ROZDZIAŁ II
Ukryta wśród krzaków Melania od dłuższego czasu rozpamiętywała to, czego przed chwilą była świadkiem. Nie mogła przestać myśleć o tym, w jaki sposób powiedzieć o wszystkim starszej siostrze. Próbowała otrząsnąć się z szoku i niedowierzania, jednak z marazmu wyciągnął ją dopiero znajomy głos.
- Co ty tu robisz, Mela? Wszyscy cię szukają! Po co właziłaś w krzaki? Chcesz, żeby mrówki cię oblazły? A może chowasz się przed adoratorem? - powiedział z uśmiechem Daniel i dosiadł się do dziewczyny.
Ucieszyła się na widok przyjaciela, gdyż teraz bardzo potrzebowała wsparcia. Cała sytuacja z Pawłem i Amandą całkowicie popsuła jej humor. Spojrzała na Daniela przygnębionym wzrokiem.
- Zobaczyłam właśnie coś, czego wolałabym nie widzieć, i nie wiem, co mam z tym zrobić - powiedziała nieco lakonicznie.
Daniel spoważniał i spojrzał pytająco na przyjaciółkę. Od razu zauważył zmianę w jej zachowaniu i domyślił się, że musiało stać się coś niepokojącego.
- Chcesz mi powiedzieć, co się wydarzyło? - zapytał delikatnie, widząc zdenerwowanie dziewczyny.
Melania zastanawiała się nad pytaniem, ale po chwili tylko westchnęła. Daniel spojrzał na nią z wyraźną troską, widząc w jej oczach smutek, który starała się ukryć. Po chwili objął ją mocno i przyciągnął do siebie, chcąc dodać przyjaciółce otuchy.
- Pamiętaj, że zawsze znajdziesz u mnie wsparcie. Jak będziesz gotowa, to możesz mi o wszystkim opowiedzieć. Teraz już chodźmy, wszyscy cię szukają. I rozchmurz się trochę, to twoje urodziny i nikt nie ma prawa ich psuć. Poproszę o piękny uśmiech - dodał radośnie, starając się rozweselić dziewczynę.
Spełniła jego życzenie, wiedząc, że Daniel nie odpuści, dopóki nie zobaczy na jej twarzy szerokiego uśmiechu. Chłopak wstał pierwszy i podając Meli dłoń, pomógł wydostać się z krzaków, po czym szybko ruszyli w stronę sali. Melania przez resztę imprezy próbowała się dobrze bawić, ale w jej głowie ciągle pojawiały się obrazy Pawła całującego się z Amandą.
Zastanawiała się, kiedy to się zaczęło. Czy naprawdę się spotykali, czy to tylko przelotna przygoda? Może nic ich nie łączyło, poza tą jedną chwilą? W głowie kłębiły się tysiące scenariuszy, każdy bardziej nieprawdopodobny od poprzedniego.
Wiedziała, że Amanda jest zepsutą dziewczyną z wysokim mniemaniem o sobie. Wiele razy słyszała, jak kuzynka wypowiada się z pogardą o ludziach ciężko pracujących na wsi. Co w takim razie miałaby robić z Pawłem, który przecież pracował na gospodarstwie, pomagając rodzicom?
Przyjęcie urodzinowe zakończyło się nad ranem. Większość osób dotrwało do końca, niektórzy przysnęli na krzesłach, co było spowodowane zbyt dużą ilością wypitego alkoholu. Po pożegnaniu reszty gości rodzina Tylczyńskich zaczęła się zbierać do domu. Dziewczyny wygodnie usadowiły się z tyłu auta, które prowadził Piotrek. Obok niego, na miejscu pasażera siedział Patryk, który postanowił zaczepić milczące siostry, był bowiem w wyśmienitym humorze.
- Dziewczyny, jak impreza? Chyba było nieźle, bo wyglądacie, jakby właśnie czołg po was przejechał - rzucił żartobliwie.
Klaudia, jak na rasową imprezowiczkę przystało, kiwnęła głową i szeroko się uśmiechnęła.
- Oczywiście, było super, nieziemsko mnie bolą nogi, a to najlepsza oznaka udanej zabawy!
Emilia tylko pokręciła głową. Głośne przyjęcia bardzo ją męczyły.
- Ty i te twoje imprezy! Ledwo dotrwałam do końca. Od tej muzyki bębniącej w uszach rozbolała mnie głowa - powiedziała, dotykając lekko skroni, aby trochę je rozmasować.
Melania siedziała cicho, z głową opartą o szybę. Patryk zerknął kątem oka na siostrę, której odbicie widział w lusterku, i od razu zauważył, że nie jest sobą. Coś musiało ją wyprowadzić z równowagi. Zazwyczaj po imprezach była pełna życia, głośna, miała zawsze coś do powiedzenia. Nawet Piotrek dostrzegł, że siostra wygląda na przygaszoną. Zdecydował się zapytać wprost, czy wydarzyło się coś, czym chciałaby się z nimi podzielić.
- Mela, co z tobą? Nie bawiłaś się dobrze?
Skierowała puste spojrzenie na brata.
- Było super, ale jestem zmęczona.Chyba coś mnie bierze, bo boli mnie głowa i jest mi zimno. - Postanowiła trochę skłamać, żeby więcej nie ciągnęli jej za język. Wyjątkowo nie miała ochoty na pogaduszki.
Piotrek tylko uniósł brwi, zdziwiony.
- Nasza gaduła nie ma nic do powiedzenia, świat się kończy.
Rodzeństwo nadal kontynuowało wesołą pogawędkę, a Mela, siedząc przytulona do okna, chciała już tylko położyć się do łóżka.
***
Nazajutrz przy śniadaniu było gwarno i radośnie, rodzina szykowała się do kościoła na mszę. Po powrocie wszyscy razem usiedli do stołu, aby wypić kawę i spałaszować słodkości, które upiekła mama. Melania nadal była w melancholijnym nastroju, nie odzywała się zbyt wiele i siedziała zamyślona. Na wspomnienie Pawła lekko się ożywiła. Zarumieniona Emilka rozprawiała o wspólnym tańcu.
- Poprosił mnie do tańca aż dwa razy! - ekscytowała się, co było do niej niepodobne. - Później spotkaliśmy się przed salą i chwilę rozmawialiśmy. Powiedział, że pięknie wyglądam.
Klaudia klasnęła głośno w dłonie.
- No proszę, czyli sprawy mają się dobrze, w końcu cię zauważył!
Robert spojrzał na nie spod oka, zastanawiając się, czy siostry mówią poważnie, czy może żartują.
- Z tym Pawłem to tak na serio? Myślałem, że to są tylko wasze przekomarzania...
Emilia oburzyła się, kierując zrezygnowane spojrzenie na Roberta. Jak zwykle bracia żyli w swoim własnym świecie.
- Tyle razy o tym opowiadałam, a ty zadajesz takie pytanie? Faceci... Czasem naprawdę trudno uwierzyć, że mają mózgi.
Wymiana zdań między rodzeństwem zwróciła uwagę reszty rodziny. Tata postanowił wkroczyć i dowiedzieć się, co wywołało tak burzliwą dyskusję pomiędzy starszymi dziećmi.
- O co znowu się kłócicie?
Melania, która dotychczas uparcie milczała, wstała i biorąc głęboki oddech, głośno odchrząknęła.
- Ja już tego dłużej nie zniosę! - wydusiła zdesperowanym głosem.
Mama spojrzała na nią z wyraźnym niepokojem. Od wczoraj widziała, że Mela jest inna - przygaszona, zamyślona, jakby coś ciążyło jej na sercu. Chciała zrozumieć, co się za tym kryje.
- Córcia, co się z tobą dzieje? Masz kłopoty?
Wiedziała, że dłużej nie zniesie ukrywania tej tajemnicy. Nigdy wcześniej nie taiła niczego przed rodziną, a teraz to milczenie paliło ją od środka. Musiała powiedzieć prawdę, nie tylko dlatego, że z trudem ją dźwigała, ale przede wszystkim dlatego, że nie mogła pozwolić, by Emilia dalej się łudziła. Siostra chłonęła każdą chwilę uwagi ze strony Pawła, uśmiechała się, jakby znów miała piętnaście lat... Tymczasem Mela wiedziała, że tego wieczoru ktoś inny zawrócił mu w głowie.
Po chwili wahania stanęła prosto, biorąc głęboki oddech.
- Widziałam wczoraj, jak Paweł całował się z Amandą!
Rodzina spojrzała na Melanię z mieszaniną zdumienia i niedowierzania. Emilia siedziała jak sparaliżowana, z szeroko otwartymi oczami. Kompletnie nie potrafiła pojąć znaczenia słów, które właśnie wypowiedziała młodsza siostra.
- Nie chciałam tego mówić, żebyś nie cierpiała, Emi - zaczęła cicho, a głos lekko jej drżał. - Ale kiedy zobaczyłam, jak bardzo się cieszysz, musiałam to z siebie wyrzucić. - Spojrzała prosto na siostrę. - Przepraszam, ale nie mogłam już dłużej milczeć.
Po policzkach Emilki spłynęły łzy. Wstała niemal odruchowo i bez słowa wtuliła się w siostrę, jakby szukała w niej oparcia i ciepła.
- Wiem, że to nie było łatwe, ale dziękuję, że mi powiedziałaś. Byłam głupia po prostu. Teraz przynajmniej nie będę już się łudzić, że on kiedykolwiek na mnie spojrzy - wyszeptała, cały czas łkając.
- Przestań, to nie ty byłaś głupia. On jest idiotą, że nie potrafi docenić tego, co ma na wyciągnięcie ręki, lecz zadowala się byle czym - odpowiedziała Mela, gotowa bronić siostry za wszelką cenę.
Popołudnie upłynęło na pocieszaniu Emilii w cierpieniu, a mimo to Melania poczuła, jakby z jej serca spadł ogromny ciężar. Wiedziała, że nie mogłaby dłużej ukrywać przed siostrą tak ważnej prawdy. Rodzina była dla niej wszystkim, pragnęła, by każdy z nich zaznał szczęścia. Dlatego dobrze rozumiała, że im szybciej Emilia wyleczy się z zauroczenia nieodpowiednim chłopakiem, tym lepiej dla niej samej.
***
Po kilku dniach atmosfera w domu powoli się uspokoiła. Emilia czuła się coraz lepiej, próbując poukładać w głowie całą bolesną sytuację. Miała swoje cele, marzenia, które zamierzała realizować i nie chciała pozwolić, by niespełniona miłość stanęła jej na drodze. Serce wciąż trochę bolało, ale pocieszała się myślą, że ból w końcu minie. Rodzeństwo było z niej dumne, podziwiali, jak dzielnie znosi trudne chwile.
Melania czuła, jak wraca do niej spokój. Widząc, że Emilia powoli odzyskuje równowagę, miała pewność, że siostra poradzi sobie i w końcu ruszy dalej. Tego wieczoru postanowiła spotkać się z Danielem. Chciała opowiedzieć mu o wszystkim, co się wydarzyło i wyrzucić z siebie emocje, które ostatnio ją przytłaczały.
Zwyczajowym miejscem spotkań Melanii i Daniela była tajna leśna kryjówka - tak nazywali to miejsce jeszcze od czasów dzieciństwa. Leżała tuż przy skraju lasu, gdzie rosły dwa potężne, stare dęby, a między nimi stała ręcznie wykonana, drewniana ławka, którą ktoś kiedyś tam postawił. Jako dzieci pomalowali ją farbami, które Daniel pożyczył od taty... niestety bez pytania, za co potem nieźle mu się oberwało. Wspomnienie tamtego dnia zawsze wywoływało uśmiech.
Było tam cicho, spokojnie i niezwykle urokliwie. Nic dziwnego, że oboje z biegiem lat bardzo przywiązali się do tego zakątka. Melania pragnęła spotkać się z Danielem właśnie tam. Po ostatnich wydarzeniach z Emilią i jej niedoszłym chłopakiem miała mu tyle do opowiedzenia, a ławka pod dębami była najlepszym miejscem, by zrzucić z siebie wszystko, co nosiła w sercu.
Z niecierpliwością wypatrywała swojego przyjaciela. Czas zdawał się płynąć wolniej niż zwykle, a każda minuta oczekiwania tylko potęgowała napięcie.
Nagle, zupełnie niespodziewanie, poczuła, że ktoś obejmuje ją od tyłu. Nie zdążyła się nawet odwrócić, gdy tuż przy uchu rozbrzmiał znajomy śmiech, a na karku poczuła ciepły powiew jego oddechu.
- Hej! - zawołał radośnie Daniel, stając tuż za nią. Nachylił się jeszcze bliżej i musnął jej policzek pocałunkiem.
Melania spojrzała na niego z mieszaniną irytacji i rozbawienia.
- Czy ty zawsze musisz to robić? - mruknęła, wzdychając teatralnie. - Powinnam się już chyba przyzwyczaić.
Popatrzyła na niego z lekkim politowaniem, a on tylko wzruszył ramionami i z impetem usiadł obok niej na ławce, aż deski lekko zaskrzypiały pod jego ciężarem.
- Nie narzekaj tak na mnie, niedługo wyjadę na studia i będziesz miała trochę spokoju.
Melania coraz częściej zastanawiała się, jak to będzie, gdy Daniel wyjedzie. W przeciwieństwie do jej rodzeństwa, które studiowało w pobliskim mieście, on wybrał uczelnię oddaloną o kilkaset kilometrów od rodzinnej wsi.
Był o rok starszy - w tym roku zdawał maturę i powoli oswajał się z myślą o przeprowadzce do dużego miasta. Mela nie była zachwycona tą perspektywą, ale ufała, że ich przyjaźń przetrwa nawet taką próbę. Sama jeszcze nie wiedziała, co chciałaby robić w życiu. W głowie miała kilka pomysłów, które wciąż się zmieniały, ale cieszyła się, że ma jeszcze rok, by spokojnie zdecydować, w którą stronę chce pójść.
- Mam tylko nadzieję, że nie zapomnisz o mnie... - powiedziała z udawaną powagą, robiąc smutną minę i spoglądając na Daniela przeszywającym wzrokiem.
Chłopak uniósł brwi, po czym parsknął śmiechem i szturchnął ją łokciem w żebra, dokładnie tak, jak zawsze, gdy się przekomarzali.
- Przestań, przecież wiesz, że nie zapomnę. Będziemy w kontakcie. Poza tym zamierzam wpadać co jakiś czas, więc nie licz na to, że się mnie tak łatwo pozbędziesz.
Melania uśmiechnęła się lekko. Właśnie takiej odpowiedzi potrzebowała. Jego zapewnienia sprawiły, że poczuła się spokojniejsza.
- Dobrze - mruknęła z czułością. - Trzymam cię za słowo.
Przyjaciół pochłonęła rozmowa o ostatnich wydarzeniach. Melania przestała myśleć o wyjeździe Daniela, chciała po prostu cieszyć się wspólną chwilą. Po pewnym czasie Daniel odprowadził ją do domu. Gdy zbliżali się do bramy, wpadli na Roberta i Patryka, którzy właśnie wracali z boiska.
- O proszę, a nasze gołąbeczki gdzie się szlajały? - rzucił z przekąsem Patryk, zakładając ręce na piersi z udawaną powagą i przyglądając się im spod zmrużonych powiek.
Melania była już przyzwyczajona do przytyków rodzeństwa na temat jej relacji z Danielem. Zazwyczaj starała się to ignorować i nie zwracać uwagi na komentarze braci i sióstr, ale tym razem złośliwa natura kazała jej dopiec ciekawskiemu bratu. Ze słodkim uśmiechem zwróciła się w stronę Patryka, który nadal stał w tej samej pozie i bacznie ich obserwował.
- Kochany braciszku - zaczęła, spoglądając na Patryka z udawaną troską - rozumiem, że jesteś trochę rozdrażniony, bo zamiast spędzać czas z piękną dziewczyną, musisz zadowolić się Robertem... Ale nie martw się, zazdrość to normalna rzecz.
Daniel natychmiast podchwycił ton żartu. Bez wahania objął Melę ramieniem i przyciągnął bliżej siebie.
- Patryk, jakbyś miał problem ze znalezieniem dziewczyny, to daj znać. Popytam tu i tam, może jakaś się zlituje - rzucił z szerokim uśmiechem.
Mela, Daniel i Robert wybuchnęli śmiechem, widząc, jak Patryk kręci głową z miną pełną oburzenia.
- To, że siostra kieruje takie słowa w moją stronę, wcale mnie nie dziwi, ale i ty przeciwko mnie? Ciekawe, że sam nie masz dziewczyny, tylko ciągle kręcisz się koło Meli. I ta wasza dziwna przyjaźń. To nie na moją głowę - burknął Patryk, odchodząc w kierunku domu.
Melania zdziwiła się złośliwą reakcją brata. Zazwyczaj żartował razem z nimi, ale dziś jakby coś go ugryzło. Widząc jej rozterkę i wyprzedzając wszelkie pytania, głos postanowił zabrać Robert.
- Patryk miał dzisiaj nieudaną próbę umówienia się na randkę z Jagodą, więc bądźcie wyrozumiali. I czasami nie wygadajcie, że coś wam powiedziałem.
Melania wiedziała, że Patryk darzy Jagodę sympatią, ale nie sądziła, że sprawa zaszły aż tak daleko i że brat rzeczywiście spróbuje zaprosić ją na randkę. Jagoda również mieszkała w Dąbrowie, były rówieśniczkami i chodziły do jednej klasy. Choć nie były przyjaciółkami, Mela uważała ją za miłą i sympatyczną osobę. W gruncie rzeczy mogłaby ją zaakceptować jako dziewczynę brata.
W głowie Melanii zaczęły się już rodzić różne pomysły - drobne intrygi, niewinne podchody, jakby tu delikatnie ich zeswatać.
Tymczasem Robert, nie czekając dłużej, pożegnał się z Danielem i ruszył w stronę domu. Daniel spojrzał na Melę i uniósł brew z lekkim uśmiechem. Znał ją zbyt dobrze, by nie domyślić się, co właśnie zaczęło kiełkować w jej głowie.
- Nawet o tym nie myśl. - Spojrzał z naganą wypisaną na twarzy.
Mela otrząsnęła się z zamyślenia, nie rozumiejąc, o co chodzi.
- Ale o czym mówisz? - zapytała skonsternowana, wpatrując się w Daniela.
- Widzę po twojej minie, że już tworzysz plan, jak ich zeswatać - powiedział, przeszywając ją intensywnym spojrzeniem.
Melania spojrzała na niego podejrzliwie.
- Czy aż tak łatwo mnie przejrzeć?
- Nie, ale pamiętaj, że akurat ja znam cię bardzo dobrze, więc przede mną nic nie ukryjesz.
Skrzywiła się na tę myśl.
- Wolałabym, żebyś tak całkiem wszystkiego nie wiedział. A co do mojego brata, nieraz trzeba trochę pomóc szczęściu, nie uważasz? - Puściła oczko do przyjaciela.
Daniel potrząsnął przecząco głową.
- Mel, naprawdę przestań się bawić w swatkę, to nie będzie prowadzić do niczego dobrego.
- Od kiedy zrobiłeś się taki zgorzkniały? - zapytała, przewracając oczami.
Chłopak uśmiechnął się lekko i dumnie wypiął pierś do przodu.
- Możliwe, że stało się to wtedy, gdy cię poznałem.
Dziewczyna zrobiła wielkie oczy, ale nic nie powiedziała. Zaskoczył ją.
- A odpowiadając na pytanie, które ciśnie ci się na usta, to odkąd cię poznałem, cały czas muszę pilnować, żebyś nie zrobiła niczego głupiego i jak na razie chyba mi to dobrze wychodzi - odpowiedział z szerokim uśmiechem, nonszalancko się prostując.
- Czasami zastanawiam się, dlaczego jesteś moim przyjacielem - powiedziała i dźgnęła go palcem w klatkę piersiową. - Potrafisz być bardzo arogancki i pewny siebie.
- Myślę, że za to właśnie mnie uwielbiasz.
- Już sobie nie dodawaj - roześmiała się, przewracając oczami. - Dobra, idę, bo jutro muszę wcześnie wstać do szkoły, a chciałabym chociaż raz się wyspać.
Na pożegnanie Daniel przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił.
- Trzymaj się. Do następnego. Jak coś, to jesteśmy w kontakcie - powiedział cicho, z ciepłym uśmiechem.
Już mieli się rozejść, gdy nagle usłyszeli ledwo słyszalne szepty dobiegające zza pobliskich krzaków.
- Posuń się, chcę zobaczyć, co robią - syknął cieniutki głosik, ledwie tłumiony przez liście.
- Ja tu byłam pierwsza, może będą się całować, chcę zobaczyć - odpowiedział mu drugi głosik.
- Aga, Misia, wychodźcie z tych krzaków! - Melania podniosła głos, bo złapała bliźniaczki na podglądaniu nie po raz pierwszy. Ostatnio wygłosiła im poważną pogadankę, ale najwyraźniej nie wystarczyła.
- O nie, nakryła nas, uciekamy! - krzyknęła Aga i obie natychmiast pognały w stronę domu.
Daniel wybuchnął śmiechem - cała scena wcale go nie zaskoczyła.
- Chyba dziś nie będą miały spektaklu całowania. A może jednak? - zapytał z szelmowskim uśmiechem.
Melania trzepnęła go lekko w ramię.
- Idź już, głuptasie, bo jeszcze tobie się dostanie. Ja mam coś do zrobienia.
Dziewczyna szybko ruszyła do domu, a w drodze zastanawiała się, jak najlepiej przemówić do sióstr, żeby w końcu zrozumiały, że podglądanie i podsłuchiwanie jest naprawdę niegrzeczne. Czasami przerażało ją, co z nich wyrośnie. Czy ona też była kiedyś taka ciekawska?
Westchnęła ciężko, przekraczając próg domu. Zaczęła układać w myślach przemowę, którą chciała wygłosić swoim ukochanym młodszym siostrzyczkom.
Ja i Daniel razem?, pomyślała z uśmiechem na ustach. To nigdy się nie wydarzy.