Od redaktora
Oddajemy w ręce czytelników kolejny tom "Rocznika Polskiej Polityki Zagranicznej" - wyjątkowej publikacji na polskim rynku wydawniczym, w ramach której analitycy Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, specjalizujący się w podejmowanej problematyce i na bieżąco śledzący kształtowanie aktywności politycznej Polski w środowisku międzynarodowym, opisują proces realizacji polskiej polityki zagranicznej. Czynią to w oparciu o jednakową i powtarzaną każdego roku metodę, co ułatwia systematyzację opisu polskiej polityki zagranicznej i zapewnia jego obiektywizację.
Każdy rozdział rozpoczyna się od analizy celów polityki wyznaczonych przez rząd. Następnie autorzy opisują środki, które miały służyć ich osiągnięciu, a ostatecznie zdobywają się na ocenę skuteczności realizacji tych zamierzeń, uwzględniając przy tym uwarunkowania, w jakich decydenci musieli funkcjonować. Podejście, w ramach którego analitycy PISM rokrocznie udzielają odpowiedzi na te same pytania badawcze, ma dwa podstawowe atuty. Pozwala zaobserwować zmiany w polityce zagranicznej i porównywać poszczególne okresy jej funkcjonowania, a także - co jeszcze ważniejsze - pomaga w podkreślaniu elementów, które są w polskiej polityce zagranicznej stałe, ponieważ są głęboko zakorzenione w racji stanu. Uważam tę wartość za szczególnie godną podkreślenia właśnie w obecnych czasach, gdy w debacie publicznej na temat polskiej polityki zagranicznej coraz częściej pojawiają się głosy pogardliwe nie tylko wobec wiedzy eksperckiej, lecz także wobec takich fundamentów działalności zewnętrznej Polski jak przywiązanie do porządku międzynarodowego opartego na prawie czy przynależność do zachodnich struktur integracyjnych i sojuszy.
W 2019 r. miały miejsce dwa wydarzenia, które mogły istotnie wpłynąć na proces kształtowania i realizacji polskiej polityki zagranicznej przez zmianę jej uwarunkowań wewnętrznych. Pierwszym były wybory do Parlamentu Europejskiego, które odbyły się 26 maja. Wygrał je Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość, zdobywając 45% głosów i nieco ponad 50% przynależnych Polsce mandatów. Oznaczało to umocnienie ugrupowania rządzącego w Parlamencie Europejskim - zdobyło ono 8 mandatów więcej niż w 2014 r. - i stwarza mu szansę na skuteczniejszą realizację własnych postulatów na tym forum. Było to istotne także w świetle nowego cyklu instytucjonalnego w UE - wyboru nowych przedstawicieli na najważniejsze stanowiska europejskie. Drugim wydarzeniem były wybory parlamentarne, które odbyły się 13 października. Te do Sejmu wygrał Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość, który zdobył 44% głosów, co przełożyło się na 51% mandatów. Z kolei w Senacie większość zdobyła opozycja. Oznaczało to kontynuację rządu premiera Mateusza Morawieckiego i misji Jacka Czaputowicza jako ministra spraw zagranicznych, lecz dawało opozycji większe możliwości wpływania na proces prowadzenia polityki zagranicznej i jego kontroli, choćby dzięki uzyskaniu większości w senackiej Komisji Spraw Zagranicznych i Unii Europejskiej, której przewodniczącym został senator Koalicji Obywatelskiej Bogdan Klich. Z wyborami pośrednio związana była reorganizacja administracji państwowej. Dla polityki zagranicznej najistotniejsze było wyodrębnienie z Ministerstwa Spraw Zagranicznych "pionu europejskiego" i przeniesienie go do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Ministrem ds. Unii Europejskiej pozostał Konrad Szymański, który zajmował się tym obszarem również w MSZ. Ponieważ ta zmiana dokonała się pod koniec roku, jej efekty miały być widoczne dopiero w roku następnym.
W 2019 r. szczególny wymiar miała także Informacja rządu o polityce zagranicznej RP, prezentowana w Sejmie przez ministra spraw zagranicznych, każdorazowo stanowiąca punkt wyjścia do rozważań autorów "Rocznika". Przemówienie, wygłoszone 14 marca przez ministra Jacka Czaputowicza, było trzydziestym tego typu wystąpieniem po przełomie, jaki dokonał się w Polsce w 1989 r. Minister zwrócił uwagę na ten fakt w swoim wystąpieniu, powołując się na ducha "Solidarności" i przypominając o "obywatelskim" wymiarze polityki zagranicznej, realizującym się przez wybór przez społeczeństwo przedstawicieli, którzy w imieniu suwerena ją prowadzą. Minister przypomniał także o dwóch innych ważnych dla polskiej polityki zagranicznej rocznicach, które miały miejsce w 2019 r. - chodzi o piętnastolecie wstąpienia Polski do Unii Europejskiej i dwudziestolecie członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim - i to im poświęcił znaczną część swojego wystąpienia.
Jeśli chodzi o Unię Europejską, Czaputowicz przypomniał o postępie społeczno-gospodarczym, jaki dokonał się w Polsce dzięki udziałowi w tym projekcie integracyjnym, i zadeklarował chęć członkostwa państwa w dyskusjach na temat jej przyszłości. W tym kontekście mówił o poparciu Polski dla Unii cieszącej się legitymacją europejskich społeczeństw, opartej na czterech swobodach (przepływu towarów, kapitału, osób, usług), szukającej porozumienia na drodze konsensusu, a nie głosowania większościowego, i działającej w ramach wyznaczonych przez traktaty. Jeśli zaś chodzi o NATO, minister spraw zagranicznych mówił o priorytecie umocnienia wojskowej obecności Sojuszu na jego wschodniej flance, zgłaszając ambicje do tego, by stać się wręcz "rdzeniem obecności wojskowej NATO i USA w naszym regionie". Opowiedział się także za utrzymaniem przez NATO polityki "otwartych drzwi" i współpracą z państwami partnerskimi oraz przypomniał o polskim zaangażowaniu na rzecz obrony sojuszników. Sygnał, jaki płynął z części przemówienia poświęconej obu tym organizacjom, był jasny: nadal miały one stanowić filary polskiej polityki zagranicznej - nie wyłącznie dlatego, że członkostwo w nich było spełnieniem aspiracji społeczeństwa i polityków po 1989 r., a więc ze względów głównie sentymentalnych, lecz także dlatego, że wciąż były one kluczowe dla realizacji żywotnych interesów państwa. Jednocześnie z wystąpienia ministra płynął inny jasny przekaz - Polska czuła się pełnoprawnym członkiem obu organizacji i była gotowa do tego, aby przyjąć na swe barki ciężar współodpowiedzialności za ich przyszłość.
Bez wątpienia te aspiracje wynikały także z niekorzystnych dla Polski przemian w stosunkach międzynarodowych. Do wyzwań, na które ministrowie spraw zagranicznych zwracali uwagę konsekwentnie w ostatnich latach - przede wszystkim były to przeobrażenia porządku międzynarodowego, który znajdował się pod presją mocarstw takich jak Rosja, podważających podstawowe jego zasady, np. znaczenie prawa międzynarodowego dla regulacji stosunków między państwami czy powstrzymywania się od groźby użycia siły lub jej użycia w sposób nieuzgodniony z celami Organizacji Narodów Zjednoczonych - dołączyły nowe. Najbardziej niebezpiecznym z punktu widzenia fundamentów polskiej polityki zagranicznej były coraz wyraźniejsze napięcia transatlantyckie, spowodowane bezkompromisowością w realizacji przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa polityki "America First" i odbiorem tych działań przez sojuszników z Europy Zachodniej. Choć niektóre poczynania administracji USA były dla Polski bardzo korzystne - jak np. presja na Niemcy, aby zaniechały budowy gazociągu Nord Stream 2, czy nacisk na sojuszników z NATO na zwiększenie wydatków na obronę - inne, zwłaszcza te związane z rozdźwiękiem między sojusznikami w podejściu do Iranu, rodziły poważne problemy.
W 2019 r. polska polityka zagraniczna próbowała przeciwdziałać tym niesprzyjającym trendom na różnych poziomach. Jeśli chodzi o ONZ, priorytetowe było utrzymanie zaangażowania na jej forum po tym, gdy z końcem roku miało dobiec końca sprawowanie przez Polskę funkcji wybieralnego członka Rady Bezpieczeństwa. Dlatego też polska dyplomacja niemal przez cały rok czyniła zabiegi - zakończone sukcesem w październiku - na rzecz pozyskania dla państwa miejsca w Radzie Praw Człowieka na lata 2020-2022. Innym instrumentem polskiej polityki zagranicznej miało stać się współorganizowane ze Stanami Zjednoczonymi w lutym w Warszawie spotkanie ministerialne poświęcone budowaniu pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie (tzw. konferencja warszawska). To narzędzie miało realizować się na kilku płaszczyznach: a) w stosunku do Stanów Zjednoczonych miało pokazać, że Polska jest sojusznikiem wiarygodnym i gotowym do zwiększenia zaangażowania w sprawy międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa; b) w odniesieniu do napięć transatlantyckich miało pomóc w wypracowaniu kompromisu między Stanami Zjednoczonymi a państwami zachodnioeuropejskimi w kwestii irańskiej; c) w stosunku do państw bliskowschodnich miało pokazać, że Polska jest gotowa do zwiększenia swego zaangażowania politycznego w regionie, co miało sprzyjać poszerzeniu możliwości oddziaływania dyplomatycznego - a w przyszłości także gospodarczego - na Bliskim Wschodzie. Tak ambitny zestaw celów powodował, że już na samym początku organizacji inicjatywy z dużym stopniem prawdopodobieństwa można było stwierdzić, że nie wszystkie z nich uda się osiągnąć. Jednak istniała duża szansa na to, że konferencja warszawska przejdzie do historii jako wydarzenie, podczas którego międzynarodowej opinii publicznej zostanie ujawniony proces normalizacji stosunków Izraela z najważniejszymi państwami arabskimi, dotychczas skrzętnie utrzymywany przez polityków w cieniu, co sprawiało, że mogła się ona przyczynić do wzmocnienia pozycji Polski przynajmniej w stosunkach z USA i państwami arabskimi.
W 2019 r. polska dyplomacja musiała też podjąć szereg działań może nie tak spektakularnych, ale z pewnością równie ważnych dla interesów państwa. Rzecz jasna, kluczową kwestią były zabiegi o to, aby polskie interesy zostały uwzględnione podczas dzielenia stanowisk w instytucjach europejskich. Nie mniej ważne były starania o coraz silniejsze związanie interesami najważniejszego sojusznika, jakim pozostają Stany Zjednoczone (temu miały służyć m.in. próby rozszerzenia stosunków na pola współpracy energetycznej i gospodarczej), czy zabiegi o to, aby europejskie projekty integracyjne w wymiarze obronnym odpowiadały polskiej wizji relacji między UE a NATO w tej newralgicznej sferze. Istotne było również podtrzymywanie deklaracji sojuszników o potrzebie obrony państw tzw. wschodniej flanki przed coraz bardziej agresywną Rosją, czemu miała służyć m.in. aktualizacja planów obronnych, która miała dokonać się podczas grudniowego szczytu w Londynie. Skala wszystkich wyzwań, spraw, w które Polska musiała się angażować, i interesów, które miała realizować dzięki dyplomacji, powodowała, że wnikliwy obserwator polskiej polityki zagranicznej mógłby odnieść wrażenie, że czas jakby przyspieszył. W tych trudnych uwarunkowaniach publikacje takie jak "Rocznik" zyskują dodatkowe znaczenie. Pozwalają bowiem nie tylko dokumentować działania podejmowane w ramach polskiej polityki zagranicznej, lecz także przedstawiać je w ich rzeczywistym kontekście, który za chwilę - czy to wskutek naturalnych ograniczeń poznawczych ludzkiego umysłu, niezdolnego do zapamiętywania zbyt wielu wydarzeń toczących się w ogromnym tempie, czy to wskutek dezinformacji, stosowanej coraz częściej zwłaszcza przez mocarstwa autorytarne - może zostać zapomniany.
Sławomir Dębski
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji