Przyznaj, od dawna czujesz, że coś jest nie tak, jak być powinno i nie tak, jak byś chciała. Przeszkadza ci sposób, w jaki traktuje cię mąż: nie słucha, nie obdarza atencją. Już dawno zatarły się granice między codziennością a romantycznością. Tej drugiej po prostu nie ma. Sama też jesteś niewystarczająca, o czym przekonuje cię kilka razy w tygodniu. Migają kontrolki.
Widząc błędy systemu bolidu, można zjechać na pit stop i naprawić usterki. Można też je ignorować i pędząc 289 kilometrów na godzinę, rozbić się o ścianę.
A pewnie jeszcze jako mała dziewczynka podsłuchałaś, że rozwiedziona koleżanka mamy popadła w kłopoty, najpierw finansowe, a potem zdrowotne, i że nie znalazła kolejnego partnera. Albo jeszcze inaczej: jesteś dzieckiem rozwiedzionych rodziców, którzy raczej generowali konflikty po rozwodzie, niż szukali porozumienia. Zapewne obiecałaś sobie, że nigdy się nie rozwiedziesz, nie zafundujesz swoim dzieciom rozwodowego rollercoastera.
Dlatego walczysz - sił brak, ale nie chcesz rozwodu. W twoim scenariuszu nie ma takiego punktu jak rozwód. Nie dasz mu satysfakcji, nie będzie mógł tak łatwo odejść. Od ciebie się nie odchodzi. Będziesz marnować energię na walkę, zapominając, że przecież nawet sprawnie działający serwis nie naprawi tak poważnej usterki... Narażasz się na wyzwiska, sama też nie przebierasz w słowach. Ranisz, jesteś raniona, a dzieci na to patrzą, zaczynają utożsamiać się z twoim bólem lub stają po stronie ojca. Przeciągacie linę, szarpiecie się, a bolid jest już coraz bliżej ściany.
Obserwatorzy wiedzą, że dojdzie do wypadku, a po zderzeniu nie będzie czego zbierać.
Stój, zwolnij, zatrzymaj się, zanim będzie za późno.
Bolid wcale nie musi uderzyć w ścianę
Gdy zaczynasz dostrzegać, że w twoim małżeństwie dzieje się coś niepokojącego, nie bój się rozmawiać. Być może twój małżonek obawia się rozpocząć rozmowę tak samo jak ty, myśląc, że jest szansa, iż wszystko samo się naprawi. Przecież skoro o czymś nie mówimy, to tego nie ma...
To trudne, ale problemy same nie znikają, nie mają zdolności do rozpuszczania się w powietrzu. Szczera rozmowa, bez oczerniania czy pretensji, może zdziałać cuda. Potraktuj to jako pierwszą pomoc naprawczą. Czasami okazuje się, że żyjąc obok siebie, nic o sobie nie wiemy. Nikt nas nie uczył, jak szczerze ze sobą rozmawiać, skąd więc miałaś wiedzieć, że rozmowa to nie atak ani zaproszenie do kłótni, a kiedy jest prowadzona spokojnie i w duchu poszanowania drugiej jednostki, działa niczym lekarstwo. Pamiętaj też, że próba rozpoczęcia dialogu to nic złego, najwyżej nie zostaniesz zrozumiana. A to też cenna informacja i wskazówka co do dalszego działania.
Jaki jest kolejny etap naprawczy? Wizyta u terapeuty, psychologa, coacha. Najlepiej, byście udali się razem do specjalisty. Pamiętaj, że terapia par jest skuteczna tylko wtedy, kiedy obie strony są nią tak samo zainteresowane. Trudno uleczyć związek, gdy jedna strona jest sceptyczna, obcesowa i uszczypliwa. Czasem przed rozpoczęciem wspólnej terapii każdy z osobna powinien przepracować siebie. Bywa też, że nie od razu kontakt z określonym terapeutą jest skuteczny. Nie poddawaj się, jeżeli spotkanie z tą konkretną osobą nie będzie satysfakcjonujące - zawsze możesz poszukać innej. Masz prawo zmienić specjalistę, któremu powierzasz zdrowie swoje i swojego związku, jeżeli poczujesz, że energetycznie, osobowościowo do siebie nie pasujecie. Fakt, że terapeuta mówi o niewygodnych rzeczach, że widzi coś, czego ty sama nie chcesz zobaczyć, nie jest powodem do jego zmiany. Jest powodem do zmiany siebie.
