Rok wilkołaka - Stephen King

Kup ebooka

33.60 zł
25.87 zł (22,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Gdzieś w górze świeci księżyc, krągły, tłusty, pełny, lecz tu, w Tarker's Mills, styczniowa zamieć przysłoniła niebo śniegiem. Wiatr pędzi z rykiem opuszczoną Center Avenue; pomarańczowe miejskie pługi już dawno zrezygnowały z nierównej walki.

Arnie Westrum, dróżnik w GS&WM, tkwi uwięziony w małej budce sygnałowo-narzędziowej dziewięć mil za miastem; ponieważ niewielka benzynowa drezyna ugrzęzła w zaspach, Arnie przeczekuje śnieżycę, układając na stole pasjansa "Ostatni odpada" wytłuszczoną talią kart. Na zewnątrz wiatr się wzmaga, skowycząc przeszywająco. Westrum niespokojnie unosi głowę, po czym powraca wzrokiem do pasjansa. To w końcu tylko wiatr...

Ale wiatr nie drapie drzwi... Nie skomli, by go wpuścić...

Westrum wstaje - wysoki, nieco niezgrabny mężczyzna w wełnianej kurtce i kolejowym kombinezonie, z niedopałkiem camela w kąciku ust. Miękki pomarańczowy blask wiszącej na ścianie lampy naftowej oświetla jego pobrużdżoną, surową twarz.

Znów to drapanie. Jakiś pies, myśli Arnie. Zabłąkany chce się dostać do środka. To wszystko... ale stoi niezdecydowany. Pozostawienie zwierzęcia na takim mrozie byłoby nieludzkie (nie żeby tu w środku było znacznie cieplej; mimo że akumulatorowy grzejnik pracuje pełną parą, w powietrzu po każdym oddechu widać biały obłok), lecz Arnie waha się, tuż pod sercem czuje zimny palec strachu. Ostatnio w Tarker's Mills coś się popsuło; omeny zapowiadały nadejście zła. Arnie ma w żyłach walijską krew swego ojca i dręczą go złowróżbne przeczucia.

Nim zdąży zdecydować, co zrobi ze swym gościem, cichy skowyt narasta gwałtownie i przechodzi w warkot. Słychać łoskot, coś niewiarygodnie ciężkiego uderza w drzwi... cofa się... i uderza ponownie. Drzwi wyginają się, drżą. Przez szczelinę wpada do środka obłoczek śniegu.

Arnie Westrum rozgląda się gorączkowo w poszukiwaniu czegoś, czym mógłby je podeprzeć. Nie ma jednak nawet czasu sięgnąć po lekkie krzesło, na którym siedział, bo warczący stwór ponownie z niewiarygodną siłą uderza w drzwi, które pękają z trzaskiem.

Przez chwilę jeszcze się trzymają, wygięte w pionie, a w szczelinie Arnie widzi gotowe do skoku napięte cielsko, otwarty pysk odsłaniający zęby i płonące żółte oczy największego wilka, jakiego w życiu oglądał.

A jego ryk brzmi zupełnie jak upiorne ludzkie słowa.

Drzwi jęczą i ustępują z trzaskiem. Za sekundę stwór znajdzie się w środku.

W kącie wśród innych narzędzi stoi oparty o ścianę kilof. Arnie rzuca się w jego stronę i chwyta go dokładnie w chwili, gdy wilk wciska się do budki i przykuca wpatrzony płomiennymi żółtymi oczami w zapędzonego w kąt mężczyznę. Ostre włochate trójkąty uszu przylegają do czaszki, spomiędzy szczęk wysuwa się długi język. Zza pleców stwora do środka przez pęknięte na pół drzwi wpada śnieg.

Potwór skacze z głośnym warknięciem i Arnie Westrum zamachuje się kilofem.

Jeden raz.

Przez dziurę w strzaskanych drzwiach słaby blask lampy pada na leżący na zewnątrz śnieg.

Wiatr skowycze i zawodzi.

I nagle zaczynają się krzyki.