Rozmowy norymberskie - Leon Goldensohn

Kup ebooka

71.99 zł
59.75 zł (50,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WstępNorymberga: głosy z przeszłości

W czasie gdy Stany Zjednoczone przystępowały do drugiej wojny światowej, obywatel tego kraju, Leon Goldensohn, był lekarzem i psychiatrą. W 1943 roku zaciągnął się do armii i wkrótce został wysłany do Francji i Niemiec, gdzie brał udział w walkach. Wkrótce po zakończeniu wojny został oddelegowany jako psychiatra więzienny do Norymbergi, miasta, w którym odbywały się pierwsze powojenne procesy głównych zbrodniarzy nazistowskich. Goldensohn przybył do Norymbergi w początkach stycznia 1946 roku, sześć tygodni po rozpoczęciu procesów, i pozostał tam prawie do końca lipca tego samego roku. Jako dyplomowany psychiatra odpowiadał za zdrowie psychiczne dwudziestu jeden niemieckich przywódców, którzy ocaleli z wojny i teraz walczyli o życie przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym. Czuwał także nad stanem fizycznym więźniów, których widywał prawie każdego dnia. W ciągu siedmiu miesięcy w norymberskim więzieniu rozmawiał regularnie z wieloma spośród 21 więźniów i z większością z nich przeprowadził formalne, rozbudowane wywiady. Dodatkowo przeprowadził wywiady z dużą liczbą świadków oskarżenia i obrony, z których kilku było znaczącymi dygnitarzami nazistowskimi.

W tej książce po raz pierwszy publikujemy obszerny wybór norymberskich wywiadów Goldensohna. Stanowią one ważne uzupełnienie akt procesów oraz dokumentów Trzeciej Rzeszy. O ich wyjątkowości decyduje fakt, iż zostały w systematyczny sposób przeprowadzone przez dyplomowanego psychiatrę, dzięki czemu dostarczają nowych wiadomości na temat mentalności i motywów największych zbrodniarzy nazistowskich.

Tło procesów norymberskich

Postawienie zbrodniarzy wojennych przed trybunałem wiązało się z rozmaitymi politycznymi i prawnymi problemami. Mimo to wiele osób uważa dziś procesy norymberskie za kamień milowy w dziejach prawa międzynarodowego. A przecież mogły się nie odbyć. W czasie wojny, gdy alianci poznali rozmiary nazistowskich zbrodni, prezydent USA Franklin D. Roosevelt, premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill i przywódca ZSRR Józef Stalin - każdy w swoim czasie - za najwłaściwszą na nie odpowiedź uznali zbiorową egzekucję.

Ideę procesów jako pierwszy, jak się wydaje, wysunął radziecki minister spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow, nie wcześniej niż 14 października 1942 roku. Tego dnia Mołotow wysłał do rządów kilku wschodnioeuropejskich państw, przebywających na uchodźstwie w Londynie, pismo, w którym zaproponował, by najbardziej znaczących członków "zbrodniczego rządu hitlerowskiego" postawić przed "specjalnym trybunałem międzynarodowym"[1]. Moskwa najwyraźniej niepokoiła się, że Anglicy nie zamierzają osądzić Rudolfa Hessa, zastępcy Hitlera, który w maju 1941 roku przyleciał do Szkocji. Rosjanie obawiali się, że ich sojusznicy mogą zawrzeć ugodę z Niemcami. Alianci zachodni poświęcali niewiele uwagi sprawie powojennych procesów, choć skłaniali się ku koncepcji zbiorowej egzekucji. Za priorytet uważali wygranie wojny.

Mimo to 1 listopada 1943 roku wszyscy trzej sojusznicy wydali wspólne oświadczenie dotyczące losu zbrodniarzy wojennych. Tak zwana deklaracja moskiewska zawierała kilka ogólnych zasad: na przykład winni zbrodni mieli być "sądzeni natychmiast" w miejscach, w których się ich dopuścili. Proces i kara będą zgodne z prawem danego kraju. Jednak główni zbrodniarze wojenni, których przestępstwa nie dadzą się geograficznie umiejscowić, będą traktowani inaczej. Deklaracja moskiewska nie wyjaśnia, co powinno się z nimi stać i czy w ich przypadku odbędzie się proces, czy zbiorowa egzekucja[2].

Osobiste poglądy Churchilla były dalekie od łagodności. Sądził - co wyraził podczas zamkniętego spotkania gabinetu 10 listopada 1943 roku, tuż przed konferencją w Teheranie - że być może należy stworzyć krótką listę poszczególnych zbrodniarzy wojennych. Skłaniał się ku przekonaniu, że ich zbiorowe potraktowanie mogłoby szybciej położyć kres wojnie, ponieważ wyróżnione w ten sposób jednostki stałyby się izolowane we własnym kraju. Strategia taka wymagała od sojuszników porzucenia procedur prawnych. Sam Churchill opowiadał się za sporządzeniem listy od pięćdziesięciu do stu nazistowskich przywódców. Po zatwierdzeniu jej przez jakiegoś rodzaju międzynarodowy komitet prawników ludzie ci zostaliby obwołani "pozbawionymi praw wyrzutkami", których każdy mógłby zabić bez konsekwencji. Według Churchilla, jeżeli miałoby dojść do jakiegokolwiek procesu, to jego zadaniem byłoby jedynie zweryfikowanie tożsamości owych "wyrzutków"[3].

Jedna z najbardziej znaczących rozmów na temat zbiorowych egzekucji odbyła się między Rooseveltem, Churchillem i Stalinem podczas konferencji w Teheranie (28 listopada - 1 grudnia 1943). Przy obiedzie 29 listopada Stalin zasugerował, że gdyby pod koniec wojny zebrać wszystkich razem i rozstrzelać około 50 tysięcy wyższych oficerów niemieckich sił zbrojnych, można by raz na zawsze skończyć z niemiecką armią[4]. Skala takiej akcji w wizji Stalina zaskoczyła Churchilla, który odrzekł po prostu, że brytyjski parlament i opinia publiczna nigdy nie zaakceptowałyby tego rodzaju masowych egzekucji. Roosevelt przyjął słowa Stalina bardziej przychylnie. Podczas gdy Churchill (przynajmniej według tego, co później wspominał) mocno się zaniepokoił, prezydent USA stwierdził, że alianci powinni stracić nie 50 tysięcy, lecz "tylko 49 tysięcy". Elliott Roosevelt, syn prezydenta, obecny przy tej okazji, wtrącił, że jest pewien, iż armia amerykańska "poparłaby ten plan"[5].

Churchill, zirytowany kierunkiem, jaki przybrała rozmowa, wyszedł z pokoju, Stalin podążył za nim i zapewnił go, że to tylko żarty. Lektura zapisów dalszych dyskusji oraz fakt, iż Stalin doprowadził do unicestwienia tysięcy własnych rodaków, a nawet wielu oficerów Armii Czerwonej, pozwalają przypuszczać, że gdyby tego wieczoru Churchill wyraził zgodę, trzej przywódcy mogliby podjąć ważną decyzję. Czy ten krok doprowadziłby do wielkiej liczby egzekucji, pozostaje kwestią otwartą i dyskusyjną. Z pewnością Churchill podejrzewał, że owego wieczoru w Teheranie Stalin i Roosevelt mówili serio. Zgodził się powrócić do stołu, choć nie wierzył, "że był to jedynie żart, i nie kryły się za tym wszystkim żadne poważniejsze zamiary"[6].

Kwestia, jakie przyjąć stanowisko wobec nazistowskich zbrodni wojennych, podzieliła administrację amerykańską. Jedna z najpoważniejszych wypowiedzi popierających fizyczną likwidację padła 5 września 1944 roku z ust sekretarza skarbu Henry'ego Morgenthaua juniora, który, wysuwając propozycję trwałego osłabienia Niemiec, zażądał w tym kontekście zbiorowej egzekucji nazistowskich przywódców. Skalą przedsięwzięcie to zbliżało się do pomysłu Stalina z Teheranu, nie zaś do "skromniejszych" rozwiązań, o których myślał Churchill. Na szczęście po stronie amerykańskiej głos rozsądku reprezentował sekretarz wojny Henry L. Stimson.

Siedemdziesięciosześcioletni Stimson nie zgadzał się na deindustrializację lub zniszczenie niemieckiej gospodarki i całkowicie sprzeciwiał się podejściu Morgenthaua do zbrodniarzy wojennych. W przeciwieństwie do tego ostatniego nalegał, by przeprowadzono proces zgodny z "podstawowymi zasadami Karty Praw"1. W memorandum z 9 września 1944 roku zauważył rozsądnie, że problemem w tym wypadku nie jest łagodne lub surowe traktowanie Niemiec, lecz przyjęcie odpowiedniego sposobu postępowania z nazistowskimi przestępcami, wypływającego z "głębokiego namysłu i precyzyjnie określonych procedur". Stimson sądził, że przedstawiciele Stanów Zjednoczonych powinni wziąć udział w działaniach międzynarodowego trybunału, który wysunąłby przeciwko najważniejszym przywódcom nazistowskim zarzuty "złamania reguł wojny2 przez nadmierne i niepotrzebne okrucieństwo w działaniach wojennych". Stimson zwrócił uwagę, że owe reguły, popierane przez Sąd Najwyższy USA, powinny być "podstawą działań prawnych przeciwko nazistom"[7].

Jednak Roosevelt, ku wielkiemu zaskoczeniu Stimsona, nadal opowiadał się po stronie Morgenthaua - z którym prywatnie się przyjaźnił - i popierał pomysł zbiorowej, przeprowadzonej przez wojsko egzekucji bez procesu. Tuż po konferencji w Quebecu (11-24 sierpnia 1944 roku) Roosevelt i Churchill we wspólnym oświadczeniu stwierdzili, że proces sądowy nie ma sensu w wypadku "arcyzbrodniarzy, takich jak Hitler, Himmler, Göring i Goebbels". Dodano też: "Niezależnie od ogromnych trudności, z jakimi wiązałoby się ukonstytuowanie sądu, sformułowanie aktu oskarżenia i zebranie dowodów, przyszłość [nazistowskich przywódców] nie jest kwestią prawa, lecz polityki. Nawet najbardziej poważani i wykształceni sędziowie nie mogą ostatecznie decydować w sprawie o najszerszym zasięgu, jednej ze spraw najbardziej istotnych dla życia publicznego. Decyzja ta musi być "wspólną decyzją rządów państw sojuszniczych", co zostało wyrażone w deklaracji moskiewskiej"[8].

Roosevelt i Churchill doszli do wniosku, że - wziąwszy wszystko pod uwagę - pewnych nazistowskich przywódców najlepiej będzie pozbawić życia bez jakiegokolwiek sądu. Pogląd ten podzielał także Stalin. Podczas wizyty w Moskwie w październiku 1944 roku Churchill z zaskoczeniem zorientował się jednak, że Stalin zmienił zdanie. Podobnie jak inni radzieccy przywódcy, opowiadał się teraz za procesem przeprowadzonym przez międzynarodowy trybunał, tak jak pierwotnie proponował Mołotow. Możliwe, że gdy Stalin zrozumiał, iż Churchill nigdy nie zgodzi się na likwidację dziesiątek tysięcy członków niemieckich elit, przystał na pomysł sądu nad najważniejszymi zbrodniarzami wojennymi, który można by wykorzystać w celach propagandowych. Być może sądził także, iż popierając proces, poprawi swój nadwątlony wizerunek w oczach Zachodu[9].

W tym samym czasie Rosjanie na własną rękę wyrównywali rachunki z najeźdźcą. Latem 1943 roku, wyzwalając swój kraj spod nazistowskiego jarzma, zaczęli sami organizować procesy, także przeciwko obywatelom ZSRR oskarżonym o współudział w zbrodniach wojennych nazistów. Podczas pierwszego takiego procesu - który odbył się 14-17 lipca 1944 roku w Krasnodarze - podano do publicznej wiadomości jeden z pierwszych przypadków masowego mordu Żydów. Sąd orzekł osiem wyroków śmierci, które zostały wykonane na placu miejskim, w obecności, jak oceniano, 30 tysięcy osób[10]. W sierpniu i wrześniu przeprowadzono kolejne procesy. Natomiast 15-18 grudnia w Charkowie doszło do następnego wielkiego procesu, zakończonego podobnie jak ten w Krasnodarze. Winnych powieszono na rynku w obecności tłumu, którego liczebność szacowano na 50 tysięcy. Wydarzenie to zostało nagłośnione dzięki specjalnym kronikom filmowym oraz relacjom w radiu i prasie. Niektórym obserwatorom z Zachodu takie postępowanie przypominało procesy pokazowe wielkiego terroru lat trzydziestych w ZSRR. Rosjanie wykorzystali pierwsze procesy zwolenników nazizmu, aby zdobyć poparcie światowej opinii publicznej oraz podnieść morale we własnym kraju. W ten sposób w radzieckiej praktyce koncepcja nieokreślonej formuły procesu zaczęła przeważać nad koncepcją zbiorowej egzekucji. W zamiarze Rosjan przeprowadzenie procesu służyło oczywiście podkreśleniu winy oskarżonych.

Radzieckie procesy pokazowe tuż za linią frontu wzbudziły obawy w rządach Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Szczególnym powodem do niepokoju była możliwość odwetu ze strony nazistów, którzy grozili egzekucją amerykańskich i brytyjskich jeńców wojennych, przetrzymywanych w niemieckiej niewoli. Rzeczywiście, rozdrażniony Hitler rozkazał wszcząć procesy, które miały objąć nie radzieckich jeńców, lecz - według jego słów - "angielsko-amerykańskich zbrodniarzy wojennych", a zwłaszcza "anglosaskich terrorystów z bombami"[11]. Chociaż poczyniono kroki w sprawie tego rozkazu, ostatecznie zamiar Hitlera nie został wykonany - podobnie się stało z jego wieloma niszczycielskimi rozkazami pod koniec wojny.

Rząd amerykański, przekonywany przez Stimsona, stopniowo przychylał się do poglądu, że postępowanie prawne jest lepszym rozwiązaniem niż zbiorowa egzekucja. Stimson nie mógł po prostu wyrazić swego sprzeciwu wobec Morgenthaua - który, jak się wydawało, miał poparcie prezydenta Roosevelta - musiał więc coś zaproponować. We wrześniu 1944 roku powierzył zadanie opracowania alternatywnego planu swojemu sekretarzowi Johnowi McCloyowi, który z kolei przekazał je swoim podwładnym. W ten sposób kluczowy dokument w ewolucji amerykańskiej polityki wobec zbrodniarzy nazistowskich wyszedł spod pióra pułkownika Murraya C. Bernaysa.

Bernays, który w cywilu był prawnikiem, zebrał mocne argumenty na poparcie postępowania prawnego podczas, jak to określił, "procesu europejskich zbrodniarzy wojennych". Twierdził, że proces przyniesie znacznie większe korzyści niż polityczne potępienie zbrodniarzy po zakończeniu poprzedniej wojny. Bernays dowodził, że nazistów można i należy oskarżyć o spiskowanie w celu popełnienia zbrodni. Ponadto utrzymywał, że należy oskarżyć nie tylko poszczególnych przywódców, lecz całe organizacje (takie jak NSDAP, Gestapo i SS), którym postawiony zostanie zarzut uczestniczenia w przestępczym spisku. Nie będzie konieczne oskarżanie każdego członka organizacji, jedynie "reprezentujących je jednostek". Kiedy organizacja zostanie osądzona i skazana, poszczególnych członków będzie można postawić przed sądem jako współuczestników przestępczego spisku. Należy tu jednak podkreślić, że - w przeciwieństwie do tego, co mówili Goldensohnowi niektórzy oskarżeni - artykuł 10 przyszłego statutu Międzynarodowego Trybunału Wojskowego nie stwierdzał, że organizacje nazistowskie są organizacjami przestępczymi. Tę kwestię pozostawiono do rozstrzygnięcia trybunałowi. Ponadto członkowie organizacji uznanych przez trybunał za przestępcze nie stawali się od razu przestępcami; wszyscy mieli prawo do procesu[12].

Polityczne i prawne poparcie amerykańskiej administracji dla koncepcji procesu oraz koncepcji istnienia spisku i przestępczych organizacji wyrazili sekretarz stanu Cordell Hull, sekretarz marynarki James Forrestal oraz Henry L. Stimson. Jedenastego listopada 1944 roku wysłali oni do prezydenta Roosevelta memorandum ze wskazówkami, którymi miał się posłużyć podczas zbliżającej się konferencji w Jałcie[13].

Zanim jednak Roosevelt zmienił zdanie, upłynęło wiele czasu. Podczas konferencji jałtańskiej (7-12 lutego 1945 roku) najwyraźniej nie wspomniał o nowym podejściu swojej administracji. Zarówno on, jak i Churchill nadal wydawali się popierać koncepcję zbiorowych egzekucji, choć nie podjęto w tej sprawie żadnych decyzji.

