Rozdział pierwszy
Dorotka wyskoczyła z samochodu, rozglądając się z zaciekawieniem po polu namiotowym. Pierwszy raz wyjechała na kemping i była bardzo podekscytowana.
- Czy to nasz namiot? - zwróciła się do taty, patrząc na duży, zielono-czerwony namiot, obok którego zaparkowali. - Jaki ogromny!
Tata pokiwał głową.
- Pani powiedziała mi przez telefon,że zmieści się w nim aż sześć osób. To znaczy, że ty i Olek możecie mieć osobne pokoje.
- Komory - poprawił go Olek. - To są komory, tato.
Dorotka przewróciła oczami. Olek był na obozie harcerskim i wydawało mu się, że wie wszystko o biwakowaniu. I tak zawsze uważał się za mądrzejszego od niej, bo był rok starszy. Tak bardzo podobało mu się na obozie, że raz po raz błagał o wakacje na kempingu. Ale Dorotce to nie przeszkadzało. Zwykle wynajmowali domek nad morzem, więc taka odmiana mogła być bardzo miła. Pole nad rzeką zapewniało mnóstwo zajęć, mieli tu też wiele zwierząt, z którymi można się było zaprzyjaźnić. Mama nie była jednak w pełni przekonana do namiotów.W końcu się zgodziła, ale nalegała, by pojechać na taki kemping, gdzie właściciele na życzenie rozstawiają dla gości swój własny namiot. Olek jednak powiedział, że to nie to samo, co prawdziwy kemping, bo sam chciał rozłożyć namiot.
- Przepraszam, komory, panie specjalisto.
Tata wyciągnął z samochodu jedno z wielkich pudeł. Wprawdzie nie było potrzeby przywozić swojego namiotu,ale i tak mieli mnóstwo rzeczy. Wypożyczyli na kempingu również małą kuchenkę gazową i sprzęty do gotowania, ale musieli mieć swoje śpiwory i karimaty, a także składane krzesła ogrodowe. Tata powiedział, że nie zniesie siedzenia na ziemi przez dwa tygodnie.Były jeszcze prowiant i ubrania. Mama uparła się, by na wszelki wypadek zabrać płaszcze przeciwdeszczowe i kalosze.
- Możemy się rozejrzeć? - spytała Dorotka z nadzieją. - Spójrzcie na rzeczkę! Płynie tuż obok naszego namiotu! - Wiedziała, że przez pole namiotowe przepływa rzeczka (po samej nazwie można było się tego domyślić), ale nie zdawała sobie sprawy, że będą biwakować tak blisko niej. Wyobrażała sobie, jak układa się do snu w namiocie, słuchając szumu wody. - Jest mostek, by można było przejść na drugą stronę kempingu. O, i patrzcie! Kaczki! Może nawet będą małe kaczątka. Muszę koniecznie iść zobaczyć konie!
- Chciałbym rzucić okiem na staw - wtrącił Olek. - Szybko wrócimy, mamo.
Mama pokręciła głową.
- Jeszcze nie. Niedługo pójdziecie, obiecuję. Musimy się rozpakować, a potem tata i ja pójdziemy z wami. Muszę wiedzieć, gdzie będziecie chodzić, zanim pozwolę wam iść samym.
Olek sprawiał wrażenie, jakby chciał się spierać, ale potem westchnął i zabrał z samochodu naręcze śpiworów.
- Mogę dostać tę sypialnię? - spytał, rozpinając jeden z suwaków w przedsionku. Trzy sypialnie wystawały po bokach i z tyłu namiotu, z przodu zaś znajdowało się coś w rodzaju baldachimu, pod którym można było gotować podczas deszczu.
- Myślałam, że to są komory? - powiedziała słodko Dorotka, uchylając się przed śpiworem, którym w nią rzucił. - Skoro ty bierzesz tę, to ja mogę dostać tę z tyłu?
Tata skinął głową.
- Pewnie, dlaczego nie.Wszystkie ma ją tę samą wielkość.
- A my będziemy dzięki temu najdalej od Olka i jego chrapania - zauważyła mama.
Dorotka podniosła śpiwór, którym rzucił w nią brat (to był akurat jej), i rozsunęła wejście do tylnej sypialni. Z zaskoczeniem stwierdziła, że jest całkiem spora. Spodziewała się, że namiot będzie maleńki, ale jej sypialnia miała nawet tylne drzwi! Rozpięła suwak i wyjrzała na zewnątrz, uśmiechając się do siebie na widok rzeki, która płynęła kilka metrów za namiotem. Nie zamierzała mówić Olkowi, że ma własne tajne wejście, bo jeszcze by się chciał zamienić.
Na szczęście rozpakowywanie bagaży nie trwało zbyt długo. Dorotka nie musiała rozkładać swoich ubrań, bo i tak nie było gdzie ich włożyć. Rozwinęła swój śpiwór i karimatę, nie mogąc się doczekać pójścia spać. Jeszcze nigdy nie spała tak blisko rzeki.