Miej na uwadze, że nie wszyscy odpowiadają sobie pod względem osobowości, więc jeśli czujesz zgrzyt, zmień specjalistę. Zdarza się też, niestety bardzo często, że terapia okazuje się nieskuteczna, co więcej, pokazuje, że wam nie po drodze. To też ważna informacja.
Niekiedy skutecznym narzędziem naprawy jest rozmowa z życzliwymi osobami. Unikaj jednak zwierzania się rodzinie, nie próbuj szukać wśród najbliższych czy znajomych, rozjemców, bo może się okazać, że oni sami mają wdrukowane złe schematy i swoimi radami raczej wpędzą cię w poczucie winy i rozpacz, niż podadzą dłoń i pociągną w górę. Co więcej, potrzebując wsparcia, możesz przejąć przekonania bliskich ci osób, które tak naprawdę nie będą twoje. Stop! Ty sama wiesz, jakie są twoje pragnienia, więc zatrzymaj się i poczuj to. Zapisz na kartce, czego oczekujesz, gdzie chcesz się znaleźć. Zapisz, co ci doskwiera, czego nie chcesz, skąd pochodzi twój strach. Zdarza się, że to, co niewypowiedziane, nie nabiera mocy. Nie bój się swoich uczuć. Przecież ty i tak to czujesz. Masz prawo być zła, niezadowolona, rozżalona. Nazwij swoje uczucia i oczekiwania, bo to pierwszy krok do działania.
Gdy żadna z prób naprawy nie pomogła, wiedz, że w dalszym ciągu możesz uniknąć zderzenia. Zatrzymanie się i uświadomienie sobie, że ten samochód dalej nie pojedzie, pozwala uratować ciebie, jego, dzieci i całą rodzinę, którą wspólnie do tej pory tworzyliście.
Bolid zaraz się rozbije, a publiczność patrzy...
Nie mogę być szczęśliwa, bo mam dzieci, które potrzebują ojca.
Nie poradzę sobie sama.
Co ludzie powiedzą.
Mogłam być lepsza.
Mogłam się bardziej starać.
Ja zawsze osiągam sukcesy, a rozwód to porażka - nie dam innym satysfakcji, będę trwała przy rodzinie.
Ta, która stała przed decyzją o rozwodzie, też tak myślała. Cały czas starała się budować cudowne małżeństwo. Początkowo było pięknie. On ją zauważał, przynosił kwiaty. Ona przygotowywała jego ulubione krewetki z czosnkiem w winie. Pachniały wykwintnie. Tylko że z czasem doszły obowiązki, dzieci. Zwyczajne życie przestało być wykwintne, nikt już nie dodawał chili, aby było pikantniej. Ona nie mówiła, że jej źle, że jej ciężko. Zwierzała się swoim przyjaciółkom, tworząc "krąg uciemiężonych", w którym wręcz się licytowały, która ma gorzej. Jemu też było źle: dawał o tym znać za pośrednictwem kłótni i wyzwisk.
W którą stronę skręcić? Czy jest jeszcze wyjście z tej sytuacji?
To w tym miejscu odzywają się schematy, głęboko zakorzenione przekonania przekazywane z pokolenia na pokolenie. Miłość to poświęcenie. Nasze matki, babki i prababki, oczywiście z pewnymi wyjątkami, wychowywały się w świecie, w którym to mężczyznom przypisywano rolę głowy rodziny. To jemu należały się cześć i chwała. Facet wychowywany w takim świecie nabiera przeświadczenia, że wolno mu więcej. Często świadomie, a niekiedy zupełnie nieświadomie, wchodzi w rolę pana i władcy. To od jego zgody zależy, czy spotkasz się z przyjaciółmi, czy pojedziesz na samotny urlop, czy założysz sukienkę podkreślającą kształty, czy będziesz miała pieniądze na torebkę lub wizytę u kosmetyczki. Nawet nie wiesz, kiedy stajesz się ofiarą swojego męża. Gdy zaczynasz łączyć kropki, czasem jest już za późno, by się pokojowo wyzwolić, bo przecież przez lata to ci nie przeszkadzało. Kto ci takich głupot nakładł do głowy? Która z tych twoich mądrych koleżanek cię zbuntowała? Przecież masz co jeść, jeździmy na wakacje, a nawet zrobiłaś sobie cycki, bo taki miałaś kaprys. Więc czego chcesz, kobieto?
