Wstęp
Mówi się, że przypadek to drugie imię Boga. To wszystko wydarzyło się właśnie niby przypadkiem. Dokładnie pamiętam swoje zdziwienie, kiedy tego dnia zadzwonił telefon i w słuchawce usłyszałam propozycję: czy poprowadzę koncert rockowy w Hospicjum w Pucku? Czy ja się nie przesłyszałam? A może ktoś sobie ze mnie żartuje? Okazało się, że aktor, który miał poprowadzić to wydarzenie, jednak nie może i organizatorzy szukają zastępstwa. Nigdy wcześniej nie byłam w hospicjum. Bałam się trochę tego miejsca. Nie miałam pojęcia, czego się mogę spodziewać. Jednak czułam całym sercem, że jest to zaproszenie, którego nie można odrzucić. Byłam też ciekawa, jaki jest ten ksiądz Jan, o którym tyle wcześniej słyszałam. W ten sposób moje drogi skrzyżowały się z jedną z najbardziej niezwykłych, nieoczywistych, zaskakujących i wyjątkowych osób, jakie mogłam spotkać: z księdzem Janem Kaczkowskim, dyrektorem Puckiego Hospicjum, który miał też zostać moim współprowadzącym na scenie.
Od pierwszych chwil, kiedy przekroczyłam próg hospicjum, wszystko, dokładnie wszystko było zupełnie inne, niż sobie wyobrażałam. Ksiądz Jan przywitał mnie w drzwiach szarmanckim zamaszystym gestem, zaprosił do środka i zaczął opowiadać o tutejszych zwyczajach i ludziach. Czuć było od razu, że to miejsce jest mu szczególnie bliskie i że jest z niego dumny. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy po wejściu, to kolorowe akwarium i świeca na pianinie; dowiedziałam się, że zapalano ją, kiedy ktoś odchodził. Ksiądz oprowadzał mnie po korytarzu niczym po najpiękniejszej paryskiej wystawie sztuki. Tak się właśnie czułam. Może to sprawiły zdjęcia autorstwa wybitnego fotografa Damiana Kramskiego wiszące na ścianach, o których symbolice tak pięknie mi opowiadał, a może to klasa i błyskotliwość, którymi emanował? Przechodząc przez korytarz, wchodził do kolejnych sal. Witał się ciepło z pacjentami, żartował, pytał o zdrowie. Przy jednym z łóżek usiadł na dłużej. Mówił coś cicho i delikatnie gładził dłoń staruszki. Odsunęłam się bezszelestnie w głąb korytarza i czekałam. Później podeszliśmy do ostatniego zdjęcia w korytarzu. Była to panorama Manhattanu widziana od strony rzeki Hudson. Przy tym zdjęciu ksiądz ściszył głos. Mówił o perspektywie nieba, o wieczności, o przestrzeni. Patrzył na zdjęcie trochę nieobecny, zamyślił się. Milczeliśmy przez chwilę, zanim ruszyliśmy dalej i otworzył kolejne drzwi. Za nimi kryła się kuchnia, w której zobaczyłam uśmiechniętego chłopaka krzątającego się przy obiedzie.
Co mnie najbardziej zaskoczyło tamtego dnia, to że ludzie dookoła byli tak pogodni i uśmiechnięci. Żadnych markotnie spuszczonych spojrzeń, narzekania, pretensji ani smutku. Zobaczyłam miejsce tętniące życiem. Mijaliśmy kolejne osoby w drodze do gabinetu, w którym zostałam poczęstowana herbatką. Pijąc ją w ładnej białej filiżance, przyglądałam się, jak ksiądz Jan odbiera dziesiątki telefonów, jednocześnie coś podpisując, dyktując i załatwiając. Sprawiał wrażenie człowieka, który się nie zatrzymuje, który nie traci ani sekundy.
Koncert wyjątkowo się udał, publiczność dopisała, mnie co prawda zjadła trochę trema, ale ksiądz nie pozwolił nikomu tego zauważyć. W ostatnim momencie dyskretnym szeptem podrzucał nazwiska ważnych gości, które niemal przekręciłam. Grał zespół Luxtorpeda i młodzi wolontariusze w żółtych koszulkach hospicjum szaleli pod sceną zachwyceni. Widać, że czuł się z nimi bardzo swobodnie. W przerwach między utworami z humorem dorzucał swoje komentarze.
Kiedy dziś myślę o tym pierwszym spotkaniu z księdzem Janem, wracają tamte obrazy i emocje, zdumienie, które mnie nie odstępowało, i pewność, że stanął na mojej drodze Ktoś, kto wymyka się wszystkim szufladkom, Ktoś zupełnie wyjątkowy. Jestem wdzięczna, że mogłam poznać księdza Jana i jego niesamowitą Rodzinę i Przyjaciół, że miałam możliwość zjeść z nim kilka wyśmienitych obiadów, przeprowadzić kilka wywiadów, ale jeszcze bardziej cieszę się z tych zwykłych rozmów bez kamer, które wspominam dziś słowo po słowie, klatka po klatce, jak ulubiony film. Obserwując pędzący świat, w chwilach ważnych albo wtedy, kiedy brakuje mi słów, łapię się na tym, że rozmyślam: ciekawe, co by na to wszystko powiedział ksiądz Jan? Bo z pewnością miałby do powiedzenia coś, co rzuciłoby zupełnie inne światło na sprawy. Wracam do książek, uśmiecham się po raz kolejny, czytając dedykacje. Czasami niektóre myśli księdza Jana przychodzą do mnie nieoczekiwanie nieproszone, jak wskazówka z nieba, jak igła, która spuszcza powietrze z nadmuchanego balonu niepotrzebnych frazesów, a najczęściej wraca do mnie to słynne już zdanie: "Zacznij żyć już dziś. Masz mniej czasu, niż ci się wydaje".
Mówi się, że przypadek to drugie imię Boga. Może nie przez przypadek trzymasz dziś w rękach tę książkę... Niech myśli, cytaty, słowa zebrane w tym tomie będą dla Ciebie wskazówką, niech wleją nadzieję i otuchę, niech Cię otulą jak ciepły koc, niech ksiądz Jan szepnie Ci je dziś do ucha, do serca.
Katarzyna Olubińska-Godlewska
FUNDACJA IM. KS. JANA KACZKOWSKIEGO
PROJEKT PAKA - INNE GAROWANIE
Wierzymy, że DOBRE RELACJE to najlepsze wsparcie w kryzysie psychicznym i przepis na dobre i wartościowe życie.
Nasza misja to pomoc dzieciakom z poprawczaka w powrocie do normalnego życia. Inspiracją jest historia ks. Jana Kaczkowskiego i Patryka Galewskiego. Patryk - "synek" ks. Jana - kiedyś chuligan, złodziej i recydywista, dzięki wsparciu "Johnny'ego" dostał szansę i odkrył, że można żyć inaczej. Dziś sam jest przykładem, że każdy zasługuje na możliwość zmiany.
To, co Patryk kiedyś otrzymał od ks. Jana, teraz oddaje dalej. W ramach projektu PAKA wspieramy zagubionych młodych ludzi, którzy po wyjściu z poprawczaka potrzebują nie tylko opieki, ale i prawdziwej wspólnoty. PAKA to spotkania i warsztaty z Patrykiem, opieka psychologiczna, obecność zaufanego dorosłego, pomoc w stawianiu pierwszych kroków na wolności, praca i rozwój w warsztatowni PAKA, przynależność do społeczności, która wspiera i akceptuje. Dzięki temu młodzi ludzie nie muszą wracać do przeszłości, ale mogą budować nowe, wartościowe życie - tak jak zrobił to Patryk.
Możesz być częścią tej zmiany. NIE SKREŚLAJ SKREŚLONYCH - Twoja hojność umożliwi wsparcie pogubionych dzieciaków w drodze do dobrej przyszłości.
www.fundacjakaczkowskiego.org/pomagam
Ks. Jan Kaczkowski mawiał:"JEŚLI MASZ I MOŻESZ, TO SIĘ PODZIEL".
Potrzebujemy Twojej pomocy, by pogubione dzieciaki miały możliwość zbudować swoje dobre i wartościowe życie.
JAK MOŻESZ POMÓC?OTO PRZEPIS NA WSPARCIE PROJEKTU PAKA
DOSYP SWOJE WSPARCIE
Przekaż darowiznę na pomoc pogubionym dzieciakom:www.fundacjakaczkowskiego.org/pomagamnr konta (PEKAO SA): 54 1240 1242 1111 0010 7685 0834
DOLEWAJ DO PAKI REGULARNIE
Stań się częścią społeczności, dzięki której URATOWANI w Projekcie PAKA poniosą pamięć o Janie dalejhttps://klub1907.fundacjakaczkowskiego.org/
WYMIESZAJ z 1,5% PODATKU
Wpisz w rocznym rozliczeniu nasz numer KRS
KRS: 0000696590
Fundacja im. ks. Jana Kaczkowskiego | Organizacja Pożytku Publicznegoul. Kazimierza Wielkiego 16b/10, 81-780 Sopot
kontakt@fundacjakaczkowskiego.org