6
SZKOŁA PODSTAWOWA MEADOWCREEK
W lipcu 1993 roku Louise spotkała się z rodziną w międzynarodowym porcie lotniczym DallasFort Worth, kiedy była już w zaawansowanej ciąży z trzecim dzieckiem. Ponownie nalegała, żeby za wszystko zapłacić. Żyjące w bezdomności Phyllis i jej córki były zachwycone, że mogą znów zatrzymać się w domu Louise i Davida przy Roddy Drive.
- Ten dom był wspaniały - przyznała Teresa. - Panowała tam zabawna i szczęśliwa atmosfera.
3 listopada w szpitalu Texas Health Harris Methodist w Fort Worth Louise urodziła dziewczynkę imieniem Jessica Louise. W krótkiej notce prasowej w "Fort Worth StarTelegram" wspomniano, że rodzicami dziecka są "Louise Ann i David Allen Turpinowie z Fort Worth".
Wiosną 1994 roku dziennik "Telegram" zachęcił czytelników do nadsyłania swoich ulubionych rodzinnych fotografii z krótką sentencją na temat swojej mamy, co miało na celu upamiętnienie nadchodzącego Dnia Matki. David i Louise wysłali kilka zdjęć, dzięki czemu trzy z nich znalazły się na łamach gazety.
Na jednym z nich Louise w towarzystwie Jennifer, Joshui i małej Jessiki bawiła się w ogrodzie z ich psem Blackiem. Na innym David i Louise pozowali z Jennifer i babcią ze strony ojca, Betty Turpin.
"Moja matka jest wyjątkowa i bardzo ją kochamy", napisał pod spodem David.
Trzecie zdjęcie, sprzed mniej więcej pięciu lat, przedstawiało Phyllis Robinette trzymającą nowo narodzonego syna Billy'ego Juniora. Obok stał David i Louise z Jennifer na rękach.
"Moja matka nie ma sobie równych", napisała Louise. "Jest po prostu najlepsza".
Piętnaście miesięcy później ośmioletnia Jennifer Turpin poszła do pierwszej do klasy szkoły podstawowej Meadowcreek, położonej w odległości kilku przecznic od jej domu przy Roddy Drive. Każdego ranka Louise wiozła ją na lekcje i odbierała po południu.
Od samego początku kruchej dziewczynce okrutnie dokuczali rówieśnicy. Nie tylko była o kilka lat starsza od innych dzieci w klasie, lecz także jej higiena osobista pozostawiała wiele do życzenia. Każdego dnia do szkoły zakładała tę samą kwiecistą, białofioletową bluzkę, a długie, przetłuszczające się, brązowe włosy z grzywką nigdy nie zostały porządnie wyczesane. Brakowało jej również dwóch przednich zębów, ponieważ stałe nie zdążyły się jeszcze wybić.
- Bez wątpienia stała w ogniu ciągłej krytyki - wspomniał Jared Dana, który chodził z Jennifer do jednej klasy. - Każdego dnia miała na sobie te same cuchnące ciuchy: znoszone ogrodniczki i fioletową bluzkę. Często odwijała folię z cukierków, żeby związać nią sobie włosy.
Koledzy i koleżanki ze szkoły zaciskali nosy, kiedy przechodziła. Dana, który również padł ofiarą szkolnej tyranii, był jednym z niewielu dzieciaków, którzy z nią rozmawiali.
- Ja też byłem dość nieśmiały - wspominał. - Nie powiedziałbym, że mieliśmy się ku sobie, ale rozmawialiśmy czasami. Jennifer była naprawdę miła. Nie wydaje mi się, żeby miała w sobie choć odrobinę fałszu. Pewnego dnia pocałowałem ją w policzek i zostałem przez to straszliwie wyśmiany.
Wciąż pamięta, że córka Turpinów była niezwykle nadpobudliwa i łatwo wyrażała emocje.
- W szkole była pełna energii - przyznał Dana. - W trakcie wycieczek zawsze wyjątkowo się ekscytowała i wszystkich wyprzedzała.
Aaron Pankratz, który również chodził z Jennifer do klasy, pamięta ją jako dziewczynę z "naprawdę długimi, zaniedbanymi włosami" i "ciuchach z odzysku".
- Była chyba bardzo biedna - powiedział. - Pamiętam, że mnie to odrobinę niepokoiło. Starałem się jej unikać, na ile było to możliwe. Była po prostu wyrzutkiem.
17 grudnia 1995 roku, w tym samym szpitalu co poprzednio, na świat przyszło następne dziecko Louise, Jonathan Wayne. Był zdrowym chłopcem, ważył 3850 gramów i mierzył 52 centymetry.
Jego dumni rodzice wysłali zdjęcie Jonathana do "Fort Worth StarTelegram", które trafiło do szpalty poświęconej narodzinom.
"Dołącza do starszego rodzeństwa", napisano. "Jennifer (7), Joshui (3) i Jessiki (2)".
W czerwcu 1996 roku Louise i David zabrali czworo swoich dzieci w odwiedziny do rodziny w Princeton. Pokazywali je z dumą, zapewniając najbliższych krewnych, że będzie tych dzieci jeszcze dużo więcej. Ich pociechy ubrane zostały w identyczne stroje, włącznie z obuwiem.
- Wszyscy chodzili w prostej linii - wspomniała Teresa. - Przypominało to bardziej szkołę niż rodzinę. Pomyślałam wtedy, że jest dla nich zbyt surowa.
Po raz kolejny David i Louise za wszystko zapłacili, zabierając członków rodziny na wystawne obiady - każdego dnia do innej restauracji. Luksusowy styl życia Davida, Louise i dzieci zrobił na wszystkich ogromne wrażenie. Wydawało się, że Louise naprawdę znalazła swojego księcia na białym koniu i realizowała swój amerykański sen.
- Myśleliśmy, że ich życie jest idealne - przyznał przyrodni brat Louise, Billy Junior. - Kiedy tylko czegoś chcieli, zaraz to mieli. Myślałem, że są normalną, szczęśliwą rodziną.
W trakcie wizyty Elizabeth, która studiowała wówczas na Lee University w Cleveland w stanie Tennessee, zapytała, czy może spędzić z nimi lato w Fort Worth. David i Louise zgodzili się bez wahania. Kiedy wracali do domu, Elizabeth siedziała na tyłach samochodu wraz z dziećmi.
Gdy przejeżdżali przez Luizjanę, David niespodziewanie zjechał z autostrady międzystanowej. Louise oznajmiła, że jadą pograć trochę w kasynie i poprosili ją, żeby w tym czasie przypilnowała dzieci. Najpierw jednak nalegała, by nie mówiła absolutnie nikomu, że chodzą do kasyna, gdyż było to sprzeczne z zasadami ich wiary.
- Byłam w szoku - przyznała Elizabeth. - Wszyscy wychowaliśmy się w konserwatywnym i religijnym domu, w którym nam wpajano, że hazard jest grzechem.
Kilka godzin później, kiedy dzieci zasnęły na tylnych siedzeniach zaparkowanego w garażu kasyna, wrócił David. Sprawiał wrażenie bardzo zdenerwowanego, narzekając, że Louise ma poważny problem hazardowy i nie chce przestać grać, choć przegrała już poważne sumy. Następnie wrócił do kasyna, wyraziwszy nadzieję, że zostanie im dosyć pieniędzy na paliwo do Fort Worth.
Zanim Davidowi udało się ściągnąć Louise z powrotem do samochodu, upłynęło jeszcze kilka kolejnych godzin. Widać było, że kłócili się po drodze.
- Louise była wkurzona - powiedziała Elizabeth - i krzyczała: "Nie jestem dzieckiem! Przestań mi rozkazywać!".
Była nauczycielka ze szkoły średniej w Princeton, Pamela Winfrey, często wracała myślami do dnia, kiedy nierozważnie pozwoliła Louise Robinette opuścić klasę, co ta wykorzystała do ucieczki z Davidem Turpinem. Robiła regularnie zakupy w Walmarcie w Bluefield, gdzie Phyllis Robinette pracowała w tym czasie jako kasjerka.
