Rozdział 1 - Twoja radość
Może ten tytuł wydaje ci się dziwny, ale to pierwsze słowa, jakie przyszły mi na myśl, więc rozpoczynają historię tych szczęśliwych miesięcy.
Tak, to były szczęśliwe miesiące - powtarzam to sobie zdumiona, bo jest to rzeczywiście zachwycające i prawdziwe. Byłam otoczona miłością i okazano mi wiele pomocy, więc trudno byłoby w takich okolicznościach być nieszczęśliwą - byłoby to wręcz niewdzięczne. Nie mogę przestać się zachwycać - wcześniej przebywanie z rodziną przez cały dzień, codziennie, było całym moim życiem. Nic nie mogło mnie zatrzymać w łóżku, nawet choroba, w najgorszym razie służyłam z krzesła. Nigdy nie myślałam o byciu przykutą do łóżka przez cały dzień. Oczekiwałam, że w razie czego będę wzmocniona na tyle, aby zignorować lub zwalczyć objawy choroby i (prosząc o to szczerze) przejdę ją szybko, bez sprawiania komukolwiek kłopotu. To, co stało się potem, było dla mnie dziwne i pozostawało zagadką. Słowa: "Pan zaś zataił to przede mną i nie objawił mi"5 opisywały moją wewnętrzną postawę. Promieniejące szczęście - w czasie miesięcy, kiedy siła woli nie wystarczała, by zwalczyć ból (i nie mogła go zignorować) - nie jest naturalne, jest raczej jedną z niespodzianek, jakie sprawia nasz niebiański Ukochany, który zdaje się nigdy nie nużyć zaskakiwaniem nas.
Pierwsze słowo, jakie przyszło mi na myśl następnego ranka po wypadku, brzmiało: "niechciany". Przypomnę w skrócie, że pojechałam z paroma innymi osobami do Joyous City, aby przygotować miejsce dla dwóch osób, które miały tam zamieszkać. Upadłam, a skutkiem tego była złamana kość, przemieszczenie się kostki oraz inne uszkodzenia, o wiele trudniejsze do wyleczenia. Zostałam zabrana do Neyyoor w Travancore, które jest oddalone od Joyous City o siedemdziesiąt cztery kilometry. Po podaniu mi morfiny ból zaczął ustępować i usłyszałam wtedy kogoś życzącego sobie, by mógł zabrać mój ból. Tą osobą była nasza pielęgniarka przełożona, Mary Mills, która została ze mną po tym, jak doktor May Powell wraz z innymi wrócili do Dohnavur, i wiem, że ona naprawdę miała na myśli to, że wolałaby znosić ten ból za mnie. Wtedy usłyszałam też samą siebie odpowiadającą: "Twoja radość nie będzie ci odebrana". To było jak głośne echo wybrzmiewające w moim wnętrzu. Nie były to dla mnie zwykłe słowa, ale niebiańskie zapewnienie dane mi dla każdego, kto chciałby uczynić tę wspaniałomyślną rzecz.
To były prawdziwie słowa pokoju, a nawet uniesienia. Mogłam zobaczyć całą naszą wielką rodzinę, w której każdy jej członek był na tyle dojrzały, że mógł zrozumieć, iż chce zrobić tę samą rzecz. Byłam zadowolona i wdzięczna za to, że było to niemożliwe.
Napiszę teraz kilka słów o tym, dlaczego z całą pokorą odczuwam, iż mogę podjąć się pisania do osób, które wiedzą o wiele więcej niż ja o okropnej, tłamszącej mocy bólu, i jak doszło do tego, że zaczęłam pisać.
Pewnego dnia, po tygodniach pełnych nocy, podczas których pomimo robienia wszystkiego, aby zasnąć, a jednak poza krótkimi, poszarpanymi momentami, sen nie nadchodził, otrzymałam list. Zawierał on słowa, które nakazywały niemal, żebym czerpała przyjemność z tego "wymuszonego odpoczynku". To niemądre zdanie kłuło jak cierń. Byłam zbyt zmęczona, żeby to wyśmiać, tak jak zareagowałby w podobnej sytuacji człowiek zdrowy. A więc tak niby miał wyglądać odpoczynek? I czy Ojciec poprzez całkowitą fizyczną niemoc łamałby, kruszył, "przymuszał" do czegoś dziecko, które pragnęło być posłuszne Jego woli?
To słowo było tym, co teraz nazywam absurdalną mocą do rozpaczy. Niosło w sobie nieprzyjemną, fałszywą koncepcję naszego Ojca. Do tego momentu, chociaż stanowiło to dla mnie zagadkę, nie przeżyłam nawet jednej nieszczęśliwej minuty. Otrzymałam pokój, akceptując swoje położenie. Duch może żyć ponad ciałem i mój, wspomagany łagodną miłością naszego Pana Jezusa oraz kochanymi osobami dookoła mnie, tak właśnie zrobił.
Jednak tamta godzina była inna. Nie miałam pokoju aż do czasu, kiedy usłyszałam głęboko w sobie łagodne, matczyne słowa: "Nie pozwól swojemu sercu się zamartwiać. Czy Ja nie rozumiem? Czy takie słowa mają znaczenie dla Mnie lub dla ciebie?". I już wiedziałam, że Ojciec rozumie swoje dziecko, a ono Ojca - i znowu nastał pokój.
Następnie, jak zapach kwiatu przywiany przez wiatr, nadeszło wspomnienie dnia spędzonego kilka lat wcześniej w pociągu. Podróżowałam w sprawach Ojca do Puri, ponad tysiąc sześćset kilometrów na północ od Dohnavur, kiedy przeszkodziło mi głupiutkie trzepotanie skrzydeł lokalnej plotki przekazanej, zanim mogła zostać zahamowana. Przeszkadzała mi, dopóki nie zwalczyło jej, powtarzanych w kółko w rytm pociągu, pięć słów: "Zostaw to, myśl o mnie". Te słowa przemawiają do mnie znowu w tym momencie.
Wtedy właśnie myśl o wielu osobach, dla których drobne dolegliwości musiały być codziennością, powróciła z nowym współczuciem zrodzonym z nowego zrozumienia. Od razu chciałam podzielić się z nimi okruchami pocieszenia i powiedzieć im, aby nie "ważyli latających słów" - nie pozwalali, by ich pokój zależał od słów ludzi, oraz na to, żeby ignoranckie frazesy kierowane przez osoby zdrowe przeniknęły przez ich tarczę. "Nikt bowiem nie może powiedzieć, co nam towarzyszy w tej walce, oprócz tego, który sam brał w niej udział"6. Skąd zatem ci, którzy nie mają żadnych ran, mogą cokolwiek wiedzieć o problemie?
Jednak Pan, nasz Stwórca, wie (wiedzą to też wszyscy, którzy kiedykolwiek cierpieli), że ból i bezradność nie są i nie mogą być odpoczynkiem. Tak samo nie jest nim słabość następująca po ostrym bólu ani zmęczenie, które jest tak umęczone byciem zmęczonym, że jest całkowicie różne od odpoczynku. On wie, że odpoczynek można znaleźć w dobrym samopoczuciu po galopie na koniu, zanurzeniu się w leśnej sadzawce lub we wspaniałym morzu - w sprawności fizycznej i umysłowej, w mocy do życia i działania. On o tym wie. Tak nas stworzył, a Stwórca nie zapomina. Jeśli On o tym pamięta, jakie znaczenie ma to, że inni zapomnieli? Tak pocieszeni i napełnieni wewnętrzną słodyczą, możemy dziękować Mu za wszystkich, którzy "depczą" nas nieświadomie, posługując się frazesami. Po tym, że robią to nieświadomie, domyślamy się bez trudu, że nigdy nie zostali skrępowani więzami. Czyż nie warto o tym wiedzieć?
Złoto najwyższej próby
Wydawało mi się, że słyszałam Zbawiciela mówiącego do mnie:
"Dziecko, moja miłość nigdy ci się nie znudzi".
Wtedy z powątpiewaniem cicho wyszeptałam:"Jak to możliwe?"
Odpowiedział:"Gdyby było inaczej,Powiedziałbym ci".
O złoto najwyższej próby, Którego nic we mnie nie może przyćmić,Wieczna Miłości, która mieszkasz w Tym,Którego, nie widząc, kocham,Uwielbiam Cię!
Wydawało mi się, że słyszałam, jak mój Zbawiciel mówi do mnie:
"Moja siła opiera się na słabości - a więc na tobie".
A kiedy wiatr strachu przeszedł przeze mnie, zapytałam -"Jak to możliwe?"
Odpowiedział mi:"Gdyby było inaczej,Powiedziałbym ci".
O, złoto najwyższej próby,
Którego nic we mnie nie może przyćmić,Wieczna Miłości, która mieszkasz w Tym,Którego, nie widząc, kocham,Uwielbiam Cię!