Romeo i Julia. Lektura z opracowaniem - William Szekspir
4.99 zł

Reflow text when sidebars are open.
SCENA PIERWSZA
Plac publiczny. Wchodzą Samson i Grzegorz uzbrojeni w tarcze i miecze.
SAMSON
Dalipan, Grzegorzu, nie będziem darli pierza.
GRZEGORZ
Ma się rozumieć, bobyśmy byli zdziercami.
SAMSON
Ale będziemy darli koty, jak z nami zadrą.
GRZEGORZ
Kto zechce zadrzeć z nami, będzie musiał zadrżeć.
SAMSON
Mam zwyczaj drapać zaraz, jak mię kto rozrucha.
GRZEGORZ
Tak, ale nie zaraz zwykłeś się dać rozruchać.
SAMSON
Te psy z domu Montekich rozruchać mię mogą bardzo łatwo.
GRZEGORZ
Rozruchać się tyle znaczy co ruszyć się z miejsca; być walecznym jest to stać nieporuszenie: pojmuję więc, że skutkiem rozruchania się twego będzie - drapnięcie.
SAMSON
Te psy z domu Montekich rozruchać mię mogą tylko do stania na miejscu. Będę jak mur dla każdego mężczyzny i każdej kobiety z tego domu.
GRZEGORZ
To właśnie pokazuje twoją słabą stronę; mur dla nikogo niestraszny i tylko słabi go się trzymają.
SAMSON
Prawda, dlatego to kobiety, jako najsłabsze, tulą się zawsze do muru. Ja też odtrącę od muru ludzi Montekich, a kobiety Montekich przyprę do muru.
GRZEGORZ
Spór jest tylko między naszymi panami i między nami, ich ludźmi.
SAMSON
Mniejsza mi o to, będę nieubłagany. Pobiwszy ludzi, wywrę wściekłość na kobietach: rzeź między nimi sprawię.
GRZEGORZ
Rzeź kobiet chcesz przedsiębrać?
SAMSON
Nie inaczej: wtłoczę miecz w każdą po kolei. Wiadomo, że się do lwów liczę.
GRZEGORZ
Tym lepiej, że się liczysz do zwierząt; bo gdybyś się liczył do ryb, to byłbyś pewnie sztokfiszem4. Weź no się za instrument5, bo oto nadchodzi dwóch domowników Montekiego.
Wchodzą Abraham i Baltazar.
SAMSON
Mój giwer6 już dobyty: zaczep ich, ja stanę z tyłu.
GRZEGORZ
Gwoli drapania?
SAMSON
Nie bój się.
GRZEGORZ
Ja bym się miał bać z twojej przyczyny!
SAMSON
Miejmy prawo za sobą, niech oni zaczną.
GRZEGORZ
Marsa im nastawię7 przechodząc; niech go sobie, jak chcą, tłumaczą.
SAMSON
Nie jak chcą, ale jak śmią. Ja im gębę wykrzywię; hańba im, jeśli to ścierpią.
ABRAHAM
Skrzywiłeś się na nas, mości panie?
SAMSON
Nie inaczej, skrzywiłem się.
ABRAHAM
Czy na nas się skrzywiłeś, mości panie?
SAMSON
do Grzegorza
Będziemyż8 mieli prawo za sobą, jak powiem: tak jest?
GRZEGORZ
Nie.
SAMSON
Nie, mości panie; nie skrzywiłem się na was, tylko skrzywiłem się tak sobie.
GRZEGORZ
do Abrahama
Zaczepki waść szukasz?
ABRAHAM
Zaczepki? nie.
SAMSON
Jeżeli jej szukasz, to jestem na waścine usługi. Mój pan tak dobry jak i wasz.
ABRAHAM
Nie lepszy.
SAMSON
Niech i tak będzie.
Benwolio ukazuje się w głębi.
GRZEGORZ
na stronie do Samsona
Powiedz: lepszy. Oto nadchodzi jeden z krewnych mego pana.
SAMSON
Nie inaczej; lepszy.
ABRAHAM
Kłamiesz.
SAMSON
Dobądźcie mieczów, jeśli macie serca. Grzegorzu, pamiętaj o swoim pchnięciu.
BENWOLIO
Odstąpcie, głupcy; schowajcie miecze do pochew. Sami nie wiecie, co robicie.
Rozdziela ich swoim mieczem.
Wchodzi Tybalt.
TYBALT
Cóż to? krzyżujesz oręż z parobkami?
Do mnie, Benwolio! pilnuj swego życia.
BENWOLIO
Przywracam tylko pokój. Włóż miecz nazad9
Albo wraz ze mną rozdziel nim tych ludzi.
TYBALT
Z gołym orężem pokój? Nienawidzę
Tego wyrazu, tak jak nienawidzę
Szatana, wszystkich Montekich i ciebie.
Broń się, nikczemny tchórzu.
Walczą. Nadchodzi kilku przyjaciół obu partii i mieszają się do zwady; wkrótce potem wchodzą mieszczanie z pałkami.
PIERWSZY OBYWATEL
Hola! berdyszów!10 pałek! Dalej po nich!
Precz z Montekimi, precz z Kapuletami!
Wchodzą Kapulet i Pani Kapulet.
KAPULET
Co za hałas? Podajcie mi długi
Mój miecz! hej!
PANI KAPULET
Raczej kulę; co ci z miecza?
KAPULET
Miecz, mówię! Stary Monteki nadchodzi.
I szydnie11 swoją klingą mi urąga.
Wchodzą Monteki i Pani Monteki.
MONTEKI
Ha! nędzny Kapulecie!
do żony
Puść mnie, pani.
PANI MONTEKI
Nie puszczę cię na krok, gdy wróg przed tobą.
Wchodzi Książę z orszakiem.
KSIĄŻĘ
Zapamiętali niesforni poddani,
Bezcześciciele bratniej stali! Cóż to,
Czy nie słyszycie? Ludzie czy zwierzęta,
Co wściekłych swoich gniewów żar gasicie
W własnych żył swoich źródle purpurowym;
Pod karą tortur wypuśćcie natychmiast
Z dłoni skrwawionych tę broń buntowniczą
I posłuchajcie tego, co niniejszym
Wasz rozjątrzony książę postanawia.
Domowe starcia, z marnych słów zrodzone
Przez was, Monteki oraz Kapulecie,
Trzykroć już spokój miasta zakłóciły,
Tak że poważni wiekiem i zasługą
Obywatele werońscy musieli
Porzucić swoje wygodne przybory
I w stare dłonie stare ująć miecze,
By zardzewiałym ostrzem zardzewiałe
Niechęci wasze przecinać. Jeżeli
Wzniecicie kiedyś waśń podobną,
Zamęt pokoju opłacicie życiem.
A teraz wszyscy ustąpcie niezwłocznie.
Ty, Kapulecie, pójdziesz ze mną razem;
Ty zaś, Monteki, przyjdziesz po południu
Na ratusz, gdzie ci dokładnie w tym względzie
Dalsza ma wola oznajmiona będzie.
Jeszcze raz wzywam wszystkich tu obecnych
Pod karą śmierci, aby się rozeszli.
Książę z orszakiem wychodzi. Podobnież Kapulet, Pani Kapulet, Tybalt, obywatele i słudzy.
MONTEKI
Kto wszczął tę nową zwadę? Mów, synowcze,
Był żeś tu wtedy, gdy się to zaczęło?
BENWOLIO
Nieprzyjaciela naszego pachołcy12
I wasi już się bili, kiedym nadszedł;
Dobyłem broni, aby ich rozdzielić:
Wtem wpadł szalony Tybalt z gołym mieczem,
I harde zionąc mi w uszy wyzwanie,
Jął się wywijać nim i siec powietrze,
Które świszczało tylko szydząc z marnych
Jego zamachów. Gdyśmy tak ze sobą
Cięcia i pchnięcia zamieniali, zbiegł się
Większy tłum ludzi; z obu stron walczono,
Aż książę nadszedł i rozdzielił wszystkich.
PANI MONTEKI
Lecz gdzież Romeo? Widział żeś go dzisiaj?
Jakże się cieszę, że nie był w tym starciu.
BENWOLIO
Godziną pierwej, nim wspaniałe słońce
W złotych się oknach wschodu ukazało,
Troski wygnały mię z dala od domu
W sykomorowy13 ów gaj, co się ciągnie
Ku południowi od naszego miasta.
Tam, już tak rano14, syn wasz się przechadzał.
Ledwiem go ujrzał, pobiegłem ku niemu;
Lecz on, spostrzegłszy mię, skrył się natychmiast
I w najciemniejszej ukrył się gęstwinie.
Pociąg ten jego do odosobnienia
Mierząc mym własnym (serce nasze bowiem
Jest najczynniejsze, kiedyśmy samotni),
Nie przeszkadzałem mu w jego dumaniach
I w inną stronę się udałem, chętnie
Stroniąc od tego, co rad mnie unikał.
MONTEKI
Nieraz o świcie już go tam widziano
Łzami poranną mnożącego rosę,
A chmury - swego oblicza chmurami,
Aliści ledwo na najdalszym wschodzie
Wesołe słońce sprzed łoża Aurory15
Zaczęło ściągać cienistą kotarę,
On, uciekając od widoku światła,
Co tchu zamykał się w swoim pokoju;
Zasłaniał okna przed jasnym dnia blaskiem
I sztuczną sobie ciemnicę utwarzał.
W czarne bezdroża dusza jego zajdzie,
Jeśli się na to lekarstwo nie znajdzie.
BENWOLIO
Szanowny stryju, znaszże powód tego?
MONTEKI
Nie znam i z niego wydobyć nie mogę.
BENWOLIO
Wybadywał żeś go jakim sposobem?
MONTEKI
Wybadywałem i sam, i przez drugich,
Lecz on jedyny powiernik swych smutków.
Tak im jest wierny, tak zamknięty w sobie,
Od otwartości wszelkiej tak daleki
Jak pączek kwiatu, co go robak gryzie,
Nim światu wonny swój kielich roztoczył
I pełność swoją rozwinął przed słońcem.
Gdybyśmy mogli dojść tych trosk zarodka,
Nie zbrakłoby nam zaradczego środka.
Romeo ukazuje się w głębi.
BENWOLIO
Oto nadchodzi. Odstąpcie na stronę;
Wyrwę mu z piersi cierpienia tajone.
MONTEKI
Obyś w tej sprawie, co nam serce rani,
Mógł być szczęśliwszym od nas! Pójdźmy, pani.
Wychodzą Monteki i Pani Monteki.
BENWOLIO
Dzień dobry, bracie.
ROMEO
Jeszczeż nie południe?
BENWOLIO
Dziewiąta biła dopiero.
ROMEO
Jak nudnie
Wloką się chwile. Moiż to rodzice
Tak spiesznie w tamtą zboczyli ulicę?
BENWOLIO
Tak jest. Lecz cóż tak chwile twoje dłuży?
ROMEO
Nieposiadanie tego, co je skraca.
BENWOLIO
Miłość więc?
ROMEO
Brak jej.
BENWOLIO
Jak to? brak miłości?
ROMEO
Brak jej tam, skąd bym pragnął wzajemności.
BENWOLIO
Niestety! Czemuż, zdając się niebianką,
Miłość jest w gruncie tak srogą tyranką?
ROMEO
Niestety! Czemuż, z zasłoną na skroni,
Miłość na oślep zawsze cel swój goni!
Gdzież dziś jeść będziem?16 Ach! Był tu podobno
Jakiś spór? Nie mów mi o nim, wiem wszystko.
W grze tu nienawiść wielka, lecz i miłość.
O! wy sprzeczności niepojęte dziwa!
Szorstka miłości! nienawiści tkliwa!
Coś narodzone z niczego! Pieszczoto
Odpychająca! Poważna pustoto!
Szpetny chaosie wdzięków! Ciężki puchu!
Jasna mgło! Zimny żarze! Martwy ruchu!
Śnie bez snu! Taką to w sobie zawiłość,
Taką niełączność łączy moja miłość.
Czy się nie śmiejesz?
BENWOLIO
Nie, płakałbym raczej.
ROMEO
Nad czym, poczciwa duszo?
BENWOLIO
Nad uciskiem,
Poczciwej duszy twojej.
ROMEO
A więc strzała
Miłości nawet przez odbitkę17 działa?
Dość mi już ciężył mój smutek, ty jego
Brzemię powiększasz przewyżką twojego;
Współczucie twoje nad moim cierpieniem
Nie ulgą, ale nowym jest kamieniem
Dla mego serca. Miłość, przyjacielu,
To dym, co z parą westchnień się unosi;
To żar, co w oku szczęśliwego płonie;
Morze łez, w którym nieszczęśliwy tonie.
Czymże jest więcej? Istnym amalgamem18,
Żółcią trawiącą i zbawczym balsamem.
Bądź zdrów.
Chce odejść.
BENWOLIO
Zaczekaj! krzywdę byś mi sprawił,
Gdybyś mą przyjaźń z kwitkiem tak zostawił.
ROMEO
Ach! ja nie jestem tu, nie jestem sobą;
To nie Romeo, co rozmawia z tobą.
BENWOLIO
Kogóż to kochasz? mów!
ROMEO
Przestań mię dręczyć.
Mamże wraz jęczyć19 i mówić?
BENWOLIO
Nie jęczyć,
Tylko mi klucz dać do tego problemu,
Kogóż to kochasz? Powiedz.
ROMEO
Każ choremu
Pisać testament: będzież to wezwanie
Dobre dla tego, kto jest w tak złym stanie?
A więc, kobietę kocham.
BENWOLIO
Celniem mierzył,
Gdym to pomyślał, nimeś mi powierzył20.
ROMEO
Biegle celujesz. I ta, którą kocham,
Jest piękna.
BENWOLIO
W piękny cel trafić najłatwiej.
ROMEO
A właśnieś chybił. Niczym tu kołczany
Kupida21; ona ma naturę Diany22;
Pod twardą zbroją wstydliwości swojej
Grotów miłości wcale się nie boi;
Szydzi z nawału zaklęć oblężniczych;
Odpiera szturmy spojrzeń napastniczych;
Nawet jej złota wszechwładztwo nie zjedna.
Bogata w wdzięki, w tym jedynie biedna,
Że kiedy umrze, do grobu z nią zstąpi
Całe bogactwo, którego tak skąpi.
BENWOLIO
Wiecznież chce sama zostać z swym bogactwem?
ROMEO
Tak jest; i skąpstwo to jest marnotrawstwem,
Bo piękność, którą własna srogość strawia,
Całą potomność piękności pozbawia.
Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem;
Zbyt mądrze piękna: stąd istnym jest głazem.
Przysięgła nigdy nie kochać i dzięki
Temu skazanym - wieczne cierpieć męki.
BENWOLIO
Jest na to rada: przestań myśleć o niej.
ROMEO
Doradźże także, jakim bym sposobem
Mógł przestać myśleć.
BENWOLIO
Dając oczom wolność
Rozpatrywania się w innych pięknościach.
ROMEO
To byłby tylko sposób przywołania
Jej cudnych wdzięków tym żywiej na pamięć.
Maska kryjąca lica pięknej damy,
Choć czarna, nęci nas, bo przeczuwamy
Pod nią zbiór ponęt; ten, co wzrok postradał,
Zapomniż kiedy, jaki skarb posiadał?
Pokaż mi jaki ideał dziewczęcy,
Będzież on dla mnie w istocie czym więcej
Jak przypomnieniem, że jest piękność inna,
Przed którą ta by uklęknąć powinna?
Bądź zdrów, niewczesną podajesz mi radę.
BENWOLIO
Najpraktyczniejszą - życie w zastaw kładę.
Wychodzą.
4 sztokfisz (dawn.) - suszony dorsz.
5 instrument - tu w znaczeniu: miecz.
6 giwer (niem.) - broń.
7 Marsa im nastawię - spojrzę marsowo, tj. groźnie, w sposób budzący lęk i wyrażający wrogość.
8 Będziemyż mieli prawo za sobą - forma z użyciem partykuły wzmacniającej -ż; w tekście dramatu pojawia się często, obok analogicznej formy partykuły wzmacniającej -że.
9 nazad (dawn.) - z powrotem.
10 berdysz - broń podobna do halabardy, w której ostrze topora osadzone jest na długim trzonku.
11 szydnie (dawn.) - szyderczo.
12 pachołcy a. pachołki, pachołkowie (dawn.) - słudzy.
13 sykomora - drzewo z rodziny figowych pochodzące z Afryki i Półwyspu Arabskiego; pojawiające się w oryginale słowo sycamore odnosi się w języku angielskim również do innych gatunków roślin, przede wszystkim klonów jaworów i o te drzewa prawdopodobnie chodziło Szekspirowi, chociaż badaczom jego twórczości nie udało się jednoznacznie rozstrzygnąć tej kwestii.
14 rano (dawn.) - wcześnie.
15 Aurora - w mitologii rzymskiej, bogini świtu, zorzy porannej, jutrzenka.
16 będziem - będziemy; skrócona forma czasownika, nie występuje powszechnie we współczesnej polszczyźnie, ale jest częstą formą stylizacji językowej.
17 odbitka - tu w znaczeniu: rykoszet.
18 amalgam a. amalgamat - mieszanina, zlepek różnych, również sprzecznych elementów; w znaczeniu dosłownym: stop metalu z rtęcią.
19 jęczyć - dziś poprawnie: jęczeć.
20 Celniem mierzył, / Gdym to pomyślał, nimeś mi powierzył - formy "celniem mierzył" ("celnie mierzyłem") czy "nimeś powiedział" ("nim powiedziałeś"), choć wychodzące z użycia, są poprawne w polszczyźnie i wynikają z ruchomości końcówki czasownika w czasie przeszłym.
21 Kupido a. Kupidyn, Amor - w mitologii rzymskiej bóg miłości, syn bogini miłości Wenus, odpowiednik greckiego Erosa, tradycyjnie przedstawiany jako skrzydlaty chłopiec lub młody mężczyzna z łukiem i kołczanem.
22 Diana - w mitologii rzymskiej bogini łowów i księżyca, odpowiednik greckiej Artemidy; bogini-dziewica, w wielu opowieściach mitycznych przedstawiana jako wroga względem pożądliwych mężczyzn.
Tragedia Romeo i Julia powstała między 1591 a 1595 rokiem, drukiem ukazała się po praz pierwszy w 1597 roku. Należy do najbardziej znanych utworów Williama Szekspira, jest także prototypem tragedii miłosnej w literaturze światowej. Szekspir oparł swój dramat na włoskim romansie prozatorskim Mattea Bandella, tłumaczonym na angielski przez Arthura Brooke'a (lub Broke'a). Tytułowi bohaterowie dramatu stali się ikonicznymi, tragicznymi kochankami, a scena balkonowa, podczas której Romeo i Julia wyznają sobie miłość, jest jedną z najbardziej wzruszających i najczęściej przywoływanych w innych tekstach kultury.
Trudno przypisać dramatowi jednoznaczną interpretację - na przestrzeni epok zmieniało się odczytanie utworu. Szekspir przedstawił historię miłości skazanej na niepowodzenie przez waśń rodową, miłości niemożliwej i zakazanej. Kiedy Romeo i Julia poznają się na balu maskowym, rodzi się między nimi gorące uczucie, którego nie są w stanie się wyrzec, nawet za cenę życia. Uczucie przeobraża oboje - Romeo porzuca pozę melancholicznego młodzieńca, Julia staje się gotowa do samodzielnego, aktywnego działania w imię miłości. Nad kochankami ciąży konflikt tragiczny, są zmuszeni wybierać między dwiema równoważnymi wartościami, miłością a posłuszeństwem wobec rodziców i powinnością wobec rodu. Przeszkody na drodze ich miłości, cierpienia, jakimi muszą zapłacić za to uczucie, uszlachetniają i uwznioślają je w oczach odbiorców. Zawarty potajemnie ślub to wyzwanie rzucone zwaśnionym rodzinom, normom społecznym, konwenansom. Samobójcza śmierć Romea i Julii prowadzi do zgody między zwaśnionymi rodami Montekich i Kapuletów, ma więc też sens ofiarniczy i zarazem jest przestrogą, do czego może prowadzić ślepa nienawiść.
W Romeo i Julii możemy obserwować szybkie przemiany bohaterów i ich uczucia. Zgodnie z normami epoki ich znajomość zaczyna się od zawoalowanego, dworskiego flirtu, posługującego się metaforami. Następnie w scenie balkonowej młodzi wyznają sobie uczucia wprost, bez posługiwania się dworskim kodem. Julia zdaje sobie sprawę z przekroczenia granicy - młodej damie nie wypadało wprost i tak szybko deklarować swoich uczuć, mogła zostać posądzona o nieskromność czy rozwiązłość. Uczucie zakochanych nie jest czysto platoniczne - namiętna miłość fizyczna zostaje sportretowana w kategoriach czystości i niewinności, głównie poprzez kontrast z rubasznymi wypowiedziami Marty. Romeo i Julia zawierają szybki, potajemny ślub, co ma zapewnić im przychylność odbiorców sztuki: nie łamią praw boskich, występują za to przeciwko swoim rodzinom. Ich los jest naznaczony ironią dramatyczną, każde pozytywne zdarzenie natychmiast się odwraca, czyniąc z nich bohaterów tragicznych. Żadne wyjście i rozwiązanie nie jest dobre i nie prowadzi do pozytywnych skutków w dalszej perspektywie. Częściowo tragizm ich losów polega na nieświadomości. Najpierw nie są świadomi, że pochodzą ze zwaśnionych rodów. Już po ślubie Romeo zabija Tybalta, w odwecie za zabójstwo Merkucja, mimo prób uniknięcia konfliktu i walki, i zostaje skazany na banicję, co uniemożliwia młodym bycie razem. Ojciec Laurenty jest gotów pomóc zakochanym przezwyciężyć i tę trudność, ale Julia zostaje zmuszona do wyjścia za Parysa. Wraz z Ojcem Laurentym układa plan ucieczki do Mantui i uniknięcia niechcianego małżeństwa (a także bigamii - wszak jest już żoną Romea), wiadomość nie dociera do jej ukochanego, który nieświadomy, że Julia tylko pozornie wygląda na martwą, popełnia samobójstwo. Akcja dramatu jest też niezwykle zagęszczona, wszystko dzieje się w niebywale szybkim tempie, w przeciągu zaledwie 5 dni, co skutkuje tragicznym finałem. Szybkie tempo zostało także podkreślone w samym utworze wielokrotnie pojawiającymi się metaforami pośpiechu. Tragiczne losy Romea i Julii są więc także przestrogą przed pochopnym działaniem, tak charakterystycznym dla młodych ludzi, a niektórzy odczytywali je również jako opowieść o karze za zakazaną miłość.
Romeo i Julia - najważniejsze informacje!
powstała najprawdopodobniej między 1591 a 1595 rokiem tragiczna historia kochanków ze zwaśnionych rodów konflikt tragiczny: miłość a powinność wobec rodzin komplikacje i tragiczny finał są wywołane przez sploty nieprzewidzianych okoliczności oraz gwałtowność i pochopność w działaniu Romeo i Julia stali się symbolem wielkiej miłościRomeo i Julia
tłum. Józef Paszkowski
OSOBY:
Eskalus - książę panujący w Weronie
Parys - młody Weroneńczyk szlachetnego rodu, krewny księcia
Monteki, kapulet - naczelnicy dwóch domów nieprzyjaznych sobie
Starzec - stryjeczny brat Kapuleta
Romeo - syn Montekiego
Merkucjo - krewny księcia
Benwolio - synowiec Montekiego
Tybalt - krewny Pani Kapulet
Laurenty - ojciec franciszkanin
Jan - brat z tegoż zgromadzenia
Baltazar - służący Romea
Samson, grzegorz - słudzy Kapuleta
Abraham - służący Montekiego
Aptekarz
Trzech muzykantów
Paź parysa
Piotr
Dowódca warty
Pani monteki - małżonka Montekiego
Pani kapulet - małżonka Kapuleta
Julia - córka Kapuletów
Marta - mamka1 Julii
Chór
Obywatele weroneńscy, różne osoby płci obojej, liczący się do przyjaciół obu domów, maski2, straż wojskowa i inne osoby.
Rzecz odbywa się przez większą część sztuki w Weronie, przez część piątego aktu w Mantui.
1 mamka - kobieta karmiąca piersią cudze dziecko.
2 maska (dawn.) - tu w znaczeniu: zamaskowana i przebrana osoba.