Rozdział 8
W chwili, gdy chciałam zapaść się pod ziemię, rozległ się donośny męski głos:
- Pięćdziesiąt koron!
Göran syknął zestresowany w moją stronę:
- Uderzaj! No już!
Uderzyłam młotkiem, zanim dokończył zdanie, bo nagle sobie przypomniałam, że każda aukcja rozkręca się powoli. Nikt nie chce być tym pierwszym licytującym.
- Cztery filiżanki Mon Amie i wazon Trio! Ubiłeś naprawdę świetny interes!
Uśmiechnęłam się do licytującego mężczyzny.
Kjelle, Kjelle Lillan, już wyjął portfel.
Dałam Lassemu znak, żeby podniósł do góry pudło z półką String.
- Co my tu mamy? Modułowa półka String, trzypoziomowa, w idealnym stanie.
Kjelle nie zdążył nawet podnieść ręki, a trzy osoby już licytowały. Mój pierwszy kryzys w roli aukcjonerki został zażegnany.
Nikt mimo najszczerszych chęci nie mógł powiedzieć, że byłam jakoś szczególnie dowcipna, ale wszystko toczyło się gładko i bez większych wpadek.
Żarty nie wchodziły w rachubę, nie z Kattis wśród publiczności. Zabroniła mi. Przez pierwszą godzinę nie spuszczała mnie z oka. Jej spojrzenie było motywujące i zarazem krytyczne. Dopiero gdy się rozkręciłam, przestała mnie kontrolować i stanęła w kolejce po hot-doga.
Na swoją pierwszą aukcję wybrałam kwiecistą sukienkę z lat pięćdziesiątych, ponieważ była ładna i cienka. Mimo to spociłam się, stojąc na słońcu.
Kiedy publiczność odwróciła się w kierunku Lassego i Bossego oraz gustawiańskiej kanapy, którą właśnie wnieśli, Andreas spytał, czy nie chcę sobie zrobić przerwy. Podczas licytacji cały czas dolewał mi wody i chyba zauważył, że jestem zmęczona.
- Dzięki, ale jeszcze nie teraz. Za kwadrans?
- Okej. Wystarczy, że zawołasz.
- Tak zrobię.
Pomyślałam, że z przyjemnością zejdę z przyczepy i chwilę odetchnę, lecz najpierw musiałam dopilnować, by pewna rzecz, czyli miś, znalazła się w rękach odpowiedniej osoby. Sprzedawcy antyków podchodzili do pudła, w którym się znajdował, wyjmowali go i przyglądali się jego uchu.
Nie dla psa kiełbasa - pomyślałam.
Właśnie nadarzyła się dobra okazja, żeby uderzyć, w podwójnym tego słowa znaczeniu. Jeden ze sprzedawców antyków poszedł do swojego samochodu z tkaninami i zaprosił wszystkie retrodziewczyny z publiczności. Dwóch innych ustawiło się w kolejce po hot-dogi, bo myśleli, że teraz odbędzie się licytacja szlifierek kątowych i wiertarki udarowej. Wśród publiczności zostali tylko dwaj sprzedawcy i stali za mną.
Pochyliłam się i szepnęłam Bossemu, który stał najbliżej, żeby przyniósł misia.
Bosse poszedł po pluszaka. Nawiązałam kontakt wzrokowy z kobietą stojącą ze swoją córką parę metrów dalej. Miałam nadzieję, że pozostali wezmą moje mrugnięcie za zmrużenie oczu na słońcu.
Matka dziewczynki, która długo trzymała misia, po czym pocałowała go i przytuliła, zanim odłożyła go do pudła, zrozumiała, o co mi chodzi.
Bosse uniósł karton z wystającą łapką misia firmy Steiff, z "guzikiem w uchu", w doskonałym stanie, wartego kilka tysięcy koron.
- Bosse, co my tam mamy? Talerze z Ikei i ozdoby świąteczne? Jakąś zabawkę?
Bosse skinął głową. Zmartwiłam się, że się zorientuje, ile wart jest ten pluszak, ale mój pomocnik wyglądał na kompletnie niezainteresowanego. Jakby otworzył pudło z popękaną porcelaną.
- Pięćdziesiąt koron! - zawołała kobieta stojąca naprzeciwko mnie. Dziewczynka zamarła i swoimi wielkimi oczami wpatrywała się z nadzieją we mnie i mój młotek.
- Pięćdziesiąt koron po raz pierwszy, po raz drugi i po raz trzeci!
Jeden ze sprzedawców antyków stojących za mną zdążył tylko otworzyć usta, a ja już uderzyłam młotkiem. Zaczął protestować, lecz udawałam, że nie słyszę, i rozpoczęłam licytację prawie nowej szlifierki kątowej, którą uniósł Göran.
A kiedy sprzedawca w dalszym ciągu utyskiwał, pomogła mi publiczność.
