Ruch Muzyczny 11/2023 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

5.90 zł
4.90 zł (5,02 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#11 2023 rok LXVII

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyKrzysztof Stefański

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Zastępca redaktora naczelnego, festiwale

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.pl

Aktualności, koncertyPiotr Mikapiotr_mika@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.pl

Swoboda ruchu, muzyka współczesna

Dominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Wydawnictwa

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Redaktor senior

Józef Kański

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny,

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Wojciech Szybisty, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00

Adres

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

Ruch Muzyczny

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce ilustracja Rafała Kwiczora

ZA DUŻY NA BAJKI

Krzysztof Stefański

Fot. Rafał Masłow

Ostry smyczkowy opadający unison, a potem delikatne szemranie kwintetu i unosząca się nad nim kantylena oboju i klarnetu. Dla większości osób z mojego pokolenia w pierwszej kolejności był to motyw Gargamela, a dopiero potem - temat sułtana z Szeherezady Nikołaja Rimskiego-Korsakowa umiejętnie sklejony z początkiem Symfonii h-moll D 759 Franza Schuberta. Dla mnie droga była odwrotna. Od ósmego roku życia wychowywałem się bez telewizora, więc bajki tak mocno nie wryły mi się w pamięć. Gdy inni rozmawiali o Smurfach, kurtuazyjnie kiwałem głową. Na długie lata ominęła mnie też Disneyowska Fantazja z Leopoldem Stokowskim, która pokoleniom otwierała drzwi do muzyki klasycznej. Miałem za to ulubioną kasetę VHS z filmami królika Bugsa. Znalazł się na niej odcinek The Rabbit of Seville, którego akcja rozgrywa się na operowej scenie przy dźwiękach Rossiniowskiej uwertury. Po latach humor zdecydowanie źle się zestarzał, kolejne sekwencje nie mają żadnego sensu, ale wciąż budzi podziw to, jak animatorzy podłożyli gagi pod przebieg klasycznego utworu.

Z lektury tekstów tego numeru, poświęconego muzyce w animacji, dowiedziałem się, że technika synchronizowania obrazu i dźwięku nazywa się mickey-mousing i sięga filmu Walta Disneya Parowiec Willie z 1928 roku. Legendarne studio obchodzi właśnie stulecie powstania i - jak się okazuje - miało niebagatelny wpływ na rozwój dźwięku w animacji. A może i muzyki w ogóle, bo John Zorn otwarcie wymieniał absurdalne, podążające za kreskówką, partytury Carla Stallinga czy Scotta Bradleya jako jedno ze źródeł inspiracji. A gdy niedawno na Festiwalu Prawykonań Jerzy Kornowicz w operze dla dzieci Album rodzinny przetworzył czołówkę Reksia, na sali czuć było ekscytację nie tylko najmłodszej części widowni. O tym, jak dokładnie powstał ten motyw autorstwa Zenona Kowalowskiego, przeczytać można w artykule Marii Wilczek-Krupy.

Animację odkryłem na nowo na zajęciach z muzyki filmowej, a eksploracjom pomagały antologie wydane przez Polskie Wydawnictwo Audiowizualne. Zachwycałem się non-camerowymi eksperymentami Juliana Antonisza i podśpiewywałem proste, tworzone przez niego melodie (opracowały je Małe Instrumenty na płycie z 2009 roku). Nieprzypadkowo największy międzynarodowy sukces polskiej animacji - Oscar w 1983 dla Tanga Zbigniewa Rybczyńskiego - osiągnął film o ściśle muzycznej strukturze, wynikającej z partytury Janusza Hajduna. Historia polskiej animacji i muzyki eksperymentalnej były bowiem ze sobą nierozerwalnie związane. Wśród twórców ścieżek dźwiękowych znajdziemy choćby Grażynę Bacewicz, Andrzeja Markowskiego, Krzysztofa Pendereckiego, Kazimierza Serockiego. Fragment tej niezwykle bogatej tradycji przedstawia w numerze Jan Topolski, opisując animatorski dorobek Kazimierza Urbańskiego. Zapisał się on też w historii polskiej muzyki współczesnej jako autor między innymi oprawy wizualnej do performansów grupy KEW czy współautor, z Andrzejem Krzanowskim, Transpainting, pokazanego na Warszawskiej Jesieni w 1977 roku.

Bez dostępu do telewizji, z czasem snobistycznie odrzuciłem mainstreamowe animacje. Z Disneyowskich klasyków zatrzymałem się na Królu Lwie i Pocahontas (Edyta Górniak w Kolorowym wietrze do dziś bardziej do mnie przemawia niż Judy Kuhn z oryginału), ominął mnie przełom związany z animacją komputerową i pierwszymi produkcjami Pixara. Bajkami zainteresowałem się na nowo, gdy znajomy do swoich koncertów muzyki filmowej zaczął włączać utwory Johna Powella z Jak wytresować smoka? Chciałem sprawdzić, o co tyle hałasu. I wsiąkłem. Dziś bez wstydu śledzę animowane nowości i chodzę na festiwal Kino Dzieci. Mam nadzieję, że niedługo zacznę zabierać na seanse swoje chrześnice, by potem rozmawiać z nimi o filmach i o muzyce. A kiedyś pokażę im Jak działa jamniczek? Juliana Antonisza.

Cytat numeru:

Przeciwny emisji filmu o chłopcach bawiących się bronią, postanowił zrealizować kreskówkę o łagodnym i zabawnym PSIAKU

--Maria Wilczek-Krupa

Każda OPERA to dzieło OTWARTE, które ciągle udoskonalamy

z ROMANEM HRYHORIWEM I ILLIĄ RAZUMEJKĄ rozmawia

Wałentyna Samczenko

tłum. Joanna Majewska-Grabowska

Fot. Nastya Telikova

W ałentyna Samczenko: Wasza opera Chornobyldorf została uznana za jedną z najlepszych w konkursie "Music Theater Now". Prezentowaliście ją przez dwa dni na początku maja w Liverpoolu. Czemu w opisie pokaz został oznaczony jako "archeologiczny"?

Roman Hryhoriw: Początkiem pracy nad operą były ekspedycje. Pierwsza odbyła się w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia. Jednak ta opera nie opowiada o znanej całemu światu katastrofie w elektrowni jądrowej w 1986 roku. Zamysł wyszedł od Illii, który jeszcze przed pandemią trafił do Zwentendorfu w Austrii - znajduje się tam nieuruchomiona elektrownia atomowa.

Illia Razumejko: W szóstym roku mojej nauki w Wiedniu spotkałem się z opiekunem elektrowni Stefanem Zachem, który mieszkał tam przez 30 lat. Zobaczyłem idylliczną austriacką prowincję: ptaszki, rozstawione panele słoneczne... Pomyśleliśmy, że Zwentendorf jest antytezą Czarnobyla. To był punkt wyjścia do naszej opery.

W jaki sposób tworzycie muzykę razem? Często w waszych projektach pojawiają się niezwykłe instrumenty muzyczne.

RH: Na początku szukamy potrzebnych dźwięków. Żeby je znaleźć, trzeba spróbować zagrać na różne sposoby na instrumentach muzycznych i niemuzycznych. Mamy na przykład algorytmiczne pianino Rhea-player austriackiego wynalazcy Winfrieda Ritcha, które gra bez wykonawcy. Ten unikatowy instrument został zaprezentowany na Biennale w Wenecji. Trafił do nas dzięki Austriackiemu Forum Kultury i Ministerstwu Kultury Austrii. W operze Chornobyldorf biorą też udział mikrotonowe bandura i cymbały, cytra alpejska, gusli, kantele, morin chuur (mongolska ludowa wiolonczela dwustrunowa), akordeon, bajan, a także "postapokaliptyczny" zestaw perkusyjny, który stworzył zajmujący się instalacjami artysta Jewhen Bal.

W pokazie pojawiły się podobizna Lenina i wideo z Breżniewem. Jednocześnie rozbrzmiewa śpiew z czasów dawnej Rusi. Czy to wszystko jest zrozumiałe dla zagranicznych widzów?

IR: To uniwersalny przekaz, Lenina można postrzegać jako figurę abstrakcyjnego lidera. Folklor też jest uniwersalny. Ludzie wyczuwają, że to dawna, autentyczna pieśń. Możliwe, że Breżniewa nie wszyscy znają, ale obraz oddaje atmosferę radzieckich czasów.

Pracujecie z formą otwartą. Czym różniły się pokazy Chornobyldorf w Kijowie: premierowe w październiku 2020 i dopiero drugie od tamtego czasu - w kwietniu tego roku?

RH: Każda nasza opera to dzieło otwarte, które ciągle udoskonalamy. Po premierowym pokazie Chornobyldorf na Mysteckim Arsenale zrobiliśmy redakcję. Pojawili się nowi wykonawcy, dodane zostały kolejne instrumenty. Teraz w przedstawieniu grają znany wiolonczelista i kompozytor Zołtan Ałmaszi oraz multiinstrumentalista i performer Ihor Bojczuk. Nie było ich w pierwszej wersji. W Kijowie, w Operze Narodowej Ukrainy, pokazaliśmy dziewiąte przedstawienie. To zupełnie inne miejsce pod względem stylu i rozwiązań architektonicznych niż Mystecki Arsenał. Długo się zastanawialiśmy, jak zaadaptować ten utwór na potrzeby klasycznego teatru. Zdecydowaliśmy się maksymalnie wykorzystać przestrzeń, rozszerzyć akcję na cały parter, więc fabuła częściowo rozgrywała się na widowni.

IR: Na początku inwazji Rosji na Ukrainę nieco zmieniliśmy scenografię. Pierwotnie w końcowych scenach wisiała wielka płaskorzeźba głowy Lenina. Przewróciliśmy ją do góry nogami i oblaliśmy krwią. W ten sposób dokonaliśmy symbolicznej egzekucji uogólnionego dyktatora.

Miejscem pięciogodzinnej opery Genesis stało się 13 sal Narodowego Muzeum imienia Chanenków w Kijowie, w których zdemontowano ekspozycje ze względu na niebezpieczeństwo bombardowania. W jakich nastrojach tworzyliście tę pracę?

RH: Latem zeszłego roku poszliśmy do pustego muzeum. Na gołych ścianach zostały tylko nazwy obrazów. Ostatni raz placówka wyglądała tak w czasie II wojny światowej. Ta postapokaliptyczna przestrzeń, wypełniona niewidzialną treścią, zdziwiła nas i zainspirowała. Na początku planowaliśmy stworzyć półgodzinny performans. A potem narodziła się idea pokazania nieskończoności procesów istnienia. Znieśliśmy wszelką granicę między widzami i wykonawcami. Każdy, kto trafił na tę operę, oglądał własną historię i mógł swobodnie błąkać się po tych salach przez pięć godzin. U podstawy libretta leżą Księga Rodzaju i jej wariacje w różnych kulturach. Budynek Chanenków jakby sam wybrał nas do stworzenia Genesis. Znajduje się obok naszego Laboratorium Współczesnej Opery, któremu pomieszczenia wynajmuje Narodowy Związek Kompozytorów Ukrainy.

A jaka jest istota Opery Lingua?

RH: To podróż po niekończącej się Bibliotece Babel Borgesa. Przez performatywność języka, powtórzenia i teatralne przetworzenie jego symboli i znaków staramy się zbliżyć do zrozumienia lingua franca futura - języka przyszłości. Libretto łączy fragmenty tradycyjnych tekstów egipskich, żydowskich, ukraińskich i łacińskich, urywki ze współczesnej literatury (Borges, Hesse, Huizinga), muzyczne i wizualne symbole Nowego Czasu.

Kiedy Rosja 16 marca 2022 zrzuciła bombę lotniczą na teatr w Mariupolu, który służył za schron dla mieszkańców, wykonywaliście w Iwano-Frankiwsku swój kilkugodzinny utwór Mariupol. Jak to się stało?

RH: Po początku inwazji ewakuowaliśmy się do Iwano-Frankiwska, mojego rodzinnego miasta. Ogółem nasza ekipa rozjechała się co najmniej do sześciu miast w trzech krajach. Dosłownie w kilka dni po ataku narodził się utwór Mariupol na bandurę i cymbały. Zajęliśmy się tematem Mariupola, bo od końca jesieni 2021 roku stale mówiono o eskalacji rosyjskich działań i nowych zagrożeniach dla Ukrainy. Po pierwszym wykonaniu utwór dwukrotnie ewoluował.

W jaki sposób się zmieniał?

RH: W ciągu kilku miesięcy po premierze online dołączyliśmy inne instrumenty muzyczne i głosy - w ten sposób powstała Kołysanka dla Mariupola. Utwór stał się krótszy. Graliśmy go w Wiedniu, Berlinie, Helsinkach. Wokalistka i aktorka Mariczka Sztrybułowa, z którą pracujemy od 2020 roku, miała wielki zbiór kołysanek i wybrała kilka. Później pojawiły się Mariupolskie mozaiki, które w Wiedeńskim Konserwatorium wykonywała formacja Andother Stage.