A ty gaśniesz i jest cię coraz mniej. Przypominasz jeszcze siebie sprzed małżeństwa? Biegnij do lustra, sprawdź, czy jeszcze poznajesz tę twarz.
Wszyscy mówią, że to takie dobre małżeństwo.
Taka piękna, dobrana para.
Oj tam, każdemu zdarzają się kryzysy.
Przeciwieństwa się przyciągają.
Trudno teraz o dobrego męża. Zarabia, pieniądze do domu przynosi.
Nie bije, nie pije. Taki mąż to skarb!
Najważniejsza jest rodzina.
Dzieci z rozbitej rodziny to dzieci z patologicznej rodziny!
To nie złe decyzje szkodzą dzieciom, ale brak decyzji. One muszą wiedzieć, w jakim kierunku zmierza relacja ich rodziców. Jeżeli ty sama tego nie wiesz, połączy was niepewność i brak poczucia bezpieczeństwa. Tylko że ty jesteś w lepszym położeniu, bo przynajmniej znasz reguły gry.
Na pewno w twoim otoczeniu jest taka kobieta, taka rodzina i taka historia: o tej, która za wszelką cenę próbowała zatrzymać męża, bo chciała zapewnić dzieciom pełną rodzinę. Chciała, by miały ojca w domu, mimo że jego obowiązki kończyły się na zapłaceniu rachunków i... byciu. On po prostu tylko był: ani obecny, ani zaangażowany. Tymczasem żona była beznadziejna, brzydka, gruba i do tego jeszcze głupia. Takie słowa padały prawie każdego dnia, a ona do tej pory twierdzi, że dzieci tego nie słyszały... Starała się grać, udawać i podawać tę zupę pomidorową z uśmiechem każdego dnia. Zdarzało się, że bolało, bo uścisk jego ręki na ramieniu czy karku odbierał dech w piersi i zatrzymywał przepływ krwi. Przecież zasłużyła. Kiedyś przyznała, że jej matka była w podobnej relacji. Zmowa milczenia. One, jako jej dzieci, wiedziały, że mama uśmiecha się przez łzy i płacze po cichu, niby ze wzruszenia. Nie poruszała z rodzeństwem tego tematu, nawet jako dorosła. Pamięta, jak marzyła, aby ojciec zniknął, aby umarł. Wstydziła się tych uczuć, ale taka była prawda. Dzisiaj zdała sobie sprawę, że być może jej dzieci mają podobne odczucia, myśli. Przeraziła się. Przyznała przed sobą, że utrzymywanie sztucznego małżeństwa, niby pięknej rodziny, doprowadziło do powielania schematów.
Czy takiego małżeństwa pragnęłabyś dla swoich dzieci? Jeśli nie, to dlaczego sama siebie skazujesz na takie życie? Żyj tak, jakbyś chciała, aby one żyły.
Dzieci widzą więcej, niż nam się wydaje. Czują i cierpią po cichu, bo ty nie wiesz, czego chcesz. Przerwij ten łańcuch nieszczęśliwych relacji. Jeżeli nie dla siebie - chociaż to powinna być twoja główna motywacja - to dla tych małych istot, które powinny wiedzieć, w jakim kierunku to zmierza. Jeżeli ty nie będziesz wiedziała, to one tym bardziej.
Szczęśliwa matka to szczęśliwe dzieci. Pokaż im błysk w oku o poranku, gdy przygotowujesz śniadanie, czytasz książkę czy zanurzona w rozmyślaniach pijesz ulubioną herbatę w zimny grudniowy wieczór.
Twoje dzieci są najważniejszą publicznością, więc ważne jest to, na co patrzą. A reszta bliższej lub dalszej rodziny, przyjaciele, znajomi, koleżanki z pracy? Nie jedzą z wami śniadań i nie spędzają jesiennych wieczorów przy kuchennym stole, grając w scrabble. Nie ocierają łez i nie pielęgnują w chorobie, a więc nie mają prawa głosu. Ich przekonania i pomysły nie powinny mieć zaproszenia do twojego domu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki