rozdział pierwszy
Spełnić oczekiwania ojca
Niebieskooki John Wayne Michael Gacy,
urodzony we wtorek i stracony we wtorek, przyszedł na świat w szpitalu
Egdewater 17 marca 1942 roku, w dniu Świętego Patryka. Był drugim z trojga dzieci Marion i Johna Stanleya Gacych, ich jedynym synem. Dwa
lata wcześniej urodziła się Joanne, a dwa lata później Karen.
Marion Elaine Gacy z domu Robinson, żywa, sympatyczna, towarzyska
kobieta z Racine w stanie Wisconsin, lubiła tańczyć, śpiewać i wypić
kilka drinków z przyjaciółmi. Była również pracowita; aż do małżeństwa,
które zawarła w wieku trzydziestu lat, zarabiała na życie jako
ekspedientka w aptece. Otrzymała solidne wychowanie; w jej rodzinie nie
było alkoholizmu ani przemocy. Wydawała się naprawdę przyzwoitą kobietą.
John Stanley Gacy senior, głowa rodziny, urodził się w Chicago jako syn
imigrantów z Polski. Zamknięty w sobie, ponury, niezdolny do okazywania
subtelniejszych uczuć i przeżywania szczęścia czy smutku, był całkowitym
przeciwieństwem żony. Mimo to jako fachowy operator obrabiarki,
perfekcjonista w zawodzie wymagającym perfekcjonizmu, cieszył się
szacunkiem kolegów i dobrze zarabiał.
John senior odznaczał się zręcznością manualną - wykonywał w domu drobne
naprawy, kładł tapety, a nawet konstruował własne narzędzia. Często bił
żonę. Miał wybuchowy temperament i bez ostrzeżenia wpadał we wściekłość.
W trakcie kolacji krzyczał na każdego, kto powiedział coś, co mu się nie
spodobało. Dużo pił i uważał, że bicie dzieci to dobra metoda
wychowawcza.
Zawsze troszczyłem się o swoje dzieci - nawet teraz się o nie troszczę.
Nie chcę postępować jak mój ojciec, bo [...] uważam, że nie należy bić
dzieci. Zawsze sądziłem, że służba na rzecz społeczeństwa i innych ludzi
to mój obowiązek religijny. Jeśli służymy innym, odpłacą nam tym samym.
John Wayne Gacy w celi śmierci, 1993
Można powiedzieć, że początek życia Johna juniora był trudny, ponieważ
niewiele brakowało, by chłopiec nie przeżył ciężkiego porodu
pośladkowego. Dom Gacych był jednym z pięciu budynków przy Opal Street w dzielnicy Norridge w Chicago; podmiejska okolica, porośnięta trawą
preriową, zachowała wiejski urok.
W niewielkim Norridge mieszkali dumni ludzie ulepieni z tej samej gliny,
troszczący się o swoje domy i rodziny. Hodowali zwierzęta, w tym kury i kozy, i uprawiali ogródki warzywne. Drzwi nigdy nie były zamknięte,
mieszkańcy nie plotkowali, ponieważ zajmowali się swoimi sprawami i tego
samego oczekiwali od sąsiadów.
John junior o mało nie umarł w trakcie porodu, ale był to dopiero
początek jego problemów. Pewnego dnia John Stanley pracował przy
samochodzie, a jego czteroletni syn chciał pomóc. Jednak pomieszał
części, które ojciec starannie ułożył w odpowiednim porządku. Pan Gacy
lubił porządek. Obrabiarkę należało ustawiać z dokładnością jednej
tysięcznej cala; jego zdaniem dom powinien funkcjonować podobnie. Gacy
skrzyczał syna za drobne wykroczenie i zbił go pasem. John Wayne
zapamiętał to lanie do końca życia.
Mniej więcej w tym samym czasie piętnastoletnia córka sąsiadów, nieco
opóźniona w nauce, zaprowadziła Johna na prerię i ściągnęła mu majtki.
Chłopiec popędził do domu, wrzeszcząc na całe gardło, i opowiedział
matce o incydencie. Rodzice obojga dzieci mieli do siebie pretensje
przez wiele lat.
John junior kochał zwierzęta i w wieku sześciu lat otrzymał w prezencie
kundla o imieniu Pal. Pewnego dnia pijany i rozwścieczony John Stanley
Gacy zastrzelił psa, by ukarać syna, po czym zostawił martwe zwierzę na
brzegu rzeki, gdzie znalazł je mały John. Chłopiec ukradł trochę kwiatów
z zakładu pogrzebowego i sprawił Palowi godny pogrzeb.
Dzieci Gacych uczęszczały do katolickiej szkoły w północnej części
Chicago. Nauczyciele uważali Johna za dobrego ucznia, ale koledzy
niezbyt go lubili. Był tęgi, niezgrabny, skłonny do marzycielstwa, lecz
pozbawiony wyobraźni. Uzyskiwał kiepskie wyniki w sporcie i nie miał
zdolności manualnych. Na dodatek okazał się chorowity. Matka mówiła, że
od urodzenia cierpiał na problemy z sercem, co uniemożliwiało mu
normalne zabawy. Lekarze nie znaleźli żadnych śladów choroby serca, ale
ku ich zaskoczeniu wkrótce stan chłopca znacznie się pogorszył.
John był przez wiele lat bezlitośnie maltretowany fizycznie i psychicznie przez brutalnego ojca. Rzadko mijał dzień, by nie miał
jakichś kłopotów. Stary Gacy stale dawał synowi do zrozumienia, że
sprawia mu zawód - nazywał go "tępakiem" i "głupkiem". Słowa te głęboko
utkwiły w pamięci małego Johna.
W wieku około pięciu lat zaczął mieć napady drgawek i bez widocznej
przyczyny tracił przytomność. Lekarze, którzy go badali, nie postawili
konkretnej diagnozy, ale z ostrożności zapisali duże dawki silnych
barbituratów i środków przeciwdrgawkowych, fenytoiny (dilantinu) i fenobarbitalu (luminalu), stosowanych w leczeniu padaczki.
Specyfiki te, stosowane z umiarem, nie są zbyt szkodliwe, jednak John
junior połykał całe garście leków i pod ich wpływem jego stan znacznie
się pogorszył, ponieważ dilantin wywołuje mnóstwo działań ubocznych.
Pierwszym z nich był przerost dziąseł, objaw nieprzyjemny i krępujący
pod względem towarzyskim. Chłopiec zauważył, że jego dziąsła puchną i szybko czerwienieją; stan ten objął całą jamę ustną. Doszły do tego
niezborność ruchów, oczopląs, bełkotliwa mowa, pogorszenie koordynacji
ruchowej uniemożliwiające wykonywanie prostych czynności, a ponadto
nieprzewidywalne skurcze mięśni. John cierpiał na bezsenność, zawroty
głowy i napady nerwowości; prześladowały go migreny, mdłości, wymioty i niestrawność. Jak łatwo się domyślić, objawom tym towarzyszyła
chroniczna depresja. Na dodatek groziło mu również trwałe uszkodzenie
wątroby.
Ojciec Johna miał własną teorię na temat przyczyn drgawek Johna:
utrzymywał, że chłopak symuluje, by nie chodzić do szkoły i zwrócić na
siebie uwagę. Marion Gacy uważała inaczej. Wiedziała, że syn jest chory,
i starała się go chronić. Jako doświadczona farmaceutka powinna
rozumieć, że dorastający chłopiec stopniowo coraz bardziej uzależnia się
od przeciwbólowych środków psychotropowych, i dostrzec ich działanie
uboczne. Mimo to skupiała uwagę na nieustannych tarciach między ojcem a synem. Grała rolę bufora, a mąż szydził z Johna i nazywał go
maminsynkiem; mówił, że wyrośnie na pedała. Uwielbiał dokuczać Johnowi,
podkreślając jego dziewczęce cechy.
Kiedy chłopiec miał dziesięć lat, lekarze wreszcie rozpoznali jego
chorobę jako odmianę epilepsji motorycznej. Jednak szkody już się
dokonały, ponieważ od pięciu lat zażywał silne środki przeciwdrgawkowe.
John Wayne utrzymuje, że w wieku dziewięciu lat był molestowany
seksualnie przez przyjaciela rodziny, właściciela firmy budowlanej,
który zabierał go na przejażdżki furgonetką. Łaskotał go i uprawiał z nim zapasy. Zawsze kończyło się to w taki sposób, że chłopiec trzymał
głowę między nogami mężczyzny; Gacy opisywał to w czasie pobytu w celi
śmierci. Wiedział, że jest w jakiś sposób wykorzystywany, ale czuł się
zupełnie bezbronny. Opowiedzenie o wszystkim ojcu nie wchodziło w rachubę.
Nie znamy dokładnej daty, ale około 1952 roku rodzina przeprowadziła się
do bardziej przestronnego domu przy Mamora Street 4505 w północno-zachodniej części Chicago. John wspominał później, że ojciec
miał tam sekretne miejsce - dużą suterenę. Słuchał muzyki Ryszarda
Wagnera i pił. Reszta rodziny nie miała tam wstępu, ale po pijanemu Gacy
senior rozmawiał ze sobą dwoma różnymi głosami.
Młody John wkrótce znalazł własne sekretne miejsce pod werandą od
frontu, skąd mógł z ukrycia obserwować innych. Miał teraz swoją własną
kryjówkę, podobnie jak ojciec, i to, co tam robił, pozostawało
tajemnicą. Do czasu, aż zabrał tam bieliznę matki i ukrył w papierowej
torbie. W późniejszych latach Gacy utrzymywał, że nie korzystał z bielizny w celach seksualnych; po prostu lubił jej dotyk i zapach.
Kiedy kradzież wyszła na jaw, dostał lanie. Zbito go ponownie, gdy
młodsza siostra Karen znalazła w jego łóżku swoje majtki. Ojciec złoił
mu skórę, a matka postanowiła dodatkowo go ukarać, zmuszając, by chodził
do szkoły w damskich majtkach noszonych pod spodniami.
John Wayne Michael Gacy z trudem wkroczył w okres dojrzewania; jedynym
źródłem wsparcia i ochrony przed brutalnym ojcem stała się dla niego
matka. Mimo to nawet jej starania nie zapobiegły ciągłemu maltretowaniu
psychicznemu, jakiego dopuszczał się ojciec. Zakończyło się ono dopiero
w chwili śmierci Gacy'ego seniora.
Jedenastoletni John uzyskiwał niezłe wyniki w nauce. Miał niewielu
przyjaciół wśród rówieśników, a nauczyciele uważali go za dobrego
ucznia. Jednak unikał towarzystwa kolegów i zamykał się w sobie.
Rozpaczliwie chciał spełnić wyśrubowane oczekiwania ojca - pan Gacy
pragnął, by syn dzielił jego zainteresowania i we wszystkim go
naśladował. W pewnym stopniu John spełnił te oczekiwania: był zawsze
schludny i czysty, w jego pokoju panował porządek. Mimo to ojciec liczył
na znacznie więcej.
John Stanley Gacy zabrał jedenastoletniego syna na tygodniową wyprawę
wędkarską do stanu Wisconsin. Dla chłopca miał to być pierwszy prawdziwy
sprawdzian. Niestety, przez cały czas padało. Nic nie wyszło z łowienia
ryb; w rezultacie Gacy senior siedział w namiocie i upijał się do
nieprzytomności, obwiniając syna o fiasko wycieczki. Nigdy więcej nie
zabrał Johna na ryby.
W tym samym roku John bawił się na huśtawce i fotelik uderzył go w głowę. Wypadek doprowadził do powstania zakrzepu w mózgu; odkryto go
dopiero, gdy Gacy miał szesnaście lat. Omdlenia ustały po terapii
lekami, które rozpuściły zakrzep.
Ojciec, twardy, brutalny, pracowity perfekcjonista, skłonny do pijaństwa
zwolennik dyscypliny, cenił te cechy u innych, więc młody John
postanowił udowodnić, że potrafi ciężko pracować. I trzeba przyznać, że
przez całe swoje życie "dobry" John Wayne Gacy nigdy się nie lenił.
Pomagał w szkole nauczycielom; na polecenie jednego z nich, zajmującego
się wagarowiczami, telefonował do rodziców, by sprawdzić, czy wiedzą o nieobecności dzieci. Pracował jako magazynier, rozwoził gazety po domach
i dostarczał zakupy z miejscowego sklepu spożywczego, dzięki czemu
zarobił pierwsze w życiu pieniądze.
Był pilnym chłopcem pragnącym sprawiać ludziom przyjemność. Pomagał
matce malować dom i sprzątać; dbał, by jego prace domowe były bez
zarzutu. Jednak w oczach ojca to nie wystarczało. Syn robił wszystko
źle.
To Chrystus, jak go widzę w sobie. Jest monolitem, bo Chrystus to dla
mnie monolit. Jest wszystkim dla wszystkich.
John Wayne Gacy opisujący w celi śmierci jeden ze swoich obrazów
przedstawiających Chrystusa, 1992
Nie jest to rzecz powszechnie znana i z pewnością może budzić
kontrowersje, ale wydaje się prawdopodobne, że Gacy zaczął zabijać w czternastym lub piętnastym roku życia - wiele lat później przyznał, że w wieku piętnastu lat zasztyletował nastolatka. Tę szokującą spowiedź
potwierdza wiarygodne źródło: Joe Kozenczak, dawny szef policji w Des
Plaines, który kierował śledztwem w sprawie trzydziestu trzech morderstw
Gacy'ego.
Joe Kozenczak opowiada, że latem 1989 roku siedział przy swoim biurku,
gdy zadzwonił do niego sierżant John Sarnowski z policji z Chicago.
Przeczytał książkę Russa Ewinga Buried Dreams, poświęconą Gacy'emu.
W 1955 roku Sarnowski był detektywem chicagowskiej policji. W październiku tego roku brutalnie zamordowano Johna i Antona Schuesslerów
oraz ich przyjaciela Roberta Petersona.
W książce A Passing Acquaintance Joe pisze: "Zmasakrowane ciała
chłopców znaleziono w leśnym rezerwacie w północno-zachodniej części
okręgu Cook. Sarnowskiego przydzielono do sprawy mniej więcej rok po
tym, jak ta zbrodnia została dokonana, i prześladowała go ona po upływie
trzydziestu lat".
Kiedy Sarnowski czytał w książce Ewinga o młodym Johnie Gacym, nagle
zdał sobie sprawę, że Gacy, Peterson i bracia Schuesslerowie, chłopcy w wieku jedenastu i czternastu lat, mieszkali blisko siebie w północno-zachodniej części Chicago.
Gacy mieszkał przy North Mamora 4505, Schuesslerowie przy North Mango
Avenue 6711, a Robert Peterson przy Farragut Street 5519. Wynika z tego,
że dom Gacy'ego znajdował się około półtora kilometra od domu Petersona
i bardzo niedaleko domu Schuesslerów. Ważne wydawało się również to, że
John Gacy uczęszczał w owym czasie do szkoły w Prussing, usytuowanej
blisko szkoły Farnsworth, w której uczył się Peterson.
Uwagę detektywa Sarnowskiego zwróciła informacja, że jako nastolatek
Gacy często odwiedzał kręgielnię Monte Christo. Tak się składa, że
bywali w niej także trzej pozostali chłopcy.
John Sarnowski widział fotografię Gacy'ego zrobioną wkrótce po
aresztowaniu za seryjne morderstwa i zauważył duże podobieństwo do
portretu pamięciowego chłopca, który spotykał się z Robertem Petersonem,
gdy ten odprowadzał swoją siostrę do okulisty. Według sierżanta portret
sporządzono na podstawie opisu lekarza; mówił on, że chłopiec (Gacy)
miał kartoflowatą głowę i utykał.
Na początku Joe Kozenczak nie wierzył własnym uszom. Zupełnie nie
przypuszczał, że Gacy mógł zostać seryjnym mordercą w wieku czternastu
lat. Amerykańskie organa ścigania w ogóle nie brały tego pod uwagę, bo
ludzie w tak młodym wieku niezwykle rzadko popełniają seryjne zabójstwa.
Sierżant Sarnowski z uporem uzasadniał swoją teorię i sugerował, że
modus operandi mordercy trzech chłopców wskazywał na pierwsze próby
seryjnego zabójcy, który nie doprowadził jeszcze swoich metod do
perfekcji.
Ale na tym się nie skończyło. Sarnowski zwrócił uwagę, że Petersona
uduszono i że w przedniej części szyi znajdowało się wgłębienie
pozostawione przez węzeł marynarski lub narzędzie. (Gacy często zabijał
swoje ofiary sznurem zaciskanym przez obracanie kołka, co pozostawiało
podobne ślady w przedniej części szyi).
Ślady znalezione na zwłokach chłopców w 1955 roku wskazywały, że mogli
zostać zamordowani w warsztacie mechanicznym. Sarnowski przypomniał
Kozenczakowi, że ojciec Gacy'ego miał taki warsztat w piwnicy swojego
domu przy Mamora Street.
Było również kilka innych zbiegów okoliczności i część z nich
zainteresowała Kozenczaka. Wydawało się mało prawdopodobne, by jeden
nastolatek obezwładnił trzech, lecz nie można było całkowicie tego
wykluczyć.
Sarnowski przedstawił zwierzchnikom wyniki swoich dociekań, ci jednak
postanowili nie zajmować się sprawą.
Kozenczak i Sarnowski umówili się na spotkanie. Wkrótce potem odwiedzili
archiwum policyjne w Maybrook. Funkcjonariusz odpowiedzialny za archiwum
wyjął kartonowe pudło, które powinno zawierać kompletne akta śledztwa w sprawie trzech morderstw z 1955 roku. Kiedy policjanci zdmuchnęli z niego kurz, z przerażeniem spostrzegli, że jest puste. Ważne akta
zniknęły na zawsze.
W wieku siedemnastu lat u Gacy'ego rozpoznano nieokreśloną chorobę
serca. W ciągu swojego życia kilkakrotnie przebywał w szpitalach, ale
lekarze nie byli w stanie ustalić dokładnej przyczyny odczuwanych przez
niego bólów. Chociaż John często uskarżał się na serce, zwłaszcza po
aresztowaniu za seryjne morderstwa, nigdy nie doznał zawału; wielu ludzi
uważało, że próbuje wzbudzić współczucie, co zresztą zakończyło się
fiaskiem.
Rok 1960 zaczął się dobrze dla osiemnastoletniego Johna Wayne'a Gacy'ego, który zrozumiał, że ludzie cenią wolontariuszy. Wiedział, że
szczególne zaufanie budzą policjanci i strażacy. Ojciec nie darzył go
szacunkiem, więc John zdobył szacunek w szkole dzięki pracom społecznym.
Właściciel sklepu spożywczego podziwiał go jako pracowitego i przedsiębiorczego młodzieńca, co na razie było wystarczającą nagrodą.
John stworzył w szkole średniej grupę obrony cywilnej. Jako organizator
przyznał sobie rangę kapitana. Przyczepiał do deski rozdzielczej swojego
auta migającą niebieską lampkę i nosił mundur podobny do policyjnego;
uwielbiał pędzić do pożarów albo wypadków samochodowych. Czuł się dzięki
temu ważny, potrzebny, szanowany. Dawało mu to poczucie władzy,
akceptacji związanej z nowymi obowiązkami, na co nie mógł liczyć w domu.
Wydawało się, że nastoletni John Wayne Gacy, przyjacielski i zaangażowany, zaczyna wreszcie odnosić sukcesy i wspinać się po drabinie
społecznej. Jednak poniósł sromotną klęskę w innej sferze - okazał się
beznadziejny i żałosny w kontaktach z płcią przeciwną.
John nie odznaczał się atrakcyjnym wyglądem: jego tęga sylwetka i kartoflana głowa po prostu nie podobały się dziewczętom. W rzadkich
przypadkach, kiedy miewał kontakty o charakterze erotycznym, zawodziły
go nerwy i próby kończyły się fiaskiem. Pewnego razu zemdlał w swoim
samochodzie, co wcześniej przytrafiało mu się nieraz w chwilach stresu.
Dziewczyna częściowo się rozebrała i tulili się namiętnie, gdy nagle
Gacy stracił przytomność. Partnerka była wstrząśnięta. Zawstydzony John
opowiedział o tym ojcu, a Gacy senior wpadł we wściekłość, usłyszawszy,
że syn okazał się takim słabeuszem. John Stanley nienawidził
homoseksualistów i powiedział Johnowi, że zostanie pedałem.
Osiemnastolatek w dalszym ciągu chciał zasłużyć na pochwały ojca, więc
zajął się polityką.
Włączył się do niej jako wolontariusz, wspomagając kampanię wyborczą
radnego w czterdziestym piątym okręgu. Jak na tak młodego człowieka było
to odpowiedzialne zadanie, ale mimo sukcesów ojciec dalej go wyśmiewał.
"Polityka to bzdury - powtarzał. - Politycy to oszuści, a ty jesteś
frajerem, że harujesz za darmo".
Jednak John lubił ciężką pracę, która zajmowała długie godziny. Zdobył
nowych przyjaciół, ci zaś darzyli go zaufaniem i podziwiali. Polityka
stała się dla niego nowym domem, w którym był ceniony i szanowany. Mógł
odnieść sukces i zrobić karierę, więc w 1961 roku rzucił szkołę. Teraz,
kiedy skończył dziewiętnaście lat, przepaść między nim a ojcem jeszcze
bardziej się pogłębiła.
Wszyscy ludzie, z którymi uprawiałem seks, ciągle żyją.
John Gacy przesłuchiwany przez policję Des Plaines
Nie możemy zarzucić Johnowi Wayne'owi Gacy'emu, że był leniem. Mimo
wszelkich swoich wad ciężko harował, by zaimponować brutalnemu,
dominującemu ojcu - nie dlatego, że pan Gacy tego wymagał, ale dlatego,
że syn koniecznie chciał sprawić mu przyjemność.
John nie ograniczał się do działalności politycznej; pracował również
jako wolontariusz w Kościele katolickim i chętnie robił wszystko, o co
go poproszono. Dokonywał napraw, odwoził po nabożeństwach starsze osoby
do domów, dostarczał im zakupy - gorliwie spełniał wszystkie prośby.
Został nawet członkiem drużyny kręglarskiej parafii pod wezwaniem
Świętego Jana Berchmanna i odniósł pewne sukcesy sportowe.
Rozumiał, że kościół nie zaspokaja potrzeb części parafian, zwłaszcza
młodych. Łatwo wyśmiewać jego ambicje i dobre intencje, skoro wiemy, że
w późniejszym okresie stał się jednym z najpotworniejszych seryjnych
morderców w historii, ale warto wspomnieć, że stworzył tak zwany klub
Chi Ro, do którego należeli młodzi dorośli. Żeby zdobyć sympatię
kolegów, organizował imprezy i wyprzedaże garażowe, które pozwalały
zbierać pieniądze. Urządził także zimową potańcówkę.
Naprawdę chciałem zostać księdzem. Kiedyś nawet wspomniałem o tym w czasie spowiedzi. Ale potrzebowali hydraulika i stolarza, złotej rączki
zajmującej się naprawami. Pewnego dnia w trakcie spowiedzi ksiądz przez
cały czas rozmawiał ze mną o cenie prac budowlanych ojca.
John Gacy w rozmowie z porucznikiem Joem Kozenczakiem
Później świat Johna legł w gruzach. Gacy senior w przypływie hojności
kupił synowi nowego chevroleta impalę, model z 1960 roku. Szczęśliwy i dumny John utrzymywał auto w idealnym stanie, ale okazało się, że wpadł
w pułapkę. W rzeczywistości pan Gacy pożyczył mu te pieniądze i John
stał się jego dłużnikiem. W tej chwili ojciec miał nad nim znacznie
większą kontrolę niż wcześniej.
Po jednej z awantur Gacy senior usunął z samochodu kopułkę zapłonu i oświadczył, że umieści ją z powrotem na miejscu, jeśli syn spłaci
zaległe raty. John był nie tylko upokorzony, ale i wściekły. Nie mógł
jeździć do pracy i kościoła ani wypełniać obowiązków społecznych.
Pogrążył się w ponurych myślach. Po trzech dniach zapłacił ojcu i kopułka wróciła na miejsce. Jednak tym razem miał już dość. Powiedział
matce, że idzie napompować koła, i zniknął na trzy miesiące.
Zrezygnował z nauki w szkole średniej, nie uzyskawszy dyplomu; była to
już czwarta szkoła, którą rzucił. Pojechał do Las Vegas, gdzie znalazł
pracę jako kierowca ambulansu w zakładzie pogrzebowym Palm Mortuary and
Memorial Park. Szybko przestał pracować jako szofer, ponieważ odkryto,
że jest za młody - miał dwadzieścia lat, a wymagano ukończenia
dwudziestu jeden. Jednak szef nie chciał tracić dobrego pracownika i skierował go do kostnicy, co pociągało za sobą kontakt ze zwłokami.
Pani Gacy nie miała pojęcia, co się dzieje z synem; odchodziła od
zmysłów ze zmartwienia i cierpiała na bezsenność. Zdawała sobie sprawę,
że John nie jest zdrowy pod względem fizycznym i emocjonalnym, i niepokoiła się o jego bezpieczeństwo. John Gacy senior w ogóle nie
przejmował się synem, dopóki nie przyszedł list od towarzystwa
ubezpieczeniowego w sprawie rachunków za opiekę medyczną.
Wtedy wpadł w szał.
Marion zatelefonowała do szpitala, w którym leczył się syn, i uzyskała
informację, że John spłaca rachunki i pracuje w zakładzie pogrzebowym
Palm Mortuary w Las Vegas.
Spokojna, metodyczna praca w kostnicy miała w sobie coś, co podobało się
Johnowi Gacy'emu. Był zafascynowany zwłokami i śmiercią. Nieruchome
ciała, blade, pozbawione życia, ze skórą napiętą na kruchych kościach,
budziły w nim jakieś pierwotne instynkty. Nauczył się czyścić zwłoki,
balsamować, upiększać. Ponieważ nie miał własnego lokum, spał w zakładzie pogrzebowym, co dawało mu nocą dostęp do zmarłych.
John Gacy, samotny w obcym mieście, pozbawiony przyjaciół i życia
towarzyskiego, zmienił się w upiora. Kiedy zakład pogrzebowy pustoszał
po wyjściu pracowników, John podchodził do szaf z trupami i wyciągał
szuflady. W słabym żółtawym świetle rozmawiał cicho z umarłymi, opisywał
swoje kłopoty i delikatnie dotykał ciał, badając je z ciekawością.
Czasami je rozbierał, schludnie składał ubrania i kładł obok trumien.
Robił to każdej nocy, aż kierownik nabrał podejrzeń i zadzwonił na
policję w Las Vegas, by poprosić o radę, ale nigdy niczego nie
udowodniono i Gacy wkrótce znalazł inną pracę.
Policja z Des Plaines ustaliła później, że John Gacy był nekrofilem.
Odbywał stosunki seksualne z ofiarami przed ich śmiercią i później;
czasami sypiał kilka dni ze zwłokami.
John znudził się Las Vegas, zatelefonował do matki i spytał, czy może
wrócić do domu. Zbieranie pieniędzy na podróż do Chicago zajęło mu trzy
miesiące.
W 1963 roku, nabrawszy pewności siebie po samodzielnym życiu i pracy w Las Vegas, zapisał się na roczny kurs w szkole handlowej w Chicago.
Zamieszkał z wujem i ciotką ze strony matki. Kiedy skończył naukę,
znalazł pracę jako stażysta w firmie Nunn Bush, dużym przedsiębiorstwie
obuwniczym z Illinois. Okazał się urodzonym sprzedawcą, zdobył sympatię
personelu i klientów. Miły i pracowity, wkrótce otrzymał awans na
menadżera działu w domu towarowym Robinsona przy East Cook Street 821 w pobliżu Springfield.
Później odkrył JCC, czyli Junior Chamber of Commerce - Izbę Handlową
Młodych Przedsiębiorców. Powstała ona w 1920 roku i dawała młodym
ludziom szansę rozwoju umiejętności przywódczych dzięki pracy na rzecz
społeczeństwa. Jej członek Charles Lindbergh pomógł stworzyć pocztę
lotniczą w Stanach Zjednoczonych; organizacja zebrała miliony dolarów na
pomoc chorym na dystrofię mięśni oraz na zapobieganie przedwczesnym
porodom, które w Ameryce stawały się coraz większym problemem społecznym
- współpracowała w tym celu ze stowarzyszeniem March of Dimes,
zbierającym fundusze na poprawę stanu zdrowotnego matek i dzieci.
Członkowie JCC należeli do różnych środowisk. Byli wśród nich przyszli
prezydenci Bill Clinton i Gerald Ford, wybitni przedsiębiorcy, tacy jak
Tom Monaghan, właściciel sieci Domino's Pizza, dyplomowana pielęgniarka
i dawna Miss America Kay Lani Rafko-Wilson, a także gwiazdy sportu,
chociażby wybitny koszykarz Larry Bird.
Dwudziestojednoletni John Wayne Gacy wstąpił do JCC w 1963 roku. Czuł
się tam jak ryba w wodzie, znalazł się w swoim żywiole. Rozkwitł z dala
od apodyktycznego ojca, ponieważ obracał się wśród podobnych sobie
ludzi, którzy wierzyli w dwa ideały - honor i sukces. Podobnie jak
dawniej, gdy działał jako wolontariusz w Kościele katolickim, z determinacją rzucił się w wir pracy społecznej i w kwietniu 1964 roku
otrzymał tytuł "kluczowej postaci". Było to duże osiągnięcie, ponieważ
przebywał w Springfield zaledwie od trzech miesięcy.
Odnosił same sukcesy. Poznał młodą kobietę, Marlynn Myers, pracującą w domu towarowym Robinsona. Zaczęli umawiać się na randki. "Była to miłość
od pierwszego wejrzenia" - wspominał po latach Gacy.
Później odkrył inny rodzaj relacji emocjonalnych. Pił z kolegą - kilka
lat starszym od siebie - i wieczorem pojechali do domu przyjaciela na
kawę. Doszło do stosunku homoseksualnego; rozebrali się do naga i kolega
zrobił Gacy'emu fellatio.
Po aresztowaniu za seryjne morderstwa John z pewną dozą hipokryzji
oświadczył autorowi: "Chociaż na początku mi się to podobało, trochę się
wstydziłem. Przechytrzył mnie i czułem się wykorzystany".
We wrześniu 1964 roku dwudziestodwuletni Gacy poślubił Marlynn, której
ojciec, Fred Myers, odniósł sukces jako franczyzobiorca Kentucky Fried
Chicken i kierował punktami sprzedaży w mieście Waterloo w stanie Iowa.
W 1966 roku Gacy został pierwszym wiceprzewodniczącym JCC. Oficjalnie
uznano go za wybitnego działacza JCC w okręgu, w którym mieszkał, i za
wyróżniającego się członka organizacji na terenie stanu. Jego żona
zaszła w ciążę i urodziła pierwsze dziecko, córkę Christie. Ojciec Johna
tego nie komentował - może sukcesy syna mu zaimponowały, lecz wolał
zachować to w sekrecie.
Teść Gacy'ego nie był szczególnie zachwycony wyborem córki. Nie uważał
Johna za dobrego kandydata na zięcia. Mimo to młody człowiek szalał na
punkcie Marlynn, więc teść podarował nowożeńcom dom i załatwił Gacy'emu
posadę menadżera trzech lokali KFC w Waterloo.
John zarabiał piętnaście tysięcy dolarów rocznie plus procent od zysków.
Wziął udział w kursie zorganizowanym przez Kentucky Fried Chicken
University i zapisał się do JCC w Waterloo. Były to najlepsze lata jego
życia.
Rok 1966 przyniósł jeszcze większe sukcesy. John doczekał się syna,
Michaela. Pracował dziesięć, czternaście godzin na dobę, niestrudzenie
działał w JCC. Organizował imprezy, werbował nowych członków,
koordynował zbiórki pieniędzy, pracował społecznie. Na spotkania i imprezy zawsze przychodził z pełnymi firmowymi kubełkami, które rozdawał
w celach reklamowych. Wstąpił również do Milicji Kupieckiej Waterloo,
straży obywatelskiej wspomagającej policję w ochronie sklepów. Nosił
pistolet i zainstalował na desce rozdzielczej swojego samochodu
błyskające czerwone światło. Lubił towarzystwo młodych chłopców.
Najchętniej blondynów.
W 1967 roku otrzymał tytuł wybitnego działacza JCC i został
przewodniczącym okręgu. W 1968 roku o mało nie wybrano go na
przewodniczącego JCC w Waterloo. Posiadał koneksje polityczne,
przyjaźnił się z przedsiębiorcami, policjantami i funkcjonariuszami
straży pożarnej. Był żonaty, miał dwoje pięknych dzieci, ładny dom i znaczne dochody. Co mogłoby pokrzyżować mu plany?
Otwierały się przed nim wielkie perspektywy, ale szczęśliwa passa nie
trwała długo. W mieście i wśród członków JCC krążyły plotki na temat
preferencji seksualnych Gacy'ego. Wydawało się, że zawsze przebywa w towarzystwie młodych chłopców. W mieście opowiadano, że Gacy to
homoseksualista - a raczej, ściśle biorąc, biseksualista - i że próbuje
podrywać młodych sprzedawców pracujących dla niego w KFC. Jednak jego
najbliżsi nie chcieli w to wierzyć.
Do maja 1968 roku, gdy plotki okazały się prawdą i świat Johna Wayne'a Gacy'ego legł w gruzach.
rozdział drugi
Tropiący... i tropiony
To wszystko ich [ofiar] wina. Śledzili mnie i się czepiali.
John Wayne Gacy w celi śmierci
20 maja 1968 - waterloo, iowa - gwałt pederastyczny - 10 lat
9 września 1968 - spisek, napaść z zamiarem popełnienia przestępstwa dd
3036939
12 września 1968 - kradzież z włamaniem
11 grudnia 1968 - (patrz nr 26526 okręg black hawk)
wyciąg z kartoteki Gacy'ego w FBI, nr 585181 G
Wiosną 1968 roku wielka ława
przysięgłych okręgu Black Hawk postawiła Gacy'ego w stan oskarżenia za
domniemany gwałt pederastyczny na nastolatku o nazwisku Donald Voorhees.
Sprawa wyglądała następująco. Gacy jechał samochodem, gdy nagle usłyszał
chłopięcy okrzyk: "Hej, panie Gacy!". Zatrzymał wóz, a kiedy spostrzegł,
że chłopiec to syn innego członka JCC, zaproponował podwiezienie. Donald
wracał pieszo do domu po wizycie w domu swojej dziewczyny. Gacy
wykorzystał okazję i wspomniał o seksie. Mówił o filmach
pornograficznych, które rzekomo oglądają członkowie JCC. Donald odparł,
że nigdy nie widział takiego filmu. Gacy czuł, że mocno bije mu serce.
Marlynn wyjechała z miasta, miał cały dom dla siebie, więc zaprosił
Donalda.
Wypili kilka drinków i Gacy skłonił nastolatka do seksu oralnego.
Później spotkali się kilka razy, by uprawiać seks. Gacy utrzymywał, że
spotkania te inicjował Donald i brał za nie pieniądze.
Ale Gacy przekroczył niebezpieczną granicę. W marcu 1968 roku Donald
dowiedział się, że Gacy zamierza kandydować na przewodniczącego JCC i że
poprosił jego ojca, by pokierował kampanią wyborczą. Wtedy chłopak
opowiedział ojcu o swoim związku z Gacym i wkrótce do drzwi Johna
zastukała policja.
W trakcie rewizji funkcjonariusze znaleźli filmy pornograficzne
przedstawiające seks oralny i oskarżyli Gacy'ego o gwałt pederastyczny.
Donald powiedział sądowi, że przed rokiem Gacy podstępnie go związał, a następnie brutalnie zgwałcił. Gacy zaprzeczył wszystkim oskarżeniom;
utrzymywał, że Donald odbywał z nim stosunki seksualne z własnej woli,
by trochę zarobić. Twierdził również, że cała sprawa to intryga członków
JCC, którzy nie chcą, by został przewodniczącym miejskiego oddziału
organizacji.
Sprawę szybko przekazano wielkiej ławie przysięgłych, po czym Gacy wpadł
w jeszcze większe tarapaty. Okazało się, że pod koniec sierpnia 1967
roku inny chłopiec, Edward Lynch, szesnastoletni pracownik KFC, został
zaproszony do domu szefa pod nieobecność Marlynn.
Najpierw poszli do sutereny, wypili kilka drinków i grali w bilard. Gacy
pożądliwie obserwował każdy ruch Edwarda. Zwycięzca ssał penisa
przegranego, Gacy za każdym razem przegrywał. Utrzymywał, że to chłopiec
zasugerował taki system. Po kolejnej partii Edward się zbuntował, więc
poszli do salonu, gdzie Gacy puścił kilka filmów porno. Bardzo
podniecony seksualnie, zaproponował, żeby udali się do sypialni, i wyjął
nóż kuchenny, by zmusić nastolatka do posłuszeństwa. Przerażony Edward
usiłował uciec, po czym doszło do krótkiej szamotaniny. Gacy stracił
nóż, a Edward odniósł kilka drobnych ran. Później starszy mężczyzna się
uspokoił i przeprosił za swoje zachowanie.
Kiedy obaj doszli do siebie, Gacy zaproponował Edwardowi kolejny film.
Chłopiec z ociąganiem się zgodził. Nie chciał stracić pracy w KFC, a Gacy przeprosił. Nim zdążył się zorientować, szef wyjął kłódkę i łańcuch, po czym próbował skrępować mu ręce.
Nastolatek niechętnie się zgodził i miał szczęście, że uszedł z życiem.
Później Gacy twierdził, że to Edward zaproponował użycie łańcucha i kłódki. Chłopiec opowiadał, że Gacy usiłował go zmusić do położenia się
na brzuchu i zaczął dusić; rozluźnił uścisk, gdy jego ofiara na kilka
sekund straciła przytomność. Następnie znów zachowywał się normalnie -
postępował jak doktor Jekyll i pan Hyde. Ponownie przeprosił i odwiózł
Edwarda do domu. Chociaż mówił, że nie ma do niego żadnych pretensji, po
kilku dniach wylał go z pracy. Postawiono mu zarzuty związane nie tylko
z Donaldem, lecz również z Edwardem.
Mimo oskarżeń Gacy w dalszym ciągu kandydował na przewodniczącego JCC.
Aby dowieść swojej niewinności, zgodził się poddać badaniu wykrywaczem
kłamstwa. Badanie przeprowadzono dwukrotnie i w obu przypadkach oblał.
Wielu członków JCC w dalszym ciągu popierało Gacy'ego, nie mogąc
uwierzyć, że taki "fantastyczny, uczciwy kolega" może być zboczeńcem
seksualnym. Kandydował na przewodniczącego, uzyskał nominację, po czym
zupełnie nagle zmienił zdanie - emocjonalnie ogłosił rezygnację "w interesie organizacji i rodziny".
Prawie zupełnie stracił poparcie. Jego żona nie mogła spojrzeć sąsiadom
w oczy. Ojciec szalał z wściekłości, a Fred Myers zastanawiał się nad
wylaniem zięcia. Gacy uznał jednak, że wymiga się od kary.
We wrześniu, gdy zbliżał się termin rozprawy sądowej, wynajął
osiemnastoletniego bandziora o nazwisku Russell Schroeder, który grożąc
Donaldowi śmiercią, miał go przekonać do odwołania zeznań. Gacy uważał,
że bez tego świadka oskarżenia zdoła się obronić także przed zarzutem
zgwałcenia Edwarda. Policja znalazła kłódkę, łańcuch i filmy
pornograficzne, ale John utrzymywał, że nie doszło do stosunku
seksualnego, tylko do bójki, normalnej kłótni między młodymi ludźmi po
kilku drinkach.
Uważał, że jako człowiek o wysokiej pozycji społecznej, wspierany przez
wpływowych przyjaciół, bez trudu przekona sędziów. Wmawiał sobie, że
znowu zacznie prowadzić normalne życie towarzyskie i pracować, jakby nic
się nie wydarzyło.
Schroeder chętnie skorzystał z okazji zarobienia trzystu dolarów
zaproponowanych przez Gacy'ego, zamierzał bowiem spłacić dług za
samochód. Zaczepił Donalda, a kiedy ten zlekceważył groźbę - spryskał mu
twarz gazem pieprzowym. Nastolatek pobiegł do domu, szlochając z bólu.
Rodzice zawieźli go do szpitala i zawiadomili policję.
W trakcie przesłuchania Schroeder szybko się przyznał i oskarżył
Gacy'ego, który wpadł w jeszcze większe tarapaty.
W czasie śledztwa w sprawie gwałtu pederastycznego pojawili się nowi
świadkowie, którzy przestali się obawiać Gacy'ego. Jednym z nich był
jego siedemnastoletni pracownik Richard Westphal. Zeznał, że szef często
grywał z nim w bilard; raz nagrodą miał być seks oralny. Kiedy chłopak
się nie zgodził, Gacy zmusił swoją żonę Marlynn, by przespała się z Richardem, wtedy jeszcze prawiczkiem. Kiedy skończyli uprawiać seks,
wszedł do pokoju i oświadczył, że Richard "jest mu winien jeden
numerek".
Zgłosił się również piętnastoletni chłopiec, który zeznał, że Gacy
płacił mu i jego kolegom po pięć dolarów za udział w "eksperymentach
seksualnych" prowadzonych na zlecenie gubernatora stanu Iowa.
Dwudziestosześcioletni John Wayne Michael Gacy był skończony.
W przypadku większości przestępstw seksualnych sąd może przed rozprawą
skierować oskarżonego na badania psychiatryczne. Gacy nie mógł opłacić
kaucji w wysokości dziesięciu tysięcy dolarów, więc trafił do szpitala
psychiatrycznego Uniwersytetu Stanu Iowa. Przebywał tam siedemnaście
dni. Lekarze orzekli, że nie cierpi na żadne choroby fizyczne,
odnotowali tylko, że ma nadwagę.
Jednym z psychiatrów badających Johna był doktor L.D. Amick. Z jego
ustaleń wynikało, że IQ Gacy'ego wynosi 118, czyli odznacza się on
"ponadprzeciętną inteligencją". Amick stwierdził, że Gacy nie przypisuje
sobie żadnej odpowiedzialności za kłopoty, w jakich się znalazł.
Odrzucał wszelkie oskarżenia, wykręcał się, uważał, że nie ponosi winy;
starał się prezentować w jak najlepszym świetle, pomijając
kompromitujące okoliczności.
A molestowanie chłopców? Okazywał "brak skruchy w związku ze swoimi
czynami". Doktor Amick napisał w orzeczeniu dla sędziego: "Uważamy pana
Gacy'ego za osobnika o cechach aspołecznych - termin diagnostyczny
oznaczający jednostkę, która nie uległa socjalizacji i której zachowania
wywołują powtarzające się konflikty z otoczeniem". Doktor Amick
zakończył swoją diagnozę słowami: "Nie istnieje żadna znana terapia o charakterze medycznym, która może pomóc ludziom o takich cechach,
ponieważ nie uczą się na swoich błędach".
Można uznać, że John Stanley Gacy senior znacznie się do tego
przyczynił. Wychował psychopatę, maniaka seksualnego, który później stał
się straszliwym potworem.
Gacy zmienił zdanie na kilka dni przed rozprawą: postanowił przyznać się
do zarzutu gwałtu pederastycznego i poprosić sąd o łagodny wymiar kary.
Było to sprytne posunięcie - nie chciał trafić za kratki i prawie mu się
to udało.
Przekonujące zachowanie Gacy'ego zrobiło takie wrażenie na kuratorze
Jacku Harkerze, że poparł starania Johna i oświadczył, że nadzór
kuratorski będzie równie skuteczny jak kara pozbawienia wolności. Na
korzyść Gacy'ego przemawiał fakt, że było to jego pierwsze przestępstwo,
a ponadto zgodził się opuścić stan Iowa i wrócić do Illinois.
Sędzia Peter Van Merte pracował w wymiarze sprawiedliwości od wielu lat.
Odznaczał się surowością i często musiał rozpatrywać podobne prośby.
Cierpliwie wysłuchał argumentów obrony, która apelowała o łagodny wyrok,
lecz zastanowił go fakt, że John wykorzystywał swoje stanowisko
służbowe, a poza tym skompromitował szanowaną organizację, jaką było
JCC. Van Merte bardzo nisko ocenił oskarżonego, tym bardziej że napaści
seksualne się powtarzały; można było przypuszczać, że jeśli sprawca nie
zostanie surowo ukarany, może popełnić nowe przestępstwa.
Poza tym Gacy nie pochodził ze stanu Iowa. Sędzia miał przed sobą
cwaniaka z wielkiego miasta, który wykorzystał swoją pozycję w miejscowej społeczności, by molestować nastolatków.
Van Merte skazał Gacy'ego na dziesięć lat więzienia w ponurym zakładzie
karnym w Anamosie, położonym na pustkowiu czterdzieści kilometrów od
Cedar Rapids.
Tego samego dnia Marlynn Gacy wniosła pozew o rozwód. Później znowu
wyszła za mąż, a John Wayne Gacy nigdy więcej nie zobaczył żony ani
dzieci. Nie przynosi to chluby amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości,
ale groźny dewiant seksualny wyszedł na wolność zaledwie po półtora
roku: w czwartek 18 czerwca 1970 roku zapadła decyzja o zwolnieniu
warunkowym. Z dokumentacji więziennej wynika, że Gacy opuścił mury
zakładu karnego we wtorek 19 października 1971 roku.
John Wayne Gacy, więzień numer 26526, rozpoczął życie za kratami z takim
samym entuzjazmem, jaki okazywał na wolności. Codziennie coś
organizował, czymś się zajmował. Zdał egzamin będący odpowiednikiem
matury, czego wcześniej nie udało mu się osiągnąć. Poza tym ukończył
uniwersytecki kurs psychologii.
Żeby zaimponować osadzonym i strażnikom, harował w kuchni; z radością
odkrył, że w więzieniu działa grupa JCC. Zainicjował budowę
miniaturowego pola golfowego dla współtowarzyszy i organizował przyjęcia
dla członków JCC. Zdobył kilka ich nagród, w tym wyróżnienie za
działalność społeczną; został kapelanem i doradcą prawnym grupy.
W kontrolowanym środowisku zachowywał się nienagannie.
Jednak życie w więzieniu nie było usłane różami. Jego dotychczasowa
kariera legła w gruzach, a później stracił ojca. John Stanley Gacy zmarł
na marskość wątroby w dzień Bożego Narodzenia 1969 roku. Przestępstwa
syna i hańba rodziny całkowicie go załamały. Kilka razy płakał, co mu
się nie zdarzyło nigdy wcześniej.
Zanim Gacy opuścił Anamosę, uścisnął mu rękę strażnik więzienny;
powiedział, że był wzorowym więźniem, i wyraził żal, że wychodzi na
wolność.
John pojechał do Chicago i zamieszkał z matką w apartamentowcu, do
którego się przeprowadziła. Zatrudnił się jako kucharz w popularnej
restauracji o nazwie Bruno's, dzięki czemu poznał zawodników drużyny
hokejowej Chicago Black Hawks oraz policjantów z okręgu Cook; z wieloma
z nich się zaprzyjaźnił.
W lutym 1971 roku, zaledwie osiem miesięcy po opuszczeniu więzienia,
dwudziestodziewięcioletni Gacy znowu wpadł w tarapaty. W pobliżu dworca
autobusowego linii Greyhound poderwał nastolatka i usiłował go zmusić do
seksu. Utrzymywał później, że to chłopiec go nagabywał. Mimo to został
aresztowany i oskarżony o napaść, ale z niewiadomych powodów skarżący
nie pojawił się na rozprawie, więc sędzia umorzył postępowanie. Gacy o włos uniknął powrotu do więzienia. Gdyby go skazano, mogłoby to uratować
życie co najmniej trzydziestu trzem młodym mężczyznom.
Przed wygaśnięciem okresu zwolnienia warunkowego John zaprzyjaźnił się z młodym człowiekiem o nazwisku Mickel Reid. Poznali się na rogu ulicy w listopadzie 1970 roku, kiedy Gacy szukał partnerów seksualnych. Dwaj
mężczyźni postanowili założyć przedsiębiorstwo remontowe i nazwać je PDM
Contractors (skrót nazwy Property Development Maintenance Contractors),
co zasugerowała matka Johna.
Interesy szły znakomicie i materiały budowlane wkrótce przestały się
mieścić na podwórku apartamentowca, więc matka i syn kupili parterowy
dom o trzech sypialniach przy West Summerdale Avenue 8231 w Des Plaines.
John był właścicielem połowy nieruchomości, a jego matka i siostry -
drugiej połowy. Do przestronnego domu wprowadziło się dwóch młodych
ludzi - Mickel Reid i jeden z kolegów Johna z restauracji Bruno's,
Roger.
Romans z Reidem się rozpadł, podobnie jak większość związków
homoseksualnych Johna. Pewnego dnia, gdy obaj pracowali w garażu na
terenie nieruchomości, Gacy z niewiadomych powodów uderzył Mickela
młotkiem w głowę. Popłynęła krew. Kiedy znowu uniósł młotek, Reid go
odepchnął. John się uspokoił i przeprosił, ale incydent przeraził Reida,
który natychmiast się wyprowadził. To samo zrobił Roger.
Jeśli wierzyć Gacy'emu, pierwsze morderstwo popełnił 1 stycznia 1972
roku - nie licząc zabójstw dokonanych, gdy miał około piętnastu lat.
Trzydziestoletni John brał udział w przyjęciu noworocznym zorganizowanym
przez matkę i upił się szkocką whisky. Marion Gacy bawiła się z przyjaciółmi, a jej pijany syn siedział pogrążony w ponurych myślach.
Później nagle wsiadł do samochodu i zniknął w mroku. "Postanowiłem się
rozejrzeć" - powiedział później policji.
Jak sam przyznał, pojechał na dworzec autobusowy linii Greyhound w Chicago, gdzie zauważył jasnowłosego młodzieńca, którego nazywał
"chłopcem z autobusu Greyhound". Tim McCoy pochodził z Omahy w stanie
Nebraska i niedawno przyjechał do Illinois. Gacy zaprosił go do domu,
gdzie pili i jedli kanapki, a następnie uprawiali seks. Według
późniejszych zeznań Gacy'ego - należy je traktować z przymrużeniem oka -
on sam poszedł spać w swoim pokoju, a Tim w pokoju gościnnym.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki