Wprowadzenie
Przed pięciu laty brytyjska BBC skontaktowała się z nami, żeby nagrać program The Biggest Family of the World. Po jego emisji zaczęto zwracać się do nas z prośbą o różnego rodzaju wywiady - dla telewizji, dzienników, mediów cyfrowych, tygodników, radia... Nie chcieliśmy jednak, żeby zaburzało to nasze codzienne życie, więc zgodziliśmy się udzielać tylko dwóch wywiadów rocznie.
Przed trzema laty mama kolegi z klasy mojego syna Pepego dowiedziała się, że mam osiemnaścioro dzieci i poprosiła mnie o wywiad dla elektronicznego wydania swojej gazety... Zgodziłam się, ale z innego powodu niż zwykle - moja przyjaciółka właśnie skończyła urlop macierzyński, a wiem, jak czuje się kobieta, wracając do pracy w takiej sytuacji. Wywiad ukazał się w cyfrowym wydaniu "La Vanguardii" (bardzo poczytnego katalońskiego dziennika). Ponieważ zaczynały się wakacje i dawał się we znaki kryzys, rozmawiałyśmy o tym, co można robić z dziećmi w lecie. Wywiad okazał się sukcesem, o czym świadczy ponad 35 tysięcy odsłon, jakie miał jeszcze tego samego dnia.
Zdziwiło mnie też bardzo, kiedy ostatniej wiosny TV1 nakręciła o nas program do wieczornego wydania niedzielnych wiadomości. Eksperci wiedzą, że to pasmo o maksymalnej oglądalności. Zmęczeni po całym tygodniu, usiedliśmy przed telewizorem, żeby zrelaksować się i dowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach ostatnich dni. Rodzina z tyloma dziećmi, w dzisiejszych czasach, robi ogromne wrażenie. Relacja trwała zaledwie trzy minuty. Pokazywała, jak wygląda dzień w tak dużej rodzinie. Ponieważ mamy wielu przyjaciół w całej Hiszpanii, tego samego wieczora zaczęli przesyłać nam mnóstwo wiadomości przez WhatsAppa. Znajomi dzwonili też do nas i mówili, że widzieli nas w telewizji, że wszyscy wyglądaliśmy bardzo ładnie, że reportaż był uroczy, że bardzo im się podobał, że nasze dzieci bardzo urosły...
19 marca w Hiszpanii celebrujemy wielkie święto, a mianowicie: wspomnienie św. Józefa, patrona pracujących. Przy panującym obecnie kryzysie ludzie potrzebują jakiegoś przesłania, które dodałoby im otuchy i optymizmu. Z tej okazji poproszono nas o wywiad dla dodatku "Magazine" do dziennika "El Mundo". Opublikowali w nim wielkie na dwie strony kolorowe zdjęcie całej rodziny, które znowu poruszyło wielką rzeszę czytelników. Wywiad dotyczył tego, jak sobie radzimy. Poza tym, tego dnia przypadały akurat imieniny kilku członków naszej rodziny, bo mój mąż ma na imię José María, podobnie jak dwoje naszych dzieci, bliźniaki José María i María José (zdrobniale Pepe i Pepa).
Mąż i ja marzyliśmy o stworzeniu dużej rodziny. Pobraliśmy się młodo - on miał 28 lat, a ja - 23. Obydwoje pochodziliśmy z wielodzietnych rodzin - w jego rodzinie było czternaścioro rodzeństwa, a w mojej szesnaścioro. Rok po ślubie przeżywaliśmy radość z przyjścia na świat naszej pierwszej córki, ale po kilku godzinach zabrano ją od nas, ponieważ miała poważną wadę serca i musiała zostać przewieziona do szpitala, w którym dysponowano odpowiednią aparaturą medyczną. W tych pierwszych dniach lekarze przestrzegli nas, że córka nie pożyje dłużej niż 3 lata. Dzięki Bogu jednak, po operacjach i założeniu rozrusznika, przeżyła 22 lata. Nasze drugie dziecko, Javi, umarło mając półtora roku, również z powodu problemów z sercem. Trzecia córka, Montsita, zmarła 10 dni po urodzeniu, ponieważ przyszła na świat bez aorty. W ciągu niespełna czterech miesięcy musieliśmy pochować dwoje dzieci, w dodatku nie mając ciągle pewności, czy najstarsza przeżyje. To były ciężkie czasy.
Lekarze doradzali, żebyśmy nie mieli więcej dzieci, bo skoro dotychczas wszystkie rodziły się chore, kolejne też prawdopodobnie urodzą się z problemami. "Nie miejcie więcej dzieci!" - taki był jasny i bezpośredni przekaz. Czasem jednak przewidywania nauki nie są trafne. Postanowiliśmy dalej realizować nasz plan stworzenia dużej rodziny. Nikt nie może wtrącać się do spraw małżeńskiego łoża. Decyzja matki i ojca o spłodzeniu nowego życia należy do nich dwojga i go nikogo więcej. Ani teściowa, ani własna matka, ani przyjaciółka, ani babcia, ani siostra, ani sąsiad, ani państwo, ani żaden minister nie może decydować o przyszłości rodziny. Nawet dobrzy i mądrzy ludzie, którzy kochają nas bardzo i chcą dla nas dobrze, doradzali nam, żebyśmy nie mieli więcej potomstwa. Mieliśmy jednak całkowitą pewność co do tego, że nikt nie może ustalać tego za nas. Byliśmy młodzi i przyszłość należała do nas.
Na dzień dzisiejszy mamy piętnaścioro dzieci, które ŻYJĄ.
W zeszłym miesiącu zaproszono nas do udziału w konferencji na temat rodziny w Dubrowniku. Tam znowu zachęcano mnie, żebym napisała książkę, w której opowiem o naszej rodzinie. Moja dobra przyjaciółka, Zeljka, stwierdziła: "Nie możesz ciągle podróżować po całym świecie i opowiadać o swoich doświadczeniach, powinnaś je spisać i w ten sposób dotrzesz do większej liczby osób".
Dzięki tej radzie w końcu wzięłam się za pisanie książki. Mam czterdzieści siedem lat, od dwudziestu czterech jestem mężatką i mamy osiemnaścioro dzieci. Prawdopodobnie jesteśmy aktualnie w Hiszpanii rodziną z największą liczbą uczących się dzieci. W dobie tak dotkliwego kryzysu społeczeństwo domaga się od nas świadectwa z pierwszej ręki o tym, jak sobie radzimy. Zawsze zadają nam to samo pytanie: "Jak wy to robicie?". Wzięłam się więc do pracy i w lipcu napisałam książkę, którą trzymasz w dłoni.