Rhesos - Eurypides
12.50 zł
10.25 zł
(9,89 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
PRZODOWNIK CHÓRU.
Jeśli tam nie śpi jeszcze Z książęcych giermków który, Lub też ktokolwiek z warty, Co, czterokrotnie luzując się w nocy, Oboźnej pilnuje rzeszy, Niechże pospieszy Do legowiska Hektora!(Tymczasem sam podszedłszy pod namiot, krzyczy): Na łokciu oparty, Podnieś-że głowę do góry, Sen z groźnych spędź powiek I rzuć to liściem zaścielone łoże! Ważną-ć nowinę obwieszczę! Najwyższa pora, Byś ją wysłuchał, Hektorze!
Z namiotu wychodzi
HEKTOR.
Kto tam? Czyj głos to? Przyjaciel czy wróg? Cóż to za człowiek? Hasło?... Czy braknie ci słów? Pod mego namiotu próg Kto śmie przychodzić w tej porze? Gadaj-że! mów!...
PRZODOWNIK CHÓRU.
Wojenna straż.
HEKTOR.
A co za powód masz Do wrzawy?
PRZODOWNIK CHÓRU.
Nie trwóż się, książę!
HEKTOR.
Nie trwożę! Czy może Nocnej się lękasz wyprawy? Któż to opuszcza swoje stanowisko I niepokoi Żołnierzy? Czy wiesz, Że hufców argiwskich blisko I zawsze w pełnej zbroi Obóz nasz leży?
CHÓR STRAŻY TROJAŃSKIEJ.
Uzbrój-że dłoń I goń I bież Do towarzyszów leż! Trzeba co tchu Wyrwać ich z snu, Trzeba przyjaciół słać, By się porwała brać Z namiotów! Niech każdy będzie gotów, Niech dzidę pochwyci, jak błysk
I koniom w pysk Założy kryg! Do syna Panthoosa, Lub syna Europy, Go wiedzie likijski szyk, Któż pójdzie w te tropy, Któż? Gdzie są kapłani Z ofiarą obeznani? Procarzów gdzież przednie chłopy, Gdzież? Rusz się, frygijski łuczniku, a rusz I, niecierpliwy, Załóż cięciwy Na rogiem strojny łuk!
HEKTOR.
Zapowiedź trwóg Zwiastuje warga mi twoja, To znów do ucha Płynie z niej jakby otucha - Mowa to dziwnie zmieszana! A może Kronidy-Pana Przestrach twą duszą ciska! Może to on z stanowiska Tak cię wypędza i każe Przerażać wojska i straże? Cóż za wiadomość nowa? Mnogie są twoje słowa, Ale pewności żadnej.
PRZODOWNIK CHÓRU.
W krąg ognia moc Przez noc
Na trud Pali Argiwów lud, Że, niby dzień, Tak płynie zeń Światłości biały smug, Widać, że na coś wróg Zawzięty. Na brzegu lśnią okręty, Tak jary oświeca je blask! Podniósł się wrzask, Wszczął dziki szum: To przed Agamemnona Ruszył się w nocnym mroku Ten cały wojenny tłum... Cóż może na oku Mieć, Jeśli nie krwawy Cel jakiejś znów wyprawy? Nigdym takiego ja tłoku Wprzód Nie widział! Jakąś zastawiają sieć! Dlatego w trwodze Z tą wieścią przychodzę, By twej nagany ujść...
HEKTOR.
Przychodzisz w samą porę, chociaż głosisz trwogę, Ci ludzie chcą ukradkiem wybrać się dziś w drogę - Poprostu myślą uciec, gotują okręty, By nocą tą na morskie wypłynąć odmęty. Dowodem są te ognie! Dlaczegóż to, losie, Wstrzymujesz lwa od łupu, zanim udało się
Tym oto bystrym mieczem wytępić ich docna, Tych wrogów mych argiwskich?!.. Moja ręka mocna Nie byłaby spoczęła, jeno że mi słońca Blask zagasł, że nie mogłem, kroczący bez końca Pomiędzy namiotami, popalić ich statków I wyciąć ich tym mieczem morderczym. Mam świadków, Że, chcąc skorzystać z losu szczęśliwych obrotów, I w nocy też na wroga natrzeć byłem gotów. Wróżbici jednakowoż i mędrce, świadomi Przyszłości, gdy się miecz mój tak na krew łakomi, Radzili czekać świtu, jako w to zaranie Ni jeden już na ziemi Greczyn nie zostanie. Ci przecież nie czekają rad moich wróżbiarzy, Bo juści dla ucieczki dobrze mrok się darzy. Więc trzeba powiadomić co tchu moich ludzi, Niech każdy będzie gotów, niech ze snu się zbudzi, Niech weźmie się do broni, by wróg, w plecy cięty, Gdy będzie do ucieczki piął się na okręty, Drabiny krwią swą zbroczył, lub też, powiązany, Nauczył się frygijskie uprawiać polany.
PRZODOWNIK CHÓRU.
Zbyt kwapisz się, a nie wiesz, co to jest, Hektorze! Czy wojsko to ucieka, któż odgadnąć może?
HEKTOR.
A w jakimżby więc celu palili ogniska?
PRZODOWNIK CHÓRU.
Ja nie wiem, ale sprawa coś mi trochę śliska.
HEKTOR.
Ha! Cóż cię nie przerazi, jeśli drżysz tej chwili?!
PRZODOWNIK CHÓRU.
Tak nigdy nasi wrodzy ogni nie palili.
HEKTOR.
I nigdy tak haniebnie z pola nie czmychali.
PRZODOWNIK CHÓRU.
Tyś sprawił to, dlatego kieruj wszystkiem dalej.
HEKTOR.
Gdy wróg jest, broń do ręki, no, i dobra nasza!
PRZODOWNIK CHÓRU.
O, widzę spieszącego ku nam Ajnejasza! Widocznie swych przyjaciół nowiną uraczy.
Wchodzi
AJNEJAS (ENEASZ) (do Hektora).
Dlaczego po obozie ku wojska rozpaczy Te straże tak się włóczą? Ludziom spać nie dają! Co chcą przy twym namiocie? Załatw się z tą zgrają!
HEKTOR.
Od stóp do głów się zakuj, Ajnejasie, w zbroję!
AJNEJAS.
Cóż stało się? Czy może warty mówią twoje, Że wróg nasz jakiś napad tajemnie układa?
HEKTOR.
Uciekać chcą, na statki wszystek naród siada.
AJNEJAS.
A skądże ci ta pewność? Masz-że dowód jaki?
HEKTOR.
Noc całą palą ognie to najlepsze znaki: Do rana nie zostaną, nie o to im chodzi. Te watry rozżarzywszy, rzucą się do łodzi I unikną precz z tej ziemi - odpłyną na morze.
AJNEJAS.
Więc po co uzbroiłeś to ramię, Hektorze?
HEKTOR.
Gdy będą, uciekając, pędzić na swe nawy, Dopadnie i powstrzyma ich ten oręż krwawy. Bo wstyd to wielki dla nas, a z wstydem nieszczęście. Ażeby wróg, co w nasze już się dostał pięście, Bez walki nam się wymknął, sprawca takiej szkody.
AJNEJAS.
Bodajbyś tak roztropny był, mój druhu młody, Jak dzielnem twoje ramię. Lecz tak się, niestety, Dziać zwykło, że nie wszystkie ma człowiek zalety Złączone z sobą razem: jeden tę, zaś drugi Ma inną znowu cnotę na swoje usługi. Achaje rozpalili ogniska, więc tobie Wydaje się, że myślą o jakimś sposobie Ucieczki i odrazu-ś w swej dumie gotowy Po ciemku przejść z swem wojskiem przez głębokie rowy. Popróbuj się przedostać przez burty i doły - Co będzie, jeśli ujrzysz, że nieprzyjacioły Bynajmniej stąd uciekać nie myślą, że staną Z oporu walecznego chęcią niezłamaną? Zwyciężon, już do miasta nie powrócisz cało, Bo jakby się, pierzchając, wojsko przedostało Przez one ostrokoły? Mówię - aż się prosi
Pytanie -: Jakżeż mogą bez złamania osi Przesadzić groble twoje zaprzęgi?... Jeżeli Zwyciężysz, syn Peleja snać cię nie ośmieli, Z zasadzki gdzieś wypadłszy, abyś mógł ich statki Podpalić i Achajów tak na drodze gładkiej Wytępić z korzeniami! Macie wej! mocarza! Unosi się! zapala i na nic nie zważa! Więc pod osłoną broni niechże nasi ludzie Wypoczną sobie dzisiaj po wojennym trudzie. I owszem, na prześpiegi trzeba wysłać kogo Do naszych nieprzyjaciół... Jeżeli złowrogo Nie myślą o zasadzce, jeno w rzeczy samej Uciekać chcą, my wówczas na nich napadamy, Jeżeli zaś te ognie jaki podstęp znaczą I nasi wywiadowcy nam go wytłómaczą, Naonczas naczelnikom zebrać się wypada, By dalszy plan rozważyć. Taka moja rada.
CHÓR.
To samo zdanie ja mam, Przeto zmień pogląd swój, Gdyż jestem pełen trwóg, Jeżeli wódz Chce zbyt pochopnie iść w bój... Najlepiej będzie nam. Gdy szpiega wyślemy, by znów Dostać języka, z jakiego powodu U swych okrętów przodu Ognie rozpalił wróg?...
HEKTOR.
Poddaję się, gdy wszyscy jednako w tej mierze Myślicie. Ty idź, wojsko uspokój. Żołnierze,
O nocnych słysząc schadzkach, nazbyt łatwo mogą Wywołać jakiś zamęt, spowodowan trwogą, Zaś ja do nieprzyjaciół zaraz szpiega wyślę. Jeżeli się dowiemy, co w swoim umyśle Postanowili dzisiaj, wszystko ci się powie I udział weźmiesz w radzie. Jeżeli wrogowie Uciekaćby zechcieli, bądź na nowo gotów Na trąbki głos! On powie-ć, że od tych namiotów Tej nocy jeszcze ruszę na Achajów statki.
AJNEJAS.
Wysyłaj jak najprędzej! Teraz plan twój gładki! A ja przy twoim boku i zawsze i wszędzie,
HEKTOR.
Z trojańskich tutaj ludzi któż mi gotów będzie Do wojska argiwskiego udać się na zwiady, Ojczyźnie tę przysługę wyświadczyć? Ja rady Wszystkiemu dać nie mogę, bo i ziemia nasza I żołnierz patrzy na mnie!... A więc któż się zgłasza? (Wysuwa się).
CHYTRZEC (DOLON).
Ja tego się dla kraju podejmę ryzyka! Pospieszę na prześpiegi w obóz Argejczyka I skoro się o wszystkiem wywiem, tu w tę porę Powrócę!... Trud ten cały na siebie ja biorę!
HEKTOR.
Nazwisko ciebie godne i kochasz swą ziemię - Od dawna słynie ród twój, ty dzisiaj swe plemię Okrywasz jeszcze sławą, zwiększoną w dwójnasób.
CHYTRZEC.
Potrudzę się, gdy trzeba... Ale jakiś zasób
Opłaty za me trudy chyba mi przybędzie? Nagroda bowiem zdwaja zapał w każdym względzie.
HEKTOR.
Uznaję. Lecz nagrodę sam ty wyznacz sobie. Nie oddam ci królestwa, zresztą wszystko zrobię.
CHYTRZEC.
Ochoty nie mam żadnej na królewską władzę.
HEKTOR.
Więc podaj się za zięcia Pryama. To-ć radzę.
CHYTRZEC.
Brać żonę z wyższych stanów? I to nie ochota!
HEKTOR.
Mam złoto, może zatem ciągnie cię do złota?
CHYTRZEC.
Mam dosyć go u siebie. Środków mi nie braknie.
HEKTOR.
Więc czegóż od Ilionu twoja dusza łaknie?
CHYTRZEC.
Z achajskich niech mi łupów przypadnie nagroda.
HEKTOR.
I owszem... Jeno wodzów byłoby mi szkoda.
CHYTRZEC.
Tych ubij. Z Menelajem nie rób ceremonii.
HEKTOR.
Za synem Oileia chętka twoja goni?
CHYTRZEC.
Do roli nie przydadzą się szlacheckie ręce.
HEKTOR.
Jakiegoż więc Greczyna dla ciebie poświęcę?
CHYTRZEC.
Że złota mi nie trzeba, już to rzekłem wprzódy.
HEKTOR.
Sam weźmiesz przy podziale, co chcesz, za swe trudy.
CHYTRZEC.
Zdobyczne zechciej łupy zawiesić w świątyni.
HEKTOR.
I cóż więc znaczniejszego Hektor ci uczyni?
CHYTRZEC.
Achilla daj rumaki! Trudy tego warte,
Jeżeli ktoś swe życie postawi na kartę!
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.