Roślinna kuchnia miłości. Gotuj, jedz, kochaj - Ida Kulawik, Katarzyna Cichoń, Katarzyna Czarnecka

-
Proszę czekać

Wstęp

Wstęp

To było gorące, letnie popołudnie. Cały dzień spędziłyśmy w samochodzie, żeby dotrzeć na miejsce. Miałyśmy zaplanowane spotkanie w Gdyni - kilka dni zdjęciowych podczas pracy nad nową książką. Nie wiedziałyśmy o sobie zbyt wiele poza tym, że będziemy wspólnie pracować nad całym materiałem od strony wizualnej. Po bardzo krótkim czasie okazało się, że świetnie się dogadujemy i mamy podobne poczucie humoru. Umówiłyśmy się na kolejne spotkanie, jednak tym razem w leśnej scenerii w domu letnim. I wtedy wszystko się zaczęło. To było magiczne lato. Słońce nas rozpieszczało, całe dnie schodziły nam na pracy, tańczyłyśmy do hitów z lat osiemdziesiątych, a wieczorami siedziałyśmy na ganku i dzieliłyśmy się swoimi pomysłami i marzeniami. Pojawił się pomysł wspólnej pracy, w której mogłybyśmy opowiedzieć historię, która kształtowała się przez te wszystkie letnie wieczory. To miała być opowieść o miłości, zmysłowym jedzeniu, celebracji życia i pięknie natury. I tak oto trzymasz tę książkę w swoich rękach.

Każdy przepis zawiera pokarmy miłosne, które na cześć Afrodyty określa się mianem afrodyzjaków. Zrodzona w morskiej pianie bogini zainspirowała nas do poszukiwania i kosztowania składników o wyjątkowych właściwościach. Ich spożywanie pozwalało pobudzić zmysły i wyzwolić energię. Okazało się, że warzywa i owoce są nimi przepełnione. Znalazły zastosowanie w praktykach magicznych, przy sporządzaniu eliksirów, których zadaniem było dodanie wyjątkowych mocy i wzbudzenie pożądania. Dzisiaj wyniki badań naukowych potwierdzają skuteczność ich działania oraz informują o szerokim spektrum zastosowań.

Korzystny wpływ niezwykle bogatej w przeciwutleniacze diety roślinnej jest znany od lat. Dzięki niej czujemy się zdrowsi, szybciej się regenerujemy, a procesy starzenia ulegają znacznemu spowolnieniu. Duża część badaczy potwierdza pozytywne działanie diety roślinnej na sprawność seksualną. Najlepsze jest to, że większość afrodyzjaków można znaleźć w pobliskim warzywniaku. Spożywanie pomidorów podnosi libido, banany zwiększają poziom serotoniny, seler jest naturalnym środkiem na potencję, a danie z dużą ilością marchewki może z łatwością rozbudzić pożądanie.

Miłość pomaga się poznać i dowiedzieć o sobie więcej. Co jest dla ciebie ważne? Co sprawia ci przyjemność? Bez czego nie jesteś w stanie żyć? Kiedy rozkwitasz? Miłość ujawnia prawdę o charakterze i wartościach, kiedy wchodzimy w nowe relacje i doświadczamy siebie w nowych kontekstach.

Kiedy kochamy, dążymy do tego, co najlepsze. Pragniemy uszczęśliwiać innych i robić dobre rzeczy. Miłość uczy nas radości i pozwala otwierać się na przyjemność. Kochanie to studia nad czułością i uczenie się bycia dobrym człowiekiem. Bez miłości nie istniejemy i jesteśmy jedynie pustą skorupą przypadkowych doświadczeń.

Trudno nam wyobrazić sobie dom bez obecności zwierząt, które są członkami naszej rodziny. Kochają, są świadome i odczuwają emocje tak jak my. Wierzymy, że zasługują na identyczne prawo do życia i wolności od cierpienia jak każdy człowiek. Oswajamy je i jesteśmy zobowiązani do opieki i szacunku do nich, a nie ich eksploatacji i wykorzystywania. Zaangażowanie się w kuchnię roślinną pozwala realizować wszystkie te wartości.

Kuchnia roślinna jest przyjazna planecie, gdyż w mniejszym stopniu niż dieta tradycyjna wyczerpuje zasoby naturalne i niszczy środowisko. Organizacje ekologiczne, takie jak PETA, a także Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa podkreślają, że przemysłowa hodowla zwierząt przyczynia się do największych problemów ekologicznych na naszej planecie. Produkcja mięsa oraz nabiału zwiększa emisję CO2, a co za tym idzie - prowadzi do globalnego ocieplenia, a także do zanieczyszczania wód, degradacji gleb, zmniejszania bioróżnorodności. Produkcja żywności oparta na wykorzystaniu zwierząt wymaga korzystania z dużych areałów ziemi oraz olbrzymich ilości wody i energii.

Warzywa, owoce, rośliny strączkowe, pełnoziarniste kasze, orzechy oraz pestki to doskonały pełnowartościowy pokarm i źródło cennych dla naszego organizmu składników. Kochamy i pielęgnujemy nasze ciała, bo chcemy się o nie troszczyć. Podobnie jak dbamy o skórę, możemy zatroszczyć się o nasz organizm od wewnątrz. Kuchnia roślinna to bogactwo witamin, minerałów i przeciwutleniaczy. Dieta eliminująca produkty pochodzenia zwierzęcego zapewnia zdrowie fizyczne i wspiera kondycję psychiczną.

Pragniemy przede wszystkim, żeby nasza książka była dla ciebie inspiracją. Pamiętajmy, że najważniejsze jest gotowanie z sercem, zaangażowaniem i przyjemnością, a w kuchni - tak samo jak w miłości - najgorsze są rutyna i monotonia. Eksperymentujmy, bawmy się gotowaniem i jedzeniem, przełamujmy swoje przyzwyczajenia i próbujmy nowych składników! I, co najważniejsze, dajmy szansę roślinom - pokarmom miłości.

Kim jesteśmy?

Ida Kulawik

Pasjonuje się kuchnią roślinną od kilku lat, realizując swoje postulaty w kontekście ochrony planety oraz praw zwierząt. Prowadzi wegańskiego bloga kulinarnego Veganbanda, gdzie daje upust niepohamowanej kreatywności i oddaje się bez reszty swojemu hobby. Kocha spędzanie czasu z rodziną, wspólne gotowanie i kulinarne podróże. Jest wulkanem energii i tytanem pracy. Na swoim koncie ma trzy autorskie książki kulinarne, w których dzieli się pomysłami na proste i zdrowe dania. W książce, którą trzymasz w dłoniach, przelewa na papier swoje pomysły na magiczne potrawy okraszone zmysłowością, jakiej mogą dostarczyć tylko zdrowe rośliny.

Katarzyna Cichoń

Realizuje się zawodowo i artystycznie jako fotografka. Nie potrafiłaby żyć bez kontaktu ze sztuką, a w szczególności ze sztuką współczesną w każdej postaci. Pasjonuje ją wydobywanie piękna z codzienności. Prywatnie, jako mama dwóch córek, stara się wspierać ich liczne pasje i talenty. Lubi uczyć i dzielić się swoją wiedzą z innymi, więc w wolnych chwilach uczy fotografii kulinarnej młodych adeptów zawodu. Jest wrażliwą duszą, z dużym poczuciem humoru. Jest autorką fotografii w niniejszej publikacji.

Katarzyna Czarnecka

Psycholożka i stylistka. Kulinaria są jej pasją i nieodłączną częścią życia. Wierzy w moc dobrego jedzenia oraz w to, że najlepszym pomysłem na udane życie jest czas spędzony przy stole z przyjaciółmi. Jej ukochanym kierunkiem podróży są Włochy. Wolny czas uwielbia spędzać na długich spacerach ze swoim beaglem. Na co dzień pracuje jako psycholog i pisze o emocjach. Jest niepoprawną romantyczką z kreatywnym twistem. Jest autorką wprowadzeń do rozdziałów oraz współautorką przepisów.

Otwieram oczy. Lubię ten moment, kiedy próbuję dostrzec kolor nieba. To jest zawsze pierwsze. Światło definiuje kształt i początek dnia. Za chwilę zacznę myśleć o wszystkim, co mnie dzisiaj czeka, i o tym, co mnie goni. Jednak teraz zatrzymam się, dam sobie jeszcze chwilę. Przytulę się jeszcze raz do poduszki, owinę perkalem i pomyślę, jak to jest być. Cały dom jeszcze śpi, a pies mości się w zgięciu moich kolan. Chwilo, trwaj, a ja tu z tobą pobędę. Celebruję ten moment - bezcenny - kiedy mogę doświadczać, jak to jest budzić się do życia na chwilę przed wskoczeniem w jego nurt. Zatrzymuję się i spoglądam na powierzchnię swojej rzeczywistości. Tak nawiązuję kontakt z obecną chwilą, z moim umysłem oraz płynnie przechodzę do ciała, a co za tym idzie - jego potrzeb.

Do kwestii jedzenia śniadań każdy podchodzi różnie i zawsze ma to swoje uzasadnienie. Trudno się spierać, czy trzeba czy też nie trzeba jadać śniadania, lub rozstrzygać odwieczny dylemat, czy słodkie jest lepsze od słonego. Przez jakiś czas byłam wyznawczynią włoskich śniadań składających się z kawy i słodkiego rogalika lub kruchych ciasteczek. Moja "wiara" sprawdzała się w trakcie ciepłych letnich miesięcy. Zmiana przyszła wraz z zimniejszą porą roku i wówczas przeprosiłam się z płatkami owsianymi i warzywami na ciepło. I może długo bym wierzyła, że owe włoskie zwyczaje są zakorzenione kulturowo, gdyby nie fakt, że mój przyjaciel - rodowity wenecjanin, oznajmił mi, że w zimie na śniadanie jada wyłącznie kanapki i jajecznicę. I tak sztywne zasady zaczęły ustępować miejsca spontanicznemu entuzjazmowi.

Mam i cenię sobie pewne rytuały, bo to dzięki nim mogę zwolnić, zauważyć, że jestem, i posmakować chwilę. Mam swoje stałe punkty dnia. Trudno mi sobie wyobrazić prozę poranka bez dobrego śniadania. Bywają dni, kiedy przykładam ogromną wagę, by było zdrowe czy lekkostrawne, ale mam też takie, w których spełniam kaloryczne zachcianki. Nie zastanawiam się nad tym i staram nie oceniać, bo hołduję zasadzie balansu. Potrzebujemy równowagi, a można odnaleźć ją właśnie w różnorodności.

Czasami na śniadanie gotuję owsianki słodzone daktylami, a innym razem smażę i nie liczę kalorii. Są dni, kiedy rządzi ciało, są dni, w których górę bierze umysł. Nasłuchuję z uważnością wszystkich potrzeb i spełniam swoje zachcianki. To mój manifest miłości własnej.

Jestem towarzyska i trudno mi wyobrazić sobie życie bez ludzi, a śniadanie jest świetnym pretekstem do spotkań. Uwielbiam umawiać się na t?te-a-t?te przy kawie, ale trudno mi przetrwać sobotni poranek bez kolorowej uczty w gronie przyjaciół. Cudnie jest zatrzymać się w tej perspektywie, kiedy słońce tańczy na stole wśród szkła. Jak dobrze jest czuć obecność drugiej osoby i podawać sobie słoik z konfiturami. Jesienią i zimą najbardziej tęsknię za letnimi, długimi śniadaniami w ogrodzie. Lubię, kiedy siadamy przy wielkim stole, w gronie przyjaciół, i wspólnie ucztujemy. Mam wielkie szczęście, bo mieszkam dziesięć minut drogi od parku i dzięki temu mogę też realizować się jako fanka piknikowania. Kiedy tylko nadarza się okazja, wiklinowy kosz wypełniam smakołykami i spaceruję pod ulubione drzewo, żeby zjeść wśród szumu liści.

Czasami myślę, że chciałabym sobie zawekować te wszystkie magiczne obrazy i zapachy w piękne słoiki. Otwierałabym je w ciemne zimowe poranki i delektowała ich zawartością, wybierając ją małą łyżeczką. Ta fascynacja zaczęła się bardzo wcześnie. Śniadania nauczyła mnie jeść babcia. Moja mama za nimi nie przepadała i, odkąd pamiętam, dzień zaczynała od czarnej kawy. Ja połączyłam te ich dwa zwyczaje, bo dzień faktycznie zaczynam od kubka arabiki, jednak na tym nie kończę.

Z domu moich dziadków pamiętam kuchenny stół, który codziennie rano tonął w cudownej poświacie. Za oknem w bliskiej odległości rosła ogromna wierzba. Babcia ze stoickim spokojem przygotowywała talerzyki i układała na nich ciepłe racuchy z jabłkami. Zawsze miałam wrażenie, że ich liczba jest nieskończona, bo kiedy stosik się skurczył, w mgnieniu oka powiększał się do stanu wyjściowego.

Pamiętam smak czarnej herbaty w szklankach wciśniętych w metalowe koszyczki i wybieranie opuszkami palców z talerza słodkich okruchów. Zawsze, kiedy przywołuję te obrazy, robi mi się ciepło na sercu. Sentyment i magia tych śniadań zostały ze mną do dziś. Wiele się od tamtego czasu w moim życiu zmieniło, bo moich ulubionych ludzi już tutaj nie ma, ale przechowuję małą patelnię, która mi po nich została i jest teraz łącznikiem z tamtymi chwilami. Czasami wyciągam ją z ukrycia i odprawiam racuchowe rytuały. Wydaje mi się, że z niej wszystko smakuje lepiej i zawsze się udaje. Ot, taka magia!

Dobre jedzenie i wartościowe relacje są w moim życiu jednymi z najważniejszych spraw. Relacje nie odnoszą się tu jedynie do związków, ale do samego kontaktu ze sobą. Bez względu na to, czy preferujesz przy stole tłok, czy też odosobnienie, poranne zatrzymanie może odmienić postrzeganie spraw. Śniadanie bywa doskonałą okazją do bycia w chwili obecnej. Uważność pozwala przyjąć nową perspektywę wszystkiego, co dobrze znane i pewne. Zapewnia świadomą komunikację pomiędzy emocjami i działaniami. Uważne jedzenie to korzystanie z przyjemności życia za pomocą wszystkich zmysłów.

Jak pielęgnować uważną kuchnię? Przyzwyczajenia mogą kształtować zachowania. Zadaj sobie pytanie: czy chcesz, aby jedzona w biegu kanapka lub kawa w drodze na przystanek stała się twoim porannym rytuałem? Oczywiście, wszyscy od czasu do czasu jesteśmy w takim położeniu, ale zastanawiam się, czy równie często zdarza nam się spać w samochodzie lub łazience, bo zabrakło nam czasu na dotarcie do łóżka? Dlaczego jedzenie śniadania zaczęliśmy uważać za zbędne?

Współczesny świat ukierunkowuje nieustannie na wielozadaniowość i podpowiada, jak żyć bardziej "instant". Codziennie dowiaduję się, ile rewolucyjnych urządzeń i produktów może pomóc mi zrobić coś jeszcze szybciej.

Przyszedł taki moment, w którym zaczęłam się zastanawiać: dokąd właściwie mam tak pędzić i na co mam przeznaczyć ten zaoszczędzony czas? Wielozadaniowość i nieustanny pośpiech to przepis na rozłąkę z ciałem i świadomą obecnością. Nie promuję skrajności postaw, a jedynie dostrzeganie życia, które wydarza się właśnie dzisiaj, tu i teraz, dla mnie i dla ciebie. Uważne jedzenie to takie, które angażuje wszystkie zmysły. Kiedy kolejnym razem usiądziesz do posiłku, skieruj swoją uwagę na to, co robisz, gdzie jesteś, co czujesz.

Smakuj i angażuj się w to doświadczenie. Zauważ, że twoja ręka intuicyjnie wie, w jakim kierunku ma się przemieszczać, a zanim weźmiesz pokarm do ust, już zaczyna się wydzielać ślina. Sprawdź, jak to jest konsumować posiłek bez telefonu, telewizora, obserwując siebie i okoliczności, w których się znajdujesz. Weź do ręki ulubiony kubek i oglądaj go przez chwilę, szukając szczegółów, na które wcześniej nigdy nie zwróciłeś uwagi.

Skieruj swój umysł ku chwili obecnej. Żyj. Skup się na wyglądzie tego, co masz na talerzu. Przyjrzyj się kompozycji i kolorom dania. Może sam zrobiłeś swoje śniadanie, a może ktoś skomponował je specjalnie dla ciebie? Doceń czas, który został poświęcony na przygotowanie posiłku. Pomyśl, ile starań i wykonanej pracy składa się na proces, którego finałem jest twoje śniadanie. Ilu ludzi musiało zadbać o nie na poszczególnych etapach - od uprawy, przez transport, po wykonanie, żebyś teraz mógł teraz z tego korzystać.

Poczuj zapach i spróbuj go opisać. Jakie nuty jesteś w stanie wyróżnić i zdefiniować? Być może twoje jedzenie ma słodki i orzechowy aromat, a może bardziej wyrazisty i lekko kwaśny? Dzięki wąchaniu i opisywaniu swoich doznań zapachowych będziesz mógł w pełni doświadczyć rytuału jedzenia, a ciało zadba o wszystkie procesy fizjologiczne, dzięki którym dobrze je strawisz.

Czy zdarza ci się słuchać jedzenia? Wykorzystaj ten zmysł, aby zarejestrować, jak coś chrupie podczas gryzienia lub skwierczy na gorącej patelni. To często pomijany aspekt, który sprawia, że być może zauważysz coś ciekawego.

Możesz doświadczać jedzenia dotykiem. Skoncentruj się wówczas na doznaniach związanych z jego teksturą. Dowiesz się wtedy, czy coś jest twarde czy delikatne, wodniste czy bardziej gęste, a może ciągnące lub kleiste? Możesz unieść danie i oszacować jego wagę oraz gęstość. Moment, w którym jedzenie dotknie twoich ust, stanie się kolejnym i zupełnie nowym doznaniem sensorycznym.

Zmysł smaku jest najbliższym skojarzeniem, jeśli chodzi o jedzenie, jednak możesz doświadczać go na wielu poziomach. Bardzo często zwracamy uwagę jedynie na skrajne doznania, takie jak to, że dana potrawa jest bardzo smaczna lub budzi w nas niechęć. Jedząc uważnie i koncentrując się na smaku, doświadczysz wielowymiarowości, która płynie z tego doświadczenia. Smak się zmienia i potrafi zaskakiwać w zależności od kompozycji lub kolejności spożywania składników.

W tym rozdziale chcemy pokazać kilka pomysłów na roślinne śniadania, które możesz zjeść tak jak lubisz, na przykład w łóżku z bliską osobą albo na wiosennej trawie, choćby przed domem. Znajdziecie tu propozycje pełne roślinnych afrodyzjaków zarówno na słodko, jak i na wytrawnie. Mamy nadzieję, że zainspirują cię, żeby smacznie i uważnie rozpocząć dzień.

Czekoladowy hummus z owocami

{Miseczka hummusu}

SKŁADNIKI

? 1 szklanka (250 ml) ciecierzycy ugotowanej do miękkości, ze słoika lub z puszki

? 1 filiżanka (200 ml) suszonych daktyli

? 4 łyżki kakao

? 3 łyżki naturalnego masła orzechowego

? owoce lub orzechy do dekoracji

Hummus jeszcze niedawno był egzotyczną potrawą - dziś to już prawie klasyka, również na polskich stołach. Ta prosta pasta z ciecierzycy zyskała popularność i uznanie niemal na całym świecie. Historia powstania hummusu nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Pewne jest, że po raz pierwszy przyrządzono go na Bliskim Wschodzie, choć w wielu państwach jest uważany za lokalny specjał. Jest daniem narodowym Izraela, Libanu, Palestyny, częścią kultury Syrii i Egiptu. Nie dziwi więc fakt, że jego tradycyjnych wersji namnożyło się nieskończenie wiele. Może być idealnie gładki i aksamitny lub z wyczuwalnymi grudkami, o dominującej nucie tahini albo czosnku, mocno zakwaszony cytryną lub z jej subtelnym dodatkiem. Nieograniczona jest również liczba dodatków, które mogą zmienić i kolor, i smak. Mogą to być pieczone buraki, suszone pomidory, zioła, papryka...

Na śniadanie nieśmiało proponujemy nietypową, a może dla niektórych nawet obrazoburczą wersję hummusu. Jeśli lubisz śniadania na słodko i kochasz czekoladę, wypróbuj hummus na słodko w czekoladowej wersji. To bezgrzeszna rozpusta, bo nie zawiera rafinowanego cukru, a cała słodycz pochodzi z suszonych daktyli. W dodatku dzięki ciecierzycy hummus jest skarbnicą białka, błonnika, przeciwutleniaczy i witamin. Szybko dostarczy energii na wiele godzin. Wykorzystaj ją tak, jak ci się żywnie podoba.

WYKONANIE

1. Suszone daktyle przełóż do filiżanki i zalej gorącą wodą, po czym odstaw mniej więcej na pół godziny.

2. Ciecierzycę dokładnie przepłucz wodą i odsącz. Do odsączonej ciecierzycy dodaj daktyle razem z wodą, w której się moczyły, masło orzechowe i dosyp kakao.

3. Wszystko zblenduj na gładką pastę.

4. Czekoladowy hummus przełóż na talerz lub do miseczki i dekoruj ulubionymi sezonowymi owocami. Kwaskowe owoce, takie jak porzeczki, maliny lub wiśnie, doskonale przełamią słodki czekoladowy smak. Wspaniale będą też pasować dojrzała gruszka albo soczysta brzoskwinia.

WSKAZÓWKI

Czekoladowy hummus możesz przechowywać w lodówce w zamkniętym słoiczku około tygodnia. Smaruj nim kanapki, naleśniki, tosty, gofry lub maczaj w nim pokrojone na kawałki jabłko czy gruszkę. Albo po prostu wyjadaj go do woli łyżeczką prosto ze słoika.

Ananas w kokosowym cieście na musie truskawkowym z chia

{Duży talerz plastrów w cieście}

SKŁADNIKI

? 1 średniej wielkości ananas

? 1 szklanka (250 ml) mąki z ciecierzycy

? ok. 1,5 szklanki (po 250 ml) wody

? 1 szklanka (250 ml) wiórków kokosowych

? olej do smażenia

? pół kilograma świeżych lub mrożonych truskawek

? 2 czubate łyżki nasion chia

Ananas w cieście to deser niezwykle popularny w Azji. My mamy swoje polskie jabłka w cieście, w Azji natomiast często jada się ananasy lub banany zanurzone w gęstej masie i smażone na rozgrzanym oleju. Takie danie może się wydawać banalne, jednak owoce przygotowane w ten sposób nabierają całkiem nowego wyrazu. Zmienia się zarówno ich smak, jak i konsystencja. Do ciasta na bazie odżywczej mąki z ciecierzycy dodałyśmy wiórki kokosowe, ponieważ uważamy, że ananas i kokos to para idealna i, jeśli nie trzeba, nie warto ich rozdzielać. Dopełnieniem i przełamaniem dla tej tłustej słodyczy jest lekko kwaskowy, orzeźwiający mus z truskawek. Dla nas to prawdziwe śniadanie mistrzów idealne szczególnie w leniwy poranek chłodniejszego, jesiennego albo zimowego dnia. Zajadając ananasa, można pomarzyć o egzotycznych wakacjach pod palmami lub powspominać leżenie plackiem na plaży.

WYKONANIE

1. Umyj truskawki, obierz z szypułek i zblenduj na mus.

2. Dodaj nasiona chia i wymieszaj dokładnie, po czym włóż do lodówki na minimum pół godziny.

3. Do miski wsyp mąkę z ciecierzycy i wiórki kokosowe.

4. Dodaj wodę i dokładnie wymieszaj trzepaczką, aż powstanie gęste ciasto. Odstaw je na 15 minut.

5. Ananasa obierz i pokrój w plastry. Wcześniej usuń twardy środek.

6. Na patelnię wlej olej na wysokość około pół centymetra i rozgrzej go.

7. Zanurz plastry ananasa w cieście i dokładnie w nim obtocz.

8. Smaż z każdej strony, aż nabiorą złotego koloru.

9. Usmażone plastry przełóż na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, który wchłonie nadmiar tłuszczu.

10. Podaj na gorąco polane musem truskawkowym.

WSKAZÓWKI

Jeśli nie udało ci się znaleźć w sklepie lub na targu świeżego ananasa lub jeśli najzwyczajniej w świecie nie naszła cię ochota na te poszukiwania, możesz śmiało użyć plastrów ananasa z puszki. Mają może nieco więcej kalorii, ale przy tym śniadaniu i tak nie ich liczymy. Gwarantujemy za to, że będzie ono równie pyszne.

Domowy jogurt kokosowy z orzechową granolą i pieczonymi winogronami

{Śniadanie dla kilku osób + duży słoik zapasu granoli}

SKŁADNIKI NA GRANOLĘ

? 2 szklanki (po 250 ml) bezglutenowych płatków owsianych

? 2 szklanki (po 250 ml) mieszanki orzechów (włoskich, laskowych, nerkowca, migdałów)

? 3 łyżki syropu klonowego lub z agawy

? 2 łyżki oleju rzepakowego lub kokosowego

? szczypta soli

SKŁADNIKI NA JOGURT KOKOSOWY

? 1 puszka (400 ml) mleczka kokosowego

? 2 kapsułki probiotyku z apteki lub do przygotowania jogurtu

? ew. cukier, ksylitol lub erytrol do smaku

DO PODANIA

? niewielka kiść czerwonych lub białych winogron bez pestek

? ew. płatki róż lub jadalne kwiaty do dekoracji

Czasem poświęcamy trochę więcej czasu w kuchni, żeby przygotować coś pysznego "na zapas". Tak jest z tym śniadaniem. Wbrew pozorom wykonanie domowego jogurtu kokosowego i chrupiącej, orzechowo-owsianej granoli jest niezwykle proste, choć na jogurt trzeba trochę poczekać. Aby mleczko kokosowe skwaśniało, musi przez kilka dni stać w ciepłym miejscu wymieszane z probiotykami. Za to gdy już jest gotowe, to przechowywane w lodówce przez tydzień będzie pysznym dodatkiem do śniadania. Granoli też zazwyczaj mamy więcej, bo od razu przygotowujemy duży słój albo nawet dwa i przez kilka dni razem z bliskimi cieszymy się jej słodkim, chrupiącym smakiem. Jogurt i granolę proponujemy w towarzystwie pieczonych winogron. Uwielbiamy świeże winogrona, ale pieczenie mocno podkreśla ich słodycz i wyciąga głęboki, pełny, skondensowany smak.

WYKONANIE JOGURTU

1. Mleczko kokosowe przelej do słoika, dodaj zawartość kapsułek z probiotykiem i wymieszaj niemetalową łyżeczką.

2. Przykryj słoik nakrętką (nie zakręcaj do końca, tak by dochodziło powietrze) i odstaw w ciepłe miejsce (zimą na przykład przy kaloryferze) na kilka dni.

3. Jogurt będzie gotowy, gdy zrobi się kwaśny. Jeśli chcesz przyspieszyć ten proces, możesz wcześniej podgrzać mleczko kokosowe do 40 stopni.

WYKONANIE GRANOLI

1. Piekarnik rozgrzej do 180 stopni.

2. Wsyp do miski płatki owsiane i orzechy.

3. Dodaj syrop klonowy lub z agawy i olej (jeśli używasz oleju kokosowego, trzeba go wcześniej lekko podgrzać, żeby zrobił się płynny) oraz szczyptę soli. Dokładnie wymieszaj.

4. Mieszankę przełóż na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

5. Umyj winogrona, osusz i umieść w naczyniu żaroodpornym z przykrywką. Naczynie wstaw na dół rozgrzanego piekarnika.

6. Do piekarnika wstaw również blachę z granolą. Zapiekaj wszystko około 25 minut. Granolę dobrze jest przemieszać kilka razy w trakcie pieczenia, żeby wszystkie jej składniki się zrumieniły.

7. Gotową granolę i upieczone winogrona wyjmij z piekarnika i pozostaw do ostygnięcia.

8. Do miseczek nałóż jogurt kokosowy, posyp granolą i udekoruj winogronami, a jeśli masz ochotę, również kwiatami.

WSKAZÓWKI

Pamiętaj, że gotowy jogurt trzeba przechowywać w lodówce, a granolę w szczelnie zakręconym słoiku, w suchym miejscu. Granola jest pyszna również w wersji czekoladowej. Wystarczy, że do mieszanki dodasz 3 łyżki kakao. Do przygotowania kolejnej partii jogurtu zamiast probiotyku możesz użyć 4 łyżek gotowego jogurtu z poprzedniej porcji.