap
marek.knap@asp.waw.pl
Studio graficzne
Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)
Redakcja i korekta
Maria Konopka-Wichrowska
Internet
Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl
Wydawca
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków
Oddział w Warszawie
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
pwm@pwm.com.pl
Druk
Drukarnia Akapit sp. z o.o., Lublin
Nakład: 1450 egz.
Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów. Za treść reklam redakcja nie odpowiada.
Adres
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
tel.: +48 885 860 332
email: redakcja@ruchmuzyczny.pl
www.ruchmuzyczny.pl
ruchmuzyczny
ruchmuzyczny
RuchMuzyczny
Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: prenumerata@pwm.com.pl
"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych
informacje na www.defacto.org.pl
Chrzest bojowy w Strasznym dworze
z Mirianem Chuchunaiszwilim rozmawia
Monika Zając
Program 2 Polskiego Radia
Fot. Paata Beridze
Monika Zając: Pana związki z Polską trwają od lat i chyba wciąż się zacieśniają. Jaki był tego początek?
Mirian Chuchunaiszwili: Jeszcze w czasach studenckich. W 2011 przyjechałem na letnie kursy w Akademii Muzycznej w Krakowie. Rok później dostałem się na tę uczelnię, korzystając ze stypendium gruzińskiej Pierwszej Damy, które nosiło imię Marii Kaczyńskiej. Polska stała się moim drugim domem. Postanowiłem zostać w Krakowie na studia doktoranckie. W tym mieście zaczęła się moja kariera dyrygencka, tam też stanąłem przed Orkiestrą Akademii Beethovenowskiej. Jednym z pierwszych profesjonalnych zespołów, jakie poprowadziłem, była zaś orkiestra Filharmonii Podkarpackiej; w Rzeszowie odbył się też mój dyplomowy występ. Znaczącym momentem było otrzymanie stypendium Christopha Eschenbacha. Dzięki temu miałem możliwość wyruszenia razem z muzykami NFM Filharmonii Wrocławskiej w europejskie tournée. To zaowocowało kolejnymi propozycjami z Polski i zagranicy.
Wspomniał pan o Krakowie i Wrocławiu, ale muszę też zapytać o mniejszy ośrodek - został pan bowiem pierwszym dyrygentem Elbląskiej Orkiestry Kameralnej. Jak doszło do tej współpracy?
Dyrektorkę orkiestry Karolinę Nowotczyńską poznałem we Wrocławiu, gdy akurat planowała koncert z repertuarem gruzińskim. Okazało się, że doskonale się dogadujemy z zespołem. Bardzo lubię taki sposób uprawiania muzyki - bez dużego ego, za to z zaangażowaniem. Od tego czasu bywam w Elblągu trzy, cztery razy w roku. Teraz planujemy wspólną trasę koncertową.
Ma pan więc w swoim dorobku współpracę zarówno z wielkimi orkiestrami symfonicznymi, jak i z mniejszymi, kameralnymi składami. A zaczynał pan od muzyki chóralnej.
Zawsze marzyłem o dyrygenturze symfonicznej, ale w Gruzji nie miałem możliwości kształcenia się w tym kierunku. Od wczesnego dzieciństwa śpiewałem w chórze, dyrygować zacząłem w wieku 13 lat. Wybór kierunku studiów w Konserwatorium w Tbilisi wydawał się więc naturalny. Zresztą magisterium w tym zakresie kończyłem w Krakowie, studiując już dyrygenturę symfoniczną w klasie profesora Stanisława Krawczyńskiego. To był ciekawy czas: przez sześć lat, z inicjatywy mojego przyjaciela Przemysława Nocunia, założyciela stowarzyszenia Most do Gruzji, prowadziłem gruziński chór folkowy. Staliśmy się nieformalnym polsko-gruzińskim centrum kultury.
Wspomniał pan o Eschenbachu. Domyślam się, że to jeden z pana autorytetów...
Tak, od zawsze inspirowałem się jego interpretacjami, zwłaszcza muzyki Mahlera. Nasza znajomość zaczęła się, gdy na Konkursie Malko wypatrzył mnie asystent Eschenbacha i pokazał mu moje nagranie z Duńską Narodową Orkiestrą Symfoniczną. To zaowocowało zaproszeniem do Berlina, gdzie maestro szefował zespołowi Konzerthausu. Był rok 2022, zadyrygowałem orkiestrą w pierwszej części koncertu charytatywnego na rzecz Ukrainy. Christoph Eschenbach bacznie obserwował mnie podczas prób, stresowałem się, lecz ostatecznie wszystko potoczyło się bardzo dobrze. Myślałem, że na tym przygoda się skończyła, ale po jakimś czasie skontaktował się ze mną jego agent. Okazało się, że maestro ufundował nagrodę dla młodych dyrygentów [Ringmann-Jaross - red.] i że ja mam być jej pierwszym laureatem! Dzięki niemu miałem możliwość poprowadzenia symfoników NFM w Kosmogonii Krzysztofa Pendereckiego na otwarciu festiwalu Wratislavia Cantans. Jesteśmy w ciągłym kontakcie. W ubiegłym roku przygotowywałem dla niego orkiestrę w Budapeszcie, niedawno przejąłem część prób w Parmie. Nasza współpraca trwa od dwóch lat, wciąż wiele się od niego uczę.
Mimo międzynarodowej kariery, pozostaje pan silnie związany z Gruzją i poświęca sporo czasu na pracę z Tbilisi Youth Orchestra. Czy to dla pana ważne, by móc dzielić się wiedzą, doświadczeniem i kontaktami z młodymi artystami ze swego kraju?
Traktuję Tbilisi Youth Orchestra jak własne dziecko. Powstała z mojej inicjatywy, gdy zaobserwowałem, jak wspaniale rozwijają się orkiestry młodzieżowe w Polsce. Ma to przełożenie także na profesjonalne zespoły, których poziom od trzech czy czterech dekad nieustająco rośnie. W Gruzji było przeciwnie: wielu muzyków po studiach emigrowało, młodzi nie mieli gdzie zdobywać doświadczenia. Wspólnie z kompozytorem Miką Mdinaradzem postanowiliśmy to zmienić. Wsparły nas władze Tbilisi i ostatecznie, w roku 2019, udało się stworzyć orkiestrę, która funkcjonuje jako półprofesjonalna. Mamy pełny sezon koncertowy, zaczynamy we wrześniu i kończymy w lipcu. Artyści otrzymują wynagrodzenie - to ważne. Zauważyłem, że studenci nie są w stanie utrzymać się z muzyki, podejmują różne dorywcze prace, a to sprawia, że ostatecznie wielu z nich odchodzi z profesji. Dajemy im więc możliwość pełnego skupienia się na sztuce. Dziś goszczą nas wszystkie najważniejsze festiwale w Gruzji i nie tylko, bo w ubiegłym roku otrzymaliśmy zaproszenie do Niemiec i Szwajcarii. Współpracują z nami Paavo Järvi, Gidon Kremer, Andrzej Boreyko... Połowę zawodowego czasu i uwagi poświęcam właśnie Tbilisi Youth Orchestra. Angażuję się w każde przedsięwzięcie, zabiegam o zakup instrumentów, czuwam nad organizacją prób.
Jest pan zaangażowany w życie nie tylko artystyczne, lecz także społeczne i polityczne Gruzji. Czy ogólna sytuacja w kraju - mam na myśli chociażby wielkie protesty odbywające się w Tbilisi w ostatnim czasie - przekłada się na sytuację twórców?
Polityka ma wpływ na wszystkie aspekty naszego życia. Już w czasach studenckich uczestniczyłem w protestach przeciwko łamaniu praw człowieka. Nie godzę się na zwiększanie wpływów Rosji w moim kraju. Jako społeczeństwo bardzo wiele poświęciliśmy dla niepodległości. Wiedzieliśmy, że robimy to, by uniezależnić się od Rosji i dołączyć do europejskiej rodziny. Dlatego teraz, gdy nasi politycy próbują zamknąć nam przed nosem drzwi na Zachód, nie zamierzamy się poddawać.
W nowym sezonie obejmie pan stanowisko kierownika muzycznego Opery Wrocławskiej. Domyślam się, że ustalił pan już swoje plany i priorytety.
To wspaniały teatr operowy! Poznaję się z zespołem, mamy za sobą dwa spektakle baletowe do Requiem Mozarta. Poziom artystyczny instytucji jest imponujący. Będziemy wspólnie otwierać sezon. Prawdziwy polski chrzest bojowy przejdę, debiutując w Strasznym dworze Moniuszki. Mam świadomość, jak ważna to dla Polaków opera. Już zacząłem intensywną pracę nad każdym detalem. Poznaję tło historyczne, polskie tańce, tradycję wykonawczą... To ogromne wyzwanie. Znam polski, wiele rozumiem, choć mówiąc, nie czuję się pewnie. Praca nad tą partyturą wiele mnie nauczy, także w tym zakresie.
Na koniec chciałabym zapytać o źródła polsko-gruzińskiej sympatii. Czy na polu kulturalnym nasze narody wiele łączy?
To dość zabawne, bo gdy przyjechałem do Polski i rozmawiałem z innymi zagranicznymi studentami, to wszyscy oceniali Polaków jako dość oschłych. Nie mogłem w to uwierzyć! W czasach studenckich moi tutejsi przyjaciele nigdy nie pozwalali mi za siebie płacić w barach czy restauracjach. Mówili, że tak spłacają dług zaciągnięty podczas pobytów w Gruzji, gdzie przyjmowano ich po królewsku. Moi krajanie przepadają za Polakami! A ja za jeden z celów stawiam sobie promowanie polskiej muzyki i polskich zespołów w swoim kraju.
Pełna wersja rozmowy na www.ruchmuzyczny.pl.
Mirian Chuchunaiszwili, #1989, gruziński dyrygent, współzałożyciel i szef muzyczny Tbilisi Youth Orchestra, pierwszy dyrygent Elbląskiej Orkiestry Kameralnej, od września 2025 dyrektor muzyczny Opery Wrocławskiej.
Per N?rg?rd (1932-2025)
Wojciech Widłak
Był tytanem pracy twórczej. Pozostawił ponad 300 dzieł (w tym osiem symfonii i kilka oper), zakomponowanych precyzyjnie, w każdym szczególe.
Modernista, ale niedogmatyczny, "intelektualista z sercem", który wymagał, ale też dbał o wykonawcę i słuchacza. Wyszedł od klasycyzującej stylistyki swego mistrza, Vagna Holmboe, ale jego artystyczne korzenie to też tradycja muzyki nordyckiej, nurt awangardy niemieckiej lat sześćdziesiątych (który szybko uznał za kierunek nie dla siebie) oraz idealistyczno-utopijny świat dzieci kwiatów.
Stale poszukujący, poszedł własną drogą - odkrywcy, odwołującego się do natury i kosmosu. Zapisał się jako wynalazca melodycznych infinity series, których konstrukcyjne i brzmieniowe piękno znalazły wyraz między innymi w II Symfonii. Rozwinął je następnie w ideę muzyki hierarchicznej, o potencjalnie nieograniczonej liczbie bliźniaczych warstw melodii, harmonii, rytmów (Canon na organy to jakby traktat o złotym podziale rytmicznym). W latach osiemdziesiątych, zafascynowany twórczością Adolfa Wölfliego, skupił się na ekspresji i kontrastach, eksponując rozdarcie świata i człowieka między dobrem a złem, szczęściem a cierpieniem (III i IV Symfonia, opera Siddhartha).
Poznałem go jesienią 1995 w Nyk?bing Falster, gdzie uczestniczyłem w warsztatach muzyki nowej zespołu Storstr?ms. Na prośbę organizatorów, przyjechał do nas specjalnie, a podróżował z Jutlandii do Kopenhagi, by udzielić mi, wtedy jeszcze studentowi, konsultacji z kompozycji. Wcześniej kazał przesłać sobie nagrania i zapoznał się z nimi, by jak najlepiej wykorzystać czas spotkania. Mówił szczerze, ale też życzliwie. Był wnikliwy i spostrzegawczy, jego uwagi trafiały w sedno. Chciał, by po tej rozmowie coś we mnie zostało. W późniejszej korespondencji mobilizował mnie do działania, choćby rekomendując na studia u swojego wybitnego absolwenta, Hansa Abrahamsena.
Gdy na Warszawskiej Jesieni w roku 2002, po wykonaniu VI Symfonii "At the End of the Day", podszedłem do niego, pamiętał mnie, o dziwo, i od razu przeszedł do rozmowy o... miłości do muzyki. Byłem poruszony. Cztery lata później, wraz z Bentem S?rensenem, gościł w Akademii Muzycznej w Krakowie. Studencka orkiestra wykonała jego II Symfonię pod kierunkiem Pawła Przytockiego, odbyła się sesja naukowa poświęcona obu twórcom. Spędziliśmy wtedy razem dużo czasu między wykładami i próbami. Zapamiętałem skupienie na rozmówcy, ciekawość drugiego człowieka i to, jak tematy ważkie (artystyczne i życiowe) poruszał w sposób delikatny, w atmosferze intymnej szczerości. Zapamiętałem skromność kogoś, kto ogarnia kosmiczny świat dźwięków, kto umie nieprzeciętnie wiele i traktuje to jako dar, którym się dzieli. Taki był Per N?rg?rd - wybitny artysta i dobry człowiek.
Jeśli jest dobrze, to czemu jest źle
e-teatr.pl, poznan.pl, wyborcza.pl
W Teatrze Wielkim w Poznaniu, po latach względnego spokoju, wybuchł spór. Wydarzenia potoczyły się nadspodziewanie szybko, a sytuacja nadal jest dynamiczna. Wszystko zaczęło się w połowie maja od informacji, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zamierza rozpisać konkurs na dyrektora sceny. Od blisko 13 lat stanowisko to zajmuje Renata Borowska-Juszczyńska, ale jej kadencja kończy się w sierpniu. Informacja o konkursie zaskoczyła między innymi marszałka województwa wielkopolskiego, Marka Woźniaka, który miał zamiar przedłużyć kontrakt. 28 maja do ministry kultury, Hanny Wróblewskiej, trafił list otwarty, którego sygnatariusze (ponad 100 osób reprezentujących polskie i zagraniczne środowisko operowe) domagają się, by dyrekcji nie zmieniać. Ale już na tym etapie pojawił się pierwszy zgrzyt. Otóż wśród sygnatariuszy znalazło się nazwisko solistki, Iwony Sobotki, która - jak się okazało - nie wyraziła na to zgody. Jej menadżer, Paweł Marciniak, opublikował sprostowanie, w którym czytamy, że sopranistka "nie powinna być [...] utożsamiana z żadną ze stron sporu". Jakby tego było mało, redakcja # dostała pismo od dwóch związków zawodowych, NSZZ Solidarność przy Teatrze Wielkim w Poznaniu oraz Związku Zawodowego Pracowników Teatru Wielkiego, które polemizują z treścią listu otwartego i twierdzą, że atmosfera w teatrze jest zła, a przeprowadzona ankieta pokazała, że prawie 2/3 pracowników nie chce przedłużenia kontraktu Borowskiej-Juszczyńskiej.
