ROZDZIAŁ II
Bartek nadal wylegiwał się w łóżku, mimo że zegar wybijał właśnie godzinę czternastą. Chłopak nigdy nie był rannym ptaszkiem, więc kiedy tylko miał dzień wolny i okazję do dłuższego odpoczynku, chętnie z niej korzystał. Odkąd zamieszkał sam w małej, wynajętej kawalerce, nikt nie przeszkadzał mu w odsypianiu po zakrapianych imprezach. Trochę wczoraj wypił, ale dziś nie czuł się skacowany, nawet nie bolała go głowa. Pewnie wynikało to z doświadczenia i wprawy w piciu alkoholu.
Chwycił telefon leżący na szafce przy łóżku i zaczął odczytywać nadesłane wiadomości. Kilka z nich pochodziło od znajomych, jedna była od Zosi, a dwa esemesy przesłała do niego Klaudia. Chciała się dowiedzieć, jak się bawił w klubie oraz czy nie przeholował wczoraj z alkoholem.
Zdawał sobie sprawę, że wpadł Klaudii w oko. Dostrzegał próby, jakie dziewczyna podejmowała, aby zwrócić jego uwagę. Nie mógł powiedzieć, że Tylczyńska nie jest interesującą osobą, nie tylko zewnętrznie, ale również pod względem osobowości czy charakteru. Któż by nie chciał poderwać blond piękności o niebieskich oczach i uwodzicielskim spojrzeniu? On jednak sam nie wiedział, czego oczekuje od życia. Uważał, że jest jeszcze za młody, aby pchać się w stałe związki. W końcu miał dopiero dwadzieścia pięć lat i obecnie nie czuł potrzeby podporządkowywania się jakiejkolwiek dziewczynie.
Kiedy już odpisał na wszystkie wiadomości, postanowił w końcu zwlec się z łóżka i trochę ogarnąć. Zapewne gdyby nie głośno burczący żołądek, mógłby tak leżeć jeszcze ze dwie godziny.
Po szybkim prysznicu skierował się do kuchni w poszukiwaniu resztek jedzenia, ale niestety w lodówce hulał wiatr, gdyż znowu zapomniał zrobić zakupy. Znalazł jedynie paczkę orzeszków solonych i kilka kabanosów, pochłaniając je w ekspresowym tempie. Dobrze, że miał jeszcze kawę, którą szybko zaparzył. Bez solidnej dawki kofeiny jego dzień byłby całkowicie spieprzony.
Spokojne popijanie kawy przerwał dźwięk dzwonka do drzwi. Ktoś dobijał się natarczywie, jakby wiedział, że chłopak może jeszcze spać o tej godzinie. Bartek powoli wstał, kierując się w stronę drzwi. Nie mógł dłużej słuchać tego hałasu.
- W końcu! Już myślałam, że nie otworzysz! - krzyknęła piskliwie dziewczyna, przepychając się obok niego, pewnie maszerując w głąb mieszkania.
Bartek westchnął głośno. Szybko zamknął drzwi, podążając za swoim gościem.
- Chyba nie byliśmy umówieni na dziś? - zapytał, siadając na rozgrzebanym łóżku, którego nie zdążył jeszcze pościelić.
- Stęskniłam się za tobą - rzuciła zalotnie - a ostatnio nie odpisywałeś, więc postanowiłam, że wpadnę zobaczyć, czy nie trzeba się tobą zaopiekować.
Na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek.
- Czyżby? Ja myślę, że to ty nie możesz żyć beze mnie, dlatego przyszłaś - odparł nonszalancko.
Dziewczyna wstała z krzesła, na którym wcześniej przysiadła. Podeszła do łóżka, wskakując Bartkowi na kolana.
- Tęskniłeś chociaż odrobinkę? - zapytała z nutą nadziei w głosie.
Uniósł brew, rozbawiony.
- Musisz pytać o takie rzeczy?
- Może... czasem chciałabym wiedzieć, co myślisz.
Uśmiechnął się lekko, jakby rozbawiła go jej naiwność.
- Jest przyjemnie. To chyba wystarczy, nie? - rzucił lekko zirytowanym głosem.
- A gdybym powiedziała, że to za mało?
Zamilkł na chwilę. Spojrzał na nią uważniej, z lekkim politowaniem wypisanym na twarzy.
- Powiedziałbym, że to twój problem, nie mój.
Przez chwilę nie wiedziała, co odpowiedzieć.
- Ty naprawdę nigdy nie myślałeś o tym poważnie?
- Nie - odpowiedział bez zastanowienia.
Odwróciła wzrok, nie chcąc, aby zobaczył w nim rozczarowanie i ból.
- Dla ciebie to tylko zabawa.
- Zawsze była i będzie. Przecież nigdy ci niczego nie obiecywałem.
Jej ręce drżały lekko, ale wciąż trzymała się blisko, jakby nie chciała jeszcze puścić iluzji.
- A ja naprawdę myślałam, że może z czasem coś się zmieni...
Zaśmiał się cicho, lekko odsuwając ją od siebie.
- A ja myślałem, że nie będziesz się przywiązywać. Musisz sama zdecydować, co chcesz teraz z tym zrobić, ale nie licz na nic więcej. Dla mnie to tylko rozrywka. Jeśli nie ty, to znajdzie się inna chętna.
Dziewczyna zsunęła się z kolan Bartka, przysiadając obok. Między nimi zapadła ciężka i przenikliwa cisza.
***
Babcia Helenka żwawo wmaszerowała do salonu, rozglądając się w poszukiwaniu małżonka. W pomieszczeniu przebywały jedynie wnuki, które rozsiadły się na kanapie, oglądając serial na Netflixie. Robert, Patryk, Melania i Leon byli zapatrzeni w ekran jak zaczarowani.
- Widzieliście może dziadka? - zapytała Helena, obserwując towarzystwo siedzące na sofie, jednak nikt nawet nie podniósł wzroku.
Starsza kobieta zdawała sobie sprawę, że w takiej sytuacji żadne z nich nie zwróci na nią uwagi, więc postanowiła zastosować środki ostateczne. Podeszła do gniazdka i jednym sprawnym ruchem wyrwała kabel, odłączając telewizor od prądu. Dopiero to zadziałało jak kubeł zimnej wody i cała czwórka ocknęła się, w poszukiwaniu sprawcy okrutnej zbrodni.
- Babciu, co ty zrobiłaś?! - krzyknął rozgorączkowany Leon. - My tutaj oglądamy serial!
- Właśnie, dlaczego wyrwałaś kabel? Nie mogłaś zapytać, jeśli czegoś potrzebujesz? - dodał ze zniechęceniem Patryk.
Kobieta zrobiła oburzoną minę, przez chwilę obserwując wnuki w milczeniu.
- Zero szacunku do starszego człowieka - zaczęła głośno utyskiwać. - Gadam do was, a wy nawet nie raczycie spojrzeć na babcię! Jakbym miała zawał, też byście nie zauważyli, tak byliście wpatrzeni w tego Refluksa!
Rodzeństwo popatrzyło na siebie w konsternacji. Po chwili wybuchnęło gromkim śmiechem, nie mogąc powstrzymać wesołości wywołanej słowami babci. Starsza kobieta tylko machnęła ręką i zirytowana wyszła, marudząc coś pod nosem.
Klaudia wpadła na babcię, gdy kierowała się w stronę hałasu dochodzącego z salonu. Miała zamiar poinformować rodzinę, że wychodzi na spotkanie. Była już gotowa, ale dzisiaj nie poświęciła tak wiele czasu na wyszykowanie się, jak zwykle. Oczywiście makijaż był nienaganny, a włosy perfekcyjnie wyprostowane, ale starała się zachować w miarę naturalny wygląd. W końcu to tylko spotkanie z Igorem, jej kumplem. Wskoczyła w obcisłe dżinsy i beżowy sweterek, które były bardzo wygodne i dobrze na niej leżały, podkreślając smukłą sylwetkę.
Babcia zlustrowała wnuczkę od dołu do góry, po czym pokiwała głową z aprobatą.
- A panna gdzie się wybiera w niedzielne popołudnie?
Klaudia szeroko się uśmiechnęła, lekko poprawiając włosy.
- Umówiłam się z kolegą w kawiarni. Jakby ktoś pytał, to nie wiem, o której wrócę - dodała zaczepnie, wiedząc, że babcia na pewno to skomentuje.
Helena głośno prychnęła.
- Co za czasy. Kiedyś, jak rodzic powiedział, że masz być o dziesiątej w domu, to się przychodziło bez zbędnego gadania. Teraz to dzieciaki ci mówią, że masz czekać, aż wrócą. Świat oszalał! - wyrzuciła z siebie, unosząc bezradnie ręce, po czym udała się na dalsze poszukiwania męża.
Nie miała już siły słuchać kolejnych mądrości wnuków.
***
Igor starał się wyjść niepostrzeżenie z domu, aby uniknąć zbędnych pytań siostry lub babci. Kiedy był już przekonany, że się udało, zza drzwi wyskoczyła Blanka, rzucając mu się na szyję z głośnym piskiem.
- A gdzie to próbujesz się wymknąć cichaczem? - rzuciła głośno, prosto do jego ucha.
Natychmiast puścił siostrę i złapał się za ucho, które zaczęło boleśnie pulsować.
- Zwariowałaś? Ogłuchnę kiedyś przez ciebie, zobaczysz - odparł, udając rozgniewanego, gdyż liczył na to, że w ten sposób uniknie pytań.
Blanka zlustrowała brata. Z uniesioną brwią obserwowała, jak na jego twarzy pojawiają się rumieńce.
- Igorek, czyżbyś wybierał się na randkę z wymarzoną dziewczyną?
- Co? - zapytał szybko. - Nie! Idę z koleżanką na kawę. To nie jest to, o czym myślisz, Blania, więc daj spokój.
Przez chwilę w milczeniu przyglądała się coraz bardziej spąsowiałej twarzy brata.
- Coś za bardzo się rumienisz, jak na zwykle spotkanie z koleżanką. Na dodatek wystroiłeś się jak szczur na otwarcie kanału i wylałeś na siebie pół litra perfum.
Gdy Igor ponownie miał zaprzeczyć i wysunąć kolejne argumenty na swoją obronę, Blanka podeszła do niego i pocałowała w policzek, mocno przytulając.
- Powodzenia, braciszku. Mam nadzieję, że w końcu odnajdziesz swoje szczęście - dodała cicho, po czym szybko weszła do domu, zostawiając go z szeroko otwartymi ustami.
Jego siostra była naprawdę nieprzewidywalna, ale kochał ją z całego serca, w końcu miała tylko jego. Dziadkowie i wujek oczywiście sporo pomagali, będąc oparciem w czasie, kiedy spadła na nich tragedia. Tego nigdy im nie zapomni. Do końca życia będzie wdzięczny za miłość, otwarte serca i opiekę, dzięki którym potrafili się podnieść po koszmarze, próbując wrócić do normalności.
Teraz jednak musiał skierować myśli ku rzeczywistości, dlatego szybko ruszył w kierunku auta. Nie chciał, aby Klaudia musiała na niego czekać.
***
Igor siedział przy stoliku, wpatrując się w krajobraz za oknem. Jego wzrok był nieobecny, a palce mechaniczne uderzały w stół. Czekał już dwadzieścia minut, a Klaudii nadal nie było. Z tego, co zdążył zauważyć, punktualność nie była jej najmocniejszą cechą.
W pewnym momencie do głowy przyszła mu niepokojąca myśl. Może Klaudia go wystawiła? Nie, to chyba niemożliwe, żeby dziewczyna była tak okrutna i zrobiła sobie z niego żarty.
Pełne negatywnych myśli kontemplacje przerwało wejście blondynki, która z szerokim uśmiechem szybko podeszła do stolika, rzucając z impetem torebkę na krzesło.
- Igi, tak bardzo cię przepraszam za spóźnienie, ale był wypadek na trasie i musiałam chwilę postać w korku - wyrzuciła z siebie jednym tchem.
- Przestań, nie ma sprawy - odpowiedział łagodnie, ciesząc się, że Klaudia dotarła, mimo wszystko. - Siadaj, zamówimy kawę i może coś słodkiego, jeśli masz ochotę.
Zerknęła na pusty stolik, czując, jak ogarniają ją wyrzuty sumienia.
- Biedaku, siedziałeś tu bez kawy, czekając na mnie. Mogłeś coś zamówić - powiedziała, patrząc na niego przepraszająco.
Igor tylko machnął dłonią, jakby to nie miało żadnego znaczenia.
- Nie przejmuj się, wolałem po prostu poczekać na ciebie. W końcu kawa lepiej smakuje w towarzystwie - odparł, lekko się uśmiechając.
Rozmowę przerwało nadejście kelnerki, która pojawiła się, aby przyjąć zamówienie. Igor skusił się na dużą, czarną kawę, zaś Klaudia poprosiła o café latte, do których oboje dobrali sernik królewski. Gdy ponownie zostali sami przy stoliku, dziewczyna postanowiła wcielić w życie swój plan.
- Poprosiłam o spotkanie, ponieważ chciałabym wyciągnąć z ciebie troszkę informacji - odezwała się tajemniczo, budząc ciekawość Igora.
- Okej, jeśli będę w stanie ci pomóc, zrobię to z przyjemnością.
Klaudia przez chwilę zbierała myśli. Nie chciała wyjść na desperatkę, dlatego musiała ostrożnie dobierać słowa. Igor uśmiechał się do niej zachęcająco, gdyż dostrzegł na jej twarzy lekkie zawahanie.
- Cóż, mam kilka pytań odnośnie do Bartka. Bo wy znacie się trochę dłużej, prawda?
Igorowi zrzedła mina, kiedy usłyszał, o kim ma być rozmowa. W jego sercu tliła się jeszcze malutka iskierka nadziei, że Klaudia przyjechała się spotkać, ponieważ lubi spędzać z nim czas. Ta iskierka została ugaszona jednym zdaniem, które wypowiedziała. Oczywiście, że chodziło o Bartka. To on zawrócił jej w głowie, powodując przyspieszone bicie serca.
Igor szybko przybrał na twarz sztuczny uśmiech. Lekko chrząknął, aby zyskać na czasie.
- Zgadza się, znamy się dłużej, w końcu razem pracujemy. Co chciałabyś wiedzieć?
Klaudia nieśmiało się uśmiechnęła, ukazując śliczne dołeczki, które niezwykle podkreślały jej delikatną urodę. Wpatrywał się w nią z zachwytem, lecz po chwili szybko się ocknął, przybierając uprzejmy wyraz twarzy.
- Myślisz, że Bartek jest w kimś zakochany?
Boże, dziewczyno, pomyślał Igor w panice. Dlaczego akurat mi musisz zadawać takie pytania? Czy mogło być gorzej?
- Wiesz co... - zaczął powoli - znam Bartka ponad rok i trudno mi powiedzieć na jego temat coś więcej, niż sama wiesz. Jeżeli chodzi o prywatne życie, to raczej nie jest zbyt wylewny.
Klaudia słuchała uważnie słów Igora, przygryzając dolną wargę, czym niesamowicie go rozpraszała.
- Igi, będę szczera. Chcę się z nim umówić. Wolałabym jednak, żeby to wyszło tak naturalnie.
Świetnie, powtarzał w myślach. Teraz będę słuchał, jak dziewczyna, którą się zauroczyłem, zachwyca się innym facetem. Chyba jestem masochistą.
- Nie wiem, jak mógłbym ci pomóc - odparł bezradnie, rozkładając ręce.
Klaudia uśmiechnęła się przebiegle i puściła do niego oko, co ociepliło serce Igora.
- Ale ja wiem. Musiałbyś tylko wypytać go troszkę, żebym miała punkt zaczepienia. Chciałabym wiedzieć, co lubi, czym się interesuje, gdzie go można spotkać po pracy i tym podobne rzeczy. Czy zrobisz to dla mnie? Proszę, Igi...