Prawdopodobnie to Stalin i jego współpracownicy najbardziej przyczynili się do przekonania pozostałych aliantów, że należy zastosować jakiś rodzaj "procedury sądowej"[14]. Stimson i jego zwolennicy wciąż starali się nakłonić prezydenta, by wybrał to rozwiązanie, podkreślając, że należy uniknąć wrażenia, iż alianci chcą się zemścić. Nowy prezydent, Harry S. Truman, który zastąpił Roosevelta po jego nagłej śmierci 12 kwietnia 1945 roku, przychylił się do opinii Stimsona[15].

Kiedy Truman poparł koncepcję procesu, wysuniętą na przełomie 1944/1945 roku przez Stimsona, Hulla i kilku innych wysokich urzędników, żądania zbiorowej egzekucji ucichły[16]. Podczas paru spotkań aliantów w 1945 roku Amerykanie przekonali także wahających się Brytyjczyków. Trzeciego maja 1945 roku (w San Francisco) zachodni alianci i Związek Radziecki oraz wyzwolona niedawno Francja zgodzili się co do zasady postępowania sądowego. Ósmego sierpnia, po trwających kilka miesięcy negocjacjach w Londynie, ostatecznie wypracowali statut procesów, ustalając szczegółowo zasady sądu i prawa oskarżonych. Jednocześnie przyjęli cztery punkty oskarżenia: spiskowanie w celu popełniania zbrodni, zbrodnie przeciwko pokojowi, zbrodnie wojenne oraz zbrodnie przeciwko ludzkości[17].

Choć alianci zgodzili się już co do zasady procesu, musieli przezwyciężyć ostatnie przeszkody. Wynikały one po części z tego, że liberalno-demokratyczne kręgi w Anglii i USA oraz Związek Radziecki miały odmienne wyobrażenie o formule i celach procesu. Inwazja niemiecka przyniosła Rosjanom straszliwe cierpienia. Nawet według ostrożnych i dość wiarygodnych szacunków w wojnie niemiecko-radzieckiej zginęło około 25 milionów mieszkańców ZSRR, w większości cywilów[18]. Radzieccy przywódcy uznali, że trzeba przeprowadzić procesy pokazowe, które dadzą wyobrażenie o "rozmiarach winy" każdego z oskarżonych, a następnie pozwolą im wymierzyć "konieczną karę"[19]. Amerykanie i Brytyjczycy jednak, kiedy już przyjęli koncepcję procesu, chcieli, żeby (przynajmniej w teorii) oskarżonym przysługiwało prawo do obrony. Póki nie dowiedziono im winy, należało uważać ich za niewinnych. Istniała więc możliwość, że niektórzy albo wszyscy oskarżeni zostaną uwolnieni albo uznani za niewinnych części z zarzucanych im czynów.

Ze względu na odmienność angielsko-amerykańskich i kontynentalnych tradycji prawnych aliantom trudno było także dojść do zgody co do toku postępowania i zasad procesu. W Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii istnieje system prywatno-dowodowy ("adwersarski"): sprawy trafiają do sądu jako "otwarte", dowody przedstawia się przed sądem, a świadkowie - a czasem także oskarżeni - są pod przysięgą poddawani przesłuchaniu krzyżowemu przez obrońcę i oskarżyciela, którzy stają twarzą w twarz i walczą o zwycięstwo. Europejski system można nazwać bardziej śledczym ("inkwizycyjnym"), ponieważ to sąd przeprowadza dochodzenie i kompletuje materiał dowodowy. Jeśli oskarżenie jest uzasadnione, kopie materiału dowodowego trafiają do sądu i do oskarżonego. Podczas procesu sędziowie decydują, czy chcą usłyszeć dalsze zeznania. Oni także przesłuchują świadków, ale rzadko poddają przesłuchaniu krzyżowemu oskarżonego, który może (ale nie musi) wypowiedzieć się na zakończenie procesu. Radziecki sędzia w Norymberdze - o którego udziale w procesach pokazowych w Moskwie w latach trzydziestych powszechnie wiedziano na Zachodzie - w 1945 roku, podczas jednego z ostatnich spotkań przed procesem, zapytał z pewną konsternacją: "Co po angielsku znaczy "przesłuchanie krzyżowe"?"[20].

Amerykanie i Brytyjczycy odnieśli zwycięstwo: podczas procesu miano zastosować system funkcjonujący w ich krajach. Wypracowali "rozsądny kompromis" (jak się czasem mówi) ze Związkiem Radzieckim i Francją. Oczywiście w dyskusjach dotyczących procesu oskarżeni nie mieli głosu. Pozbawiono ich także wielu ważnych praw, zapisanych w amerykańskiej konstytucji. Oskarżonym nie wolno było, na przykład, powoływać się na Piątą Poprawkę, co pozwoliłoby im odmówić odpowiedzi na pytanie, jeśli odpowiadając, sami by się obciążyli. Oskarżeni mogli być - i byli - przesłuchiwani w sądzie, jeden po drugim, ale nie mogli odmówić składania zeznań.

Zarzuty

Oskarżonym w Norymberdze postawiono cztery zarzuty, z których dwa pierwsze okazały się szczególnie kontrowersyjne w oczach znawców prawa międzynarodowego.

Zarzut pierwszy: oskarżeni "uczestniczyli jako przywódcy, organizatorzy, podżegacze i pomocnicy w opracowaniu lub wykonaniu wspólnego planu lub spisku w celu popełnienia lub pociągającego za sobą popełnienie zbrodni przeciwko pokojowi, zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko ludzkości zdefiniowanych w statucie"[21].

Zarzut drugi (związany z pierwszym): oskarżeni oraz inne osoby przez wiele lat "uczestniczyli w planowaniu, przygotowaniu, wszczęciu lub prowadzeniu wojen napastniczych, które były także pogwałceniem międzynarodowych traktatów, umów i gwarancji". Zgodnie z tym zarzutem istniały "zbrodnie przeciwko pokojowi", do których w sposób oczywisty musiały się zaliczać takie akty agresji, jak niemiecka napaść na Polskę 1 września 1939 roku, chociaż w rzeczywistości te działania wojenne stanowiły część spisku między Niemcami a ZSRR, co nie zostało wspomniane. Niemiecko-radziecki pakt o nieagresji z 23 sierpnia 1939 roku nie tylko utorował drogę wojnie, ale zawierał też tajne klauzule dotyczące podziału Polski, na którą Związek Radziecki najechał ze wschodu, podczas gdy Niemcy zaatakowali z zachodu.

Zarzuty pierwszy i drugi stały się przyczyną kontrowersji, nie tylko dlatego że nie oskarżono w nich o "zbrodnie przeciwko pokojowi" także Związku Radzieckiego, co w owym czasie byłoby niezwykle trudne z przyczyn politycznych. Faktyczna wartość "wymierzania sprawiedliwości" w tym względzie wydawała się wątpliwa, ponieważ przedstawiciele Związku Radzieckiego wzięli udział w procesie jako sędziowie i oskarżyciele. W ostatecznym rozrachunku byłoby może lepiej nie formułować w ogóle dwóch pierwszych zarzutów, lecz skupić się jedynie na zbrodniach wojennych i zbrodniach przeciwko ludzkości.

Zarzut trzeci: oskarżeni mieli "wspólny plan albo spisek w celu popełnienia zbrodni wojennych". Realizacja tego planu obejmowała "wojnę totalną", która "przekracza prawa i obyczaje wojenne". W szczegółach zarzut ten dotyczy takich zbrodni, jak mordowanie i złe traktowanie ludności cywilnej, deportacje i wykorzystaniepracy przymusowej, mordowanie i złe traktowanie jeńców wojennych, zabijanie zakładników, plądrowanie i rozmyślne burzenie miast, miasteczek i wsi.

Zarzut czwarty: oskarżeni popełnili "zbrodnie przeciwko ludzkości", które "obejmowały morderstwa, eksterminację, zniewolenie, deportacje i inne nieludzkie czyny popełniane w stosunku do ludności cywilnej przed wojną i w jej trakcie". W zarzucie tym wymieniano także "prześladowanie z przyczyn politycznych, rasowych i religijnych w celu wykonania wspólnego planu wspomnianego w pierwszym zarzucie i w związku z nim".

Żadnemu z oskarżonych, którzy stanęli przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym, nie zarzucono konkretnie prześladowania i mordowania Żydów. Określenia "ludobójstwo" czy "holokaust" weszły w powszechne użycie dopiero później. "Ludobójstwo" - termin ukuty w 1944 roku przez polskiego znawcę prawa Rafała Lemkina - zostało uznane za zbrodnię w specjalnej konwencji ONZ w 1948 roku3[22]. Określenie "holokaust"4 istniało wcześniej, z pewnością przed 1939 rokiem, ale nie było używane podczas procesów[23]. Niespotykane okrucieństwa w stosunku do Żydów w całej Europie zostały wspomniane w zarzucie trzecim, a jeszcze szerzej w zarzucie czwartym, który dotyczył "masowego mordu milionów" Żydów.

Te cztery punkty oskarżenia zawierały poważne zarzuty, które w obliczu prawa międzynarodowego były w mniejszym lub większym stopniu bezprecedensowe. Szczególnie wiele wątpliwości budziły dwa pierwsze zarzuty. Gdyby z nich zrezygnowano - podobnie jak z ciągłych prób powiązania wszystkich zbrodni z jednym nadrzędnym spiskiem - procesy okazałyby się może bardziej owocne z perspektywy sądzenia zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości w przyszłych latach. Starając się zwyciężyć we wszystkich punktach, a zwłaszcza w pierwszym, zawierającym zarzut o długotrwałe spiskowanie, oskarżenie przesadnie podkreślało celowość i konsekwencję w nazistowskim planowaniu i realizacji polityki. Największymi obrońcami koncepcji spisku były Stany Zjednoczone, w których prawodawstwie jest ona dość dobrze osadzona, choć wcześniej traktowano ją w sposób znacznie bardziej restrykcyjny. Pomysł obejmującego tak szerokie kręgi spisku z pewnością niepokoił Brytyjczyków, jednak z punktu widzenia Amerykanów miał tę zaletę, że pozwalał połączyć naruszenia praw człowieka i przypadki łamania prawa, do jakich dochodziło przed 1939 rokiem w Niemczech, ze zbrodniami z okresu wojny.

Koncepcja spisku - która w rzeczywistości kształtowała wszystkie punkty oskarżenia - otworzyła przed obrońcami nowe możliwości. Adwokaci korzystali z każdej okazji, żeby wykazać - nie bez racji - iż we władzach Trzeciej Rzeszy panował chaos. Dowodzili, że reżim ten miał przypadkowy, niespójny i nieskuteczny system władzy oraz administracji. Powszechną praktyką oskarżonych stało się zapewnianie o swojej niewiedzy i wskazywanie na ogromne rozbudowanie nazistowskiej administracji. Wszyscy oskarżeni twierdzili, że ich wiedza była ograniczona i że nie brali udziału w długoterminowym spisku.

Z drugiej strony oskarżenie musiało udowodnić istnienie jasnego planu, który oskarżeni realizowali od powstania Trzeciej Rzeszy. Starali się wykazać, że od samego początku zamiarem było popełnienie konkretnych zbrodni, co oznacza, że z dużym wyprzedzeniem planowano nie tylko wojnę napastniczą, ale także poszczególne przedsięwzięcia, takie jak mordowanie Żydów. Oskarżyciele zaczęli w końcu przesadnie podkreślać intencjonalność działania nazistów, podczas gdy obrońcy ją podważali, próbując stworzyć obraz administracyjnego chaosu, niekończących się walk o władzę i systemu pozbawionego faktycznego przywódcy. Obrona - co wydaje się logiczne - twierdziła, że nikt nie wierzył w ideologię nazistowską i nie czytał książki Hitlera ani tym bardziej prac Rosenberga5.

Aż do dzisiaj historycy toczą spory o naturę i zakres roli Hitlera oraz jego związków z przywódcami nazistowskimi. Koncepcja, za którą obecnie opowiada się wielu historyków, jest bardziej skomplikowana i łączy elementy argumentacji zarówno oskarżenia, jak i obrony[24]. Tak czy inaczej, odmalowanego przez oskarżycieli portretu Alfreda Rosenberga jako najważniejszego nazistowskiego "teoretyka" czy "filozofa" nie należy traktować poważnie.

Międzynarodowy Trybunał Wojskowy, którego zadaniem było osądzenie głównych zbrodniarzy wojennych, powstał w wyniku długich debat polityczno-prawnych. Po wstępnej sesji w Berlinie, 18 października 1945 roku, procesy przeniesiono do Pałacu Sprawiedliwości w Norymberdze, gdzie rozpoczęły się 20 listopada. Główne postępowanie, które obejmowało wystąpienia oskarżycieli i obrońców, trwało ponad dziewięć miesięcy, od 22 listopada 1945 roku do 31 sierpnia 1946 roku. Procesy były ogromnym przedsięwzięciem. Brało w nich udział czterech sędziów i czterech oskarżycieli (ze zmiennikami i własnymi zespołami), będących przedstawicielami zwycięskich mocarstw: Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Związku Radzieckiego oraz Francji. Sąd odbył czterysta trzydzieści dziewięć otwartych sesji, wysłuchał zeznań dwustu czterdziestu świadków i przestudiował tysiące pisemnych oświadczeń pod przysięgą i setki tysięcy dokumentów[25]. O powolności i długotrwałości procesów w dużym stopniu zdecydował fakt, że prowadzono je w czterech językach oraz że spisanie zeznań, przesłuchania krzyżowe, oświadczenia pisemne i liczne dokumenty wymagały tłumaczenia, co samo w sobie było ogromnym zadaniem. Pojęcie o skali procesów może dać informacja, że protokoły zeznań oraz wybór z dokumentów złożonych jako dowody wydano (także w czterech językach) w czterdziestu dwóch tomach dużego formatu[26].

Początkowo zarzuty zostały postawione dwudziestu czterem osobom, które na różnej podstawie uznano za głównych zbrodniarzy wojennych. W ich gronie znajdowali się: Robert Ley, szef Niemieckiego Frontu Pracy, który popełnił samobójstwo 25 października 1945 roku, zanim zaczęły się procesy, oraz przemysłowiec Gustav Krupp von Bohlen und Halbach, wybrany przez aliantów na "reprezentanta" wielkiego przemysłu, który udowodnił, że nie może stawać przed sądem6. In absentia do oskarżonych zaliczono Martina Bormanna, osobistego sekretarza Hitlera. Trzydziestego września i 1 października 1946 roku sąd ogłosił wyrok. Dwunastu oskarżonych skazano na śmierć przez powieszenie (Martina Bormanna in absentia, Hansa Franka, Wilhelma Fricka, Hermanna Göringa, Alfreda Jodla, Ernsta Kaltenbrunnera, Wilhelma Keitla, Joachima von Ribbentropa, Alfreda Rosenberga, Fritza Sauckla, Arthura Seyss-Inquarta, Juliusa Streichera). Z pozostałych oskarżonych trzech uznano za niewinnych (Hansa Fritzschego, Franza von Papena, Hjalmara Schachta), trzech skazano na dożywotnie więzienie (Walthera Funka, Rudolfa Hessa, Ericha Raedera), dwóch na karę dwudziestu lat pozbawienia wolności (Baldura von Schiracha, Alberta Speera), jednego na piętnaście lat (Konstantina von Neuratha) i jednego na dziesięć lat pozbawienia wolności (Karla Dönitza).

Natychmiast po wysłuchaniu wyroku obrońcy dwóch oskarżonych skazanych na powieszenie (Jodla i Keitla) poprosili, żeby ich klientom zezwolono na godną wojskowego śmierć przez rozstrzelanie. Obrońca Raedera także poprosił o zamianę dożywocia na rozstrzelanie. Wszystkim trzem odmówiono. Szesnastego października 1946 roku skazanych na śmierć (z wyjątkiem Bormanna i Göringa) powieszono. Marszałek Rzeszy Göring rzucił wyzwanie sądowi - popełnił samobójstwo w celi, tuż przed wyznaczonym terminem egzekucji.

Wywiady Goldensohna

Kiedy na przełomie 1944/1945 roku rząd Stanów Zjednoczonych ostatecznie zdecydował, że proces jest konieczny i właściwszy niż przeprowadzenie masowych rozstrzeliwań, Amerykanie odegrali główną rolę w przygotowaniach. Niemal natychmiast, wspierani przez Brytyjczyków, zaczęli nalegać, żeby przedsięwzięcie przeniesiono z radzieckiego sektora okupowanych Niemiec. Pod koniec czerwca 1945 roku zdecydowali się na Norymbergę. Podczas wojny miasto zostało prawie całkowicie obrócone w gruzy, ale budynki, w których mógł się odbyć proces, przetrwały[27]. Okupujący Niemcy alianci chętnie przyjęli propozycję. Norymberga kojarzyła się z rasistowskimi ustawami z września 1935 roku, a poza tym była miejscem corocznych zjazdów NSDAP, podczas których setki tysięcy osób wiwatowały na cześć Hitlera. Przeprowadzenie procesów pokonanych przywódców nazistowskich w Norymberdze miało więc znaczenie zarówno polityczne, jak i symboliczne.

We wrześniu 1945 roku amerykańscy oskarżyciele, Robert H. Jackson i Thomas J. Dodd, mogli już utworzyć zespół liczący dwieście osób. Byli wśród nich prawnicy, eksperci w różnych dziedzinach, tłumacze i stenografowie. Jackson okazał się bez wątpienia najbardziej aktywnym z oskarżycieli. Tuż za nim należy wymienić sir Davida Fyfe'a z Wielkiej Brytanii. Zespół brytyjski liczył jednak tylko 34 osoby (zazwyczaj jeszcze mniej). Zespoły radziecki i francuski były jeszcze skromniejsze[28]. Amerykanie dominowali więc prawie na każdym polu, co nie wynikało jedynie z faktu, że proces odbywał się w amerykańskim sektorze Niemiec.

Przez większość czasu podczas procesów w amerykańskim zespole, poza personelem medycznym, znajdowali się psycholog i psychiatra. Pierwszym psychiatrą więziennym w Norymberdze był major Douglas M. Kelley, który wcześniej pracował w obozie internowania dla ważnych więźniów nazistowskich w Mondorf-les-Bains (Bad Mondorf) w Luksemburgu. Przetrzymywano tam przed procesami norymberskimi większość oskarżonych. Nie bez nutki zwycięskiej ironii alianci nazywali ten obóz "Popielniczką" (Ashcan). Komendantem obozu był pułkownik Burton C. Andrus, znany jako zwolennik bezwzględnej dyscypliny. Inni czołowi dygnitarze reżimu nazistowskiego, na przykład Speer i Schacht, przetrzymywani byli - w łagodniejszych warunkach - w zamku Kransberg w pobliżu Frankfurtu nad Menem, w obozie nazywanym "Kubłem na śmieci" (Dustbin). W "Popielniczce" i w "Kuble na śmieci" wszystkich czołowych nazistów przesłuchiwano. Część z tych zeznań zachowała się, a interesujący wybór z tego materiału - którego w większości nie wykorzystano podczas procesów - został opublikowany[29]. Pułkownika Andrusa i majora Kelleya wysłano z "Popielniczki" do Norymbergi. Kelley pozostał tam tylko przez pierwszy miesiąc procesów, następnie wyjechał, a na jego miejsce przybył Goldensohn.

W okresie uwięzienia nazistowskich przywódców - w obozie Mondorf, a następnie w Norymberdze - amerykańscy strażnicy prawie nie komunikowali się z nimi, ale czuwali nad tym, by żaden nie popełnił samobójstwa. Z początku na każde cztery cele przydzielono jednego strażnika, jednak po samobójstwie Roberta Leya w październiku 1945 roku pułkownik Andrus ustawił po jednym strażniku przy wszystkich drzwiach i rozkazał, by przez wizjery bez przerwy kontrolowali zachowanie więźniów. Cele znajdowały się w dużej odległości jedna od drugiej. Zanim więźniowie mogli do nich powrócić, musieli oddać paski, szelki, sznurowadła - wszystko, co mogłoby posłużyć do popełnienia samobójstwa. Strażnikom nakazano, by nie spuszczali oka z głowy i rąk więźniów nawet w nocy, kiedy ci spali (jedynie w pozycji na wznak). Więźniów izolowano od świata zewnętrznego. Nie wolno im było czytać gazet. Ich korespondencję, nawet z rodzinami, cenzurowano. Z cel mogli wychodzić tylko na posiłki, spotkania z adwokatami i codzienną gimnastykę. W tych chwilach oskarżeni próbowali się ze sobą skontaktować, żeby opracować wspólną strategię. Strażnicy w zasadzie nie porozumiewali się z więźniami, chociaż pułkownik Andrus, o czym więźniowie nie wiedzieli, umieścił między strażnikami kilku żołnierzy znających niemiecki. Mieli mu oni donosić o wszystkim, co uznali za podejrzane albo możliwe do wykorzystania podczas procesów. Więźniowie zostali faktycznie odcięci od kontaktu z ludźmi, z wyjątkiem swoich obrońców, nic więc dziwnego, że chętnie rozmawiali z psychiatrami i psychologami, którzy pracowali w oddziale medycznym 685. Oddziału Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Norymberdze. Lekarze mieli w każdej chwili dość swobodny dostęp do oskarżonych.

Kiedy Leon Goldensohn został skierowany do Norymbergi, miał trzydzieści cztery lata. Urodzony 19 października 1911 roku w Nowym Jorku, w 1932 roku ukończył Uniwersytet Stanowy Ohio, a w 1936 roku uzyskał dyplom lekarza w Szkole Medycznej Uniwersytetu Jerzego Waszyngtona. Kształcił się w dziedzinie neurologii w szpitalu Montefiore w Nowym Jorku i w dziedzinie psychiatrii w Instytucie Psychiatrii im. Williama Alansona White'a. Pod koniec wojny otrzymał skierowanie do 121. Szpitala Ogólnego w Norymberdze, a 3 stycznia 1946 roku przeniesiono go do 685. Oddziału Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pracował jako psychiatra więzienny do 26 lipca 1946 roku, prawie do końca wystąpień obrony.

Tuż po klęsce Niemiec, wiosną 1945 roku i latem, decyzja o powołaniu Międzynarodowego Trybunału Wojskowego wywołała zainteresowanie przyczynami postępowania nazistów[30]. Kelley mówił, że on i psycholog Gustave Gilbert mają na wyciągnięcie ręki "skarb psychologii". Początkowo zamierzali wydać wspólnie książkę[31]. Kapitan Gilbert był oficerem amerykańskiego wywiadu. Ponieważ mówił płynnie po niemiecku, udało mu się uzyskać stanowisko tłumacza majora Kelleya. Będąc wykwalifikowanym psychologiem, wkrótce przekonał pułkownika Andrusa, by wyznaczył go na "oficjalnego" psychologa więziennego. Gilbert, podzielając pogląd Kelleya, najwyraźniej uważał, że ma do zbrodniarzy wojennych "swobodny dostęp jak do laboratoryjnych myszy"[32]. Reporterzy oraz inni psychiatrzy i psychologowie z całego świata także starali się dotrzeć do więźniów. Goldensohn, podobnie jak Kelley i Gilbert, szybko stał się obiektem zazdrości kolegów i licznych reporterów, którzy marzyli o wywiadzie z oskarżonymi[33].

Kelley i Gilbert nigdy nie zrealizowali planu wydania wspólnej książki. Kelley w 1947 roku opublikował własną książkę; choć jest już mocno przestarzała, może być użyteczna[34]. Jego dawny współpracownik Gilbert także napisał książkę, która ukazała się kilka miesięcy po dziele Kelleya. Ma formę dziennika, dzięki któremu czytelnicy mogą prześledzić przebieg procesu z perspektywy autora[35].

Goldensohn także zamierzał wydać książkę. Choć nigdy jej nie napisał, jego notatki przetrwały. Część notatek zostało przepisanych na maszynie wkrótce po przeprowadzeniu wywiadu. Wszelkim planom związanym z publikacją położyła kres przedwczesna śmierć doktora, który 24 października 1961 roku zmarł na atak serca. Zawartość niektórych małych notatników została jednak później przepisana na maszynie pod okiem brata doktora Goldensohna, Eliego, który zestawił i ułożył oryginalne materiały. Ta książka zawiera wybór zredagowanych i skróconych wywiadów Goldensohna z dziewiętnastoma oskarżonymi i czternastoma świadkami.

Powinniśmy czuć się zobowiązani wobec doktora Goldensohna za profesjonalizm w sporządzaniu notatek. Podczas gdy Gilbert, psycholog, spisywał swoje wrażenia pod koniec dnia, ufając własnej pamięci, psychiatra Goldensohn robił szczegółowe notatki w trakcie wywiadów. Chociaż mówił trochę po niemiecku, z kilkoma z oskarżonych, znającymi angielski, mógł się swobodnie porozumiewać w tym języku. Mimo to chciał, aby podczas formalnych wywiadów oskarżeni i świadkowie wyrażali się wyłącznie w ich własnym języku, i wolał polegać na tłumaczu. Starannie i na bieżąco notował zarówno swoje pytania, jak i odpowiedzi oskarżonych.

Płynna znajomość niemieckiego mogłaby Gilbertowi ułatwić porozumiewanie się z więźniami, którzy w większości byli rozmowni i chętnie nawiązywali kontakt. Niektórzy uważali jednak, że Gilbert ich nienawidzi, a z pewnością źle o nich myśli. Jeden z więźniów powiedział, że Gilbert naigrawa się z nich, na przykład pokazując zdjęcia powieszonych nazistowskich zbrodniarzy z pisma "Stars and Stripes"7 i zapewniając, że czeka ich ten sam los. Wydaje się, że więźniowie ogólnie odnosili się z większą życzliwością do Goldensohna, którego uważali za bardziej zdystansowanego i profesjonalnego. W kilku przypadkach Goldensohn i Gilbert odwiedzali więźniów wspólnie; Gilbert służył wówczas za tłumacza.

Goldensohn podzielał powszechny w owych czasach pogląd, że nazistowscy przywódcy są jednostkami "patologicznymi", i choć podchodził do nich łagodnie, interesowało go przede wszystkim, jak doszło do ich "deprawacji". Nigdy nie stwarzał pozoru, że zachowa ich wypowiedzi w tajemnicy, jakby byli jego pacjentami, i więźniowie najwyraźniej się tego nie spodziewali. Choć ta sytuacja ich nie cieszyła, można przyjąć, że w większości pogodzili się z faktem, że są "materiałem", na którego podstawie powstaną rozmaite książki. Dziś, kiedy kwestii prywatności nadaje się tak wielkie znaczenie, może się wydawać niepokojące, że doktor medycyny otwarcie i wielokrotnie pyta więźniów, co sądzą o kolegach. Więźniowie mogli prosić Goldensohna o zachowanie czegoś w tajemnicy, ale doktor nie obiecywał im, że to zrobi. Podobnie jak inni lekarze w zespole amerykańskim, Goldensohn uważał nazistowskich więźniów przede wszystkim za obiekty, które należało przebadać, a dopiero w dalszej kolejności - o ile w ogóle - za pacjentów. W swoich notatkach dosłownie nazywa więźniów "obiektami" badania. Z drugiej strony, więźniowie podczas rozmów z lekarzami korzystali z okazji wypowiedzenia poglądów czy określenia stanowiska, które mieli wkrótce przedstawić podczas swojej obrony. Goldensohn z pewnością był tego świadom, a nawet ich do tego zachęcał. W rozmowie z Amerykanami oskarżeni rzadko pozwalali sobie na swobodę, zwłaszcza gdy chodziło o przyznanie się do popełnionych zbrodni, ponieważ obawiali się, że to, co powiedzą, zostanie użyte przeciwko nim w sądzie. Więźniowie oskarżali lekarzy, że bardziej interesuje ich zbieranie materiałów do swoich książek niż sami oskarżeni[36].

Goldensohn spotykał się z oskarżonymi prawie codziennie. Jego pracę odróżnia od innych badań nieustanne dążenie do uzyskania formalnych, a często pogłębionych wywiadów. Notował wszystko, co wydało mu się interesujące z psychiatrycznego lub czysto ludzkiego punktu widzenia. Dzięki temu możemy przeczytać, co każdy z oskarżonych czy świadków miał do powiedzenia o roli danego oskarżonego w konkretnych wydarzeniach, a także poznać szczegóły ich życia rodzinnego czy stanu zdrowia. Goldensohn pytał ich, co myślą o poszczególnych przywódcach, na przykład o Hitlerze, a nawet jak postrzegają siebie nawzajem i swoje zbrodnie czy zachowanie przed sądem danego dnia. Zadawał wiele pytań i, choć czasem doprowadzało to rozmówców do wściekłości, wytrwale zgłębiał temat. Zawsze zapewniał rozmówców, że nie ma zamiaru poddawać oskarżonych przesłuchaniu krzyżowemu, czasem podczas owych spotkań w cztery oczy to właśnie robił. Często przeglądał zeznania oskarżonego, wypunktowując miejsca, które wydawały mu się niewiarygodne albo niezrozumiałe. W kilku przypadkach Goldensohna trudniej było usatysfakcjonować niż samego oskarżyciela.

Goldensohn zazwyczaj nie zapisywał zwykłych rozmów, tylko formalne wywiady, przeprowadzone za pośrednictwem tłumacza. Ponieważ robił notatki, a w wymianie zdań brał udział tłumacz, oskarżeni rzadko musieli odpowiadać z zaskoczenia: przeciwnie, mieli wiele czasu na zastanowienie. Prawdopodobnie właśnie o to chodziło doktorowi.

Powinniśmy przede wszystkim pamiętać, że oskarżeni uczestniczyli w procesie, który miał zadecydować o ich życiu lub śmierci. Tak jak każdy, komu zarzuca się poważne przestępstwo, usiłowali oczyścić się z winy. (W przynajmniej jednej tradycji filozoficznej każdy człowiek, bez względu na potworność popełnionej zbrodni, ma prawo walczyć o swoje życie). U większości oskarżonych, którzy zostali pozbawieni przeważającej części praw (w rozumieniu konstytucji Stanów Zjednoczonych), na widok robiącego notatki Goldensohna zapalało się czerwone światło. Oskarżeni nie mieli żadnej ochrony przed obciążeniem samych siebie, a podczas rozmowy nie był obecny prawnik, więc obawa, że sąd użyje przeciwko nim ich własnych słów - które zapisał Goldensohn - wydaje się niepozbawiona podstaw. Nigdy się to nie zdarzyło, ale musimy pamiętać, że oskarżeni nie byli pewni, w jakim celu przeprowadzano te wywiady, których nie chroniła umowa o poufności między lekarzem a pacjentem. Być może Goldensohn uważał siebie przede wszystkim za lekarza i naukowca, ale w oczach oskarżonych był zwycięzcą, a oni zwyciężonymi. Traktowali go więc jak członka zespołu oskarżycieli. Choć zapewniał ich, że nie powinni się obawiać i mogą mówić swobodnie, nie potrafił im przedstawić żadnego powodu, dla którego mieliby mu wierzyć.

Oskarżeni starali się wybielić w każdej sprawie i czasem im się to udawało - jak zasugerował jeden z nich, architekt Hitlera, Speer, zazwyczaj postrzegany jako najbystrzejszy obserwator w grupie oskarżonych. Pod koniec procesu, ku jego wielkiemu niezadowoleniu, został skazany na dwadzieścia lat więzienia, podczas gdy Fritzschego, Papena i Schachta uniewinniono. W swoim dzienniku zapisał, że ich "kłamstwa, zasłony dymne i fałszywe wypowiedzi ostatecznie się opłaciły". Speer był oburzony, że sąd nie oczyścił go z zarzutów, ale z pewnością nie stało się tak, dlatego że nie potrafił skłamać czy ukryć prawdy[37]. Speer - a także, bez wątpienia, inni oskarżeni - żywił urazę do Goldensohna, Gilberta i im podobnych. O ile wiemy, udzielił Goldensohnowi jedynie krótkiego i zwięzłego oświadczenia (które znajduje się w tej książce). Oskarżał Gilberta o to, że "zawsze myślał przede wszystkim o wzbogaceniu swojej psychologicznej wiedzy". Odpowiadając na pytanie Gilberta o swój wyrok, Speer skłamał, mówiąc: "Dwadzieścia lat. Cóż, to dość uczciwe. Biorąc pod uwagę fakty, nie mogli mi dać lżejszego wyroku, a ja nie mogę się skarżyć"8[38]. Z tego, co później sam napisał, wynika, że w rzeczywistości czuł się potraktowany niesprawiedliwie.

Możemy mnożyć podobne przykłady. Nie oznacza to jednak, że wszystkie wypowiedzi oskarżonych i świadków są kłamliwe. To zaskakujące, jak często mówią oni szczerą, a nawet szokująco szczerą prawdę. Przy wielu okazjach przynajmniej niektórzy z oskarżonych przyznają się do popełniania ohydnych zbrodni, nawet jeśli jednocześnie starają się zrzucić winę na kogoś innego. Wyjaśnienia, racjonalne argumentacje i próby uniknięcia konsekwencji prawnych leżą w ich interesie. Czasem widzimy, że Goldensohn się myli, nie w pełni pojmuje znaczenie jakiejś informacji albo nie zauważa istotnych wskazówek. Mimo wszystko jednak oskarżeni wyjawili wiele o sobie i o przyczynach, dla których poparli Hitlera i nazizm.

Wydawca książki skontaktował się ze mną i poprosił o zredagowanie wywiadów, co zrobiłem z największą uwagą. Poprawiłem oczywiste błędy, na przykład w datach, pisowni nazwisk, nazw miejsc i stopni, które czasem były dość mocno zniekształcone[39]. Goldensohn nigdy nie doszedł do etapu sprawdzania i korygowania faktów, dat i nazwisk wspomnianych w wywiadach. Starałem się zweryfikować jak najwięcej. Czasem Goldensohn, notując informacje o społecznych, edukacyjnych i wojskowych doświadczeniach oskarżonego, popełniał proste błędy. Poprawiłem oczywiste potknięcia, jeżeli udało mi się je zidentyfikować, z pewnością jednak w tekście pozostało trochę nieścisłości. Wierzę, że nie obniżają one wartości świadectwa, jakim są wywiady.