Na list otwarty odpowiedziała także Hanna Wróblewska: "Zgodnie z § 5 ust. 1 Umowy z dnia 28 września 2005 roku w sprawie prowadzenia jako wspólnej instytucji kultury - Teatru Wielkiego w Poznaniu powołanie dyrektora przedmiotowej instytucji przez organizatora instytucji, marszałka województwa wielkopolskiego, następuje w uzgodnieniu z ministrem kultury i dziedzictwa narodowego. Pismo od marszałka województwa wielkopolskiego ws. zamiaru powołania bez przeprowadzania konkursu [...] dotychczasowej dyrektor Teatru, na kolejną kadencję, tj. okres trzech sezonów artystycznych [...] wpłynęło do MKiDN dopiero w dniu 30 kwietnia 2025 roku. Ze strony ministerstwa było ono poprzedzone moją roboczą rozmową 27 lutego br. z marszałkiem województwa, dotyczącą rekomendacji wskazujących na konieczność zorganizowania konkursu. [...] Ogłoszenie konkursu na dyrektora jest demokratycznym rozwiązaniem, w którym obecnie urzędujący dyrektor ma prawo udziału. Jego kandydatura oraz koncepcja dalszej działalności i rozwoju instytucji zostanie oceniona przez komisję konkursową".
Chcąc nie chcąc, marszałek województwa konkurs ogłosił. Termin nadsyłania zgłoszeń upływa 2 lipca, więc czasu zostało niewiele. Biorąc pod uwagę, że komisja rozpatrzy je w ciągu 60 dni, ewentualny nowy dyrektor zostanie wyłoniony niemal w momencie zakończenia kadencji obecnej szefowej teatru. --MAK, MC
Kara za manifestowanie
i.pl, "Gazeta Wyborcza", Polskie Radio
O tym wydarzeniu było w Polsce bardzo głośno. Chodzi o protest, do którego doszło 3 marca na koncercie symfonicznym w Filharmonii Narodowej, zorganizowanym z okazji 80 urodzin i 60-lecia pracy artystycznej Antoniego Wita. Wówczas dwie aktywistki z grupy Ostatnie Pokolenie weszły na estradę, rozwinęły transparent i zakłóciły wykonanie Mszy C-dur "Koronacyjnej" KV 317 Wolfganga Amadeusa Mozarta, wygłaszając między innymi proekologiczne hasła. Wit nie przerwał prowadzenia Credo, ale zwrócił się w stronę protestujących i wyrwał im transparent. Aktywistki zostały oskarżone o zakłócenie porządku publicznego (art. 51 kodeksu wykroczeń). Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia 20 grudnia 2024 uznał ich zachowanie za "naganne w świetle ocen społecznych i przyjętych norm". Obrońca Jarosław Jagura złożył apelację, argumentując, że "wolność słowa ma charakter decydujący i kluczowy dla społeczeństwa obywatelskiego" oraz że obwinione korzystały z prawa do pokojowego protestu, a ich zachowanie nie było społecznie szkodliwe. Adwokat wnosił o uniewinnienie. Jednak sąd podtrzymał wyrok. Sędzia Małgorzata Rutkiewicz-Rząsa uznała, że argumenty podniesione w apelacji nie były zasadne. Zaznaczyła ponadto, że choć oskarżone działały z pobudek zasługujących na aprobatę, to cel nie może usprawiedliwiać wszystkich środków działania. Wyrok nakłada na aktywistki karę miesiąca ograniczenia wolności, polegającą na wykonywaniu nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin. --MAK, MC
Tryumfatorka
mcksokol.pl, TVP
Ukrainka Marjana Połtorak zwyciężyła w 21 Międzynarodowym Konkursie Sztuki Wokalnej im. Ady Sari w Nowym Sączu. Werdykt ogłosiło jury pod przewodnictwem Małgorzaty Walewskiej. Sopranistka zdobyła I nagrodę w wysokości 43 tysięcy złotych oraz nagrodę za najlepsze wykonanie utworu polskiego - interpretację arii Ha! Dzieciątko nam umiera z Halki Stanisława Moniuszki. "Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje. Dla mnie to ogromne wyróżnienie. Przez długi czas pracowałam i teraz ta nagroda jest potwierdzeniem, że [...] idę w dobrą stronę" - mówiła Połtorak, która od 9 lat mieszka w Polsce i pisze doktorat na temat pieśni solowych kompozytorów lwowskich XX wieku. Jest uczestniczką programu Akademii Operowej przy Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie, gdzie pracuje pod opieką Olgi Pasiecznik, Izabeli Kłosińskiej, Michała Biela i Sophii Mu?oz.
W tegorocznym Konkursie wzięło udział 46 śpiewaków z 12 krajów. Relacja w poprzednim numerze # i na stronie internetowej www.ruchmuzyczny.pl. --MAK, MC
Passeggiata...
wyborcza.pl
No i się nie pokręci. 24 maja w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej przestała działać scena obrotowa. W efekcie odwołano przedstawienie Toski w reżyserii Barbary Wysockiej. "Wyposażenie techniczne Teatru Wielkiego - Opery Narodowej jest przestarzałe [...] i wymaga natychmiastowej wymiany ze względu na bezpieczeństwo - pisze Anna S. Dębowska w wyborcza.pl i przypomina: - Zagrożeniem są m.in. mosty świetlne, gdzie znajdują się dziesiątki reflektorów, lub sto sztankietów, na których podwiesza się dekoracje, a każdy z nich może unieść do 600 kilogramów - wiszą na wysokości co najmniej kilkunastu metrów". "Któregoś dnia to wszystko się zatnie albo spadnie" - stwierdził w rozmowie z dziennikarką Mariusz Treliński, szef artystyczny TW-ON. --MAK
"La Repubblica", rainews.it
Tego się można było spodziewać. Gdy pada nazwa La Scala, od razu pojawiają się emocje. Po tym, jak nowym dyrektorem muzycznym słynnej opery mianowano Myunga-Whun Chunga, Daniele Gatti odwołał swoje zakontraktowane występy w Mediolanie. Prasa spekuluje, że Włoch, mający nadzieję na to stanowisko po Riccardzie Chaillym, poczuł się urażony. "La Repubblica" sugeruje, że na nominację mocno wpłynął dyrektor naczelny Fortunato Ortombina, który rzekomo Gattiego sympatią nie darzy, a w wyborze Chunga widzi szansę na otwarcie La Scali na rynek azjatycki, gdzie dyrygent cieszy się dużą popularnością. I tak źle, i tak niedobrze. --MAK, MC
deadline.com, "Diapason"
Nadal wzrusza. Po głośnym dokumencie Rona Howarda z 2019 roku przyszedł czas na film fabularny o Lucianie Pavarottim. Wyreżyseruje go Włoszka, Ivana Massetti, a nosić będzie tytuł Vox Divina. Obraz, według informacji serwisu Deadline, ma pokazać życie sławnego tenora od jego dzieciństwa w Modenie do osiągnięcia statusu gwiazdy Metropolitan Opera w Nowym Jorku. "Ten projekt zrodził się z podziwu i szacunku, jakim darzę Pavarottiego. Jego głos chwyta mnie za serce i porusza" - przyznała Ivana Massetti. --MC
pap.pl
Nasz człowiek w Czechach. Dyrektor artystyczny Baletu Teatru Narodowego w Pradze, Filip Barankiewicz, otrzymał nagrodę Perły Tańca, przyznawaną przez Polską Fundację na rzecz Sztuki Tańca. Organizację założyła i kieruje nią była primabalerina warszawskiego Teatru Wielkiego, Bożena Kociołkowska. "[...] Nigdy nie oczekiwałem, że będę miał jakąkolwiek nagrodę, oprócz tego, że jako dziecko w Polsce dostałem wyróżnienie Wacława Niżyńskiego - powiedział Barankiewicz w rozmowie z PAP. - Moim mottem jest, że robię to dla innych. Oczywiście to jest pasja i sztuka, którą kocham. Bez tego byłoby to niemożliwe". Tancerz kieruje praskim baletem od ośmiu lat, a jego kontrakt wygasa w 2028 roku. --MAK