1
Julia
Maj 2002, Londyn
Widownia Wigmore Hall była pusta. Julia zacisnęła dłonie na podłokietnikach fotela z czerwonego aksamitu. Miała nadzieję, że cisza uspokoi jej umysł. Zamknęła oczy i starała się usłyszeć w głowie Poloneza C-dur Beethovena, ale nic nie przychodziło.
Poniżej balkonu, na którym siedziała, słychać było przerywający ciszę szum odkurzacza. W pamięci powrócił jej głos matki: "Nie ma co siedzieć. Musisz się przygotować na koncert".
Julia otworzyła oczy. Przygotowała się. Odprawiła cały zwyczajowy rytuał - przejrzała nuty, przyjechała wcześniej, wypróbowała pianino, siedziała na widowni - wypełniła wszystko co do joty. Jednak dzisiaj coś było inaczej. Trzepotało w jej żyłach niczym ptak uwięziony za szybą.
Grała tu już wiele razy, rokrocznie przeskakując kolejne etapy ogólnokrajowych konkursów pianistycznych. Teraz była tu w ramach tournée, które zorganizował dla niej Sebastian. Poczuła, jak z nerwów skręca ją w żołądku. Wstała. Siedzenie zamknęło się z głuchym stuknięciem. Wkrótce zacznie się zbierać publiczność.
Torebka Julii była w tym samym miejscu, gdzie ją zostawiła - w zielonej sali. Nuty czekały, żeby je jeszcze ostatni raz przejrzeć. Jej oddech zwolnił. Nie chciała patrzeć na fotografie innych artystów i pianistów, którzy tu przed nią występowali: Daniela Barenboima, Edwina Fischera, Angeli Hewitt. Sprawiali, że jeszcze bardziej się denerwowała.
- Jak się masz? - zapytał Sebastian. Przeszedł przez zieloną salę. Miał na sobie prążkowany garnitur i białą koszulę. Dzięki Bogu, że tu był. Czuła, że jej nerwy trochę zelżały. - Gotowa?
- Prawie. - Julia zajęła się atłasowymi fałdami sukni. - Jest za długa.
- Obcasy by pomogły - odparł Sebastian z uśmiechem.
Usiadł. Ich bliskość ją pocieszała, pomagało jej to, że byli prawie równolatkami. Była pierwszą osobą, z którą podpisał kontrakt sześć lat temu, gdy miała dwadzieścia jeden lat. Leciał specjalnie do Bonn, żeby posłuchać, jak dawała recital. Jej występ o mało co nie okazał się katastrofą, ale na szczęście Sebastian usłyszał tyle, żeby zdecydować, że chce ją reprezentować. Był jednym z najmłodszych managerów w agencji.
- Suknia i tak nie ma znaczenia - stwierdził, patrząc na nią. - Wspaniale wyglądasz.
- Sebastian...
Poprawił mankiety.
- Chyba nie ma zakazu mówienia prawdy, co? Ten wieczór to świetna okazja, żeby wspaniale wyglądać. Kolejny szczebel na drodze do Konkursu im. Królowej Elżbiety Belgijskiej.
- Wiem, nawet mi nie przypominaj.
Wszyscy zgadzali się co do tego, że Julia była wschodzącą gwiazdą. Konkurs im. Królowej Elżbiety Belgijskiej w Brukseli był jednym z najbardziej prestiżowych konkursów dla pianistów na świecie. Jednak im wyżej się pięła, tym atmosfera stawała się chłodniejsza i trudniejsza. Czasem na samą myśl o tym wszystkim Julii kręciło się w głowie.
Sebastian trącił ją łokciem i się zaśmiał.
- Daj spokój, tylko mi nie mów, że się stresujesz. Chyba nie taka doświadczona pianistka jak ty.
Julia zmusiła się do uśmiechu.
- Oczywiście, że nie. Nie mogę się już doczekać występu.
Sebastian wyciągnął w jej stronę dłoń.
- Chodź, zaprowadzę cię na scenę.
Poprowadził ją przez zieloną salę, w kierunku drzwi wychodzących na scenę. Jego dłoń dotykająca jej z tyłu w pasie i czarne kurtyny po bokach sceny całkowicie pochłonęły jej myśli. Już za kilka sekund będzie tam stała.
- Pamiętaj, żeby ich olśnić - poinstruował ją Sebastian. Przyciągnął jej dłoń do ust i pocałował delikatnie, zanim zdążyła zaprotestować. Otworzyły się drzwi i już szła po scenie w oślepiającym świetle reflektorów.
Stanęła na wprost publiczności i się ukłoniła. Rozległ się aplauz. Żołądek ścisnął się jej w supeł. Usiadła na taborecie przy fortepianie. Steinway lśnił. To było coś, co dobrze znała.
Aplauz ucichł. Sebastian powiedział, żeby ich olśniła. To właśnie robiła przez całe swoje życie - wzbudzała okrzyki zachwytu swoją sprawnością. To było uzależniające i jednocześnie przerażające. Dzisiejszy wieczór nie był wyjątkiem.
Zaczęła grać. Spod jej palców popłynęły pierwsze takty poloneza Beethovena.
Tego uczucia nie dało się porównać z niczym innym. Była sama na morzu muzyki. Jej ciało kołysało się, falowało wraz z melodią. Kolejne nuty pojawiały się przed nią i jak w jakiejś magii, jej dłonie wiedziały, którędy mają podążać.
Ale nagle, nieoczekiwanie palce Julii zesztywniały. Początkowo było to prawie niezauważalne. Grała dalej, rozciągając dłoń pomiędzy oktawami, przeskakując w górę i w dół sekwencji. Nuty rozbłyskiwały w jej pamięci, ale palce nie były w stanie za nimi nadążyć.
Poczuła w uszach uderzenie krwi. Fragmenty melodii roztrzaskały się i rozpadły. Mimo jej usilnych starań muzyka zaczynała się rozsypywać na oczach wszystkich widzów. Cofnęła dłonie znad klawiatury.
Serce waliło jej w piersi jak oszalałe. Nie potrafiła spojrzeć na publiczność, na nikogo.
Potykając się o kraj sukni, wybiegła ze sceny. Musiała uciec. Popchnęła drzwi ewakuacyjne i wymknęła się na zewnątrz.
- Julio! - Sebastian wyszedł za nią na dziedziniec. - Mój Boże, wszystko dobrze?
- Nie wiem. Przepraszam. Nie mogę... - Jej pierś falowała. Padał deszcz i Julia cała drżała.
- Co się stało? - zapytał.
Nie odważyła mu się przyznać, że już kiedyś jej dłonie ją zawiodły - podczas ćwiczenia dwa tygodnie temu. Wyparła ten fakt, licząc, że to się więcej nie powtórzy, ale teraz... Poczuła wzbierającą panikę.
- Ja nie mogę tam wrócić.
Dotknął jej ramienia.
- W porządku, uspokój się - powiedział. - Możesz się chyba raz pomylić, tylko to po prostu takie nietypowe dla ciebie.
Julia wstrzymywała łzy. Nie mogła pozwolić, żeby ten wieczór wszystko zepsuł.
- Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy. - Ale nawet gdy to mówiła, wiedziała, że jest to poza jej kontrolą.
Sebastian uścisnął jej dłoń.
- Wezmę twoją torebkę i zadzwonię po taksówkę.
Deszcz padał dalej, doszczętnie mocząc jej suknię. Gdzieś w oddali słyszała już kolejny występ. Chopin - idealne, bezbłędne dźwięki. Piękno muzyki ścisnęło boleśnie jej serce.
Fischkotlett
1 duży łupacz
4 łyżki bułki tartej
1 jajko, roztrzepane
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka pieprzu
1 łyżka tłuszczu kulinarnego
3 łyżki musztardy
Wyfiletować łupacza. Roztrzepać jajko i zamoczyć w nim rybę z obu stron. Obtoczyć rybę w bułce tartej. Doprawić solą i pieprzem. Smażyć na tłuszczu do uzyskania złotobrązowego koloru z obu stron. Podawać z zimną musztardą.