Rozdział pierwszy
Rozniecenie
- Wróciłam! - ogłasza Felifera, wchodząc z powrotem do dużego pokoju, teraz całkiem ubrana i umyta. - I zgadnij, co znalazłam w skrzynce.
Semnet patrzy na papier, który ląduje na stole. Natychmiast otwiera szerzej oczy. Instynkt mówi jej, żeby wstać.
- Niemożliwe. - Zachłannie bierze broszurę w ręce.
- Wygląda na to, że twoje sny są prorocze - mówi półżartem Felifera.
- Zaprawdę dziwne... Wygląda dokładnie jak ta ze snu. Jeśli kiedykolwiek zobaczę wygrane numery na loterii w jednym z moich snów, od razu ci powiem. - Semnet się uśmiecha, kontynuując żart. - Ale to musi być po prostu jakiś zbieg okoliczności - dodaje pod nosem.
- Więc, idziemy? - pyta Felifera.
- Gdzie mamy iść...? - Semnet z tego wszystkiego zapomniała przeczytać broszurę, na której złotymi literami jest wypisane zaproszenie na maskaradę... Widnieją tam ich imiona, dzisiejsza data, współrzędne astronomiczne... i to tyle. - Nie wydaje ci się to trochę podejrzane?
- Tak... To znaczy może. Nie wiem. Co ty o tym myślisz?
- Hm. - Semnet patrzy na Felę. - Zaprosili nas osobiście. Czy to nie intrygujące? Myślę, że powinnyśmy pójść, jeśli nie żeby naprawdę się pobawić, to chociaż z ciekawości. Dla wiedzy.
- Być może nie jest to zbyt ostrożne z naszej strony, ale przygoda raz na jakiś czas nie powinna nam zaszkodzić. - Mina Felifery od razu się rozjaśnia. - Hm, dobrze. Załatwię nam zwolnienie na dzisiaj.
***
Miejsce, w którym odbywa się szemrana maskarada, wygląda zaskakująco... solidnie. Można by powiedzieć, że prestiżowo. Może nawet za bardzo. Biało-złota estetyka kontrastuje z kreacją Semnet - czerwono-czarną suknią z czarną peleryną Semnet. Maska, którą musiała sama przynieść, ale na szczęście miała w domu, także wpasowuje się w obraz - jest czarna z czerwonymi końcówkami. Jej ubiór, na co zwraca teraz większą uwagę, nie różni się bardzo od stroju Felifery, który jest jednak bardziej praktyczny i w pewnym sensie prostszy, lecz nadal niezwykle magiczny i piękny. Fela wygląda na skupioną, obserwując gości na gali.
Recepcjonistka bierze zaproszenia, które podaje jej Semnet. Kobieta także ma na sobie maskę. Wygląda na człowieka, nie robota.
- Semnet Mellen, numer osobisty 71342102; Felifera Cygnus, 86420604?
- Owszem - odpowiada ta druga.
Czy przyszły jako ostatnie ze wszystkich, czy naprawdę znają ich tu wystarczająco, by ich rozpoznać?
- Witam. - Recepcjonistka zaprasza ich na salę gestem ręki.
- Rozdzielmy się, ale trzymajmy blisko na wszelki wypadek, jeśli coś by się stało - mówi Felifera, kiedy wchodzą w nieskazitelny chaos imprezy. - Jak coś znajdziemy, kontaktujemy się.
Semnet przytakuje niechętnie i przytula swoją dziewczynę.
- Powodzenia. Kocham cię. - Nie bardzo chce jej się iść samej pomiędzy tych wszystkich ludzi.
- Też cię kocham. Pa, pa. - Felifera kieruje się w przeciwną stronę.
Semnet nie potrafi zrozumieć wzoru łączącego gości, który by tłumaczył, dlaczego zostali zaproszeni oni, a nie inni. Spogląda do tyłu, na Feliferę. Chyba spotkała koleżankę z pracy i z nią rozmawia. Ta informacja nie prowadzi do żadnych wniosków, ale i tak jest to coś, co warto mieć na uwadze, idąc dalej.
Chodzi po sali, aż dociera do miejsca, które wydaje jej się punktem centralnym. Dookoła są poustawiane ławki, na których siedzą jacyś ludzie, a spojrzawszy w dół, widzi, że pośrodku widnieje kołowy wzór uniesiony lekko nad podłogą. Na pewno ma się tu wydarzyć coś ważnego. Może wróci tu później i zobaczy, o co chodzi.
