Rozstanie to nowe rozdanie - Monika Pryśko, Monika Ośmiałowska

Kup ebooka

59.99 zł
49.19 zł (43,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przy­znaj, od dawna czu­jesz, że coś jest nie tak, jak być po­winno i nie tak, jak byś chciała. Prze­szka­dza ci spo­sób, w jaki trak­tuje cię mąż: nie słu­cha, nie ob­da­rza aten­cją. Już dawno za­tarły się gra­nice mię­dzy co­dzien­no­ścią a ro­man­tycz­no­ścią. Tej dru­giej po pro­stu nie ma. Sama też je­steś nie­wy­star­cza­jąca, o czym prze­ko­nuje cię kilka razy w ty­go­dniu. Mi­gają kon­tro­lki.

Wi­dząc błędy sys­temu bo­lidu, można zje­chać na pit stop i na­pra­wić usterki. Można też je igno­ro­wać i pę­dząc 289 ki­lo­me­trów na go­dzinę, roz­bić się o ścianę.

A pew­nie jesz­cze jako mała dziew­czynka pod­słu­cha­łaś, że roz­wie­dziona ko­le­żanka mamy po­pa­dła w kło­poty, naj­pierw fi­nan­sowe, a po­tem zdro­wotne, i że nie zna­la­zła ko­lej­nego part­nera. Albo jesz­cze ina­czej: je­steś dziec­kiem roz­wie­dzio­nych ro­dzi­ców, któ­rzy ra­czej ge­ne­ro­wali kon­flikty po roz­wo­dzie, niż szu­kali po­ro­zu­mie­nia. Za­pewne obie­ca­łaś so­bie, że ni­gdy się nie roz­wie­dziesz, nie za­fun­du­jesz swoim dzie­ciom roz­wo­do­wego rol­ler­co­astera.

Dla­tego wal­czysz - sił brak, ale nie chcesz roz­wodu. W twoim sce­na­riu­szu nie ma ta­kiego punktu jak roz­wód. Nie dasz mu sa­tys­fak­cji, nie bę­dzie mógł tak ła­two odejść. Od cie­bie się nie od­cho­dzi. Bę­dziesz mar­no­wać ener­gię na walkę, za­po­mi­na­jąc, że prze­cież na­wet spraw­nie dzia­ła­jący ser­wis nie na­prawi tak po­waż­nej usterki... Na­ra­żasz się na wy­zwi­ska, sama też nie prze­bie­rasz w sło­wach. Ra­nisz, je­steś ra­niona, a dzieci na to pa­trzą, za­czy­nają utoż­sa­miać się z twoim bó­lem lub stają po stro­nie ojca. Prze­cią­ga­cie linę, szar­pie­cie się, a bo­lid jest już co­raz bli­żej ściany.

Ob­ser­wa­to­rzy wie­dzą, że doj­dzie do wy­padku, a po zde­rze­niu nie bę­dzie czego zbie­rać.

Stój, zwol­nij, za­trzy­maj się, za­nim bę­dzie za późno.

Bo­lid wcale nie musi ude­rzyć w ścianę

Gdy za­czy­nasz do­strze­gać, że w twoim mał­żeń­stwie dzieje się coś nie­po­ko­ją­cego, nie bój się roz­ma­wiać. Być może twój mał­żo­nek oba­wia się roz­po­cząć roz­mowę tak samo jak ty, my­śląc, że jest szansa, iż wszystko samo się na­prawi. Prze­cież skoro o czymś nie mó­wimy, to tego nie ma...

To trudne, ale pro­blemy same nie zni­kają, nie mają zdol­no­ści do roz­pusz­cza­nia się w po­wie­trzu. Szczera roz­mowa, bez oczer­nia­nia czy pre­ten­sji, może zdzia­łać cuda. Po­trak­tuj to jako pierw­szą po­moc na­praw­czą. Cza­sami oka­zuje się, że ży­jąc obok sie­bie, nic o so­bie nie wiemy. Nikt nas nie uczył, jak szcze­rze ze sobą roz­ma­wiać, skąd więc mia­łaś wie­dzieć, że roz­mowa to nie atak ani za­pro­sze­nie do kłótni, a kiedy jest pro­wa­dzona spo­koj­nie i w du­chu po­sza­no­wa­nia dru­giej jed­nostki, działa ni­czym le­kar­stwo. Pa­mię­taj też, że próba roz­po­czę­cia dia­logu to nic złego, naj­wy­żej nie zo­sta­niesz zro­zu­miana. A to też cenna in­for­ma­cja i wska­zówka co do dal­szego dzia­ła­nia.

Jaki jest ko­lejny etap na­praw­czy? Wi­zyta u te­ra­peuty, psy­cho­loga, co­acha. Naj­le­piej, by­ście udali się ra­zem do spe­cja­li­sty. Pa­mię­taj, że te­ra­pia par jest sku­teczna tylko wtedy, kiedy obie strony są nią tak samo za­in­te­re­so­wane. Trudno ule­czyć zwią­zek, gdy jedna strona jest scep­tyczna, ob­ce­sowa i uszczy­pliwa. Cza­sem przed roz­po­czę­ciem wspól­nej te­ra­pii każdy z osobna po­wi­nien prze­pra­co­wać sie­bie. Bywa też, że nie od razu kon­takt z okre­ślo­nym te­ra­peutą jest sku­teczny. Nie pod­da­waj się, je­żeli spo­tka­nie z tą kon­kretną osobą nie bę­dzie sa­tys­fak­cjo­nu­jące - za­wsze mo­żesz po­szu­kać in­nej. Masz prawo zmie­nić spe­cja­li­stę, któ­remu po­wie­rzasz zdro­wie swoje i swo­jego związku, je­żeli po­czu­jesz, że ener­ge­tycz­nie, oso­bo­wo­ściowo do sie­bie nie pa­su­je­cie. Fakt, że te­ra­peuta mówi o nie­wy­god­nych rze­czach, że wi­dzi coś, czego ty sama nie chcesz zo­ba­czyć, nie jest po­wo­dem do jego zmiany. Jest po­wo­dem do zmiany sie­bie.

Miej na uwa­dze, że nie wszy­scy od­po­wia­dają so­bie pod wzglę­dem oso­bo­wo­ści, więc je­śli czu­jesz zgrzyt, zmień spe­cja­li­stę. Zda­rza się też, nie­stety bar­dzo czę­sto, że te­ra­pia oka­zuje się nie­sku­teczna, co wię­cej, po­ka­zuje, że wam nie po dro­dze. To też ważna in­for­ma­cja.

Nie­kiedy sku­tecz­nym na­rzę­dziem na­prawy jest roz­mowa z życz­li­wymi oso­bami. Uni­kaj jed­nak zwie­rza­nia się ro­dzi­nie, nie pró­buj szu­kać wśród naj­bliż­szych czy zna­jo­mych, roz­jem­ców, bo może się oka­zać, że oni sami mają wdru­ko­wane złe sche­maty i swo­imi ra­dami ra­czej wpę­dzą cię w po­czu­cie winy i roz­pacz, niż po­da­dzą dłoń i po­cią­gną w górę. Co wię­cej, po­trze­bu­jąc wspar­cia, mo­żesz prze­jąć prze­ko­na­nia bli­skich ci osób, które tak na­prawdę nie będą twoje. Stop! Ty sama wiesz, ja­kie są twoje pra­gnie­nia, więc za­trzy­maj się i po­czuj to. Za­pisz na kartce, czego ocze­ku­jesz, gdzie chcesz się zna­leźć. Za­pisz, co ci do­skwiera, czego nie chcesz, skąd po­cho­dzi twój strach. Zda­rza się, że to, co nie­wy­po­wie­dziane, nie na­biera mocy. Nie bój się swo­ich uczuć. Prze­cież ty i tak to czu­jesz. Masz prawo być zła, nie­za­do­wo­lona, roz­ża­lona. Na­zwij swoje uczu­cia i ocze­ki­wa­nia, bo to pierw­szy krok do dzia­ła­nia.

Gdy żadna z prób na­prawy nie po­mo­gła, wiedz, że w dal­szym ciągu mo­żesz unik­nąć zde­rze­nia. Za­trzy­ma­nie się i uświa­do­mie­nie so­bie, że ten sa­mo­chód da­lej nie po­je­dzie, po­zwala ura­to­wać cie­bie, jego, dzieci i całą ro­dzinę, którą wspól­nie do tej pory two­rzy­li­ście.

Bo­lid za­raz się roz­bije, a pu­blicz­ność pa­trzy...

Nie mogę być szczę­śliwa, bo mam dzieci, które po­trze­bują ojca.

Nie po­ra­dzę so­bie sama.

Co lu­dzie po­wie­dzą.

Mo­głam być lep­sza.

Mo­głam się bar­dziej sta­rać.

Ja za­wsze osią­gam suk­cesy, a roz­wód to po­rażka - nie dam in­nym sa­tys­fak­cji, będę trwała przy ro­dzi­nie.

Ta, która stała przed de­cy­zją o roz­wo­dzie, też tak my­ślała. Cały czas sta­rała się bu­do­wać cu­downe mał­żeń­stwo. Po­cząt­kowo było pięk­nie. On ją za­uwa­żał, przy­no­sił kwiaty. Ona przy­go­to­wy­wała jego ulu­bione kre­wetki z czosn­kiem w wi­nie. Pach­niały wy­kwint­nie. Tylko że z cza­sem do­szły obo­wiązki, dzieci. Zwy­czajne ży­cie prze­stało być wy­kwintne, nikt już nie do­da­wał chili, aby było pi­kant­niej. Ona nie mó­wiła, że jej źle, że jej ciężko. Zwie­rzała się swoim przy­ja­ciół­kom, two­rząc "krąg ucie­mię­żo­nych", w któ­rym wręcz się li­cy­to­wały, która ma go­rzej. Jemu też było źle: da­wał o tym znać za po­śred­nic­twem kłótni i wy­zwisk.

W którą stronę skrę­cić? Czy jest jesz­cze wyj­ście z tej sy­tu­acji?

To w tym miej­scu od­zy­wają się sche­maty, głę­boko za­ko­rze­nione prze­ko­na­nia prze­ka­zy­wane z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie. Mi­łość to po­świę­ce­nie. Na­sze matki, babki i pra­babki, oczy­wi­ście z pew­nymi wy­jąt­kami, wy­cho­wy­wały się w świe­cie, w któ­rym to męż­czy­znom przy­pi­sy­wano rolę głowy ro­dziny. To jemu na­le­żały się cześć i chwała. Fa­cet wy­cho­wy­wany w ta­kim świe­cie na­biera prze­świad­cze­nia, że wolno mu wię­cej. Czę­sto świa­do­mie, a nie­kiedy zu­peł­nie nie­świa­do­mie, wcho­dzi w rolę pana i władcy. To od jego zgody za­leży, czy spo­tkasz się z przy­ja­ciółmi, czy po­je­dziesz na sa­motny urlop, czy za­ło­żysz su­kienkę pod­kre­śla­jącą kształty, czy bę­dziesz miała pie­nią­dze na to­rebkę lub wi­zytę u ko­sme­tyczki. Na­wet nie wiesz, kiedy sta­jesz się ofiarą swo­jego męża. Gdy za­czy­nasz łą­czyć kropki, cza­sem jest już za późno, by się po­ko­jowo wy­zwo­lić, bo prze­cież przez lata to ci nie prze­szka­dzało. Kto ci ta­kich głu­pot na­kładł do głowy? Która z tych two­ich mą­drych ko­le­ża­nek cię zbun­to­wała? Prze­cież masz co jeść, jeź­dzimy na wa­ka­cje, a na­wet zro­bi­łaś so­bie cycki, bo taki mia­łaś ka­prys. Więc czego chcesz, ko­bieto?

A ty ga­śniesz i jest cię co­raz mniej. Przy­po­mi­nasz jesz­cze sie­bie sprzed mał­żeń­stwa? Bie­gnij do lu­stra, sprawdź, czy jesz­cze po­zna­jesz tę twarz.

Wszy­scy mó­wią, że to ta­kie do­bre mał­żeń­stwo.

Taka piękna, do­brana para.

Oj tam, każ­demu zda­rzają się kry­zysy.

Prze­ci­wień­stwa się przy­cią­gają.

Trudno te­raz o do­brego męża. Za­ra­bia, pie­nią­dze do domu przy­nosi.

Nie bije, nie pije. Taki mąż to skarb!

Naj­waż­niej­sza jest ro­dzina.

Dzieci z roz­bi­tej ro­dziny to dzieci z pa­to­lo­gicz­nej ro­dziny!

To nie złe de­cy­zje szko­dzą dzie­ciom, ale brak de­cy­zji. One mu­szą wie­dzieć, w ja­kim kie­runku zmie­rza re­la­cja ich ro­dzi­ców. Je­żeli ty sama tego nie wiesz, po­łą­czy was nie­pew­ność i brak po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa. Tylko że ty je­steś w lep­szym po­ło­że­niu, bo przy­naj­mniej znasz re­guły gry.

Na pewno w twoim oto­cze­niu jest taka ko­bieta, taka ro­dzina i taka hi­sto­ria: o tej, która za wszelką cenę pró­bo­wała za­trzy­mać męża, bo chciała za­pew­nić dzie­ciom pełną ro­dzinę. Chciała, by miały ojca w domu, mimo że jego obo­wiązki koń­czyły się na za­pła­ce­niu ra­chun­ków i... by­ciu. On po pro­stu tylko był: ani obecny, ani za­an­ga­żo­wany. Tym­cza­sem żona była bez­na­dziejna, brzydka, gruba i do tego jesz­cze głu­pia. Ta­kie słowa pa­dały pra­wie każ­dego dnia, a ona do tej pory twier­dzi, że dzieci tego nie sły­szały... Sta­rała się grać, uda­wać i po­da­wać tę zupę po­mi­do­rową z uśmie­chem każ­dego dnia. Zda­rzało się, że bo­lało, bo uścisk jego ręki na ra­mie­niu czy karku od­bie­rał dech w piersi i za­trzy­my­wał prze­pływ krwi. Prze­cież za­słu­żyła. Kie­dyś przy­znała, że jej matka była w po­dob­nej re­la­cji. Zmowa mil­cze­nia. One, jako jej dzieci, wie­działy, że mama uśmie­cha się przez łzy i pła­cze po ci­chu, niby ze wzru­sze­nia. Nie po­ru­szała z ro­dzeń­stwem tego te­matu, na­wet jako do­ro­sła. Pa­mięta, jak ma­rzyła, aby oj­ciec znik­nął, aby umarł. Wsty­dziła się tych uczuć, ale taka była prawda. Dzi­siaj zdała so­bie sprawę, że być może jej dzieci mają po­dobne od­czu­cia, my­śli. Prze­ra­ziła się. Przy­znała przed sobą, że utrzy­my­wa­nie sztucz­nego mał­żeń­stwa, niby pięk­nej ro­dziny, do­pro­wa­dziło do po­wie­la­nia sche­ma­tów.

Czy ta­kiego mał­żeń­stwa pra­gnę­ła­byś dla swo­ich dzieci? Je­śli nie, to dla­czego sama sie­bie ska­zu­jesz na ta­kie ży­cie? Żyj tak, jak­byś chciała, aby one żyły.

Dzieci wi­dzą wię­cej, niż nam się wy­daje. Czują i cier­pią po ci­chu, bo ty nie wiesz, czego chcesz. Prze­rwij ten łań­cuch nie­szczę­śli­wych re­la­cji. Je­żeli nie dla sie­bie - cho­ciaż to po­winna być twoja główna mo­ty­wa­cja - to dla tych ma­łych istot, które po­winny wie­dzieć, w ja­kim kie­runku to zmie­rza. Je­żeli ty nie bę­dziesz wie­działa, to one tym bar­dziej.

Szczę­śliwa matka to szczę­śliwe dzieci. Po­każ im błysk w oku o po­ranku, gdy przy­go­to­wu­jesz śnia­da­nie, czy­tasz książkę czy za­nu­rzona w roz­my­śla­niach pi­jesz ulu­bioną her­batę w zimny gru­dniowy wie­czór.

Twoje dzieci są naj­waż­niej­szą pu­blicz­no­ścią, więc ważne jest to, na co pa­trzą. A reszta bliż­szej lub dal­szej ro­dziny, przy­ja­ciele, zna­jomi, ko­le­żanki z pracy? Nie je­dzą z wami śnia­dań i nie spę­dzają je­sien­nych wie­czo­rów przy ku­chen­nym stole, gra­jąc w scrab­ble. Nie ocie­rają łez i nie pie­lę­gnują w cho­ro­bie, a więc nie mają prawa głosu. Ich prze­ko­na­nia i po­my­sły nie po­winny mieć za­pro­sze­nia do two­jego domu.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

I że będę z tobą na do­bre i na złe.

I że będę cier­pliwa i wy­ro­zu­miała.

I że będę ko­chać nie za coś, ale po­mimo.

I że nie opusz­czę cię aż do... roz­sta­nia.

Czy można po­wie­dzieć, że je­ste­śmy ofia­rami ba­jek dla dzieci? Jak naj­bar­dziej. W na­szych gło­wach wciąż tkwi ocze­ki­wa­nie, że pew­nego dnia po­jawi się książę na bia­łym ko­niu, który znaj­dzie nas, ura­tuje, wskaże drogę, za­bie­rze do zamku, gdzie bę­dziemy długo i szczę­śli­wie żyć w har­mo­nii, do­statku i mi­ło­ści. A gdy ten książę już się po­jawi, gdy już po­kona wszel­kie prze­ciw­no­ści, po­ka­zu­jąc, jak mu na nas za­leży, to wtedy za­cznie się na­sze praw­dziwe ży­cie. Bo do tego czasu ży­ły­śmy w ocze­ki­wa­niu. Albo by­ły­śmy za­mknięte w wieży, albo w uśpie­niu, albo w ukry­ciu. Bez spraw­czo­ści, bez po­my­słu, bez wła­snych pla­nów, pie­nię­dzy i na­dziei. No, chyba że po­jawi się on...

Osta­tecz­nie z tych baj­ko­wych wy­obra­żeń czę­sto bu­dzi nas bru­talna rze­czy­wi­stość. Książę to nie ża­den dzie­dzic, a do­rob­kie­wicz, kró­le­stwo jest na kre­dyt, oczy­wi­ście wspólny, a happy end się od­dala przy każ­dym kry­zy­sie. Mie­li­śmy żyć ra­zem długo i szczę­śli­wie, a czę­sto ży­jemy osobno i nie­szczę­śli­wie, mi­ja­jąc się, nie do­ce­nia­jąc, la­wi­ru­jąc mię­dzy "chcę" a "mu­szę". Z tego roz­cza­ro­wa­nia za­czy­namy być dla sie­bie nie­mili, uszczy­pliwi, wy­ty­kamy błędy, wzdy­chamy, od­da­lamy się.

Roz­sta­jemy się, cza­sem tylko ener­ge­tycz­nie, cza­sem dzie­limy łóżko i lo­dówkę na pół, nie­kiedy tylko na chwilę, w kłótni, a cza­sami wy­bie­ramy roz­wód, szcze­gól­nie wtedy, gdy chcemy prze­ciąć wszyst­kie więzy: i te do­mowe, i te ofi­cjalne.

Ży­jemy w cza­sach, gdy roz­wód wy­daje się nie­zwy­kle pro­sty. Nie ko­chamy, chcemy roz­wodu. Nu­dzimy się, chcemy roz­wodu. Cier­pimy, chcemy roz­wodu. Jest za trudno, chcemy roz­wodu. Jest za mało, chcemy roz­wodu. Mamy do tego prawo, tak jak do świę­tego spo­koju, sza­cunku, po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa i mi­ło­ści. Z tę­sk­noty za tym chcemy jak naj­szyb­ciej wy­swo­bo­dzić się ze związku, który uwiera. Ale bywa też, że ktoś chce się uwol­nić od nas, jed­no­cze­śnie fun­du­jąc nam trudne do zro­zu­mie­nia prze­ży­cia.

Roz­wód, jak to ła­two po­wie­dzieć. Ale to tylko po­zory. W rze­czy­wi­sto­ści roz­sta­nia są nie­zwy­kle emo­cjo­nu­jące i wy­kań­cza­jące. W Pol­sce co trze­cie mał­żeń­stwo się roz­pada. To słodko-gorzki wy­nik. Słodki, gdyż te roz­wody to nowe szanse na zdrowe re­la­cje. Gorzki, po­nie­waż niosą roz­cza­ro­wa­nie, ból, nie­zro­zu­mie­nie, nie­do­pa­so­wa­nie, ale też czę­sto wstyd.

Roz­wód to po­rażka - tak są­dzą osoby, które go do­świad­czyły, ale nie do­strze­gły w nim szansy. Po­strze­gamy go w czar­nych bar­wach, ni­czym ko­niec świata, brak per­spek­tyw. Roz­wódka to go­rzej niż wdowa! Kto ją ze­chce, a jesz­cze z dziećmi? To ko­bieta z "dru­giego obiegu", po przej­ściach, czyli z pro­ble­mami. Na pewno trudna, po­krzyw­dzona, wciąż tę­sk­niąca za daw­nym ży­ciem.

Ta­kie głosy są sły­szalne. Wciąż tak szepce się o roz­sta­niach, roz­wód­kach, ko­bie­tach po­rzu­co­nych i tych, które ode­szły pierw­sze. Na szczę­ście co­raz wy­raź­niej sły­chać dziś rów­nież inne słowa: ROZ­STA­NIE TO NOWE ROZ­DA­NIE, od­no­szące się do zmian za­cho­dzą­cych w ko­bie­tach po roz­sta­niach i roz­wo­dach, bez względu na to, czy same chciały odejść, czy zo­stały do roz­sta­nia zmu­szone przez oko­licz­no­ści.

Spójrz na roz­sta­nie jak na piękne, ozdobne pu­dełko: cza­sem ude­ko­ro­wane wstążką, a cza­sem po­dane w fo­lio­wej tor­bie z dys­kontu. To wciąż pre­zent. Nie wia­domo, co w nim jest: ra­dość, ulga, wy­zwo­le­nie, nowa ener­gia, siła i moc, smu­tek, strach, roz­pacz? Nie za­wsze pre­zent jest tra­fiony, ale nasz umysł po­trafi go za­mie­nić w dar, któ­rego war­tość od­kry­wamy z cza­sem, gdy spo­glą­damy na niego z in­nej per­spek­tywy. Naj­lep­sze jest to, że to od nas sa­mych za­leży, co otrzy­mamy z roz­sta­niem. Czy wyj­dziemy z niego z ko­lejną szansą, czy może prze­ko­nane, że oto wła­śnie speł­niły się wszyst­kie czarne sce­na­riu­sze.

Co wy­bie­rasz?

Jaką hi­sto­rię chcesz na­pi­sać?

Na co cię stać, a na co bra­kuje ci od­wagi?

Którą ścieżką pój­dziesz w stronę do­brego ży­cia?

Po co je­ste­śmy w związ­kach?

Po co je­steś w związku?

Co daje ci twoja re­la­cja?

Czy pod­nosi twoje wi­bra­cje?

Czy czu­jesz się bez­piecz­nie?

Gdy­by­śmy cię za­py­tały: co czu­jesz każ­dego ranka po prze­bu­dze­niu, pa­trząc na swo­jego part­nera, męża - co byś od­po­wie­działa?

Ży­cie nie za­wsze jest pro­ste; czę­sto sta­jemy przed ogrom­nymi wy­zwa­niami, cza­sem źle się czu­jemy, ale nas za­sta­na­wia ten pierw­szy mo­ment po prze­bu­dze­niu.

Czy mo­żesz po­wie­dzieć: "Tak, je­stem w do­brym miej­scu, mam nie­zwy­kłą przy­jem­ność bu­dzić się przy to­bie, twój uśmiech i do­tyk o po­ranku dają mi szczę­ście i chcę się dzie­lić tym szczę­ściem z tobą"? A może w ogóle ra­zem nie sy­pia­cie, nie bu­dzi­cie się czu­łym do­ty­kiem, na­wet mu­śnię­ciem dłoni czy po­ca­łun­kiem tylko na chwilę, gdy ktoś wstaje wcze­śniej, bo musi?

Za­mknij oczy i przy­po­mnij so­bie te naj­pięk­niej­sze chwile. To dużo mówi o re­la­cji. Za­wsze mo­żesz do tego wró­cić, a je­żeli nie czu­jesz nic, to też ważna in­for­ma­cja, bo można nie wie­dzieć, czego się chce, ale świa­do­mość, czego się nie chce, to pierw­szy krok ku szczę­śli­wemu ży­ciu.