Rok 1000. Jak odkrywcy połączyli odległe zakątki świata i rozpoczęła się globalizacja - Valerie Hansen

-
Proszę czekać

Pro­log

Na ulicy tło­czą się ludzie. Kupują naszyj­niki z pereł pocho­dzące ze Sri Lanki, ozdoby wyrzeź­bione z afry­kań­skiej kości sło­nio­wej, per­fumy z Tybetu i Soma­lii zawie­ra­jące sub­stan­cje utrwa­la­jące woń, fla­ko­niki z bał­tyc­kiego bursz­tynu i meble wyko­nane z każ­dego gatunku pach­ną­cego drewna, jaki tylko można sobie wyma­rzyć. Zapach zagra­nicz­nych kadzi­deł roz­cho­dzi się w powie­trzu. Sklep na rogu oprócz kosz­tow­nych, wyra­fi­no­wa­nych tech­nicz­nie wyro­bów sprze­daje także ich uprosz­czone wer­sje prze­zna­czone na rynek lokalny. W zależ­no­ści od tego, jakie przy­pada święto, do tłumu dołą­czają wyznawcy hin­du­izmu, muzuł­ma­nie czy bud­dy­ści. Póź­niej odwie­dzą przy­ja­ciół, któ­rzy poczę­stują ich napo­jami o nie­zwy­kłym zapa­chu. Rodzina poka­zuje swój nowy naby­tek: na pięk­nym stole z jawaj­skiego drewna san­da­ło­wego spo­czywa róg noso­rożca z wyrzeź­bio­nym skom­pli­ko­wa­nym wzo­rem. Wiele z tych bibe­lo­tów wygląda na zagra­niczne, co świad­czy o kosmo­po­li­tycz­nym guście wła­ści­ciela.

Mia­sto z sze­roką sie­cią kon­tak­tów ze świa­tem spra­wia wra­że­nie waż­nej, nowo­cze­snej metro­po­lii i takie wła­śnie było chiń­skie Quan­zhou około roku 1000. Poło­żone na wybrzeżu naprze­ciwko Taj­wanu, w poło­wie drogi mię­dzy Szan­gha­jem a Hong­kon­giem, Quan­zhou należy do naj­więk­szych i naj­bo­gat­szych por­tów na świe­cie.

Wszyst­kimi tymi towa­rami han­dlo­wano tam wów­czas powszech­nie. Chiń­czycy od stu­leci spro­wa­dzali drewno zapa­chowe, na przy­kład san­da­łowe, z tere­nów dzi­siej­szej Jawy i Indii oraz aro­ma­tyczne żywice, takie jak mirra czy oli­ba­num, z Pół­wy­spu Arab­skiego. Palili spro­wa­dzane z zagra­nicy kadzi­dła, aby delek­to­wać się won­nym powie­trzem, nasą­czali ubra­nia pach­nącą parą, aro­ma­ty­zo­wali medy­ka­menty, napoje, zupy i cia­sta impor­to­wa­nymi przy­pra­wami.

Import ten finan­so­wała oży­wiona wymiana han­dlowa, a naj­bar­dziej tech­nicz­nie zaawan­so­wa­nym towa­rem eks­por­to­wym Chin była wypa­lana cera­mika. Tań­sze wyroby cera­miczne pocho­dziły z Azji Mniej­szej, gdzie sto­so­wano imi­ta­cję szkliwa tylko przy­po­mi­na­ją­cego błysz­czącą chiń­ską por­ce­lanę, gdyż były wypa­lane w niż­szej tem­pe­ra­tu­rze. Wraz z otwar­ciem nowych szla­ków han­dlo­wych rze­mieśl­nicy, któ­rzy do tej pory mieli mono­pol na dostar­cza­nie cera­miki swym roda­kom, nagle musieli zacząć wal­czyć o udział w rynku z wytwór­cami z dru­giej strony globu.

Rok 1000 ozna­czał począ­tek glo­ba­li­za­cji, czyli moment, gdy szlaki komu­ni­ka­cyjne oplo­tły cały świat i umoż­li­wiły towa­rom, tech­no­lo­giom, reli­giom oraz podróż­ni­kom i kup­com docie­ra­nie w nowe miej­sca. Ta zasad­ni­cza zmiana wpły­nęła także na zwy­kłych ludzi.

W roku 1000 - a w każ­dym razie około tej daty według oceny arche­olo­gów - wikiń­scy odkrywcy wypły­nęli z rodzin­nej Skan­dy­na­wii, prze­mie­rzyli pół­nocny Atlan­tyk i dotarli do Nowej Fun­dlan­dii - wyspy leżą­cej w pobliżu pół­nocno-wschod­niego wybrzeża Kanady - gdzie nie tra­fił jesz­cze żaden Euro­pej­czyk. (Dzie­sięć tysięcy lat wcze­śniej na zachod­nie tereny Ame­ryki Pół­noc­nej przy­wę­dro­wały ludy z Sybe­rii). Wikin­go­wie połą­czyli ist­nie­jące drogi han­dlowe w obu Ame­ry­kach z euro­pej­skimi, azja­tyc­kimi i afry­kań­skimi szla­kami komu­ni­ka­cyj­nymi - czyli z obsza­rem zwa­nym Afro­eu­ra­zją. Po raz pierw­szy w dzie­jach przed­miot lub wia­do­mość mogły prze­mie­rzyć świat dookoła.

W prze­ci­wień­stwie do Skan­dy­na­wów inni wio­dący gra­cze roku 1000 - Chiń­czycy, Hin­dusi i Ara­bo­wie - nie wywo­dzili się z Europy. Naj­dłuż­sza regu­lar­nie wyko­rzy­sty­wana droga mor­ska pro­wa­dziła z Chin do Omanu i Basry nad Zatoką Per­ską, czyli portu leżą­cego naj­bli­żej Bag­dadu. Zatoka Per­ska łączyła dwa szlaki piel­grzym­kowe: jeden dla muzuł­ma­nów z Chin podró­żu­ją­cych do Mekki, a drugi dla także odby­wa­ją­cych hadżdż miesz­kań­ców Afryki Wschod­niej. Naj­więk­szy ruch towa­rowy pano­wał na tra­sie z Pół­wy­spu Arab­skiego do por­tów na połu­dniowo-wschod­nim wybrzeżu Chin, ale część towa­rów pły­nęła do por­tów wzdłuż wybrzeża Afryki Wschod­niej.

Około 1000 roku w świat ruszyli agenci glo­ba­li­za­cji - wikin­go­wie z Europy Pół­noc­nej, miesz­kańcy obu Ame­ryk, Afry­ka­nie, Chiń­czycy i miesz­kańcy Bli­skiego Wschodu. Wymie­niali swoje towary na dobra, które widzieli po raz pierw­szy, a prze­cie­ra­jąc nowe szlaki lądowe i mor­skie, wyzna­czali praw­dziwy począ­tek glo­ba­li­za­cji. Dzięki tym pio­nie­rom i odkryw­com liczne kró­le­stwa i impe­ria po raz pierw­szy dowie­działy się nawza­jem o swym ist­nie­niu, a towary, ludzie, a wraz z nimi cho­roby, mogły prze­miesz­czać się w nowe rejony. I tak różne zakątki świata nawią­zały ze sobą kon­takt, czego osta­tecz­nym rezul­ta­tem jest dzi­siej­sza zglo­ba­li­zo­wana rze­czy­wi­stość.

To prawda, że i wcze­śniej miesz­kańcy nie­któ­rych krain - dzi­siej­szej Rosji, Chin, Indii - dobrze wie­dzieli, że gdzieś indziej żyją inne spo­łecz­no­ści. Mamy dowód na to, że w pierw­szych wie­kach naszej ery ist­niał szlak mor­ski łączący Cesar­stwo Rzym­skie z zachod­nim wybrze­żem połu­dnio­wych Indii, ale osta­tecz­nie zaprze­stano korzy­sta­nia z niego w celach han­dlo­wych. Z dru­giej strony powstały około 500 roku lądowy i mor­ski Jedwabny Szlak stwo­rzył trwałe związki kul­tu­rowe i han­dlowe mię­dzy Indiami, Chi­nami a pań­stwami Azji Połu­dniowo-Wschod­niej i około 1000 roku wciąż ist­niał. Mimo to obie sieci, choć mocno roz­bu­do­wane, obej­mo­wały swym zasię­giem tylko jeden rejon, a eks­pan­sja regio­nów, która roz­po­częła się w 1000 roku, objęła swym oddzia­ły­wa­niem cały świat.

Żeby było jasne: nie była to glo­ba­li­za­cja w dzi­siej­szym tego słowa zna­cze­niu. Zwy­kli ludzie prak­tycz­nie nie mieli moż­li­wo­ści wyjeż­dża­nia dokąd­kol­wiek i kupo­wa­nia towa­rów w skle­pach dosłow­nie na całym świe­cie.

Nie­mniej zmiana, która nastą­piła na prze­ło­mie I i II tysiąc­le­cia naszej ery, stwo­rzyła glo­ba­li­za­cję o naj­bar­dziej fun­da­men­tal­nym zna­cze­niu. To, co stało się w jed­nym zakątku świata, w istotny spo­sób wpły­wało na miesz­kań­ców innych, odle­głych krain. Nowe szlaki wią­zały ze sobą różne czę­ści globu, a wraz z ludźmi i towa­rami roz­prze­strze­niały się nimi także reli­gie. Nie­ustanne zapo­trze­bo­wa­nie na nie­wol­ni­ków w Kon­stan­ty­no­polu (dzi­siej­szym Stam­bule), Bag­da­dzie, Kairze czy w innych mia­stach prze­miesz­czało miliony ludzi z Afryki, Europy Wschod­niej i Azji Cen­tral­nej - setki lat przed poja­wie­niem się trans­atlan­tyc­kiego han­dlu nie­wol­ni­kami. Glo­ba­li­za­cja mocno wpły­nęła rów­nież na tych, któ­rzy nie opusz­czali swych domów. Gdy władca przyj­mo­wał chrzest - a wielu tak zro­biło około 1000 roku - więk­szość jego pod­da­nych także przyj­mo­wała nową wiarę. Wielu miesz­kań­ców Azji Połu­dniowo-Wschod­niej, zarówno samego kon­ty­nentu, jak i wysp, porzu­ciło tra­dy­cyjne zaję­cia, by zaopa­try­wać boga­tych i bied­nych chiń­skich klien­tów w przy­prawy i drewno san­da­łowe. Gdy zagra­niczni kupcy posze­rzali swoje inte­resy kosz­tem miej­sco­wych, wybu­chły pierw­sze zamieszki anty­glo­ba­li­stów, a w Kairze, Kon­stan­ty­no­polu i Guang­zhou tłum ata­ko­wał nowych boga­czy.

Doku­menty z prze­łomu I i II tysiąc­le­cia, które prze­trwały do dziś, nie pozwa­lają dokład­nie oce­nić skali han­dlu ludźmi i towa­rami w tam­tym cza­sie. Dla­tego musimy zwró­cić uwagę na inne dowody. Będziemy śle­dzić towary trans­por­to­wane wzdłuż róż­nych szla­ków i przy­glą­dać się podą­ża­ją­cym za nimi ludziom i infor­ma­cjom. Będą nas inte­re­so­wać auto­rzy pamięt­ni­ków z podróży notu­jący wie­ści zasły­szane od innych, gdyż to wła­śnie oni są naszymi głów­nymi świad­kami ogrom­nej trans­for­ma­cji, która nastą­piła po roku 1000. Wymiana han­dlowa, która wtedy nastała, otwo­rzyła szlaki wyko­rzy­sty­wane do trans­portu ludzi i towa­rów jesz­cze długo po prze­pły­nię­ciu Atlan­tyku przez Kolumba. Jed­nakże świat około 1000 roku istot­nie się róż­nił od tego z roku 1492. Po pierw­sze, podróż­nicy, któ­rzy spo­ty­kali się ze sobą na prze­ło­mie I i II tysiąc­le­cia, znaj­do­wali się na podob­nym pozio­mie roz­woju tech­nicz­nego w prze­ci­wień­stwie do tych, któ­rzy podró­żo­wali po świe­cie pięć­set lat póź­niej, gdy broń palna i armaty pozwa­lały Euro­pej­czy­kom roz­pra­wić się prak­tycz­nie z każ­dym, kto sta­nął im na dro­dze.