Nagle ludzie zaczynają klaskać, przyciągając uwagę innych, stojących za nimi, którzy odwracają się i robią to samo. Czy zaczął się pokaz? Nie widzi żadnych zmian w oświetleniu ani nikogo wchodzącego na scenę. O-o, w co ona się wpakowała?
Semnet wydaje z siebie coś na kształt kaszlu i śmiechu.
- Naprawdę nie wiem, co mam robić, bardzo przepraszam... - przyznaje się widowni.
Mężczyzna siedzący na ławce daje jej mikrofon do ręki. Jest człowiekiem średniej budowy, ma na sobie złoty garnitur oraz niebieską maskę na oczach i wydaje się mieć trzydzieści parę lat.
- Dziękuję - szepcze do niego Semnet i kontynuuje w mikrofon: - Więc... Mam zaśpiewać? Chyba mogę zaśpiewać...
- Po prostu niech powie pani coś, czym chce się z nami podzielić! Anegdotę, żart, przesłanie... - naprowadza ją ten sam mężczyzna. - Forum jest do pani dyspozycji.
- Dobrze. - Kaszle. - Chciałabym powiedzieć, że... nawet jeśli nie wiem do końca, o co chodzi w tej imprezie... - Brak reakcji od widowni. Albo nie wiedzą, kim jest, albo wiedzą, ale ona ma być tego nieświadoma. - To zaszczyt być tu i mam nadzieję spotkać tu dużo... miłych ludzi. Wyszło na to, że zebrałam w sobie sporo odwagi, więc jeszcze dodam, byście... dzielili się miłością. Znajdźcie spełnienie i pomagajcie innym je znaleźć. - Semnet kłania się i kiedy oklaski ponownie wybuchają, oddaje mikrofon mężczyźnie, który odkłada go na stolik.
- Świetna przemowa - mówi, podchodząc do niej i odprowadzając ją na stronę.
- Dziękuję. Dziękuję za wskazówkę, co mam robić.
- Nie ma problemu. Tak jak pani powiedziała, dobrze jest pomagać ludziom. - Otacza ręką ramiona Semnet. - Powie mi pani, jakie imię nosi dama, która tak pięknie się wysławia?
- To naprawdę nie była tak dobra przemowa... lecz dziękuję, ponownie. Jeśli chodzi o moje imię, nie wydaje mi się, żebym mogła je ujawnić. Te maski mają jakiś cel, czyż nie?
- Cóż, tak, racja, wybaczy pani. Pewno jestem zmęczony... - Sięga dłonią pod maskę i wyciera oko. - W takim razie jak mam panią nazywać?
Semnet wzrusza ramionami.
- Myślę, że jakkolwiek pan chce.
Kusi ją ucieczka od tego dziwaka, ale ma przeczucie, że on coś wie i może wytrzymywanie jego głupstw wyjawi jakieś informacje na temat maskarady.
On w tym czasie zastanawia się ostentacyjnie.
- Przypomina mi pani czarnego ptaka... Wrona. Tak, Wrona. To do pani pasuje. Od teraz jest pani Wroną.
Z jego ust wydobywa się chichot. Kiwa głową.
- W porządku. Ja będę Wroną. A pan... - patrzy na jego niebieską maskę - ...będzie Sójką.
Pan Sójka uśmiecha się i wyciąga rękę.
- To zaszczyt panią poznać, Wrono.
Semnet-Wrona ściska jego dłoń i potakuje na potwierdzenie.
- Proszę, niech powie pani coś o sobie.
- Staram się znaleźć dla siebie miejsce w tym wielkim i niestety wielce nieprzyjemnym świecie. Mam dziewczynę. To daje mi jakąś stabilność i nadzieję na przyszłość.
- Mhm. - Sójka wydaje się zbity z tropu, bowiem kierunek, w którym poszła konwersacja, nie wydaje się po jego myśli. - Powiedziała pani, że nie może znaleźć miejsca w świecie. Czy mogłaby pani rozwinąć tę myśl?
- Cóż, ja... - Wykonuje nieokreślony gest ręką, którą nie trzyma właśnie maski, jakby chciała wybadać powietrze w poszukiwaniu dalszych słów. - Myślę, że nie robię wystarczająco w życiu, rozumie pan? Napisałam parę piosenek, ale nie są zbyt dobre. Poza tym w dzisiejszych czasach, nawet jeśli miliony by ich słuchały, to nie jest już realistyczny sposób na zarobek. Muszę pracować od rana do nocy w pracy, której wcale nie lubię, żebym mogła żyć. Chciałabym być pomocą dla świata. Ale szczerze, moja dziewczyna robi to za nas obie. A pan?
- Ja znalazłem swoje miejsce.
Semnet zaprasza go gestem dłoni do rozwinięcia myśli.
- Nie mogę nic powiedzieć... na razie.
Kobieta mruży oczy.
- Mhm. Nawet pan nie powie, gdzie pracuje?
Mężczyzna kręci głową.
To bardzo dziwne. On na pewno coś wie.
- Cóż, w porządku. Wie pan, o co chodzi z tą maskaradą? Dlaczego dostaliśmy zaproszenie? - Jeśli nie będzie chciał powiedzieć nawet tego, zostawi go.
- Wiem. By się bawić - odpowiada monotonnie.
- Och tak, na pewno. To wszystko, co pan wie? - drąży.
- Nie.
- Więc czemu mi pan nie powie?
- Sama się pani dowie prędzej czy później.
Co to, do cholery, ma znaczyć? Widząc jej zdziwioną minę, pokazuje gestem, że zamyka buzię na klucz.
Semnet kiwa głową i odchodzi. Patrzy na tłum, by znaleźć Feliferę, szczęśliwie ta właśnie do niej idzie.
- Jakieś postępy? - pyta Fela.
- Nie bardzo... Jest taki pan... - Wskazuje na Sójkę. - On coś wie, ale nie chce nic powiedzieć. Poza tym musiałam wygłosić przemowę.
Fela się uśmiecha.
- Widziałam cię. Dobrze sobie poradziłaś. Jestem z ciebie dumna!
Semnet się rumieni.
- Dziękuję. A ty coś odkryłaś?
- Jeszcze nie. Spotkałam Cono z departamentu dystrybucji, ale to tyle. Ona też nie wie, co się dzieje. Szukajmy dalej.
Rozdzielają się i Semnet jest znowu sama.
Co ma w ogóle tu robić? To widocznie jakieś oszustwo, coś się nie zgadza. Będzie musiała poszukać organizatora, jeśli w ogóle tu jest.
Podchodzi do okna i patrzy na teren na zewnątrz. Nic ciekawego. Statek kosmiczny, na którym odbywa się maskarada, jest zaparkowany na pustej, pyłowej asteroidzie w otwartej przestrzeni. Mogli wybrać każde inne miejsce, wybrali to.
Ręka zaczyna ją boleć od trzymania maski przez tak długi czas. Kiedy na chwilę zdejmuje ją z twarzy, słyszy z tyłu kroki.
- Hej! Skąd smutek? Maska z powrotem na oczy.
Semnet odwraca się do źródła dźwięku - widzi kobietę w średnim wieku. Podnosi z powrotem rękę i pyta wprost:
- Wie pani, o co chodzi w tym wszystkim? Dlaczego zaproszono akurat nas?
Kobieta wygląda na zadowoloną z pytania, być może ubawioną. Prawdopodobnie Semnet znalazła kolejną osobę, która ma wiedzę.
- Ciekawska pani jest, co? Mellen, tak?
- Skąd pani wie? Jest pani organizatorką?
Kobieta kładzie dłoń na plecach młodszej i prowadzi ją gdzieś.
- Cóż, nie wiedziałabym, jeśli nie zdjęłaby pani maski... Ale tak! To ja was wszystkich zaprosiłam.
- Skąd znała pani nasze imiona? Dlaczego my?
- Och, jestem pani wielką fanką, kochaniutka. To pani stworzyła arcydzieło pod tytułem Jaskiniowy szczur...
Znajdują się w jakimś pokoju za kulisami, z dala od gali.
- Nie nazwałabym go arcydziełem, ale dziękuję. - Nie wiedziała, że jest sławna. Nie wiedziała, że ktokolwiek jej słuchał.
- Och, nie bądź taka skromna! Jest świetny.
- Dziękuję ponownie. Czy to dlatego mnie tu pani zaprosiła? Bo podoba się pani to, co tworzę? Co z innymi? Cono, z tego co mi wiadomo, nie jest artystką.
Kobieta się śmieje.
- Dowie się pani w swoim czasie. Zaiste w swoim czasie... Jak pani powiedziała w jednym z arcydzieł: "Zabierz od diamentowej hordy, zniszczysz hordę, rozdzielisz diament między mrówki".
Semnet się uśmiecha. Naprawdę zna jej piosenki. Jednak w jaki sposób ten wers nawiązuje do zaproszonych osób?
- Jak interpretuje pani ten wers?
Organizatorka patrzy w okno i odpowiada z uśmiechem wydającym się nosić w sobie nienawiść, satysfakcję i może poczucie winy:
- Powinniśmy wzmacniać się, spożytkowując owoce pracy tych, którzy nie są wystarczająco silni, by sami ich używali.
Jak w ogóle doszła do tego wniosku? Semnet marszczy brwi.
- To oczywiście nie jest to, co miałam na myśli, i wcale nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Uważam wręcz odwrotnie. Ci, jak ich pani nazwała, którzy nie są wystarczająco silni, nie mają wystarczająco zasobów, by się wzmocnić, powinni brać od tych, którzy są zbyt silni, którzy chcą podbijać i zdobywać. To wszystko po to, żeby mogli wspólnie żyć w dobrobycie i kolektywnej sile. O co w ogóle chodzi w tej maskar...
Wtedy słyszy głośne dzwony przerywające jej wypowiedź i sprawiające, że uśmiech organizatorki się poszerza. Czy jest szczery? Nikt nie wie. Semnet nie wie też, która opcja byłaby bardziej nieprzyjemna.
- Wygląda na to, że twój czas się zbliża - mówi kobieta i zaprasza ją do wyjścia z pokoju, kompletnie ignorując odpowiedź Semnet.
***
- A teraz to! - wykrzykuje osoba na górze sceny, trzymając w ręku czarny, jajowaty obiekt, który wydaje się świecić od środka. - W tej formie może produkować tyle energii co żarówka, co może nie być niesamowite, ale kiedy wezmą państwo pod uwagę wzrost, jaki daje ta funkcja... - Ściska obiekt, przez który przechodzą neonowo zielone światełka. Po chwili wybucha i pozostawia fioletową mgiełkę. - To było sto razy tyle energii. Nazywamy je męczennikami energii. Chcą państwo zasilić swój dom? Zbudowaliście broń, ale nie wiecie, jak ją zasilić? Państwa wyobraźnia jest limitem tego, jak to cudo może być użyte. Więc ile możemy oczekiwać za zestaw pięćdziesięciu takich? Dziesięć tysięcy? Czy słyszę dziesięć tysięcy pięćset...?
Semnet wreszcie znajduje Feliferę w tłumie. Wszystkie osoby zaproszone na maskaradę zebrały się dokoła sceny - większość nie wie, o co chodzi, są strapione; niektóre są zafascynowane rzeczami pokazywanymi na aukcji, mniejsza grupa wyraźnie bogatych inwestorów poszła na całość na aukcji, proponując sumy, o których wiele systemów dalej od galaktycznego centrum kulturowego nie śniłoby o posiadaniu.
- Hej. Co się dzieje? - szepcze Semnet.
- Wygląda na aukcję. Zaprosili nas tu na oszustwo... - zaczyna Felifera, ale Semnet ją zatrzymuje.
- Rozmawiałam z organizatorką. Wygląda to na coś o wiele gorszego od zwykłego oszustwa.
Felifera patrzy na nią skonsternowana, nawet nie musi pytać.
- Mówiła o moich piosenkach. Podzieliła się swoją interpretacją jednego z wersów. Wydaje się dziwnie skora do podbojów. To, co tutaj widzimy, wydaje się potwierdzać to stwierdzenie. Popatrz na to miejsce, takie to wszystko drogie. I te rzeczy... Wyglądają tak... obco. Lecz znajomo, prawdziwie. Nie są zwykłymi pamiątkami...
- ...są artefaktami i zasobami innych kultur - kończy Fela.
- Dokładnie! - Semnet stara się nie uśmiechać zbyt szeroko, dumna z inteligencji swojej dziewczyny, ale też to nie jest czas ani miejsce na zbytnią radość.
- Pięćdziesiąt miliardów za pięćdziesiąt męczenników energii idzie do...
Zielony, gęsty gaz zatrzymuje aukcję. Niektóre osoby kaszlą i upadają. Semnet nawet nie wie, czy jedną z tych osób nie jest Felifera.
- Pieprzeni Lecyci! Zapłacicie za to! - Słyszy krzyczącą organizatorkę.
I to by była ostatnia rzecz, której Semnet jest pewna.