Gdziekolwiek to było możliwe, starałem się pozostawić tekst w formie jak najbardziej zbliżonej do oryginalnych zapisków. Musiałem jednak dokonać wielu zmian stylistycznych w celu poprawienia zrozumiałości. Wprowadziłem skróty w miejscach oczywistych powtórzeń, na przykład wtedy, kiedy sesja dotyczyła tego samego tematu co poprzednia. Pamiętając o tym, że książka powinna mieć jakąś rozsądną objętość, byłem zmuszony usunąć wywiady z niektórymi oskarżonymi i wieloma świadkami. Pragnąłem jednak zawrzeć w tej książce wszystko, co ma istotne znaczenie z punktu widzenia badań historycznych. Czasem, aby wiernie oddać treść wypowiedzi oskarżonych, musiałem wprowadzić duże zmiany. Przyczyną części problemów były trudności z tłumaczeniem, innych - błędne zinterpretowanie przez Goldensohna słów oskarżonych, na przykład we fragmentach dotyczących funkcjonowania niemieckiego systemu politycznego. Jak każdy redaktor, który próbuje przezwyciężyć takie trudności, musiałem polegać na swojej profesjonalnej ocenie, opartej na badaniach własnych oraz przeprowadzonych przez innych naukowców.

Nie starałem się poprawiać każdego błędu czy oczywistej nieprawdy, które odnotował Goldensohn. Czasem oskarżeni celowo umniejszali własną rolę czy wiedzę albo starali się racjonalnie wytłumaczyć zbrodnie. Niektórzy próbowali także pomniejszyć skalę swojej winy, utrzymując, że prowadzili wojnę obronną czy prewencyjną. Inni przypominali Goldensohnowi o tym, co zrobili Niemcom alianci, zwłaszcza Rosjanie, w późniejszym okresie wojny. Nie mogłem wyjaśniać każdego takiego epizodu; musimy jednak mieć świadomość, że wypowiedzi zawierają zarówno celowe, jak i nieświadome zafałszowania.

W przypisach umieściłem pewne wskazówki i informacje dla czytelników oraz, tam gdzie uważałem to za konieczne, podstawowe wiadomości o postaciach i wydarzeniach wspomnianych w tekście. Odniosłem się do najbardziej oczywistych i znaczących kłamstw, zaprzeczeń i zmyśleń czy pozbawionych podstaw mitów bądź plotek i podałem dokładniejsze informacje o ważnych kwestiach, na przykład o przejęciu władzy przez nazistów czy liczbie zamordowanych Żydów.

Niektórzy z oskarżonych i sam Goldensohn wspominają, że w czasach Trzeciej Rzeszy zamordowano 5 milionów Żydów. Skąd zaczerpnęli tę liczbę? Była ona najczęściej wymieniana przez oskarżycieli. Na przykład amerykański oskarżyciel Jackson stwierdził w pierwszej mowie przed trybunałem, że "według miarodajnych szacunków z 9 milionów 600 tysięcy Żydów, którzy żyli w zdominowanej przez nazistów Europie, zginęło 60 procent; 5 milionów 700 tysięcy Żydów zniknęło z krajów, w których poprzednio mieszkali, a o ponad 4 milionach 500 tysiącach nie można powiedzieć, że zginęli śmiercią naturalną"[40]. Później oskarżenie zazwyczaj zaokrąglało tę liczbę do 5 milionów.

W wielu sytuacjach podczas procesu - także w końcowych słowach Jacksona i w wyroku trybunału - padała także liczba 6 milionów ofiar. Jednym z najważniejszych świadków w tej kwestii był Wilhelm Höttl, na którego zeznaniu wydaje się opierać sąd. Höttl miał jednak wiedzę w najlepszym razie z drugiej ręki. Powiedział przed sądem (i dodał w osobnym oświadczeniu pisemnym, złożonym pod przysięgą), że pod koniec sierpnia 1944 roku spytał Adolfa Eichmanna o liczbę zabitych Żydów[41]. Eichmann odpowiedział, że według jego ostatniego raportu dla Himmlera 4 miliony Żydów zginęło w obozach, a 2 miliony poniosło śmierć z innych przyczyn, przede wszystkim przez rozstrzelanie. Zgodnie z tym, co zapamiętał Höttl, Eichmann miał stwierdzić, że zdaniem Himmlera do tego czasu zabito jeszcze więcej Żydów. Dzisiaj większość historyków uważa liczby podane przez Eichmanna i powtórzone przez Höttla w sądzie za zawyżone, a z pewnością są one zbyt wysokie dla okresu do sierpnia 1944 roku.

Kilku historyków, przede wszystkim Raul Hilberg w swojej niezwykle ważnej pracy o zagładzie europejskich Żydów, podaje liczbę 5 milionów 300 tysięcy zabitych[42]. Hilberg wykazuje, że w Auschwitz zamordowano około miliona osób - liczba przytłaczająca, lecz znacznie niższa od tej, o której wspominał podczas procesu komendant obozu Rudolf Höss. Ta ostatnia, 2,5 miliona - 3 miliony, nadal pojawia się nawet w naukowych pracach na temat obozu Auschwitz[43]. Musimy ustalić te dane jak najdokładniej, aby zbić argumenty osób, które zaprzeczają okrucieństwom Holokaustu, oraz rewizjonistów.

Wywiady Goldensohna możemy czytać również jako źródło informacji, w jaki sposób Amerykanie postrzegali nazizm i Trzecią Rzeszę. Goldensohn na przykład w pełni przyjmuje jeden z kluczowych zarzutów wysuniętych przez Stany Zjednoczone, czyli istnienie nazistowskiego spisku o szerokim zasięgu, mającego na celu popełnienie zbrodni przeciwko pokojowi, zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko ludzkości, jak określono je w statucie. Podziela pogląd, że spisek ten został zawiązany w początkowym okresie Trzeciej Rzeszy i trwał dalej przez całą wojnę. Niewielu współczesnych historyków zgodziłoby się z tym "intencjonalnym" podejściem. Przeważająca część badaczy uważa, że większość planów, na przykład plan wymordowania wszystkich Żydów w Europie, była improwizowana, a decyzja o ich podjęciu zapadła dopiero w jakiś czas po rozpoczęciu wojny. Oczywiście, mieliśmy znacznie więcej czasu na zrozumienie procesu decyzyjnego w Trzeciej Rzeszy. Większość z nas odbiera ją w odmienny sposób niż Goldensohn i jego współcześni.

Nowsze badania pozwalają nam spojrzeć w pełnym świetle i z nowej perspektywy na niektóre istotne dokumenty przedstawione w Norymberdze. Czasami dostrzegamy w nich więcej niż oskarżyciele czy sędziowie z Norymbergi. Ci ostatni byli wręcz zasypani dokumentami. Oskarżyciele, uciekając się do sprytnej taktyki, zarzucali trybunał tysiącami akt, oświadczeń i zeznań świadków[44]. Dopiero po wielu latach możemy stwierdzić, co mieli na myśli niektórzy z zeznających - i co powtarzali inni w rozmowach z Goldensohnem - mówiąc, że naziści planowali unicestwienie 30 milionów ludzi. Ich zamiarem było nie jedno ludobójstwo, ale cała ich seria[45]. Podczas procesu przedłożono kluczowe dokumenty dotyczące tych planów, ale sąd nie zdołał wyjaśnić w pełni sprawy.

Chociaż Goldensohn podczas wywiadów zazwyczaj zachowywał się w sposób neutralny, jednocześnie wyrażał jasno swoje zdanie - na przykład głęboki sceptycyzm w stosunku do wielu wyjaśnień, jakie podawali oskarżeni. Czasem reagował dość gwałtownie, o czym dowiadujemy się z innego źródła[46]. Goldensohn przeprowadzał na przykład wywiad z Ottonem Ohlendorfem, który nie został zaliczony do głównych zbrodniarzy wojennych, ale zeznawał jako świadek. (Później stanął przed sądem, który skazał go na karę śmierci). Ohlendorf kierował Einsatzgruppe D, która, zgodnie z jego własnym zeznaniem, była odpowiedzialna za śmierć co najmniej 90 tysięcy ludzi, przede wszystkim Żydów[47]. Jego Einsatzgruppe była jedną z czterech takich jednostek na Wschodzie; istniało ich znacznie więcej[48]. Ohlendorf uważał siebie za jednego z "intelektualnych" przywódców Służby Bezpieczeństwa (SD). Twierdził, że jest "idealistą" i nie ma nawet poglądów antysemickich. Dlatego też był poruszony, kiedy Goldensohn oskarżył go o sadystyczną perwersję albo szaleństwo. Czy można w inny sposób wytłumaczyć, pytał doktor, że Ohlendorf, tak dumny ze swojej "uczciwości i nieprzekupności", rozkazał zamordować tyle niewinnych mężczyzn, kobiet i dzieci?[49]

Podczas lektury okaże się, że Goldensohn nie zawsze był tak ostry. Wydaje się jednak, że przybył do Norymbergi z przekonaniem, że niektórzy - a może nawet wszyscy - naziści są sadystami, również ci, którzy nie brali bezpośredniego udziału w okrutnych akcjach. Goldensohn, który pragnął zdobyć odpowiedzi na swoje pytania o naturę nazizmu, bywał czasami natrętny. Z pewnością nie wahał się naciskać na oskarżonych, kiedy uznał ich wypowiedzi za niesatysfakcjonujące czy sprzeczne, choć zazwyczaj wycofywał się, kiedy poczuł, że wywiad zaczyna za bardzo przypominać przesłuchanie krzyżowe.

Z wyjątkiem Rudolfa Hessa i - w późniejszym okresie procesu - być może Hansa Franka oskarżeni z Norymbergi z pewnością nie byli chorzy psychicznie. W rzeczywistości większość z nich to ludzie aż zbyt "normalni", którzy przez całą swoją karierę (wyłączając Hessa) cieszyli się zdrowiem psychicznym. W przeważającej mierze okazali się "dobrymi ojcami rodzin", wielu zdobyło wysokie wykształcenie i przygotowanie zawodowe. Test inteligencji, przeprowadzony przez doktora Gilberta, dowiódł, że wszyscy poza jednym (Streicherem) mieli "iloraz inteligencji powyżej średniej" - od 99 do 110 IQ. Z 21 badanych czterech miało IQ powyżej 130, a dwóch powyżej 140[50]. Wszechmocni niegdyś "przywódcy Rzeszy" oburzali się, że są w ten sposób badani przez zwycięzców, którzy trzymają ich w niewoli, ale kiedy doszło do testów psychologicznych, "każdy starał się dowieść swoich zdolności"[51].

Norymberga jako niedokończony projekt

Pomiędzy grudniem 1946 roku a kwietniem 1949 roku przeprowadzono w Norymberdze dwanaście dodatkowych procesów. Podczas gdy w pierwszym wielkim procesie brali udział sędziowie i oskarżyciele ze wszystkich mocarstw alianckich oraz z Francji, później już tylko Stany Zjednoczone występowały przeciwko jednostkom i grupom oskarżonym o "fizyczne" dokonanie zbrodni[52]. Te późniejsze procesy miały szczególne znaczenie, ponieważ rzuciły światło na szeroki udział społeczeństwa w łamaniu praw człowieka i zaangażowanie w zbrodnie wojenne oraz masowe mordy. Podczas kolejnych procesów w dalszych latach państwa okupujące Niemcy - Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Związek Radziecki i Francja - stawiały nazistów przed sądem pod rozmaitymi zarzutami[53]. Także sami Niemcy sądzili różne zbrodnie popełnione w Trzeciej Rzeszy i chociaż kwestia procesów zbrodniarzy wojennych pozostaje niezwykle skomplikowana, procesy te odbywały się i odbywają aż do dziś[54].

Pierwszy proces norymberski, podczas którego postawiono przed sądem głównych zbrodniarzy wojennych, był dla opinii publicznej wielkim szokiem. Chociaż w czasie wojny rządy alianckie podawały do wiadomości przykłady nazistowskich okrucieństw, włącznie z eksterminacją Żydów, nie dowierzano tym historiom, przypuszczając, że - podobnie jak informacje o niemieckich zbrodniach podczas pierwszej wojny światowej - są jedynie przejaskrawioną, tendencyjną propagandą. Obszerna dokumentacja przedstawiona w Norymberdze aż nazbyt wyraźnie ukazała rozmiary zbrodni.

Choć mieszkańcy Europy, wliczając w to Niemców, nie byli przygotowani na tę wiedzę, w większości popierali procesy i wyciągnęli z nich naukę[55]. Wciąż trudno nam uwierzyć w rozmiary zbrodni, skalę mordów i niewyobrażalne okrucieństwa nazistów.

W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i w innych krajach legaliści utrzymywali, że procesy są nieprawomocne, ponieważ nie zostały przeprowadzone na podstawie istniejącego prawa międzynarodowego. Opinię tę odrzucili teoretycy pragmatycznego prawa naturalnego, którzy uważali procesy za konieczną metodę obrony ludzkości przed niespotykanymi wcześniej zbrodniami. Oba te poglądy wciąż pojawiają się w debatach specjalistów i są ważne dla zrozumienia współczesnych problemów, takich jak spory wokół nowego Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze[56]. W 1945 roku przezwyciężono wszystkie prawne czy filozoficzne sprzeciwy i procesy się odbyły, tak jak pragnęli teoretycy pragmatycznego prawa naturalnego[57].

Robert Gellately

Karl Dönitz

1891-1980

Karl Dönitz - wielki admirał, od 1943 roku naczelny dowódca sił morskich (Kriegsmarine). Hitler wyznaczył go w testamencie na swego następcę9. W Norymberdze został skazany na dziesięć lat więzienia za zbrodnie przeciwko pokojowi oraz zbrodnie wojenne.

3 marca 1946 roku

Spędziłem popołudnie z Karlem Dönitzem. Jest uprzejmy, układny i trochę podejrzliwy, mówi prawie doskonałą angielszczyzną; trzeba mu pozwolić kierować rozmową, inaczej zaciska mocno usta i milknie. Wypytywałem o jego zdrowie. Poprosił, żebym usiadł, zrobił mi miejsce na swej pryczy. Rozmawialiśmy o jego reumatyzmie, który dokucza mu szczególnie w lewym nadgarstku. W porównaniu z prawym lewy nadgarstek jest lekko spuchnięty, ale nie widać wyraźnej różnicy. Zapytał, co sądzę o procesach; odpowiedziałem, że w ciągu ostatnich kilku dni byłem dość zajęty i nie uczestniczyłem regularnie w sesjach.

Sesje w ostatnich tygodniach dotyczyły głównie oskarżeń przeciwko rozmaitym organizacjom. "Wasz sędzia Francis Biddle - powiedział Dönitz - jest przenikliwy, bardzo przenikliwy[1]. Słyszał pan te wszystkie pytania, które zadawał oskarżycielom?" Odpowiedziałem, że niektóre słyszałem. Dönitz jest pod wrażeniem Biddle'a, który jego zdaniem góruje nad resztą sędziów. "Kiedy słucha czegoś wątpliwego - powiedział - ma na twarzy taki uśmieszek. Niezwykły człowiek. Bardzo uczciwy i inteligentny". Odpowiedziałem, że Biddle jest wybitnym człowiekiem, był członkiem gabinetu Roosevelta. Zrobiłem tę uwagę celowo, ponieważ słyszało się, że podczas obrony w przyszłym tygodniu może być użyta antyrooseveltowska propaganda.

Dönitzowi podobało się zwłaszcza pytanie o zakres odpowiedzialności za działalność kryminalną, o ile organizacja zostanie uznana za przestępczą, jakie Biddle zadał sędziemu Robertowi H. Jacksonowi. Dönitz uważa za "bardzo niebezpieczne" określenie organizacji jako przestępczych, ponieważ należało do nich wiele tysięcy ludzi; każdy Niemiec ma przynajmniej jednego krewnego, który należał do SA, SD, SS i tak dalej. "Wie pan, co powiedział wasz generał Lucius Clay[2]? Powiedział, że jeśli trybunał uzna organizacje za winne, musi natychmiast aresztować 500 tysięcy Niemców". Odpowiedziałem, że nie znam wypowiedzi generała Claya, ale sędzia Jackson wyraźnie stwierdził, że nie zamierza postawić przed sądem wszystkich członków organizacji i że sprawiedliwość zostanie wymierzona tylko przywódcom i niektórym jednostkom[3]. Dönitz zignorował moje słowa, podobnie jak robili to Baldur von Schirach, Wilhelm Frick i inni, z którymi spotkałem się w ostatnich dniach.

Rozmawialiśmy o wielu sprawach. Plany Dönitza na przyszłość wyglądają na przykład tak: "Zdobędę mały pokoik, w którym będę mieszkał sam, tylko z żoną, i napiszę wspomnienia. Myślę, że powinienem to zrobić dla Niemców, żeby sami mogli się przekonać, co się zdarzyło i jak niewiele my, będący na czele, wiedzieliśmy o zbrodniach Hitlera i Himmlera"[4].

Amerykaninowi trudno to zrozumieć, powiedział Dönitz, ale hasłem Hitlera było: "Pilnuj swoich spraw i rób, co masz robić". Dlatego Dönitz nie wiedział o planach agresji, o eksterminacji Żydów, o planach eksterminacji 30 milionów Słowian, o okrucieństwach w Rosji i Polsce. "Wiem, że Rosjanie robili to samo w Prusach Wschodnich". Zakwestionowałem jego słowa, pytając, skąd o tym wie i jakie ma dowody. Przyznał, że nie ma informacji z pierwszej ręki, ale prasa nazistowska pisała sporo o zbrodniach Rosjan i niektóre z tych doniesień były bez wątpienia prawdziwe.

Uważa, że miał "ciężkie życie". Brał udział w ostatniej wojnie [pierwszej wojnie światowej], pod koniec był dowódcą łodzi podwodnych. Przez wszystkie kolejne lata pozostał w marynarce. Opłynął cały świat, ale co dziwne, nigdy nie był w Ameryce. Uważa, że to pech, chciałby zobaczyć Stany Zjednoczone. Był w Japonii i w wielu miejscach na całej kuli ziemskiej. Od 1918 roku, zanim w 1935 roku admirał Erich Raeder nie wezwał go, by zreorganizował flotyllę łodzi podwodnych, służył na krążownikach i na innych jednostkach wojskowych[5]. Było to trudne zadanie, zaskoczyło go, że je otrzymał. Wspomniał, jak Raeder powiedział mu, że będzie odpowiedzialny za łodzie podwodne i szkolenie marynarzy. Od tak dawna nie śledził postępów w dziedzinie łodzi podwodnych, a w marynarce byli sami młodzi ludzie, więc musiał odświeżyć swoją wiedzę.

Od tej chwili codziennie był na pokładzie łodzi podwodnej. "Cały czas przebywałem w wilgoci, w olejach i w wodzie - powiedział - szkodziło mi to na reumatyzm".

Do 1943 roku widywał Hitlera raz na dwa lata. Od 1943 widywał go dwa razy w miesiącu. W ostatnich kilku miesiącach był w stałym kontakcie z Führerem. Kiedy przekazano mu, że Hitler popełnił samobójstwo, a on został wybrany na jego następcę, postanowił "natychmiast poprosić o pokój, co zrobiłem". Powiedziałem, że o ile dobrze sobie przypominam, w radiu podano z początku, że Niemcy poddadzą się Anglikom i Amerykanom, ale nie Rosjanom. Potwierdził to. To był tylko symboliczny gest. Wiedział, że to było niemożliwe. Nie uważał siebie za następcę Hitlera. Sądził, że został wybrany tylko po to, by poprosić o pokój i przeprowadzić kapitulację, ponieważ był osobą apolityczną. Dlatego przyjął decyzję Hitlera, który wyznaczył go na swojego następcę jako głowę państwa.

Zapytałem, co sądzi o zasadzie wodzostwa [Führerprinzip]. Odparł, że nigdy jej nie popierał, bo człowiek zawsze potrzebuje "korekty". Dlatego głowa państwa potrzebuje szefa sztabu i innych doradców. Czy w jakikolwiek sposób, czynem albo słowami, sprzeciwił się Hitlerowi? Nie. Był marynarzem, to wszystko.

Uważa, że większość zbrodni popełnili Austriacy albo w najgorszym wypadku Bawarczycy. Wydaje się, że lubi Bawarczyków jeszcze mniej niż Austriaków. "To cholerycy". Wyjaśnił, że Bawarczycy są zbyt emocjonalni. Gdyby na przykład grupa Niemców z północy wybrała się na przejażdżkę saniami i podczas podjazdu pod górę złamałby się dyszel, Niemcy z północy wysiedliby i zabrali się do naprawy. Ale woźnica Bawarczyk wysiadłby, zaczął wygadywać i się wściekać, złapałby złamany dyszel i zaczął nim walić o kamień, powtarzając: "Zły dyszel, wstrętny dyszel!" i tak dalej. Zaśmiał się z tego opisu. A północny charakter? - zapytałem.

"Niemiec z północy jest powolny, spokojny, dużo myśli, może jest głupi". Mówiąc to, uśmiechał się. Najwyraźniej starał się opisać siebie. "Niemiec z północy nie rzuca się w skrajności. Ma szersze horyzonty niż ludzie z gór, z Bawarii i Austrii".

Zapytałem, czy jego zdaniem Hermann Göring także nie wiedział, co się działo, jeśli chodzi o plany wojenne, zbrodnie, plany eksterminacji i tak dalej. Odpowiedział, że wierzy, że Göring mówi prawdę i nie wie więcej, niż twierdzi, że wiedział. "Zdaję sobie sprawę, jak nieprawdopodobnie musi to brzmieć dla Amerykanina. To nie mogłoby się zdarzyć w demokracji. Ale było możliwe w naszym ustroju".

Uważa Joachima Ribbentropa za "człowieka z drewna". Nie wyraża opinii na jego temat, poza tym, że "kiedy zaczęły się procesy, wie pan, iż Ribbentrop powiedział, że pigułki nasenne zaszkodziły mu na pamięć". Odrzekłem, że to raczej niemożliwe, żeby środki uspokajające poważnie uszkodziły pamięć. Dönitz powiedział ze śmiechem, że i on z trudem w to wierzy. "Mam dobrego adwokata. Dowiedzie podczas obrony, że prawie nie znałem tych ludzi. Ribbentropa spotkałem kilka razy, pierwszy raz chyba w 1943 roku. Zdaje mi się, że Schiracha poznałem w 1944 roku".

Uważa swojego adwokata, sędziego marynarki, za bardzo zdolnego. Kiedy dowiedział się, że będzie potrzebował obrońcy, nie znał żadnego adwokata. Potem przypomniał sobie, że przed wojną był obecny podczas przesłuchania, któremu przewodniczył jeden z jego oficerów, a podczas którego chodziło o ustalenie odpowiedzialności za kolizję z okrętem wojennym. "Podobał mi się sposób, w jaki prowadził sprawę, więc zażądałem [jako obrońcy] Ottona Kranzbühlera. Muszę przyznać, że mnie nie zawiódł. Anglicy i Amerykanie robią wszystko, co w ich mocy, żeby pomóc mi w obronie. W zeszłym tygodniu zabrali mojego drugiego obrońcę, także oficera marynarki, do Londynu, i ułatwili mu we wszystkim zdobycie dokumentów w moim imieniu. Ma wrócić w tym tygodniu".

"Wie pan - mówił dalej - że angielski sędzia, sir Geoffrey Lawrence, przekazał mi list, który przysłało do sądu około 100 dowódców U-Bootów, internowanych w Anglii? Oświadczyli w nim, że nigdy nie kazałem strzelać do ocalałych z zatopionych jednostek, a wręcz przeciwnie, zakazywałem tego".

Jeśli chodzi o plany na przyszłość po zwolnieniu z więzienia, zapytałem: jaki będzie temat wspomnień? "Cóż - powiedział ogólnie - opiszę w nich całe moje życie, za cesarstwa, za Republiki Weimarskiej, za Trzeciej Rzeszy". Twierdzi, że głównym tematem będzie potrzeba stworzenia Zjednoczonych Stanów Europy pod przywództwem Wielkiej Brytanii. "Wspólnota narodów Europy - powiedział - która połączy się i będzie przeciwwagą dla Rosji na wschodzie". Zapytałem, czy myśli, że tak się stanie. Odpowiedział, że to jego pomysł i że wpadł na niego już wcześniej. Jeśli Wielka Brytania ma to zrobić, musi zaprosić Niemcy jako członka tej wspólnoty narodów. Powiedział, że Niemcy muszą to zrobić [przystąpić do wspólnoty], bo kulturowo są związani z Zachodem, nie Wschodem jak Rosja.

Zapytałem, czy wciąż myśli w kategoriach równowagi siły. Tak, oczywiście. W takim razie, czy nie uważa, że wojna ze Wschodem nie jest wpisana w jego pomysł [stworzenia] zjednoczonej wspólnoty europejskiej, która miałaby zrównoważyć Rosję. Odpowiedział, że nie ma pojęcia, czego się w związku z tym spodziewać, ale że proponując zjednoczenie Europy, która będzie wspólnotą pod brytyjską ochroną, nie myślał o wojnie z Rosją.

Dopytywał się, gdzie mieszkam; powiedziałem mu. Chciał wiedzieć, czy to jest hotel. Powiedziałem, że kiedyś można było wynajmować tam mieszkanie. Westchnął. "W wieku pięćdziesięciu czterech lat jestem bezzębnym, zreumatyzowanym staruszkiem". Wyjaśnił, że większość zębów ma sztucznych; uważa, że jego użyteczne życie tak czy inaczej już się skończyło. "Moja żona będzie musiała pracować na chleb dla nas, kiedy ja będę pisał wspomnienia" - powiedział kapryśnym tonem.

Sądzę, że ten człowiek nie ma pojęcia, co się dzieje na świecie. Jest bystry, bynajmniej nie jest głupi, ale jego umysł wydaje się jak dotąd blokować wstrząsające informacje podawane podczas procesu. Odrzuca zbrodnie, zabicie milionów Żydów, barbarzyństwo SS, cały przestępczy modus operandi partii nazistowskiej [NSDAP]. Widzi tylko tyle, że sam nie jest winien żadnego przestępstwa, w przeszłości czy obecnie, i że każda próba oskarżenia jego czy innych sądzonych to efekt politycznej zmowy. Z jednej strony uważa działania Niemiec za wynik ucisku po ostatniej wojnie [pierwszej wojnie światowej], z drugiej nie ma świadomości własnej winy, że był wiernym sługą Hitlera i jego reżimu. Zaprzecza okrucieństwom na morzu i wciąż wątpi, by odbywały się też na lądzie. A dowody? - zapytałem. "Tak - odpowiedział - doktor Douglas Kelley i doktor Gustave Gilbert powiedzieli mi, że kiedy pokazano film, jak mieszkańcy Weimaru musieli zobaczyć Buchenwald, po ich twarzach było wyraźnie widać, że nie wiedzieli, co się tam działo. Kiedy szli do Buchenwaldu, ich twarze były wesołe. Kiedy opuszczali to miejsce, było widać, że są załamani".

Zapytałem, czy sam film nie jest wystarczającym dowodem istnienia przestępstw wojennych i zbrodni reżimu nazistowskiego. Czy uważa ten film za dokument, pokazujący prawdę? Tak, oczywiście, powiedział, ale wciąż ma wątpliwości, jeśli idzie o inne zbrodnie. "To pokazuje tylko, ile my, dowódcy, wiedzieliśmy o tym, co się działo".

Podczas wywiadu narysował dla mnie jednoosobową torpedę i wyjaśnił jej działanie. Powiedziałem, że doszło do mnie, iż dla jej sternika jest to praktycznie samobójcza misja. Zgodził się, ale dodał, że była to bardzo skuteczna broń, kiedy wróg znajdował się w pobliżu brzegu, zakładając, że jedno ludzkie życie jest warte pokonania wielkiego okrętu bojowego czy innej jednostki. Powiedziałem, że nie chciałbym być sternikiem takiej jednoosobowej torpedy. Zaśmiał się i powiedział: "Żeby dopaść wielki okręt - warto".

Kiedy wychodziłem, wezwany do telefonu, napisał (po niemiecku) na kartce, na której narysował podwodną torpedę: "Na pamiątkę miłej popołudniowej rozmowy", i podpisał się nazwiskiem. Powiedział, że rozmowa była bardzo przyjemna i że powinienem jeszcze kiedyś wpaść.

2 maja 1946 roku

Dziś wieczór odwiedziłem Dönitza. Przez cały dzień przesłuchiwano Hjalmara Schachta. Dönitz uśmiechnął się i zapytał, gdzie byłem przez cały tydzień. Wyjaśniłem, że poleciałem do Londynu, gdzie zostałem przez pięć dni. Chciał wiedzieć, co się dzieje w Anglii, jakie są nastroje, co ludzie myślą o procesie, czy Londyn został mocno zniszczony i tak dalej. Wyjaśniłem, że byłem tam bardzo krótko i mogę powiedzieć tylko tyle, że wszystko wyglądało lepiej, kiedy byłem w Londynie rok temu, mniej więcej o tej samej porze. Nie wiem, co sądzi opinia publiczna o procesie. Angielskie gazety wydają się poświęcać mu więcej miejsca niż amerykańskie.

"Ach. Co mają do powiedzenia o obronie Juliusa Streichera? Czy dużo mówią o początku rozprawy Schachta, czy wtedy był pan w Londynie?" Odparłem, że londyńskie gazety najwyraźniej publikują wystarczająco dokładne doniesienia na temat procesu, ponieważ dzięki lekturze londyńskiego "Timesa" mogłem dość szczegółowo śledzić wydarzenia w Norymberdze. "Zauważył pan różnice pomiędzy Anglikami? Niektórzy wyglądają jak Niemcy z północy. Inni bardziej jak Bawarczycy czy ludzie ze wschodu". Stwierdziłem, że nie zwracałem specjalnej uwagi na te różnice.

"Mogę to zaobserwować w sądzie. Przez większość czasu nie zwracam uwagi na to, co bez końca wałkują obrona i oskarżenie. To mnie nie interesuje. Patrzę na twarze sędziów. Biddle ma bardzo inteligentną, pełną zrozumienia twarz. Wszyscy pozostali sędziowie, poza Francuzami i Rosjanami, którzy są jak z kamienia, patrzą na Biddle'a i reagują zgodnie z tym, co szepcze do ucha Lawrence'owi. Sędzia Lawrence prawdopodobnie stara się prowadzić sprawę uczciwie, ale to Biddle interweniuje i zmusza rosyjskich oskarżycieli do przyzwoitego zachowania, kiedy zaczynają z tymi swoimi szalonymi zarzutami".

Co Dönitz myśli o obronie Streichera? "Nie słuchałem. Rysowałem i obserwowałem Biddle'a". A o sprawie Schachta? "Hm, nie chcę, żeby wśród oskarżonych powstały jakieś obozy. Schacht myli się co do Hitlera. Nie musiał tak mocno go atakować. Jeśli wiedział od początku, że to Hitler nakazał eksterminację, to dlaczego nie powiedział o tym przed procesem? Osobiście uważam, że to nie Hitler ją [eksterminację] nakazał, mimo tego, co napisał w testamencie"[6]. Odpowiedziałem, że niemal dosłownie wyraża zdanie Göringa, który uważa tak samo, i powiedział mi, że prawdopodobnie to Martin Bormann zrobił to w imieniu Hitlera[7].

Dönitz nie był szczególnie zachwycony, że powiedział coś, co mogłoby paść z ust Göringa. "Nie jestem politykiem. Kiedy zaczęła się wojna, byłem kapitanem korwety. Aż do 1942 roku prawie nie znałem Hitlera. Zawsze wydawał się rozsądny, a to, czego żądał, wydawało się dobre dla Niemiec. Teraz widzę, że za mało brał pod uwagę innych ludzi, na przykład Żydów czy sąsiednie państwa. Ale nigdy nie miałem pojęcia, co się dzieje, jeśli chodzi o Żydów. Hitler powiedział, że każdy powinien zajmować się swoimi sprawami. Moje sprawy to były U-Booty i marynarka".

Jak zwykle Dönitz skierował rozmowę na własną sprawę i jej śmieszność. "To takie śmieszne. Ten amerykański oficer marynarki, który przedstawiał zarzuty przeciwko mnie, zrobił mi przysługę. Moi najlepsi świadkowie to świadkowie oskarżenia. Chodzi o to: jeśli łódź podwodna storpeduje okręt i może bezpiecznie zabrać rozbitków, wszystko pięknie. Ale jeśli łódź podwodna jest w niebezpieczeństwie i musi natychmiast odpłynąć, nie można uratować rozbitków. To dotyczy marynarek angielskiej i amerykańskiej tak samo jak niemieckiej".

Powtórzył swoją opowieść o tym, jak to był apolityczny i jako marynarz jedynie wykonywał swoją robotę. Gdyby Niemcy wygrały wojnę, z pewnością doszłoby do ograniczenia władzy partii nazistowskiej, powiedział. Żołnierze i marynarze wracający do domów nie pozwoliliby, żeby rozkazywał im jakiś blockführer, chcieliby wolności. Rząd nazistowski przypuszczalnie upadłby wkrótce po niemieckim zwycięstwie[8].

Czy nie byłoby prawdopodobne, że po wygraniu wojny Hitler zdobyłby większą niż kiedykolwiek potęgę polityczną? "Nie. Nie sądzę. Nie po tym, jak się dowiedziałem, do jakich zbrodni, eksterminacji, masowych mordów dochodziło w imieniu partii. Nie. Myślę, że prawie natychmiast władzę zdobyłaby partia wojskowa".

Zauważyłem, że wydaje mi się, iż był całkiem zadowolony z Hitlera, skoro przyjął przywództwo Niemiec po jego samobójstwie. "Czy to zbrodnia? Czy przyjęcie przywództwa upadającego kraju to zbrodnia? Czy to zbrodnia - zapobiec, by Rosjanie, odwieczni wrogowie Niemiec, zdobyli naszą broń i zawładnęli ludźmi? W opinii Rosjan może tak. Ale chodzi mi o opinię człowieka Zachodu. Wiedziałem, że musimy skapitulować, i chciałem, żeby stało się to przed Amerykanami i Brytyjczykami, nie przed Wschodem. Nie zostałem nawet oskarżony o zbrodnie wojenne, w sensie okrucieństw. To oczywiste, że nie mogą mi niczego zarzucić. Doszedłem do znaczącej pozycji w 1943 roku. Jak można mnie oskarżać o spiskowanie?"

"Mają przeciwko mnie tylko jeden zarzut - że wydałem rozkaz, żeby nie ratować rozbitków. To kłamstwo. Dowiedli tego sami oskarżyciele i ich własny świadek. Muszę też pochwalić mojego adwokata. Jasno rozumuje, jest bardzo inteligentny i czujny. Ten proces może się zakończyć tylko pomyłką, bo wziął się z pomyłki. W jaki sposób zagraniczny sąd może sądzić suwerenny rząd innego państwa? Gdybyśmy wygrali wojnę, czy moglibyśmy sądzić prezydenta Franklina Delano Roosevelta, sekretarza skarbu Henry'ego Morgenthaua czy Winstona Churchilla i Anthony'ego Edena? Nie moglibyśmy tego zrobić i nie zrobilibyśmy. Gdyby doszło do procesu, musiałby zostać przeprowadzony przez sam naród i jego sądy".

Dönitz, dość mocno podekscytowany, podniósł głos. "Pomyśleć, Rosjanie siedzą w ławie sędziowskiej w Norymberdze i sądzą niemieckich przywódców! Rosjanie zatopili niemiecką jednostkę z mężczyznami, kobietami i dziećmi na pokładzie. Wiem o takim wypadku. Ale czy go zbadano? Wy, Amerykanie, też nie jesteście całkiem bez winy. Uzbrajaliście statki handlowe, zanim USA przystąpiły do wojny".

Odpowiedziałem, że moim celem nie jest spieranie się z nim, że chciałem tylko poznać jego poglądy, żeby rozumieć jego postępowanie. Uśmiechnął się podejrzliwie. "I napisać o mnie książkę, powiedzieć całemu światu, jaki ze mnie dureń, co?" Zapewniłem go, że jeśli cokolwiek napiszę, będą to musiały zaakceptować odpowiednie władze, i że nie jest moim zamiarem przedstawienie go jako kogoś innego, niż jest w rzeczywistości.

Powiedziałem, że jedną ze spraw, które mnie naprawdę zaskoczyły, było to, że Hitler wybrał go na swego następcę. "Hitler wybrał mnie, bo niewątpliwie uważał, że tylko rozsądny człowiek z reputacją uczciwego marynarza może doprowadzić do pokoju na przyzwoitych warunkach. Z radością to przyjąłem. Czemu nie? Nie wiedziałem wtedy o eksterminacji Żydów przez Hitlera. O tym po raz pierwszy usłyszałem w Norymberdze".

Czy Dönitz wiedział w ogóle o prześladowaniach Żydów? "Tak i nie. Czytałem około 1938 roku o kontrybucjach nakładanych na Żydów i o kilku ulicznych akcjach przeciwko nim10[9]. Ale za bardzo byłem zajęty U-Bootami i sprawami marynarki, żeby zajmować się Żydami". Czy teraz przejmuje się losem tych Żydów? "Mam czyste sumienie. Nie brałem udziału w brutalnych akcjach ani działaniach przestępczych. To, że pomagałem Hitlerowi w prowadzeniu wojny dla mojej ojczyzny, nie oznacza, że można mnie krytykować za pomoc w unicestwieniu Żydów. Tego po prostu nie można mi zarzucić".

Czy Dönitz wiedział o obozach koncentracyjnych? "Tak. Wiedziałem, że były takie rzeczy w 1933 i 1934 roku. Ale wtedy było w nich tylko około 12 tysięcy ludzi, więźniów politycznych[10]. Teraz w części Niemiec okupowanej przez Amerykanów internowanych zostało ponad 600 tysięcy Niemców. Myślał pan kiedyś o tym?" Uśmiechnął się, jakby zdobył punkt.

A więc dobrze rozumiem, że uważa zakładanie obozów koncentracyjnych za usprawiedliwione? "W pewnym stopniu było to usprawiedliwione. Gdyby w 1933 roku Hitler nie wsadził komunistów do obozów, doszłoby do wojny domowej i rozlewu krwi. Komuniści zbuntowaliby się przeciwko legalnie wybranemu rządowi. Największe niebezpieczeństwo wojny domowej w Niemczech pojawiło się w 1932 roku, kiedy należało wyraźnie wybrać między komunizmem a narodowym socjalizmem. I Paul von Hindenburg, i inne konserwatywne środowiska mieszczańskie wybrali Hitlera. Ja też go wybrałem i zrobiłbym to jeszcze raz, gdyby trzeba było wybierać między komunizmem a nazizmem". Zaczął tłumaczyć, że były to rewolucyjne czasy, a zgromadzenie kilku tysięcy politycznych przeciwników w obozach nie było specjalnie złą rzeczą. "Dzięki umieszczeniu w obozach ludzi o obcych poglądach oszczędzono niemiecką krew. Byłoby lepiej, gdybyśmy mieli wojnę domową?"

14 lipca 1946 roku

Kiedy wszedłem do celi, były wielki admirał leżał na pryczy z chusteczką na głowie i czole. Podniósł się szybko, powiedział, że cieszy się, że mnie widzi, i zapytał, co nowego na świecie. Odparłem, że dziś rano w wiadomościach w radiu nie było nic ciekawego. Oznajmił, że trochę się przeziębił. Uważa, że to przez przeciąg w celi między otwartym oknem a otwartym wywietrznikiem w drzwiach.

Mówił, jak zwykle, zjadliwie i wykrętnie. Jutro jego adwokat Kranzbühler ma podsumować jego obronę. "Ten mój prawnik bardzo dobrze rozumuje - powiedział Dönitz. - Mówi, że jeśli chodzi o zbrodnie, linia obrony jest jasna i oskarżenie nie ma się na czym oprzeć". Prawnik powiedział mu też kilka tygodni temu, kiedy zakończył obronę, że szef sztabu amerykańskiego admirała, który przyjechał na proces, osobiście przekazał pozdrowienia [od admirała] dla Dönitza. "Wasz amerykański admirał powiedział, że żywi dla mnie ogromny szacunek i uważa, że doskonale prowadziłem swoją obronę. Powiedział przez swego szefa sztabu, że zachowywałem się bez zarzutu i ogromnie mnie podziwia".

Stwierdziłem, że przypominam sobie grupę oficerów marynarki, obecnych, kiedy przedstawiane było stanowisko obrony Dönitza, ale nie znam nazwiska amerykańskiego admirała. Dönitz także go nie znał, ale podkreślił wielkie znaczenie pozdrowień, jakie otrzymał przez swego prawnika.

"Rosjanie narobią wam kłopotów. Zobaczycie. Ja ich znam, tych Rosjan. Ernest Bevin powiedział, że umowa poczdamska11 była szaleństwem[11]. Harold Laski, lider angielskiej Partii Pracy, także powiedział, że przebieg granic wytyczonych przez trzy mocarstwa w Poczdamie jest wielkim błędem". Dalej Dönitz narysował w notatniku mapę Europy i linię demarkacyjną między strefami radziecką a amerykańsko-brytyjską. "Cały areał rolny, cały spichlerz Niemiec leży w strefie radzieckiej. Nigdy nie wycofają swoich wojsk. Będą szerzyć komunizm. Z Bałkanów też się nigdy nie wycofają. Biedna Turcja jest teraz ze wszystkich stron otoczona przez Rosjan. Wszystko, co Rosjanie zrobili w ciągu ostatnich kilku lat, jasno dowodzi, że zajmują pozycje przeciwko mocarstwom zachodnim, a konkretnie USA i Wielkiej Brytanii".

"Rosjanie oskarżają mnie, że kiedy objąłem przywództwo Niemiec po śmierci Hitlera, wysłałem nasze wojska [lądowe] i flotę na Zachód. Powiem panu, że generał Dwight Eisenhower, a zwłaszcza generał Bedell Smith i marszałek polny Bernard Montgomery byli mi wtedy bardzo wdzięczni, że nie pozwoliłem Rosjanom przejąć naszej floty i 3 milionów niemieckich żołnierzy oraz ich broni. Wtedy było dla mnie całkiem jasne, że jeśli na przykład poślę flotę, żeby poddała się w Leningradzie, albo pozwolę, żeby Rosjanie pojmali 3 miliony żołnierzy, Rosjanie staną się znacznie silniejsi, a w końcu niemieccy żołnierze będą walczyć przeciwko Niemcom".

Rosja jest największym zagrożeniem dla światowego pokoju, powiedział Dönitz i powołał się na artykuły z "Reader's Digest", autorstwa Josepha Kennedy'ego, byłego amerykańskiego ambasadora w Anglii, oraz na inne artykuły.

Czy Dönitz uważa, że możliwa jest kolejna wojna? Wzruszył ramionami. "Nie. To raczej niemożliwe. Teraz są nowe rodzaje broni, takie jak bomba atomowa. Rosja musiałaby ją mieć i użyć jej jako pierwsza. To bardzo skomplikowany świat. Ale zagrożenie jest oczywiste. W "Herald Tribune" widziałem ostatnio żart rysunkowy, na którym świat dzielił wielki rów, USA i Wielka Brytania po jednej stronie, ZSRR po drugiej". Jak, według Dönitza, można rozwiązać te problemy? "Nie mogę na to odpowiedzieć teraz, kiedy jestem więźniem. Pozwólcie mi wyjść na wolność, będę miał mnóstwo do napisania i będę swobodnie wyrażał swoje zdanie. Rosja to naród największych zbrodniarzy na świecie, a komunizm to największe zło. Nie mogę się nie śmiać, kiedy oskarżają mnie o udział w spisku. Rosjanie zawsze spiskują".

"Nim zaczęliśmy z nimi wojnę, Rosjanie chcieli od nas części Danii i ziem polskich. Teraz oskarżają mnie o spisek polityczny. Operowałem z flotą w Zatoce Biskajskiej, prawie nie jeździłem do Berlina przed 1943 rokiem, kiedy Raeder przeszedł w stan spoczynku i mianowano mnie naczelnym dowódcą floty. Biorę odpowiedzialność za działania U-Bootów od 1933 roku i za całą flotę od 1943 roku, ale nie róbcie mnie odpowiedzialnym za to, co stało się z Żydami w Niemczech albo z rosyjskimi żołnierzami na froncie wschodnim - to takie komiczne, że mogę się tylko roześmiać".

A co z samą flotą? Czy we flocie istniała polityka antysemicka? "Nie, nigdy. W tej chwili przypominam sobie czterech wyższych oficerów Żydów. Jednym z nich był Rogge, wiceadmirał odpowiedzialny za szkolenie kadetów marynarki aż do końca wojny[12]. Drugi był kapitanem. Mam na swoją obronę oświadczenie, które Rogge złożył pod przysięgą. Gdyby któryś z tych czterech oficerów wiedział, co robią Himmler i Hitler z Żydami w Niemczech czy gdzie indziej, na pewno by mi o tym powiedział. W 1943 roku dostałem od Hitlera list, że partia skarży się, że Żyd jest odpowiedzialny za kształcenie kadetów marynarki. Miał na myśli admirała Roggego. Odpowiedziałem, że powinien pilnować własnych spraw".

"Nasza flota była jak wyspa. Byliśmy zupełnie niezależni. Kilka razy Hitler sugerował, że SS albo inna organizacja partyjna powinna sądzić przypadki oskarżeń politycznych i kryminalnych we flocie. Zawsze odmawiałem. Zawsze mówiłem, że marynarka wojenna musi sama sądzić swoich przestępców".

Czy Dönitz nic nie wiedział o prześladowaniach Żydów? "Nic. Nie miałem pojęcia o niczym poza sprawami marynarki. Byłem nimi zajęty od rana do wieczora. Nie miałem problemów z Żydami we flocie". Jakie było jego ogólne nastawienie do Żydów? "Nie byłem uprzedzony. Raz w 1934 roku zatrzymałem się w hiszpańskim porcie. Odwiedził mnie niemiecki Żyd, właściciel kilku kopalni ołowiu na północy Hiszpanii. Wydawałem obiad na pokładzie, organizowałem go za pośrednictwem niemieckiego konsula. Wspomniałem, że poza innymi chcę zaprosić tego konkretnego Żyda i jego córkę. Niemiecki konsul powiedział, że to niemożliwe, przecież to Żyd. Adiutant śmiał się do mnie, bo znał moje przekonania. Odpowiedziałem, że na okręcie to ja rządzę, że biorę na pokład, kogo zechcę. Ten człowiek i jego córka przyszli na obiad".

"To był bardzo przyzwoity gość. Kiedy odpływałem, podziękował mi i był pełen zrozumienia dla nazizmu. Zbierałem wtedy porcelanę. W tej części Hiszpanii była dwustuletnia fabryka porcelany, gdzie wyrabiano pewien rodzaj talerzy w biało-niebieskie wzory, które chciałem mieć w kolekcji. Nie znalazłem żadnego i nie kupiłem. Kiedy byliśmy na morzu, adiutant wręczył mi piękny talerz z tej porcelany, prezent od niemieckiego Żyda. Był bardzo taktowny, nie chciał mi go wręczać osobiście, tylko zaczekał z tym prezentem, aż będę na morzu. Korespondowałem z nim do 1939 roku. Nie wiem, co się później z nim stało. Napisał mi kiedyś, że jego córka wyszła za hiszpańskiego księcia".

Co Dönitz jak dotąd myśli o procesach? "Ach, to chyba jakiś żart! Mało ważne, co z nami zrobią, ale to śmieszne, że oskarża się nas o spiskowanie. Ja jestem czysty. Dlatego siedzę tu w celi ze spokojnym sumieniem i czekam na decyzję sędziów. Prawdopodobnie będą różnice zdań między Brytyjczykami i Amerykanami a Francuzami i Rosjanami co do tego, kto jest winny i czego i tak dalej. Gdyby procesy ograniczyły się do tego, kto rozkazał zabijać Żydów i inne istoty ludzkie, wszystko byłoby w porządku. Nie trzymaliby mnie na ławie oskarżonych nawet trzech godzin. No, ale siedzę tu od listopada i w kółko słucham tego samego. Połowy nawet już nie słucham. Rysuję sobie albo notuję własne myśli".

Czy uważa któregokolwiek z 21 oskarżonych za winnego? Wykręcił się od odpowiedzi. "Nie jestem sędzią. Nie chcę wyrażać swojego zdania. Przed przyjazdem do Mondorfu[13] nie podałbym ręki Göringowi. Nie lubiłem go. Streichera ani razu nie widziałem przed Mondorfem. Z początku nie odzywałem się do niego. Teraz już się odzywam. Łączy nas ten sam los, przynajmniej na razie, i nie widzę powodu, żebyśmy nie mieli być ze sobą w przyjaznych stosunkach".

Tak, nalegałem, ale czy on sam dostrzega różnicę w winie albo w braku winy wśród 21 oskarżonych? "Na pewno w głębi serca czuję różnicę. Ale nie mogę obwiniać żadnego z tych ludzi, z którymi dzielę los. Ten proces to szaleństwo, ponieważ nie ma tu dwóch ludzi, którzy są winni wszelkich zbrodni, a konkretnie Hitlera i Himmlera".

Czy Hitler i Himmler, aby zrealizować swoje cele, nie potrzebowali pomocników? Czy nie jest rozsądne założenie, że były kapral niemieckiej armii potrzebował wykwalifikowanych pomocników? "Cóż, po pierwsze, Hitler nie był zwykłym niemieckim kapralem. Miał niezwykły umysł. W teście inteligencji, który dał mi doktor Gilbert, zapamiętywałem od końca dziewięciocyfrowe liczby[14]. Hitler zapamiętywał rzeczy w fenomenalny sposób. Potrafił przypomnieć sobie wszystko, co kiedykolwiek czytał".

W takim razie czy Dönitz uważa, że wszyscy oskarżeni są bez winy? Czy chce powiedzieć, że mogą całą winę zrzucić na Hitlera i Himmlera? "Ujmę to tak. Ja biorę odpowiedzialność za niemieckie łodzie podwodne od 1933 roku, a za całą niemiecką marynarkę wojenną od 1943 roku. Ale to nieprawda, że jestem odpowiedzialny za spisek. Każdy musi być odpowiedzialny za swój udział".

Czy można więc powiedzieć, że na przykład Wilhelm Keitel był odpowiedzialny za nieprawidłowości w kierowaniu niemiecką armią, skoro rozkazy wprowadzające te nieprawidłowości nosiły jego nazwisko? "Tego nie powiem. Keitel był całkowicie pod wpływem Hitlera. Mój przypadek jest czystszy. Potwierdza to nawet wasz admirał, który przysłał mi pozdrowienia i wyrazy najwyższego szacunku".

A co z Ernstem Kaltenbrunnerem, mianowanym przez Himmlera szefem Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA)? "Myślę, że tu też odpowiedzialny był Himmler, nie Kaltenbrunner. Wiem, że gdybym ja dostał rozkazy, żeby robić tak, jak się robiło w SS, odmówiłbym ich wykonania".

Jego postawa "jednego frontu" z oskarżonymi była szczególnie wyraźna w przypadku Göringa. "Nie widzę nic złego w zachowaniu Göringa, jeśli idzie o ten proces. Nie udowodnili żadnego z zarzutów. Wspominałem Göringowi, że problem z narodowym socjalizmem jest taki, że był w nim rozłam, że my, Niemcy, próbowaliśmy żyć we wspólnocie, nie biorąc pod uwagę sąsiadów, a Göring się zgodził. Więc nawet Göring nie jest takim draniem, jak próbuje przekonać wszystkich oskarżenie".

Uśmiechnął się cynicznie i rzucił: "Poczekamy, zobaczymy". Zapytałem, co chce przez to powiedzieć. Co się stanie? "Niech pan tylko zaczeka, sam pan zobaczy. Wasz prezydent Harry Truman i sekretarz [stanu] James Byrnes będą mieli kłopot z Rosją. Wschód zagraża Zachodowi. Dwie różne kultury i dwa gatunki ludzi walczą o władzę. Któregoś dnia podziękuje mi się za to, że wysłałem flotę na zachód i wycofałem armię, żeby uniknąć poddania się Rosjanom. Myślę, że o tym mówił niedawno w sądzie wasz amerykański admirał. To bardzo sprytne ze strony waszego prezydenta, że wysłał generała Bedella Smitha do Moskwy, a generała George'a Marshalla do Chin. W tych dwóch miejscach potrzeba wojskowego, żeby się rozejrzał, wyczuł puls tych krajów, zorientował się, jakie podejmują przygotowania do wojny. Wojskowi zrobią to lepiej niż jakikolwiek cywil".

"Dostaję listy z pytaniami od moich byłych oficerów. Sprawiają mi radość i przyjemność. Wie pan, że Rosja prosiła kilku moich konstruktorów łodzi podwodnych i inżynierów, żeby pracowali dla radzieckich władz i opowiedzieli o planach nowej tajnej niemieckiej łodzi podwodnej, która mogłaby przepłynąć pod wodą od Niemiec aż do Japonii? Tak. Rosjanie chcą zdobyć te tajemnice. Potem zbudują tysiące takich łodzi podwodnych, które mieliśmy prawie gotowe, kiedy skończyła się wojna".

Powiedziałem, że chciałbym wyjaśnić kilka punktów w jego życiorysie. Zręcznie omijał wiele spraw, które mnie interesowały, zwłaszcza dotyczących wczesnego dzieciństwa.

Jego matka zmarła młodo, prawdopodobnie na gruźlicę, kiedy miał cztery lata. Ojciec zmarł w wieku pięćdziesięciu pięciu lat na uremię, kiedy Dönitz miał dwadzieścia jeden lat. Jego ojciec nie ożenił się po raz drugi. Dönitz miał tylko jednego brata, starszego o dwa lata, który zginął podczas nalotu bombowego na Berlin w 1943 roku. Jego dzieciństwo w Szlezwiku-Holsztynie było "szczęśliwe". "Wielu krewnych (...) ojca", mówił, w różnych okresach zastępowało matkę.

Jego własne małżeństwo jest szczęśliwe. Żona żyje, ma się dobrze, przebywa obecnie w Szlezwiku-Holsztynie i po prostu czeka na jego zwolnienie. Jego najstarsze dziecko, córka, jest zamężna i ma troje małych dzieci. Córka mieszka w tym samym mieście co matka. Dwóch nieżonatych synów Dönitza zginęło w walce na morzu w roku 1943 i 1944, w wieku dwudziestu jeden i dwudziestu trzech lat.

"Moim jedynym prawdziwym przyjacielem wśród oskarżonych jest Albert Speer. To wielki architekt, geniusz organizacji. Kiedy w 1943 roku przyjechałem do Berlina, żeby objąć dowództwo floty, brakowało mieszkań. Marynarka przydzieliła mi marny dom w Dahlem. Zadzwoniłem do mojego przyjaciela Speera i powiedziałem, że potrzebuję domu. Powiedział, że zrobi, co w jego mocy. Następnego dnia zadzwonił i powiedział, że moja żona powinna przyjść obejrzeć dom, który ma dla nas. Była to piękna posiadłość na wzgórzu, z dwoma szerokimi oknami po każdej stronie, otoczona wspaniałymi ogrodami. Miała dwa piętra, połączone obszerną klatką schodową. Wieczorami Speer i jego żona często odwiedzali mnie i żonę, a my składaliśmy im rewizyty. Speer przyprowadzał swoich pianistów i skrzypków, doskonałych muzyków. Spędziliśmy razem wiele wieczorów przy muzyce".

Od dzieciństwa Dönitz grał na flecie i wciąż jeszcze potrafi grać "całkiem dobrze". Powiedział, że ojciec chciał, żeby uczył się gry na skrzypcach, ale w tym samym czasie uczył się tego jego brat, co brzmiało, jakby ktoś przydeptał ogon kotu, więc Dönitz odmówił i wybrał lekcje fletu. "Teraz żałuję, że nie uczyłem się grać na skrzypcach, ponieważ wolę je od innych instrumentów. Okazuje się, że trzeba było słuchać ojca".

Co sądzi o zasadzie wodzostwa? "Jest dobra, jeżeli wódz jest dobrym człowiekiem. Hitler był dobry, a w każdym razie uważałem tak aż do końca wojny, kiedy wyszły na jaw te wszystkie okrucieństwa. W polityce nie ma nic złego w rządach silnego człowieka. Szkoda, że wasz prezydent Roosevelt już nie żyje. Na konferencji w Poczdamie wszystko wyglądałoby inaczej. Byli tam Churchill, Truman i Stalin. Churchill przegrał właśnie [w wyborach] i [na jego miejsce] przyjechał Clement Attlee[15]. Truman był nowicjuszem i nie wiedział, jak obchodzić się ze Stalinem. Roosevelt nigdy by się nie zgodził na taki przebieg granic, jaki ustalono w Poczdamie".

1 Bill of Rights, amerykański Kodeks Praw Obywatelskich, zawierający pierwszych dziesięć poprawek do konstytucji (uchwalonych w latach 1789-1791), które gwarantują prawa człowieka do wolności jako fundament amerykańskiej demokracji (przypisy opatrzone gwiazdką pochodzą od tłumaczek i redakcji wydania polskiego).

2 Prawa wojenne (ius in bello) określają postępowanie i zakres odpowiedzialności walczących państw, państw neutralnych oraz jednostek biorących udział w wojnie, w stosunku do siebie nawzajem oraz w stosunku do osób podlegających ochronie, zazwyczaj cywilów. Prawa te obowiązują państwa, które podpisały odpowiednie układy, w tym wypadku konwencje genewskie i konwencje haskie. Istnieją także zwyczajowe prawa niepisane.

3 Konwencję, przyjętą przez ONZ trzy lata po wojnie, do dziś ratyfikowało sto trzydzieści sześć państw. Według prawa międzynarodowego ludobójstwo jest karalne od 1951 roku. Rafał Lemkin (1900-1959), Polak pochodzenia żydowskiego, którego rodzice zginęli podczas wojny, prowadził kampanię na rzecz międzynarodowej konwencji zakazującej ludobójstwa. Po wojnie wykładał prawo na amerykańskich uniwersytetach Duke i Yale.

4 Z gr. holokauston, ofiara całopalna.

5 Chodzi o Mein Kampf Adolfa Hitlera i główną pracę Alfreda Rosenberga Der Mythus des 20. Jahrhunderts.

6 Zwolniono go ze względu na podeszły wiek i zły stan zdrowia.

7 Pismo wydawane przez armię amerykańską.

8 Cyt. za: G.M. Gilbert, Dziennik norymberski, przeł. Tomasz Łuczak, Warszawa 2012, s. 488.

9 Trzydziestego kwietnia 1945 roku Hitler mianował Karla Dönitza prezydentem Rzeszy i naczelnym dowódcą Wehrmachtu.

10 Chodzi o "noc kryształową" 9/10 listopada 1938 roku.

11 Podczas konferencji poczdamskiej (17 lipca 1945-2 sierpnia 1945 roku) prezydent USA Harry Truman, premier Wielkiej Brytanii Clement Attlee (który zastąpił w trakcie obrad Winstona Churchilla) i Józef Stalin ustalili następujące punkty umowy: 1) za wybuch II wojny światowej odpowiedzialne są Niemcy hitlerowskie; 2) w Niemczech zostaną przeprowadzone - demilitaryzacja, denazyfikacja, demokratyzacja oraz dekartelizacja; 3) Niemcy będą wypłacać odszkodowania państwom, które ucierpiały podczas wojny; 4) o przebiegu wschodniej granicy Polski zadecydują obustronne porozumienia.

[1] Cyt. za znakomitym studium Arieh J. Kochavi, Prelude to Nuremberg: Allied War Crimes Policy and the Question of Punishment, Chapel Hill 1998, s. 36. Patrz: też Richard Overy, Interrogations: The Nazi Elite in Allied Hands, 1945, New York 2001, s. 8-9.

[2] Ten dokument oraz wiele innych zostały przedrukowane w przydatnej książce Michaela R. Marrusa, The Nuremberg Trial 1945-46: A Documentary History, Boston 1997, s. 20-22 [Teksty dokumentów po polsku znajdują się w publikacji: Prawo międzynarodowe i historia dyplomatyczna. Wybór dokumentów, Warszawa 1960].

[3] Arieh J. Kochavi, Prelude to Nuremberg, dz. cyt., s. 73-74.

[4] Zob.: Winston S. Churchill, The Second World War: Closing the Ring, Cambridge 1951, s. 373-374 [Winston S. Churchill, Druga wojna światowa, przeł. Krzysztof F. Rudolf, t. 5, ks. 5, Gdańsk 1996, s. 52].

[5] Według Elliotta Roosevelta, prezydent mówił tego wieczoru o 49 500; cyt. za: Michael Beschloss, The Conquerors: Roosevelt, Truman and the Destruction of Hitler's Germany 1941-1945, New York 2002, s. 27.

[6] Winston S. Churchill, The Second World War: Closing the Ring, dz. cyt., s. 374 [wyd. pol.: s. 53].

[7] Fragmenty memorandów Morgenthaua i Stimsona zostały przedrukowane w: Michael R. Marrus, Nuremberg Trial, dz. cyt., s. 24-27.

[8] Cyt. za: Arieh J. Kochavi, Prelude to Nuremberg, dz. cyt., s. 88.

[9] Tamże, s. 91.

[10] Tamże, s. 65.

[11] Zob.: Gerd R. Überschär, Die sowjetischen Prozesse gegen deutsche Kriegsgefangene 1943-1952, w: Gerd R. Überschär (red.), Der Nationalsozialismus vor Gericht: Die alliierten Prozesse gegen Kriegsverbrecher und Soldaten 1943-1952, Frankfurt am Main 2000, s. 245.

[12] Amerykańskie poglądy na kwestię przestępczego statusu organizacji nazistowskich zostały przedstawione przed trybunałem 28 lutego 1946 roku, a następnie wydane w osobnej publikacji. Zob.: Robert H. Jackson, The Nürnberg Case, New York 1947, s. 95-119.

[13] Zob.: Bradley F. Smith, Reaching Judgment at Nuremberg, New York 1977, s. 27.

[14] Richard Overy, Interrogations, dz. cyt., s. 8.

[15] Zob.: Michael Beschloss, The Conquerors, dz. cyt., s. 246.

[16] Szkic memorandum Cordella Hulla, Henry'ego Stimsona i Jamesa Forestalla (11 listopada 1944 roku) i memorandum Henry'ego Stimsona, nowego sekretarza stanu Edwarda R. Stettiniusa juniora i prokuratora generalnego Francisa Biddle'a (22 stycznia 1945 roku). Zob.: Michael R. Marrus, Nuremberg Trial, dz. cyt., s. 28-32.

[17] Kopie umowy i statutu zostały opublikowane w: Nazi Conspiracy and Aggression, Washington 1946, s. 11-12.

[18] Zob. pożyteczne informacje, szczególnie tabela 3, która przedstawia różne szacunki liczby zabitych, w książce Richarda Overy'ego Russia's War, New York 1998, s. 288 [wyd. pol.: Krew na śniegu. Rosja w II wojnie światowej, przeł. Monika i Tomasz Lüftnerowie, Gdańsk 1999, s. 382].

[19] Radziecki sędzia major Iola T. Nikitczenko, cyt. za: Richard Overy, Interrogations, dz. cyt., s. 18.

[20] Zob.: Telford Taylor, Anatomy of the Nuremberg Trials: A Personal Memoir, Boston 1992, s. 64. Taylor był członkiem zespołu oskarżenia.

[21] Pełny tekst oraz wiele innych ważnych dokumentów zostało przedrukowanych w serii Nazi Conspiracy and Aggression, dz. cyt., s. 1-15.

[22] Doskonały tekst na temat pochodzenia koncepcji ludobójstwa, a zwłaszcza na temat roli Rafała Lemkina, który stworzył to słowo i od 1945 roku niestrudzenie walczył o przyjęcie go przez ONZ, znajduje się w książce Samanthy Power, A Problem from Hell: America and the Age of Genocide, New York 2002, s. 1-60.

[23] Przydatna analiza terminów znajduje się w: Omer Bartov, Antisemitism, the Holocaust, and Reinterpretations of National Socialism, w: Michael Berenbaum, Abraham J. Peck (red.), The Holocaust and History: The Known, the Unknown, the Disputed, and the Reexamined, Bloomington 1998, s. 75-98. Tom ten zawiera wiele innych przydatnych esejów.

[24] Co dość interesujące, historycy przyjmowali jedno lub drugie podejście. Ich spór, który toczył się do 1965 roku, a nawet jeszcze dłużej, stał się znany jako spór między "intencjonalistami" a "funkcjonalistami" czy "strukturalistami". Zob.: Michael Biddiss, Nuremberg Trials, w: I.C.B. Dear (red.), The Oxford Companion to World War II, Oxford 1995, s. 824-828.

[25] Michael R. Marrus, Nuremberg Trials, dz. cyt.

[26] Większość bibliotek jest w posiadaniu tych materiałów. Ja korzystałem z dokładniejszego wydania niemieckiego. Nadal jest dostępne w druku oraz jako reprint w miękkiej okładce. Fotokopie oryginalnych protokołów zostały opublikowane przez KOMET MA-Service und Verlagsgesellschaft GmbH, Frechen pod tytułem Der Prozess gegen die Hauptkriegsverbrecher vor dem internationalen Militärgerichtshof, 42 t., Norymberga 1946-1947. Większość istotnych materiałów dokumentalnych dostępna jest nadal jedynie w języku niemieckim. Wybór niektórych dokumentów został wydany w oddzielnej serii jako Nazi Conspiracy and Aggression, Washington 1946. Osiem tomów tej serii, wraz z angielską wersją zeznań i protokołów przesłuchań krzyżowych głównych zbrodniarzy wojennych, można odnaleźć w internecie, wpisując w wyszukiwarkę hasło "The Avalon Project at the Yale Law School" lub "The Nizkor Project". Na obu stronach zamieszczono wiele innych przydatnych dokumentów oraz liczne linki [zob. na przykład Tadeusz Cyprian, Jerzy Sawicki, Materiały norymberskie, Warszawa 1948; aneksy do Joe J. Heydecker, Johannes Leeb, Proces norymberski, przeł. Marek Zeller, Warszawa 2006].

[27] Zob. Robert E. Conot, Justice in Nuremberg, New York 1983, s. 19.

[28] Richard Overy, Interrogations, dz. cyt., s. 16-17.

[29] Tamże. Autor zamieszcza również opis warunków, w jakich przetrzymywani byli więźniowie. Dokładniejszy opis znajduje się w: Ulrich Schlie (red.), Albert Speer: "Alles, was ich weiss": Aus unbekannten Geheimdienstprotokollen vom Sommer 1945, München 1999. Wydawnictwo to zawiera także raport doktora Karla Brandta o kobietach z otoczenia Hitlera. Ogólne tło opisuje Joseph E. Persico, Nuremberg: Infamy on Trial, New York 1994. Chociaż autor wykorzystuje wiele źródeł, nie wspomina o doktorze Leonie Goldensohnie i prawdopodobnie nie wiedział o przeprowadzonych przez niego wywiadach.

[30] Zdanie doktora G.M. Gilberta przywołują Florence R. Miale i Michael Selzer we wstępie do książki The Nuremberg Mind: The Psychology of the Nazi Leaders, New York 1975, s. XII. Autorzy badają wyniki testów Rorschacha, które przeprowadził na nazistach doktor Gilbert.

[31] Joseph E. Persico, Nuremberg, dz. cyt., s. 91.

[32] Tamże, s. 103.

[33] Zob.: artykuł radzieckiego dziennikarza Arkadija Połtoraka, przedrukowany w: Steffen Radlmaier, Der Nürnberger Lernprozess: Von Kriegsverbrechern und Starreportern, Frankfurt nad Menem 2001, s. 125-126 [zob. też Arkadij Półtorak, Norymberski epilog, przeł. Jerzy Gonczarski, Warszawa 1968].

[34] Douglas M. Kelley, 22 Cells in Nuremberg: A Psychiatrist Examines the Nazi Criminals, New York 1947.

[35] G.M. Gilbert, Nuremberg Diary, New York 1947 [G.M. Gilbert, Dziennik norymberski, przeł. Tomasz Łuczak, Warszawa 2012].

[36] Lekarz skierowany do służby w Norymberdze wydał ciekawe pamiętniki z okresu procesów. Zawierają one nowe szczegóły, zwłaszcza dotyczące egzekucji skazanych. Zob.: Roy A. Martin, Inside Nürnberg: Military Justice for Nazi War Criminals, Shippensburg 2000.

[37] Zob.: Gitta Sereny, Albert Speer: His Battle with Truth, New York 1995.

[38] Albert Speer, Spandau: The Secret Diaries, New York 1977, s. 2-3 [Albert Speer, Dzienniki ze Spandau, przeł. Lech Czyżewski, Warszawa 2013, s. 2.]

[39] Posłużyłem się szerokim wyborem opracowań i źródeł, z których najbardziej przydatne okazały się książki: Robert Wistrich (red.), Who's Who in Nazi Germany, New York 1982; Israel Gutman i in. (red.), Enzyklopädie des Holocaust, München 1995. Encyklopedia ta została także wydana w języku angielskim. Przydatna jest też książka pod redakcją Ericha Stockhorsta 5000 Köpfe: Wer war was im 3. Reich, Kiel 2000.

[40] Mowę wstępną oraz wiele innych ważnych dokumentów opublikowano w: Robert H. Jackson, The Nürnberg Case, dz. cyt.; dokładne statystyki znajdują się na s. 54, na s. 97 pojawia się liczba 5 milionów.

[41] Oświadczenie pod przysięgą Wilhelma Höttla (26 listopada 1945 roku), dokument PS-2738. Zob.: Der Prozess gegen die Hauptkriegsverbrecher, dz. cyt., t. 31, s. 85-87.

[42] Liczby ustaliłem na podstawie różnicy pomiędzy liczebnością populacji żydowskiej w każdym z państw biorących udział w Holokauście w 1939 i w 1945 roku, opierając się na książce pod redakcją Raula Hilberga, The Destruction of the European Jews, New York 1985; tam zob.: t. 3, s. 1048, Tabela 11-1, "Jewish Population Loss" [Raul Hilberg, Zagłada Żydów europejskich, przeł. Jerzy Giebułtowski, t. 1-3, Warszawa 2014; tu t. 3, Tabela 11-1 "Straty ludności żydowskiej 1939-1945", s. 1308-1309].

[43] Według Raula Hilberga [wyd. pol.: t. 3, s. 1113] w Auschwitz zginęło około miliona Żydów oraz 250 tysięcy osób innej narodowości, głównie Polaków, a także wielu Cyganów. Podobnego zdania jest Franciszek Piper, Auschwitz Concentration Camp: How It Was Used in the Nazi System of Terror and Genocide and in the Economy of the Third Reich, w: Michael Berenbaum, Abraham J. Peck (red.), Holocaust and History, dz. cyt., s. 327-386. Piper ocenia, że w obozie zginęło około miliona Żydów, od 140 tysięcy do 150 tysięcy Polaków, 20 tysięcy "Cyganów", 15 tysięcy radzieckich jeńców wojennych oraz między 10 tysięcy a 25 tysięcy osób innych narodowości [zob.: Franciszek Piper, Ilu ludzi zginęło w KL Auschwitz: liczba ofiar w świetle źródeł i badań 1945-1990, Oświęcim 1992].

[44] Zob. relację członka British War Crimes Executive Team (Brytyjskiego Komitetu Wykonawczego ds. Zbrodni Wojennych), którego zadaniem było (między innymi) zapoznanie się ze sprzecznymi dowodami przestępczego statusu rozmaitych organizacji, w tym Gestapo: Airey Neave, On Trial at Nuremberg, Boston 1978.

[45] Zob.: Robert Gellately, The Third Reich, the Holocaust, and Visions of Serial Genocide, w: Robert Gellately, Ben Kiernan (red.), The Specter of Genocide: Mass Murder in Historical Perspective, Cambridge 2003, s. 241-264.

[46] Zob.: Robert E. Conot, Justice in Nuremberg, dz. cyt., s. 233.

[47] Einsatzgruppen der Sicherheitsdienst (SD) und der Sicherheitspolizei (Sipo) - grupy operacyjne Służby Bezpieczeństwa i Policji Bezpieczeństwa powołane do zadań specjalnych na zapleczu działań Wehrmachtu. Po raz pierwszy użyte w czasie anszlusu Austrii (III 1938), następnie aneksji Sudetów (X 1938) i działań przeciwko Polsce (IX 1939). Do Einsatzgruppen wcielano funkcjonariuszy SS, SD albo Sipo (Policji Bezpieczeństwa - Gestapo) i Kripo (Policji Kryminalnej). Einsatzgruppen były najbardziej aktywne w czasie inwazji na Związek Radziecki (22 czerwca 1941 roku). Wtedy też stały się "oddziałami śmierci" w całym tego słowa znaczeniu. Istniały cztery Einsatzgruppen (oznaczone literami od A do D), o podobnym składzie - przede wszystkim funkcjonariuszy RSHA - ale uzupełniane policjantami z innych organizacji. Grupy operacyjne dzieliły się na oddziały Einsatzkommandos i Sonderskommandos, a te z kolei na Teilkommandos. Einsatzgruppen liczyły od 600 do 1000 ludzi, którymi początkowo dowodzili dobrze wykształceni oficerowie. Według jednego z szacunków w sumie w różnych okresach w Einsatzgruppen służyło 6000 ludzi, zazwyczaj jednak ich liczebność była niewielka. Działały w Związku Radzieckim za linią postępujących naprzód wojsk niemieckich, od północy (na Litwie, Łotwie i w Estonii, gdzie początkowo dowodził nimi Franz Walter Stahlecker), przez część środkową (na Białorusi, pod dowództwem Arthura Nebego), aż po tereny południowe (na Ukrainie, pod rozkazami Ottona Rascha) i południowo-zachodnie (na południowej Ukrainie, gdzie dowódcą był Otto Ohlendorf). Spośród dowódców Einsatzgruppen, których sądzono w dziewiątym z późniejszych procesów w Norymberdze (1949), czterech skazano na śmierć. Einsatzgruppen otrzymały zadanie mordowania Żydów i innych osób, określanych jako "zagrożenie bezpieczeństwa" za linią wojsk. Deportowały także Żydów do obozów zagłady.

Bardzo trudno ocenić ogólną liczbę ofiar Einsatzgruppen. Wiele (lecz nie wszystkie) z pisemnych raportów z ich działań zachowało się do dziś. Wynika z nich, że poszczególne grupy zamordowały co najmniej (i to nawet nie w całym okresie swego istnienia) 240 410 osób (Einsatzgruppe A), 71 555 (Einsatzgruppe B), 105 988 (Einsatzgruppe C) i 91 678 ludzi (Einsatzgruppe D). Ich ofiarami byli przede wszystkim Żydzi.

Pełne informacje można znaleźć w książce Helmuta Krausnicka, Hansa-Heinricha Wilhelma, Die Truppe des Weltanschauungskrieges: die Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei und des SD 1938-1942, Stuttgart 1981, s. 618-619.

[48] O roli batalionów policji mundurowej, których wielu funkcjonariuszy nie należało do NSDAP, piszą Christopher R. Browning, Ordinary Men: Reserve Police Battalion 101 and the Final Solution in Poland, New York 1992 [wyd. pol.: Zwykli ludzie. 101. Policyjny Batalion Rezerwy i "ostateczne rozwiązanie" w Polsce, przeł. Piotr Budkiewicz, Warszawa 2000], i Daniel Jonah Goldhagen, Hitler's Willing Executioners: Ordinary Germans and the Holocaust, New York 1996 [wyd. pol.: Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust, przeł. Wiesław Horabik, Warszawa 1999].

[49] Robert E. Conot, Justice in Nuremberg, dz. cyt., s. 233.

[50] Opis testu, który przeprowadził doktor Gilbert, można znaleźć w: G.M. Gilbert Nuremberg Diary, dz. cyt., s. 34 [wyd. pol., s. 42].

[51] Albert Speer, Inside the Third Reich: Memoirs, New York 1970, s. 509 [Wspomnienia, przeł. Marek Fijałkowski, Joanna Kruczyńska, Lech Szymański, Mieczysław Witczak, Warszawa 1973, s. 607].

[52] Przydatne informacje i listę oskarżonych, zarzutów i wyroków w dwunastu późniejszych procesach w Norymberdze podaje Whitney R. Harris, Tyranny on Trial: The Trial of the Major German War Criminals at the End of World War II at Nuremberg, Germany, 1945-1946, wyd. poprawione, Dallas 1999, s. 550-558.

[53] Przeglądu tematu dokonał Adalbert Rückerl, The Investigation of Nazi Crimes 1945-1978: A Documentation, Hamden 1980 (w książce znajduje się statystyka, liczby i rodzaje wszystkich powojennych procesów).

[54] Zob.: Norbert Frei Adenauer's Germany and the Nazi Past: The Politics of Amnesty and Integration, New York 2002 [tyt. oryg.: Vergangenheitspolitik. Die Anfänge der Bundesrepublik und die NS-Vergangenheit, 1996; wyd. pol.: Polityka wobec przeszłości. Początki Republiki Federalnej i przeszłość nazistowska, przeł. Barbara Ostrowska, Warszawa 1999].

[55] Według siedmiu badań opinii publicznej w strefie amerykańskiej, które odbyły się w okresie od października 1945 do sierpnia 1946 roku, 79 procent ankietowanych uważało, że procesy zostały "przeprowadzone uczciwie", a tylko 4 procent było odmiennego zdania. Zdecydowana większość (75 procent w badaniach od grudnia 1945 do marca 1946 roku) uznawała stojących przed sądem za winnych, jednak w sierpniu 1946 roku sądziło tak już tylko 52 procent respondentów. Zob.: Anna J. Merritt, Richard L. Merritt (red.), Public Opinion in Occupied Germany: The OMGUS Surveys, 1945-1949, Chicago 1970, s. 33-35.

[56] Krótki wstęp do tematu zawarł w swej książce Whitney R. Harris, Tyranny on Trial, dz. cyt., s. 571-594.

[57] Jasny opis poglądów prawno-filozoficznych i postawy amerykańskiego rządu znajduje się w książce Williama J. Boscha, Judgment on Nuremberg: American Attitudes Toward the Major German War-Crime Trials, Chapel Hill 1970.

[1] Francis Beverly Biddle (1886-1968) był amerykańskim prokuratorem generalnym w latach 1941-1945. Został mianowany sędzią w procesie norymberskim przez prezydenta Harry'ego S. Trumana.

[2] Generał Lucius D. Clay (1897-1978) był zastępcą generała Dwighta Eisenhowera i członkiem Allied Control Commission (Zjednoczonej Komisji Kontroli Wojsk Alianckich). Po zwycięstwie aliantów został mianowany wojskowym gubernatorem amerykańskiej strefy okupowanej Niemiec.

[3] Oskarżyciele twierdzili, że można postawić przed sądem niektóre organizacje (jak NSDAP, Gestapo i SS), a nie tylko poszczególnych przywódców. Organizacjom tym postawiono by zarzut uczestniczenia w przestępczym spisku, w związku z czym wystarczyłoby sądzić jedynie "reprezentatywne jednostki", a nie każdego ich członka. Po wydaniu wyroku na organizację każdy członek mógłby zostać uznany za współuczestnika przestępczego spisku, a alianci przeprowadziliby zbiorowy proces. Należy jednak zwrócić uwagę, że - w przeciwieństwie do tego, co mówili niektórzy oskarżeni - artykuł 10 statutu Międzynarodowego Trybunału Wojskowego nie określał pewnych organizacji nazistowskich jako kryminalne; o tym miał zadecydować sąd. Ponadto członkowie organizacji uznanych za przestępcze nie uzyskiwali automatycznie statusu przestępców, lecz mieli prawo do procesu. Amerykanie przedstawili swoje stanowisko co do przestępczego statusu organizacji nazistowskich 28 lutego 1946 roku. Wystąpienia te zostały później wydane drukiem. Zob.: Robert H. Jackson, The Nürnberg Case, dz. cyt., s. 95-119.

[4] Heinrich Himmler (1900-1945) dowodził SS, był twórcą systemu obozów koncentracyjnych i jednym z ludzi, którzy najbardziej przyczynili się do masowego mordu Żydów i brali największy udział w jego przeprowadzeniu. Został schwytany przez Brytyjczyków w maju 1945 roku i popełnił samobójstwo. Dobrym wstępem do badań nad postacią Himmlera oraz zbiorowym portretem nazistowskich przywódców jest książka Joachima C. Festa, The Face of the Third Reich: Portraits of the Nazi Leadership, New York 1970, s. 111-124, wyd. pol.: Oblicze Trzeciej Rzeszy, przeł. Edda Werfel, Warszawa 1970, s. 188-210 [zob. też najnowszą biografię Himmlera pióra Petera Longericha, Himmler. Buchalter śmierci, przeł. Sebastian Szymański, Jarosław Skowroński, Warszawa 2014].

[5] Wielki admirał Erich Raeder (1876-1960) był głównodowodzącym niemieckiej marynarki wojennej aż do 1943 roku, kiedy na stanowisku tym zastąpił go Dönitz. W Norymberdze sądzono go jako jednego z głównych zbrodniarzy wojennych i uznano za winnego pierwszych trzech zarzutów, lecz nie zbrodni przeciwko ludzkości. Został skazany na dożywotnie więzienie, ale zwolniono go w 1955 roku ze względu na stan zdrowia.

[6] Testament Hitlera zawierał wypowiedzi podyktowane przez niego w nocy 29 kwietnia 1945 roku, kilkadziesiąt godzin przed śmiercią. Patrz: Adolf Hitler, My Private Will and Testament i My Political Testament, w: Jeremy Noakes (red.), Nazism 1919-1945, Exeter 1998, t. 4, s. 667-671 [zob. też: H.R. Trevor-Roper, Ostatnie dni Hitlera, przeł. Kazimierz Fudakowski, Poznań 1963, s. 196-203].

[7] Martin Bormann (1900-1945) stał na czele Kancelarii Rzeszy od lotu Hessa do Anglii w 1941 roku. Historycy sugerują, że dzięki zakulisowym i mniej lub bardziej anonimowym działaniom Bormann zdobył w Trzeciej Rzeszy pozycję drugiego człowieka po Hitlerze.

[8] Blockführerzy donosili swoim przełożonym w partii o zdarzeniach w sąsiedztwie ich miejsca zamieszkania. Pełny opis ich funkcji znajduje się w książce Michaela H. Katera, The Nazi Party: A Social Profile of Members and Leaders, 1919-1945, Cambridge 1983. W ostatnich latach badania nad społecznym zapleczem partii przeprowadził Carl-Wilhelm Reibel, Das Fundament der Diktatur: Die NSDAP-Ortsgruppen 1932-1945, Paderborn 2002 [zob. też: Richard Grunberger, Historia społeczna Trzeciej Rzeszy, przeł. Witold Kalinowski, t. 1-2, Warszawa 1987].

[9] Dönitz mówi o zdarzeniach z 9 listopada 1938 roku, tak zwanej nocy kryształowej (Kristallnacht). Krótki opis tych wydarzeń oraz bibliografię zamieszcza Robert Gellately, Backing Hitler: Consent and Coercion in Nazi Germany, Oxford 2001, s. 121-150.

[10] Skrócone informacje o obozach koncentracyjnych wraz ze statystyką zawarł w swej książce Robert Gellately, Backing Hitler, dz. cyt., s. 51-69, zwł. s. 243. Ostatni spis (15 stycznia 1945 roku) wykazał, że w niemieckich obozach znajduje się 511 537 więźniów i 202 674 więźniarki.

[11] Ernest Bevin (1881-1951) był liderem brytyjskiej Partii Pracy. W 1945 roku został ministrem spraw zagranicznych w nowym rządzie laburzystów Clementa Attlee'a (1883-1967).

[12] W. Rogge opisywany jest w jednym z dokumentów trybunału jako kapitan marynarki, który po wojnie odpowiadał za obóz oficerów marynarki, jednak w indeksie występuje jako wiceadmirał w stanie spoczynku [chodzi o Bernharda Rogge (1899-1982)].

[13] Dönitz mówi o obozie amerykańskim w Mondorf-les-Bains w Luksemburgu.

[14] W teście IQ przeprowadzonym przez Gilberta Dönitz uzyskał 138 punktów, znacznie powyżej średniej. O rezultatach testów Dönitza i innych oskarżonych pisze G.M. Gilbert, Nuremberg Diary, dz. cyt., s. 34 [wyd. pol.: s. 42].

[15] Clement Attlee pokonał Winstona Churchilla w wyborach w 1945 roku i jako premier stworzył pierwszy rząd laburzystowski.