Rozdział 1
Piękne wrześniowe dni nie dla wszystkich są tak samo piękne.
- Ja oczywiście rozumiem: chwilowe zauroczenie, słabość, nadmiar wina,
które dodatkowo piłaś ukradkiem, ale czy możesz mi wytłumaczyć, jak to
się stało, że uprawiałaś seks bez zabezpieczenia? - Julka patrzyła na
Agatę z niedowierzaniem.
Agata zamknęła oczy. To ona była właśnie osobą, którą piękny wrześniowy
dzień mało obchodził, bowiem obecnie znajdowała się w czarnej dupie.
Nadal nie mogła uwierzyć w to, co powiedział jej wczoraj lekarz. Była w ciąży. Tym razem naprawdę, bo pierwszy stan błogosławiony wymyśliła,
żeby podkręcić dramatyzm sytuacyjny.
W skrócie wyglądało to następująco: jakiś czas temu została wyrzucona z pracy przez kochanka, który jednocześnie był jej szefem, więc pożaliła
się koledze z kancelarii Jakubowi na swoją opłakaną sytuację, ubarwiając
całą historię rzekomą ciążą. Uznała, że zabrzmi to o wiele bardziej
dramatycznie, niż gdyby przyznała się tylko do samego romansu. W końcu
było to dość żenujące wydarzenie w jej życiu, a ciąża nadawała temu
przynajmniej jakiś element tragiczny.
Nie wykręciła się jednak z sytuacji w porę, więc kiedy mleko się
rozlało, a prawda wyszła na jaw, Jakub poczuł się nieco oszukany.
Oczywiście, było to zrozumiałe, problem polegał jednak na tym, że Agata
dwa razy uległa Kubie (emocje, wino, zagubienie), co zakończyło się
seksem.
Udanym, ale bez zabezpieczenia.
- Ale dlaczego? - dopytywała się Julka, przyjaciółka Agaty i powierniczka jej największych tajemnic.
- No bo niejako byłam już w ciąży - tłumaczyła się nieco zawile Agata. -
W tej sytuacji nie istniało ryzyko wpadki, prawda? Nie wspomniałam więc
o zabezpieczeniu, bo przecież nie było zagrożenia.
Julka wzniosła oczy ku niebu.
- Ciążą może nie. Ale istnieje też coś takiego, jak różne choroby, które
Jakub mógł na przykład mieć. Nie przyszło ci to do głowy?
Agata ukryła twarz w dłoniach.
- Nic mi nie przyszło, prawdę mówiąc. Uwaliłam się winem, które
popijałam skrycie, bo przecież byłam w ciąży, choć nieprawdziwej, no i jakoś tak wyszło. Nie wiem, nie potrafię tego sama inaczej wytłumaczyć.
Najgorsze jednak jest to, że teraz naprawdę będę mieć dziecko z facetem,
którego nie kocham, który jest ode mnie młodszy, nienawidzi mnie, bo go
oszukałam, a na dodatek przeze mnie wyleciał z pracy. To wszystko
poczwórnie komplikuje sytuację i sprawia, że najchętniej umarłabym na
cokolwiek.
Julka parsknęła śmiechem.
- To tak nie działa. Poza tym nie jesteś już sama.
Agata odruchowo dotknęła brzucha.
- Myślisz, że to jest nieodwracalne? - spytała szeptem.
Julka popukała się w czoło.
- Za późno na takie przemyślenia. Lepiej zastanów się, co dalej.
- Nie wiem. Jestem w jeszcze większej dupie niż kilka miesięcy temu -
podsumowała swoje życie Agata i zanurkowała pod kołdrę.
A wszystko zaczęło się od wspomnianego natychmiastowego zwolnienia z pracy. Agata wdała się w niefortunny romans z szefem dużej kancelarii
prawnej, a nawet posunęła się nieco dalej i uznała, że niebawem zostanie
jego oficjalną partnerką. Pech jednak chciał, że Jerzy M. miał już żonę,
z którą wcale nie zamierzał się rozstać, wbrew temu, co obiecywał
Agacie. Kiedy żona odkryła romans, postawiła sprawę jasno. Albo ona,
albo rozwód z orzeczeniem o winie i dobranie się do wspólnego majątku.
Na to Jerzy M. absolutnie nie mógł sobie pozwolić. I nie chciał, bo
chociaż Agata była młoda, miała zgrabne nogi i nosiła koronkowe stringi,
to jednak nie planował z nią ani bliższej, ani dalszej przyszłości.
Traktował to po prostu jak romans.
Jak większość facetów w jego wieku.
Na wszelki wypadek podziękował więc Agacie za wszystko, co ich do tej
pory łączyło, a następnie wręczył jej wypowiedzenie. To mogło się bardzo
źle skończyć, a nawet doprowadzić ją na skraj depresji, jednak Agata
była ambitna, silna i wisiał nad nią kredyt we frankach szwajcarskich. W tej sytuacji szlochała nad utraconą "miłością" zaledwie kilka dni, a potem postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. I tak powstała Agencja
Rozbitych Serc, mobilna pomoc detektywistyczna, której siedziba
znajdowała się w starej, różowej alhambrze, podarowanej Agacie przez
ojca. To naprawdę miało prawo się udać. Agata powoli odzyskiwała dawną
siebie, miała coraz więcej zleceń, a jednocześnie planowała zemstę na
byłym szefie.
Zdecydowanie jednak nie planowała ciąży. Z kolegą Jakubem. Wszystko
potoczyło się nie w tym kierunku, w którym planowała, i teraz naprawdę
nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Czuła się trochę jak bohaterka serialu
The Secret Life of the American Teenager - piętnastoletnia Amy
Juergens: chuda, grająca na waltorni pierwszoklasistka z Grant High
School, która po wakacyjnej randce z niegrzecznym Rickym Underwoodem
odkrywa, że jest w ciąży (chociaż nie ma nawet pewności, czy naprawdę
uprawiała seks). Agata taką pewność miała, co gorsza była dwa razy
starsza od bohaterki serialu, ale z całą pewnością równie zagubiona. Nie
grała jednak na waltorni.
Julka pogłaskała Agatę po schowanej pod kołdrą głowie.
- Dobra, teraz musimy się po prostu zastanowić, co dalej. Na razie wiemy
tyle, że zemsta ci się nie udała, będziesz mamą, a ojciec dziecka ma
chwilową awersję na sam dźwięk twojego imienia.
- Czy może być gorzej? - załkała Agata.
Julka prychnęła.
- Nie bluźnij. Zawsze może być gorzej. Może okazać się, że to ciąża
mnoga, Jakub wyjedzie bez pożegnania do klasztoru zamkniętego, faceci
przestaną zdradzać i zostaniesz bez pracy.
Agata wynurzyła się spod kołdry.
- To ostatnie nigdy się nie wydarzy - zauważyła trzeźwo. - Poza tym nie
strasz mnie ciążą mnogą - aż się wzdrygnęła. - Ledwo pojedynczą dźwigam.
Julka puściła do niej oko.
- Pokazuję ci tylko, że zawsze, absolutnie zawsze może być gorzej.
Dlatego nie nakręcaj się już, tylko postaraj myśleć trzeźwo i w miarę
stabilnie. Musi być jakieś wyjście awaryjne. Coś, co przekuje te
wszystkie absurdy, które ci się przytrafiły, w sukces.
Po upływie dziesięciu minut spojrzały na siebie nieco bezradnie.
- Masz jakiś pomysł? - spytała ostrożnie Agata.
Julka przygryzła wargę.
- Nie, ale to nie znaczy, że on się nie pojawi. Dajmy sobie czas. I jeszcze jedno: chcesz powiedzieć Jakubowi?
Agata wzruszyła ramionami.
- Nie wiem. Poza tym on i tak ze mną nie gada. Na dodatek może nie
uwierzyć w tę ciążę, bo przecież tamta została wymyślona.
- Teraz masz papiery.
- Niby tak, ale mimo wszystko słabo to widzę - jęknęła Agata. - Na razie
chyba nic mu nie powiem, muszę sama pozbierać myśli i stworzyć jakiś
plan.
- No widzisz, teraz brzmisz rozsądniej - ucieszyła się Julka. - Kiedy
wychodzisz ze szpitala?
Agata nagle zerwała się z łóżka.
- Teoretycznie jutro, ale wiesz co? Nie mam ochoty dłużej tu leżeć. Nic
mi nie jest, wszystko się wyjaśniło, a ja od zapachu szpitalnego płynu
do dezynfekcji dostaję wysypki. Wracam dzisiaj do domu. Pomożesz mi?
Julce nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Błyskawicznie
zorganizowała Agacie wypis na własne żądanie, słowa lekarza, że może
"warto zostać jeszcze na obserwacji" skomentowała uprzejmym uśmiechem
oraz odmownym: "nie ma takiej opcji", a kiedy wyszły przed szpital,
taksówka już na nie czekała.
- Przypomnij mi proszę, ile jeszcze mam czasu? - Agata zwróciła się
szeptem do przyjaciółki.
- Z tego co mówił lekarz, to jakieś osiem miesięcy.
- To dużo, prawda?
Julka zmarszczyła nos.
- Patrząc na to przez pryzmat roku, to całkiem sporo. Patrząc przez
pryzmat życia, to tyle co mrugnięcie powieką.
- O Chryste! - wzdrygnęła się Agata.
- Spokojnie, dasz radę. Osiem miesięcy to wystarczająco, żeby się jako
tako przygotować. Najważniejsze to zrobić listę zadań. I trzymać się jej
dzielnie, by nie wypaść z rytmu.
- A jak będę rzygać?
- Teraz?! - krzyknął zaniepokojony kierowca, ale Julka szybko go
uspokoiła.
- Najwcześniej jutro rano - obiecała grzecznym tonem.
Facet na wszelki wypadek jednak jechał znacznie szybciej, niż powinien,
a nawet dwa razy przemknął na czerwonym świetle, chociaż uparcie
twierdził, że było jeszcze pomarańczowe.
W domu Agaty przywitała je nieco obrażona kotka Christie, brytyjczyk
niebieski, choć raczej szary.
- Zajęłam się nią i próbowałam wytłumaczyć, co z tobą nie tak, ale nie
wiem, czy wszystko zrozumiała - powiedziała Julka. - Najlepiej będzie,
jeśli same sobie wyjaśnicie pewne rzeczy. Ale to potem. Najpierw zrobię
ci coś do jedzenia.
- Zostaniesz na noc? - Agata spojrzała na nią błagalnym wzrokiem.
- Ale tylko dzisiaj. Damian wprawdzie świetnie ogarnia dom i dzieciaki,
ale nie mogę go zostawić na dłużej samego. Co prawda mogłabym poprosić o pomoc teściową, ale boję się, że kiedy wrócę, ona poprzestawia mi
wszystko w kuchni. Już raz tak zrobiła. Chciałam ją wtedy zabić, ale
tylko się uśmiechnęłam i powiedziałam: "oooo". To tyle na temat
asertywności. Wiem jednak, że drugi raz tego nie zniosę. Podmienione
szuflady ze sztućcami, kubki w innym miejscu, patelnie tam gdzie kubki,
a cukru nie mogłam znaleźć przez tydzień. Kiedy zapytałam słabym głosem,
gdzie jest wyciskarka do cytryn, oznajmiła mi, że jej nie potrzebuję.
Agata pokiwała ze zrozumieniem głową. Julka i tak dużo dla niej zrobiła.
Z nią wszystko wydawało się jakieś łatwiejsze, a supełki, które pojawiły
się w życiu Agaty, można było wspólnie rozplątać. Ciekawe jednak co
będzie, kiedy Julka wyjedzie?
- Masz na coś ochotę? - zapytała ją przyjaciółka.
- Na domowy obiadek. Kotlecik z kurczaka, ziemniaki purée oraz surówkę.
I może kompocik truskawkowy? - chlipnęła Agata.
Domowe jedzenie zawsze ją uspokajało. Przywracało wspomnienia błogiego
dzieciństwa, kiedy jedynym zmartwieniem było uczesanie włosów czy też
odpisanie zadania domowego. Świat był prosty, dość przyjemny w odbiorze,
a życie nieskomplikowane. Problemy dorosłych były jakieś nierealne, nie
mówiło się o nich głośno, wskutek czego Agata żyła trochę jak pączek w maśle. Teraz została wystawiona na światło dzienne, bez żadnej zbroi czy
chociaż kombinezonu, który mógłby ją chronić przed rzeczywistością.
Chyba właśnie na tym polegała dorosłość.
Kiedy wieczorem leżały w łóżku i oglądały jakiś serial, którego tytułu
Agata nawet nie zarejestrowała, dopadł ją strach przed przyszłością. Nie
chciała o tym mówić Julce, nie chciała znowu się nad sobą użalać, ale po
raz pierwszy dotarło do niej, że tym razem może nie dać rady. Że
wydarzyło się coś, co może ją przerosnąć, co stawia jej dotychczasowe
życie na głowie i nie daje wyjścia awaryjnego. Ona, wielka miłośniczka
seriali, w których zawsze znajdowała odpowiedzi na wszystkie pytania i problemy, teraz nie potrafiła znaleźć nic, co mogłoby jej pomóc.
Była w ciąży. Z Jakubem.
Nadal nie miała stałej pracy, na dodatek legalnej. Co zresztą dobitnie
wypomniał jej Jerzy M., były kochanek i pracodawca, i to w dniu, kiedy
przyszła do niego z informacją, że wie o jego nielegalnych stronach
prawniczych, na których doradza ludziom na czarno. Pech chciał, że
trafiła na mocnego przeciwnika, który w mistrzowski sposób odbił
piłeczkę.
- Wszelkiego rodzaju prowadzenie działalności zarobkowej bez
zarejestrowania firmy w państwowym urzędzie traktowane jest jako
nielegalna działalność gospodarcza. Jest to przestępstwo i prowadzi do
określonych konsekwencji w postaci nałożenia odpowiednich kar. Numer
artykułu dośpiewaj sobie sama.
Problem polegał na tym, że to dotyczyło ich obojga, bo Agata również
pracowała nielegalnie.
Zamarła więc niczym żona Lota i kompletnie nie wiedziała, jak się
zachować. Nic dziwnego, że straciła przytomność i wylądowała w szpitalu.
- Julka - szepnęła cicho do przyjaciółki.
- Hmm?
- Kocham cię, wiesz?
Przyjaciółka pogłaskała ją po głowie i oznajmiła dziarskim tonem:
- Dasz radę. Masz mnie, kota, stabilnych emocjonalnie rodziców oraz
pracę, w której nie powiedziałaś jeszcze ostatniego słowa. Wszystko się
ułoży, ale trzeba podejść do tego racjonalnie i zadaniowo. Człowiek,
który ma obowiązki do wypełnienia, funkcjonuje wbrew pozorom o wiele
lepiej od kogoś, kto nie wie nawet, czy woli kawę, czy herbatę. Z mlekiem czy bez. Z cukrem czy słodzikiem. Zimną lub chłodną. Czarną lub
zieloną. A może owocową. Mleko krowie czy też owsiane. W kubku czy
filiżan...
- OK - przerwała jej Agata. - Zrozumiałam.
- I bardzo dobrze. Więc nie załamuj rąk ani żadnych innych części ciała.
Zobaczysz, za rok o tej porze będziesz się z tego wszystkiego śmiała.
Agata próbowała zwizualizować sobie ten dzień, ale zobaczyła tylko
samotną matkę, z kołtunem na głowie, kotem uczepionym u nogi i dzieckiem
na rękach, które ssało jej nabrzmiałą pierś. Oraz pakiet rachunków do
zapłacenia leżących w skrzynce pocztowej. Zrobiło jej się słabo, ale
postanowiła, że tego nie okaże. Będzie silna i dzielna, bo takie właśnie
są samotne matki.
Chyba.
Rozdział 2
Kiedy Julka wyjechała następnego dnia, Agata rzuciła się w wir różnych
dziwnych czynności, byle tylko nie myśleć o tym, co spędzało jej sen z powiek. Kiedy człowiek skupia się na określonych rzeczach, automatycznie
odsuwa od siebie nieprzyjemne myśli. Oczywiście, one nie znikną jak za
dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale przynajmniej na jakiś czas
dadzą człowiekowi spokój.
- OK, Christie, najpierw umyję lodówkę i posegreguję jedzenie.
Kotka spojrzała na panią dość wymownie.
- Tak, wiem, to brzmi dziwnie, ale muszę się czymś zająć. Poza tym chyba
nigdy nie myłam lodówki. Może niesłusznie?
Agata ustawiła na cały regulator radio, w którym właśnie zawodziła
Adele, ale szybko zmieniła stację, bo piosenkarka wprawdzie miała mocny
i dobry głos, ale zdecydowanie stawiała na repertuar dla potencjalnych
samobójców. Nie tego było teraz Agacie trzeba.
W końcu trafiła na coś w rodzaju hip-hopu wymieszanego z popem, przy
czym nawet dobrze się podrygiwało i przystąpiła do mycia pustych półek.
- Mam płyn o zapachu cytrynowym oraz czerwonych grejpfrutów. Wymieszam
oba i uzyskam cudowny cytrusowy aromat - wymruczała pod nosem, by chwilę
później skrzywić się i otrząsnąć.
- Cholera. Chyba zaczęłam reagować na zapachy.
Nabrała powietrza i szybko wymyła półki, a potem zajęła się segregacją
poszczególnych produktów.
- Na samej górze nabiał, potem wszystko co mięsne i rybne, niżej
słoiczki z dżemami oraz gotowe obiady od mamy, a w szufladach owoce i warzywa. Brzmi rozsądnie i wygląda dobrze. Niestety, czuję, że moja
praca dobiega końca, bo mam małą lodówkę, a ja muszę dalej coś robić.
Inaczej usiądę na kanapie i wpadnę na sam dół czarnej rozpaczy.
Christie miauknęła potakująco.
W tej sytuacji Agata wyszorowała dodatkowo wszystkie szafki kuchenne,
wymyła osobno każdy kubek i szklankę, chociaż miała zmywarkę,
wypolerowała sztućce, mimo że wcale tego nie wymagały, a następnie
przeniosła się do niewielkiej sypialni i stanęła przed szafą.
- Muszę koniecznie przejrzeć wszystkie ubrania, bo niedługo się w nic
nie zmieszczę...
Ups...
Powiedziała to na głos. I właśnie w tym samym momencie ruszyła lawina
myśli, które do tej pory były przyblokowane szorowaniem sztućców i naczyń. Teraz jednak nic już nie mogło ich powstrzymać. Agata rzuciła
się na łóżko, zwinęła w pozycję embrionalną i zaczęła snuć wizje
przyszłości, które wcale nie wyglądały różowo.
Po pierwsze, jej dziecko nie miało ojca. To znaczy oficjalnie miało, ale
nie był to kandydat idealny, na dodatek nie wiedział nic o tym, że
zostanie tatą. Po drugie, Agata nie umiała odpowiedzieć sobie na
pytanie, co tak naprawdę czuje do Jakuba. Był przystojny, uczynny oraz
pomocny, nosił kolorowe buty, a jeśli chodzi o sprawy łóżkowe, również
zdawał egzamin. Czy to jednak wystarczało, by uwzględnić go w swoich
planach na dłużej, a może nawet na zawsze?
Agata aż się wzdrygnęła. Określenie "na zawsze" wydało jej się nieco
makabryczne i mało realne, zwłaszcza w kontekście pracy, którą
wykonywała. W końcu zajmowała się zdradami i nawet jeśli nie wszystkie
jej zlecenia kończyły się źle, to jednak zdążyła już przerobić różne
życiowe dramaty i przekonać się, że "na zawsze" w przypadku związków nie
sprawdza się prawie nigdy. No, może z małymi wyjątkami.
Poza tym istniało spore zagrożenie, że urażona duma Jakuba nie pozwoli
mu więcej zwrócić się w stronę Agaty i chcieć uwić z nią przytulnego
gniazdka ze słodkim dzidziusiem w środku.
O, właśnie. Dzidziuś.
To przerażało ją chyba najbardziej.
Nie planowała wcześniej ciąży, nawet nie myślała o tym, że mogłaby
zostać matką. Była wprawdzie już po trzydziestce, jednak zegar
biologiczny nie tykał w niej tak głośno, jak powinien. Prawdę mówiąc, w ogóle nie tykał. A mimo to była w ciąży, z tego co mówił lekarz, w jakimś piątym lub szóstym tygodniu, co oznaczało, że nosiła w sobie dwa
do trzech milimetrów nowego życia. Niewiele, ale wystarczająco, by
poczuć przerażający strach. To właśnie on chwycił teraz Agatę za gardło
i z przyjemnością przyglądał się jej reakcji.
- Nie, nie, to niemożliwe. Co ja teraz zrobię? Jestem samotną matką. Nie
mam pracy. Wyląduję pod mostem. Będę siedzieć na ziemi z niemowlakiem
owiniętym w brudny kocyk i błagać o litość... Będę wychudzona, zagubiona
i dostanę zapalenia nerek. Nie, to jednak brzmi jakoś nędznie... - Agata
zreflektowała się po chwili. Ostatecznie miała rodziców, którzy z całą
pewnością nie pozwoliliby jej wylądować pod mostem. Co prawda nie miała
najmniejszej ochoty wracać na maleńką wioskę pod Kutnem, ale
zdecydowanie byłby to lepszy plan niż bezdomność.
Nawet w Warszawie.
- No dobrze, skoro zatem mam jednak jakąś alternatywę, spróbujmy ogarnąć
fakty - powiedziała na głos.
Usiadła na łóżku, poprawiła włosy, wytarła nos i wzięła na kolana
Christie.
- Muszę wrócić do pracy. Niestety, nie mogę tego dalej robić na czarno,
a to oznacza, że czekają mnie dodatkowe wydatki. Załóżmy jednak, że
jakoś je ogarnę. Część zleceń będę wykonywać oficjalnie, ale kiedy
zauważę, że zjadają mnie podatki, to część ukryję. Przynajmniej na
początku. Muszę być jednak bardzo ostrożna, bo zło nie śpi. Zwłaszcza w kancelariach prawnych.
Agata nabrała powietrza i wypuściła je ze świstem.
- Muszę również pamiętać o tym, że od teraz jestem podwójnym bytem. Moje
nienarodzone dziecko przypomina kijankę z dużą główką i długim,
zawiniętym ogonkiem. Z czasem przekształci się on w kręgosłup z rdzeniem
kręgowym, a jedynym śladem po istnieniu ogonka będzie kość ogonowa. Nie,
nie pamiętam tego z lekcji biologii, przeczytałam w internecie -
wyjaśniła kotce. - Na pewno jest jeszcze po trzecie oraz po czwarte, ale
na razie skupię się na dwóch pierwszych punktach.
To mówiąc, Agata poszła do korytarza, wyciągnęła z torebki służbową,
detektywistyczną komórkę i podłączyła ją do sieci. Kilkanaście minut
później z radością odczytała dwie nowe wiadomości, jedną od niejakiej
Krystyny, a drugą od Agnieszki. Obie panie bardzo prosiły o kontakt w "sprawie niecierpiącej zwłoki", co mogło oznaczać tylko jedno. Na
horyzoncie pojawiły się kolejne zdrady, które Agata będzie musiała
wytropić. Na razie jeszcze nielegalnie, ale obiecała sobie solennie, że
w ciągu najbliższych dwóch tygodni zarejestruje firmę i od tego momentu
będzie działać tak, jak oczekują tego od niej system i państwo.
Chciała właśnie skontaktować się z pierwszą klientką, kiedy aż
podskoczyła na dźwięk dzwonka do drzwi. Przeszła na palcach do
korytarza, zupełnie jakby oczekiwała komornika, który zarzuci sobie na
plecy jej świeżo wymytą lodówkę, a potem wyniesie resztę mebli, i bardzo
powoli uchyliła drzwi.
Jakub. Pachnący wodą toaletową z dodatkiem cynamonu chyba. W pomarańczowych sportowych butach oraz lnianym garniturze w kolorze
przyjemnego granatu. Ze wzrokiem na razie niewiele mówiącym oraz ustami
pozbawionymi uśmiechu. Można to było nawet zrozumieć.
Agata zamarła na jego widok, zupełnie jakby zobaczyła ducha babci, ale
takiego, który nie ma pokojowych zamiarów. Zacisnęła usta oraz pięści i zmarszczyła brwi. Sama nie do końca rozumiała swoją reakcję, podobnie
zresztą jak Jakub.
- To chyba ja mam prawo być wściekły - oznajmił nieco zdumiony.
Agata wzruszyła ramionami.
- Najlepszą obroną jest atak - wyjaśniła niskim tonem.
Pokiwał głową na znak, że coś w tym jest, następnie wszedł do środka,
zamknął za sobą drzwi, minął Agatę i skierował się w stronę kuchni.
Trochę ją to zaskoczyło, ale postanowiła zachować zimną krew. Co prawda
winna mu była wytłumaczenie, a jednocześnie miała ochotę wylać na niego
całą złość. Możliwe jednak, że działały już hormony ciążowe,
odpowiedzialne za nieco dziwne wahania nastroju. Trochę żałowała, że
była ubrana w wyciągnięty dres i dwie różne skarpetki, ale ostatecznie
to nie była randka, tylko najście bez zapowiedzi.
- Co ty tutaj robisz? - spytała spokojnym tonem, odwrotnie
proporcjonalnym do jej wewnętrznej furii.
- Myślę, że powinniśmy porozmawiać. I już wyjaśniam dlaczego.
Niezależnie od tego, czy rozmawiasz z przyjaciółmi, kolegami z pracy,
członkami rodziny czy też kochankami, robisz to w celu wymiany
informacji, udzielenia rad lub po prostu po to, by się wyżalić. Dzięki
temu proces ten pomaga spojrzeć na sprawy z odpowiedniej perspektywy, co
z kolei wzmacnia twoją odporność i pozwala lepiej radzić sobie, gdy
sprawy nie idą zgodnie z planem. Nie możesz odmówić prawdy temu
stwierdzeniu.
Agata zgrzytnęła zębami.
Niech będzie, że informacje uzyskane w trakcie rozmowy mogą zmienić
punkt widzenia lub potwierdzić czyjeś stanowisko. Niech będzie, że nie
można mieć racji we wszystkim przez cały czas. Rozmowa świetnie o tym
przypomina. Ale ona jakoś nie miała ochoty na dyskusję, w której z całą
pewnością okaże się tą winną. Kłamliwą oszustką wykorzystującą Bogu
ducha winnego kolegę z pracy, który z jej winy właśnie stał się
bezrobotny. Trudno tu było o jakieś kontrargumenty i Agata świetnie o tym wiedziała.
W tej sytuacji postanowiła uderzyć jako pierwsza, zakrzyczeć Jakuba,
oznajmić mu, że "i tak tego nie zrozumie", a potem wyjść, trzasnąć
drzwiami i zamknąć się w sypialni.
- Ta cała rozmowa nie ma najmniejszego sensu, bo ja wiem swoje, a ty
tego nie jesteś w stanie pojąć - rozpoczęła bardzo standardowo i w dość
kobiecy sposób. - Nie planuję się wyżalać, użalać ani wybielać, po
prostu sytuacja nieco wymknęła się spod kontroli. Nie mnie pierwszej,
nie ostatniej. Nie zgadzam się na żadne osądy mojej osoby, a już tym
bardziej nie przez ciebie.
Jakub tylko pokiwał głową i niemal natychmiast wszedł w jej słowo:
- Jesteś w ciąży.
Agacie na moment odjęło mowę.
- Yyyy.... skąd... jak...?
- Od Julki - wyjaśnił po prostu. - Od razu mówię, że to ona do mnie
zadzwoniła i przekazała mi tę, nie ukrywam, dość zaskakującą wiadomość.
Początkowo myślałem, że postanowiłaś nadal udawać kobietę w stanie
błogosławionym, ale szybko dotarło do mnie, że to byłoby jednak zbyt
idiotyczne posunięcie, na dodatek niemające żadnego sensu. A to oznacza,
że tym razem naprawdę jesteś w ciąży, i z tego, co sugerowała Julka,
przypadł mi zaszczyt bycia ojcem.
Agata się zaczerwieniła.
- Tak wyszło - odparła po chwili mało elokwentnie.
Jakub pokiwał kilka razy głową.
- W tej sytuacji nie mam innego wyjścia.
Agata zmrużyła oczy i spojrzała na niego pytająco.
- To znaczy? - spytała, odrobinę zaniepokojona.
- Wprowadzam się do ciebie. Albo ty do mnie. Wybieraj.
Rozdział 3
Kiedy nie wiadomo, co zrobić, należy uciec w bezpieczne miejsce i porozmawiać z kimś, kto zdecydowanie stoi po naszej stronie. I właśnie
dlatego Agata, kiedy tylko usłyszała słowa padające z ust Jakuba,
natychmiast chwyciła pod pachę kota, kluczyki od samochodu i zbiegła w tempie sprintera na dół. Następnie wskoczyła do różowej alhambry i pojechała prosto do rodziców, na niewielką wieś pod Kutnem, która teraz
wydała jej się najpiękniejsza na świecie. Zaparkowała przed domem, tym
razem nieco ostrożniej manewrując samochodem (ostatnim razem zamordowała
kurę) i pomachała ręką wystraszonej matce, która stanęła w progu.
- Nie martw się, mamuś, wszystko jest dobrze. Musiałam po prostu na
chwilę do was wpaść - uprzedziła pytanie Agata i wypuściła Christie na
podwórko.
- Nic nie jest dobrze. To znaczy, cieszę się oczywiście, że zostanę
babcią, ale wolałabym poznać więcej szczegółów. W szpitalu poprosiłaś
nas o kilka dni milczenia i niezadawania pytań, ale teraz domagam się
konkretów - oznajmiła mama Helena i spróbowała zrobić groźną minę.
Jak zwykle niewiele z tego wyszło.
Agata pociągnęła nosem i pokiwała głową.
- Dobra, mamuś, właściwie po to tutaj jestem, żeby wszystko wyjaśnić.
Ale najpierw obiad, dobrze?
Nad pomidorową z lanymi kluseczkami Agata wreszcie się otworzyła i mniej
lub bardziej zawile wyjaśniła to, co wydarzyło się w jej życiu w ciągu
ostatnich kilku miesięcy.
- Czyli już byłaś w ciąży? - nie nadążała mama.
- Nie byłam, tylko tak mówiłam.
- Po co?
Dość celne pytanie.
- Chciałam, żeby moja historia brzmiała dramatyczniej. Wiem, głupio
wyszło, chociaż przez jakiś czas nawet działało. Po prostu uznałam, że
romans z szefem to wyjątkowo żenujący element mojego życia, więc dodałam
mu trochę pikanterii. Stąd ta zmyślona ciąża.
- A kim jest ojciec prawdziwego dziecka? - spytał ojciec Agaty, patrząc
na córkę z niepokojem wymieszanym jednak z miłością.
- To kolega z dawnej pracy. Pomagał mi w pewnej sprawie i jakoś tak
wyszło, że trochę się do siebie zbliżyliśmy.
- Trochę? - mama Helena uniosła brwi. - Odnoszę wrażenie, że dystans
między wami był dość krótki, skoro doszło do zapłodnienia - dodała nieco
sarkastycznie.
Agata spuściła głowę.
- Sama nie wiem, jak to się stało. To znaczy wiem, ale nadal nie mogę
tego ogarnąć. Nie planowałam tej ciąży, właściwie niczego nie planowałam
z Jakubem. I nie wiem, co teraz robić. On chce się do mnie wprowadzić.
Ojciec podrapał się po głowie.
- To chyba dobrze. Zdecydowanie łatwiej wychowuje się dziecko we dwójkę.
- Niby tak - zgodziła się Agata. - Ale ja go chyba nie kocham -
zawiesiła głos.
- Chyba? - podchwyciła mama.
- Nie myślę o tym teraz, mam co innego na głowie. I wcale nie jestem
pewna, czy chcę z kimkolwiek mieszkać.
- Moim zdaniem to dobry pomysł - oznajmiła mama. - Przynajmniej się
lepiej poznacie. To ważne, żeby rodzice tego samego dziecka co nieco o sobie wiedzieli, a nawet się lubili.
Agata wyczuła ironię w tonie matki, ale nic nie powiedziała. Rodzice
mieli prawo się na nią złościć, w końcu naprawdę całkiem nieźle
pogmatwała sobie życie. A to dopiero był początek.
- To co mam robić? - spytała bezradnie.
Ojciec ciężko westchnął.
- Spróbuj - powiedział w końcu. - Matka ma rację, powinniście trochę
lepiej się poznać. Może zaskoczy.
- A jak nie?
- To znajdziecie inne rozwiązanie. Ale nie poddawałbym się bez walki.
Coś w tym było. Jednocześnie Agata zupełnie nie wyobrażała sobie życia z kimś pod jednym dachem. Była przyzwyczajona do bycia singielką, a z facetami spotykała się na własnych zasadach. Dwie szczoteczki do zębów w jednej łazience? Czyjeś skarpetki w jej koszu na pranie? Dwie filiżanki
z kawą każdego poranka oraz odebranie połowy łóżka w sypialni? To wcale
nie brzmiało zachęcająco. Poza tym była jeszcze Christie. Możliwe, że
lubiła Jakuba, ale to wcale nie znaczyło, że chciałaby z nim zamieszkać.
Jak to wszystko ogarnąć?
Jak się odnaleźć w świecie, w którym nastały nowe zasady, zupełnie jej
nieprzekonujące?
- Dobra ta pomidorowa, mamuś - chlipnęła znad talerza.
- Ja myślę, że dobra. Spakuję ci kilka słoików i dorzucę jeszcze inne
przetwory. Ale powoli powinnać zacząć się uczyć gotować.
- O Jezu! - jęknęła Agata.
- Niestety. Właśnie rozpoczynasz życie matki, które niewiele będzie
miało wspólnego z tym prowadzonym dotychczas.
- Niewiele? - Agata pociągnęła nosem.
Mama usiadła naprzeciwko niej i oznajmiła poważnym tonem:
- Znaczenie słowa "matka" jest praktycznie nieograniczone. Opiekunka,
przyjaciółka, kucharka, sprzątaczka, psycholog, pedagog, krawcowa,
pielęgniarka. Mogłabym tak wymieniać do północy. Matka to ktoś, kto musi
poświęcić wiele własnych pragnień i potrzeb na rzecz pragnień i potrzeb
dzieci.
- Nie strasz...
- Od dnia narodzin dziecko będzie wystawiać twoją cierpliwość na próbę.
Bez względu na to, co zrobi lub powie, ty musisz je kochać bezwarunkowo.
Lub przynajmniej powinnaś. Będziesz od teraz walczyć nie tylko z własnymi demonami, ale i z demonami twojego dziecka. I musisz zawsze
mieć pomidorową pod ręką.
Agata ciężko westchnęła.
- Jasna dupa! - powiedziała tylko.
- Tak - zgodziła się z nią pani Helena. - Ale ogólnie jest całkiem
fajnie. Do czasu, kiedy twoje dziecko nie zaliczy wpadki z facetem,
którego zna słabiej niż własnego kota.
*
Kiedy Agata wróciła wieczorem do Warszawy i zaparkowała przed własnym
domem, przez dobre pół godziny nie potrafiła wyjść z samochodu. Jakoś
nie mogła stanąć oko w oko z Jakubem, który właśnie przysłał jej
wiadomość, że skoro nie podjęła żadnej decyzji, on na razie wprowadził
się do niej. Zapasowy klucz znalazł w korytarzu, w niebieskiej puszce
stojącej na szafce, więc Agata nie musi się martwić tym, jak się
dostanie do domu.
- Wcale mnie to nie martwiło - powiedziała do siebie.
Zdecydowanie bardziej przerażała ją świadomość, że musi zamieszkać z drugą osobą i to na zasadzie partnerstwa. Na dodatek nie miała w tej
kwestii zbyt wiele do powiedzenia, bowiem Jakub zadecydował za nich
dwoje. Owszem, lubiła stanowczych i konkretnych mężczyzn, ale w tym
przypadku ojciec jej dziecka troszeczkę się zapędził. A ona kompletnie
nie wiedziała, co ma z tym fantem zrobić.
- Christie, obawiam się, że nasze życie już nigdy nie będzie takie jak
przedtem - jęknęła i westchnęła ciężko. I prawie podskoczyła na dźwięk
wibrującej komórki.
- Dzień dobry, tu Krystyna. Dlaczego pani nie odbiera i dlaczego pani
nie oddzwania? Potrzebuję pilnej pomocy sercowej!
Agata przełknęła ślinę i aż się wyprostowała. W głosie pani Krystyny
było coś takiego, co kazało człowiekowi stawać na baczność.
- Przepraszam, byłam zajęta. Ale najpóźniej jutro rano oddzwoniłabym do
pani.
- No to już nie trzeba, bo ja zadzwoniłam pierwsza. I poproszę o jak
najszybszy termin.
- A zdradzi mi pani, o co chodzi?
Pani Krystyna prychnęła.
- No chyba wiadomo. Mój Stasiek ma kogoś na boku. Problem polega na tym,
że ja za bardzo rzucam się w oczy, więc nie mogę go wyśledzić. Mam
nadzieję, że pani jest zwykła i pospolita.
Agata przełknęła ślinę. Możliwe, że taka właśnie była.
- Możemy się spotkać jutro o dziewiątej rano?
- Będę. Gdzie? - spytała konkretnie pani Krystyna.
- W moim mobilnym biurze.
- To znaczy?
- To znaczy, że pani poda mi teraz adres, a ja tam jutro podjadę.
Pani Krystyna zamilkła na moment.
- Biuro na kółkach? - upewniła się.
- W rzeczy samej.
- Niech będzie. Wyślę adres esemesem. A jak panią poznam?
- Mam różowy samochód. Nie można go przegapić.
Agata pomyślała, że przynajmniej jej życie zawodowe nadal jakoś
funkcjonuje, nawet jeśli nielegalnie. Najważniejsze jednak, że ciągle
miała nowe klientki, co dawało nadzieję na spłatę rat kredytu i utrzymanie się na powierzchni. Wśród kłębiących się nad jej głową
czarnych chmur od czasu do czasu pojawiały się małe prześwity, które
pozwalały zachować równowagę. Trzeba będzie jeszcze tylko jakoś ogarnąć
obecność Jakuba. W przypływie chwilowej pozytywnej energii wybrała
telefon do drugiej klientki, niejakiej Agnieszki.
- Nieaktualne - usłyszała jednak po drugiej stronie.
- To znaczy?
- Podejrzewałam, że mąż mnie zdradza, więc chciałam panią wynająć. Ale
wczoraj znalazłam w kieszeni jego marynarki stringi. Nie moje, bo ja
noszę normalne majtki, których nie trzeba szukać z lupą. Zapytałam go
wprost, a on wprost odpowiedział, że to nie jego. A potem dodał, że się
zakochał i bardzo cierpi.
- On? - zdumiała się Agata.
- Jest rzekomo rozdarty. Dzisiaj rano wyrzuciłam go z domu i obecnie
piję wino.
- Może mogłabym jakoś pomóc?
- Na razie muszę się upić. Ale będę o pani pamiętać - chlipnęła
Agnieszka i się rozłączyła.
Kiedy Agata odważyła się w końcu wrócić do mieszkania, powitał ją
przyjemny zapach pieczonego kurczaka. To akurat było pozytywne, chociaż
widok ojca ich przyszłego dziecka, który uwijał się po jej kuchni w niebieskim fartuszku, trochę nią wstrząsnął.
- Jednak jesteś - skomentowała dość pochmurnym tonem.
Jakub tylko na nią łypnął i zajrzał do piekarnika.
- Jestem. Jest również kurczak nadziewany gruszkami i jabłkami. Głodna?
Agata zgrzytnęła zębami, ale pokiwała głową.
Piętnaście minut później, kiedy ciągle oblizywała palce po cudownej
kolacji, przyszła jednak pora na poważną rozmowę.
- Jakub... Kurczak udał ci się wybornie, ogólnie muszę przyznać, że
świetnie gotujesz i kto wie, czy nawet nie jesteś w tym lepszy ode mnie,
ale chyba powinnam zaprotestować.
Uniósł ze zdumieniem brwi.
- Przeciwko kurczakowi?
- Nie. Przeciwko twojej obecności tutaj. To nie ma prawa się udać. Ja
rozumiem, że łączy nas zygota, ale oprócz tego za bardzo się nie znamy.
Obawiam się, że to znacznie utrudni nam wspólne życie.
Jakub upił łyk wina i spojrzał poważnie na Agatę.
- Nie zgadzam się. To znaczy, owszem, nie znamy się zbyt dobrze, ale to
wszystko jest do naprawienia. Może się okazać za jakiś czas, że jesteśmy
dla siebie stworzeni, pasujemy jak puzzle tej samej układanki czy też
jak dwie połówki jabłka, nawet jeśli to określenie jest nieco
wyświechtane.
- A jeżeli nie? - Agata weszła mu w słowo. - Jeśli nie pasujemy w ogóle,
a nawet działamy sobie na nerwy?
- To wtedy będziemy się tym martwić. Poza tym nie możemy być idealni, bo
to byłoby nudne. Każde z nas jest inne, a jednak razem możemy stworzyć
całkiem udany związek. Nie możesz go z góry skazywać na niepowodzenie.
- Ty z góry zakładasz sukces.
- Zgadza się - przytaknął. - Bo ja myślę optymistycznie, a ty nie.
Agata westchnęła.
Nie od dzisiaj wiadomo, że człowiek rzadko kiedy bywa życiowym
optymistą. Zazwyczaj snuje czarne wizje przyszłości i nieustająco
narzeka. To swoisty odruch i ona świetnie to rozumiała. Nie mogła
natomiast pojąć, skąd tyle wiary w przyszłość w Jakubie, który właśnie
stracił pracę, a za chwilę miał zostać ojcem. Chociaż zupełnie tego nie
planował.
- Już ci wyjaśniam - odpowiedział, zupełnie jakby czytał w jej myślach.
- Świat działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Chcesz być szczęśliwa?
Spróbuj to sobie zwizualizować. Naucz się cieszyć z tego, co już masz,
zamiast nieustająco narzekać i załamywać ręce. Każdego dnia wieczorem
zastanów się, co przydarzyło ci się dzisiaj dobrego. Wymień choć jedną
rzecz, dzięki której poczułaś się dobrze. Może to być spotkanie z przyjaciółką, wspólny spacer, wizyta kogoś z rodziny, ciasto, które
przyniosła sąsiadka. Szczęście nie zawsze oznacza wygraną w totolotka i podróż dookoła świata. To często małe przyjemności, drobiazgi, które
budują naszą codzienność.
- Pierdolisz - weszła mu w słowo. - Brzmi to jak z poradnika coacha, ale
takiego dla ubogich. Ciasto, które przyniosła sąsiadka? Po pierwsze, nie
mam takich sąsiadek, a po drugie, od ciasta rośnie dupa - zakończyła
gniewnie.
Jakub parsknął śmiechem.
- No dobrze, widzę, że nie tędy droga, przynajmniej na razie. Mimo
wszystko zachęcam do pozytywnego myślenia. Na początek wyobraź sobie,
jak fajnie będzie się nam razem mieszkało.
- Wątpię. Jak sam widzisz, nie ma tu zbyt dużo miejsca. Moim zdaniem
poprzedni układ był lepszy. Ty u siebie, ja u siebie.
- Odpada. Nie zrozumiałaś założenia - puścił do niej oko, ale Agata
nadal była wściekła. - Nie mamy mieszkać osobno. I, niestety, jest coś
jeszcze - otóż do dyspozycji zostaje nam wyłącznie twoje lokum.
Spojrzała na niego pytająco.
- Jak to? Mówiłeś zdaje się, że mogę wybrać. A o ile sobie przypominam,
mieszkasz na Woli i masz całkiem spory apartament. W pokoju jest miękka,
skórzana kanapa w kolorze antracytowym, a nad stolikiem wisi żarówka
umocowana na czerwonym sznurze, po którym wspina się złota małpa. Bardzo
dobrze to zapamiętałam. Z prawej strony kanapy stoi ciemne biurko z laptopem, a obok niego regał z książkami. Kant, Platon, Hegel,
Arystoteles, a także James Griffin i John Finnis. Do tego Socjologia
współczesna, Metafizyka moralności, Sądowe stosowanie prawa i całe
mnóstwo innych pozycji, które absolutnie powinien posiadać każdy
szanujący się prawnik. Trochę snobistycznie, ale i imponująco - Agata
zamknęła oczy i punkt po punkcie przypomniała sobie pierwszą wizytę u Jakuba.
Odchrząknął.
- Brawo. Spostrzegawczość i pamięć godna prawnika. Faktycznie, brałem
taką opcję pod uwagę, jednak dzisiaj sytuacja się zmieniła.
- Bowiem?
- Bowiem firma wypowiedziała mi to mieszkanie w trybie natychmiastowym.
Nie mam nawet trzech dni na znalezienie czegoś nowego.
Agata nabrała powietrza.
- To dlatego się do mnie wprowadziłeś! Wcale ci nie chodziło o wspólne
życie i wzniosłe oczekiwanie na potomka, tylko po prostu wyleciałeś na
bruk!
Jakub zmarszczył czoło.
- I tak, i nie. Moja propozycja nadal jest uczciwa i wypływa z głębi
mego miękkiego serca. I naprawdę myślałem, że będziemy mogli zamieszkać
u mnie. Niestety, od jutra jestem bezdomny.
Agata zgrzytnęła zębami.
- Gówno - powiedziała trochę bez sensu, ale to było jedyne słowo, które
przyszło jej do głowy. - I co ja mam teraz zrobić? Stawiasz mnie w sytuacji bez wyjścia. Nie mogę cię wyrzucić, bo okazałabym się nieczułą
suczą, ale mieszkać z tobą również nie mam ochoty. A już z całą
pewnością nie będziesz spał w mojej sypialni. Masz do wyboru kanapę, od
razu podkreślam, że jest stylowa, ale niewygodna, albo karimatę i śpiwór.
- Biorę kanapę.
Agata skinęła głową.
- Niech będzie. Ale jutro musimy wymyślić jakieś inne rozwiązanie. Po
południu. Bo rano mam spotkanie. I jeszcze jedno - kurczak był wyborny,
ale nie wystarczył, by mnie przekupić. Poza tym miał za mało nadzienia.
Rozdział 4
Krystyna z pewną nieufnością patrzyła na różową alhambrę, którą Agata
podjechała na ulicę Marszałkowską. Ostatecznie jednak otworzyła prawe
drzwi od strony pasażera i wsiadła do środka.
- To jest to biuro? - spytała z lekkim niedowierzaniem.
Agata przytaknęła.
- A dlaczego akurat takie?
- Bo mogę nim podjechać do klienta w wybrane miejsce. Przyzna pani, że
to świetne rozwiązanie. Poza tym mam tu niezbędne zestawy pierwszej
pomocy...
- ...oraz kota - przerwała jej Krystyna, patrząc osłupiałym wzrokiem na
wylegującą się na tylnym siedzeniu Christie.
Krystyna miała jakieś sześćdziesiąt kilka lat, była dość korpulentna i zdecydowanie nadużywała makijażu. Jej usta w kolorze ognistej pomarańczy
przykuwały największą uwagę, zaraz po powiekach pomalowanych odcieniem
butelkowej zieleni. Całość uzupełniał dość krzykliwy strój - fioletowa
spódnica oraz pistacjowy sweterek, wysadzany perełkami, a także apaszka
idealnie komponująca się z ustami. Krystyna zdecydowanie należała do
osób, które wiedzą, czego chcą, i to zdobywają, bez względu na cenę.
Teraz na przykład chciała dorwać swojego męża oraz "wywłokę", z którą
się spotykał. Z nieco chaotycznej opowieści Agata wywnioskowała, że w małżeństwie pani Krystyny od jakiegoś czasu dzieje się coś podejrzanego,
co musi mieć związek z inną kobietą.
- Jest pani pewna?
- Bardziej niż czegokolwiek innego. Po pierwsze, Stasiek wzdycha.
Agata spojrzała na nią pytająco.
- Wzdycha?
Krystyna pokiwała głową i zacisnęła usta.
- Ja wiem, że pani może się to wydać głupie lub mało znaczące, ale ja
bardzo dobrze pamiętam, jak on wzdychał do mnie. To było jakieś
czterdzieści lat temu, ale tego dźwięku się nie zapomina. I teraz robi
to samo. Jemu się wydaje, że do mnie nic nie dociera, że ja nie słyszę
albo nie zwracam uwagi, ale ja mam wyjątkowo wyczulone wszystkie zmysły.
On teraz wzdycha niby-konspiracyjnie, ale ja i tak wiem, o co chodzi.
- Nie bardzo pojmuję... - wtrąciła nieco zagubiona Agata.
- Już wyjaśniam. Otóż on wzdycha na przykład na balkonie. Albo w łazience. Albo na klatce schodowej. Myśli, że jest sam, i wtedy to
robi.
- Rozumiem, że tym razem nie chodzi o panią?
Krystyna się żachnęła.
- No oczywiście, że nie! Przecież gdyby dotyczyło to mnie, wzdychałby mi
prosto w twarz.
To było dość logiczne wytłumaczenie.
- Czy jest coś jeszcze, co rzuciło się pani w oczy?
- Stał się jeszcze bardziej milczący niż zwykle. To znaczy on nigdy nie
mówił zbyt dużo, ja od tego byłam, ale teraz wydaje mi się, że zamilkł
na dobre. Mam nawet dowód. Spisywałam wszystkie słowa, które
wypowiedział do mnie w ostatnim tygodniu - Krystyna otworzyła torebkę i wyjęła z niej złożoną na pół kartkę. - Proszę bardzo: "dzień dobry"
(poniedziałek), "dzień dobry" (wtorek), "tak, oczywiście" (środa) i dotyczyło to pytania, czy może odebrać mój żakiet z pralni, "dzień
dobry" (czwartek) i potem dwa dni nic. Przyzna pani, że to niewiele.
Agata nie mogła się z nią nie zgodzić.
- Jest jeszcze coś. Stasiek dwa razy w tygodniu wraca później z pracy.
Twierdzi, że ma dwóch doktorantów, którym pomaga w przygotowaniu pracy.
- Pani mąż jest wykładowcą?
- Tak - przytaknęła Krystyna. - Profesorem na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego - dodała, chyba nawet z dumą. - Ostatnio poinformował mnie, że niedługo wyjeżdża do Murzynowa
koło Płocka, do stacji meteorologicznej, z której jego wydział może
korzystać. Sprawdziłam to i, owszem, powiedział prawdę. Ale i tak jestem
pewna, że jedzie tam z jakąś dziunią.
- Myśli pani, że ma romans ze studentką? - spytała Agata.
Krystyna wzięła głęboki oddech, a potem nagle zaniosła się szlochem. Z jej oczu popłynęły ciemne łzy, zabarwione tuszem i cieniem do powiek, i kapały na fioletową spódnicę, tworząc na niej kolorowe plamy.
- Gorąca gliceryna - powiedziała szybko Agata.
Krystyna spojrzała na nią ze zdumieniem.
- Co proszę?
- Jak tylko wróci pani do domu, proszę to zaprać ciepłą wodą, a potem
gorącą gliceryną. Albo kwasem octowym. Powinno zejść.
- Zapamiętam - obiecała Krystyna i pociągnęła nosem. - To co robimy?
Bierze pani to zlecenie?
Agata uśmiechnęła się.
- Tak, oczywiście.
- Nie mogę uwierzyć, że po tylu latach mąż zostawia mnie dla jakiejś
młodej lafiryndy, której pewnie imponuje romans z panem profesorem. Ale
i tak prędzej czy później kopnie go w tę starą dupę. Gdy tylko
zorientuje się, że ma problemy gastryczne, krzywe palce u stóp i chrapie
w nocy. Na początku wszyscy są ślepi, ale opamiętanie przyjdzie lada
moment. Tylko niech wtedy on nie szuka pocieszenia u mnie! - podniosła w górę pięść.
- A jeśli to, co pani mówi, faktycznie jest prawdą? - wtrąciła Agata. -
To co dalej? Jaka będzie pani decyzja?
Krystyna się zastanowiła.
- Nie wiem jeszcze - odpowiedziała szczerze. - Myślę, że obedrę go ze
skóry, oczywiście tak umownie. Albo może udam, że nic nie wiem, i spróbuję wymyślić jakąś zemstę? Co pani o tym sądzi?
Agata nie odpowiedziała.
Wiedziała bowiem doskonale, że zemsta nie zawsze jest najlepszym
rozwiązaniem. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie do końca jest przemyślana. Ona
sama zaliczyła niezłą wpadkę, gdy próbowała odwetu na własnym szefie i byłym kochanku. Zamiast spektakularnego sukcesu dostała nieźle po głowie
i ostatecznie wróciła na tarczy. Owszem, miała haka na Jerzego M., tyle
że on miał identycznego na nią. W tej sytuacji nic nie mogła zrobić,
tylko zacisnąć zęby i udać, że to po niej spłynęło.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki