Rozstrzygnięcie Callie i Kaydena - Jessica Sorensen

Kup ebooka

29.00 zł
22.33 zł (19,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

101. Skacz po łóżku. Raz po raz.

Callie

Zima jest piękna. Płatki śniegu spadają z nieba i wi­rują w powietrzu. Przypominają mi o tym, że świat cią­gle się zmienia, ludzie się zmieniają i ja też nieustannie się zmieniam. Jestem szczęśliwa, gdy sobie o tym przypo­minam. Ruszyłam do przodu ze swoim życiem, pozosta­wiając za sobą to, co mi zrobił Caleb. Żyję przyszłością, która oferuje mi nieskończone możliwości.

Mimo pozytywnego nastawienia, czuję, jakby czegoś ostatnio brakowało w moim życiu, ale nie potrafię po­jąć, co to jest. To nie musi być coś złego. Właściwie to może być dla mnie dobre. Pewnie tak samo pożyteczne jak smutek i ból. Zapewne też idę przez życie swobodniej niż w przeszłości. A może tyko szukam wyjaśnienia tego dziwnego, nowego, wyzwalającego uczucia w moim sercu, bo przeszłość wydaje się taka odległa. Osoba, która mnie zraniła, zniknęła, i chociaż to, co mi zrobiła, nie znalazło rozwiązania, czuję się, jakby związane z nią - z tym, co mi zrobiła - wewnętrzne demony zostały przepędzone. Tak, wspomnienia pozostały, znacząc bliznami moją prze­szłość, ale już nie określają tego, kim jestem.

A ja... cóż, czuję się szczęśliwa.

Chcę dzielić to uczucie z Kaydenem, bo wydaje się ostatnio trochę smutny, choć nie tak bardzo, jak wcześ­niej. O nie, jest znacznie lepiej niż rok temu, gdy tamtego strasznego dnia spotkałam go w klinice. Odesłano go tam, bo pielęgniarki i lekarze sądzili, że sam celowo się zranił. To prawda, wcześniej się okaleczał, ale przyczyną tego był jego ojciec, tak samo jak tej najgorszej rany, która nie­malże zabiła Kaydena i o mały włos zniszczyłaby przy­szłość, którą się teraz cieszymy.

A jest przecież taka piękna.

- Puk, puk, puk. - Seth stuka do drzwi, a potem uchyla je i wtyka głowę do środka. - Hej, co się dzieje, że nie odpisujesz na SMS­-y?

Wsuwam długopis w ring spinający grzbiet notatnika i podnoszę telefon z łóżka.

- Wybacz, zapomniałam, że wyciszyłam komórkę na czas zajęć. - Zwiększam głośność, podczas gdy on, udając obrażonego, wydyma wargi i wchodzi do mojego pokoju w akademiku.

Ubrał się w swoim najlepszym stylu. Założył czarno­?-­szary sweter, ciemnoniebieskie dżinsy i converse'y. Starannie ułożył poprzetykane jaśniejszymi pasemkami mio­dowe włosy tak, by sprawiały wrażenie nieładu.

- Szykuje się dziś jakaś gorąca randka? - pytam, odkładając telefon na stolik nocny, a potem zamykam dziennik.

- Skąd ten pomysł? - Postukuje palcem w wargi, udając zdziwienie. Zupełnie jakby od tygodnia nie trajkotał o swojej randce z Greysonem, która ma się odbyć w rocznicę tego, gdy oficjalnie uznali, że są parą.

Wciskam pamiętnik pod poduszkę i wstaję z łóżka, wygładzając zagniecenia na mojej koszuli w czarno-fio­letowe paski.

- Stąd, że od tygodni gadasz o tym dniu. Dniu, w którym mija wasza pierwsza rocznica.

Zamyka kopniakiem drzwi.

- Musisz przestać zwracać tak dużą uwagę na to, co mówię. To rujnuje zabawę i odziera mnie z tajemni­czości.

- Nigdy nie byłeś tajemniczy. - Związuję długie, brązowe włosy w kucyk. - Ale jeśli chcesz, możemy to powtórzyć. Wyjdziesz z pokoju i wejdziesz raz jeszcze, a ja będę udawać, że nie mam zielonego pojęcia, dlaczego się tak wystroiłeś. Potem ogłosisz mi wieści i będziemy świętować, podskakując i krzycząc: "O mój Boże!". - Macham rękami przed twarzą i skaczę w miejscu. - To takie epicko przewspaniałe!

Gapi się na mnie przez chwilę, udając, że go to nie bawi, ale wtem na jego ustach pojawia się uśmiech i za­czyna podskakiwać przede mną.

- Przejdźmy od razu do najlepszej części. - Śmieje się i wskakuje na moje łóżko. Zaczyna podskakiwać na ma­teracu, wyciągając do mnie ręce, by pomóc mi na nie wejść.

- Ojej, bardzo panu dziękuję. - Chwytam jego dło­nie, a on wciąga mnie na górę.

Skaczemy po łóżku jak dzieci, wrzeszcząc o jego rocznicy, kiedy do pokoju wchodzi moja współlokatorka, Harper. Staje jak wryta w drzwiach, wpatrując się w nas, a my wciąż skaczemy po łóżku, zdyszani, z czerwonymi twarzami, wymachując rękami w powietrzu.

- Cześć, Harper. - Macham do niej, przestając ska­kać. Seth jednak nie przerywa, wcale nie przejmując się tym, że wygląda jak kompletny wariat. On jednak nie musi dzielić z nią pokoju przez cały rok.

Harper rzuca zaintrygowane spojrzenie na mnie i Se­tha i wchodzi do pokoju, zamykając za sobą drzwi.

- Co robicie?

Seth zaczyna jeszcze wyżej skakać po łóżku.

- Ćwiczymy - żartuje niemal pozbawiony tchu.

- Świetny pomysł. Będę musiała kiedyś sama tego spróbować. Chociaż należę do tej grupy ludzi, która woli skakać po łóżku w parze. - Harper puszcza do mnie oko, ale coś w tym geście jest fałszywego, jakby w tej chwili odgrywała swoją rolę, uznając, że powinna się tak zachować. Często odnoszę takie wrażenie w stosunku do niej. Podchodzi do biurka przy oknie, by odłożyć książki.

Seth chichocze, słysząc jej uwagę, a ja czuję napływa­jący na policzki rumieniec. Nawet teraz, kiedy już upra­wiam seks, wciąż ogarnia mnie zażenowanie, gdy sły­szę dwuznaczne uwagi. Dawniej sądziłam, że dzieje się tak, ponieważ w wieku dwunastu lat zostałam zgwałcona przez ówczesnego najlepszego przyjaciela brata, co po­zostawiło ślad na mojej psychice. Teraz jednak zaczy­nam sobie uświadamiać, że może to jednak kwestia mo­jej osobowości.

- Jakie macie plany na resztę dnia? - pyta Harper, upinając długie blond włosy w niedbały kok, a potem pod­nosi iPoda ze swojego posłania.

Seth wzrusza ramionami i zeskakuje z łóżka, lądując z hukiem na podłodze.

- Nic na tę chwilę. Czemu pytasz? Szukasz znów partnera na imprezę?

Harper macha dłonią, nieco zdekoncentrowana, prze­glądając listę piosenek na iPodzie.

- Myślałam, czy nie iść na imprezę organizowaną przez bractwo studenckie, ale wciąż nie mogę się zdecy­dować.

Seth krzywi się z obrzydzeniem i udaje, że łapie się za gardło.

- Chłopcy z bractwa. Fuj.

- Całkowicie się z tobą zgadzam - przytakuje Har­per, sięgając po słuchawki leżące na poduszce - ale mu­szę się wydostać z tego ciasnego jak pudełko pokoju choć na jedną noc, bo inaczej oszaleję.

- Cóż, tym razem musisz zaszaleć solo - odpo­wiada Seth. Obydwoje spotykają się od czasu do czasu na imprezach i wspólnie spędzają czas, ale ich przyjaźń nie wykracza poza te okazje.

- Co za porażka. - Posyła mi uśmiech, ale nie widzę go w jej oczach. - A ty, Callie? Masz ochotę na balangę?

- W tym przypadku zgadzam się z Sethem - od­powiadam. Ogarnia mnie poczucie winy, gdy marszczy brwi. - Nie lubię imprez organizowanych przez bractwa.

Wzrusza ramionami i wydaje się nieco przygnębiona. Ale gdy tylko widzi, że zauważyłam, jak pogarsza się jej radosny nastrój, zmusza się do promiennego uśmie­chu i wkłada słuchawki do uszu. Nie wiem dlaczego, ale Harper wydaje się zawsze samotna, nawet jeśli cały czas otaczają ją ludzie. Idzie w stronę łóżka uśmiechnięta, ale ja w swoim życiu uśmiechałam się sztucznie wiele razy i umiem rozpoznać ten grymas, kiedy go widzę.

Opada na posłanie i sadowi się, przygotowując do od­robienia pracy domowej. Seth macha do niej, a potem ła­pie mnie za łokieć i ciągnie w stronę drzwi.

- Chodźmy na kawę. - Zgarnia moją bluzę ze słupka w rogu łóżka i mi ją rzuca. - Opowiem ci o pre­zencie, który przygotowałem dla Greysona.

Wkładam bluzę i idę za Sethem w stronę drzwi, a po­tem skręcam w stronę wind na końcu korytarza, zamie­rzając wyjść z budynku.

- To kolekcja różnych rzeczy, które ze sobą dzie­limy - mówi, a ja wciskam przycisk parteru. - Takie jak filmy, które razem oglądaliśmy, wspólnie słuchana mu­zyka i jedzenie, które obydwaj uznajemy za wspaniałe.

- Brzmi jak najfajniejszy prezent na świecie - stwierdzam, gdy docieramy do parteru i wchodzimy do holu.

- No przecież. - Idziemy ku drzwiom. Mimo po­dmuchów wiatru dzień jest piękny. Przyjemnie jest się przejść pod krystalicznie czystym, błękitnym niebem. Na gałęziach bezlistnych drzew wokół budynku osiadł szron, a ścięta mrozem trawa sprawia, że krajobraz wygląda jak wyjęty z zimowej bajki.

- Co u ciebie słychać nowego? - pyta Seth, gdy skręcamy w stronę najbliższej kawiarni, położonej na ukos od budynku Uniwersytetu Wyoming, do którego obydwoje uczęszczamy. - Chyba wieki upłynęły, odkąd ostatnio rozmawialiśmy ze sobą.

Śmieję się, bo minął może jeden dzień.

- Niezbyt wiele.

- Jak ci się podoba nowa praca?

Wzdycham. Na początku semestru dostałam się na praktyki, podczas których piszę artykuły dla interneto­wej gazety. Uwielbiam pisać, ale...

- Nie tego się spodziewałam. - Schodzimy z trawy na śliski chodnik.

- Co masz na myśli? - Chwytamy się za ręce, by uchronić się wzajemnie przed pośliźnięciem. Wzruszam lekko ramionami.

- Chciałabym pisać... sama nie wiem, co tylko zechcę, a nie określone rzeczy. A tak wygląda moja praca. - Wzdycham. - Chyba jestem samolubna, prawda? I niewdzięczna.

Seth śmieje się pod nosem, omijając wielką taflę lodu pośrodku chodnika.

- Nie, to normalne. Nie musisz lubić pracy tylko dla­tego, że jest twoja.

Wsuwam wolną rękę do kieszeni kurtki, bo wiatr chłoszcze skórę.

- Pewnie masz rację.

- Nie "pewnie", a na pewno mam rację. - Rzuca mi zarozumiałe spojrzenie. - Zawsze mam rację, kiedy udzielam porad. - Na jego twarzy pojawia się zamyślony wyraz. - A jeśli mówimy o radzie, dlaczego nie poroz­mawiałaś z Kaydenem o zamieszkaniu razem? Omawia­liśmy to kilka tygodni temu i w końcu miałaś poruszyć z nim ten temat. - Wolną ręką robi w powietrzu znak cudzysłowu. - "Do dzieła".

Kurczę się w środku na samą myśl o bolesnym wspomnieniu.

- Już ci powiedziałam, że postanowiłam tego nie robić.

- Wiem, ale miałem nadzieję, że zmieniłaś zdanie. Sądzę, że się mylisz, a Kayden jest gotowy na tak duży krok. Nawet jeśli by nie był, to mimo wszystko uważam, że powinnaś poznać jego stanowisko. - Zatrzymujemy się na skraju chodnika i czekamy, by przejść przez ulicę. - Wy jesteście razem o wiele dłużej niż ja z Greysonem czy Luke z Violet.

- Tak, ale wy mieszkacie ze sobą we czworo. - Wiem, że to wymówka, a nie prawdziwy powód, ale nawet nie chcę teraz o tym myśleć, bo to trochę jednak boli.

- Chcesz, żebyśmy wszyscy wspólnie coś wyna­jęli? - pyta Seth, gdy schodzimy z krawężnika i prze­chodzimy przez ulicę, kierując się ku uroczej kawiarence, która serwuje jedno z najlepszych mokka cappuccino, ja­kie kiedykolwiek piłam. Potrząsam głową.

- Sześcioro ludzi pod jednym dachem to stanowczo za dużo.

- To dobrze, bo tak naprawdę wcale mi się to nie po­dobało. - Trąca mnie żartobliwie łokciem w bok. - Ale nie chciałem wyjść na palanta.

- Nie jesteś palantem. - Wskakuję na krawężnik. - Tylko najlepszym przyjacielem.

- Masz całkowitą rację. - Celuje we mnie palcem. - Tak jak ja mam całkowitą rację, że powinnaś z nim pomówić i zobaczyć, jak kształtuje się wasza przyszłość. - Prowadzi nas wokół samochodu, który odjeżdża spod kawiarni. - Kocham tego chłopaka na zabój, ale musi zacząć więcej mówić, co czuje, a nie ciągle kazać ci się tego domyślać.

- Kayden jest dla mnie dobry - bronię się. - Ale wiele zła go spotkało w życiu i pewnie dlatego trudno mu zaufać ludziom.

Na jego twarzy pojawia się irytacja.

- Tobie również, o czym powinniście obydwoje pa­miętać.

- Seth, nie mówmy już o tym, w porządku? - Mam nadzieję, że nie potrafi czytać we mnie tak dobrze jak zwykle, bo nie chcę o tym rozmawiać.

Przygląda mi się podejrzliwie.

- Ukrywasz coś przede mną - stwierdza, kiedy do­chodzimy do kawiarni, ale zamiast wejść do środka, przy­staje przed drzwiami, zmuszając mnie także do zatrzy­mania się. - Dobrze, panno Callie, przyznaj się. Czego mi nie mówisz?

Niesforny kosmyk grzywki opada mi na twarz. Pró­buję nie patrzeć na Setha, ale nigdy nie potrafiłam dobrze kłamać, więc ostatecznie po paru sekundach załamuję się pod jego nieustępliwym spojrzeniem.

- Dobrze, niech będzie. - Wypuszczam oddech i spoglądam na Setha. - Wiem na pewno, że Kayden nie chce ze mną zamieszkać, bo zapytałam go o to na po­czątku roku.

- Co takiego?! - wykrzykuje i puszcza moją rękę. - Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiaduję?

Podchodzę bliżej poręczy, gdy ktoś wychodzi z ka­wiarni.

Bo nie chciałam tak naprawdę o tym mówić. Marszczy brwi i opiera łokcie na poręczy.

- A więc, co powiedział Kayden? Po prostu: "Nie, nie chcę z tobą mieszkać"?

- Hm, nie powiedział tego wprost - wyjaśniam. - Stwierdziłam, że przyjemnie by było zamieszkać w apar­tamencie ze współlokatorem w przyszłym semestrze i że się nad tym zastanawiam, ale potrzebuję współlokatora... a on nic nie odpowiedział.

Seth odpręża się i potrząsa głową, powstrzymując uśmiech.

- Moja kochana, najdroższa, naiwna Callie. Suge­rowanie czegoś to nie to samo, co zapytanie wprost. - Poklepuje mnie po głowie, jakbym była dzieckiem. - A jeśli chodzi o facetów, musisz upewnić się, że mówisz prosto z mostu, czego chcesz. Zaufaj mi, muszę cały czas sobie z tym radzić w przypadku Greysona.

- Tak, pewnie masz rację. - Cofam się, gdy Seth wyciąga rękę, by otworzyć przede mną drzwi. - Tylko mi jest naprawdę ciężko tak się otworzyć. A jeśli mi wprost odmówi?

Seth wchodzi za mną do środka i puszcza drzwi, które zamykają się i odgradzają nas od chłodu. W powietrzu unosi się zapach świeżej kawy i cynamonu. Wokół nas rozlega się dźwięk stukania w klawiaturę, bo wielu stu­dentów przychodzi tutaj ze względu na darmowe wi­?-fi.

- Nie sądzę, żeby tak zrobił - stwierdza Seth, gdy ustawiamy się w kolejce.

Wpatruję się w menu nad ladą, próbując zdecydować, co zamówić.

- Nie byłabym tego taka pewna... - Przesuwam się wraz z kolejką. - Ostatnio jest naprawdę smutny i wy­daje się taki chłodny.

- Zapytaj go więc dlaczego. Callie, daj spokój. Wiem, że to twój pierwszy związek, ale jesteście sobie tak bliscy, że nic nie powinno was dzielić. - Kiedy otwieram usta, by zaprotestować, dodaje: - Hej, musisz mnie po­słuchać. Oficjalnie specjalizuję się w psychologii i wiem, o czym mówię.

Tłumię śmiech.

- Wybacz, że ci to mówię, ale nie znasz się na wszystkim tylko dlatego, że będziesz miał dyplom z psy­chologii. Na zajęciach nie nauczysz się wszystkiego.

- Wiem o tym. - Przykłada dwa palce do skroni. - To zły chłopiec tam w środku jest źródłem tak dogłęb­nych przemyśleń.

Potrząsam głową, ale uśmiecham się. Pomijając to, że Seth tak się teraz mądrzy, ma rację - muszę porozma­wiać z Kaydenem.

- Dobrze, zrobię tak.

- Ja myślę. Poza tym mieszkanie w apartamencie jest o wiele lepsze od życia w akademiku. I można się gło­śno zachowywać, kiedy tylko przyjdzie ci na to ochota.

Porusza sugestywnie brwiami. Pomimo wstydu postanawiam ciągnąć zabawę dalej.

- Och, już wiem. Oto główny powód, dla którego chcę zamieszkać z Kaydenem: mieć spokój i nie martwić się, że ktoś wejdzie do pokoju, gdy się zabawiamy.

Uśmiecha się do mnie szeroko.

- Tylko popatrzcie na moją dziewczynkę, jak wydoroślała.

Prostuję się.

- Gdybym tylko miała jaja, żeby zapytać Kaydena.

Seth czerwienieje, próbując stłumić śmiech, ale to po­nad jego siły, więc pospiesznie zakrywa usta dłońmi.

- Nie wierzę, że powiedziałaś "jaja".

- Wiesz co? - mówię, gdy docieramy do kasy. - A ja tak. Nie jestem już tą samą dziewczyną co kiedyś.

Odsuwa rękę od ust, a z jego twarzy znika wyraz roz­bawienia.

- Masz całkowitą rację. Zmieniłaś się. Teraz jesteś znacznie silniejsza.

Mimo że przyszła nasza kolej, by złożyć zamówienie, przytulamy się.

- Obydwoje tak daleko zaszliśmy - mówię, bo Seth też miał się z czym zmagać, a mimo to teraz jesteśmy szczęśliwi, zdrowi i cieszymy się życiem. Ocaleliśmy.

Chciałabym tylko, żeby i Kayden tak siebie postrzegał i zobaczył, jak daleko zaszedł.

Może Seth ma rację. Może nadszedł czas, by położyć kres temu niewielkiemu dystansowi między Kaydenem a mną. W końcu stawiałam czoła gorszym rzeczom niż proszenie swojego chłopaka, by ze mną zamieszkał.

Znacznie gorszym.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki