Rodzeństwo + Wojna Żywiołów - Rafał Zdon

Kup ebooka

40.38 zł
33.52 zł (40,38 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 6

Ursa weszła cicho, przecierając zmęczone oczy i rozglądając się za wolnym miejscem. Lex i Merador zostali w pokoju - a raczej to ona ich zostawiła, bo obaj byli w stanie ledwo otworzyć jedno oko po wczorajszym spacerze i późnej kolacji. Wzięła z bufetu kubek parującej kawy i talerz z kilkoma kromkami chleba oraz plastrami żółtego sera. Siadła przy stoliku w rogu, żeby spokojnie zebrać myśli.

Planowali dziś spokojnie ruszyć dalej, ale coś jej podpowiadało, że nadchodzące dni nie będą już tak sielankowe jak dwa ostatnie. Po prostu zbyt długo było spokojnie, a w ich życiu spokój był zdecydowanie przereklamowany.

Podczas gdy piła powoli kawę, jej uwagę przykuły głosy przy stoliku obok. Siedziało tam dwóch mężczyzn - jeden szczupły, z długimi ciemnymi włosami związanymi w niski kucyk, drugi o szerokich barkach i twarzy niczym stara brzoskwinia. Ich rozmowa była cicha, ale nie aż tak, by nie mogła wyłapać pewnych słów.

- ...mówię ci, poważnie, Kathabelle znów się pojawiła - głos niższy, szorstki jak potłuczone szkło. - Tym razem na obrzeżach północnych lasów.

- To niemożliwe - odpowiedział ten o głębszym, spokojnym tonie. - Myślałem, że ona nie żyje, tak mówili.

- Też tak myślałem, ale mam od zwiadowców potwierdzenie.

Widzieli ją.

Ursa uniosła brwi. To imię padło już wcześniej, dwa razy. Wiedźma, która miała nie żyć, żyła? Z pewnością coś tu śmierdziało, chociaż Ursa podejrzewała, że mając swoich popleczników, ktoś, albo któraś, mogła się pod wiedźmę podszywać. Tylko po co ktoś miałby to robić?

Jednak po chwili, obydwaj podnieśli na nią wzrok. Wpatrywali się tak przez dłuższą chwilę, po czym wstali i rozglądając się na boki, usiedli obok niej.

- Nie masz zbyt dyskretnych myśli

- Eee... co? - Ursa zdębiała.\

- Ja jestem Aldren, a to mój brat Calen. - drugi mężczyzna kiwnął głową, milcząc.

- Ja Ursa, ale co masz na myśli, Aldren?

Mężczyzna wzruszył ramionami i dodał jakby od niechcenia.

- Obydwoje czytamy w myślach. Wiemy, że słuchałaś naszej rozmowy o Kathabelle. Wiemy również, że się nią interesujesz, co jest ciekawe, biorąc pod uwagę fakt, jak niebezpieczna ona jest.

Ursa poczuła chwilową ulgę. Zebrała się w sobie i odpowiedziała, nadal trochę nieufnie.

- Panowie, miałam nią stracie. Ja i mój brat byliśmy ścigani przez jej łowców. Dopadła nas w moim sabacie. Myślałam... myślałam, że ona... że już jej nie ma.

- To, co słyszałaś, nie jest jeszcze w 100% potwierdzone - szepnął Calen. - Pracujemy nad tym.

- Jeśli masz jakieś pytania, śmiało. - Aldren wydawał się być godny zaufania.

Czarownica musiała wyjaśnić pewne rzeczy. Zwłaszcza dotyczące Kathabelle. Jej domniemany powrót mógł zniwelować ich plany udania się na wyspę.

- Więc... - Ursa nagle nie wiedziała, jak ubrać swoje pytania we właściwe słowa. - Jak to z nią było, zanim została liderką?

- Hmm. - Aldren splótł dłonie i spojrzał na nią badawczo. - Kathabelle nie była zawsze taka. Dawno temu była jedną z nas. Czarownicą, która służyła radzie wschodnich sabatów. Jednak jej ambicje okazały się o wiele większe. Szukała miejsc, w których energia żywiołów jest najczystsza. Ostatecznie znalazła jedno... i to ją diametralnie zmieniło.

Calen przejął opowieść.

- Na północy jest wyspa, ale nie byle jaka. To centralny punkt przepływu energii - coś jak serce tego świata. Jeśli ktoś umiałby je w pełni kontrolować... miałby możliwość zasilać swoje moce bez końca. Może również niszczyć, zabijać bez żadnych konsekwencji. Kathabelle wiedziała doskonale, że jeśli zdobędzie to miejsce, będzie już nie do zatrzymania.

Ursa poczuła, jak ciarki przebiegają jej po plecach.

- Skąd wiecie o tej wyspie?