Milość - moja Droga krzyżowa (zapomniana)
I. Jezus na śmierć skazany.
Wyrok zapadł. Miłość musi umrzeć. Nie chcą mnie.
II. Jezus bierze krzyż na swe ramiona.
Wtłoczyli mi na plecy krzyż swojej nienawiści. Dlaczego? Bo mieli jej już za dużo. Chwast szybko się rozrasta. Nie dawali już sobie rady. Ktoś musiał wziąć od nich ten nadmiar. A kto mógł to zrobić jeśli nie Miłość? Jeśli nie ja?..
III. Pierwszy upadek Jezusa.
Dużo. Za dużo.. nawet miłość nie wytrzymałą. Musiałem upaść. Ale to też z miłości. do Ciebie. Żebyś wiedziała, że Twoje upadki to nie koniec świata. Moja droga na nim się nie skończyła. I Ty możesz się podnieść.
IV. Jezus spotyka Matkę swoją.
Matko.. jak dobrze Cię widzieć.. Serce, które zna mnie, wie ile cierpię i rozumie dlaczego.. i cierpi razem ze mną. I z Tobą też.
V. Pomoc Szymona Cyrenejczyka.
Złapali kogoś. Zmusili do pomocy. Broni się, ale żołnierzy jest dużo. Stoi już obok, idzie ze mną. Spojrzał mi w oczy.. i coś zobaczył..
Tak, kocham Cię. Mimo, że zmusili Cię, byś mi pomógł to i tak Ci dziękuję.
VI. Jezusowi ociera twarz Weronika.
Ludzka złość tak grubą warstwą przykryła twarz Miłości, że nikt Jej nie poznaje. W każdym spojrzeniu jest odraza. W każdym poza jednym. Weronika. Jej wrażliwe serce poznało. Poznało, ale też miało odwagę, by tą twarz odsłonić. Mimo żołnierzy, mimo rozwrzeszczanego tłumu. I odpowiedź dostała, bo Miłość zawsze odpowiada. Dałem jej swoją twarz na zawsze.
VII. Drugi upadek Jezusa.
Piekło nienawidzi dobroci. Upadłem. Czy więc warto być dobrym, jeśli za to mnie poniżają, wyśmiewają, rzucają kamienie pod nogi?
Tak, powiem Ci. Warto Cię kochać i ciągle mam nadzieję, że mi w końcu odpowiesz.
VIII. Jezus pociesza płaczące niewiasty.
Tak, one też mnie poznają. Matkami są, więc Miłość jest im znana. Tylko, żeby to jeszcze dobrze wykorzystały..
Pociesza mnie, kto się nade mną lituje. Lecz większą pociechą, gdy za własne grzechy żałuje.
IX. Trzeci upadek Jezusa.
Lepsze tysiąc upadków, gdy z każdego powstaniesz, niż jeden tylko, ale w którym zostaniesz.
X. Jezus z szat obnażony.
Rozebrali mnie. I co zobaczyli? Zwykłe ciało ludzkie, gdyby chcieli poznaliby w nim Miłość. Tylko Miłość jest tak bogata, że nie potrzebuje żadnych ozdóbek, jest tak cenna, że nie kupisz Jej za żadne pieniądze. I jest tak czysta, że nie znajdziesz Jej na ziemi, nie znajdując Boga. Szukaj mnie.
XI. Jezus do krzyża przybity.
Jeden gwóźdź. Drugi gwóźdź. Trzeci gwóźdź. Trzy razy "nie!"; trzy razy "precz!" Trzy razy wyrzucili mnie ze swojego życia..
XII. Jezus na krzyżu umiera.
Ostatnie moje słowa "Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego." A spojrzeniem odpowiedziałem na te trzy gwoździe: "I tak Cię kocham... I tak Cię kocham... I tak Cię kocham..."
XIII. Jezus z krzyża zdjęty.
Po każdym upadku proś moją Matkę, by pomagała Ci zdjąć mnie z krzyża, bym mógł szybko zmartwychwstać.
XIV. Jezus do grobu złożony.
Nie bój się. Grób to nie koniec. Ja wrócę. Tylko mnie kochaj. Miłość Cię prosi.
Choroby, choroby
Chyba wszystkie choroby mają jakiś zewnętrzny objaw: wysypka, twarz blada lub czerwona, oczy świecące, nos spuchnięty, ręka w gipsie, słychać kaszel i wiele innych..
Tak samo jest z największą "chorobą" dzisiejszego świata. Chorobą najgłębszą, najtrudniejszą do zniesienia, najboleśniejszą, najbardziej utrudniającą zdrowe, dobre funkcjonowanie.
Tą chorobą jest głód miłości. jest to też choroba najpowszechniejsza - bo każdy został stworzony przez Miłość i, chce czy nie, potrzebuje Jej.
Objawy są tak samo różne jak przy tych wyżej wymienionych, ale trudniejsze do wyleczenia, a przy tym trudniejsze, w większości przypadków, do przyjęcia.
Kalectwo, choroby psychiczne, niepełnosprawność, zmieniony wygląd fizyczny, depresje, anoreksja, bulimia, alkoholizm, fobie, nikotynizm, wszystkie używki, pornografia, nadużycia seksualne, problemy z własną płciowością (pary jednej płci)...
Całe mnóstwo jest tych "objawów". Niektóre mówią "tylko" o tym, że człowiek jest głodny Boga, że potrzebuje miłości. Inne służą do zagłuszania tego głodu (np. używki).
bo jak nie masz nikogo, kto mógłby Ci pomóc, a głód w sercu krzyczy....
Nie masz nikogo, bo wszyscy wokół swoją postawą mówią Ci, że jesteś do niczego, już nic Ci nie pomoże, nic z Ciebie nie będzie, już tylko "śmierć" Cię czeka...
to co możesz zrobić? Ja nie umiałabym wstać ;(
Ostatnie znów są objawem tego, że człowiek szukając źle wybiera. I nie umie zawrócić.
Albo nie wierzy, że może. Bo i po co?.. Dla kogo?..
Umartwienie ciała, a troska o swoje zdrowie
Najpierw pytam siebie "dlaczego to robię?" Czy z miłości do Boga, z pragnienia zbliżenia się do Niego, czy może z racji jakiejś idei, chęci zaszpanowania, zwykłych, ludzkich pobudek? Co mną kieruje?
Po drugie, jeśli mam pozwolenie spowiednika, przełożonej lub innej władzy, tzn. że Bóg tego dla mnie chce. Że to mi pomoże, zbliży mnie do Niego.
Jeśli umartwiam się (chodzi o bardziej konkretne umartwienia typu biczowanie, noszenie włosiennicy czy leżenie krzyżem; do umartwień małych typu siedzenie prosto, wystarczy czysta intencja) "na własną rękę" bez konsultacji z kimkolwiek mogę być nawet pod działaniem złego ducha, który w ten sposób, przez zarozumiałość, chce wpędzić mnie w pychę.
Jeśli nie jestem pewna czystości intencji, która mnie popycha do danego umartwienia po prostu pytam władzę o pozwolenie. Wtedy Bóg zadziała dając pozwolenie lub nie. I mogę spać spokojnie :) (chyba że akurat brak snu będzie umartwieniem).
Umartwiać należy się tylko i wyłącznie z miłości do Boga. Żadna inna motywacja nie daje nam przyzwolenia na tę "działalność." Dlatego, gdy się umartwiasz rób to tak, by Bóg widział, a nie ludzie. Dla Jego chwały, nie swojej.
I walcz z diabłem, bo będzie kusił.
Troska o ciało, zdrowie ma się w sposób zewnętrzny. Poprzez skromność w ubiorze, rozsądne odżywianie.
Jesteśmy świątynią Ducha Świętego. To mamy ludziom pokazać, by dać świadectwo.
Co trzeba dać ludziom, dać ludziom, co Bogu, dać Bogu.
Jak przyjdzie choroba czy inne cierpienie to z góry. I należy je przyjąć w pokorze, bo ma w nim Bóg swój cel.
Nie może kobieta odkrywać swojego ciała bez jakiegokolwiek umiaru i wykorzystywać do zaspokajania własnych, egoistycznych przyjemności.
Nasze ciała są święte i jako takie powinny być "ofiarowane" w świętym sakramencie małżeństwa współmałżonkowi lub w ślubie czystości Panu Jezusowi.
Mamy dbać o nasze ciała tyle ile jesteśmy w stanie, ile nam sumienie każe.
Jak przyjdzie umartwienie to od Boga i należy je przyjąć w duchu pokuty. Za grzechy własne lub zadośćuczynienie za grzechy świata.