Róża w niewoli - Julie Soto

Kup ebooka

52.90 zł
42.32 zł (29,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Briony sądziła, że to dziwne, iż nie wyczuła śmierci brata. Trzask towarzyszący zniknięciu granicy wibrował pod jej żebrami, a chropawa kamienna powierzchnia wbijała się w opuszki palców, gdy trzymała się kurczowo barierki ze wzrokiem wbitym w to, co pozostało z krainy Evermore - ale nie poczuła nic, kiedy Rory zginął.

Jako jego bliźniaczka wiele razy wyczuwała drganie nici, która ich łączyła - kiedy był ranny, gdy potrzebował pomocy. Teraz sięgnęła po nią, szukając w piersi tej żyły magii, która była zarezerwowana tylko dla Rory'ego, ale jedyną odpowiedzią była ponura cisza. Przypuszczała, że gdy jej ojciec zginął cztery lata temu, również nic jej o tym nie uprzedziło - a matka nie żyła już, kiedy Briony wycięto z jej łona.

Gdy jednak w to letnie popołudnie niecały kilometr dalej w powietrze wzbiła się chmura kurzu, a spokój, który otaczał ją i Cordelię, zmienił się w roztętniony chaos, Briony wiedziała, że Rory nie żyje.

Jego tarcza ochronna wokół zamku upadła. Zginął.

A jednak jej dusza nie pękła na pół.

Briony patrzyła, jak księżyc oddala się od słońca, a zaćmienie kończy się równie szybko, jak się zaczęło.

"Jakie to dziwne", pomyślała w odrętwieniu.

- Nie... - wyszeptała Cordelia.

Briony spojrzała w prawo i dostrzegła, że jej przyjaciółka przyciska do ust blade, niemal przezroczyste opuszki palców. Wiatr rozwiewał jej kasztanowe włosy, uparcie wciskając je do oczu, jakby próbował oszczędzić jej tego widoku. Towarzysząca Cordelii z drugiej strony Anna podeszła na skraj balkonu jak w transie, z otwartymi ustami. Światło słoneczne odbijało się od fioletowej róży na jej zbroi.

Briony odwróciła się z powrotem ku chmurze pyłu i popiołu, która unosiła się coraz wyżej i wyżej, przesłaniając złączone w tańcu księżyc i słońce. Dostrzegła jej odbicie po swojej lewej stronie, w tafli jeziora.

Ostatnia smoczyca zatrzepotała smukłymi skrzydłami i wzbiła się z dala od chaosu na polu bitwy, aby wrócić na północ.

- Zostańcie tutaj - powiedziała Anna, biegnąc ku balkonowym schodom. Po namyśle zmieniła jednak zdanie i się obróciła. - Nie... Wróćcie do środka. Znajdźcie bezpieczne miejsce i poczekajcie tam na mnie.

Briony wpatrywała się w nią bez słowa, podczas gdy Cordelia starała się stłumić targający jej piersią szloch.

Kiedy Anna odwzajemniła spojrzenie, Briony niemal widziała, jak trybiki w mózgu jej strażniczki się obracają, gdy analizuje dostępne opcje, obmyśla plany i strategie. Zadaniem Anny było trwać u jej boku; troszczyła się o nią, kiedy była dzieckiem, i obiecała jej ojcu, że poświęci dla niej własne życie.

Anna zbiegła po schodach, zanim zdążyła zmienić zdanie, a Briony ponownie wbiła wzrok w chmurę pyłu, zastanawiając się, czy nie zawiera ona jakiejś cząstki jej brata. Jej brata... który miał zakończyć tę wojnę. Tak głosiła przepowiednia.

Nagle zaczerpnęła gwałtownie tchu, jakby myśl o fiasku proroctwa była policzkiem przywołującym ją do porządku.

Rory nie żył. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy wyobraziła sobie, jak musi teraz wyglądać linia frontu. Tysiące żołnierzy, do których dotarło nagle, że ich jedyna nadzieja, ich Podwójny Dziedzic okazał się jedynie człowiekiem.

Zrzuciła z ramion pelerynę - tylko przeszkadzałaby jej w biegu. Tak samo jak pantofle i jedwabna suknia, ale nie miała czasu się przebrać.

Była już jedną nogą na schodach, gdy Cordelia złapała ją za nadgarstek i zatrzymała w pół kroku.

- Dokąd idziesz? - wykrztusiła głosem, w którym pobrzmiewała panika. - Musimy się ukryć!

Briony przykryła swoją dłonią nadgarstek przyjaciółki.

- Jeśli się ukryjemy, zostaniemy tu same - stwierdziła beznamiętnie.

Cordelia otworzyła szerzej błękitne oczy. Gdy tylko rozluźniła uścisk, Briony odwróciła się na pięcie i zbiegła po schodach.