- Wspomniałam kiedyś Phyllis, że to ja prowadziłam zajęcia w dniu, kiedy uciekła - powiedziała Winfrey. - Zapytałam ją o to. Odpowiedziała mi, że Louise pobrała się z Davidem z powodu swojego ojca. Przyznałam Phyllis, że podziwiałam ją za tę odważną decyzję o ucieczce. Ja nigdy nie zdobyłabym się na tak poważny krok.
Kiedy Elizabeth wprowadziła się pod 3225 Roddy Drive, była zachwycona możliwością ponownego obcowania z Louise. Siostry cieszyły się wspólnym spędzaniem czasu, graniem w gry planszowe, słuchaniem muzyki i oglądaniem filmów. Ale Elizabeth szybko sobie uświadomiła, jak Louise i David byli surowi dla swoich dzieci, a szczególnie dla Jennifer.
- Musiały prosić o pozwolenie, żeby pójść do łazienki - powiedziała Elizabeth. - Potrzebowały zgody, żeby cokolwiek zjeść.
Podczas swojego pobytu nigdy nie zauważyła, żeby jej siostra lub szwagier okazywali jakąkolwiek czułość swoim dzieciom. Przez całe lato Elizabeth nigdy nie była świadkiem sytuacji, w której pocałowaliby swoje dzieci lub choćby je przytulili. Nigdy nie przeczytali im książki, nie powiedzieli choć kilku słów na dobranoc, nie ułożyli do spania małego Jonathana.
Elizabeth była również zdumiona niemal rytualnymi porami serwowania posiłków przez Louise. Kiedy układała talerze na stole, przywoływała dzieci jedno po drugim, żeby się najadły. Zanim pierwszoklasistka mogła po cokolwiek sięgnąć, musiała spojrzeć matce w oczy, uśmiechnąć się i zaczekać na jej reakcję.
- Dopiero wtedy Louise mówiła: "Okej, siadaj". Mała siadała, a potem... naprawdę czekała na pozwolenie, by coś zjeść. Następnie Louise dodawała: "W porządku, możesz jeść".
Kiedy Jennifer kończyła posiłek, matka kazała jej wstać, patrzyła na nią, uśmiechała się i dopiero wtedy wysyłała ją do pokoju.
- To było jak tajny kod - powiedziała Elizabeth - przy każdym posiłku.
Jennifer i troje jej rodzeństwa gnieździli się w swoich pokojach przez dłuższy czas i nigdy nie pozwalano im na jakikolwiek kontakt z ciotką bez obecności Louise.
- Nie życzyła sobie, żebym rozmawiała z dziećmi. A im nie wolno było rozmawiać ze mną bez pozwolenia.
Louise wyjaśniła Elizabeth, że miało to na celu "ochronę" jej dzieci, ponieważ nie chciała, żeby ich religijne przekonania "zatarły się".
Choć dziewiętnastolatce nie podobał się sposób, w jaki Louise i David traktowali dzieci, nigdy nie odważyła się temu sprzeciwić.
Zauważyła również, że oboje często miewali złe nastroje. Spokojny zazwyczaj David wpadał we wściekłość przy najmniejszej nawet prowokacji.
- David tracił panowanie nad sobą, kiedy Louise zrobiła coś wbrew jego woli, i wpadał w szał - powiedziała Elizabeth. - Kiedy tam mieszkałam, nie chciał, żebyśmy robiły cokolwiek bez niego. Louise wiedziała, że lepiej będzie tego przestrzegać, jeśli jej mąż miał pozostać spokojny.
Po latach Jennifer Turpin wyznała śledczym, że ojciec wpadał we wściekłość i fizycznie atakował jej matkę. W końcu David obiecał przestać, ale nie do końca wiadomo, czy mu się to udało.
Według Ricka Rossa, specjalisty z dziedziny sekt i założyciela Instytutu Badań nad Sektami, to właśnie w Fort Worth David Turpin zaczął zmieniać swoją rodzinę w nienormalną sektę, wykorzystując do tego celu zniekształconą wersję swoich zielonoświątkowych nauk. Postrzegał siebie jako charyzmatycznego przywódcę, a Louise jako swoją zastępczynię.
W ciągu kilku kolejnych lat, kiedy ich rodzina się rozrastała, David i Louise wprowadzili w życie zestaw szczegółowych zasad i kar, wymagając od dzieci absolutnego posłuszeństwa i posłuchu. Kazali im między innymi zwracać się do siebie per "Matko" i "Ojcze".
- To, co nazywamy "praniem mózgu w obrębie sekty" jest tak naprawdę syntezą przymusowej perswazji lub reformy sposobu myślenia - wyjaśnił Ross. - Wypracowuje się techniki wywierania wpływu albo na podstawie prób i błędów, instynktownie, albo dzięki wiedzy z przeczytanych książek.
Ross przyznał, że rodzinne sekty opierały się na władzy, kontroli i dominacji.
- Ojciec chce po prostu zmienić swoją rodzinę w grupę oddanych mu osób. Nikt nie ma przy tym żadnego uzasadnionego powodu, żeby odejść. Nie jest tak, że się dorasta i opuszcza dom.
Powiedział również, że w przypadku rodziny Turpinów nie było niczego niezwykłego.
- Kto wie, z iloma tego typu przypadkami mamy do czynienia w Stanach Zjednoczonych? Wbrew pozorom takie sprawy nie są rzadkie, ale dowiadujemy się o nich dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś strasznego.
Krótko po przeprowadzce do Fort Worth Elizabeth znalazła letnią pracę w miejscowym sklepie. Louise nalegała, by zawozić ją do pracy i odbierać z niej, opierając to na rygorystycznym zestawie zasad, których należy przestrzegać. Nie wolno było jej zawierać żadnych przyjaźni, korzystać z ich domowego telefonu, ani nawet mówić komukolwiek, gdzie mieszka. Wszystko wskazywało na to, że została zwerbowana do rodzinnej sekty.
- Louise była bardzo zamkniętą w sobie osobą - wyjaśniła Elizabeth. - Usłyszałam od niej, że jeśli złamię zasady, zostanę stąd wyrzucona.
Tego lata Elizabeth obserwowała Davida i Louise z bliska, poznając dziwaczną dynamikę ich relacji. Jej siostra na pozór sprawowała nad wszystkim kontrolę i podejmowała wszelkie decyzje, a David obserwował wszystko w milczeniu, siedząc z założonymi rękami. Ostatecznie Louise zawsze zwracała się do niego o zgodę.
- Nawiązywali kontakt wzrokowy, a ona pytała: "dobrze, Davidzie?". A on odpowiadał: "Dobrze" albo "No cóż...".
Elizabeth stwierdziła, że to Louise decydowała o nałożeniu kary na dzieci za jakiekolwiek naruszenie rozrastającego się regulaminu. Następnie David ją egzekwował.
Elizabeth zaczynała się czuć niekomfortowo w obliczu coraz częstszego nieodpowiedniego zachowania swojego szwagra. Zaczął nagabywać ją o byłego chłopaka, dodając, że musiało mu się bardzo podobać, kiedy szła popływać w skąpym bikini. Pewnego dnia David i Louise zaczęli dyskutować w kuchni na temat swojego związku. David przyznał, że jego żona wpadła mu w oko, gdy miała zaledwie dziesięć lat. Wtedy postanowił do niej "wystartować".
Krótko po tej rozmowie Elizabeth brała prysznic. Louise otworzyła zamek łazienki za pomocą wieszaka do ubrań. Po chwili weszła do środka wraz z mężem, żeby popatrzeć.
- To było naprawdę niestosowne - powiedziała Elizabeth. - Czułam się wtedy bardzo niekomfortowo. Weszli do środka, patrzyli, jak się kąpię, po czym kazali mi wyjść spod prysznica na ich oczach.
Kiedy zaczęła się nerwowo wycierać, jej zakłopotanie doprowadziło ich do śmiechu.
- Zaczerwieniłam się od stóp do głów - przyznała Elizabeth. - Próbowali udawać, że to tylko żart, jakby nie zrobili niczego złego.
Od tamtej pory David i Louise często podglądali Elizabeth pod prysznicem, mówiąc jej przy tym, jaka jest piękna. Choć nie podobało jej się to ani trochę, nie miała tak naprawdę żadnego wyjścia. Domagała się tylko, by David nigdy nie dotknął jej nawet palcem.
Doktor Michael Stone, psychiatra sądowy i profesor psychiatrii klinicznej z Uniwersytetu Columbia, wyjaśnił, że ofiary kazirodztwa często nie znają granic seksualnych.
- Często miewają różne seksualne anomalie - wyjaśnił. - Zostali wychowani przez ludzi, którzy naruszyli wszelkie zasady, dlatego one przestają obowiązywać. Niektórzy z nich zachowują się bardzo rozwiąźle, inni uważają, że seks jest brudny i odrażający po tym, co im się przytrafiło. Zwykle występują jakieś anomalie.
Pod koniec lata Louise odkryła, że jej siostra zaprzyjaźniła się z kolegą z pracy i regularnie jada z nim lunch. Wpadła we wściekłość. Pewnego dnia podwiozła ją do pracy, ale już jej z niej nie odebrała. Elizabeth była zaniepokojona i zadzwoniła do Louise, która nie odebrała telefonu. Kobieta spędziła noc na ławce przy pobliskim Walmarcie.
Przez trzy kolejne doby Elizabeth spała na dworze, chodząc do pracy w tym samym ubraniu. W końcu Louise odebrała telefon i natychmiast nakazała siostrze wracać do domu w Tennessee. Dopiero kiedy Elizabeth zagroziła wezwaniem policji, Louise pozwoliła jej wrócić i zabrać rzeczy.
21 maja 1997 roku Louise znów wylądowała w szpitalu Texas Health Harris Methodist, gdzie urodziła piąte dziecko, córeczkę imieniem Joy Donna. Wierzgająca nóżkami dziewczynka ważyła 3370 gramów i mierzyła 52 centymetry. Zdjęcie dziecka wydrukowano w "Fort WorthStar Telegram", w rubryce poświęconej narodzinom.
"Dziewczynkę powitało na świecie rodzeństwo, 8letnia Jennifer, 5letni Joshua, 3letnia Jessica i 18miesięczny Jonathan", napisał do gazety David.
Trzy miesiące później Jennifer otrzymała promocję do drugiej klasy w szkole podstawowej Meadowcreek. Stan jej higieny osobistej jeszcze bardziej się pogorszył.
- Śmierdziała brudnymi ciuchami i moczem - wspomniała jej koleżanka z klasy Jessica Bermejo. - Zawsze była tak samo ubrana. Chyba w ogóle tego z siebie nie ściągała.
Ale jej ciotka Teresa, która wpadła z wizytą, zapamiętała jednak rząd drogich, nigdy nienoszonych sukienek w szafie Jennifer.
- Były już dla niej za małe - powiedziała. - Nie oderwali z nich nawet metek. Widać było, że to ciuchy po 200 i 300 dolarów.
Kiedy drogie ubrania kurzyły się w szafie, Jennifer zakładała każdego dnia tę samą białą bluzkę z długimi rękawami i fioletowe spodnie.
Dziewięciolatka, która spędzała w swoim pokoju całe godziny, wydawała się również wyjątkowo nadpobudliwa - stale coś bazgrała i bawiła się włosami. Zaczęła też demonstrować niepokojące zachowania przed całą klasą.
- Dotykała swoje intymne miejsca - powiedziała Bermejo. - Nie wiem, czy czuła swędzenie. Mogło mieć to jakiś związek z brakiem higieny.
Jennifer mówiła różne rzeczy, które wywoływały ogólny dyskomfort u innych.
- Opowiadała o sprawach, które mogły wskazywać na molestowanie seksualne - uznała Bermejo. - Były to rzeczy, o których się nie mówi w jej wieku. Starałam się to ignorować.
Jared Dana pamięta, jak nauczycielka wysłała Jennifer do dyrektora za pocieranie się w intymnych okolicach, ale najwyraźniej nie podjęto żadnych działań zmierzających do wyjaśnienia, czy w jej domu występuje jakiś problem. W wydziale spraw rodzinnych i opiekuńczych nie ma żadnej wzmianki na temat Turpinów.
Kiedy Jennifer poszła do trzeciej klasy, w szkole podstawowej Meadowcreek pojawiła się wszawica, za którą ją oczywiście obwiniano.
- Byłam jedną z dziewcząt, które miały wszy - przyznała Bermejo. - To był poważny problem, bo nie byłam jedyna. Dzieciaki wołały na nią "Wszawka", bo wszyscy byli świadomi stanu jej higieny.
Taha Muntajibuddin i jego siostra Nuha również chodzili do trzeciej klasy z Jennifer i widzieli, jak źle była ona traktowana.
- Inni trzecioklasiści nieustannie ją wyśmiewali - napisał Muntajibuddin na Facebooku - bo jej ubranie wyglądało czasami tak, jakby przeciągnięto ją przez błoto. Do tego często śmierdziała.
Pewnego dnia Jennifer została poniżona, kiedy nauczycielka kazała jej wyrzucić stare sreberko od batonika Hershey, którego używała jako gumki do swoich długich, brudnych włosów.
- Pamiętam, że cała moja klasa zwijała się ze śmiechu - napisał Muntajibuddin.
Jednak pomimo tego, że dziewczyna była ofiarą ciągłych szyderstw, pozostała pogodna i przyjazna.
- Próbowała szukać znajomych - powiedziała Bermejo - ale nikt nie chciał się z nią bawić i wszyscy trzymali się od niej z daleka. Kilka razy wyciągnąłem do niej dłoń, ale sam byłem wtedy introwertykiem.
15 czerwca 1998 roku w tym samym szpitalu co zwykle, Louise urodziła szóste dziecko, Julianne Phyllis. Zdrowe dziecko ważyło 4 kilogramy i mierzyło 53 centymetry.
"Dziecko powitali jego bracia i siostry", napisano w "Fort WorthStar Telegram" obok fotografii.
Miesiąc później Louise i David z czworgiem najstarszych dzieci pojechali do Princeton w odwiedziny do rodziny. Nie był to jednak miły pobyt, a Louise nie ukrywała, jak bardzo nienawidzi tego miasteczka.
- Po raz ostatni pojechała spotkać się z rodziną - powiedziała później Elizabeth Dr. Ozowi podczas wywiadu w popularnym telewizyjnym show. - Przyznała, że nie zamierza więcej tutaj wracać. Chciała tylko, żeby mama i tata zobaczyli swoje wnuki.
Teresa uważa, że dla jej najstarszej siostry wizyta ta była traumatyczna, ponieważ powróciły do niej wszystkie koszmary z dzieciństwa.
- Bardzo cierpiała - wyjaśniła Teresa. - Sam pobyt w tym miejscu przyprawiał ją o mdłości. Wróciła dawna pogarda.
Tego dnia Louise i David postawili stopę w Wirginii Zachodniej po raz ostatni. Skończyły się również opłacane przez nich w całości odwiedziny rodziny Robinette'ów.
Kiedy nadeszło Boże Narodzenie, Turpinowie znów tonęli w ogromnych długach finansowych. Mimo że David wciąż piastował dobrze opłacane stanowisko w Lockheed Martin, regularnie jeździł z Louise do Luizjany, gdzie trwonili pieniądze w kasynach.
Wyrzucona z domu Turpinów Elizabeth porzuciła college i wyszła za mąż. W końcu pogodziła się z Louise i siostry zaczęły regularnie rozmawiać przez telefon. W trakcie tych rozmów siostra często wspominała o swojej miłości do hazardu i braku aprobaty ze strony Davida. Przyznała, że daje jej to cudownego "kopa", który nie pozwala jej przestać.
Pod koniec grudnia Elizabeth zadzwoniła do siostry na komórkę. Louise powiedziała, że robi właśnie zakupy świąteczne i że do niej oddzwoni. Zrobiła to kilka godzin później, chwaląc się, że osiągnęła limity na wszystkich kartach kredytowych i kupiła tyle, ile zdołała przed ich zablokowaniem. Powiedziała również, że David siedzi aktualnie w garażu i pakuje prezenty dla dzieci.
Po chwili oświadczyła z dumą, że zamierzają złożyć wniosek o upadłość finansową. Bank wnosił zastrzeżenia hipoteczne dotyczące nieruchomości przy Roddy Drive, a rodzina poważnie zalegała z płatnościami za hipotekę.
Kiedy Elizabeth zapytała, czy komornicy zajmą ich dom po zgłoszeniu wniosku o upadłość, Louise się roześmiała. Wyjaśniła, że choć stracą dom, zatrzymają wszystko, co kupili na kredyt. Zgodnie z przepisami będą mogli zachować również samochody, o ile zaczną spłacać długi.
Louise zapewniła wstrząśniętą siostrę, że wszystkie ich długi zostaną anulowane, nie będą więc musieli za nic płacić. Kiedy Elizabeth określiła to mianem oszustwa, Louise odparła, że robią to dlatego, żeby dzieci miały wystarczająco dużo ubrań i zabawek w przyszłości. Stwierdziła, że kieruje nimi tylko zdrowy rozsądek, który pozwala im wykorzystać system przez złożenie wniosku o upadłość.
Kiedy Elizabeth podsumowała, że dla niej jest to po prostu kradzież, Louise trzasnęła słuchawką.
Wiosną 1999 roku bank zajął nieruchomość przy Roddy Drive, a David, Louise i sześcioro dzieci zostali zmuszeni do eksmisji. Bez słowa wyjaśnienia Jennifer przestała chodzić do szkoły podstawowej Meadowcreek. Nigdy więcej nie wróciła już do publicznej placówki edukacyjnej.
- Pewnego dnia po prostu przestała przychodzić - powiedziała Jessica Bermejo. - Trochę mnie to zdziwiło. Próbowałam ją później odszukać, ale nie znalazłam żadnych informacji na jej temat. Jakby zapadła się pod ziemię.
Żadne z dzieci Turpinów nigdy więcej nie zobaczyło już wnętrza szkolnej sali, a ich Ojciec postanowił uczyć je samodzielnie. Dzięki temu uniknęli pytań na temat nietypowego stylu życia rodziny ze strony nauczycieli i innych rodziców. Louise, która odeszła ze szkoły w wieku szesnastu lat, żeby wyjść za Davida, miała od teraz zostać ich nauczycielką.
Specjalista w dziedzinie sekt Rick Ross uważa, że następnym etapem formowania się sekty było odcięcie dzieci od świata zewnętrznego i stworzenie alternatywnej karykatury takiego świata w czterech ścianach ich niestabilnego domu.
- Wykorzystał te techniki do zmanipulowania ich umysłów i stworzenia bezpodstawnych obaw związanych ze światem zewnętrznym - powiedział Ross. - A potem zakorzenił swego rodzaju zależność, posłuszeństwo i poddaństwo zgodnie z własnymi wyobrażeniami.
Ross przyznał, że choć David Turpin był bez wątpienia pomysłodawcą i przywódcą sekty, Louise chętnie szła w jego ślady.
- To przykład grupy zdominowanej przez postać patriarchalną - powiedział Ross - w której matka również ma pewne obowiązki. Ale David Turpin był w tej rodzinie bogiem. Stał się obiektem czci, a sprzeciwianie się mu było grzechem śmiertelnym. Dzieci nie miały zatem swojego życia poza tym, które on sam im stworzył.
Kiedy Turpinowie się wyprowadzili, nowi właściciele domu przy 3225 Roddy Drive byli tak przerażeni jego stanem w środku, że zdecydowali się sfotografować zastane pomieszczenia. Wewnątrz panował straszliwy fetor, a wszystkie dywany i podłogi lepiły się od brudu. Na ścianach było mnóstwo dużych, ciemnych plam, które po bliższym zbadaniu okazały się fekaliami.