Po pełnowymiarowej inwazji Rosji na Ukrainę naszym krajem zaczęto się aktywnie interesować za granicą. Co powinna robić wspólnota artystyczna, żeby to zainteresowanie nie przygasło?

RH: Za granicą jest popyt na znaczące, unikatowe projekty z Ukrainy. Na nasz kraj się patrzy, ale - niestety - ze względu na wojnę. I to zobowiązuje nas, artystów, by robić wszystko, co możliwe, żeby pokazywać konkurencyjne przedstawienia i performanse, a nie pozorować działalność, jak robi to nadal część osób wewnątrz kraju, dostających finansowanie od państwa. Wszyscy musimy zasłużyć na to, że mamy możliwość nie być w okopach, kiedy tysiące obrońców Ukrainy odpierają rosyjską agresję z bronią w ręku.

KTO SIĘ WEŹMIE ZA ODBUDOWĘ?

"Dzieło uniwersalne, nowoczesne, komunikatywne" - tak Jarosław Trybuś opisywał na łamach # utwór, który powinien powstać w wyniku konkursu "Opera o Warszawie. Najlepsze miasto świata". Twórców czeka "ważne, piękne i trudne zadanie" - zastrzegał na spotkaniu z dziennikarzami Waldemar Dąbrowski, dyrektor Teatru Wielkiego - Opery Narodowej. Dziś wiemy już, kto zmierzy się z tym wyzwaniem.

Jury literackie pod przewodnictwem Piotra Gruszczyńskiego wyróżniło koncepcję dramaturga i reżysera Beniamina Bukowskiego (#1991). Doceniono syntetyczne ujęcie, w którym odbudowa Warszawy to nie zdarzenie historyczne, a proces, z konsekwencjami odczuwanymi do dzisiaj. Muzykę do nowego dzieła stworzy kompozytor Cezary Duchnowski (#1971). Jak uzasadniał wybór przewodniczący jury muzycznego Jerzy Kornowicz, twórca charakteryzuje się wybitnym warsztatem pod względem orkiestracji, wykorzystania chóru czy elektroniki. Wnosi także do utworów element emocjonalny i jakości subiektywne. Sam kompozytor przyznał, że pociąga go abstrakcyjne podejście do tematu. Zdradził też, że choć jeszcze za wcześnie na decyzje o wykorzystanych środkach i szczegółach obsady, chciałby, aby w historii odbudowy wybrzmiał też głos dzieci. Oba konkursy prowadzone były równolegle i artystów dopiero czeka nawiązanie ścisłej współpracy. Premiera zaplanowana jest na Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień we wrześniu 2025 roku. Jak zdradził Janusz Marynowski, dyrektor Sinfonii Varsovii, opera ma powstać w dwóch wersjach - scenicznej, przeznaczonej na deski Teatru Wielkiego - Opery Narodowej, oraz koncertowej, którą prezentować będzie orkiestra Sinfonia Varsovia. --KS

Wchodzimy na wyższy poziom

Polskie Radio Lublin

W Lublinie coraz więcej emocji wokół planów połączenia Filharmonii im. Henryka Wieniawskiego, Centrum Spotkania Kultur i Teatru Muzycznego. "To tylko zmiana nazwy. Uważam, że na ładniejszą" - stwierdził w wywiadzie radiowym Jarosław Stawiarski, marszałek województwa.

W wyniku połączenia instytucji powstałaby Opera i Filharmonia Lubelska, z szefową Kamilą Lendzion, dotychczas dyrektorką Teatru Muzycznego. "Fuzja - jeśli do niej dojdzie - będzie polegała tylko na zmianie nazwy. [...] Nie mamy ambicji Metropolitan Opera, La Scali czy Teatru Wielkiego w Warszawie [...]. Słowo "opera" powoduje, że wchodzimy na wyższy poziom" - stwierdził Stawiarski na antenie Polskiego Radia Lublin. "Wiem, że państwo związkowcy boją się o miejsca pracy - powiedział marszałek, odnosząc się do protestu związków zawodowych. - Nie będzie żadnych zwolnień, nie będzie żadnego naboru. [...] Skąd weźmiemy muzyków? Przecież pozostaną ci sami - oni stanowią o esencji Filharmonii, Teatru Muzycznego" - deklarował. Zaprzeczył doniesieniom, że powstanie Opery i Filharmonii Lubelskiej jest jego koncepcją: "Nie jestem melomanem operowym, wierzcie mi państwo. Nie byłem na Traviacie [tytuł obecny w aktualnym repertuarze Teatru Muzycznego w Lublinie - przyp. red.], ale uważam, że opera jest wyższą formą spotkania kultur. [...] Nie wiem nawet, kto jest twórcą Traviaty. [...] Nie demonizowałbym powstania opery, bo jest to tylko zmiana nazwy i uzupełnienie o operę, która powinna czasami w Lublinie zagościć". --PM, MAK

Listy do słuchania

nifc.pl

Aplikacja Listy Chopina to kompletna korespondencja kompozytora - listy napisane przez artystę i do niego adresowane. Od kilkunastu dni można słuchać nowych nagrań. W maju do aplikacji wprowadzono aż 31 kolejnych listów - pochodzą one z przedziału od listopada 1831 do września 1833, a więc pierwszego okresu paryskiego: od przybycia anonimowego pianisty do stolicy Francji po początki jego sławy. Obejmują rozpoczęcie pierwszych ważnych znajomości: z Auguste'em Franchomme'em, Ferencem Lisztem, Ernestem Legouvém. To także czas decyzji, u kogo Chopin powinien kontynuować swoją naukę - wybór, w którym starali się wesprzeć go tak rodzina, jak i mistrz z lat warszawskich, Józef Elsner.

"Ogrom korespondencji (prawie 700 listów) został podzielony na części tak, by użytkownik aplikacji mógł stopniowo zapoznawać się z materiałem; wraz z kolejnymi aktualizacjami, jak w trzymającej w napięciu powieści, przybywać będzie bohaterów (a wraz z nimi aktorów) i fabuła będzie się zagęszczać. Życiorys Chopina nie należy do pilnie strzeżonych tajemnic, lecz z pewnością wiele opisów zawartych w listach może okazać się odkryciem dla niezaznajomionych z jego korespondencją, a u tych, którzy jej lekturę mają już za sobą - wywołać uśmiech nostalgii" - czytamy na stronie NIFC. Listów wysłuchać można w świetnych kreacjach aktorskich: Zbigniewa Zamachowskiego, Danuty Stenki, Karoliny Gruszki, Jana Englerta, Grażyny Barszczewskiej, Jacka Rozenka, Joanny Szczepkowskiej i Bartosza Martyny. --MAK

Nowe porządki we Włoszech

"Diapason", Euronews, news.italy24.press, "Le Monde"

Włoski rząd uchwalił prawo, według którego zagraniczni szefowie instytucji kultury, którzy osiągnęli wiek 70 lat, będą musieli do 10 czerwca odejść. Przeciwnicy prawicowej władzy twierdzą, że ruch wpisuje się w zawłaszczanie tych placówek przez nacjonalistów.

Ofiarą nowego prawa padnie jako pierwszy Stéphane Lissner, dawny dyrektor Opery Paryskiej, obecnie kierujący Teatro di San Carlo w Neapolu, który w styczniu skończył 70 lat. Drugi w kolejce będzie prawdopodobnie dyrektor La Scali Dominique Meyer, który ma 68 lat. Spekuluje się również, że przepisy wiążą się ze sprawą Carla Fuortesa - szefa publicznego nadawcy radiowo-telewizyjnego RAI. Fuortes 8 maja odmówił zaakceptowania zmian w linii redakcyjnej, które uważa za "nieleżące w interesie RAI", i złożył rezygnację. Fuortes mianowany był jeszcze przez poprzedni rząd Maria Draghiego. Gorąco wokół RAI zrobiło się w zeszłym roku, gdy Bracia Włosi, partia Giorgii Meloni, złożyła do państwowego regulatora skargę na obecność na antenie, krytycznego w stosunku do prawicy, francuskiego filozofa Bernarda-Henriego Lévy'ego. "Rezygnacja Fuortesa to początek manewrów zmierzających do przejęcia całkowitej kontroli nad publicznymi nadawcami" - twierdzi Nicola Fratoianni, szef lewicowego ugrupowania Sinistra Italiana. Wtóruje mu centrolewicowa Partia Demokratyczna, która uważa, że gabinet Meloni dokonuje zamachu na wolność i autonomię największego nadawcy w kraju, będącego własnością wszystkich Włochów.

