Rozdział 1
Toaleta damska na poziomie minus jeden świeciła pustkami. Umywalki zdążyły wyschnąć, a puste kabiny stały otworem. Wszystko wyglądało tak, jak można było się spodziewać po tłumach, które wcześniej się tutaj przewinęły: kosze pełne papierowych ręczników, puste puszki po coli wszędzie tam, gdzie tylko dało się je odstawić, oraz zawartość dużego pudełka popcornu rozsypana, a następnie rozdeptana przez kobiety desperacko przestępujące z nogi na nogę w długiej kolejce.
Stella była pewna, że tak samo wygląda toaleta dla panów, więc bardzo się cieszyła, że do jej obowiązków nie należy sprzątanie. Nieporządek był większy niż zwykle, bo dwa seanse wyprzedały się do ostatniego miejsca, a pozostałe też miały całkiem niezłą widownię. Przed projekcją i podczas przerw przy bufecie panował taki ścisk, że maszyna nie nadążała z popcornem, choć sporo uprażyli wcześniej. Zabrakło też coli dietetycznej. Klienci byli oczywiście niezadowoleni i Stella musiała gryźć się w język, żeby nie powiedzieć czegoś niemiłego, gdy robili jej wyrzuty. Jakby to od niej zależało, jaki ma sprzęt albo ile towaru jej przywieźli!
Przystanęła w drzwiach, nagle zdając sobie sprawę, że jest sama nie tylko tu na dole, ale też w całym budynku.
Panowała absolutna cisza. Żadnego stłumionego dudnienia w salach kinowych, żadnych pogaduszek dziewczyn, z którymi pracowała. Wyszły wcześniej, bo im zaproponowała, że sama zamknie bufet, żeby zdążyły na autobus, a potem przez szklaną ścianę frontową foyer patrzyła, jak brną w śnieżycy. Ich sylwetki nie zdążyły jeszcze całkiem zniknąć za gęstą białą zasłoną, gdy Stella pożałowała swojej wielkoduszności. Choć, tak szczerze mówiąc, nie kierowała nią wyłącznie szlachetność. Po prostu nie mogła oprzeć się pokusie, żeby się pochwalić nowym chłopakiem, który w dodatku ma własny samochód. Niech wiedzą, że teraz nie będzie już musiała się tłuc autobusami.
Z jakiegoś powodu przypomniała sobie o snapie, który przyszedł tuż przed ostatnią przerwą. Nie miała pojęcia, kim jest nadawca, ale na pewno nie miała go w obserwowanych. Oczywiście już dawno powinna była zmienić ustawienia profilu i zablokować wiadomości od nieznajomych, zwłaszcza że aplikacją zainteresowali się dorośli. Nie dość, że zepsuli Facebooka, to teraz jeszcze zamierzali przejąć Snapchata. Stella mogłaby się założyć, że to jakieś stare pudło, najpewniej któraś z koleżanek mamy. Względnie daleka krewna, o której istnieniu zapomniała. Nazwa użytkownika z nikim się nie kojarzyła: Just13. Może jednak to nie był dorosły, tylko właśnie trzynastoletni dzieciak. To by wyjaśniało tę dziwaczną wiadomość.
Snap zawierał zdjęcie, na którym podawała popcorn jakiemuś klientowi w bufecie. Nie wyszła ładnie: miała głupią minę i nienaturalnie wygięty tułów, a właściwie tę jego część, która wystawała ponad ladę. Żadnego pozowania, żadnego uśmiechu. Podpis był tak samo zaskakujący. Zawierał tylko dwa słowa: Do zobaczenia. Nadawca, ktokolwiek się krył za tym nickiem, widział ją więc dzisiaj w kinie, ale nie podszedł się przywitać. Czyżby jednak nieśmiały chłopiec, który nie mógł się zebrać, żeby zamienić z nią dwa słowa? W sumie lepiej dla niego, bo powiedziałaby mu, gdzie może sobie wsadzić swoje wiadomości. Nie interesowały jej spotkania z czubkami, a tylko czubek mógł wysłać takiego snapa z własnej inicjatywy.
Drzwi się zatrzasnęły za jej plecami. Zepsuty samozamykacz najpierw przesuwał je powoli, by po chwili nabrać tempa i uderzyć o futrynę. Huk odbijał się od glazury, dźwięcząc w głowie Stelli echem, które podkreślało panującą wokół ciszę. Już wcześniej czuła się trochę niepewnie, ale tu na dole było znacznie gorzej. We foyer przynajmniej mogła spojrzeć za okno, nawet jeśli przez gęsty śnieg niewiele widziała. To chyba pogoda przyciągnęła do kina takie tłumy. Stella oglądała wszystkie wyświetlane dzisiaj filmy, wiedziała więc, że były kiepskie. Ale przynajmniej pozwalały zapomnieć o arktycznych warunkach na zewnątrz.
Teraz jednak nawet śnieżyca byłaby lepsza od opustoszałego kina. Nie mogła się doczekać, kiedy usiądzie bezpiecznie obok Höddiego w jego samochodzie. Co z tego, że jeździł starym gratem, w którym nie działało ogrzewanie? Wygodniejszy zły samochód niż dobry autobus. Trochę na tej samej zasadzie jak z Höddim, który raczej nie był księciem z bajki. Ale lepszy taki niż żaden. Na razie musi wystarczyć, dopóki Stella nie znajdzie kogoś bardziej odpowiedniego, wysportowanego i z taką furą, żeby wszyscy jej znajomi zzielenieli z zazdrości. Chciałaby mieć chłopaka, którym chwaliłaby się w mediach społecznościowych, bo Höddiego mogła pokazać tylko na nieostrych zdjęciach.
Wybrała ostatnią kabinę i pośpiesznie zamknęła drzwi na zasuwkę. Naprzeciwko znajdował się rząd umywalek, a nad nim lustro na całą długość ściany. Nie chciała na siebie patrzeć w tej chwili: była zmęczona, wyglądała fatalnie, miała niewyregulowane brwi i za długie włosy z ciemnymi odrostami wzdłuż przedziałka, który przez to kojarzył się jej z pasem na masce samochodu Höddiego. Obrzydlistwo. Zanim zeszła na dół, przystanęła przed wyciętym z kartonu duchem, który reklamował horror wyświetlany w pierwszej sali. Chciała przesłać znajomym selfie na jego tle, ale odpuściła sobie ten pomysł, żeby nie zobaczyli, jak się zaniedbała. Trochę też się bała stanąć obok makabrycznej postaci, chociaż wiedziała, że to tylko wielki płat kartonu. Postanowiła, że takie selfie zrobi innym razem, gdy już się ogarnie i będą wokół jacyś ludzie. Niech lepiej księgowy nie spóźnia się z wypłatą, bo umówiła wizytę u fryzjera zaraz po otwarciu salonu pierwszego dnia następnego miesiąca. To straszne, że trzeba zostawiać u fryzjera od cholery pieniędzy, żeby jakoś wyglądać.
Stella zsunęła majtki i zaczęła sikać, kucając nad deską. Bóg raczy wiedzieć, jakie zarazki mogli po sobie zostawić dzisiejsi widzowie, a ona nie miała zamiaru dołączyć do tych zdzir, które złapały chorobę weneryczną. Takiego wstydu nie da się zmazać.
Mimo plusku moczu usłyszała, że otwierają się drzwi do toalety. Ze strachu dostała gęsiej skórki i ścisnęło ją w gardle. Kto to mógł być, do diabła? Wróciła któraś z dziewczyn? Ale którędy by weszła? Czyżby Stella zapomniała zamknąć się od wewnątrz, gdy wypuszczała koleżanki? Jej myśli znów pobiegły do wiadomości, którą otrzymała wcześniej. Chyba to nie Just13?
Głośny huk zasygnalizował, że samozamykacz docisnął drzwi. Stella wstrzymała oddech. Nasłuchiwała, chcąc ustalić, czy ktoś dostał się do środka. Może to tylko ochroniarz przyszedł do pracy wcześniej i robił obchód? Ale niestety nie. Skrzypienie butów ostrzegło ją, że nie jest już sama.
Strużka moczu zmalała do kilku kropel w tej samej chwili, gdy rozległy się kroki. To musiała być kobieta. Z całą pewnością. Po co o tej porze, w całkiem pustym kinie mężczyzna wchodziłby do damskiej toalety? Przecież męska nie mogła być zajęta. Stella nie uległa impulsowi, żeby głośno zapytać kto to. Sięgnęła po papier toaletowy, jak najciszej oderwała kilka kawałków, podtarła się, po czym wstała i zapięła spodnie. Nie czuła się już taka goła i zrobiło jej się trochę lepiej. Ale nie na długo.
Przed drzwiami kabiny pojawiła się para butów. Kamasze. Na tyle szerokie, że musiały być męskie. Stella zasłoniła usta dłonią, żeby stłumić okrzyk. Dlaczego on tam stał? Stopy się nie poruszały. Ich właściciel zastygł w miejscu, jakby przed wejściem do czyjegoś domu chwilę się zastanawiał, czy nacisnąć dzwonek. Skojarzenie okazało się całkiem trafne, bo po chwili usłyszała głośne pukanie. Wpatrywała się bezradnie w drzwi, jakby mogły jej pokazać, co się za nimi dzieje.
Prawie równocześnie zawibrował jej telefon. Drżącą ręką wyjęła go z kieszeni i omal nie upuściła, gdy się okazało, że przyszedł kolejny snap od Just13. Nim zdążyła pomyśleć, dotknęła wyświetlacza i otworzyła wiadomość. Patrząc na zdjęcie, ledwo się powstrzymywała od krzyku: przedstawiało zamknięte drzwi do kabiny, w której stała. To musiały być te same drzwi. Teraz tylko one oddzielały ją od nadawcy wiadomości. Do zdjęcia nie dołączono żadnego podpisu.
Gwałtownie zapukał po raz kolejny. Stella odskoczyła, uderzając o sedes z taką siłą, że ugięły się pod nią kolana.
- Kto tam?
Żadnej odpowiedzi. Słowa wyrwały jej się, zanim zdążyła pomyśleć. Brzmiały niepewnie i żałośnie, zupełnie jakby nie ona je wypowiadała. A przecież zawsze to ona rządziła, w końcu była liderką. Silna. Zdeterminowana. Bezlitosna dla mięczaków, którzy popiskiwali tak, jak sama to przed chwilą zrobiła.
Tym razem walenie było tak silne, że drzwi zadrżały. Stella spojrzała na lichą zasuwkę. Nie miała wątpliwości, że to zamknięcie jej nie uchroni. Nerwowo rozglądała się w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby ją ocalić. Rolka papieru toaletowego w pojemniku. Plastikowy kosz z pokrywką. Przymocowany do ściany ceramiczny sedes, którym mogłaby zdzielić napastnika w głowę, gdyby się wdarł do środka. Tylko że musiałaby najpierw oderwać sedes od ściany. Dopiero wtedy przypomniała sobie o telefonie, który ściskała w spoconej dłoni. Powinna wezwać pomoc? Zadzwonić do Höddiego? Skoro już wyjechał, to może dotrze na miejsce szybciej niż gliniarze?
Nie było jej dane zadecydować. Napastnik naparł z całej siły, wyrwał zasuwkę i drzwi zdzieliły Stellę w głowę, tak że upadła na sedes. Ogłuszona, walcząc z mdłościami, zmusiła się, żeby spojrzeć na twarz napastnika. Najpierw pomyślała, że jest taki ciemny, bo stoi w cieniu. Potrzebowała chwili, żeby sobie uświadomić, że ma przed sobą lśniącą maskę Dartha Vadera otoczoną kapturem kurtki. Przez migdałowate otwory patrzyły na nią czyjeś oczy, ale nie potrafiła ocenić ich wyrazu. Dłoń w rękawiczce wyrwała jej telefon. Gdy mężczyzna zaczął przeglądać zawartość, Stella się modliła, żeby był tylko złodziejem. Może sobie wziąć jej smartfon. Może sobie wziąć całą zawartość jej kieszeni. Pieniądze, które zostały jej do końca miesiąca. Torebkę. Wszystko, co zechce. Byle jej nie dotykał.
- No to jesteśmy gotowi. - Brzmiało to dziwnie, trochę jak gadanie Dartha Vadera. Szorstko, jakby po drugiej stronie maski był papier ścierny. Zdaje się, że używał jakiegoś urządzenia, które zmieniało głos. Ustawił telefon tak, jakby chciał zrobić portret dziewczynie na sedesie. Poczuła, że po policzkach spływają jej łzy. Co on wyprawiał? Dlaczego złodziej chciał robić zdjęcie właścicielce kradzionego telefonu? - Chcę, żebyś teraz dała z siebie wszystko.
- Co? - Stella cofała się po klapie sedesu, dopóki nie poczuła za plecami ściany. Od zimnej powierzchni oddzielał ją tylko cienki sweter, przez co trzęsła się jeszcze bardziej.
- Przeproś.
Nawet nie próbowała protestować. Zaczęła przepraszać z całym żarem mimo łkania, którego nie umiała powstrzymać.
- Oj, nie postarałaś się. Wcale nie brzmiałaś przekonująco. Stać cię na więcej.
Spróbowała ponownie. Potem jeszcze raz. Powtarzała słowo "przepraszam", aż zabrzmiało w jej uszach tak dziwnie, jakby nie pochodziło z tego świata. Ale mężczyzna był ciągle niezadowolony.
To niezadowolenie miało ją drogo kosztować.
Rozdział 2
Potrzebujemy większego monitora. - Jeden z funkcjonariuszy w końcu głośno powiedział to, o czym myślała cała grupa zebrana w sali odpraw. Odkąd zaczęli oglądać nagranie, wszyscy wisieli na krawędzi krzeseł, wyciągając głowy ku śmiesznie małemu wyświetlaczowi, na którym oglądali zapis z kamer monitoringu.
Usadowiona na stole Erla, która była najbliżej ekranu, rozejrzała się poirytowana.
- Skoncentruj się. Nagranie jest tak gówniane, że większy monitor niewiele pomoże. Ale jeśli strasznie ci zależy, to możesz napisać wniosek i wrzucić do skrzynki na sugestie dla dowództwa.
Mężczyzna nie odpowiedział, a Huldar już dobrze wiedział dlaczego: Erla rzadko zachowywała spokój, gdy ktoś z jej zespołu odważył się odpyskować. Jako szef była niezła, ale średnio przyjemna w relacjach międzyludzkich. Huldar ani przez chwilę nie przypuszczał, że prośba o lepszy monitor w sali odpraw trafi do skrzynki na sugestie dla dowództwa. Wszyscy doskonale wiedzieli, że ta skrzynka jest cmentarzyskiem dla skarg i wniosków.
- Patrzcie na to cholerstwo. - Erla wróciła do nagrania. - O, tutaj. Ten wycięty z kartonu duch czy cokolwiek to jest.
Wszystkie oczy wbiły się w róg ekranu zdominowany przez ekspozycję reklamową. Dziewczyna przechodziła tamtędy chwilę wcześniej, zatrzymała się obok kartonowej postaci, porobiła kilka min do telefonu, pstryknęła selfie i zniknęła z kadru. Zdaniem Erli wtedy ostatni raz pojawiła się na nagraniach w pozycji pionowej. Kamer monitoringu nie było ani w podziemiu, gdzie znajdowały się toalety, ani przy schodach, które do toalet prowadziły. Sądząc po godzinie zapisanej na monitoringu i filmikach wideo wysłanych z telefonu dziewczyny, musiała wtedy zmierzać właśnie do toalety.
Zza kartonowej reklamy ktoś wysunął głowę i jak na komendę wszyscy obecni pochylili się do przodu, żeby lepiej widzieć. Na pewno to sprawca. Jakość nagrania była kiepska, jak uprzedzała Erla, szybko jednak się okazało, że nie ma to większego znaczenia, ponieważ mężczyzny nie dałoby się rozpoznać nawet w jakości HD. Miał na sobie obszerną ciemną kurtkę z kapturem, który naciągnął na głowę, twarz zakrył maską Dartha Vadera, nogawki ciemnych spodni wsunął w czarne kamasze, dłonie zaś zakrył ciemnymi rękawiczkami. Po chwili zniknął z kadru, podążając w tym samym kierunku co Stella.
- Mamy go. Ukrył się za tą idiotyczną reklamą i czekał tam na dziewczynę. - Erla włączyła pauzę. Siedzieli, wpatrując się w kartonowego ducha i pusty hol. - Przynajmniej jednego możemy być pewni: gdy wchodził, nie miał na twarzy tej cholernej maski. - Erla podniosła się i stanęła naprzeciwko nich. - To nie będzie łatwe. Obsługa kina poinformowała, że wczoraj sprzedali ponad tysiąc sześćset biletów. Otworzyli o czternastej, jak co niedziela, ale nie wiadomo, o której sprawca wszedł do budynku. Mógł przyjść na pierwszy seans i czekać w ukryciu aż do zamknięcia, niekoniecznie za tym kartonowym duchem. Trzeba przejrzeć wszystkie nagrania od otwarcia kina, żeby ustalić ramy czasowe.
Wszyscy, z Huldarem włącznie, spuścili głowy, wznosząc w duchu błagania, żeby nie padło na nich. Z miejsca, gdzie stała Erla, musieli wyglądać jak banda dzieciaków znieruchomiałych podczas zabawy w zaczarowanego berka.
- Ktoś musi też przeanalizować sprzedaż biletów. Ludzie niezbyt często chodzą do kina sami, trzeba więc sporządzić listę tych, którzy kupili w kasie jeden bilet. Jeśli ustalimy, o której przyszedł, możemy zawęzić listę do tych, którzy kupili bilet mniej więcej o tej porze. Wtedy go dopadniemy. Oczywiście jeśli zapłacił kartą, bo jeśli gotówką, to jesteśmy w czarnej dupie.
- Mógł kupić bilet w sieci. Wcześniej. - Jak zwykle Gudlaugur się zaczerwienił, gdy tylko skończył mówić. Siedział obok Huldara, który z aprobatą pokiwał głową. Tworzyli nieformalny dwuosobowy zespół, siedzieli biurko w biurko w tej samej części pozbawionego ścianek działowych biura i zwykle dostawali te same zadania. Był czas, kiedy Huldar wolałby pracować z bardziej doświadczonym detektywem, ale nauczył się doceniać zalety młodego kolegi. Gudlaugur miał trafne spostrzeżenia, jeśli na chwilę zapominał o swojej nieśmiałości i niskiej samoocenie. - No bo... bilety sprzedają nie tylko na miejscu. No i... pomyślałem...
Gdy Gudlaugur zaczął się plątać, Huldar podjął:
- Jeśli napastnik kupił bilety online, mógł wziąć dwa, dla zmyłki. Musiał sobie zdawać sprawę, że sprawdzimy nabywców biletów, zwłaszcza pojedynczych. Ale w sieci mógł płacić tylko kartą, czyli plus dla nas, chociaż dopiero w przyszłości, bo najpierw musimy wytypować nazwiska potencjalnych sprawców.
Erla nie przestała marszczyć brwi. Mówiąc, zwracała się do Gudlaugura, nie do niego. Nie zaskoczyło to Huldara, bo relacje między nimi pozostawały napięte, odkąd obydwoje stanęli przed komisją dyscyplinarną, gdy Erli postawiono zarzut, że molestowała go seksualnie. Wprawdzie sprawę umorzono, ale obydwojgu pozostał niesmak. Od tamtego czasu Erla zachowywała się, jakby Huldar nie istniał. Nigdy nie patrzyła w jego kierunku, a odzywała się do niego tylko wówczas, gdy nie dało się tego uniknąć. Huldar nie miał pojęcia, czy kieruje nią obawa, że ich relacje znów zostaną niewłaściwie zinterpretowane, czy po prostu go nie znosi. On też nie najlepiej wspominał postępowanie przed tą komisją, chociaż z perspektywy czasu uważał, że się opłaciło. Uwolniło go od osobistych konsekwencji tego, że poszedł z nią do łóżka. Czułby się bardzo niezręcznie, tłumacząc jej, że ich wspólna noc była jednak pomyłką.
Erla nachmurzyła się jeszcze bardziej.
- Wiem, że bilety można kupić w sieci. Miałam na myśli listę nabywców z uwzględnieniem sprzedaży online. Ale jeśli sprawca nie jest skończonym pojebem, to zapłacił gotówką. Będziemy pracować z takim założeniem, chociaż płatności online też oczywiście sprawdzimy. Zadowolony? - Wzrok Erli wbił się w Gudlaugura, który tylko skinął głową, wijąc się na krześle. - Doskonale. Jeśli nie, możesz tu podejść i przejąć prowadzenie odprawy.
Zarechotali wszyscy oprócz Huldara. Erla nawet się nie uśmiechnęła. Sięgnęła po pilota, wybrała kolejne nagranie i znów wcisnęła "Play".
- Tutaj wychodzi z budynku. Jak sami za chwilę zobaczycie, jest raczej mało prawdopodobne, że szukamy żywej ofiary.
Na ekranie pojawił się kolejny obraz. Tym razem patrzyli na szklane drzwi. Huldar rozpoznał wyjście ewakuacyjne używane głównie podczas przerw przez palaczy takich jak on. Mina funkcjonariusza, który wcześniej obejrzał nagrania razem z Erlą, nie wróżyła nic dobrego.
W kadr, obrócona tyłem do kamery, weszła ubrana na ciemno sylwetka, ciągnąc za kostkę bezwładne ciało Stelli. Ramiona dziewczyny wlekły się po podłodze nad jej głową, jakby obejmując wachlarz długich włosów. Podwinięty sweter odsłaniał goły brzuch i fragment stanika. Mężczyzna zatrzymał się przed wyjściem i wypuścił nogę z uchwytu, a ta opadła ciężko na podłogę. Najwyraźniej zamierzał podnieść duży stalowy pręt zabezpieczający drzwi, ale się zawahał, po czym spojrzał na Stellę.
- Chwileczkę! - krzyknął ktoś w pierwszym rzędzie. - Zobaczcie, poruszyła się!
Erla znów włączyła pauzę. Wcześniej jej twarz wydawała się ponura, ale teraz wyglądała naprawdę marnie.
- Przypuszczamy, że dziewczyna jęknęła. Może odzyskiwała przytomność, a może to były drgawki przedśmiertne. Zresztą nieważne co. Oglądajcie.
Wznowiła odtwarzanie. Wszyscy obecni wstrzymali oddech, gdy mężczyzna podszedł bliżej i trącił leżącą prawą stopą. Odsłonięty brzuch Stelli zadrżał jakby od skurczu, a palce jednej dłoni się zacisnęły. Mężczyzna rozejrzał się, lustrując otoczenie, po czym ruszył prosto do wiszącej na ścianie gaśnicy, zdjął ją z uchwytu i wrócił do dziewczyny.
- O kurwa! - Huldar miał gdzieś, że zaklął. Całą uwagę skupiał na tym, żeby nie odwrócić wzroku. Obok niego Gudlaugur zmrużył oczy, zostawiając między powiekami cieniutkie szparki, ale patrzył, jak mężczyzna podnosi ciężki cylinder i z rozmachem uderza nim w głowę swojej ofiary. Ciałem dziewczyny wstrząsnął silny spazm, potem już się nie poruszyła.
Mężczyzna otworzył drzwi, ponownie chwycił ciało za kostkę i wywlókł je na zewnątrz, gdzie przystanął na chwilę, żeby pomachać do kamery CCTV, a po chwili zniknął w śnieżycy razem ze zwłokami.
Zostały za nim otwarte drzwi i ciemna plama na podłodze.
Gudlaugur wstał od komputera i przeczesał palcami swoje jasne włosy.
- Napiję się kawy. Też chcesz? - Był blady, wręcz ziemisty, ale Huldar go za to nie winił. On sam miał za sobą wiele lat służby, ale też źle znosił brutalność i morderstwa ze szczególnym okrucieństwem. Niektórzy policjanci się uodporniali, inni nie przyzwyczajali się nigdy. Czas miał pokazać, do której z tych grup należy Gudlaugur.
- Tak, proszę. Czarną. - W zasadzie przydałoby mu się coś mocniejszego.
Gudlaugur nie ruszył się jednak z miejsca. Może on też wolałby wypić co innego.
- Myślisz, że to był przypadkowy atak?
- Sprawca prawdopodobnie ją znał, sądząc po tym, jak kazał jej prosić o wybaczenie. Ale niczego nie można przyjmować za pewnik. Może po prostu źle go obsłużyła w bufecie. - Huldar nie musiał tego wyjaśniać: Gudlaugur też widział przerażające snapy wysłane z telefonu Stelli do wszystkich, którzy ją obserwowali. Erla pokazała je członkom swojego zespołu po zakończeniu prezentacji nagrań kamer monitoringu. Na kilku krótkich filmikach Stella przepraszała, zrezygnowana i zdesperowana, choć można było tylko zgadywać za co.
Na ostatnim filmiku, którego Huldar wolałby nie oglądać, sprawca raz za razem uderzał głową Stelli w muszlę klozetową. Przez chwilę widać było dłoń trzymającą ofiarę za włosy. Na szczęście rozdzielczość była jeszcze gorsza od tej na zapisie monitoringu, ponieważ oglądali nagranie filmów odtwarzanych na wyświetlaczach telefonów komórkowych. Policja musiała skorzystać z takiej metody, bo aplikacja nie pozwalała na zapisanie snapów, które się obejrzało. Podjęto wysiłki, żeby pozyskać nagrania w pełnej rozdzielczości od właściciela komunikatora, firmy Snap Inc. Ale słaba jakość obrazu nie łagodziła przeszywających krzyków i jęków ofiary, które z każdą chwilą słabły, aż w końcu ucichły. Nie było mowy, żeby Huldar zgłosił się do oglądania oryginalnych filmów, gdy w końcu dostaną do nich dostęp.
Wcześniej niewiele wiedział o tej aplikacji. Jeśli dobrze zrozumiał wprowadzenie, którego wysłuchali, każdy snap, na przykład wiadomości wysyłane z telefonu Stelli, mógł być odtworzony dwukrotnie przez każdego odbiorcę, po obejrzeniu zaś przez wszystkich ulegał zniszczeniu, jeśli więc ktoś chciał zobaczyć otrzymaną wiadomość po raz drugi, musiał to zrobić natychmiast, ponieważ potem plik znikał na zawsze i nie istniał dosłownie żaden sposób, żeby go odzyskać, nawet gdy sprawa dotyczyła śledztwa policyjnego albo względów bezpieczeństwa państwa. Policja po prostu miała szczęście, że tak wielu obserwujących otrzymało wiadomości wysłane z telefonu Stelli. Jeszcze tej samej nocy funkcjonariusze odnaleźli kilkoro jej znajomych i tym z nich, którzy obserwowali ją na Snapie, zarekwirowali telefony. Gdyby wszyscy obserwujący Stellę odebrali wiadomości, film zniknąłby bezpowrotnie. Telefon Stelli jeszcze się nie odnalazł. Nie było po nim śladu w sieci, więc policjanci założyli, że sprawca się go pozbył. Wydawał się zbyt sprytny, żeby zatrzymać komórkę, a co dopiero ją włączać i ryzykować, że zostanie namierzony.
- Jak myślisz, co czuł jej chłopak, oglądając tę wiadomość? - Gudlaugur nadal się nie ruszył z miejsca. Najwyraźniej zapomniał o kawie.
- Chyba się załamał. Ale trudno się dziwić, że jest w szoku. - Młody człowiek był w drodze po Stellę, gdy odebrał pierwszą wiadomość. Obejrzał ją, stojąc na czerwonym świetle, i uznał za kiepski żart. Potem pomyślał, że może Stella go zdradziła i postanowiła w ten sposób przeprosić, chociaż nie potrafił odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego poszła w tym celu do toalety.
Gdy przyszedł ostatni snap, chłopak uznał, że to nie głupi żart ani przeprosiny. Dojeżdżał już wtedy do kina, więc zamiast tracić czas na wzywanie policji, resztę drogi przejechał jak szalony, wyskoczył z auta i zaczął się dobijać do drzwi frontowych. Ustalenia policji wskazywały, że o tej porze sprawca opuścił już budynek przez drzwi pożarowe. Potem chłopak obszedł kino, żeby poszukać innego wejścia. Znalazł otwarte drzwi, zobaczył ślady krwi i natychmiast wezwał pomoc.
Gudlaugur stanął tyłem do Huldara, żeby wyjrzeć przez okno. Nie było na co patrzeć: tylko szare niebo wiszące nad równie szarym miastem. Gruba warstwa białego puchu pozostawiona w Rejkiawiku przez wczorajszą śnieżycę zamieniała się w brązową breję pod kołami aut w porannym szczycie. Przygnębiony widokiem znów się odwrócił przodem do kolegi.
- Czym mogła sobie zasłużyć na coś takiego?
- Niczym - odpowiedział Huldar beznamiętnie. - Nic nie usprawiedliwia czegoś takiego. Miała zaledwie szesnaście lat. - O tym jednak Gudlaugur dobrze wiedział. - Ale i tak musimy ustalić motyw. Im szybciej zaczniemy analizować jej życie, tym szybciej mamy szansę się do niego dogrzebać. - Sięgnął po myszkę, gotów wrócić do pracy. Dostali za zadanie sprawdzić przeszłość ofiary. Nie był to może najciekawszy przydział, ale z całą pewnością lepszy od towarzyszenia Erli podczas rozmowy z rodzicami dziewczyny. Gdy chwilę wcześniej zauważył, że podążają w kierunku małej sali zebrań, pośpiesznie spuścił oczy. Nie on jeden. Matka Stelli przyciskała do piersi laptop swojej córki niczym tarczę, którą chciała się osłonić przed kolejnymi ciosami.
Teraz ten laptop leżał na jego biurku i czekał, aż Huldar się zapozna z jego zawartością. Jakże się różnił od służbowego sprzętu policjantów, najczęściej czarnego: biały, ozdobiony naklejanymi biedronkami. Komputer nastoletniej dziewczyny, która ledwie wyszła z okresu dzieciństwa. Rozmowa z jej rodzicami bez wątpienia była przygnębiająca. Stelli jeszcze nie odnaleziono, rodzice musieli więc mieć nadzieję, że mimo wszystko wróci do nich żywa. Jednym z przykrych faktów, które Erla musiała im uświadomić, był ten, że ich córka niemal na pewno nie żyje.
Wzrok Huldara powędrował w kierunku gabinetu Erli, który kiedyś należał do niego, choć ani przez sekundę za nim nie tęsknił. Rodzice Stelli już wyszli, a Erla stała przy szklanej ścianie z założonymi rękami i tą samą nieustępliwą miną, którą wcześniej miała podczas odprawy. Ich spojrzenia się spotkały dosłownie na ułamek sekundy, po czym zaraz czmychnęły w bok.
Gudlaugur tego nie zauważył. Wydawał się tak samo zaabsorbowany jak Huldar, choć z innego powodu. W końcu westchnął ciężko i zebrał się, żeby pójść po kawę, najpierw jednak zadał pytanie, ewidentnie nie oczekując odpowiedzi:
- Dlaczego on zabrał ze sobą jej ciało, do jasnej cholery? Próbuję znaleźć jakiś powód, ale niczego nie potrafię wymyślić.
Nie on jeden próbował.