- Ciszej tam, bo nic nie słychać! Miś?! Zazdrościsz dziewczynce misia?
- To nie jest zwykły miś. To...
- Ciii! Zachowuj się!
Starsza pani stojąca obok sprzedawcy antyków w końcu go uciszyła. Zrobił udręczoną minę, ale to nie był koniec doprowadzania go do porządku. Kobieta mocno uszczypnęła go w ramię. Naprawdę mocno.
Pomyślałam, że też tak będę robić na starość.
Zlicytowałam szlifierkę kątową i przekazałam pałeczkę Andreasowi. Idąc do Rutgera i reszty znajomych, usłyszałam zdziwiona, że chłopak zaczyna opowiadać dowcip. Publiczność się zaśmiała, a gdy rozpoczął licytację starej pompy wodnej, posypały się oferty.
Rutger wziął mnie w ramiona i pocałował. Może nie było to zbyt profesjonalne, lecz niewiele osób na nas patrzyło. Wszyscy skupili się Andreasie, który wywołał kolejną salwę śmiechu.
- Moja kochana bohaterka. Jesteś fantastyczna.
- Bez przesady. Zauważyłam twój smutek, gdy zlicytowałam gustawiańską kanapę za tysiąc pięćset koron, a ty jako narzeczony aukcjonerki nie mogłeś wziąć udziału w licytacji.
Kattis się zaśmiała.
- Rutger miał na myśli twój myk z misiem.
- Tak. Postąpiłaś słusznie. Wszyscy widzieli, że dziewczynka była przeszczęśliwa.
Rutger pogłaskał mnie po głowie z taką miłością, że zrobiło mi się trochę wstyd z powodu mojego chytrego planu, który przejrzała Kattis.
- Anno-Liso, zaczynasz lubić dzieci? A może po prostu masz trochę dość sprzedawców antyków cały czas przelicytowujących zwykłą publiczność, tym samym psując zabawę pozostałym.
Na twarzy Rutgera pojawił się uśmiech.
- Ten facet ze Sztokholmu, którego nie usłyszałaś, bo stał za tobą, to gwiazda naszej branży. Ale taki numer mogłaś wyciąć tylko raz. Oszukałaś dom aukcyjny na pokaźną sumę, zaniżając cenę misia Steiffen.
- Wiem. Od teraz będę się pilnować.
Po trzech hot-dogach, dwóch małych butelkach wody oraz wizycie w toalecie, gdzie poprawiłam sobie tuszem rzęsy i przeciągnęłam włosy szczotką, znowu byłam gotowa. Zanim weszłam na przyczepę, poprosiłam Kattis o poszukanie figuranta, który wylicytuje dla mnie jedno z pudeł z tkaninami. Wiedziałam, że znajduje się w nim kawałek materiału, z którego mogłabym uszyć kopertówkę pasującą do mojej sukienki z Östhammar.
Podając mi młotek, Andreas spojrzał na mnie z udawaną zrezygnowaną miną.
- Marnie? Ta, jasne - rzuciłam.
Przez krótką chwilę bałam się, że po występie młodego stand-upera publiczność uzna, że jestem nudna, lecz zupełnie niepotrzebnie. Okazało się, że moja strategia polegająca na tym, że starałam się ich edukować, zamiast bawić, sprawiła, że ludzie nabrali do mnie szacunku. Kiedy im opowiadałam o wazonie projektu Mari Simmulson, słuchali zainteresowani i szybko zaczęli licytować.
Co prawda obiecałam Kattis i Rutgerowi, że będę się pilnować, ale upierdliwy sprzedawca antyków ze Sztokholmu głośno stwierdził, że ławka patyczak jest niesamowicie zniszczona, gdy tak naprawdę wystarczyło ją pomalować i położyć na niej ładne poduchy.
Odwróciłam się w jego stronę ze słodkim uśmiechem i wycelowałam w niego młotkiem aukcyjnym.
- Pan też jest chyba trochę zniszczony?
Sprzedawca zrobił wielkie oczy, lecz publiczność się zaśmiała.
Wiedziałam, że ten żart i miś będą mnie sporo kosztować. Że jeśli go spotkam na kolejnej aukcji, na której pojawię się jako sprzedawca, to nie pozwoli mi wygrać ani jednej licytacji.
Pod koniec aukcji tak się wyluzowałam, że zdjęłam conversy i prowadziłam licytację na boso. Bosse, Lasse i Göran mieli zszokowane miny. Andreas zagwizdał na tyle głośno, że usłyszała go część publiczności. Na twarzach ludzi pojawił się uśmiech. Wywołaliśmy go oboje, zabawny nastolatek i bosa dziewczyna, czyli ja.
Jakaś kobieta, której nie znałam, wylicytowała pudło z tkaninami, ale Kattis dyskretnie skinęła głową w moim kierunku. Ta pani była jej figurantką.
O siedemnastej trzydzieści, gdy zadowoleni kupcy wynosili ostatnie pudła, zeszło ze mnie powietrze. Andreas przybił ze mną piątkę.
- Dobra robota, Anno-Liso! Ojciec będzie megazadowolony.
- Tak sądzisz?
- Zdecydowanie. Sprzedałaś traktory!
Odmówiłam przyjęcia haniebnej oferty opiewającej na dwa tysiące koron od faceta, o którym wiedziałam, że prowadzi szemrane interesy na Blocket. Kiedy nikt inny nie przystąpił do licytacji, odłożyłam młotek aukcyjny, zeskoczyłam z przyczepy, na boso przeszłam przez morze ludzi, usiadłam za kierownicą gr?llego i odpaliłam go.
Traktor zawarkotał i z pionowej rury wydechowej na masce buchnęły spaliny. Poczułam twarde pedały pod bosymi stopami, lecz zagryzłam zęby i ruszyłam w kierunku przyczepy, na której przed chwilą stałam. Ludzie rozstępowali się zaskoczeni. Zatrzymałam się zaledwie kilka metrów od niej.
To był taki traktor jak ten, który dostałam na urodziny od Rutgera. Jechałam nim zaledwie kilka razy i mój pokaz na aukcji był prawdziwą ruletką. Gdybym go nie uruchomiła, poniosłabym sromotną porażkę. Ale odniosłam sukces.
Andreas pokazał mi SMS od Börjego:
"22 tysiące? Jak ona to zrobiła?"
Lasse, Bosse i Göran mieli zszokowane miny, gdy zdjęłam buty, a potem, gdy wsiadłam na traktor, ale teraz Bosse poklepał mnie po ramieniu.
- Cholernie dobra robota! Cholernie dobra!
Pozostali dwaj kiwnęli głowami.
- Dzięki! Ale bez was to by się nie udało.
Zaśmiali się po męsku.
- Masz rację.
Rutger wytrwał na aukcji cały dzień i w końcu pomógł mi zejść z przyczepy. Byłam wykończona i ledwo szłam. Po całym dniu stania na twardej przyczepie, częściowo na boso, miałam sztywne nogi.
Bosse posłał mi współczujące spojrzenie.
- Börje mógł ci powiedzieć, żebyś włożyła porządne buty.
- Następnym razem.
- Tak, następnym razem. Bo musimy to powtórzyć - powiedział, po czym szepnął mi na ucho, by Lasse, Göran i Andreas go nie usłyszeli: - Miło, że miś trafił do tej dziewczynki, ale nie możesz tak robić. Jak Börje cię o to spyta, to mu powiedz, że nie zauważyłaś, że to był Steiff. Inaczej nie będzie następnego razu.
- Pomimo prawie czterdziestu tysięcy za traktory?
- Tak.
Rutger zawiózł nas do domu, chociaż rzadko i raczej niechętnie siadał za kółkiem mojej małej skody. Jego dodge RAM był dwa razy większy.
Zmieniając bieg, za każdym razem z dezaprobatą kręcił głową.
- Chyba pora na nowe auto, co?
Granatową skodę kupiłam od Johnny'ego po przeprowadzce do Söderbergi. Od tamtego czasu stanowiłyśmy zgrany team.
- Ja zmieniam biegi bez żadnego problemu. Po prostu trzeba to robić dobrze.
Rutger się zaśmiał.
- Powiedziała Anna-Lisa Johansson, ekspertka w dziedzinie traktorów i samochodów.
- Właśnie.
- Co to za tkaniny?
Rutger skinął głową w kierunku pudła na moich kolanach.
Na samej górze leżała fińska tkanina z lat siedemdziesiątych, która niepotrzebnie podbiła cenę całości. Pod spodem różne mało interesujące dzianiny i kawałek żółtej tkaniny.
- To rzadki materiał marki Marimekko, o który pytała mnie klientka. Będzie miała niespodziankę, gdy wpadnie do mnie następnym razem.
I chociaż to była prawda, bo jedna z moich klientek rzeczywiście szukała tej tkaniny, to poczułam małe wyrzuty sumienia. Szybko jednak je stłumiłam. Żółta sukienka była teraz tylko sukienką. Kopertówka, którą zamierzałam uszyć, miała być kropką nad "i".
- Anno-Liso, nie ma drugiej takiej jak ty.
Chwycił mnie za rękę.
- To był twój debiut w roli aukcjonerki, a ty dajesz lekcję sprzedawcy antyków i wsiadasz na traktor. Jestem z ciebie taki dumny.
Rutger coś jeszcze do mnie mówił, ale go nie słuchałam. Ciepło, stres, całkowite skupienie przez prawie osiem godzin zrobiły swoje. Obudziłam się dopiero, gdy pod kołami zachrzęścił żwir.