--MC, MAK

Islandia po raz piąty

pwm.com.pl, composer.pl

Agata Zubel i Michał Moc po raz kolejny zapraszają młodych kompozytorów do czerpania inspiracji z piękna Islandii w programie rezydencji artystycznych. Zgłoszenia można przesyłać do 20 czerwca.

Młodzi kompozytorzy będą mogli spędzić dwa tygodnie na Islandii, pracując nad swoimi partyturami z dala od zgiełku, w otoczeniu dzikiej przyrody. Dotychczas w rezydencji wzięli udział kolejno Kamil Kruk i Andrzej Ojczenasz, Aleksandra Kaca i Paulina Derska, Paweł Siek i Krystian Neścior oraz Estera Wityńska i Oktawia Pączkowska. Partnerem programu, obok Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, jest Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach, która proponuje rezydentom zaproszenie do współpracy z zespołem Akademii NOSPR. Formuła rezydencji zakłada między innymi pokrycie kosztów przelotu i dojazdu oraz zakwaterowanie. Warunkiem zgłoszenia jest przesłanie listu motywacyjnego i reprezentatywnej partytury do 20 czerwca na adres rezydencje@composer.pl. Wybrani kompozytorzy będą mogli korzystać z dobrodziejstw Islandii między 8 a 23 października. --MAK

PASSEGGIATA...

zkp.org.pl

Związek Kompozytorów Polskich przyznał doroczne nagrody. Trafiły do kompozytora Marka Chołoniewskiego i muzykologa Jerzego Stankiewicza. Uroczystość wręczenia odbędzie się na 66 festiwalu Warszawska Jesień. Marka Chołoniewskiego nagrodzono za "wyrazistą twórczość kompozytorską z nutą szaleństwa oraz wytrwałą działalność promującą polską muzykę elektroakustyczną w kraju i na świecie". Z kolei Jerzego Stankiewicza - "za prace badawcze nad życiem i twórczością Oliviera Messiaena, za przywrócenie do życia twórczości Konstantego i Konstantego Kazimierza Regameyów oraz za wytrwałe działania na rzecz umacniania muzycznych relacji polsko-ukraińskich". --MC

France Musique, Operawire, Forum Opera

Natalie, adieu! Słynna francuska sopranistka Natalie Dessay w 2013 roku zrezygnowała z występowania na operowych scenach, ale nie z recitali i nagrań. Ostatnio poinformowała, że w 2025 roku, gdy osiągnie wiek 60 lat, skończy też z tą działalnością. Z okazji urodzin Dessay planuje zorganizować z pianistą Philippem Cassardem pożegnalną trasę. "To ciężka praca, by utrzymać formę wokalną i fizyczną w śpiewie klasycznym - przyznała. - Poza tym chciałabym odkrywać świat musicali i inny sposób śpiewania. Temu chcę się poświęcić". --MC, MAK

DPA, Alethea Magazine

Podobno nie można go już uratować. Budynek Deutsche Oper am Rhein w Düsseldorfie ma zostać zburzony, a na jego miejscu powstanie nowy. Taki pomysł przedstawił burmistrz miasta Stephan Keller. Plan będzie przedłożony na radzie miejskiej 15 czerwca. Obecny gmach wzniesiono w 1875 roku i gruntownie przebudowano w latach pięćdziesiątych. Pracuje tam około 600 osób, a teatr wystawia 180 przedstawień rocznie. Jak pisze "Musik Heute", inżynierowie zidentyfikowali w budynku liczne wady konstrukcyjne, techniczne i funkcjonalne, ponieważ nie został on zaprojektowany do regularnej działalności operowej. Od października 2017 roku na remonty i naprawy przeznaczono ponad 10 milionów euro. Zamiast dalej modernizować, miasto chce wybudować nową siedzibę. --MC

Informacja własna

Przyroda i wirusy mu niestraszne. Na inauguracji Koncertów Chopinowskich w warszawskich Łazienkach francuski pianista Philippe Giusiano walczył nie tylko z przeziębieniem, lecz także z... osą. Owadzia melomanka postanowiła zaatakować muzyka i w trakcie występu użądliła go w palec. Trudno powiedzieć, dlaczego spośród kilku tysięcy słuchaczy zgromadzonych pod pomnikiem Chopina błonoskrzydła złośnica upatrzyła sobie akurat pianistę. Tak czy inaczej, dzielny, zakatarzony Giusiano nie dość, że dokończył recital, to jeszcze zabisował. Publiczność była zachwycona, a osa zbiegła z miejsca wypadku, by szukać kolejnej ofiary. --MAK