Świat roku 1000 miał także innych głów­nych gra­czy. Nie­które jego regiony, dajmy na to Chiny czy Bli­ski Wschód, kwi­tły, pod­czas gdy inne - na przy­kład Europa - zostały z tyłu. W isto­cie świat 1000 roku wyglą­dał podob­nie do dzi­siej­szego, gdy jedy­nymi praw­dzi­wymi rywa­lami Euro­pej­czy­ków są Chiń­czycy, Ara­bo­wie i Ame­ry­ka­nie.

Zda­rze­nia zapo­cząt­ko­wane prze­ło­mem roku 1000 sta­no­wiły zna­czący punkt w roz­woju ludz­ko­ści, wywie­ra­jąc zarówno dobre, jak i złe skutki. Glo­balne szlaki komu­ni­ka­cyjne, które przy­nio­sły tak dobro­byt, jak cho­roby, przy­czy­niały się do roz­woju inte­lek­tu­al­nego, ale także frag­men­ta­cji kul­tu­ro­wej, roz­po­wszech­niały zdo­by­cze tech­niki, jed­no­cze­śnie nisz­cząc tra­dy­cyjne rze­mio­sło. Nowe szlaki sprzy­jały i bra­ta­niu się ludzi, i kon­flik­tom. Nie­któ­rym otwie­rały oczy na nowe moż­li­wo­ści, ale także przy­spie­szały pod­po­rząd­ko­wa­nie tych, któ­rzy nie potra­fili się wyrwać spod domi­na­cji.

Książka ta jako pierw­sza roz­pa­truje ów ciąg wyda­rzeń w kate­go­rii "glo­ba­li­za­cji"1. W pro­ce­sie tym zawsze są wygrani i prze­grani i nie ina­czej stało się w 1000 roku, gdy na świe­cie nastą­piła fun­da­men­talna zmiana. Wciąż odczu­wamy tego skutki i musimy zro­zu­mieć dłu­go­trwałe dzie­dzic­two roku 1000.

Histo­ria wydaje się bar­dzo zna­joma, ale sytu­acja w tam­tym cza­sie była dia­me­tral­nie inna. Działo się to oczy­wi­ście przed indu­stria­li­za­cją. Nie było ani maszyn paro­wych, ani elek­trycz­no­ści. Źró­dłem ener­gii byli ludzie, zwie­rzęta, woda i wiatr.

Inne były też byty poli­tyczne: dru­żyny, ple­miona, kró­le­stwa i impe­ria. Nie ist­niały pań­stwa naro­dowe (te ukształ­to­wały się dopiero w XIX wieku), które mogły zmu­sić swych oby­wa­teli do służby woj­sko­wej i pła­ce­nia podat­ków. Książka ta wyja­śnia, jak powstały sple­cione ze sobą sieci zło­żone z głów­nych świa­to­wych regio­nów i kto za to odpo­wiada. Nawią­zu­jąc kon­takty w roku 1000, miesz­kańcy róż­nych czę­ści świata przy­go­to­wali grunt pod następną fazę glo­ba­li­za­cji na prze­ło­mie XV i XVI wieku, kiedy Euro­pej­czycy przy­sto­so­wali ist­nie­jące sieci do wła­snych celów. Ale to nie oni wyna­leźli glo­ba­li­za­cję. Zmie­nili i powięk­szyli jedy­nie to, co już było. Gdyby glo­ba­li­za­cja jesz­cze się nie zaczęła, miesz­kańcy Europy nie byliby w sta­nie tak szybko spe­ne­tro­wać tylu regio­nów świata.

Glo­ba­li­za­cji zawsze towa­rzy­szyło wiele napięć: gdy ludzie w jakiejś czę­ści świata pojęli, że nie są jedy­nymi miesz­kań­cami ziemi, sta­wali w obli­czu nowych nie­bez­pie­czeństw. Ci, któ­rzy po raz pierw­szy doświad­czyli glo­ba­li­za­cji, musieli obrać wobec niej jakąś stra­te­gię, przyj­mu­jąc różne korzystne dla sie­bie punkty widze­nia.

Spo­ty­ka­jąc na swej dro­dze obcych - co w roku 1000 zda­rzało się powszech­nie - musieli osza­co­wać ryzyko: czy ci obcy dybią na ich życie? Czy chcą ich wziąć w nie­wolę? Musieli oce­nić sytu­ację: kto wygra, jeśli doj­dzie do walki? Kto ma lep­szą broń? A co, jeśli obcy potra­fią czy­tać i pisać? Musieli przy­jąć stra­te­gię dal­szego postę­po­wa­nia, z któ­rej mogą dla nas pły­nąć cenne nauki.

Zda­rzały się też inne reak­cje, mówiąc szcze­rze - dzi­waczne. Kiedy India­nie zaata­ko­wali wikiń­ską osadę, a przy­wódca Nor­ma­nów wezwał do odwrotu, jedna brze­mienna, ale zadziorna wikiń­ska wojow­niczka imie­niem Frey­dis nie mogła dotrzy­mać kroku swym towa­rzy­szom i sta­nęła samot­nie wobec wojow­ni­czych tubyl­ców. Odsło­niła pierś i "ude­rzyła" w nią mie­czem2. Zdu­mieni India­nie natych­miast się roz­pierz­chli, jeśli wie­rzyć sadze.

Inne reak­cje w roku 1000 są bar­dziej poucza­jące: co odważ­niejsi poko­ny­wali strach i wycią­gali rękę do ludzi, któ­rych widzieli pierw­szy raz. I nawią­zy­wali sto­sunki han­dlowe.

Kra­iny, które dys­po­no­wały nie­licz­nymi bogac­twami natu­ral­nymi, czę­sto eks­por­to­wały wła­snych miesz­kań­ców jako nie­wol­ni­ków. Pocho­dzili oni z róż­nych czę­ści świata. Naj­bo­gat­sze mia­sta spro­wa­dzały ich z bied­niej­szych regio­nów, które poza ludzką siłą robo­czą miały nie­wiele do zaofe­ro­wa­nia: Afryki Wschod­niej i Zachod­niej, Azji Środ­ko­wej oraz Europy Pół­noc­nej i Wschod­niej. (Z Europy Wschod­niej pocho­dziło tak wielu nie­wol­nych, że praw­do­po­dob­nie angiel­skie słowo slave, czyli nie­wol­nik, wywo­dzi się od Slav ozna­cza­ją­cego Sło­wia­nina).

Ludy, które nie miały czym han­dlo­wać, stały się zna­ko­mi­tymi pośred­ni­kami. Ode­grały ważną rolę w wyty­cza­niu nowych szla­ków han­dlo­wych. Co cie­kawe, spo­łecz­no­ści sto­jące na niż­szym pozio­mie roz­woju tech­nicz­nego cza­sami oka­zy­wały się lep­sze niż te bar­dziej zaawan­so­wane, gdyż szyb­ciej przyj­mo­wały wszyst­kie nowinki.

Jed­nym z naj­szyb­szych spo­so­bów roz­woju spo­łecz­nego było przy­ję­cie wiary wyzna­wa­nej przez bar­dziej roz­wi­niętą spo­łecz­ność - decy­zja nie zawsze podyk­to­wana rze­czy­wi­stymi prze­ko­na­niami reli­gij­nymi. Jeden z wład­ców Rusi, książę Wło­dzi­mierz, chcąc wzmoc­nić swe księ­stwo, roz­glą­dał się za wzor­cami u swych naj­bliż­szych sąsia­dów. Tak jak inni rzą­dzący posta­no­wił wybrać wiarę, która pozwo­li­łaby mu skon­so­li­do­wać wła­dzę i zawrzeć soju­sze z potęż­nymi sąsia­dami. Głów­nym źró­dłem infor­ma­cji księ­cia Wło­dzi­mierza były raporty, jakie skła­dali mu wysłan­nicy, któ­rym kazał odwie­dzać innych wład­ców. Pra­cu­jąc jako szpie­dzy, przy­no­sili mu wie­ści o tym, co się dzieje u sąsia­dów.

Z krót­kiej listy Wło­dzi­mierz wybrał chrze­ści­jań­stwo w obrządku pra­wo­sław­nym, które prak­ty­ko­wało Cesar­stwo Bizan­tyń­skie. Prze­ana­li­zo­wał wszyst­kie za i prze­ciw, jakie wią­zały się z wybo­rem juda­izmu, islamu, kato­li­cy­zmu i pra­wo­sła­wia. Odrzu­cił juda­izm, gdyż Żydzi utra­cili Jero­zo­limę. Skre­ślił islam, bo zabra­niał picia alko­holu. Nie wyja­śnił, dla­czego nie przy­jął wiary kato­lic­kiej. Wybrał pra­wo­sła­wie, ponie­waż zauro­czyła go wspa­niała świą­ty­nia Hagia Sophia w Kon­stan­ty­no­polu, sto­licy Bizan­cjum, będąca w tam­tych cza­sach cudem archi­tek­to­nicz­nym na miarę dzi­siej­szych dra­pa­czy chmur.

W miarę jak przed rokiem 1000 kolejni władcy wybie­rali wiarę dla swych księstw i kró­lestw, liczba dostęp­nych reli­gii się kur­czyła. Jedną z nich był popu­larny na tere­nie dzi­siej­szego Iranu mani­che­izm, który pod­kre­ślał rolę odwiecz­nej walki mię­dzy dobrem a złem. Nie mógł jed­nak kon­ku­ro­wać z bar­dziej okrze­płymi reli­giami i przy­cią­gać rów­nie dużego wspar­cia finan­so­wego i cał­ko­wi­cie zanik­nął.

Po roku 1000 nie poja­wiła się już żadna wielka reli­gia, a jedy­nie lokalne wie­rze­nia, takie jak sikhizm, baha­izm, mor­mo­nizm czy inne. Były one raczej połą­cze­niem róż­nych ele­men­tów zaczerp­nię­tych z reli­gii w 1000 roku już sil­nie osa­dzo­nych.

Inni władcy podej­mo­wali podobne decy­zje jak książę Wło­dzi­mierz i w rezul­ta­cie około 1000 roku gwał­tow­nie wzro­sła liczba wyznaw­ców głów­nych reli­gii. Europa Pół­nocna i Wschod­nia przy­jęły chrze­ści­jań­stwo, islam roz­sze­rzył się na wschód na Azję Środ­kową i na połu­dnie na pół­nocne Indie, bud­dyzm i hin­du­izm zaś objęły swym zasię­giem Azję Połu­dniowo-Wschod­nią. Żyjemy w świe­cie, który ukształ­to­wał się w wyniku pro­ce­sów zacho­dzą­cych w roku 1000: 92 pro­cent wie­rzą­cych wyznaje dziś jedną z czte­rech reli­gii, które wów­czas zyskały popar­cie3.

I żyjąc w świe­cie ukształ­to­wa­nym przez wyda­rze­nia roku 1000, zma­gamy się z dokład­nie takimi samymi wyzwa­niami, wobec któ­rych po raz pierw­szy sta­nęli ówcze­śni ludzie: czy powin­ni­śmy współ­pra­co­wać z sąsia­dami, han­dlo­wać z nimi, pozwa­lać im osie­dlać się w naszych kra­jach i gwa­ran­to­wać im wol­ność wyzna­nia, jeśli zde­cy­dują się żyć w naszym spo­łe­czeń­stwie? Czy powin­ni­śmy wystę­po­wać prze­ciwko tym, któ­rzy wzbo­ga­cili się na han­dlu? Czy powin­ni­śmy podej­mo­wać pro­duk­cję, kopiu­jąc tech­no­lo­gie, któ­rych jesz­cze nie opa­no­wa­li­śmy? Wresz­cie, czy glo­ba­li­za­cja lepiej uświa­domi nam, kim jeste­śmy, czy też znisz­czy naszą toż­sa­mość?

Ta książka ma nam pomóc odpo­wie­dzieć na te pyta­nia.

Roz­dział 1

Świat w roku 1000

Co cie­kawe, wybu­chu mię­dzy­re­gio­nal­nego podró­żo­wa­nia w roku 1000 nie spo­wo­do­wał żaden prze­łom tech­no­lo­giczny. Tak jak daw­niej, ludzie prze­miesz­czali się lądem, głów­nie wędro­wali pie­szo albo jechali wierz­chem lub zaprzę­giem, wodę poko­ny­wali łodziami lub żaglo­wymi stat­kami. Roz­wój han­dlu mię­dzy regio­nami w roku 1000 nastą­pił dla­tego, że nad­wyżki żyw­no­ści spo­wo­do­wały wzrost demo­gra­ficzny, co pozwo­liło pew­nej gru­pie lud­no­ści zre­zy­gno­wać z pracy na roli i zająć się han­dlem.

Naj­gę­ściej zalud­nio­nym miej­scem na Ziemi w roku 1000 były tak jak i dzi­siaj Chiny, któ­rych popu­la­cja się­gnęła 100 milio­nów. Przez całe dzieje ludz­ko­ści Chiń­czycy sta­no­wili od jed­nej czwar­tej do jed­nej trze­ciej lud­no­ści świata4. Za cza­sów dyna­stii Song (960-1279) nastą­pił okres gwał­tow­nego roz­woju gospo­dar­czego, kiedy kupcy chiń­scy han­dlo­wali zarówno z Azją Połu­dniowo-Wschod­nią, jak i Indiami, gdzie lokalni rol­nicy upra­wia­jący ryż także przy­czy­niali się do wzro­stu popu­la­cji.

Na tere­nach rol­ni­czych w Azji Mniej­szej i Euro­pie miesz­kało mniej ludzi niż w Azji, ale także dużo. Mię­dzy 750 a około 900 rokiem impe­rium abba­sydz­kie kon­tro­lo­wało roz­le­gły pas ziemi od Afryki Pół­noc­nej na zacho­dzie do Azji Środ­ko­wej na wscho­dzie. Zjed­no­cze­nie pod pano­wa­niem Abba­sy­dów uła­twiało trans­port plo­nów po całym impe­rium. Część pło­dów rol­nych, jak na przy­kład sorgo, pocho­dziła z Afryki Zachod­niej, inne, jak ryż - z Indii. Uprawa wywo­dzą­cych się z Iranu i Indii roślin tro­pi­kal­nych odmie­niła życie ludzi w całym impe­rium abba­sydz­kim, gdyż zachę­cała chło­pów do pracy przez całe lato (czego wcze­śniej nie robili). Zmiana ta przy­nio­sła trwały dobro­byt tere­nom leżą­cym w samym sercu islam­skiego kali­fatu w jego począt­ko­wym okre­sie5.

Jed­nakże po roku 900 impe­rium roz­pa­dło się na nie­za­leżne tereny rzą­dzone przez różne dyna­stie, które poza­kła­dali lokalni przy­wódcy woj­skowi. Kalif w Bag­da­dzie pozo­stał jedy­nie nomi­nal­nym przy­wódcą spo­łecz­no­ści muzuł­mań­skiej (wierni wciąż go wymie­niali w piąt­ko­wych modli­twach na całym daw­nym tery­to­rium Abba­sy­dów), ale czas zjed­no­czo­nego impe­rium dobiegł końca. Mimo to jego zie­mie wciąż się roz­wi­jały, osią­ga­jąc w roku 1000 zalud­nie­nie od 35 do 40 milio­nów6.

Popu­la­cja Europy Zachod­niej także zaczęła rosnąć, gdy jej miesz­kańcy doko­nali dale­ko­sięż­nej zmiany w rol­nic­twie, którą bry­tyj­ski histo­ryk R.I. Moore nazwał "uzbo­żo­wie­niem"7. W upra­wach zaczęły domi­no­wać zboża, psze­nica i jęcz­mień. Chłopi w pół­noc­nej Fran­cji i Anglii zorien­to­wali się, że obsie­wa­nie pól rok po roku tymi samymi rośli­nami obniża żyzność gleby, dla­tego od jed­nej trze­ciej do połowy pola leżało odło­giem.

Po roku 1000 rol­nicy zaczęli sto­so­wać pło­do­zmian. Na prze­mian upra­wiali rzepę, koni­czynę i zboże, co pozwa­lało zacho­wać w gle­bie skład­niki odżyw­cze i utrzy­mać jej jakość. Ta metoda, tak ważna dla wzro­stu plo­nów (znana wcze­śniej w Chi­nach), roz­prze­strze­niała się jed­nak powoli. Ale w tym samym cza­sie poja­wiły się inne inno­wa­cje zwięk­sza­jące zbiory: pługi konne, młyny wodne, wia­traki oraz narzę­dzia żela­zne głę­biej wgry­za­jące się w zie­mię niż drew­niane. Przed uzbo­żo­wie­niem więk­szość ziem w Euro­pie Zachod­niej nie była regu­lar­nie upra­wiana, póź­niej już tak.

Oprócz wzro­stu popu­la­cji zmiany te przy­czy­niły się także do roz­woju spo­łecz­no­ści osia­dłych w Euro­pie. Przed roz­prze­strze­nie­niem się uprawy zbóż wielu euro­pej­skich chło­pów wędro­wało z miej­sca na miej­sce, by pra­co­wać na roli i hodo­wać bydło. Doty­czyło to zwłasz­cza Skan­dy­na­wii i Europy Wschod­niej, gdzie chłopi pędzili swoje stada świń, kóz, owiec, bydła i koni, by szu­kać nowego miej­sca do życia. Ale dzięki pło­do­zmia­nowi i innym wyna­laz­kom rol­ni­czym naj­pierw we Fran­cji, Anglii i Niem­czech, a póź­niej także w Euro­pie Pół­noc­nej i Wschod­niej, zaczęli budo­wać domy i zakła­dać wio­ski.

Mię­dzy 1000 a 1340 rokiem (przed wybu­chem zarazy zwa­nej czarną śmier­cią) liczba lud­no­ści Europy nie­mal się podwo­iła z nie­spełna 40 do 75 milio­nów. Przy­rost popu­la­cji zbiegł się w cza­sie ze śre­dnio­wiecz­nym ocie­ple­niem kli­matu, które roz­po­częło się około 1000 roku, swój szczyt miało w roku 1100, a zakoń­czyło się do 1400 roku8. Ponie­waż histo­rycy kli­matu nie wie­dzą jesz­cze, czy ów trend pogo­dowy cecho­wał cały świat, mówią raczej o śre­dnio­wiecz­nym opti­mum kli­ma­tycz­nym9. Pro­wa­dzone bada­nia wydają się wska­zy­wać, że choć w nie­któ­rych rejo­nach świata, na przy­kład w Euro­pie, tem­pe­ra­tura wzro­sła, to w innych spa­dła10.

W Euro­pie róż­ni­co­wał się także roz­kład zamiesz­ka­nia lud­no­ści. Popu­la­cja Europy Połu­dnio­wej i Wschod­niej - Ita­lii, Hisz­pa­nii i Bał­ka­nów - wzro­sła o 50 pro­cent, ale na zacho­dzie i pół­nocy - w rejo­nie dzi­siej­szych Fran­cji i Nie­miec - dzięki roz­wo­jowi tech­niki rol­ni­czej wzrost poszy­bo­wał: zwięk­szył się trzy­krot­nie, co spo­wo­do­wało, że do 1340 roku nie­mal połowa Euro­pej­czy­ków miesz­kała na pół­nocy i zacho­dzie kon­ty­nentu.

W Chi­nach rów­nież doszło do podob­nej jak w Euro­pie zmiany roz­kładu lud­no­ści, z tym że w prze­ciw­nym kie­runku: Chiń­czycy prze­nie­śli się na połu­dnie od Jangcy w rejony upraw ryżu, co nastą­piło dokład­nie w tym samym cza­sie, gdy Euro­pej­czycy powę­dro­wali na pół­noc od Morza Śród­ziem­nego w stronę Morza Pół­noc­nego. W 742 roku 60 pro­cent Chiń­czy­ków z sześć­dzie­się­cio­mi­lio­no­wej popu­la­cji Pań­stwa Środka żyło na pół­nocy kraju, gdzie upra­wiali zboża, mię­dzy innymi proso; do 980 roku 62 pro­cent żyło w Chi­nach Połu­dnio­wych, gdzie ryż dawał o wiele obfit­sze plony niż zboża na pół­nocy11.

W prze­ci­wień­stwie do cesa­rza Chin Europą w roku 1000 nie rzą­dził jeden monar­cha. W Euro­pie Wschod­niej naj­więk­szą potęgą gospo­dar­czą było Cesar­stwo Bizan­tyń­skie, ale jego siła mili­tarna gwał­tow­nie malała12. Choć bizan­tyń­ska armia sła­bła, zmu­sza­jąc cesa­rza do pole­ga­nia na zagra­nicz­nych najem­ni­kach lub armiach, Kon­stan­ty­no­pol nale­żał do naj­no­wo­cze­śniej­szych miast w Euro­pie. Odwie­dza­jący je przy­by­sze z Europy Zachod­niej nie mogli uwie­rzyć, że coś tak pięk­nego, jak jego ulice czy wspa­niałe budowle w rodzaju świą­tyni Hagia Sophia, może ist­nieć.

W Euro­pie Zachod­niej Karol Wielki jed­no­czył tereny dzi­siej­szych Fran­cji i Nie­miec, ale po jego śmierci w 814 roku karo­liń­skie kró­le­stwo podzie­liło się na trzy czę­ści. W X wieku król nie­miecki Otton I, jego syn Otton II i wnuk Otton III - znani jako Otto­no­wie - nale­żeli do naj­po­tęż­niej­szych wład­ców na zacho­dzie Europy. Otton I kon­tro­lo­wał tery­to­rium Nie­miec i Rzym, ale nie cały Pół­wy­sep Ape­niń­ski, któ­rego więk­sza część nale­żała do Bizan­cjum. Wła­da­jąc Rzy­mem, mógł jed­nak wyzna­czyć papieża, który w 962 roku wrę­czył mu koronę Świę­tego Cesar­stwa Rzym­skiego, a po nim odzie­dzi­czyli ją jego syn i wnuk.

Otton III wyzna­czył na papieża Kościoła kato­lic­kiego Syl­we­stra II (999-1003). Ten jeden z naj­bar­dziej wszech­stron­nie wykształ­co­nych ludzi swo­ich cza­sów znał nawet alge­brę, metodę mate­ma­tyczną, któ­rej Euro­pej­czycy nauczyli się od muzuł­ma­nów (słowo "alge­bra" pocho­dzi od arab­skiego al-dżabr ozna­cza­ją­cego dosłow­nie przy­wró­ce­nie)13.

Rok 1000 przy­padł na pon­ty­fi­kat Syl­we­stra II, jed­nak rok ten niczego spe­cjal­nego dla Euro­pej­czy­ków nie ozna­czał, bo tylko nie­liczni posłu­gi­wali się kalen­da­rzem liczą­cym lata od naro­dzin Chry­stusa. Takie kalen­da­rze poja­wiły się co prawda już w VI wieku, ale bar­dzo powoli zdo­by­wały popu­lar­ność, zysku­jąc ofi­cjalną akcep­ta­cję Kościoła dopiero w roku 1500. Więk­szość ludzi liczyła lata od wstą­pie­nia na tron swo­jego króla lub papieża, nazy­wa­jąc na przy­kład rok 1000 rokiem dru­gim od roz­po­czę­cia pon­ty­fi­katu przez Syl­we­stra14.

Nie­wielu chrze­ści­jan wie­rzyło także, iż w roku 1000 Chry­stus powróci na zie­mię. Różni wędrowni kazno­dzieje lub refor­ma­to­rzy Kościoła twier­dzili, że są mesja­szami, i wznie­cali powsta­nia, ale ich dzia­łal­ność przy­pa­dała na różne stu­le­cia, dale­kie od roku 100015.

Spo­śród wszyst­kich impe­riów agrar­nych na świe­cie w 1000 roku uczeni naj­mniej wie­dzą o mezo­ame­ry­kań­skich Majach. Już przed rokiem 600 Majo­wie na dużą skalę sto­so­wali nawad­nia­nie pól znaj­du­ją­cych się na wyży­nach obec­nych Mek­syku, Belize, Gwa­te­mali, Sal­wa­doru i Hon­du­rasu, na któ­rych upra­wiali kuku­ry­dzę. Szczyt roz­woju kul­tury Majów przy­padł na oko­lice 700 roku, kiedy ich popu­la­cję liczyło się w milio­nach. (Według sza­cun­ków z 2018 roku było to 10-15 milio­nów)16. Mia­sto Majów Tikál leżące dziś na tere­nie Gwa­te­mali, jedno z naj­więk­szych w latach 600-800, zamiesz­ki­wało 60 tysięcy ludzi17. Pod koniec VIII wieku wiele miast pod­upa­dło i zostało opusz­czo­nych przez miesz­kań­ców, przy­pusz­czal­nie z powodu rabun­ko­wej gospo­darki rol­nej. Po roku 830 powstały już tylko nie­liczne nowe budowle. Susza utrzy­mu­jąca się w latach 1000-1100 dopro­wa­dziła do gwał­tow­nego spadku liczby lud­no­ści oraz maso­wej migra­cji Majów na pół­nocny Juka­tan, gdzie wyro­sło nowe mia­sto Chichén Itzá. Choć ich doku­menty zapi­sane pismem hie­ro­gli­ficz­nym koń­czą się na roku 1000 (ostat­nią inskryp­cję na kamien­nej steli datuje się na 910 rok), w Chichén Itzá nastą­piło odro­dze­nie kul­tury Majów, któ­rzy roz­sze­rzyli swoje kon­takty han­dlowe na obszar od doliny Mis­si­sipi i rejonu czwór­styku (gdzie spo­ty­kają się cztery stany USA: Kolo­rado, Nowy Mek­syk, Ari­zona i Utah) na pół­nocy po Panamę i Kolum­bię na połu­dniu. W Chichén Itzá znaj­do­wało się ogromne boisko do gry w piłkę i wyra­fi­no­wane obser­wa­to­rium astro­no­miczne. Mia­sto było tak impo­nu­jące, że wielu sąsied­nich monar­chów słało swych przed­sta­wi­cieli z darami dla władcy Majów.

Jak wyglą­dał świat w roku 1000? Według przy­bli­żo­nych sza­cun­ków liczył około 250 milio­nów ludzi. Spo­łe­czeń­stwa prze­pro­wa­dza­jące spisy lud­no­ści (na przy­kład Chiny) są nam o wiele lepiej znane niż te, które tego nie robiły, a spo­łecz­no­ści rol­ni­cze były o wiele licz­niej­sze niż ludy wędrowne. Na Azję - kon­ty­nent głów­nych pro­du­cen­tów ryżu: Chin, Japo­nii, Indii i Indo­ne­zji - przy­pa­dała lwia część świa­to­wej popu­la­cji (ponad 50 pro­cent lub w przy­bli­że­niu 150 milio­nów ludzi)18. Następna była Europa z 20 pro­cen­tami. Afryka mogła sta­no­wić kolejne 20 pro­cent, zatem na Ame­rykę przy­pa­dało 10 pro­cent (lud­ność Oce­anii ni­gdy nie osią­gnęła 1 pro­centa).

Wzrost popu­la­cji do 250 milio­nów sta­no­wił punkt zwrotny w dzie­jach ludz­ko­ści. Dzięki temu, kiedy odkrywcy wyru­szyli w drogę do sąsied­nich krain, mieli więk­sze szanse natra­fić na ludzi niż w prze­szło­ści, gdy świat zamiesz­ki­wało ich o wiele mniej.

W róż­nych czę­ściach świata, gdzie nastą­pił ogromny skok pro­duk­cji rol­nej i wzrost liczby lud­no­ści, nie­któ­rzy mogli prze­stać zaj­mo­wać się uprawą roli i prze­nieść się do miast. Mię­dzy 1000 a 1348 rokiem mia­sta euro­pej­skie nie nale­żały do naj­więk­szych na świe­cie. Paryż liczył od 20 do 30 tysięcy miesz­kań­ców, muzuł­mań­ska Kor­doba 450 tysięcy, ale oba mia­sta były mniej­sze niż sto­lice dyna­stii Song Kaifeng i Hang­zhou, w któ­rych żyło co naj­mniej milion ludzi19.

Wraz ze wzro­stem miast rosła liczba przed­się­bior­czych kup­ców. Nie­zwy­kłe przed­mioty, które przy­wo­zili z odle­głych miejsc, zaostrzyły ape­tyty klien­tów. Han­dlo­wano głów­nie lek­kimi towa­rami: pió­rami pta­ków, skó­rami, pięk­nymi tka­ni­nami i medy­ka­men­tami. Ważny wyją­tek sta­no­wiły metale szla­chetne: ludzie byli gotowi je dźwi­gać, nawet gdy mieli do prze­by­cia kawał drogi.

Spo­łe­czeń­stwa dys­po­nu­jące nad­wyż­kami żyw­no­ści mogły sobie także pozwo­lić na utrzy­ma­nie wykształ­co­nej kadry urzęd­ni­czej. W każ­dym kraju urzęd­nicy posłu­gi­wali się innym pismem. Naj­wię­cej doku­men­tów źró­dło­wych o świe­cie z prze­łomu I i II tysiąc­le­cia jest napi­sa­nych po łaci­nie, sta­ro­islandzku, grecku, arab­sku, per­sku, chiń­sku i w san­skry­cie. Dzięki nim wię­cej wiemy o miesz­kań­cach tych kra­jów i ich naj­bliż­szych sąsia­dach niż o histo­rii ludów, które nie miały wła­snego pisma.

Książka ta nie poru­sza spraw doty­czą­cych odosob­nio­nych miejsc na świe­cie, na temat któ­rych nie ist­nieją żadne pisemne doku­menty lub które nie han­dlo­wały z sąsia­dami. Doty­czy to Austra­lii, niektó­rych rejo­nów Afryki Sub­sa­ha­ryj­skiej i wielu miejsc w obu Ame­ry­kach. Miesz­kańcy niektó­rych z nich utrzy­my­wali się z polo­wań i zbie­ra­nia dzi­kich roślin w lasach, a tylko spo­ra­dycz­nie z uprawy ziemi. Wio­sną siali, a wra­cali jesie­nią, by zebrać plony, nie dba­jąc o rośliny latem. Ostat­nio część bada­czy utrzy­muje, że łowcy-zbie­ra­cze mieli się dużo lepiej niż chłopi upra­wia­jący zie­mię. Być może coś w tym jest. Moż­liwe, że nie pro­du­ko­wali oni jed­nak dosta­tecz­nie dużo poży­wie­nia, aby utrzy­mać zna­czący wzrost demo­gra­ficzny. Żadna z tych spo­łecz­no­ści nie doro­biła się wła­snego pisma, co ozna­cza, że nie­wiele o nich wiemy poza tym, co ujaw­niają bada­nia arche­olo­giczne. Wielu uczo­nych twier­dzi, że pismo powstało naj­pierw w wiel­kich impe­riach agrar­nych, gdyż ich władcy potrze­bo­wali go do nad­zo­ro­wa­nia pod­da­nych i reje­stro­wa­nia pła­co­nych przez nich podat­ków.

Mapa 1.1. Główne regiony świata w roku 1000

Regiony, które nie utrzy­my­wały kon­tak­tów z obcymi, także róż­niły się mię­dzy sobą. Mia­sto Dżenne w Afryce Zachod­niej skło­niło uczo­nych do prze­my­śle­nia na nowo zasad­ni­czego prze­ko­na­nia, że mia­sta mogły budo­wać jedy­nie spo­łe­czeń­stwa rol­ni­cze20. Żyjący tam ludzie wypa­sali bydło i przez więk­szość roku wędro­wali za swo­imi sta­dami, ale porę desz­czową spę­dzali w Dżenne, a wtedy liczba jego miesz­kań­ców rosła do 20 tysięcy. Sta­no­wi­sko arche­olo­giczne zawiera ogromny dół, głę­boki na osiem metrów, pełen popę­ka­nej cera­miki dato­wa­nej na rok 300 p.n.e., kiedy już znaj­do­wał się tu ważny ośro­dek osad­nic­twa. Co cie­kawe, jedyne zapi­ski na temat Dżenne pocho­dzą od obcych przy­by­szów, któ­rzy zaczęli się inte­re­so­wać mia­stem około 1000 roku.

Podobne ważne ośrodki osad­nic­twa ist­niały także w sła­biej opi­sa­nych czę­ściach świata, ale wiemy o nich jedy­nie z wyko­pa­lisk arche­olo­gicz­nych. Arche­olo­gia jest naszym jedy­nym źró­dłem wie­dzy na temat wielu miejsc w Ame­ryce i w Afryce Sub­sa­ha­ryj­skiej.

W 1000 roku auto­rzy w całej Eura­zji żyli w zupeł­nie innym świe­cie niż nasz, w któ­rym każdy zaką­tek pla­nety został szcze­gó­łowo zba­dany i nanie­siony na mapę. Inte­re­so­wali się odle­głymi miej­scami i zapi­sy­wali wszystko, czego się dowie­dzieli o dale­kich lądach znaj­du­ją­cych się na obrze­żach zna­nego świata. Wszy­scy kla­syczni auto­rzy piszący po chiń­sku, grecku czy łaci­nie opi­sy­wali miesz­ka­jące tam człe­ko­po­dobne istoty. Wielu póź­niej­szych wspo­mi­nało o widzia­nych prze­lot­nie stwo­rach pozba­wio­nych głów, człon­ków czy mają­cych inne nie­zwy­kłe cechy. Pierwsi podróż­nicy rusza­jący w świat około 1000 roku dys­po­no­wali mini­malną wie­dzą na temat swych sąsia­dów - i naj­wy­raź­niej nie­skoń­czo­nymi pokła­dami odwagi.

Rela­cje spi­sane po arab­sku dostar­czają naj­wię­cej szcze­gó­łów na temat miesz­kań­ców, towa­rów, szla­ków han­dlo­wych i zwy­cza­jów panu­ją­cych w wielu nie­pi­śmien­nych spo­łe­czeń­stwach Afro­eu­ra­zji. Ibn Chu­ra­da­zbeh (820-911), wysoki urzęd­nik poczty i wywiadu w służ­bie Abba­sy­dów, napi­sał pierw­szą roz­prawę poświę­coną geo­gra­fii oraz moż­li­wo­ściom han­dlo­wym róż­nych kra­jów leżą­cych wzdłuż głów­nych szla­ków trans­por­to­wych. Traf­nie nazwał ją "Księgą dróg i kró­lestw". Tego samego tytułu uży­wali póź­niej kolejni geo­gra­fo­wie spi­su­jący po arab­sku i per­sku swe obser­wa­cje na temat dale­kich kra­jów21. Ich dzieła mają ważne zna­cze­nie dla zro­zu­mie­nia świata roku 1000. Podob­nie długą tra­dy­cję pisa­nia o zagra­nicz­nych atrak­cjach mają Chiń­czycy, a ich dzieła dostar­czają rów­nie war­to­ścio­wych infor­ma­cji.

Aby oce­nić wia­ry­god­ność takich rela­cji, trzeba je porów­ny­wać z innymi źró­dłami i wyro­bić sobie opi­nię na temat ich praw­dzi­wo­ści.

Takie podej­ście pozwala spraw­dzić różne teo­rie sta­no­wiące, że nie­któ­rzy podróż­nicy dotarli do Ame­ryki przed Kolum­bem. Część z nich, bar­dzo praw­do­po­dob­nych, zyskało sze­ro­kie popar­cie świata nauko­wego, inne, zupeł­nie pozba­wione pod­staw, wzbu­dziły ogólny scep­ty­cyzm. Na przy­kład dys­po­nu­jemy żela­znymi dowo­dami na popar­cie tezy, że wikin­go­wie podró­żo­wali na Nową Fun­dlan­dię, pod­czas gdy teo­ria o Chiń­czy­kach odkry­wa­ją­cych Ame­rykę przed Kolum­bem mie­ści się w sfe­rze spe­ku­la­cji.

Myśl, że Chiń­czycy dotarli tam wcze­śniej, jest dla nie­któ­rych zara­zem kusząca i intry­gu­jąca: a gdyby to była prawda? Chiń­ski admi­rał Zheng He na pewno w XV wieku odbył podróże do Azji Połu­dniowo-Wschod­niej, Indii, na Pół­wy­sep Arab­ski i wybrzeże Afryki Wschod­niej.

Nie ma jed­nak żad­nych wia­ry­god­nych dowo­dów na to, że flota Zheng He opły­nęła Przy­lą­dek Dobrej Nadziei, dotarła do Ame­ryki, Austra­lii czy w pobliże bie­gu­nów pół­noc­nego lub połu­dnio­wego - a o tych wszyst­kich rewe­la­cjach możemy się dowie­dzieć z książki Gavina Men­ziesa 1421- rok, w któ­rym Chiń­czycy odkryli Ame­rykę i opły­nęli świat22. Odnio­sła ona osza­ła­mia­jący suk­ces - sprze­da­wała się lepiej niż wszyst­kie inne książki na temat histo­rii Chin - ale nie wydaje się, żeby jaki­kol­wiek poważny badacz histo­rii Pań­stwa Środka zaak­cep­to­wał zawarte w niej twier­dze­nia. Jest w niej tyle nie­ści­sło­ści, że znany badacz dyna­stii Ming zarzu­cił wydawcy, iż bez­pod­staw­nie rekla­muje ją jako lite­ra­turę faktu.

Muzuł­mań­scy podróż­nicy rów­nież dotarli do Ame­ryki przed Kolum­bem. Tak w każ­dym razie stwier­dził pre­zy­dent Tur­cji Recep Tay­yip Erdo?an w prze­mó­wie­niu wygło­szo­nym w 2014 roku. A dowody? Krzysz­tof Kolumb zano­to­wał, że zoba­czył na Kubie meczet. W rze­czy­wi­sto­ści w swym pamięt­niku Kolumb napi­sał: "Na szczy­cie jed­nego z nich [miej­sco­wego wzgó­rza] znaj­do­wała się następna górka wyglą­da­jąca jak pełen wdzięku meczet"23. A zatem Kolumb opi­sy­wał nie meczet, lecz wzgó­rze w kształ­cie meczetu.

Inny z zawo­do­wych histo­ry­ków, S. Fre­de­rick Starr, wysu­nął podobne twier­dze­nie w odnie­sie­niu do Al-Biru­niego, eru­dyty z Azji Środ­ko­wej, uro­dzo­nego w 973 roku, a zmar­łego po 1040 roku. Zasły­nął on bada­niami nad kalen­da­rzem, pra­cami doty­czą­cymi astro­no­mii, geo­gra­fii oraz Indii. Stwier­dze­niem: "Biruni odkrywa Ame­rykę" S. Fre­de­rick Starr suge­ruje, że musiał on zda­wać sobie sprawę z ist­nie­nia kon­ty­nentu po dru­giej stro­nie globu24. To co naj­mniej nie­ści­słe.

Al-Biruni nie miał poję­cia o Ame­ryce, ale uwa­żał, że Zie­mia jest kulą, czego dowie­dział się z prac sta­ro­żyt­nych Gre­ków prze­ło­żo­nych na arab­ski25. Rozu­miał także, iż ludzie zamiesz­kują jedy­nie nie­wielką jej część. Na bie­gu­nie pół­noc­nym było dla nich za zimno, a na rów­niku za cie­pło. Podej­rze­wał, że obszar po dru­giej stro­nie globu, zupeł­nie nie­znany miesz­kań­com Eura­zji, zaj­muje w więk­szo­ści woda, ale ści­sły umysł nie pozwa­lał mu wyklu­czyć moż­li­wo­ści ist­nie­nia tam zamiesz­ka­nego lądu26. W każ­dym razie Al-Biruni nie odkrył żad­nego nowego kon­ty­nentu, nie mówiąc już o Ame­ryce.

Poza Al-Biru­nim i kil­koma innymi wybit­nymi uczo­nymi ze świata muzuł­mań­skiego tylko nie­liczni ludzie żyjący w roku 1000 obej­mo­wali umy­słem cały glob. Naj­bar­dziej kom­pletną mapę świata - przed­sta­wia­jącą więk­szość Afro­eu­ra­zji, ale ani skrawka Ame­ryki - spo­rzą­dził w 1154 roku Al-Idrisi, kar­to­graf z Sycy­lii, jed­nej z bram muzuł­mań­skich do Europy. Pra­cu­jąc na dwo­rze króla Rogera II, pocho­dzący z Ceuty w Maroku Al-Idrisi wyko­nał swą mapę na srebr­nym dysku o śred­nicy dwóch metrów i dołą­czył do niej listę współ­rzęd­nych geo­gra­ficz­nych wszyst­kich umiesz­czo­nych na niej miejsc. Jak się można było spo­dzie­wać, ory­gi­nalna mapa została znisz­czona (praw­do­po­dob­nie prze­to­piona w celu odzy­ska­nia cen­nego sre­bra), ale lista miejsc z dołą­czo­nymi do niej krót­kimi opi­sami pozo­stała nie­na­ru­szona, jak rów­nież mapy spo­rzą­dzone na pod­sta­wie infor­ma­cji, które zbie­rał Al-Idrisi.

Od roku 1000, gdy Euro­pej­czycy nauczyli się arab­skiego i zaczęli tłu­ma­czyć arab­skie dzieła, coraz wię­cej dowia­dy­wali się o zapo­mnia­nych odkry­ciach sta­ro­żyt­nych Gre­ków i Rzy­mian. Na przy­kład o geo­me­trii Eukli­desa prze­tłu­ma­czo­nej na arab­ski z grec­kich i łaciń­skich ory­gi­na­łów czy o Fibo­nac­cim, który wpro­wa­dził do użytku cyfry arab­skie, dużo wygod­niej­sze niż rzym­skie.

Trans­fer wie­dzy nie ogra­ni­czał się tylko do dzieł nauko­wych. Euro­pej­czycy poznali także dzięki Ara­bom nowe gry. Wymy­ślone około 600 roku w Indiach sza­chy naj­pierw roz­po­wszech­niły się w świe­cie arab­skim, a około roku 1000 dotarły do Europy. Gra uczyła pod­staw stra­te­gii woj­sko­wej: gra­cze się dowia­dy­wali, że lepiej poru­szać się w towa­rzy­stwie licz­nej pie­choty, to zna­czy pio­nów, niż samemu. Gdy sza­chy dotarły do Europy, nie­które figury zyskały nową toż­sa­mość: sło­nie stały się bisku­pami (goń­cami), gdyż rzeź­biarz omył­kowo wziął ciosy za mitrę bisku­pią27. Cza­sami figury rzeź­biono w kości sło­nio­wej, ale w więk­szo­ści za suro­wiec słu­żyły kły morsa, które w dużych ilo­ściach zaczęli dostar­czać wikin­go­wie, gdy roz­go­ścili się na Morzu Pół­noc­nym28.

Współ­cze­śni podróż­nicy przy­zwy­cza­jeni do samo­lo­tów, pocią­gów, samo­cho­dów i stat­ków mają ten­den­cję do wyol­brzy­mia­nia trud­no­ści zwią­za­nych z daw­nymi podró­żami. Jak można poko­nać na pie­chotę tysiące kilo­me­trów? - dzi­wimy się, zapo­mi­na­jąc, że więk­szość ludzi jest w sta­nie przejść od 30 do 50 kilo­me­trów dzien­nie i może tę mar­szrutę powta­rzać przez wiele dni. W roku 1000 ludzie byli do tego przy­zwy­cza­jeni - w latach 1024-1026 jeden z posłań­ców prze­szedł pie­chotą 4-6 tysięcy kilo­me­trów.

Histo­ryk, który o tym napi­sał, nie wspo­mniał, jak ów posła­niec tego doko­nał, ale można przy­pusz­czać, że podob­nie jak wielu innych podróż­ni­ków: w trud­nym tere­nie korzy­stał z pomocy lokal­nych prze­wod­ni­ków. W latach dzie­więć­dzie­sią­tych ubie­głego stu­le­cia miesz­kańcy pew­nej wio­ski pomo­gli gru­pie naukow­ców przejść trudny odci­nek Hima­la­jów, wska­zu­jąc im wiele dróg, któ­rych nie było na mapie. W zależ­no­ści od pory roku i gru­bo­ści pokrywy śnież­nej drogi te nastrę­czały mniej lub wię­cej trud­no­ści, ale była wśród nich taka, którą mogła przejść kobieta w ciąży.

Doku­menty pocho­dzące z róż­nych lat i miejsc pozwa­lają się zorien­to­wać, z jaką pręd­ko­ścią ludzie mogli cho­dzić pie­szo. Jeśli kurie­rzy poko­ny­wali drogę szta­fetą i nie musieli niczego dźwi­gać, to taka dru­żyna mogła osią­gnąć nie­by­wałą pręd­kość pozwa­lającą jej prze­być 240 kilo­me­trów w jeden dzień, jak to robili Inko­wie, o czym pisali hisz­pań­scy kro­ni­ka­rze na początku XVI wieku29.

Oczy­wi­ście żoł­nie­rze dźwi­ga­jący pro­wiant i broń masze­ro­wali wol­niej. Sta­ro­żytne armie, w tym per­skiego króla Kserk­sesa, Alek­san­dra Wiel­kiego i Han­ni­bala - czy nawet bar­dziej współ­cze­śni żoł­nie­rze kró­lo­wej Anglii Elż­biety I - poko­ny­wały od 16 do 32 kilo­me­trów dzien­nie30. Nawet dziś regu­la­miny armii USA defi­niują nor­malną pręd­kość mar­szu jako 30 kilo­me­trów dzien­nie31. Szyb­sze tempo ozna­cza for­sowny marsz.

Jeźdźcy poru­szali się szyb­ciej: na przy­kład dzi­siejsi Mon­go­ło­wie mogą prze­je­chać dzien­nie ponad 450 kilo­me­trów, jeśli czę­sto zmie­niają konie, a w prze­szło­ści mon­gol­ska jazda potra­fiła poko­ny­wać w trak­cie inten­syw­nej kam­pa­nii 100 kilo­me­trów dzien­nie przez kilka dni z rzędu32.

Dobre drogi także mogły kolo­sal­nie zwięk­szyć pręd­kość poru­sza­nia się. W roku 1000 ist­niało już wiele takich dróg. W naj­bar­dziej roz­wi­nię­tych kra­jach, takich jak Chiny, piasz­czy­ste szlaki i mosty były na porządku dzien­nym i podró­żo­wało się tam łatwo. W innych ist­niały tylko nie­liczne takie trakty i wędrowcy musieli sami znaj­do­wać sobie ścieżki.

Warunki dro­gowe okre­ślały także odle­gło­ści, na jakie ludzie mogli trans­por­to­wać cięż­kie towary. Około 1000 roku miesz­kańcy kanionu Chaco w Nowym Mek­syku regu­lar­nie trans­por­to­wali kuku­ry­dzę na dystan­sie 150 kilo­me­trów, a cza­sami nawet przy­wo­zili wiel­kie pnie drzew z odle­gło­ści 275 kilo­me­trów (w Chaco nie rosły drzewa). Po towary luk­su­sowe, takie jak pióra papug ara, wypra­wiali się dalej33.

W roku 1000 czas poko­ny­wa­nia okre­ślo­nych odle­gło­ści nie był stały. Tem­pe­ra­tura, ukształ­to­wa­nie terenu, poja­wia­jące się prze­szkody mogły przy­spie­szać bądź spo­wal­niać podróż.

To samo doty­czyło podró­żo­wa­nia wodą, czy to rze­kami, czy przez morza. Szyb­kość prze­miesz­cza­nia się zmie­niała i co cie­kawe, nie­za­leż­nie od tego, czy łódź napę­dzana była wio­słami czy żaglem, podróż wodą wcale nie była szyb­sza niż lądem. Oczy­wi­ście wygod­niej sie­działo się w łodzi, niż szło na pie­chotę.

Łodzie wikin­gów sły­nęły ze swej wszech­stron­no­ści, małego cię­żaru, szyb­ko­ści i nie­wiel­kiego zanu­rze­nia, dzięki czemu mogły dobi­jać do brzegu nawet na płyt­kich wodach. Ich repliki osią­gają na żaglach pręd­kość mak­sy­malną rzędu 27 kilo­me­trów na godzinę, ale można ją utrzy­mać tylko przez krótki czas34. Dużo wol­niej­sze poli­ne­zyj­skie łodzie dwu­ka­dłu­bowe, pły­nące pod trój­kąt­nym żaglem, osią­gały przy nor­mal­nym wie­trze dwa razy mniej­szą pręd­kość mak­sy­malną niż łodzie wikin­gów35. Dzi­siej­sze wła­ści­wie skon­stru­owane tra­dy­cyjne żaglówki pły­wają ze śred­nią pręd­ko­ścią 16 kilo­me­trów na godzinę, a star­tu­jące w rega­tach o Puchar Ame­ryki mogą żeglo­wać nawet pięć razy szyb­ciej.

Łodzie wio­słowe czy kanu są dużo wol­niej­sze i mogą pły­nąć z pręd­ko­ścią około 11 kilo­me­trów na godzinę. Trudno wio­sło­wać szyb­ciej, chyba że przez krótki czas, ale za to łodzie wio­słowe mogą pły­nąć w dowol­nym kie­runku, w prze­ci­wień­stwie do stat­ków żaglo­wych, które nie mogą kie­ro­wać się pro­sto na wiatr36. Wio­sło­wa­nie w dużej mie­rze przy­czy­niło się do suk­cesu wikin­gów. Mogli oni pod­pły­wać do brze­gów, doko­ny­wać szyb­kich łupież­czych wypa­dów i sal­wo­wać się ucieczką, nie­za­leż­nie od tego, w którą stronę wiał wiatr.

Na podróże, jakie żegla­rze mogli podej­mo­wać w roku 1000, wpły­wały także prądy oce­aniczne, podob­nie jak dzi­siaj. Żegla­rze pły­nęli szyb­ciej, jeśli korzy­stali z regu­lar­nych prą­dów powierzch­nio­wych zwa­nych wirami, któ­rych kie­ru­nek okre­śla układ wia­trów, siła gra­wi­ta­cji, pro­mie­nio­wa­nie sło­neczne i szyb­kość obrotu Ziemi. Wiry na pół­kuli pół­noc­nej, Prąd Pół­noc­no­atlan­tycki i Prąd Pół­noc­no­pa­cy­ficzny, płyną zgod­nie z ruchem wska­zó­wek zegara, a na pół­kuli połu­dnio­wej - prze­ciw­nie do ruchu wska­zó­wek zegara.

Z powodu kie­runku Prądu Pół­noc­no­atlan­tyc­kiego podróż przez pół­nocny Atlan­tyk do Kanady jest dużo trud­niej­sza niż z powro­tem. Gdy wikin­go­wie, trzy­ma­jąc się brzegu, podró­żo­wali na Islan­dię i Gren­lan­dię, zwy­kle korzy­stali z wol­niej­szego zim­nego Prądu Gren­landz­kiego, a stam­tąd sta­rali się tra­fić na Prąd Labra­dor­ski, który niósł ich do Kanady. Podróż wią­zała się z nie­bez­pie­czeń­stwem. W oko­licy przy­lądka Farvel, naj­da­lej wysu­nię­tego na połu­dnie punktu Gren­lan­dii, Prąd Gren­landzki spo­tyka się z dużo cie­plej­szym Prą­dem Zato­ko­wym (Golf­sztro­mem), two­rzą się tam mgły i czę­sto wieją silne wia­try spy­cha­jące łodzie z kursu37.

To naj­praw­do­po­dob­niej spo­tkało wikinga Bjar­niego Her­jól­fs­sona w 985 lub 986 roku, gdy pły­nął z Islan­dii na Gren­lan­dię, mając nadzieję, że znaj­dzie swego ojca, który nie­dawno prze­niósł się do tam­tej­szej nowej osady zało­żo­nej przez Eryka Rudego.

W trze­cim dniu podróży Bjar­niego i jego towa­rzy­szy "wiatr, z któ­rym pły­nęli, ustał, ogar­nęły ich pół­nocne wia­try i mgły i nie wie­dzieli, dokąd płyną. A trwało to wiele dni"1, opo­wiada saga. Kiedy niebo się prze­ja­śniło, ujrzeli ląd, ale Bjarni dosta­tecz­nie dużo wie­dział o wyglą­dzie Gren­lan­dii, żeby się domy­ślić, iż to nie ona. Odwie­dziw­szy dwa inne lądy, zmie­nili kurs i dotarli bez­piecz­nie na Gren­lan­dię. Bjarni nie posta­wił stopy na nowym lądzie, ale jego opo­wieść zain­spi­ro­wała Leifa Eriks­sona - pierw­szego wikinga, któ­remu przy­pi­suje się dotar­cie do Ame­ryki - do pój­ścia w jego ślady. W ten spo­sób Eriks­son wylą­do­wał w pół­nocno-wschod­niej Kana­dzie.

W dro­dze powrot­nej do Skan­dy­na­wii wikin­go­wie sta­rali się tra­fić na Golf­sztrom będący czę­ścią Prądu Pół­noc­no­atlan­tyc­kiego. Podróż Golf­sztromem jest jak spływ rwącą rzeką mknącą przez powolne wody oce­anu. Pły­nie on na pół­noc wzdłuż wschod­niego wybrzeża Ame­ryki, po czym gwał­tow­nie zakręca i opły­wa­jąc Nową Fun­dlan­dię, wbija się w Atlan­tyk. Po dotar­ciu do Wysp Bry­tyj­skich pły­nie dalej na pół­noc do Europy. Poru­sza się z szyb­ko­ścią 160 kilo­me­trów na dzień, a jego sze­ro­kość - widoczna z góry, gdyż jego wody mają inny kolor niż ota­cza­jący go ocean - wynosi około 70 kilo­me­trów38.

Odle­gło­ści na Pacy­fiku były dużo więk­sze od tych na Atlan­tyku: w swym naj­szer­szym punk­cie mię­dzy Indo­ne­zją i Kolum­bią Ocean Spo­kojny liczy 20 tysięcy kilo­me­trów, a Atlan­tyk tylko 6,4 tysiąca. Mię­dzy Japo­nią a Kali­for­nią do prze­pły­nię­cia jest 8,8 tysiąca kilo­me­trów. Pierwsi żegla­rze wyko­rzy­sty­wali Prąd Pół­noc­no­pa­cy­ficzny, aby wypra­wiać się na Pacy­fik w swych dwu­ka­dłu­bo­wych łodziach napę­dza­nych żaglem. Podob­nie jak wikin­go­wie, nie uży­wali żad­nych urzą­dzeń nawi­ga­cyj­nych. Wypły­wa­jąc z Samoa, około 1025 roku dotarli do Wysp Towa­rzy­stwa, by po dwóch i pół stu­le­cia osią­gnąć Hawaje, Wyspę Wiel­ka­nocną i Nową Zelan­dię.

Jeśli warunki sprzy­jały, można było prze­pły­nąć Pacy­fik, cały czas dry­fu­jąc, o czym miało oka­zję się prze­ko­nać czter­na­stu nie­szczę­śli­wych japoń­skich żegla­rzy. 2 grud­nia 1832 roku wypły­nęli oni z Nagoi na drew­nia­nym statku rybac­kim o dłu­go­ści 15 metrów i skie­ro­wali się w stronę Tokio. Potężny sztorm zepchnął ich z kursu i pozba­wiony masz­tów sta­tek zaczął dry­fo­wać naj­pierw wraz z Prą­dem Kuro Siwo, a potem Prą­dem Pół­noc­no­pa­cy­ficz­nym będą­cymi czę­ścią Wiru Pół­noc­no­pa­cy­ficz­nego.

Kiedy czter­na­ście mie­sięcy póź­niej, w stycz­niu 1834 roku fala wyrzu­ciła sta­tek na brzeg w pobliżu mia­sta Ozette w sta­nie Waszyng­ton, przy życiu pozo­stało tylko trzech ryba­ków, któ­rzy prze­trwali dzięki piciu wody desz­czo­wej, żywie­niu się rybami i cza­sem zła­pa­nymi pta­kami. Z braku wita­miny C cho­ro­wali na szkor­but, który zabił ich jede­na­stu towa­rzy­szy39.

Podróże uła­twiały sprzy­ja­jące wia­try, a wia­try prze­ciwne dodat­kowo je utrud­niały. Jak wie każdy żeglarz, łódź pły­nie szyb­ciej, gdy wiatr wieje z tyłu40. W nie­któ­rych regio­nach duże zna­cze­nie mają sezo­nowe układy wia­trów. Naj­bar­dziej znane to mon­suny powo­do­wane przez ruch mas powie­trza w kie­runku oce­anu, kiedy wraz z nadej­ściem wio­sny kon­ty­nent euro­azja­tycki się nagrzewa, a sześć mie­sięcy póź­niej w prze­ciwną stronę. Do roku 1000 żegla­rze zdą­żyli dokład­nie poznać naturę i har­mo­no­gram wia­trów umoż­li­wia­ją­cych im podróże mię­dzy Indiami a Oce­anem Spo­koj­nym.

Jak zauwa­żył wielki histo­ryk arab­skiego żeglar­stwa Geo­rge F. Hourani (1913-1984), "przed eks­pan­sją Euro­pej­czy­ków droga przez Ocean Indyj­ski z Zatoki Per­skiej do Kan­tonu [Guang­zhou] była naj­dłu­żej regu­lar­nie uży­wa­nym szla­kiem mor­skim, co zasłu­guje na podziw jako nie­zwy­kłe osią­gnię­cie"41. Statki korzy­sta­jące z tego szlaku prze­mie­rzały nie­mal dwa razy dłuż­szą drogę niż Kolumb, a jeśli doda się do tego odci­nek z Basry w Iraku do Sofali w Mozam­biku, to dystans ten staje się trzy razy dłuż­szy.

Około roku 1000 oce­any Indyj­ski i Spo­kojny stały się świad­kami gwał­tow­nego wzro­stu han­dlu mię­dzy arab­skimi, hin­du­skimi, połu­dnio­wo­azja­tyc­kimi, wschod­nio­afry­kań­skimi i chiń­skimi por­tami. Żaden mary­narz nie zapusz­czał się na wschód od Fili­pin, gdyż Chiń­czycy wie­rzyli, że wody wszyst­kich oce­anów zle­wają się w śmier­telny wir, z któ­rego żaden sta­tek nie wraca.

W tym wie­rze­niu tkwiło ziarno prawdy. Prze­pływ indo­ne­zyj­ski (ITF) nie­sie cie­płe wody z Pacy­fiku do Oce­anu Indyj­skiego, prze­waż­nie na połu­dnie przez archi­pe­lag indo­ne­zyj­ski, a potem na zachód do Oce­anu Indyj­skiego. Prąd ten opływa wszyst­kie wyspy Azji Połu­dniowo-Wschod­niej, powo­du­jąc podnie­sienie poziomu oce­anów o 46 cen­ty­me­trów - wyżej niż gdzie­kol­wiek indziej na świe­cie. Prze­pływ jest tak szybki i nie­sie taki ogrom wód, że uczeni musieli wpro­wa­dzić nową jed­nostkę trans­portu obję­to­ści wody w prą­dach oce­anicz­nych, sver­drupa, rów­no­ważną prze­pły­wowi jed­nego miliona metrów sze­ścien­nych wody na sekundę. Kie­ru­nek prze­pływu indo­ne­zyj­skiego uła­twia podróż na połu­dnie i na zachód do Oce­anu Indyj­skiego, ale utrud­nia żeglugę na pół­noc42.

Ponie­waż uła­twiał żeglugę na połu­dnie, już 50 tysięcy lat temu ludzie podró­żo­wali łodziami do Austra­lii, ale pra­wie nikt nie pły­nął na pół­noc. Dla­tego przed XIV lub XV wie­kiem do kon­tak­tów mię­dzy Austra­lią a Indo­ne­zją czy Azją Połu­dniowo-Wschod­nią docho­dziło bar­dzo rzadko. Chiń­czycy po raz pierw­szy zawi­tali do Austra­lii, poszu­ku­jąc śli­ma­ków mor­skich zna­nych jako tre­pangi, ogórki mor­skie lub b?che-de-mer. Chiń­czycy tak je uwiel­biali, że ich rybacy wytrze­bili je w wodach wokół Guang­zhou, a potem wypra­wili się na ich poszu­ki­wa­nie wzdłuż połu­dnio­wego wybrzeża Azji Połu­dniowo-Wschod­niej do Wiet­namu, skąd ruszyli do Indo­ne­zji, by wresz­cie około 1400 roku dotrzeć do pół­nocnego wybrzeża Austra­lii43.

W roku 1000 więk­szość żegla­rzy kie­ro­wała się nawi­ga­cją zli­cze­niową, co ozna­czało, że wybie­ra­jąc kurs, pole­gali na wła­snym wzroku i wie­dzy na temat ruchów Słońca, Księ­życa i gwiazd. Wyjąt­kiem byli nawi­ga­to­rzy arab­scy, któ­rzy uży­wali sek­stantu, i chiń­scy, któ­rzy już około 1000 roku zaczęli wytwa­rzać pokła­dowe kom­pasy magne­tyczne44.

Wytrawni mary­na­rze poli­ne­zyj­scy i wikin­go­wie potra­fili usta­lić kurs na pod­sta­wie obser­wa­cji fal, wodo­ro­stów, kie­runku lotu pta­ków i kształtu linii brze­go­wej. Pocho­dzący z Mikro­ne­zji Mau Pia­ilug, który badał tra­dy­cyjne poli­ne­zyj­skie metody nawi­ga­cji, uczył ich potem Steve'a Tho­masa, wów­czas namięt­nego żegla­rza, a póź­niej gospo­da­rza pro­gramu tele­wi­zyj­nego Ten stary dom45. "Kiedy niebo było czy­ste, poło­że­nie okre­śla­łem na pod­sta­wie gwiazd, a gdy noc była pochmurna, kie­ro­wa­łem się kształ­tem fal", wyja­śniał Mau46.

Wikin­go­wie, podob­nie jak Poli­ne­zyj­czycy, nie uży­wali żad­nych przy­rzą­dów nawi­ga­cyj­nych. Jak w takim razie odkry­wali nowe lądy około 1000 roku? Klu­czową rolę odgry­wała struk­tura spo­łeczna, w szcze­gól­no­ści dyna­mika grup zbroj­nych, gdyż ambitni wodzo­wie wciąż poszu­ki­wali nowych tery­to­riów. Słynny sta­ro­an­giel­ski poemat Beowulf opi­suje funk­cjo­no­wa­nie takich grup. (Jedyny zacho­wany egzem­plarz jest dato­wany na rok 1000, ale opo­wieść doty­czy cza­sów się­ga­ją­cych kil­ku­set lat wstecz). Młody szwedzki książę Beowulf przy­bywa do Danii, żeby pomóc swo­jemu sąsia­dowi kró­lowi Duń­czy­ków, któ­rego kraj pusto­szy potwór Gren­del. Towa­rzy­szy mu około dwu­dzie­sto­oso­bowa dru­żyna, z którą Beowulf podró­żuje do odle­głych kra­jów w poszu­ki­wa­niu nie­zwy­kłych skar­bów. W zamian nagra­dza swych ludzi srebr­nymi bran­so­le­tami zra­bo­wa­nymi wro­gom. Ludzie Beowulfa nie wal­czą cały czas, nie­kiedy odpo­czy­wają i bawią się w swym towa­rzy­stwie47. Zda­rzało się, że w dru­ży­nie były także kobiety, czę­sto żony wodza. Kobiety mogły rów­nież sta­wać na czele dru­żyny; Frey­dis z obna­żoną pier­sią w końcu otrzy­mała dowódz­two nad łodzią, aby popły­nąć do Ame­ryki, jak opo­wiada saga zamó­wiona przez jej krew­nych. Dru­żyny nie sku­piały wyłącz­nie wojow­ni­ków z jed­nego miej­sca; czę­sto dołą­czali do nich ludzie z róż­nych kra­jów mówiący róż­nymi języ­kami. Mniej­sze dru­żyny liczyły do dwu­dzie­stu człon­ków, ale mogły ich gro­ma­dzić nawet od 100 do 20048. Wodzo­wie, któ­rym udało się przy­cią­gnąć jesz­cze wię­cej zwo­len­ni­ków, mogli w końcu zostać obwo­łani ksią­żę­tami lub kró­lami49.

Losy Eryka Rudego poka­zują, jak wodzo­wie wikiń­skich dru­żyn pro­wa­dzili swych ludzi na wyprawy w poszu­ki­wa­niu nowych tery­to­riów. W 980 roku Eryka uznano win­nym mor­der­stwa na Islan­dii i ska­zano go na trzy lata wygna­nia. Ponie­waż wcze­śniej zabro­niono mu wstępu do Nor­we­gii, wyru­szył na poszu­ki­wa­nie nowych ziem, kon­kret­nie Gren­lan­dii, którą ujrzał prze­lot­nie około 900 roku50. Po trzech latach wygna­nia wró­cił na Islan­dię, by zwer­bo­wać towa­rzy­szy na wyprawę, i w dwa­dzie­ścia pięć łodzi ruszyli na Gren­lan­dię. Wiatr zepchnął z kursu jede­na­ście łodzi i nikt ich już wię­cej nie widział. Do celu dotarło czter­na­ście, któ­rych załogi zało­żyły Osie­dle Wschod­nie. Syn Eryka, Leif, oraz inni wikin­go­wie, któ­rzy podró­żo­wali przez pół­nocny Atlan­tyk do Kanady, także mieli swoje dru­żyny.

Roz­pocz­nijmy naszą glo­balną podróż od momentu nawią­za­nia kon­taktu mię­dzy Europą i Ame­ryką Pół­nocną przed rokiem 1492: kiedy wikin­go­wie wylą­do­wali na Nowej Fun­dlan­dii w 1000 roku. Stam­tąd powę­dru­jemy dookoła świata, poru­sza­jąc się szla­kami odno­to­wa­nymi w źró­dłach pisa­nych oraz innymi, które zre­kon­stru­ujemy na pod­sta­wie badań arche­olo­gicz­nych.

W 1000 roku wikiń­scy odkrywcy zato­czyli glo­balną pętlę. Po raz pierw­szy przed­miot lub wia­do­mość mogły odbyć podróż przez cały świat. To prawda, że nie wiemy - na razie! - czy do tego fak­tycz­nie doszło. Ale ponie­waż podróże wikin­gów do Kanady w 1000 roku prze­tarły nowy szlak komu­ni­ka­cyjny z Europy do Ame­ryki, nie ulega wąt­pli­wo­ści, że rok ten zapo­cząt­ko­wał kształ­to­wa­nie się glo­bal­nej sieci dróg51. A zatem od tego roz­pocz­niemy naszą histo­rię glo­ba­li­za­cji.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Cytaty z sag win­landz­kich pocho­dzą z Sagi o Gren­land­czy­kach oraz Sagi o Eryku Rudym, tłum. Anna Waśko, Księ­gar­nia Aka­de­micka, Kra­ków 2006. [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

B. Ste­ger napi­sał pomocny wstęp, w któ­rym za klucz do glo­ba­li­za­cji uważa zawę­że­nie cza­so­prze­strzenne świata i sku­pia się, jak więk­szość auto­rów, na latach sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku. Nie­któ­rzy bada­cze dostrze­gli cechy glo­ba­li­za­cji już w okre­sie przed rokiem tysięcz­nym. Tak na przy­kład Jen­nings dowo­dzi, że sta­ro­żytna Mezo­po­ta­mia, Caho­kia i kul­tura Wari były świad­kami oddzia­ły­wa­nia ośrod­ków miej­skich na całe regiony. Wcze­śniejsi bada­cze, zwłasz­cza David Nor­th­rup i John Man, wspo­mnieli o zna­cze­niu roku tysięcz­nego, pod­czas gdy Janet Abu-Lughod upa­try­wała w okre­sie mon­gol­skim naj­waż­niej­szego kroku na dro­dze do więk­szej inte­gra­cji. C.A. Bayly zde­fi­nio­wał glo­ba­li­za­cję jako "przej­ście w skali pro­ce­sów spo­łecz­nych z poziomu lokal­nego lub regio­nal­nego na świa­towy", a począ­tek jej pierw­szej fazy, którą nazwał archa­iczną, umiej­sco­wił na początku XVI wieku. Zob. Ste­ger, Glo­ba­li­za­tion: A Very Short Intro­duc­tion, 2009; Jen­nings, Glo­ba­li­za­tions and the Ancient World, 2011; Nor­th­rup, Glo­ba­li­za­tion and the Great Conver­gence: Rethin­king World History in the Long Term, "Jour­nal of World History", 16 (3), 2005, s. 249-267; Man, Atlas of the Year 1000, 2001; Abu-Lughod, Before Euro­pean Hege­mony: The World Sys­tem A.D. 1250-1350, 1989; Bayly, "Archaic" and "Modern" Glo­ba­li­za­tion in the Eura­sian and Africa Arena, c. 1750-1850 [w:] Glo­ba­li­za­tion in World History, red. A.G. Hop­kins, 2002. [wróć]

Magnus Magnus­son, Her­mann Pálsson (tłum.), The Vin­land Sagas: The Norse Disco­very of Ame­rica, 1965, s. 100 [Saga o Gren­land­czy­kach, Saga o Eryku Rudym, tłum. Anna Waśko, 2006]. [wróć]

Jon Emont, Why Are There No New Major Reli­gions?, "The Atlan­tic", 6 sierp­nia 2017. [wróć]

James C. Lee, Wang Feng, One Quar­ter of Huma­nity: Mal­thu­sian Mytho­logy and Chi­nese Reali­ties, 1700-2000, 1996, s. 6 (rycina 1.1). [wróć]

Andrew M. Wat­son, The Arab Agri­cul­tu­ral Revo­lu­tion and Its Dif­fu­sion, 700-1100, "Jour­nal of Eco­no­mic History", 34 (1), 1974, s. 8-35; Andrew M. Wat­son, Agri­cul­tu­ral Inno­va­tion in the Early Isla­mic World: The Dif­fu­sion of Crops and Far­ming Tech­ni­ques, 700-1100, 1983. Paolo Squ­atriti wyka­zał, że ory­gi­nalna teza Wat­sona o zróż­ni­co­wa­niu upraw w świe­cie islam­skim wytrzy­mała próbę czasu: Paolo Squ­atriti, Of Seeds, Seasons, and Seas: Andrew Wat­son's Medie­val Agra­rian Revo­lu­tion Forty Years Later, "Jour­nal of Eco­no­mic History", 74 (4), 2014, s. 1205-1220. [wróć]

Andrew Wat­son, A Medie­val Green Revo­lu­tion [w:] The Isla­mic Mid­dle East, 700-1900: Stu­dies in Eco­no­mic and Social History, red. A.L. Udo­vitch, 1981, s. 29-58, 30; Char­les Issawi, The Area and Popu­la­tion of the Arab Empire: An Essay in Spe­cu­la­tion, w tym samym tomie, s. 375-396, 387. [wróć]

R.I. Moore, The First Euro­pean Revo­lu­tion, c. 970-1215, 2000, s. 30-39, s. 30 (podwo­je­nie liczby lud­no­ści), s. 33 (popu­la­cja Kor­doby), s. 46-48 (uzbo­żo­wie­nie). [wróć]

H.H. Lamb, The Early Medie­val Warm Epoch and Its Sequel, "Pale­oge­ogra­phy, Pale­oc­li­ma­to­logy, Pale­oeco­logy", 1, 1965, s. 13-37. [wróć]

PAGES 2k Con­sor­tium, Con­ti­nen­tal-Scale Tem­pe­ra­ture Varia­bi­lity During the Past Two Mil­len­nia, "Nature Geo­science", 6, 2013, s. 339-346. Mapę świata zawie­ra­jącą ten­den­cje zwią­zane z ocie­ple­niem bądź ochło­dze­niem kli­matu można zna­leźć w Inter­ne­cie na stro­nie pro­jektu Medie­val Warm Period Map­ping kie­ro­wa­nego przez Seba­stiana Luninga pod adre­sem: http://t1p.de/mwp. Patrz także arty­kuły: Quan­sheng Ge et al. na temat Chin oraz Chri­stiana Rohra et al. na temat Europy [w:] Pal­grave Hand­book of Cli­mate History, red. Sam White et al., 2018. [wróć]

Ale­xan­der F. More, New Inter­di­sci­pli­nary Evi­dence on Cli­mate and the Envi­ron­ment from the Last Mil­len­nium, nie­opu­bli­ko­wany arty­kuł wygło­szony na kon­fe­ren­cji "Histo­ires de l'an mil", Fon­da­tion des Tre­il­les, Fran­cja, 9-14 wrze­śnia 2019. [wróć]

Vale­rie Han­sen, The Open Empire: A History of China to 1800, wyd. 2, 2015, s. 239. [wróć]

Cécile Mor­ris­son, La place de Byzance dans l'histo­ire de l'économie médiévale (v. 717-1204): méthodes, acquis, per­spec­ti­ves [w:] Richesse et cro­is­sance au Moyen Age. Orient et Occi­dent (Mono­gra­phies de Tra­vaux et Memo­ires 43), red. D. Barthélemy, Jean-Marie Mar­tin, 2014, s. 11-30. [wróć]

Sonja Bren­tjes, Al-jabr [w:] Encyc­lo­pa­edia of Islam, wyd. 3, 2007. [wróć]

Uta C. Merz­bach, Calen­dars and the Rec­ko­ning of Time, Dic­tio­nary of the Mid­dle Ages, 3, 1983, s. 17-30. [wróć]

Robert E. Ler­ner, Mil­len­nia­lism, Chri­stian, Dic­tio­nary of the Mid­dle Ages, 8, s. 384-388; Nor­man Cohn, The Pur­suit of the Mil­len­nium: Revo­lu­tio­nary Mes­sia­nism in Medie­val and Refor­ma­tion Europe and Its Bearing on Modern Tota­li­ta­rian Move­ments, wyd. 3, 1970. [wróć]

Tom Cly­nes, Exc­lu­sive: Laser Scans Reveal Maya "Mega­lo­po­lis" Below Guate­ma­lan Jun­gle, "Natio­nal Geo­gra­phic", 1 lutego 2018. Dostępny w Inter­ne­cie. [wróć]

Michael D. Coe, Ste­phen Houston, The Maya, wyd. 9, 2015, s. 73, 84 (wcze­sne rol­nic­two), s. 126 (lud­ność Tikál), s. 176 (Chichén Itzá). [wróć]

Mas­simo Livi-Bacci, A Con­cise History of World Popu­la­tion, 2017, s. 25. [wróć]

Wil­liam W. Clark, John Bell Hen­ne­man Jr., Paris, Wil­liam A. Percy, Popu­la­tion and Demo­gra­phy [w:] Wil­liam W. Kibler et al., Medie­val France: An Encyc­lo­pe­dia, 1995, s. 698-707, 751-752. [wróć]

Con­rad Ley­ser, Naomi Stan­den, Ste­pha­nie Wynne-Jones, Set­tle­ment, Land­scape and Nar­ra­tive: What Really Hap­pe­ned in History, The Glo­bal Mid­dle Ages, red. Cathe­rine Hol­mes, Naomi Stan­den, Past and Pre­sent, Suple­ment 13, 2018, s. 232-260. [wróć]

Tra­vis E. Zadeh, Map­ping Fron­tiers Across Medie­val Islam: Geo­gra­phy, Trans­la­tions, and the Abb?sid Empire, 2011. [wróć]

Gavin Men­zies, 1421: The Year That China Disco­ve­red Ame­rica, 2008 [Gavin Men­zies, 1421 rok, w któ­rym Chiń­czycy odkryli Ame­rykę i opły­nęli świat, tłum. Rado­sław Janu­szew­ski, 2003]. [wróć]

Ishaan Tha­roor, Muslims Disco­ve­red Ame­rica Before Colum­bus, Cla­ims Tur­key's Erdo­gan, "Washing­ton Post", 15 listo­pada 2004; wpis pod datą 29 paź­dzier­nika 1492: Jour­nal of the First Voy­age of Chri­sto­pher Colum­bus, red. Julius E. Olson, Edward Gay­lord Bourne, 1906, s. 133 [Krzysz­tof Kolumb, Pisma, tłum. Anna Ludwika Czerny, 1970]. [wróć]

Fre­de­rick S. Starr, Lost Enli­gh­ten­ment: Cen­tral Asia's Gol­den Age from the Arab Conqu­est to Tamer­lane, 2014, s. 375-378. [wróć]

Saiyid Samad Husain Rizvi, A Newly Disco­ve­red Book of Al-Biruni: "Ghur­rat-uz-Zijat", and al-Biruni's Measu­re­ments of Earth's Dimen­sions [w:] Al-Biruni Com­me­mo­ra­tive Volume, red. Hakim Moham­med Said, 1979, s. 605-680. [wróć]

Fuat Sezgin (red.), The Deter­mi­na­tion of the Coor­di­na­tes of Posi­tions for the Cor­rec­tion of Distan­ces Between Cities: A Trans­la­tion from the Ara­bic of al-Biruni's Kitab Tah­did Nihayat al-Ama­kiin Lita­shih Masa­fat al-Masa­kin by Jamil Ali, 1992, s. 102-110, gdzie znaj­duje się tłu­ma­cze­nie stron 136-146 z Al-B?r?n?, Kit?b Tahd?d nih?y?t al-am?kin li-tashih mas?f?t al-mas?kin, red. P. Bul­ga­kov, Frank­furt 1992. [wróć]

Hel­mut Nic­kel, Games and Pasti­mes, Dic­tio­nary of the Mid­dle Ages, 1985, s. 5, 347-353. [wróć]

Ani­bal Rodri­guez, pra­cow­nik Ame­ri­can Museum of Natu­ral History, pry­watne donie­sie­nie, 11 marca 2015. [wróć]

John How­land Rowe, Inca Cul­ture at the Time of the Spa­nish Conqu­est, 1946, s. 231-232. [wróć]

Ross Has­sig, Aztec War­fare: Impe­rial Expan­sion and Poli­ti­cal Con­trol, 1995, s. 66. [wróć]

U.S. Depart­ment of the Army Tech­ni­ques Publi­ca­tion, "Foot Mar­ches (FM 21-18)", kwie­cień 2017, Sec­tion 2-41. [wróć]

Ash­le­igh N. Deluca, World's Toughest Horse Race Retra­ces Gen­ghis Khan's Postal Route, "Natio­nal Geo­gra­phic News", 7 sierp­nia 2014; H. Desmond Mar­tin, The Rise of Chin­gis Khan and His Conqu­est of North China, 1950, s. 18. [wróć]

Ste­phen H. Lek­son, Chaco's Hin­ter­lands [w:] The Oxford Hand­book of North Ame­ri­can Archa­eology, red. Timo­thy R. Pau­ke­tat, 2012, s. 597-607. [wróć]

Anders Win­roth, The Age of the Vikings, 2014, s. 72. [wróć]

Ben R. Fin­ney, Hokule'a: The Way to Tahiti, 1979; Ben Fin­ney, Voy­age of Redi­sco­very: A Cul­tu­ral Odys­sey Thro­ugh Poly­ne­sia, 1994, s. 127. [wróć]

Mark Howard-Flan­ders, doświad­czony mary­narz, Bran­ford w Con­nec­ti­cut, pry­watne donie­sie­nie, 1 wrze­śnia 2017. [wróć]

Bir­gitta Wal­lace, The Norse in New­fo­un­dland: L'Anse aux Meadows and Vin­land, "New­fo­un­dland Stu­dies", 19 (1), 2003, s. 5-43. [wróć]

http://oce­an­se­rvice.noaa.gov/. Zobacz rów­nież bar­dzo pomocną stronę pod adre­sem https://earth.nul­l­school.net/, gdzie można spraw­dzić kie­runki prą­dów i wia­trów każ­dego dnia. [wróć]

Cas­san­dra Tate, Japa­nese Casta­ways of 1834: The Three Kichis (zamiesz­czone 23 lipca 2009 na stro­nie http://www.histo­ry­link.org/File/9065); Fre­de­rik L. Schodt, Native Ame­ri­can in the Land of the Sho­gun: Ranald Mac­Do­nald and the Ope­ning of Japan, 2003. [wróć]

Tom Gar­riso, Robert Ellis, Oce­ano­gra­phy: An Invi­ta­tion to Marine Science, wyd. 9, 2016, s. 230 (mon­suny), s. 232 (rycina 8.19a i b: układy mon­su­nów), s. 251 (rycina 9.3: Wir Pół­noc­no­atlan­tycki), s. 255 (rycina 9.8a i b: prądy powierzch­niowe). [wróć]

Geo­rge F. Hourani, Arab Seafa­ring in the Indian Ocean in Ancient and Early Medie­val Times, wyda­nie popra­wione i posze­rzone przez Johna Car­swella, 1995, s. 61 (naj­bar­dziej uczęsz­czane szlaki mor­skie), s. 74 (czasy żeglugi). [wróć]

Robert Delfs, znany foto­graf pra­cu­jący w Indo­ne­zji spe­cja­li­zu­jący się w zdję­ciach pod­wod­nych, pry­watne donie­sie­nie, paź­dzier­nik 2015. [wróć]

Wang Gun­gwu, eme­ry­to­wany pro­fe­sor histo­rii na Uni­wer­sy­te­cie w Sin­ga­pu­rze, pry­watne donie­sie­nie, paź­dzier­nik 2015; C.C. McK­ni­ght, The Voy­age to Marege': Macas­san Tre­pan­gers in Nor­thern Austra­lia, 1976; Derek John Mulva­ney, B?che-de-mer, Abo­ri­gi­nes and Austra­lian History, "Jour­nal of the Royal Society of Vic­to­ria", 79 (2), 1966, s. 449-547. [wróć]

Robert K.G. Tem­ple, The Genius of China: 3,000 Years of Science, Disco­very, and Inven­tion, 1986, s. 148-157 [Geniusz Chin: 300 lat nauki, odkryć i wyna­laz­ków, tłum. Jacek Świercz, 1994]. [wróć]

Steve Tho­mas, The Last Navi­ga­tor: A Young Man, an Ancient Mari­ner, and the Secrets of the Sea, 1987. [wróć]

Nekro­log Mau Pia­iluga, "Washing­ton Post", 21 lipca 2010. [wróć]

Seamus Heaney (tłum.), Beowulf: A New Verse Trans­la­tion, 2001. [wróć]

Ben Raf­field, Bands of Bro­thers: A Re-appra­isal of the Viking Great Army and Its Impli­ca­tions for the Scan­di­na­vian Colo­ni­za­tion of England, "Early Medie­val Europe", 24 (3), 2016, s. 308-337, s. 314 (wiel­kość dru­żyn), s. 317 (kobiety), s. 325 (róż­nice etniczne). [wróć]

Jona­than Karam Skaff, Sui-Tang China and Its Turko-Mon­gol Neigh­bors: Cul­ture, Power, and Con­nec­tions, 580-800, 2012, s. 12-15, 75-104; Timo­thy Reu­ter, Plun­der and Tri­bute in the Caro­lin­gian Empire, "Trans­ac­tions of the Royal Histo­ri­cal Society", 5th Series, 35, 1985, s. 75-94; Naomi Stan­den, Fol­lo­wers and Leaders in Nor­the­astern Eura­sia, ca. Seventh to Tenth Cen­tu­ries [w:] Empi­res and Exchan­ges in Eura­sian Late Anti­qu­ity: Rome, China, Iran, and the Steppe, ca. 250-750, red. Nicola di Cosmo, Michael Maas, 2018, s. 400-418. [wróć]

Gwyn Jones, A History of the Vikings, 1968, s. 290. [wróć]

John Man, Atlas of the Year 1000, 2001. [wróć]