Rodzina Tylczyńskich. Tom 3: Czy my nie jesteśmy z innych światów? - Monika Klara Krajniak


Reflow text when sidebars are open.
Ogromny, dwupiętrowy dom, urządzony zgodnie z najnowszymi trendami wnętrzarskimi, robił wrażenie pustego i przygnębiającego. Liwia weszła po wypolerowanych, marmurowych schodach, kierując się prosto do swojego pokoju, aby bezceremonialnie rzucić się na łóżko. Ten dzień nie był najlepszy, a ona odczuwała ogromne zmęczenie. Najchętniej wskoczyłaby w luźne dresy i położyła się w łóżku, ale wiedziała, że to nie wchodzi w grę. Gdyby rodzice zastali ją o tej porze w takim stroju, na dodatek spędzającą czas na leżakowaniu, chyba dostaliby spazmów.
Już słyszała w głowie reprymendę. Honorata i Seweryn nigdy nie podnosili głosu, lecz samym tonem potrafili sprawić, że czuła, jakby został jej wymierzony siarczysty policzek.
Tak, przecież Liwia Gabriela Chmielewska-Adamiec musi być zawsze perfekcyjna..., pomyślała z rezygnacją. Nie mogę ich zawieść, pokładają we mnie całą swoją nadzieję.
Ile razy słyszała podobne słowa z ust rodziców, którzy postawili poprzeczkę bardzo wysoko, oczekując, że córka nigdy nie będzie okazywała słabości.
Usiadła na łóżku, głośno wzdychając. Nie dość, że jest zmęczona, to jeszcze dziś na kolację mają przyjść państwo Matusiakowie razem z Kacprem.
Kiedy ja go ostatnio widziałam? To musiało być tydzień temu, gdy wpadłam na tego dziwnego chłopaka, myślała z niepokojem.
Kacper nie był zadowolony z jej zachowania, więc dziś zapewne będzie się mścił za tamto zajście. Codziennie zastanawiała się nad ofertą, którą złożył nieznajomy chłopak o imieniu Robert. To wydawało się tak absurdalne, że czasami chciało jej się śmiać. Była w potrzasku, to prawda, ale udawanie związku z obcym człowiekiem, którego wcale nie zna, który wydaje się nie pasować do niej ani trochę, nie wchodziło w grę. Chyba musiałaby być bardzo zdesperowana, decydując się na taką propozycję.
Usłyszała, że rodzice wrócili z pracy, dlatego posłusznie zeszła na dół, aby się z nimi przywitać, tak jak robiła to od zawsze.
- Dzień dobry, Liwio - powiedział sucho Seweryn, jej ojciec.
- Witaj, tato - odparła grzecznie, po czym również powitała mamę.
- Źle wyglądasz. Musisz poprawić makijaż na dzisiejszą kolację. Kacper nie powinien cię widzieć w tak nieciekawej kondycji - dodała Honorata, wnikliwie przyglądając się córce.
- Dobrze, mamo. Pójdę się przygotować - odpowiedziała cicho, z powrotem udając się do swojego pokoju z ogromnym lękiem w sercu.
To będzie trudny wieczór, pomyślała zniechęcona. Oby tylko Kacper niczego nie powiedział rodzico... Nie chciałabym mieć przez niego kłopotów.
***
Robert wracał ciągnikiem z pola. Praktycznie cały dzień pracował, więc czuł już znużenie, a na dodatek był strasznie głodny. Gdy wszedł do domu, pierwsze kroki skierował do kuchni, aby na szybko coś przegryźć, zanim pójdzie się wykąpać. Maria krzątała się przy wyspie kuchennej, realizując swój nowatorski przepis na pistacjowy sernik, dlatego w powietrzu unosił się aromatyczny zapach pieczonego ciasta.
Robertowi zaczęło głośno burczeć w brzuchu, na co kobieta radośnie się zaśmiała.
- Chyba zgłodniałeś, co? Jeśli masz ochotę, w lodówce jest sałatka warzywna, którą niedawno zrobiła babcia - powiedziała łagodnie, patrząc na syna z czułością.
Na twarzy Roberta pojawił się szeroki uśmiech. Kochał sałatkę jarzynową.
- Co za wspaniała wiadomość! Jestem głodny jak wilk!
Szybko nałożył sałatkę na talerz i posmarował dwie kromki chleba masłem, po czym przysiadł na wyspie, zabierając się do jedzenia. Jego myśli powędrowały do tajemniczej dziewczyny, którą tydzień temu spotkał w mieście. Do tej pory się nie odezwała, mimo że dał jej swój numer telefonu.
W zasadzie powinien się cieszyć. Po fakcie sam stwierdził, że to, co wtedy powiedział, było totalną głupotą. Jakie to szczęście, że chociaż ona miała trochę rozumu i się na to nie zgodziła. Dopiero wpakowałby się w problemy. Tylko tego brakowało, żeby się zakochała. Wtedy na pewno zaczęłaby za nim łazić, a on miał już dosyć kłopotów z nachalnymi dziewuchami.
Postanowił wymyślić inny sposób, aby babcia Helenka zostawiła go w spokoju i zajęła się kimś innym. Może spróbuje skierować jej uwagę na Klaudię albo Patryka? Tylko jak to zrobić? Tego jeszcze nie wiedział.
***
Liwia weszła do jadalni, aby przywitać się z gośćmi, którzy właśnie przybyli na kolację. Wcześniej poprawiła trochę makijaż, rozczesała włosy i założyła jedną z tych eleganckich, ołówkowych sukienek, które kupiła mama. Nieważne, że wyglądała na dziesięć lat starszą, a do tego czuła się w niej niekomfortowo. Honorata w kilku ostrych słowach przekonała córkę, dlaczego powinna godnie reprezentować rodzinę.
Po formalnym przywitaniu wszyscy zasiedli do stołu, czekając, aż gosposia, pani Halinka, poda kolację. Na dzisiejszy wieczór Honorata zaplanowała tatar z łososia i awokado jako przystawkę, stek z polędwicy wołowej z pieczonymi ziemniakami jako danie główne oraz fondant czekoladowy z malinami na deser.
Liwia została posadzona przy stole obok Kacpra, który cały czas w milczeniu mierzył ją wzrokiem, przez co czuła się nieswojo. Również elegancko się ubrał, a jego fryzura była idealnie ułożona, żaden włosek nie odstawał nawet na milimetr.
Gdy rozpoczęli posiłek, atmosfera delikatnie zelżała, a Kacper postanowił po raz pierwszy odezwać się do Liwii:
- Dziś już nie jesteś taka zadziorna - rzucił kpiąco, przeszywając ją wzrokiem. - Gdzie twój wieśniacki kolega?
Zesztywniała, lekko stresując się jego zaczepką.
- Nie wiem, o co ci chodzi. To był tylko mój znajomy, a ja zachowywałam się normalnie.
Kacper uniósł brew, ironicznie się uśmiechając.
- Nie wiem, kim był ten typ, ale zabraniam ci spotykać się z ludźmi tego pokroju - odparł lekceważąco.
Liwia poczuła, jak w środku wszystko się gotuje, ale wiedziała, że nie może zdradzić się z emocjami.
- Nie rozumiem, jakim prawem chcesz mi czegokolwiek zabraniać - powiedziała, starając się, aby zabrzmiało to pewnie, chociaż była okropnie zestresowana.
- Skoro mam być twoim partnerem, musisz respektować moje zasady.
- Po pierwsze nie jesteśmy razem i nigdy nie będziemy, a po drugie nawet jeżeli byłbyś moim chłopakiem, nie masz prawa niczego mi zabraniać - rzuciła, starając się, aby głos jej nie zadrżał.
Kacper nawet na nią nie spojrzał, kiedy odpowiedział na jej słowa.
- Rozumiem, że chcesz mieć problemy z rodzicami? Nie wiem, czy będą zadowoleni, jeżeli opowiem, z kim spotykasz się w mieście. Taki element na pewno nie będzie ich zadowalał.
Liwia przewróciła oczami. To był argument, którym chłopak zazwyczaj się posługiwał, chcąc ją złamać. Wiedziała, że nie może pozwolić, aby opowiedział rodzicom o tamtym spotkaniu. Nie chciała również, aby Kacper myślał, że się go boi.
- Nie potrzebuję problemów, więc ufam, że nie będziesz się z nimi dzielił informacjami na ten temat - mruknęła, chcąc zakończyć dyskusję.
Kacper nic nie odpowiedział, tylko przyglądał się jej w skupieniu.
Reszta wieczoru minęła we względnym spokoju, a Liwia, mimo stresu, dotrwała do końca ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy.
Wieczorem, leżąc w łóżku, dziewczyna rozmyślała o tym, jak znalazła się w tak patowej sytuacji. Dlaczego ojciec z matką upatrzyli sobie Kacpra na jej partnera życiowego?
Dużą rolę odgrywał fakt, że odkąd pamięta, rodzice przyjaźnili się z państwem Matusiakami. Kacper był kiedyś zupełnie innym człowiekiem. Można było z nim normalnie porozmawiać czy nawet się pośmiać. Ostatnio zmienił się nie do poznania, jakby woda sodowa uderzyła mu do głowy. Zaczął się wywyższać, traktować innych jak swoich służących, obrażać kobiety. Ubzdurał sobie, że - zgodnie z wolą rodziców - Liwia będzie jego dziewczyną.
Dobrze wiedziała, że Kacper to niezłe ziółko i miał już niejedną kochankę. Kiedyś nawet podsłuchała jego rozmowę z kolegą, w której chwalił się, z iloma kobietami już się przespał. I on miałby być jej partnerem? Dlaczego rodzice nie chcą uwierzyć, że to nie jest materiał na chłopaka?
Jak ma ich przekonać do zmiany zdania?
***
Po kilku kolejnych dniach Robert wracał do domu z wizyty u dentysty. Nie zdążył spokojnie przemierzyć kilku metrów po opuszczeniu samochodu, gdy przy furtce zaczepiła go babcia Helenka.
- O! Mój kochany wnusio wrócił! Gdzie byłeś? - zapytała przymilnie, wytężając wzrok.
Robert postanowił trochę skłamać, ale tylko dla dobra starszej pani.
- Miałem spotkanie z dziewczyną, babciu moja kochana - odpowiedział wesoło, puszczając do niej oko.
Helena przez chwilę stała nieruchomo, podpierając się pod boki i obserwując uważnie wnuka.
- I czego kłamiesz, ty zbóju jeden?! Mama mówiła, że pojechałeś do dentysty! - rzuciła mu w twarz z naganą.
Robert zdziwił się przebiegłością własnej babci, dlatego szybko postanowił się wytłumaczyć.
- To niesprawiedliwe, babciu! Wzięłaś mnie pod włos! A ja chciałem tylko poprawić ci humor - odparł, udając skruchę.
Pokiwała głową, ale nic już nie powiedziała i wróciła do ogrodu.
Ups, zaliczyłem wpadkę, pomyślał niespokojnie. Ale babcia zrobiła się cwana... No załatwiła mnie jak małe dziecko.
W domu Robert natknął się na kłótnię młodszego rodzeństwa, które tym razem awanturowało się o zagubione klucze.
- To nie moja wina, że jesteś takim bałaganiarzem, Patryk - warknęła Klaudia, wymachując rękami na prawo i lewo. - Na pewno nie brałam twoich kluczy, więc się ode mnie odczep!
Patryk nie pozostał jej dłużny.
- Kłamiesz! Ostatnio brałaś! Myślisz, że jestem głupi, czy co?
- Boże, wszedłem w sam środek wojny. Ogarnijcie się, dzieci, i posłuchajcie rady przystojnego brata: złość piękności szkodzi! - rzucił Robert, prezentując swoją sylwetkę, na co oboje spojrzeli na niego jak na kosmitę.
- Z kim ja muszę przebywać pod jednym dachem - zaczęła Klaudia, przewracając oczami. - Jeden bałaganiarz, a drugi żenujący żartowniś! A wypchaj się tymi swoimi dobrymi radami!
Ne czekając dłużej, wyszła z domu, głośno trzaskając drzwiami. Patryk spojrzał na Roberta pustym wzrokiem.
- Zapomniałeś, że jeśli chodzi o wygląd, to Klaudia ma fioła na tym punkcie - powiedział spokojnie, po czym odszedł, zostawiając Roberta samego z otwartymi ustami.
***
W dniu, w którym mijały równo dwa tygodnie, odkąd Robert złożył propozycję Liwii, dziewczyna siedziała w swoim pokoju i trzymała w dłoniach telefon, zastanawiając się, czy nie oszalała.
Czy ja naprawdę chcę napisać do tego chłopaka?, zadawała sobie to pytanie kilkukrotnie, ale nie potrafiła na nie odpowiedzieć.
To na pewno jest związane z dzisiejszą sytuacją, tłumaczyła w myślach. Jestem po prostu zdesperowana.
Dzisiejszy poranek nie należał do najlepszych dni w jej życiu, ale to, co się wydarzyło po południu, było po prostu koszmarem. Rodzice zakomunikowali, że skoro kończy niedługo dwadzieścia dwa lata, najwyższy czas, aby zaczęła myśleć poważnie o życiu i zainteresowała się Kacprem jako potencjalnym chłopakiem, a w niedalekiej przyszłości mężem. To nawet nie była rozmowa. Oni wydawali rozkazy, jak ma się zachować i dlaczego wymagają od niej poważnych deklaracji.
Dziewczyna, która nigdy nie zrobiła niczego wbrew ich woli, zawsze postępując tak, jak wskazywali, miała teraz ochotę na zerwanie wszystkich kajdan, które od dawna krępowały jej ruchy.
Przecież nawet na studia prawnicze poszła tylko po to, aby spełnić oczekiwania Seweryna i Honoraty, którzy - jako sędzia i pani adwokat z rodzinnymi tradycjami - nie wyobrażali sobie, że jedyna córka nie podąży ich śladami. Nie miała wyjścia, dlatego wybrała kierunek, który jej nie interesował. W innym wypadku naraziłaby się na ostracyzm ze strony własnych rodziców.
Teraz jednak miała ochotę na zrobienie czegoś szalonego, czegoś, co pozwoli jej na poczucie, że ma kontrolę nad własnym życiem.
W końcu samo spotkanie z Robertem, poznanie go, jeszcze o niczym by nie świadczyło. To stanowiłoby spory wyczyn dla dziewczyny, która nigdy nie była na randce, nie wspominając już o tym, że do tej pory nie miała okazji przeżyć pierwszego pocałunku.
Czy ta sytuacja nie będzie zbyt krępująca?
Mętlik w głowie zdawał się tylko powiększać, a odpowiedzi nadal nie było, dlatego, robiąc pierwszy raz coś naprawdę zwariowanego, odważyła się napisać wiadomość, którą szybko wysłała, zanim zdążyła się rozmyślić.
"Cześć. Z tej strony Liwia. Wpadłam na Ciebie dwa tygodnie temu w mieście. Czy Twoja propozycja jest nadal aktualna?"
"Cześć. Z tej strony Liwia. Wpadłam na Ciebie dwa tygodnie temu w mieście. Czy Twoja propozycja jest nadal aktualna?"
Robert leżał w łóżku, cały czas wpatrując się w wiadomość, którą otrzymał od tajemniczej nieznajomej. Intensywnie zastanawiał się, co nią kierowało, że jednak do niego napisała.
Chwilkę... jak ona wyglądała?, próbował sobie przypomnieć, drapiąc się w głowę. Aaa, już pamiętam. Taka szczupła, średniego wzrostu, z ciemnymi włosami.
W zasadzie SMS od dziewczyny trochę go zaskoczył. Nie oczekiwał, że naprawdę się odezwie, tym bardziej w ostatnim dniu, w którym jego propozycja miała obowiązywać. Chyba była bardzo zdesperowana, skoro jednak się przemogła, pisząc do niego wiadomość.
Może jednak bym się z nią spotkał?, rozmyślał nad różnymi scenariuszami. Przynajmniej babcia dałaby mi spokój na jakiś czas, jeśli przyprowadzę Liwię do domu jako swoją partnerkę. Chociaż najpierw musiałbym się dowiedzieć, co to za jedna.
"Hej, jednak jesteś zainteresowana? Jeśli tak, może spotkamy się, żeby to przegadać?"
Postanowił dać szansę swojemu pomysłowi, więc jeśli dziewczyna nie zmieni zdania, mogą się spotkać, trochę poznać i omówić ewentualne szczegóły współpracy.
Od razu będzie musiał jej zapowiedzieć, że nie szuka miłości, dlatego lepiej, aby za bardzo się do niego nie przywiązywała. Nie chciałby mieć kolejnej zakochanej adoratorki na sumieniu. I tak ciągle obrywa od babci za łamanie niewieścich serc.
***
Liwka siedziała na łóżku, rozmyślając nad odpowiedzią. Nie miała pojęcia, czy to wszystko ma sens, ale pragnęła chociaż raz zrobić coś dla siebie, spróbować zawalczyć o swobodę wyboru chłopaka, dlatego po krótkim namyśle wysłała do Roberta odpowiedź:
"Chciałabym wysłuchać szczegółów Twojej propozycji, ponieważ jestem w kryzysowej sytuacji. Gdzie możemy się spotkać?".
Robert zaczął się zastanawiać, jakie problemy może mieć nieznajoma. Czy to ma związek z kretynem, który ostatnio tak nieprzyjemnie potraktował ją na ulicy? Może jej grozi lub nachodzi? W tej sprawie istniało sporo niewiadomych, lecz zapewne Liwia co nieco mu opowie, jeśli się spotkają.
"Masz czas jutro o szesnastej? Moglibyśmy umówić się w kawiarni "Lenkiewicz" na Wielkich Garbarach. To fajne, klimatyczne miejsce, będziemy mogli spokojnie pogadać".
Dziewczyna szybko zaakceptowała propozycję. To stanowiło jej być lub nie być. Zdawała sobie sprawę, że sama nie da rady przeciwstawić się rodzicom. Podejmowała już tyle prób, ale zawsze na końcu została sprowadzona do parteru i potraktowana jak niemądra smarkula.
Może ojciec z matką kochali ją na swój sposób, ale mieli dziwny sposób wyrażania uczuć. Czuła się bardzo samotna, nie miała nikogo bliskiego, komu mogłaby się wyżalić, wypłakać na ramieniu. Jej jedyna bliska koleżanka ze studiów, Nina, miała zupełnie inną sytuację rodzinną, więc nie potrafiła zrozumieć, jakie chłodne relacje panują w domu Liwii.
Na dodatek Kacper coraz częściej zaczął przebąkiwać przy rodzicach o ich związku, co było urzeczywistnieniem najgorszych koszmarów dziewczyny. Może dawniej, gdy był zupełnie innym człowiekiem, ten pomysł nie wydawałby się tak odrażający, ale obecnie Liwia nie wyobrażała sobie życia u jego boku, szczególnie po tym, jak ostatnio usłyszała jego wizję związku i małżeństwa, o której opowiadał przyjacielowi.
Kacper również nie posiadał rodzeństwa, a jego rodzice związani byli z palestrą. Brygida Matusiak była sędzią, natomiast Edmund Matusiak sprawował funkcję prokuratora, dlatego chłopak także studiował prawo na tym samym roku, na którym była Liwia. Rodzice wychowywali ich podobnie. On również był zobowiązany do spełniania postawionych przez nich wymagań, dlatego tak chętnie zgodził się na związek z Liwią.
Z tego, co opowiadał koledze, dowiedziała się, że ma zamiar traktować ją jak zbędny balast. Będzie ją zdradzał na prawo i lewo, ale w taki sposób, aby zachować pozory cudownego małżeństwa. Dla Kacpra liczyły się głównie pieniądze i prestiż, dlatego słuchał rodziców, robiąc wszystko, o co go poprosili, aby nie utracić wszelkich korzyści, które z tego płynęły.
Liwia przez całe swoje życie również była taka uległa, bezproblemowa. Stwierdziła, że to ostatnia szansa, aby pokazać, jaka jest naprawdę. Seweryn i Honorata muszą zdać sobie sprawę, że ma własną wolę i nie będzie realizować ich planu.
***
Robert obudził się rano z bólem głowy. Na dodatek tak wiercił się w czasie snu, że poduszka się przesunęła i spadła z łóżka. Większość nocy przespał w bardzo niewygodnej pozycji, przez co odczuwał sztywność karku. Zerkając na zegarek, stwierdził, że najwyższy czas, aby wstać i wziąć się do pracy, której miał sporo, a chciał się wyrobić przed spotkaniem z Liwią o szesnastej.
Niestety w łazience spotkała go niemiła niespodzianka. Jakiś dowcipniś, który chciał ewidentnie go wkurzyć z samego rana, dorysował mu markerem długie, czarne wąsy. Wyglądał jak Zorro we własnej osobie.
- No cholera jasna, co to za debilne żarty?! - Zdenerwował się niemiłosiernie, gdyż dziś zupełnie nie był w nastroju na dowcipy. - Niech ja go dorwę, to na pewno Leon. Ewentualnie bliźniaczki, ale dowiem się, a wtedy niech nie liczą na moją dobroduszność. Zemszczę się!
Gdy trochę pogadał sam ze sobą, od razu zrobiło mu się lepiej. Szybko wziął się za zmywanie wąsów, z którymi wyglądał jak człowiek niespełna rozumu.
W kuchni Helena wyrabiała właśnie ciasto na pierogi, a Józef siedział przy wyspie i pił kawę, przeglądając przy tym gazetę. Od dłuższego czasu bacznie przyglądał się, jak żona wkłada całą siłę w rzucanie ciastem o blat.
- Hela, czy ty właśnie kogoś dusisz w myślach? Mam nadzieję, że nie mnie - powiedział wesoło.
Spojrzała na męża z uniesioną brwią, tajemniczo się uśmiechając.
- Ja? Przecież jestem taką łagodną osobą. No powiedz, czy ja cię kiedykolwiek uderzyłam?
Józef na chwilę zamilkł, po czym zachichotał.
- Żeby ino raz - odparł z szerokim uśmiechem.
- A idź, tylko głupoty ci w głowie, a potem się dziwić, po kim te chłopaki są takie bezmyślne! - Machnęła nerwowo ręką, wracając do wyrabiania ciasta.
Patryk z impetem wbiegł do kuchni, przeszukując blat i wyspę, czym zwrócił uwagę dziadków, którzy przyglądali mu się ze zdziwieniem.
- Dziecko, czego ty tak szukasz? - zapytała Helena, obserwując gorączkowe ruchy wnuka.
Patryk w końcu spojrzał na babcię z paniką w oczach.
- Zgubiłem pendrive'a, na którym miałem pracę zaliczeniową - wydusił zdenerwowanym głosem.
Józef zerknął najpierw na żonę, a następnie na wnuka.
- Zgubiłeś co? - zapytał chrapliwie, lekko się gubiąc.
Staruszka uderzyła się dłonią w czoło, lekko brudząc się mąką, jednak nie zwróciła na to uwagi.
- Jeszcze na dodatek słuch straciłeś na starość? Powiedział, że zgubił pendrejsa, na którym ma pracę zaliczeniową - odpowiedziała mężowi, patrząc na niego z politowaniem.
- A co to jest ten pendrejs? - zapytał zdziwiony Józef.
W innej sytuacji Patryk pewnie by się roześmiał, ale był tak zestresowany, że nie było mu wesoło ani trochę. Młodszego brata uratował Robert, który wszedł właśnie do kuchni, trzymając w ręku pendrive'a, który był przyczyną zamieszania.
- Tego szukasz? - zapytał z ironicznym uśmieszkiem.
Patryk natychmiast do niego podbiegł, chwytając zagubioną rzecz.
- Dzięki, ratujesz mi tyłek!
- Żeby to pierwszy raz! Wiesz, bracie, jak mówią: dlaczego bałaganiarz nie może zostać złodziejem? Bo wszędzie zostawia ślady!
Patryk, nie odpowiadając na zaczepkę, szybko wyszedł z kuchni, był już bowiem lekko spóźniony na zajęcia.
Robert ruszył po czajnik, nalewając do niego wody. Przygotował również szklankę z herbatą, po czym usiadł obok dziadka, czekając, aż woda się zagotuje. Helena, uważnie obserwując wnuka, postanowiła zapytać, co planuje na dzisiejszy dzień, ponieważ do głowy przyszedł jej pewien pomysł.
- Robercik, a czy ty dzisiaj po południu będziesz w domu?
Natychmiast skierował wyczulony wzrok na babcię, szybko kręcąc głową.
- Niestety nie, mam spotkanie - odpowiedział zdawkowo, chcąc zainteresować starszą panią.
Przeszyła wnuka intensywnym spojrzeniem.
- Znowu z dentystką? Czy może tym razem z fryzjerką? - zapytała, patrząc na niego karcąco. Podejrzewała, że znowu stara się ją oszukać.
- Tym razem, babciu, to randka z dziewczyną... normalną, prawdziwą - odparł, lekko rozbawiony jej zachowaniem.
- Tak, to kiedy ją przyprowadzisz do domu? - zapytał tym razem dziadek Józef.
- Może niedługo. Trzymajcie kciuki, żeby dzisiejsze spotkanie przebiegło pomyślnie - odpowiedział Robert, naprawdę mając to na myśli.
***
Liwia z duszą na ramieniu wchodziła do kawiarni, w której była umówiona z Robertem. Nie wiedziała, czego się spodziewać. Nigdy nie była na spotkaniu z chłopakiem sama, w miejscu, którego nie znała. Zazwyczaj nie chodziła do takich kawiarni. Rodzina preferowała inne, bardziej ekskluzywne lokale, więc tak naprawdę nie miała okazji zaznać normalności.
Po przestąpieniu progu wytężyła wzrok w poszukiwaniu chłopaka. Nie pamiętała, jak dokładnie wyglądał, ale była pewna, że go rozpozna. Oczywiście, nie myliła się i już po chwili dotarła do stolika, przy którym siedział Robert. Był skupiony na przeglądaniu zawartości telefonu, dlatego nawet nie zauważył, kiedy Liwia do niego podeszła.
- Witaj - powiedziała cicho, nadal stojąc.
Robert szybko podniósł wzrok znad smartfona, wstał i lekko się uśmiechnął.
- Cześć! Siadaj, jesteś bardzo punktualna - rzucił wesoło.
Liwia zastanawiała się, czy Robert odsunie jej krzesło, ale widząc, że chłopak się do tego nie kwapi, szybko zdjęła z ramienia torebkę i sama wysunęła mebel, na którym po chwili usiadła.
- Nigdy się nie spóźniam, ponieważ to brak szacunku dla drugiej osoby - powiedziała poważnie, gdy już zajęła miejsce.
Robert spojrzał na nią trochę zdziwiony.
- Spoko, to nie był zarzut czy coś. Dobrze, że nie musiałem czekać, bo martwiłbym się, że mnie wystawiłaś - rzucił wesołym głosem, starając się zażartować.
Liwia nie zrozumiała jego intencji.
- Nigdy bym tak nie zrobiła, to strasznie niegrzeczne - odparła speszona.
Boże, ta rozmowa wygląda jak z książki o dobrym wychowaniu, pomyślał zaskoczony. Za chwilę da mi po łapach linijką.
- Okej, zostawmy już ten temat - powiedział, chcąc zakończyć dziwną wymianę zdań. - Powiedz lepiej, dlaczego jesteś w tak kryzysowej sytuacji, że zdecydowałaś się na moją pomoc?
Obawiała się tego pytania, ale wiedziała, że ono padnie. Zastanawiała się jednak, co może powiedzieć nieznajomemu chłopakowi. Czy on nie jest wariatem lub osobą niezrównoważoną? Czy może mu zaufać?
Postanowiła zwierzyć się ze swoich problemów, ale w bardzo okrojonej wersji, żeby nie podawać zbyt wielu szczegółów. Kto wie, jak Robert mógłby później to wykorzystać.
- Rodzice zmuszają mnie do związku z synem znajomych, którego poznałeś wtedy na ulicy. Kacper nie jest jednak materiałem na partnera, dlatego muszę coś wymyślić, aby przekonać ich do zmiany zdania.
Robert był zszokowany wszystkim, czego się dowiedział.
- Jak to możliwe? Czy my żyjemy w średniowieczu? W ogóle tego nie kumam - rzucił zdegustowanym głosem.
Liwia nie zrozumiała ostatniego zdania, które wypowiedział, ale nie zająknęła się na ten temat. Odpowiedziała na pierwsze pytanie chłopaka.
- Pochodzę z szanowanej, prawniczej rodziny, a rodzice mają zaplanowane całe moje życie. Uważają, że Kacper świetnie nadaje się na partnera życiowego. Jeszcze nigdy się nie postawiłam, ale tym razem muszę coś zrobić, ponieważ coraz bardziej naciskają, abym podjęła decyzję. Jeśli się sprzeciwię, mogą mnie odciąć od wszystkiego, a ja nawet nie miałabym gdzie się podziać.
Robert aż zaniemówił z wrażenia, słuchając jej historii. W porównaniu z nią problemy z babcią swatką były niczym. Jak rodzice mogą tak przedmiotowo traktować dziecko, to nie mieściło mu się w głowie.
- Aż się nie chce wierzyć, że rodzice mogą ingerować w życie dorosłego dziecka. A ile masz lat? Nie możesz iść do pracy i sama zacząć się utrzymywać?
Liwia delikatnie się zaczerwieniła, słysząc jego pytanie.
- Chyba nie dałabym rady... Nawet nie wiem, gdzie miałabym pójść, a tym bardziej co miałabym robić. Od października zaczynam czwarty rok studiów prawniczych i w zasadzie nigdy nigdzie nie pracowałam... W ogóle ciężko mi się odnaleźć w zwykłym życiu.
- Studiujesz prawo? A chociaż sama wybrałaś kierunek czy rodzice zrobili to za ciebie? - rzucił cicho Robert, domyślając się odpowiedzi.
Tylko głośno westchnęła.
- Okej, zrozumiałem. Cóż, nie wiem, czy będę w stanie ci pomóc - odparł szczerze, rozkładając ręce.
- Dlaczego? - zapytała szybko, lekko zaniepokojona, że jednak pozostanie ze wszystkim sama.
- Bo zapewne twoi rodzice zejdą na zawał, gdy dowiedzą się, że masz chłopaka rolnika, który jeździ po polu ciągnikiem.
Dziewczyna zaniemówiła. Tego zdecydowanie się nie spodziewała.
Redakcja
Joanna Misztal
Projekt okładki, redakcja techniczna, skład i przygotowanie wersji elektronicznej
Maksym Leki
Fotografia na okładce
? Dariienko Andrii, Gringoann.art / shutterstock.com
Korekta
Katarzyna Nowakowska
Marketing
Magda Caboń
promocja.videograf@gmail.com
Wydanie I, Siemianowice Śląskie 2026
Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA
41-100 Siemianowice Śląskie, ul. Olimpijska 12
tel. +48 600 472 609, +48 664 330 229
office@videograf.pl
www.videograf.pl
? Wydawnictwa Videograf SA, Mikołów 2025
tekst ? Monika Klara Krajniak
ISBN 978-83-8293-411-3