Podziękowania
Zacznijmy od odpowiedzi na pytanie, dlaczego zadedykowałem tę książkę
Frazerowi Ashfordowi. Cóż, mija siedemnaście lat, odkąd John Blake
został moim wydawcą. Wszystko zaczęło się przed kilkoma dekadami, kiedy
poznałem Frazera.
To najgorszy maszynopis, jaki kiedykolwiek widziałem, ale Pańska
analiza zabójstwa konstabla Gutteridge'a jest bez zarzutu. Czy zgodziłby
się Pan, żebym został współautorem książki? Pozostałby Pan jej głównym
autorem.
ROBIN ODELL, REPORTAŻYSTA PISZĄCY O PRZESTĘPCZOŚCI, W LIŚCIE DO AUTORA
Na początku lat dziewięćdziesiątych Robin Odell, jeden z najlepszych
reportażystów piszących książki o tematyce kryminalnej, zwrócił uwagę na
moje pierwsze, niezgrabne próby pisarskie i pokazał je Ericowi Dobby'emu
z wydawnictwa W. H. Allen & Co. Wydaliśmy razem książki The Long
Drop, Dad, Help Me Please, Ladykiller, a później A Question of
Evidence.
Wydawnictwo Virgin Books opublikowało Monsters on Death Row i w tym
okresie poznałem Frazera Ashforda, producenta CrystalVision TV z siedzibą w Croydon. Nakręciliśmy krótki film na podstawie mojej książki
Dad, Help Me Please (o sprawie Craiga i Bentleya); później stała się
ona podstawą scenariusza brytyjskiego filmu fabularnego Dawaj! z 1991
roku w reżyserii Petera Medaka, z udziałem Christophera Ecclestona,
Paula Reynoldsa, Toma Courtenaya i Toma Bella.
Po kilku latach Frazer i ja znowu nawiązaliśmy współpracę i nakręciliśmy
dwunastoodcinkowy serial telewizyjny The Serial Killers - pierwszy w historii dokument, w którym pozwolono mordercom mówić własnymi słowami.
Wystąpiło w nim wielu bliskich krewnych sprawców i ofiar, a także
sędziów, policjantów i adwokatów, którzy przedstawili swoje opinie...
Później w moim życiu pojawił się wydawca John Blake.
Rozmowy z seryjnymi mordercami, opublikowane w 2003 roku, stały się
pierwszym w dziejach reportażem kryminalnym, w którym cytowano
wypowiedzi i listy zabójców. Było to ryzykowne, kontrowersyjne
posunięcie Johna Blake'a, a mimo to książka ta do dziś pozostaje
międzynarodowym bestsellerem.
Po siedemnastu latach w dalszym ciągu współpracuję z tym samym wydawcą;
od początku żyjemy w stanie symbiozy. Robin Odell napisał kilka książek
z nestorem reportażu kryminalnego J.J. Gautem, a także z Colinem
Wilsonem - sławnymi postaciami mającymi kilkudziesięcioletnie
doświadczenie kryminologiczne. W jakimś stopniu na tym skorzystałem,
ponieważ to Robin nauczył mnie pisać reportaże kryminalne. Frazer
Ashford jako pierwszy dostrzegł potencjał tkwiący w moich wywiadach z wyjątkowo groźnymi zbrodniarzami, często psychopatami; zrozumiał, że
można je sfilmować. Moje pierwsze doświadczenia z telewizją pomogły mi
później w wykładach i prelekcjach, a także we współpracy z autorami
filmów dokumentalnych, w których występuję jako konsultant.
Jeszcze raz Ci dziękuję, Frazer. Niechaj Cię Bóg błogosławi.
Moim redaktorem jest od wielu lat Toby Buchan - mam wobec niego ogromny
dług wdzięczności. Muszę przyznać, że to on wpadł na pomysł napisania
tej książki, gdy siedzieliśmy przy stoliku we włoskiej restauracji
Jamiego Oliviera przy Tooley Street w dzielnicy South Bank w Londynie;
firma Johna Blake'a wydała na moją cześć uroczysty lunch w trakcie
mojego pobytu w Londynie, kiedy podpisywałem książki w księgarniach
Waterstones i Foyles. Bardzo Ci dziękuję, drogi przyjacielu, a także
Kelly Ellis, ówczesnej szefowej John Blake Publishing. Wasze wsparcie
było bezcenne.
Składam równie serdeczne podziękowania całemu zespołowi redakcyjnemu
oraz wydawcy amerykańskiemu - Ulysses Press; zawsze uważałem sukces
książki za efekt pracy zespołowej. Zaczyna się od studiów
przygotowawczych, później przychodzi pisanie, marketing, projekt
okładki, niezliczone poprawki redakcyjne, sprzedaż w księgarniach i w internecie. Ja tylko piszę - niezależnie od tego, jak znakomity jest
pomysł autora, bez lojalnego i pełnego poświęcenia wydawcy praca nad
książką byłaby tylko marnowaniem czasu.
Dziękuję członkom swojej rodziny i bliskim przyjaciołom. Wymienię ich
imiona i nazwiska: Claire, matka mojego cudownego syna Jacka; jej
rodzice Trevor i Carol; siostra Lizzie i Clan Stothard; moja kochająca
partnerka Maui; kumple Boris Coster, Tony Brown, Ann Sidney (była Miss
World), wielebny Chris Richardson, Claire Louise, Clive Sturdy, Dan
Zupansky, Denis Claivaz, Gary i Anita Robertsowie, zdumiewająca Hollie,
Jan Fuller, Jay, Jenni, Jenny (WRN) Wiseman, Jon Sotnick; starzy
przyjaciele Karl Spencer-Smith, Robert Pothecary, Roger Holman; Linda i Sherri z zaprzyjaźnionego sklepu; Martin Mahoney, Paul Bell, Jay
Thorley, Steve McCullough, Liam Greaney, Wayne Jowers, Willy B.
Wilhemsen, Tony Brown, Yang Lu i - na koniec - niepoprawny Pete "Bitcoin
Pete" Aldred, jeden z najsympatyczniejszych ludzi na świecie.
Oczywiście mógłbym składać podziękowania w nieskończoność, ponieważ mam
dług wdzięczności wobec dziesiątek dziennikarzy, felietonistów,
producentów telewizyjnych i ekip filmowych. Wymienię producenta
wykonawczego Raya Pedrettiego z Blizzard Road Productions (35 Serial
Killers) oraz członków zespołu Monster Films: Davisa Howarda i Rika
Halla (CBS Reality: Voice of a Serial Killer oraz Murder by the
Sea). Dziękuję również StoryHouse Productions w Niemczech (Killing for
Kicks - Serial Killer Joanna Dennehy). Wskazanie każdego, kto wspierał
mnie na przestrzeni lat, wyczerpałoby limit siedemdziesięciu pięciu
tysięcy słów przeznaczonych na tę książkę. Jeśli Wasze nazwiska się tu
nie pojawiły, i tak będziecie wiedzieć, że mam wobec Was dług
wdzięczności - więc jeszcze raz Wam wszystkim dziękuję.
Christopher Berry-Dee
Wstęp
STALK: 1. Śledzić lub tropić z ukrycia (zwierzę w czasie polowania,
ofiarę itp.). 2. Uporczywie prześladować osobę, na której punkcie ma się
obsesję, często celebrytę, co może zakończyć się napaścią [...]. 3.
Poszukiwać ofiar (na jakimś terytorium).
Collins English Dictionary
Seryjne morderstwa to ponury, choć fascynujący temat; najczęściej
skupiamy uwagę na zabójstwach i technikach stosowanych przez organa
ścigania, by postawić sprawców przed sądem. Najbardziej makabryczne
zbrodnie w nieunikniony sposób stają się tematem filmów o charakterze
rozrywkowym - krwawe morderstwa dobrze się sprzedają. W literaturze
kryminologicznej brakuje studiów nad motywacją seryjnych zabójców i innych przestępców świadomie polujących na ofiary, nad tym, jak
funkcjonują ich umysły, jakie niemożliwe do kontrolowania emocje
poprzedzają morderstwo. Mam zamiar przeanalizować te zagadnienia w niniejszej książce. Przede wszystkim zajmiemy się metodami stosowanymi
przez seryjnych zabójców i przestępców seksualnych w trakcie typowania
ofiar. Nie ulega wątpliwości, że stalking przybiera wiele różnych form.
W ciągu kilku ostatnich dekad w internecie pojawiło się mnóstwo
drapieżników, którzy rabują, kradną, napadają, oszukują, gwałcą - a także zabijają. Są to zarówno mężczyźni, jak i kobiety; stosują
wyrafinowane podstępy, by zwabić ofiary w swoje sieci. Spotkamy w tej
książce wiele takich osób.
Analizowałem sprawy współczesne, jak również historyczne. Jednak w jednym przypadku - zgwałcenia i zabójstwa Muriel Maitland, mieszkanki
południowego Londynu - pojawiła się delikatna kwestia: główny podejrzany
przebywał na wolności, dopóki kilka lat temu nie zmarł z przyczyn
naturalnych. Rozmawiałem z nim, kilkakrotnie wypiłem z nim herbatę w jego obskurnym domu w Portsmouth. Okazał się najbardziej manipulacyjnym
i niebezpiecznym osobnikiem, jakiego spotkałem poza murami więzienia.
Przeprowadziłem wywiady z przeszło trzydziestoma sadystycznymi
mordercami seksualnymi; to, że uważam Gordona Jowersa za wcielenie zła,
ma swoją wymowę.
Poświęciłem cały rozdział przerażającemu morderstwu Muriel Maitland;
jest to hołd złożony jej pamięci. Mamy tu do czynienia z klasycznym
przypadkiem stalkingu z zamiarem popełnienia morderstwa. Większość
kobiet uzna opisaną przeze mnie historię za koszmar ze swoich
najmroczniejszych snów. Sprawa ta ma smutny aspekt. Kiedy prawdopodobny
winowajca stał się głównym podejrzanym, okazało się, że policja zagubiła
wszystkie dowody rzeczowe, w tym ślady zabezpieczone na bieliźnie ofiary
(nawet po upływie wielu lat byłby to znakomity materiał do badań
genetycznych), a także niedopałek papierosa znaleziony na miejscu
zbrodni - materiały te pozwoliłyby udowodnić winę mordercy Muriel
Maitland. Akta sprawy również przepadły, jednak dzięki łutowi szczęścia
udało mi się odnaleźć kopie tych cennych dokumentów w zakurzonej piwnicy
biura koronera w południowym Londynie zaledwie kilka dni przed ich
spaleniem. Gdyby do tego doszło, oczywiście byłyby stracone na zawsze.
Przedziwne są drogi Boga!
Tropienie ofiar w celu dokonania morderstwa to zachowanie ekstremalne -
na przeciwległym krańcu spektrum znajdują się akty bezinteresownego
dobra. Popełniłbym błąd, gdybym nie opisał w tej książce osobników,
których można uważać, błędnie, za mniej brutalnych przestępców: oszustów
polujących w internecie na łatwowierne ofiary, by zwabić je w swoje
sieci. Często są one ograbiane z całych oszczędności, a w najgorszych
przypadkach tracą życie.
Moja książka Murder.com powstała we współpracy z wieloma instytucjami
zajmującymi się ściganiem przestępców; na czele listy znajdują się FBI i rosyjska policja z Petersburga. Niedawno współpracowałem z tymi samymi
instytucjami, skupiając uwagę na serwisach Facebook, Messenger, Hangouts
i craigslist, by odkryć pułapki zastawiane przez oszustów i złapać ich
we własne sidła. Można to uważać za nielegalną prowokację, ale łatwo
uzasadnić celowość takich działań, kiedy dysponujemy wiarygodnymi
poszlakami, a także mejlami, esemesami, fotografiami, przekazami Western
Union oraz kartami podarunkowymi, a fałszywe tożsamości winowajcy
dowodzą ponad wszelką wątpliwość, że sprawą powinna się zająć policja.
Nie zapominajmy, że w wielu podobnych przypadkach mężczyźni i kobiety
zwabieni przez morderców ponieśli śmierć, więc to bardzo poważny
problem. Zamieściłem w książce szczegóły kilku śledztw, które
prowadziłem; te cenne materiały dowodzą, że w internecie roi się od
naciągaczy i szantażystów, więc naiwniacy szukający miłości w sieci
powinni mieć się na baczności. Również mogą zginąć i skończyć w trumnie
z sosnowych desek (jeśli mają szczęście) albo na zawsze przepaść jak
kamień w wodę!
To koniec bardzo krótkiego wstępu do tej książki. Będzie ona
przerażającą lekturą. Zapewniam o tym Czytelników: świadomość, że ktoś
nas obserwuje i planuje straszliwą, krwawą zbrodnię, to wyjątkowy
koszmar.
CHRISTOPHER BERRY-DEE,
SOUTHSEA, WIELKA BRYTANIA,
EL NIDO, PALAWAN, FILIPINY
Rozdział 1
Jaszczurka o imieniu Lenny
PREDATOR: 1. Drapieżnik, każde zwierzę mięsożerne. 2. Człowiek
polujący na ofiary.
Collins English Dictionary
Angielskie słowo predator ("drapieżnik") pochodzi od łacińskiego
wyrazu praedator, czyli "łupieżca", wywodzącego się od czarownika
praedare ("plądrować", "łupić"); jest spokrewnione z łacińskim słowem
praeda, oznaczającym "łup", a także angielskim wyrazem prey
("ofiara"); mają one wspólny źródłosłów. Ponure określenie, ale nazwa ta
doskonale pasuje do dewiantów, którzy tropią, wciągają w pułapkę, a później gwałcą i zabijają mężczyzn, kobiety, dzieci, nawet niemowlęta -
dla satysfakcji seksualnej, pieniędzy albo zabawy.
Od ćwierćwiecza rozmawiam z seryjnymi mordercami, koresponduję z nimi;
opublikowałem na ich temat trzydzieści sześć książek. Wygłaszam
prelekcje na temat seryjnych zabójców i często słyszę pytanie: "Jak
funkcjonują umysły tych potworów?".
Próbowałem częściowo odpowiedzieć na to pytanie w książce Rozmowy z psychopatami, a także jej kontynuacji - Rozmowy z psychopatami. W otchłani zła. Moi Czytelnicy z pewnością szybko zrozumieli, że
odpowiedź jest skomplikowana, a nie prosta. Podstawowa definicja
słownikowa wyrazu "psychopata" brzmi: "Osoba cierpiąca na przewlekłe
zaburzenie psychiczne charakteryzujące się irracjonalnymi, nienormalnymi
i/lub brutalnymi zachowaniami; miewają one charakter napadowy". Jak
wyjaśniłem w swoich wcześniejszych książkach, w mózgu psychopaty
istnieje nierównowaga biochemiczna lub brakuje określonych substancji,
co utrudnia bądź uniemożliwia dokonywanie prawidłowych osądów moralnych,
panowanie nad popędami (najczęściej seksualnymi) i empatyczne rozumienie
bólu oraz cierpień innych ludzi. Sprawa jest jednak znacznie bardziej
skomplikowana. Nie wszystkie osoby o takich cechach stają się
mordercami, choć to psychopaci popełniają część najpotworniejszych
zbrodni. W tym miejscu muszę zrobić dygresję - moi lojalni Czytelnicy
wiedzą, że mam taki zwyczaj. W niniejszej książce, jak wspomniałem
wcześniej, zajmuję się głównie stalkerami.
W 2018 roku (pisałem o tym w jednej z poprzednich publikacji)
odwiedziłem wspaniałe oceanarium w Manili na Filipinach. Zaglądałem do
szklanych terrariów w dziale gadów i płazów. Widziałem tylko zielone
liście i brązowe gałązki. Dopiero po pewnym czasie doznałem olśnienia -
w moim wieku nie jestem już tak szybki jak dawniej - i zrozumiałem, na
co patrzę.
W każdym z terrariów znajdował się ukryty drapieżnik gotowy do ataku. W tym przypadku jaszczurka - idealnie zamaskowana, niewidzialna dla
ofiary, która nie miałaby praktycznie żadnych szans, gdyby została
zauważona.
Kiedy je zobaczyłem, były już martwe.
SERYJNY MORDERCA MICHAEL BRUCE ROSS OPISUJĄCY ATAK NA OFIARY W CZASIE
WYWIADU Z AUTOREM W ZAKŁADZIE KARNYM OSBORN W SOMERS W STANIE
CONNECTICUT, 26 WRZEŚNIA 1994 ROKU
Metoda polowania na ofiary stosowana przez Michaela Rossa nie polegała
na czajeniu się w krzakach; korzystał z przypadkowych, nadarzających się
okazji. Torturował i zabijał napotkane młode kobiety, by zaspokoić
perwersyjne potrzeby seksualne. Nie oznacza to, że nie myślał o gwałcie
i morderstwie, gdy codziennie wychodził do pracy jako agent
ubezpieczeniowy; nie potrafił przestać o tym fantazjować. W istocie
rzeczy podświadomie poszukiwał ofiar, a później, gdy młoda kobieta "była
w zasięgu ręki", znajdował się we właściwym miejscu (niewłaściwym z jej
punktu widzenia). W jego głowie nagle pojawiały się złe myśli i atakował. W dalszej części książki poznamy innych morderców podobnych do
Michaela.
Seryjni mordercy i gwałciciele potrafią tropić ofiary całymi godzinami,
dniami, a nawet miesiącami, nim wreszcie zaatakują, po czym ofiara
wpadnie w starannie przygotowaną pułapkę. Może się to wydawać szokujące,
ale ci wyjątkowo groźni ludzie odczuwają głęboką przyjemność już we
wstępnej fazie stalkingu; dostarcza im ona takiej samej rozkoszy jak
samo zabójstwo. Myśliwy polujący na grubego zwierza, strzelec wyborowy,
a nawet zawodowy zabójca - oni również czują dreszczyk emocji, gdy
tropią ofiary. Tropienie zwierząt, by je zabić i zjeść, jest zakodowane
w ludzkich genach od tysięcy lat, kiedy to nasi przodkowie żyli w jaskiniach. Główną przyczyną był pierwotny instynkt przetrwania.
Oczywiście jaszczurka o imieniu Lenny nie jest drapieżnym mordercą
seksualnym (dzięki Bogu!) ani nikogo nie tropi - po prostu wtapia się w otoczenie i cierpliwie czeka na obiad, który pojawi się na horyzoncie. Z drugiej strony tygrysy tropią zwierzęta w dżungli, podobnie jak
afrykańskie likaony, polujące stadami, kryjące się w wysokich trawach
sawanny. Zamierzają zdobyć pożywienie i nakarmić młode - ważna różnica.
Często mówimy, że człowiek jest jedynym zwierzęciem, które poluje i zabija dla zabawy. Nie jest to do końca prawda, ale zwierzęta
rzeczywiście zabijają głównie ze zrozumiałych, możliwych do
zaakceptowania powodów - chcą zdobyć pokarm, chronić potomstwo, działają
w obronie własnej. Czasem może się wydawać, że zabijają dla zabawy -
nagle ponosi je temperament i nie mogą się powstrzymać (jak lis w kurniku). Szczególnie często zachowują się w ten sposób zwierzęta żyjące
w stadach, gdy ekscytacja przemienia się w szaleństwo. A może postępują
w ten sposób z niejasnych, instynktownych powodów mających coś wspólnego
z przetrwaniem stada i rywalizacją?
Niniejsza książka poświęcona jest ludziom o cechach drapieżników, przede
wszystkim mordercom seksualnym. Byłbym zachwycony, gdyby ktoś zechciał
mi wskazać choćby jedno zwierzę - oprócz człowieka - zabijające dla
przyjemności o charakterze erotycznym. Czekam na informacje. Tylko
ludzie, nie zwierzęta, znajdują przyjemność w torturowaniu ofiar.
Okrucieństwo to jedna z naszych wrodzonych cech. Można zadać pytanie: "A kot bawiący się z myszą?". Kot działa instynktownie: jego metoda
zadawania śmieci myszy polega na łamaniu karku - sposób szybki i skuteczny. W przypadku małej, wijącej się myszy trudno chwycić ją za
kark i nie zostać ugryzionym. Sugerowano, że "zabawa kota z myszą"
polega na tym, by miotać nią w różne strony, by złamać jej kark; inna
hipoteza polega na tym, że kot próbuje chwycić mysz za kark, by szybko
go przegryźć.
Niezależnie od tego, dlaczego zwierzę zabija, jest prawdopodobne, że w większości przypadków robi to instynktownie, choć ludziom może się to
wydawać dziwaczne i niesmaczne. Nie da się tego porównać z samotnym,
zdegenerowanym seryjnym mordercą/gwałcicielem, który powinien mieć
zasady moralne, ale ich nie posiada. Nie zabija, by bronić praw do
swojego terytorium; nie zabija w celu zdobycia pożywienia ani z powodu
sporów rodzinnych; czeka w ukryciu albo tropi ofiarę, świadomie lub
nieświadomie, zamierzając popełnić barbarzyńskie akty okrucieństwa.
Kiedy w przypadku jaszczurki o imieniu Lenny i jej pobratymców mamy do
czynienia ze zjawiskiem noszącym fachową nazwę crypsis (unikanie
obserwacji), widzimy, że w królestwie zwierząt drapieżniki korzystają z kamuflażu (podobnie jak wiele z ich potencjalnych ofiar). Jaszczurki -
zielone, ciemnobrązowe lub szare - wtapiają się w otoczenie,
niewidzialne zarówno dla drapieżników, jak i ofiar. Tygrysy tropią
zwierzęta, niedostrzegalne w wysokiej trawie; sowa niknie na tle
szarobrązowego pnia drzewa...
W trakcie lektury tej książki warto pamiętać o kamuflażu w wielu jego
różnych formach - pamiętajmy, że myśliwy, strzelec wyborowy i zawodowy
morderca noszą różne kostiumy, by śledzić, zwabiać w pułapkę i zabijać
ofiary. Ludzie tworzą specjalne stroje maskujące - stąd biorą się
powszechnie znane mundury polowe żołnierzy pokryte nieregularnymi
plamami różnych kolorów, mające wtapiać się w otoczenie - dżunglę,
pustynię, ośnieżone góry itp.; w podobny sposób maluje się działa i samoloty. Najbardziej wyrafinowana forma kamuflażu to tak zwany ghillie
suit - złożony z siatki, skrawków płótna workowego (juty), a także
liści, gałązek zerwanych z pobliskich krzaków i błota, co pozwala
jeszcze lepiej zamaskować strzelca wyborowego.
Kamuflażem jaszczurki o imieniu Lenny jest skóra, coś w rodzaju
zwierzęcego ghillie suit. Inną formę crypsis można spotkać w wodach
u wybrzeży Australii, gdzie drapieżny pławikonik unika rozpoznania przez
inne drapieżniki, przybierając kolor wodorostów i nici, które wydają się
fragmentami dryfujących alg. Dzięki temu jest całkowicie niewidoczny.
Seryjni mordercy posługują się kamuflażem (crypsis) w ten sam sposób.
Chcę powiedzieć, że seryjni mordercy i inni przestępcy opisani w tej
książce posługiwali się swego rodzaju ghillie suit. Mundur policyjny
może być niekiedy sposobem ukrywania morderczych intencji, sposobem, by
zdobyć zaufanie potencjalnych ofiar. David Alan Gore (1953-2012),
sadystyczny morderca seksualny z Florydy, gwałcił i zabijał ofiary
przebrany za ochotniczego zastępcę szeryfa; spędził dwadzieścia osiem
lat w celi śmierci i w końcu został stracony. John Christie (1899-1953),
działający w Londynie, w podobny sposób wykorzystywał stanowisko
ochotniczego konstabla policji czasu wojny; robił to wiele lat po
zwolnieniu ze służby, udając funkcjonariusza państwowego, by zdobyć
zaufanie młodych kobiet.
Na przeciwległym krańcu spektrum znajdują się oszuści internetowi
posługujący się kamuflażem, podstępem i sprytem. Młode, piękne,
niewinne, piersiaste blondynki udają spragnione miłości niewiniątka
wystawione do wiatru przez niewiernego partnera; czekają w mediach
społecznościowych i chat roomach, by zainteresował się nimi jakiś
mężczyzna. Czy planują swoje drapieżne ataki z wojskową precyzją? Ależ
tak - istnieje wiele dobrze udokumentowanych relacji o mężczyznach,
którzy w ogóle nie zastanawiali się nad tym, co robią. Zakochali się w rosyjskiej "laleczce", polecieli się z nią spotkać z portfelem wypchanym
dolarami, wysiedli z samolotu na lotnisku Szeremietiewo, po czym nikt
ich nigdy nie widział (żywych). Wyobraźcie sobie śmiercionośnego pająka
siedzącego w środku pajęczyny: to jeszcze jedno znaczenie terminu World
Wide Web.
W kolejnych rozdziałach książki przekonamy się, że przestępcy
wykorzystują różne rodzaje przynęt, by zwabić ofiary. Postępują podobnie
jak wędkarze stosujący różne muchy przypominające prawdziwe owady, ryby
lub inne smaczne kąski skłaniające ryby do połknięcia haczyka.
Zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy o wędkarzu łowiącym na muchę albo
uprawiającym spinning na plaży. Obaj polują, to oczywiste. Bardziej
doświadczeni starają się zwiększyć szansę na sukces: znają głębokie,
ocienione zatoczki, w których pływają pojedyncze ryby, albo miejsca przy
brzegu, gdzie pojawiają się całe ławice. Wiedzą, jakie przynęty
stosować, a potem zarzucają haczyk. Wielu seryjnych morderców, z którymi
rozmawiałem, postępowało w podobny sposób. Brytyjski seryjny morderca
Peter Sutcliffe (ur. w czerwcu 1946) zabijał przede wszystkim
prostytutki, tak jak amerykański "Potwór znad Rzeki", Arthur John
Shawcross (1945-2008). Oni również, jak inni seryjni zabójcy, polowali
głównie na prostytutki, ponieważ dobrze wiedzieli, gdzie się zbierają
(pływają) - w mrocznych, obskurnych dzielnicach czerwonych latarni
oferujących szybki seks za pieniądze. Łatwo je złapać i zabić.
Określenie "dzielnica czerwonych latarni" sugeruje przynęty
przyciągające klientów. Dziewczyny pracujące na ulicach często posługują
się sformułowaniem "łowienie frajerów". Ostentacyjnie spacerują po
mieście, odwiedzają bary i kluby ubrane w seksowne stroje. Są przynętą
kuszącą klientów, choć często narażają przy tym swoje życie. Angielskie
określenie hooker ("prostytutka", dosł. "osoba łapiąca na haczyk")
nawiązuje do wędkarstwa. Dziewczyny zarzucają haczyk i łowią klientów
jak oszuści w internecie.
Groteskowa żabnica z gatunku Melanocetus johnsonii ma długi wyrostek
zakończony święcącym organem zwanym fotoforem i wykorzystuje światło do
wabienia ofiar - w oceanarium w Manili jest kilka takich okazów.
Jeden ze średniowiecznych brytyjskich seryjnych morderców - tak zwany
Szalony Mnich z Gidleigh (Mad Monk of Gidleigh) - wykorzystywał światło
do wabienia ofiar.
W XIII wieku na obrzeżach miejscowości Gidleigh w hrabstwie Devon
wybudowano niewielką prywatną kaplicę. Nazwano ją La Wallen i poświęcono
Najświętszej Marii Pannie. W 1332 roku przestała pełnić funkcje
religijne i przekształcono ją w oborę.
Według archiwum miejscowej diecezji mnich Robert de Middlecote
"maltretował" Agnes, córkę wiejskiego młynarza, i zamordował jej
nienarodzone dziecko. Źródła historyczne nie podają, czy dziecko zostało
poczęte wskutek "maltretowania", czy mnich uczestniczył w amatorskiej
próbie aborcji; nie wiemy również, co się stało z nieszczęsną Agnes.
Robert de Middlecote miał stanąć przed sądem, lecz zdołał zbiec. Mniej
więcej w tym samym czasie inny mnich lub duchowny o tym samym imieniu
osiedlił się przy kaplicy Lidwell, także poświęconej Marii Pannie, w lesie Haldon. Wszystkie świadectwa wskazują, że był pobożnym, pełnym
współczucia człowiekiem - w ciągu dnia. W nocy zapalał świece w oknach,
by skłonić znużonych wędrowców do odwiedzenia kaplicy; zjadali posiłek i szybko zapadali w drzemkę, po czym nigdy się nie budzili. Legenda głosi,
że okradał ich ze skromnego dobytku, zabijał i wrzucał zwłoki do studni,
która ciągle istnieje. Pewnej niedoszłej ofierze udało się go
obezwładnić; stanął przed sądem i został powieszony w 1329 roku. (Co
dziwne, istnieje XIX-wieczna relacja o mnichu o imieniu Simon, który
osiedlił się tam w połowie XVI wieku i popełniał dokładnie takie same
morderstwa - naśladownictwo dawnych zbrodni czy pomyłka w archiwach?)
Współrzędne geograficzne ruin kaplicy, w tej chwili wpisanych do
rejestru zabytków, to 50°34?29?? szerokości północnej i 3°31?15??
długości zachodniej. Zaświadczam, że nawet w najbardziej sprzyjających
okolicznościach wyjątkowo trudno je odnaleźć - trzeba opuścić bezpieczną
szosę i pojechać zdradliwą, usłaną kamieniami drogą na podmokłe
pustkowie. Miejsce wygląda przerażająco, więc radzę Czytelnikom, by nie
odwiedzali go w środku nocy - zwłaszcza w czasie pełni księżyca.
Ktoś mógłby pomyśleć, że zwariowałem, ale proszę Czytelników, by nie
odkładali książki. Pomyślcie o "przemytnikach" i "rabusiach
nadmorskich", którzy przywiązywali latarnie do końskich ogonów albo
unosili je na długich drągach, by zwabiać statki w stronę skał, a później je obrabować. Szalony Mnich z Gidleigh był drapieżnikiem,
podobnie jak przemytnicy i rabusie. Wszyscy stosowali światło do
wabienia ofiar, zupełnie jak żabnice.
Wielu seryjnych morderców, zwłaszcza posługujących się podstępem,
wykorzystuje inny rodzaj "światła" - oferuje ofiarom "nadzieję". Łudzą
je mirażem wspaniałej przyszłości, wabią specyficzne osoby, które
radośnie wpadają w pułapkę.
Tak, nadzieja to podstawowe narzędzie oszustów internetowych. Starszy
zaniedbany mężczyzna spędza całe dnie w chat roomie i nagle napotyka
piersiastą dziewczynę z Detroit. Ma on trzy i pół tysiąca
"przyjaciółek", lecz wszystkie to kompletna lipa; widać to na kilometr.
Nagle pojawia się nadzieja - wysyła jej wiadomość, a ona - wow! -
odpowiada. Po chwili są w sobie zakochani, planują zaręczyny. Przenoszą
się do serwisu Hangouts. Mężczyzna jest tak zauroczony, że nie zwraca
uwagi na to, że dziewczyna nie ma dokumentów ani konta bankowego, że
przekazy Western Union można wysyłać tylko do "przyjaciela" w Nigerii
albo na Białorusi, że interesują ją jedynie karty podarunkowe, których
odbiorcy nie da się zidentyfikować. Najważniejsza jest nadzieja -
nadzieja, że jasnowłosa seksbomba będzie szczęśliwa, wożąc go w wózku
inwalidzkim; poza tym chce mieć z nim dziecko. Nasz hipotetyczny - a zarazem typowy - bohater leci na spotkanie z marzeniami. Kiedy, ciągle
niczego nie podejrzewając, wysiada na lotnisku z samolotu, wita go
barczysty facet, który zapewnia, że zawiezie go do czekającej bogdanki.
Mężczyzna zostaje obrabowany, a jego konto opróżnione do ostatniego
centa; jeśli ma szczęście, kończy się na ciężkim pobiciu, ale może się
też zdarzyć, że nikt go więcej nie zobaczy. Ten banalny scenariusz
powtarza się w różnych odmianach.
Oczywiście w pułapki tego rodzaju wpadają nie tylko mężczyźni.
Natychmiast przychodzi do głowy John Edward Robinson (ur. 1943),
sadystyczny morderca seksualny ze Stanów Zjednoczonych, który ukrywał
zwłoki ofiar w beczkach. Jego kamuflaż - ghillie suit - polegał na
tym, że udawał szacownego, pobożnego, odnoszącego sukcesy biznesmena i ojca kilkorga dzieci, społecznika wspomagającego akcje charytatywne. Pod
tą maską krył się prawdziwy potwór: złodziej, fałszerz, porywacz - i stalker internetowy. Dobrze go poznałem, prowadząc studia przed
napisaniem jednej ze swoich książek. Robinson, który lubił, gdy nazywano
go "J.R.", popełnił co najmniej osiem zabójstw; przebywa obecnie w celi
śmierci w zakładzie karnym El Dorado w stanie Kansas. Uważa się, że to
pierwszy seryjny morderca w historii, który szukał ofiar za pomocą
internetu. Rozpoczął swój proceder po 1993 roku, wabiąc kobiety do
starannie utkanej pajęczyny; nawiązywał z nimi kontakt w internetowych
chat roomach i dawał im promyk nadziei na lepszą przyszłość. Jego modus
operandi był bardzo prosty. Posługując się pseudonimem "Pan Niewolnic",
polował na ofiary w serwisach społecznościowych odwiedzanych przez
kobiety lubiące odgrywać rolę uległej partnerki seksualnej. Udając
bardzo zamożnego człowieka, proponował im - oprócz dewiacyjnego,
sadomasochistycznego seksu - możliwość pracy na pełnym etacie: miały się
opiekować jego dawno zmarłym ojcem, pływać nieistniejącym jachtem.
Wytypowane ofiary połykały haczyk, po czym J.R. z łatwością namawiał je
do złożenia mu wizyty. Ani przez chwilę nie przypuszczały, że zostaną
obrabowane, zabite młotkiem i zgniją w stalowych beczkach. Wrócimy
jeszcze do Robinsona.
Pora się pożegnać z jaszczurką o imieniu Lenny. W tej chwili
prawdopodobnie siedzi wygodnie wśród listowia i czeka na pojawienie się
żuka, który absolutnie niczego nie podejrzewa. Właśnie tak wygląda życie
zwierząt: żuk nie ma pojęcia, że obserwuje go para nieruchomych oczu; po
prostu idzie po gałązce i szuka czegoś do zjedzenia. Seryjni mordercy
działają dokładnie w ten sam sposób. Atakują w sprzyjającym momencie, a kiedy ofiara zrozumie, co się dzieje, jest już za późno.
Witajcie w świecie morderczych stalkerów. Miłych snów!
Rozdział 2
Premedytacja: morderczy plan
Premedytacja, czyli planowe działanie, z definicji oznacza celowe,
świadome popełnienie przestępstwa. Stanowi ważny element zbrodni
dokonanych przez bohaterów tej książki.
Prawie wszyscy mordercy planują swoje działania, często bardzo
szczegółowo. Nie ogranicza się to tylko do seryjnych zabójców. We wtorek
2 października 2018 roku Jamal Khashoggi (1958-2018), saudyjski
dysydent, dziennikarz "The Washington Post", były dyrektor i redaktor
naczelny Al-Arab News Channel, został zamordowany w saudyjskim
konsulacie w Stambule przez grupę obywateli Arabii Saudyjskiej. Jest
oczywiste, że zabójstwo zostało starannie zaplanowane. Khashoggi był
przez dłuższy czas obserwowany, śledzono każdy jego ruch, był tropiony i zwabiono go w pułapkę; nie miał szansy ucieczki. Zbrodnię popełnili
"zorganizowani" mordercy, czy działali na rozkaz, czy nie!
Określenie "stalking" sugeruje premedytację, czy chodzi o łowy na
grubego zwierza, czy działania kogoś takiego jak amerykański seryjny
zabójca Richard Beasley, który pojawi się jeszcze na kartach tej
książki. W epoce internetu gwałciciele i mordercy coraz częściej śledzą
ofiary z daleka, niekiedy z odległości tysięcy kilometrów. Myśliwy
polujący na grubego zwierza wykorzystuje swój spryt i znajomość
ukształtowania terenu; drapieżnicy internetowi w podobny sposób traktują
sieć; jest ona dla nich polem łowów. Wiedzą, gdzie znaleźć potencjalne
ofiary, i tropią je w różnych miejscach - chat roomach, serwisach
randkowych, na blogach - aż wreszcie nadarzy się sprzyjająca okazja.
W niniejszej książce można znaleźć przykłady miejsc, gdzie zorganizowani
przestępcy tego rodzaju spędzają długi czas, szykując się do ataku:
typują ofiary, obserwują je i śledzą z ukrycia, aż wreszcie wpadną one w starannie przygotowaną pułapkę. Można odnieść wrażenie, że część
drapieżników obserwuje, atakuje, gwałci i morduje ofiary pod wpływem
nagłego impulsu. Dawniej uważano, że premedytacja wymaga działań
trwających godziny, dni, tygodnie, miesiące, a nawet lata, że przestępca
planuje zbrodnię przez dłuższy czas. Nie jest to do końca prawda: jeśli
ktoś zamierza skrzywdzić inną osobę pod wpływem impulsu, również mamy do
czynienia ze swego rodzaju premedytacją. Właśnie dlatego związki
premedytacji ze stalkingiem są niezwykle ciekawe w kontekście
dewiacyjnych skłonności gwałcicieli i morderców.
Michael Bruce Ross (1959-2005), wspomniany wcześniej seryjny morderca z amerykańskiego stanu Connecticut, działał pod wpływem impulsów. Jeśli
zauważył we właściwym miejscu i czasie potencjalną ofiarę (dla niej,
oczywiście, były to niewłaściwe miejsce i czas), prawie natychmiast
skupiał na niej uwagę. Ross, sprawca odrażających zbrodni, był
uzależniony od twardej pornografii; nieustannie myślał o seksie,
świadomie lub podświadomie. Nawet w celi śmierci (został stracony)
masturbował się czterdzieści razy dziennie, przeżywając od nowa swoje
fantazje seksualne; w konsekwencji ranił sobie penis. Pracował jako
agent ubezpieczeniowy, lecz stale dręczyły go niemożliwe do opanowania
pragnienia erotyczne. Sprawiły, że polował na kobiety z zamiarem
popełnienia morderstwa, uświadomionym lub nie.
Droga Czytelniczko, wyobraź sobie, że jesteś dziewczyną lub młodą
kobietą samotnie wracającą do domu ze sklepu albo szkoły. Mija Cię
jadący samochodem schludny, przystojny młody okularnik podobny do
Michaela Rossa. Włącza czerwone światła hamowania... zatrzymuje się...
czeka... Kiedy się z nim zrównujesz, miłym głosem pyta o drogę. Później
rzuca się na Ciebie, zakrywa Ci dłonią usta i wiezie Cię w odludne
miejsce, gdzie zostaniesz zgwałcona i zamordowana. Ross nie porywał
ofiar w nocy; robił to w biały dzień, na uczęszczanych szosach.
Mam pewną radę. Jeśli nieznajomy mężczyzna nagle zatrzymuje samochód i pyta o drogę, warto się cofnąć i zachować ostrożność. Dysponujemy w tej
chwili GPS-em, prawda?
W tym momencie wracam do teorii psychologicznych Freuda na temat
ludzkiej osobowości. Uważał on, że osobowość dzieli się na trzy części:
id - źródło prymitywnych popędów poszukujące przyjemności i unikające
bólu; superego - źródło zasad moralnych i szlachetnych instynktów;
oraz ego - część pragmatyczną, która kontroluje impulsy id oraz
zakazy płynące z superego. Id nie ma kontaktu z rzeczywistym
światem; źródłem jego działań są dwa pierwotne motywy:
Eros - instynkt życia, sprawiający, że
ludzie unikają zagrożeń i poszukują przyjemności (np. realizują
pragnienia seksualne).
Tanatos - instynkt śmierci,
skłaniający ludzi do destrukcji, zwrócony przeciwko innym i sobie.
Nieżyjący doktor Don Bannister, brytyjski psycholog, który nie zawsze
zgadzał się z Freudem, ironicznie podsumował psychoanalityczne teorie na
temat natury ludzkiej:
Człowiek [...] w gruncie rzeczy jest polem bitwy: cnotliwa ciotka
[superego] i małpa oszalała na punkcie seksu [id] toczą ze sobą
śmiertelną wojnę w ciemnej piwnicy; sędzią jest nerwowy urzędnik
bankowy [ego].
Don Bannister obrazowo opisał trzy części składowe osobowości według
teorii Freuda. Pewne podobieństwa można znaleźć w zmaganiach
wewnętrznych, które przeżywał codziennie Michael Ross:
Czułem się jak pająk wspinający się po śliskiej szybie. Za każdym razem
spadałem tuż przed dotarciem na samą górę. Chciałem się pozbyć
straszliwych myśli pojawiających się w mojej głowie, ale kiedy zbliżałem
się do szczytu, znowu spadałem. Czułem się jak ktoś, kto ma irytującego
sublokatora; nieustannie przychodził i grał mi na nerwach. Kiedy
zażywałem leki, współlokator mieszkał na korytarzu i zostawiał mnie w spokoju. Wracał, gdy przestawałem brać lekarstwa.
Michael Ross przekształcił własny samochód w pułapkę na kobiety; w dalszych rozdziałach tej książki pojawiają się inni użytkownicy aut, w tym taksówkarze, stosujący ten sam modus operandi. Ludzie tacy jak
Antoni Imiela (1954-2018), uzależnieni od pornografii internetowej,
spędzają długie godziny w chat roomach o tematyce seksualnej albo
serwisach randkowych. Podobnie jak Ross nie planują gwałtów i morderstw,
ale podświadomie zawsze snują fantazje seksualne. Kiedy wsiada do ich
samochodów młoda kobieta, być może pijana, fantazje wypełzają z podświadomości i dochodzi do przemiany doktora Jekylla w pana Hyde'a. Z bezbronną kobietą można zrobić wszystko. Ross mówił kiedyś: "Nie mogły
nic powiedzieć ani zrobić. Kiedy je zobaczyłem, były już martwe.
Wykorzystałem je, zgwałciłem, a potem zabiłem. Potraktowałem je jak
śmieci. Co mam jeszcze powiedzieć, kurwa?!".
Spora liczba taksówkarzy ginie z rąk pasażerów, więc rachunki w jakiś
sposób się wyrównują, ale przyczyny zabójstw kierowców są inne. Są
napadani dla pieniędzy, natomiast oni sami atakują kobiety na tle
seksualnym.
W moim przekonaniu w przypadku morderców korzystających z nadarzających
się okazji zawsze mamy do czynienia z premedytacją. Niekiedy ma ona
charakter podświadomy; w sprzyjających okolicznościach skryte fantazje
seksualne skłaniają sprawcę do działania. Nawet całkowicie normalni
ludzie, tacy jak ja albo Czytelnicy, niekiedy odczuwają gwałtowne emocje
i nie liczą się z konsekwencjami. Podwzgórze dąży do przyjemności
niezależnie od tego, czy chodzi o zaspokojenie popędu seksualnego, czy
pragnienie wypicia szklanki wody; podstawowy komunikat brzmi: "CHCĘ TO
MIEĆ NATYCHMIAST!". Na szczęście ja i Czytelnicy jesteśmy w stanie nad
sobą zapanować. Psychopaci opętani seksem nie zwracają uwagi na
konsekwencje swoich czynów, ponieważ nie rozumieją, czym są wartości,
moralność, logika, dobro i zło; poza tym lekceważą fakt, że sami
narażają się na niebezpieczeństwo schwytania i osądzenia. W ich umysłach
zamiast sumienia jest czarna dziura; żaden zbrodniarz opisany w tej
książce nie kierował się zasadami etycznymi.
Poznamy również seryjnych gwałcicieli i morderców - psychopatów do
szpiku kości - którzy wybierali ofiary przypadkiem albo celowo, a później przez dłuższy czas metodycznie realizowali zbrodnicze plany.
Doskonałymi przykładami są seryjny morderca George Joseph Smith
(1872-1915), działający na początku XX wieku, topiący kobiety w wannach,
a także John George Haigh (1909-1949), rozpuszczający zwłoki ofiar w kwasie siarkowym. Obaj zabijali z chęci zysku, podobnie jak seryjny
morderca John Martin Scripps, "Turysta z Piekła", z którym
przeprowadziłem wywiad na kilka dni przed egzekucją. Został powieszony w wieku trzydziestu siedmiu lat w więzieniu Changi w Singapurze; nastąpiło
to 19 kwietnia 1996 roku. Wszyscy ci przestępcy byli zorganizowanymi
zabójcami; dokładnie zaplanowali i przygotowali swoje zbrodnie.
Istnieją również sprawcy, którzy czasem działają z premedytacją -
realizują starannie opracowany plan - a kiedy indziej pod wpływem
impulsu. Amerykański seryjny morderca Harvey "Młotek" Louis Carignan
(ur. 1927) umieszczał w gazetach ogłoszenia o poszukiwaniu pracownic;
najczęściej po prostu porywał młode kobiety na ulicy.
Inny amerykański seryjny zabójca, Paul John Knowles (1946-1974), działał
w sposób bardziej przypadkowy: zabijał mężczyzn, kobiety i dzieci w czasie ataków morderczego szału. Tak samo postępowała para
współpracujących ze sobą zabójców Henry Lee Lucas (1936-2001) i Ottis
Elwood Toole (1947-1996). Carl Panzram (1892-1930) i urodzony w Niemczech Werner Boost, obecnie mający dziewięćdziesiąt dwa lata, to
kolejne przykłady mężczyzn, których zawzięta nienawiść do rodzaju
ludzkiego sprawiała, że popełniali wielokrotne morderstwa.
Zabójcy wymienieni powyżej, a także niezliczeni inni podobni
zbrodniarze, nawet najbardziej niezorganizowani, zawsze są
drapieżnikami. Bardziej metodyczni działali z premedytacją - bardzo
często śledzili ofiary.
Zanim rozwinę ten temat, chciałbym przypomnieć, że istnieją różne
rodzaje stalkerów: zazdrośni kochankowie, niedoszli kochankowie, ludzie
mający obsesję na punkcie celebrytów, dawni narzeczeni, którzy nie chcą
się odczepić... Wszyscy tropią osoby, które ich fascynują. Niektórzy kręcą
się wokół domu upatrzonej osoby, obserwują ją, śledzą, inni uprawiają
stalking w internecie. Takie sytuacje zwykle wywołują niepokój; mogą się
zakończyć atakiem, a nawet zabójstwem. Ale ja w tej książce zajmę się
przede wszystkim złowrogimi seryjnymi mordercami, którzy tropią ofiary,
by je zabić.
Rozdział 3
Obserwatorzy
Stał na schodach. Widziało go mnóstwo dziewczyn. Nie tańczył, nie pił,
z nikim nie rozmawiał. Przez długi czas po prostu stał i patrzył. Było
to trochę niesamowite. Dostawałyśmy gęsiej skórki.
Dawna członkini korporacji studentek Chi Omega w rozmowie z autorem w trakcie kręcenia dwunastoodcinkowego filmu dokumentalnego The Serial
Killers, Kampus Uniwersytetu Stanu Floryda, Tallahassee, 1995
W godzinę po tym nieprzyjemnym doświadczeniu inną członkinię korporacji
Chi Omega, dwudziestojednoletnią Margaret Elizabeth Bowman, pobito i uduszono, gdy spała w swoim pokoju. Chwilę później dwudziestoletnia Lisa
Levy została pobita, uduszona i zgwałcona po śmierci. Następnie
napastnik zaatakował dwudziestojednoletnią Cheryl Thomas; pobił ją, gdy
spała w swoim mieszkaniu zaledwie osiem przecznic dalej. Jakimś cudem
przeżyła.
Była niedziela, 15 stycznia 1978 roku. Milczącym obserwatorem był
porywacz, gwałciciel i seryjny morderca seksualny Theodore "Ted" Robert
Bundy (1946-1989), znany wszystkim miłośnikom kryminologii jako jeden z najsławniejszych seryjnych morderców w dziejach Stanów Zjednoczonych.
Kiedy kręciliśmy film dokumentalny i zbieraliśmy do niego materiały, ja,
producent Frazer Ashford i ekipa filmowa odwiedziliśmy Tallahassee,
stolicę stanu Floryda. Robiliśmy to, co zwykle robią ekipy filmowe:
jedliśmy mnóstwo śmieciowych dań, kłóciliśmy się, dogryzaliśmy sobie,
nagabywaliśmy świadków i policjantów, by udzielili nam wywiadów,
jeździliśmy policyjnym samochodem patrolowym z włączonymi błękitnymi
światłami... Rozmawialiśmy z szeryfami, przedstawicielami Florida
Department of Law Enforcement (FDLE), technikami kryminalistycznymi,
adwokatami, odwiedzaliśmy miejsca zbrodni, piliśmy nędzne piwo i jedliśmy koszmarne jedzenie, marząc o porządnej brytyjskiej pieczeni (z obowiązkowymi dodatkami)!
Mogłem nawet dotknąć odlewu zębów Teda. Nie żartuję. Wykonano go po jego
aresztowaniu pod pretekstem, że może wymagać pomocy stomatologicznej.
Szybko potwierdzono, że przed śmiercią Lisy Levy gryzł ją w pośladki;
ślady idealnie pasowały. Badania kryminologiczne tego rodzaju noszą
nazwę "odontologii sądowej". Warto się wgryźć w ten temat w wolnej
chwili.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki