1
Wiosną1992 roku - mniej więcej w porze
świąt wielkanocnych - zdarzyła się w moim życiu niezwykła sytuacja.
Przemówił do ciebie Bóg. Przeze mnie. Pozwól, że wyjaśnię.
Przeżywałem wówczas trudne chwile pod względem osobistym, zawodowym i uczuciowym, a moje życie wydawało mi się całkowicie przegrane. Ponieważ
od lat miałem w zwyczaju spisywać swe myśli w listach (które z reguły
nie trafiały do adresata), sięgnąłem po wysłużony żółty notatnik i zacząłem przelewać swe żale na papier.
Jednak tym razem, zamiast po raz kolejny kierować list do osoby, którą
posądzałem o to, że się nade mną znęca, postanowiłem zwrócić się do
samego źródła; prosto do naczelnego oprawcy. Napisałem list do Boga.
Był to list naładowany złością i pasją, pełen wyrzutów i zarzutów.
Zawarłem w nim też całą listę gniewnych pytań.
Dlaczego moje życie jest nieudane? Czego potrzeba, aby je naprawić?
Dlaczego nie znajduję szczęścia w związkach z innymi? Czy nigdy nie
będzie mi dane zaznać dobrobytu? I wreszcie - najgorętsze - czym
zasłużyłem sobie na życie będące pasmem nieustannych zmagań?
Ku mojemu zdziwieniu, kiedy skreśliłem ostatnie z mych gorzkich "pytań
bez odpowiedzi" i chciałem odłożyć długopis, moja ręka zawisła nad
kartką papieru, jakby przytrzymywana jakąś siłą. Nagle długopis zaczął
sam z siebie się poruszać. Nie miałem pojęcia, co napiszę, ale to za
chwilę miało się okazać, więc poddałem się biegowi wydarzeń. Spod pióra
wyszło...
Czy naprawdę chcesz wiedzieć, czy tylko dajesz upust emocjom?
Zamrugałem z wrażenia... ale zaraz odpowiedziałem. To również zapisałem.
Jedno i drugie. To jasne, że daję upust emocjom, lecz jeśli na te
pytania są jakieś odpowiedzi, to piekielnie mi spieszno je usłyszeć!
"Piekielnie ci spieszno"... do wielu rzeczy. Czy nie przydałaby ci się
odrobina "niebiańskiego spokoju"?
Na co odparłem: Co to niby ma znaczyć?
Zanim się spostrzegłem, nawiązał się prawdziwy dialog... ja zaś w mniejszym stopniu pisałem, a bardziej posłusznie notowałem.
Dyktando to zajęło w sumie trzy lata, a ja wtedy nawet nie
przeczuwałem, dokąd zmierzamy. Odpowiedzi na przelane na papier pytania
pojawiały się dopiero wtedy, kiedy kończyłem pisanie i odganiałem własne
myśli. Często padały z taką prędkością, że nie mogłem nadążyć z pisaniem
i gryzmoliłem, żeby niczego nie uronić. Kiedy gubiłem trop albo
ogarniało mnie uczucie, że te słowa nie przychodzą do mnie z zewnątrz,
odkładałem długopis i przerywałem rozmowę, dopóki znów nie naszło mnie
natchnienie (niestety, to jedyne słowo, jakie tu pasuje).
Dialog ten toczy się nadal i większa jego część trafiła na karty tej
książki... książki będącej zapisem niesamowitej konwersacji, w którą z początku trudno mi było uwierzyć. Później uznałem, że przedstawia
wartość czysto osobistą, teraz zaś widzę, że nie była przeznaczona
wyłącznie do mojego użytku. Przeznaczona była dla ciebie i każdego, kto
zetknie się z tą książką. Gdyż moje pytania są również twoimi.
Chcę, abyś jak najszybciej podjął ten dialog, ponieważ w rzeczywistości
liczy się nie moja historia, lecz twoja. To ona przywiodła cię tutaj. To
do twoich doświadczeń osobistych ma odniesienie zawarty tu materiał. W przeciwnym razie nie czytałbyś go teraz, w tej chwili.
Zacznijmy więc rozmowę od pytania, które nurtowało mnie od dawna: W jaki sposób przemawia Bóg i do kogo? Oto jaką otrzymałem odpowiedź:
Przemawiam do każdego człowieka. Nieustannie. Rzecz nie w tym, do kogo
się zwracam, ale kto mnie słucha.
Zaintrygowany, poprosiłem Boga, aby rozwinął tę myśl. Oto co rzekł:
Najpierw zastąpimy słowo przemawiać innym, na przykład
komunikować. To znacznie lepsze, pełniejsze i trafniejsze
określenie. Kiedy rozmawiamy ze sobą, natychmiast stajemy się więźniami
słów, które niosą ze sobą niesamowite ograniczenia. Dlatego też rzadko
używam słów, aby coś przekazać. Najczęściej komunikuję za pośrednictwem
uczuć.
Uczucia są mową duszy.
Jeśli chcesz się przekonać, czym naprawdę jest dla ciebie dana rzecz,
zwróć uwagę na to, jakie budzi w tobie uczucia.
Poznanie swoich uczuć czasem sprawia trudność, a jeszcze większą
trudność sprawia ich akceptacja. Mimo to twoja najwyższa prawda ukryta
jest w najgłębszych uczuciach. Chodzi o to, aby do nich dotrzeć. Pokażę
ci, jak tego dokonać. Jeszcze raz. Jeśli tego chcesz.
Odparłem, że owszem, pragnę tego, ale w tej chwili bardziej zależy mi na
uzyskaniu wyczerpującej odpowiedzi na pierwsze zadane przeze mnie
pytanie. Bóg odpowiedział:
Komunikuję również za pomocą myśli. Choć uczucia i myśli często
występują razem, różnią się od siebie. Komunikując poprzez myśli, często
posługuję się obrazami. Z tego względu myśl stanowi skuteczniejsze
narzędzie porozumiewania się niż same słowa.
Oprócz myśli i uczuć wykorzystuję też doświadczenie jako dobitny
komunikat.
Jednak kiedy zawiodą uczucia, myśli i doświadczenia, pozostaje mi tylko
użyć słów. Ale tak naprawdę słowa są najsłabszym środkiem przekazu,
dopuszczają bowiem różne czy wręcz wypaczone interpretacje.
Dlaczego tak się dzieje? Wynika to z samej natury słów: dźwięków,
które oznaczają uczucia, myśli i doświadczenia. To tylko symbole. Znaki.
Etykietki. Nie są Prawdą. Nie są prawdziwymi rzeczami.
Słowa pomagają zrozumieć. Doświadczenie pozwala wam poznać. Ale pewnych
rzeczy doświadczyć nie można. Dlatego dałem wam inne narzędzia poznania,
czyli uczucia, a także myśli.
Wy zaś, jak na ironię, tak dalece zawierzyliście Słowu Bożemu, że
niemal pomijacie Jego doświadczenie.
W gruncie rzeczy doświadczenie ma dla was tak niską wartość, że kiedy
wasze doznanie Boga odbiega od tego, czego was o Nim nauczono,
automatycznie przekreślacie doznanie i obstajecie przy słowach, podczas
gdy powinno być dokładnie na odwrót.
Doświadczenie i uczucia, jakie żywicie wobec danej rzeczy, stanowią
odbicie tego, co faktycznie i intuicyjnie o niej wiecie. Słowa mogą
jedynie starać się przedstawić symbolicznie waszą wiedzę i często
wprowadzają do niej zamęt.
Takimi zatem posługuję się narzędziami, lecz nie wszystkie uczucia, nie
wszystkie myśli, nie wszystkie doświadczenia i nie wszystkie słowa
pochodzą ode Mnie.
Wiele wypowiadano słów w Moim imieniu. Za wieloma myślami i uczuciami
kryją się przyczyny niebędące Moim bezpośrednim dziełem. A dają one
początek mnogim doświadczeniom.
Stajecie przed wyzwaniem, jakim jest odróżnienie Boskich przekazów od
danych płynących z innych źródeł. Rozpoznanie ułatwi następująca prosta
reguła:
Ode Mnie pochodzi twa Najwyższa Myśl, twe Najtrafniejsze Słowo, twe
Najwznioślejsze Uczucie. Reszta pochodzi z innego źródła.
Rozróżnienie przestaje być trudne, gdyż nawet początkujący adept bez
kłopotu może określić, co stanowi Najwyższe, Najtrafniejsze,
Najwznioślejsze.
Udzielę ci następujących wskazówek:
Myśl Najwyższa to zawsze ta myśl, która niesie radość. Najtrafniejsze
Słowa to te, które głoszą prawdę. Najwznioślejsze Uczucie to uczucie
zwane przez ciebie miłością. Radość, prawda, miłość.
Te trzy wartości są w istocie zamienne, jedna zawsze prowadzi do
drugiej. Nie ma znaczenia, w jakiej kolejności je umieścimy.
Po określeniu, kierując się powyższymi wskazówkami, które komunikaty
pochodzą ode Mnie, a które są skądinąd, pozostaje jeszcze pytanie, czy
odniosą właściwy skutek.
Większość Moich przekazów mija się z celem. Niektóre dlatego, że wydają
się zbyt piękne, aby były prawdziwe. Inne dlatego, że zbyt trudno się do
nich zastosować. Wiele zostaje opacznie zrozumianych. Reszta, a tych
jest najwięcej, nawet nie zostaje odebrana.
Mym najpotężniejszym przesłaniem jest doświadczenie, a nawet ono jest
ignorowane. Szczególnie ono jest ignorowane.
Świat nie znalazłby się w obecnym położeniu, gdybyście po prostu
wsłuchali się w to, co mówi doświadczenie. Ignorowanie doświadczenia
prowadzi do tego, że stale się ono powtarza, wciąż od nowa. Gdyż nie
można udaremnić Mego zamierzenia ani lekceważyć Mojej woli. Moje
przesłanie dotrze do ciebie. Prędzej czy później.
Jednak nie będę ci niczego narzucał. Nie zmuszę cię do niczego. Nie po
to obdarzyłem ciebie wolną wolą - dałem ci możliwość wyboru - aby ci to
kiedykolwiek odebrać.
Będę więc dalej wysyłać te same przekazy, choćby całe tysiąclecia, do
każdego zakątka wszechświata, w którym się znajdziesz. Zasypywać cię
będę nieustannie Moimi przesłaniami, aż w końcu je przyjmiesz i uznasz
za swoje.
Przyjdą do ciebie w stu różnych postaciach, w tysiącu chwil, w ciągu
miliona lat. Nie możesz ich przeoczyć, jeśli naprawdę słuchasz. Nie
możesz ich zbyć, kiedy raz naprawdę ich wysłuchasz. W ten sposób nawiąże
się na dobre porozumienie między nami. W przeszłości bowiem tylko
mówiłeś do Mnie, modliłeś się, błagałeś, nalegałeś.
A teraz będę mógł Ja przemówić do ciebie, jak to czynię tutaj.
Skąd jednak mogę wiedzieć, że te słowa pochodzą od Boga? Może to tylko
moja wybujała wyobraźnia?
A jaka to różnica? Czy nie pojmujesz, że równie dobrze mógłbym posłużyć
się twą wyobraźnią? Tym czy innym sposobem ześlę na ciebie właściwe
myśli, słowa czy uczucia, w dowolnej chwili, odpowiednio dobrane do
postawionego celu.
Poznasz, że to Moje słowa, gdyż sam z siebie nigdy z taką jasnością się
nie wyrażałeś. Gdybyś potrafił z taką jasnością odpowiedzieć na te
pytania, wcale byś ich nie zadawał.
Z kim komunikuje się Bóg? Czy są jacyś szczególni ludzie?
Szczególne czasy?
Wszyscy ludzie są szczególni, każda chwila jest wyjątkowa. Żaden
człowiek i żaden czas nie jest wywyższony. Wielu pragnie wierzyć, że Bóg
porozumiewa się w specjalny sposób i tylko z wybranymi. Zwalnia to ogół
ludzi z odpowiedzialności wysłuchania Mojego przesłania, a nawet
odebrania go; sprawia, że wierzymy na słowo, na cudze słowo. Nie musisz
się we Mnie wsłuchiwać, gdyż uznałeś, że inni już wysłuchali, co mam do
powiedzenia na każdy temat, więc teraz masz ich do słuchania.
Zdając się na to, co inni mają do powiedzenia o Mnie, nie
potrzebujesz w ogóle myśleć.
To głównie z tego powodu tylu ludzi nie dopuszcza do siebie Moich
przekazów. Akceptując to, że Moje przekazy docierają bezpośrednio do
ciebie, stajesz się odpowiedzialny za ich zrozumienie. O wiele wygodniej
jest uznać interpretacje innych (choćby nawet żyli dwa tysiące lat
temu), niż samemu starać się odczytać wiadomość, którą mogę ci
przekazywać nawet w tej chwili.
Niemniej zapraszam cię do skorzystania z nowego sposobu komunikacji z Bogiem. Komunikacji obustronnej. Prawda jest jednak taka, że to ty
zaprosiłeś Mnie. Ja przybyłem w tej postaci, w tej chwili, w odpowiedzi na twoje wołanie.
Dlaczego niektóre jednostki, Chrystus na przykład, odbierają więcej
Twoich przekazów niż pozostali?
Ponieważ niektórzy ludzie są gotowi naprawdę słuchać. Szczerze słuchają
i pozostają otwarci nawet na to, co wydaje się straszne, zwariowane czy
błędne.
Mamy słuchać Boga, nawet kiedy to, co mówi, wydaje się błędne?
Szczególnie wtedy. Jeśli myślisz, że masz we wszystkim słuszność, to po
co komu Bóg?
Dalej, ruszaj w świat i działaj, opierając się na całej swojej wiedzy.
Ale weź pod uwagę, że wszyscy tak postępujecie od niepamiętnych czasów.
I zobacz, do czego doprowadziliście ten świat. Niewątpliwie coś
przeoczyliście. Rzecz jasna, jest coś, czego nie rozumiecie. To, co
rozumiecie, siłą rzeczy wydaje się wam "słuszne", ponieważ tym słowem
określacie coś, z czym się zgadzacie. To, co wam umknęło, musi więc z początku wydać się wam "błędne".
Jedyna droga naprzód zaczyna się od postawienia sobie pytania: "Co by
się stało, gdyby wszystko, co uważałem za "błędne", w rzeczywistości
było' "słuszne"?". Te sytuacje zna każdy wybitny naukowiec. Kiedy coś
nie wychodzi, uczony odrzuca dotychczasowe założenia i zaczyna od nowa.
Wielkie odkrycia dokonywane są dzięki gotowości, umiejętności uznania,
że się błądzi. Tego właśnie potrzeba tutaj.
Nie możesz poznać Boga, póki nie przestaniesz sobie wmawiać, że już go
znasz. Nie możesz usłyszeć Boga, póki tkwisz w przekonaniu, że już go
usłyszałeś.
Nie mogę przekazać ci Mojej Prawdy, dopóki nie przestaniesz zasypywać
Mnie swoją.
Ale moja prawda o Bogu pochodzi przecież od Ciebie.
Kto tak twierdzi?
Inni.
Jacy inni?
Przywódcy. Duszpasterze. Rabini. Księża. Książki. Biblia, na miłość
Boską!
To nie są wiarygodne źródła.
Nie są?
Nie.
To w takim razie co jest wiarygodnym źródłem?
Słuchaj swoich uczuć, swych Najwyższych Myśli. Wsłuchaj się w to, co
mówi ci doświadczenie. Ilekroć odbiegać będą od tego, co głoszą twoi
nauczyciele, książki, zapomnij o ich słowach. Słowa są najbardziej
zawodnym posłańcem Prawdy.
Tyle chciałbym Ci powiedzieć, o tyle rzeczy zapytać, że nie wiem, od
czego zacząć.
Na przykład, dlaczego nie objawiasz się ludziom? Jeśli Bóg rzeczywiście
istnieje i Ty Nim jesteś, dlaczego nie objawisz się tak, abyśmy wszyscy
mogli zrozumieć?
Czyniłem to wiele razy. I w tej chwili objawiam się też.
Nie, mnie chodzi o objawienie się w sposób niepodważalny, taki, któremu
nie można zaprzeczyć.
Czyli jaki?
Ukazując mi się tu i teraz.
Właśnie to robię.
Gdzie?
Gdziekolwiek spojrzysz.
Nie, mam na myśli niepodważalny sposób, tak aby nikt nie mógł temu
zaprzeczyć.
Jak to miałoby wyglądać? W jakiej postaci czy formie twoim zdaniem
powinienem się ukazać?
W swej prawdziwej.
To jest niemożliwe, ponieważ nie mam zrozumiałej dla was formy. Mógłbym
przybrać postać dla was pojmowalną, ale wówczas każdy uznałby, że miał
do czynienia z jedyną prawdziwą postacią Boga, a nie po prostu z jedną z wielu możliwych.
Ludzie skłonni są raczej wierzyć, że jestem taki, jakim Mnie
postrzegają, aniżeli takim, jakiego Mnie nie znają. Ale Jam jest Byt
Niewidzialny, nie należy utożsamiać Mnie z tym, jakim mogę się objawiać
w danej chwili. W pewnym sensie Jam Jest, Który Nie Jest. To właśnie
z tego niebytu wyłaniam się i do niego powracam.
Mimo to kiedy ukazuję się w tej czy innej formie - dla ludzi zrozumiałej
- przypisuje mi się tę postać po wsze czasy.
A gdybym przybył do innych pod zmienioną postacią, ci pierwsi
powiedzieliby, że wcale się tym drugim nie ukazałem, ponieważ wyglądałem
inaczej niż za pierwszym razem i co innego mówiłem - więc to nie mogłem
być Ja.
Widzisz więc, że nie ma znaczenia, w jaki sposób czy w jakiej postaci
się objawiam - nigdy objawienia te nie będą niepodważalne, bez względu
na to, jaki sposób wybiorę i jaką postać przyjmę.
Lecz gdybyś zrobił coś, co ponad wszelką wątpliwość zaświadczyłoby, kim
naprawdę jesteś...
Znaleźliby się tacy, którzy powiedzieliby, że to diabelska sprawka albo
po prostu czyjś wymysł. Każda przyczyna byłaby dobra, byle tylko nie Ja.
Gdybym objawił się jako Wszechmogący Bóg, Król Nieba i Ziemi, i na dowód
tego przeniósłbym góry, powiedziano by: "To dzieło Szatana".
I tak powinno być. Albowiem Boskość nie jest dostępna oglądowi z zewnątrz, Bóg objawia się tylko na polu doświadczenia wewnętrznego.
Jeśli wewnętrzne doświadczenie odsłoniło Boga, zewnętrzny ogląd staje
się zbyteczny. Jeśli zaś konieczny jest ogląd z zewnątrz, niemożliwe
staje się doświadczenie wewnętrzne.
Toteż prośba o objawienie tym samym je wyklucza, albowiem akt ten jest
zarazem stwierdzeniem, że objawienia nie ma; że Bóg nie ukazuje nam w tej chwili żadnego swojego aspektu. Tego rodzaju stwierdzenie pociąga za
sobą odpowiednie doświadczenie. Myśl bowiem, podobnie jak słowo, jest
twórcza, a współdziałając ze sobą, myśl i słowo skutecznie powołują do
istnienia twoją rzeczywistość. Doświadczysz zatem braku objawienia, gdyż
gdyby Bóg się objawiał, nie prosiłbyś Boga o to.
Czy to znaczy, że nie mogę prosić o coś, czego pragnę? Czy chcesz
powiedzieć, że modlitwa o coś w gruncie rzeczy to od nas odsuwa?
Pytanie to ponawiano przez wieki - i za każdym razem otrzymywano
odpowiedź. Mimo to wyście jej nie słyszeli, a jeśli nawet, nie
dalibyście jej wiary.
Posługując się współczesnym językiem, współczesnymi kategoriami, można
odpowiedzieć na to pytanie następująco:
Nie otrzymasz tego, o co prosisz, i nie możesz mieć tego, czego
pragniesz. A to dlatego, że twoja prośba jest stwierdzeniem braku.
Mówiąc, że czegoś chcesz, przyczyniasz się do zaistnienia w twojej
rzeczywistości dokładnie tego doświadczenia - chcenia.
Modlitwą prawidłową jest więc nie modlitwa błagalna, lecz dziękczynna.
Gdy dziękujesz Bogu zawczasu za to, czego z własnego wyboru pragniesz
zaznać w swym doświadczeniu, przyznajesz, że w istocie ono już jest.
Dziękczynienie kryje w sobie ogromną moc; stanowi potwierdzenie, że
zanim zdążyłeś spytać, otrzymałeś ode mnie odpowiedź.
Toteż nie proś. Bądź wdzięczny.
Ale jeśli z góry podziękuję za coś Bogu, a to się nie spełni? Może to
wywołać rozczarowanie, gorycz.
Wdzięczności nie wolno stosować jako narzędzia do manipulowania
Bogiem. Nie można wywieść w pole siebie samego. Umysł zna twe
prawdziwe myśli. Jeśli mówisz: "Dziękuję Ci, Boże, za to i za to",
zachowując pełną świadomość, że w twej obecnej rzeczywistości tej rzeczy
nie ma, to nie posądzasz chyba Boga o to, że będzie tego nieświadomy i dla ciebie ją ześle.
Bóg wie to, co ty wiesz, a to, co wiesz, stanowi twoją rzeczywistość, a przynajmniej to, co się wydaje nią być.
Jak więc mogę być wdzięczny za coś, czego, jak wiem, w moim życiu nie
ma?
To kwestia wiary. Choćbyś nawet miał wiarę wielkości ziarna gorczycy,
góry przeniesiesz. Wiesz, że to jest, ponieważ Ja rzekłem, że jest;
ponieważ ja odpowiedziałem ci, zanim Mnie zapytałeś; ponieważ na
wszelkie możliwe sposoby, ustami każdego nauczyciela, jakiego wymienisz,
mówiłem i mówię ci, że cokolwiek wybierzesz, wybierając w Imię Boże, tak
też się stanie.
Ale tylu ludzi skarży się, że ich modlitwy nie zostały wysłuchane.
Żadna modlitwa - a czym jest modlitwa, jeśli nie żarliwym stwierdzeniem
stanu rzeczy - nie pozostaje bez odpowiedzi. Każda modlitwa, tak jak
myśl, uczucie, stwierdzenie, ma charakter twórczy. W zależności od tego,
z jaką żarliwością uznajemy ją za prawdę, w takim stopniu ucieleśni się
ona w twoim doświadczeniu.
Kiedy ktoś mówi, że jego modlitwa nie została wysłuchana, to w rzeczywistości zadziałała najbardziej żarliwa myśl, słowo czy uczucie.
Musisz bowiem wiedzieć - i w tym cała tajemnica - że decyduje myśl
ukryta pod inną myślą; to ona jest główną sprężyną.
Jeśli więc modlisz się i błagasz, szansę na doświadczenie tego, co dla
siebie wybrałeś, są nikłe, gdyż główną sprężyną każdej prośby jest myśl,
że nie masz tego, czego pragniesz. Ta ukryta myśl staje się twoją
rzeczywistością.
Przezwyciężyć tę myśl może wyłącznie myśl mocno osadzona w wierze, że o cokolwiek prosicie, Bóg niezawodnie to ześle. Tylko niewielu ludzi ma
taką wiarę.
Modlitwa staje się łatwiejsza, kiedy wiarę, iż Bóg spełni każdą naszą
prośbę, zastąpi intuicyjne zrozumienie, że proszenie o cokolwiek nie
jest konieczne. Wówczas modlitwa samoistnie przemieni się w dziękczynienie. Zamiast prośbą, będzie wyrazem wdzięczności za to, co
jest.
Mówiąc, że modlitwa jest stwierdzeniem istniejącego stanu rzeczy,
sugerujesz, że Bóg nie robi nic; że to, cokolwiek nastąpi potem, wynika
z samego aktu modlitwy?
Jeśli wyobrażasz sobie Boga jako wszechmogącą istotę, która słucha
wszystkich modlitw, jedne przyjmuje, inne odrzuca, a jeszcze inne
odkłada na bardziej sprzyjający czas, jesteś w błędzie. Jakimi zasadami
by się przy tym kierował?
Jeśli sądzisz, że to Bóg jest twórcą i sprawcą wszystkiego, co się w twoim życiu dzieje, grubo się mylisz.
Bóg nie tworzy, lecz przygląda się twojemu życiu. Chętnie ci pomoże,
ale nie w sposób zgodny z twoimi oczekiwaniami.
Nie jest zadaniem Boga wpływać na warunki czy okoliczności twojego
życia. Bóg stworzył ciebie na obraz i podobieństwo Boga. Ty
dokonałeś reszty za sprawą mocy, jaką nadał ci Bóg. Bóg puścił w ruch
proces życia, lecz wyposażył cię w wolną wolę, abyś mógł postępować
w życiu, jak uznasz za stosowne.
Pod tym względem twoja wola jest dla ciebie wolą Boga.
Robisz ze swoim życiem to, co ci się podoba, a ja to akceptuję.
Oto pierwsze wielkie złudzenie, w jakie popadliście: że Boga
obchodzą wasze poczynania.
Mnie jest wszystko jedno, co robicie, i trudno wam się z tym pogodzić.
Ale czy ty przejmujesz się tym, co robią twoje dzieci, kiedy wysyłasz
je, aby się pobawiły? Czy to ma znaczenie, czy bawią się w berka, czy
chowanego? Nie, ponieważ wiesz, że nic im nie grozi. Umieściłeś je w otoczeniu, które uznałeś za przyjazne i bezpieczne.
Oczywiście, zawsze będziesz miał nadzieję, że nie zrobią sobie krzywdy.
A jeśli spotka je coś złego, zadbasz o ich uleczenie, zapewnisz im na
powrót poczucie bezpieczeństwa, postarasz się, aby były szczęśliwe, i pozwolisz im znowu wyjść się pobawić. Ale będzie dla ciebie bez różnicy,
jaką wybiorą zabawę.
Powiesz im jednak, jakie zabawy są niebezpieczne. Ale nie możesz ich od
tego powstrzymać. Na zawsze. Przez całe życie aż do śmierci. To nie w twojej mocy; wie o tym każdy mądry rodzic. Mimo to obchodzi go wynik
końcowy. I na tym polega dychotomia - nie dbanie o sam proces, a głębokie przejmowanie się rezultatem - która charakteryzuje postawę
Boga.
Lecz Bóg w pewnym sensie nie przejmuje się nawet ostatecznym
rezultatem, gdyż jest on już przesądzony.
Oto kolejne wielkie złudzenie człowieka: że końcowy wynik życia jest
niepewny.
To zwątpienie w ostateczny rezultat zrodziło strach, twego najgorszego
wroga. Jeśli wątpisz bowiem w ostateczny wynik, podajesz tym samym w wątpliwość samego Stwórcę. A jeśli wątpisz w Boga, skazany jesteś na
życie w ciągłym strachu.
Jeśli podajesz w wątpliwość zamierzenia Boga - i zdolność Boga do ich
spełnienia - to jak możesz choć na chwilę się odprężyć? Jak możesz
znaleźć prawdziwy spokój?
Bóg ma moc urzeczywistniania swych zamiarów. Jednak ty nie chcesz bądź
nie możesz w to uwierzyć (mimo że twierdzisz, iż Bóg jest
wszechpotężny), dlatego powołałeś do życia w swojej wyobraźni moc
równą Boskiej, aby przeciwstawiła się woli Boga. Stworzyłeś mit
"diabła" i wymyśliłeś nawet, że Bóg prowadzi z nim wojnę (w przekonaniu,
że Bóg rozwiązuje problemy na twój sposób). Wreszcie posunąłeś się nawet
do przypuszczenia, że Bóg może przegrać.
Wszystko to jawnie zaprzecza temu, co, jak twierdzisz, wiesz o Bogu, ale
to nic nie szkodzi. Żyjesz swym złudzeniem i podsycasz swój strach, a wszystko to bierze się ze zwątpienia w Boga.
A gdybyś podjął nowe postanowienie? Jaki byłby wynik?
Powiem ci: żyłbyś na podobieństwo Buddy. Jezusa. Każdego ze swych
ukochanych świętych.
Ale nikt by ciebie nie zrozumiał, tak jak większości tych świętych. Ty
próbowałbyś wytłumaczyć im, na czym polegają odczuwane przez ciebie
spokój ducha, radość, wewnętrzne uniesienie, a oni słuchaliby, ale w gruncie rzeczy nic by nie usłyszeli. Staraliby się odtworzyć twoje słowa
i dodaliby sporo od siebie.
Dziwiliby się, jak osiągnąłeś to, czego oni sami nie potrafią. I tak
zrodziłaby się w nich zazdrość. Zawiść przerodziłaby się w złość, a w swym gniewie usiłowaliby ci wmówić, że to ty nie rozumiesz Boga.
Staraliby się odebrać ci radość, a gdyby to się nie powiodło, w swej
zajadłości nastawaliby na ciebie otwarcie. A gdybyś powiedział im, że to
nie ma znaczenia, że nawet śmierć nie zakłóci twej radości ani nie zmąci
twojej prawdy, z pewnością by ciebie zabili. Wtedy jednak, widząc, z jakim spokojem przyjmujesz śmierć, obwołaliby ciebie świętym i znów
pokochali.
Leży bowiem w naturze ludzi, że kochają, niszczą i na nowo kochają to,
co cenią najwyżej.
Dlaczego? Dlaczego tak jest?
Wszystkie ludzkie postępki w gruncie rzeczy wynikają ze strachu lub z miłości. Tak naprawdę istnieją tylko te dwa uczucia - dwa słowa w mowie
duszy. Stanowią one przeciwne bieguny całego Mego stworzenia, a także
świata, w jakim żyjesz.
Rozpiętość między tymi dwoma punktami, Alfa i Omega, pozwala zaistnieć
systemowi zwanemu przez ciebie rzeczywistością względną. Bez nich, bez
tych dwóch idei, niemożliwa jest żadna inna idea.
Każda ludzka myśl, każde działanie, zakorzenione są albo w strachu, albo
w miłości. Nie ma innej motywacji, a wszelkie inne pojęcia to tylko
pochodne tych dwóch biegunowo różnych idei. To po prostu różne wersje,
różne ujęcia tego samego tematu.
Zastanów się nad tym głębiej, a przekonasz się, że to prawda. To właśnie
nazywam główną sprężyną - myśl płynącą albo z miłości, albo ze strachu.
To myśl ukryta za myślą ukrytą za inną myślą. To pierwotna myśl.
Pierwotna siła. Energia napędowa motoru ludzkiego doświadczenia.
Stąd właśnie bierze się powielanie doświadczeń; to dlatego ludzie wpierw
kochają, później niszczą i znów kochają: zawsze następuje zwrot od
jednego uczucia do drugiego. Miłość ustępuje lękowi, który ustępuje
miłości, i tak w kółko...
... a przyczyną jest przede wszystkim fałszywe przekonanie - uznawane za
prawdę o Bogu - że Bogu nie można ufać; że na miłości Boga nie można
polegać; że Jego życzliwość obwarowana jest warunkami; że w związku z tym ostateczny rezultat jest niepewny. Jeśli bowiem nie możesz polegać
na miłości Boga, to na czyją miłość możesz liczyć? Jeśli Bóg wycofuje
się, odsuwa od ciebie, kiedy nie postępujesz odpowiednio, czyż nie
uczyni tego zwykły śmiertelnik?
...Toteż nic dziwnego, że w chwili, kiedy ślubujesz najszczytniejszą
miłość, wydajesz siebie na pastwę najbardziej podstępnego strachu.
Wszak zaraz gdy wypowiesz słowa miłości, zaczynasz się bać, czy zostaną
odwzajemnione. A gdy zostaną odwzajemnione, zaczynasz się bać, że
utracisz miłość, którą właśnie znalazłeś. Więc będziesz starał się temu
zapobiec - uchronić się przed stratą - tak jak starasz się zapobiec
utracie Boga.
Lecz gdybyś wiedział, Kim W Istocie Jesteś - najdoskonalszym,
najwspanialszym, najbardziej godnym podziwu tworem Boga - strach nie
miałby do ciebie dostępu. Albowiem któż odrzuciłby coś tak znakomitego?
Nawet Bóg nie mógłby nic zarzucić takiej istocie.
Ale skoro nie wiesz, Kim Jesteś W Istocie, uważasz się za coś znacznie
gorszego. A skąd bierze się to przeświadczenie o własnej
niedoskonałości? Od jedynych osób w świecie, którym we wszystkim
wierzymy - od rodziców. Od matki i ojca.
Ich bowiem kochacie najbardziej. Dlaczego mieliby was okłamywać? A przecież powtarzali wam, że za dużo w was tego, a za mało czego innego.
Przypominali, że dzieci i ryby głosu nie mają. Czasem nawet gasili
kipiącą w was radość życia i namawiali do wyrzeczenia się wybujałych
marzeń.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki