Rób swoje - Sarah Knight

Reflow text when sidebars are open.
Prr! Czy czujesz, jak ci się jeżą włoski na ramionach? Czy odnosisz wrażenie, że w sąsiednim pokoju chóry anielskie przygotowują się do określenia zadań? Być może przydałby ci się zimny prysznic, aby ciarki przestały przebiegać ci po plecach?
Super. Właśnie taki efekt chciałam osiągnąć.
Chyba że... czekaj, czekaj... może po prostu przewróciłeś oczami, myśląc sobie: Ta babka ewidentnie nigdy nie rozmawiała z moimi rodzicami, szefami i byłymi, którzy wyjaśniliby jej dokładnie, co jest ze mną nie tak. Nie zadzwoniła też do drani, którzy mnie prześladowali w szkole podstawowej, ani moich nauczycieli i trenerów, bo oni wszyscy wiedzą to i owo o tym, dlaczego brakuje mi pewności siebie, obsesyjnie zadręczam się swoimi wadami i ogólnie czuję się nic nie wart.
Hej, no co ty! Nie bądź dla siebie taki surowy.
No i dobra, dobra - może parę rzeczy w tobie jest do bani, na przykład żałujesz, że nie jesteś lepiej zorganizowany, albo niezbyt dobrze radzisz sobie z pieniędzmi. No i co z tego? Ta książka nie jest zatytułowana: Zrób coś inaczej.
Nie, w tej książce - Rób swoje - chodzi o zaakceptowanie własnych mocnych i słabych stron, zarówno tych, które sam uważasz za wady, jak i tych, które tobie absolutnie nie przeszkadzają, ale inni najwyraźniej mają z nimi problem. Czy też może powinnam powiedzieć - NIE PRZESZKADZAŁYBY ci, gdybyś miał nieco więcej pewności siebie i mniej zamartwiał się tym, co inni ludzie sobie myślą[1].
Tak czy siak, wydajesz się przyzwoitym człowiekiem. A ja mam szósty zmysł odnośnie takich rzeczy. Zatem, przynajmniej na potrzeby następnych dwustu stron, absolutnie podtrzymuję to, co powiedziałam minutę temu: jeśli nie jesteś seryjnym mordercą albo jednym z tych ludków, którzy próbują rozpocząć "falę", kiedy nikt dookoła nie jest tym zainteresowany, nic nie jest z tobą nie tak.
Być może zastanawiasz się zatem: dlaczego wobec tego kupiłem jakiś poradnik...?
Doskonałe pytanie! Jesteś przyzwoitym człowiekiem, a do tego szybko się uczysz. Uwielbiam takich.
Powiem ci zatem, dlaczego to zrobiłeś: tym, co rzeczywiście jest "nie tak" - i czym zajmę się w niniejszym poradniku z mojej serii o olewaniu - jest fakt, że społeczeństwo narzuca nam konwencje, oczekiwania i arbitralne "normy". W rezultacie wielu z nas musi walczyć z podstępną, uciążliwą presją, aby się dostosować - a potem często czujemy niechęć do siebie i nabieramy przekonania, że rzeczywiście jest z nami coś nie tak, więc tłumnie udajemy się na wykłady, do księgarń, klubów fitness, guru od utraty wagi, ekspertów od etykiety czy chirurgów plastycznych, aby rozwiązali "problemy", których tak naprawdę wcale nie mamy.
Wiesz, o czym mówię - i to wszystko totalne bzdury, prawda?
No cóż, moja unikatowa gwiazdeczko, właśnie dlatego zwołałam to zebranie. Chociaż nic nie jest nie tak z tym, kim jesteś, żyjemy w kulturze, która właśnie W TEJ CHWILI może cię zmuszać, abyś myślał inaczej.
Kiedy dorastałam, szydzono ze mnie za to, że byłam kujonem, za głośno się śmiałam i zdarzyło mi się zaśpiewać: "Hey, Buster, move!" na dyskotece w liceum, kiedy DJ puszczał właśnie klasyczny song Young MC "Bust a move" (Muszę tu dodać, że miałam wujka imieniem Buster, więc nie wydawało mi się to dziwne, ale to małe faux pas nie wzbudziło zachwytu moich rówieśników. Dzieciaki bywają wredne).
Tak czy siak, miałam wrażenie, że nic nie robię jak należy i nigdy nie będę pasować do reszty. Stado dreptało w jednym kierunku, a ja pchałam się pod prąd niby bizon z kompleksem łososia. Gwoli sprawiedliwości, zapewne fakt, że potrafię w ogóle napisać coś takiego, dowodzi, że mam dziwne spojrzenie na świat.
Ale dlaczego inne dzieciaki tak bardzo to obchodziło?
I dlaczego teraz - gdy jesteśmy już dorośli - kogokolwiek w ogóle obchodzi, że ktoś inny zachowuje się nieco dziwnie, podejmuje ryzyko, albo dokonuje jakichś niekonwencjonalnych życiowych wyborów (takich na przykład, jak decyzja, aby nie mieć własnych wrednych dzieciaków)?
Odpowiedź brzmi: nikogo nie powinno to obchodzić. Ale ludzie, którzy przejmują się takimi bzdurami, nie czytają teraz tej książki, nie mówię zatem do nich, tylko do ciebie. Ich nie mogę zmienić, i - słowo harcerza - ciebie też się zmienić nie staram.
Tym, co mogę zrobić, jest pomoc w zmianie sposobu, w jaki sobie z nimi radzisz i jak odbierasz samego siebie. (Jeśli coś takiego ci pasuje. Nie naciskam). Sama to robię od jakiegoś czasu i u mnie sprawdziło się całkiem nieźle. W istocie rzeczy Rób swoje to zapewne najbardziej osobista z moich książek, w sensie opowieści o wyzwaniach, którym stawiłam czoło, chociaż myślę, że jest też najbardziej uniwersalna - bądź co bądź, kto by nie chciał po prostu być sobą i spędzać każdy cholerny dzień, robiąc po prostu to, co mu pasuje?
Może ty? A ty? A ty, Helmucie?
No właśnie.
Nie trzeba doświadczyć kpin podczas dyskoteki szkolnej, aby zrozumieć, jak boli krytyka, czy poczuć presję, aby się dostosować. To może się zdarzyć w każdym wieku i w różnych okolicznościach - na przykład, kiedy przeprowadzasz się do nowego miasta, rozpoczynasz nową pracę, albo wchodzisz poprzez małżeństwo do nowego klanu. Być może jesteś przekorny z natury. Może jesteś erudytą. Może pewnego dnia założyłaś coś w kratkę do czegoś w paski i uznałaś, że ci się to podoba. (Boże, zmiłuj się!).
Niezależnie od okoliczności, jeśli sięgnęliście po tę książkę - ponieważ czujecie się "inni", niezrozumiani, sfrustrowani czy ograniczani przez rodziców, rodzeństwo, sąsiadów, współlokatorów, szefów, współpracowników, algorytmy portalu Tinder, drugą połówkę czy społeczeństwo jako takie... no cóż, przykro mi to słyszeć - ale dobrze trafiliście.
I chociaż może się to wydawać ciężką sprawą, pomogę wam nie tylko zaakceptować to, kim jesteście, ale też odzyskać ufność w swoje przekonania, nastawienie, wygląd zewnętrzny, cele i ogólnie własne widzimisię. Ponieważ wszystkie te cechy - tak, nawet wady - dzięki którym jesteś SOBĄ, czynią cię też osobą interesującą, zdolną i potężną na swój własny sposób.
Musisz się tylko do nich przyznać.
Jak "robienie swojego" wygląda w praktyce
Rady zawarte w tej książce sprowadzają się do jednej prostej mantry: Stawaj w obronie tego, kim jesteś i czego chcesz. A jak tego dokonać? Przestań pozwalać innym, aby ci mówili, co masz robić, jak to robić, albo dlaczego czegoś się zrobić nie da[2].
W każdej części tej książki przedstawiam kolejne argumenty za życiem na własnych zasadach. Zajmuję się w niej:
Tyranią "Bo tak".
Życiem na najmniejszym wspólnym mianowniku, i dlaczego zasługujesz na coś lepszego.
CPZ-etami (rzeczami, których chcesz, potrzebujesz i na które zasługujesz).
Umową społeczną - czemu służy i gdzie zawodzi.
Niedowiarkami, nienawistnikami i innymi kutafonami, którzy cię oceniają.
Sposobami zamiany wad w zalety - co jest znane również pod nazwą "odnowienia umysłowego".
Okolicznościami uzasadniającymi samolubność, wyjaśnieniem, dlaczego dążenie do perfekcji nie ma sensu, wyłuszczeniem, jak być "trudnym" - i wieloma, wieloma innymi zagadnieniami!
Część I (JESTEŚ TUTAJ - ćwiczenie na orientację)
W tej części oprowadzę cię po "umowie społecznej" - zbiorze niewypowiedzianych, lecz niezmiernie wpływowych zasad, oczekiwań i obowiązków, która być może nie służy ci tak dobrze jak powinna. Następnie pozwolę ci wstępnie zerknąć na piętnaście jej najnikczemniejszych zapisów, do których wprowadzam poprawki, które ukształtują resztę tej książki. Sprytna sztuczka? Owszem. Odlotowy sposób na zebranie myśli i przedstawienie argumentacji? To też.
Część II (Nakazy i zakazy: zasady do łamania)
Tutaj skupimy się na zasadach wpojonych ci w przedszkolu, które niekoniecznie mają zastosowanie w twoim dorosłym życiu - na przykład "Nie bądź samolubny" i "Naucz się grać w zespole". Pokażę ci, jak nagiąć czy złamać kilka z nich, aby twoje życie było lepsze i - co jest równie ważne - nie niszcząc przy okazji życia nikomu innemu.
Część III (Zrobię - nie zrobię: czyli rzecz o oczekiwaniach)
Tutaj nauczysz się, jak ignorować czy wprost przeciwstawiać się ludziom, którzy mają czelność mówić ci, co się wydarzy albo jak się będziesz czuł wskutek swoich życiowych wyborów. W rozdziale zatytułowanym "Będziesz tego żałować" będę mówić o podejmowaniu decyzji, które wydają się złe innym, ale ty czujesz się z nimi doskonale, zaś w "Z takim nastawieniem daleko nie zajdziesz" będę wychwalać wartość pesymizmu jako pomocy w planowaniu i unikaniu rozczarowań - co oznacza zarządzanie własnymi oczekiwaniami.
Część IV (Powinieneś - nie powinieneś: aż nadto zobowiązany)
Jeśli masz po dziurki w nosie wypełniania przypadkowych, głupich obowiązków narzuconych przez społeczeństwo - na przykład odnośnie bycia miłym, szczupłym, grzecznym czy "normalnym" - część IV okaże się właśnie tym, co tygrysy lubią najbardziej. W "Powinnaś się częściej uśmiechać" wyjaśniam, że bycie miłym nie jest twoim zadaniem, zaś w "Nie zachowuj się jak wariat" wspomnę ten dzień, kiedy przemyciłam do swojego gabinetu kuwetę i dziesięć wiader piasku, mając nadzieję, że nikt tego nie zauważy. Dzisiaj? Dzisiaj bym to wszystko obfotografowała i wrzuciła na Instagram. Ponieważ wreszcie rozumiem, że nie mam obowiązku wypowiadać się czy postępować w sposób, który nie pozwala mi żyć autentycznie.
I ty również.
Napisałam tę książkę dla ludzi, takich jak ja, którzy po prostu chcą robić swoje, nie przejmując się już więcej tym, jak ich pragnienia, motywacje, opinie i decyzje są podawane w wątpliwość, analizowane i oceniane przez innych. Dla odmieńców, buntowników, czarnych owiec i jednorożców. Dla tych, którzy chcą iść na pogrzeb ubrani na biało albo smarować grzanki serem; dla tych, którzy wolą żyć samotnie w kulturze wielbiącej domowe filmy z wesela, albo uciekają ze studiów medycznych, aby otworzyć sklep z leczniczą marihuaną.
Sypcie iskrami, wy szalone brylanty!
Napisałam ją dla nas wszystkich, którzy czujemy presję, aby stosować się do zasad, spełniać oczekiwania i wypełniać obowiązki - chociaż ani trochę nam się to nie podoba. Napisałam ją dla dzieciaków, studentów, rodziców i emerytów, a także babć, które po czterdziestu latach zostawiły mężów, by spędzić jesień życia z "przyjaciółką" imieniem Mary. Napisałam ją dla czytelników moich poprzednich książek, ale też i dla ludzi, którzy nigdy jeszcze nie słyszeli o "tej ordynarnej antyguru Sarah Knight".
I wreszcie napisałam ją, ponieważ bycie sobą powinno być najłatwiejszą rzeczą na świecie. Budzisz się rano, stwierdzasz, że żadna katastrofa się nie wydarzyła, a potem zajmujesz się swoimi sprawami. A jednak tak wielu z nas ma z tym trudności - jako dzieci, dorośli, czy babcie lesbijki. Przekonaliśmy samych siebie (albo pozwoliliśmy innym ludziom nas przekonać), że to z nami jest coś nie tak. Brakuje nam wiary we własną indywidualność i czujemy przymus, aby się dostosować - być tacy, jak wszyscy, "naprawić" nasze "wady", trzymać się linii naszej nudnej kulturowej "partii".
Ale jeśli tak naprawdę nic nie jest z nami nie tak - co wtedy? Co, jeśli tak naprawdę nic nie jest nie tak z TOBĄ?
To założenie, od którego wychodzę i myślę, że jest naprawdę cholernie krzepiące.
Zatem zamiast starać się cię zmienić, celebrujmy to, co oznacza bycie tobą - na wszystkie twoje dziwaczne, trudne, samolubne, dalekie od perfekcji, nietowarzyskie, nadmiernie entuzjastyczne, unikatowe i niekonwencjonalne sposoby. Weźmy te "wady" i przekształćmy je w mocne strony. I dajmy nauczkę wszystkim tym niedowiarkom i nienawistnikom, przez których w ogóle zdecydowaliśmy się sięgnąć po jakiś poradnik.
To znaczy, wiecie, jestem wdzięczna za to, że go kupiliście - ale do diabła z tymi ludźmi! Dobra - no to róbmy swoje!
koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji