WSTĘP
Ksiądz Jerzy Popiełuszko, poza tym, że był męczennikiem za wiarę gromadzącym za życia i po śmierci niezliczone rzesze ludzi, był zwykłym księdzem. Odprawiał Msze Święte dla garstki osób w adwentowe poranki, chrzcił, udzielał ślubów, spowiadał. Tam, gdzie był, przekazywał miłość, mądrość i wrażliwość w zwyczajny, ludzki sposób. Jego wielkość polegała na tym, że był dla wszystkich dostępny. I właśnie o tych cechach najczęściej mówią ci, którzy byli blisko niego. Słowa wypowiadane przez niego podczas pamiętnych Mszy za Ojczyznę w czasie stanu wojennego w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie przyciągały tłumy. Korzeniem ich mądrości był głos matki odmawiającej codziennie rano godzinki w podlaskim domu posadowionym pośród pól. Żeby zrozumieć ks. Jerzego, trzeba odnaleźć to, co w nim proste i zwykłe jak chleb.
Ksiądz Popiełuszko przygotowywał treść swoich coniedzielnych i świątecznych homilii, zapisując drobnymi literami nieduże kartki. Wiele z tych karteczek pozostało w archiwach. Są w nich drobne skreślenia, podkreślenia i poprawki. Czasem trudno odczytać niektóre słowa. Jego kazania były krótkie. Trwały trzy, może pięć minut. Prawie zawsze punktem wyjścia rozważań była Ewangelia. Sprawy, o których mówił, były proste, ale fundamentalne: pomoc bliźniemu, ludzka godność, sumienie, nadzieja. Odczytywał zapiski z kartek skupionym głosem, zatrzymując się momentami. Jego przyjaciele wiedzieli, że te słowa nie są puste. Mówił to, co najpierw wypełnił swoim życiem. Był na wskroś wiarygodny, a jego życie samo w sobie to świadectwo prawdy, wolności, wrażliwości, serca. I te treści, i te postawy są i zawsze będą aktualne.
Udało się odnaleźć znaczną liczbę rękopisów i nagrań homilii ks. Jerzego. Ich odczytywanie i słuchanie wywołuje wzruszenie. Emanuje z nich ciepło, prostota i mądrość. Z jakichś powodów większość z nich nie ujrzała światła dziennego. Czasem publikowano ich fragmenty. Poniższy zbiór tekstów zebrany jest w układzie roku liturgicznego.
Mamy nadzieję, że lektura ta pozwoli czytelnikowi spotkać się z bł. ks. Jerzym Popiełuszką w zwyczajny, codzienny sposób. Z tej zwyczajności i codzienności emanuje bowiem świętość.
Paweł Kęska
MARYJA NASZĄ OBRONĄ I NADZIEJĄ
Bóg przed wiekami wybrał Maryję za Matkę swego Syna J[ezusa] Chrystusa. Wybrał ją za Matkę Kościoła, na matkę ludów i Narodów. Do tego wielkiego zadania przygotował się od początku, wyłączając z grzechu pierworodnego, z którego piętnem wszyscy się rodzimy.
O Matce Bożej mówi Stary Testament wielokrotnie, jako o nadziei na powrót ludzi do Boga, nadziei na zbawienie, które utraciła ludzkość w historii przez zerwanie przymierza z Bogiem1.
Bóg chciał mieć matkę, która byłaby idealnym wzorem dla wszystkich matek. Bóg dał ludzkości matkę, która była i jest nadzieją dla wątpiących, zagubionych, umęczonych i zatroskanych. Lud wierny przez wieki czci Maryję jako matkę Bożą i matkę ludzi. Nasz Naród ma szczególne prawo, a może szczególny obowiązek, by czcić Maryję, bo ona jest dla naszego Narodu szczególnie dana ku obronie. Tak było w historii, w historii jakże wspaniałej, ale jakże i trudnej.
BÓG CHCIAŁ MIEĆ MATKĘ, KTÓRA BYŁABY IDEALNYM WZOREM DLA WSZYSTKICH MATEK. BÓG DAŁ LUDZKOŚCI MATKĘ, KTÓRA BYŁA I JEST NADZIEJĄ DLA WĄTPIĄCYCH, ZAGUBIONYCH, UMĘCZONYCH I ZATROSKANYCH
Była i jest dana ku obronie, ale i ku umacnianiu nadziei. Tak bardzo tej nadziei potrzebuje nasz naród, tak bardzo potrzebują jej w ojczyźnie naszej umęczone troskami matki, umęczeni tak często bezsensownością pracy robotnicy, potrzebują niewinnie więzieni, by wrócić do domów, pracować - ale dla ojczyzny, potrzebują rodzice, by zobaczyć jaśniejszą przyszłość dla swoich dzieci, potrzebują ci, którzy często pod przymusem i szantażem opuścili ojczyznę, nie widząc szans na utrzymanie rodziny, potrzebuje całe społeczeństwo, by nie żyć w ciągłym zalęknieniu i zastraszeniu.
Jednak, by nadzieje nasze spełniły się, musimy umożliwić Matce Bożej działanie w narodzie poprzez siebie samych. Musimy udzielić Jej naszych serc miłujących, naszych umysłów niezalęknionych, naszych słów odważnych, naszej troski o bliźnich, a zwłaszcza więzionych.
Prośmy dzisiaj, w uroczystość N[iepokalanego] Poczęcia N[ajświętszej] M[aryi] Panny, abyśmy byli godnymi dziećmi tej, która jest matką Boga Człowieka, Jezusa Chrystusa. Amen.
CIERPIENIE TAJEMNICĄ
Dziwne są te Boże paradoksy.
Oto wczoraj radość - a dzisiaj cierpienie2.
Wczoraj białe szaty - dziś czerwień.
Miłość - nienawiść i heroizm męczeństwa.
Sielanka - dramat rzeczywistości.
Boże Narodzenie, żłóbek to zaproszenie człowieka do podjęcia spraw Bożych, a uroczystość św.[iętego] Szczepana to odpowiedź ze strony człowieka.
Nie znamy dokładnie życia św.[iętego] Szczepana. Wiemy tylko, że należał do pierwszych wyznawców Chrystusa, był diakonem, opiekował się biednymi i chorymi, i że był, jak mówią Dzieje Apostolskie, pełnym wiary i Ducha św.[iętego] i w tej pełnej wierze wytrwał do końca dni swoich.
Mogą się cisnąć nam na usta te same pytania, które cisnęły się na usta ludzi przez wszystkie pokolenia:
- po co ta krew w dniu dzisiejszym, po co ta purpura męczeństwa obok żłóbka, a ogólniej, po co tyle cierpienia, dlaczego?
- dlaczego róża ma kolce?
- dlaczego człowiek człowiekowi wilkiem?
Dlaczego przez dzieje ludzkości płynęła i płynie gorzka rzeka łez, cierpień i krwi?
Dlaczego w samym człowieku takie rozdwojenie, że tęsknimy za szczęściem i miłością, a tyle w naszym sercu zła i nienawiści? Dążymy do prawdy, a idziemy za kłamstwem?
Dlaczego Chrystus cierpiał od pierwszej chwili swego życia aż do śmierci na krzyżu?
Takie i podobne pytania zawsze zadawała sobie ludzkość. Cierpienie zawsze pozostanie tajemnicą. [...]
1) Przede wszystkim musimy pogodzić się z tą prawdą, że cierpienie jest nieodłączne od życia ludzkiego na ziemi.
2) Żadne ludzkie wysiłki nie usuną całkowicie cierpienia, bo zawsze na miejsce dawnych wchodzą nowe.
Cierpienie ma wartość tylko w połączeniu z Chrystusem.
CIERPIENIE MA WARTOŚĆ TYLKO W POŁĄCZENIU Z CHRYSTUSEM
2 W drugim dniu świąt Bożego Narodzenia w kościołach rozważana jest Ewangelia o św. Szczepanie, męczenniku pierwszego pokolenia chrześcijan. Zob. Mt 10,17-22.
RODOWÓD CZŁOWIEKA
Już po raz drugi w okresie B[ożego] Narodz[enia] słyszymy Ewangelię św[iętego] Jana o Słowie, które stało się ciałem i zamieszkało między nami3. Ta Ewangelia stanowi rodowód Dzieciątka Jezus, które widzimy na rękach Maryi. Na tle tego rodowodu wszystkie późniejsze zdarzenia z życia Chrystusa nabierają pełnego wymiaru i równocześnie nabierają sensu i znaczenia dla nas.
On jest światłością, która oświeca każdego człowieka przychodzącego na świat. Światłość - to jest prawda o Bogu i o nas, prawda o naszym rodowodzie, który jest jakby równoległy do rodowodu Chrystusa. Nasz rodowód również sięga samego Boga, to przecież my ludzie zwracamy się do Boga jako do Ojca. Czł[owiek] nie cały narodził się z ziemi, nie cały jest dla materii. Narodzenie człowieka sięga głębiej, sięga poza świat materii. My zrodziliśmy się z Boga, jak mówi dzisiejsza Ewangelia. "Wszystkim, którzy z Boga się narodzili, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi"4.
I ze względu na rodowód człowieka, w świecie stworzonym człowiek jest najważniejszy i wszystko ma służyć człowiekowi. Wszystko ma być na kolanach przed człowiekiem, a nie odwrotnie. Człowiek na kolanach ma być przed Bogiem. Człowiek ma swoją wielką godność, chociaż czasami tak trudno tej godności ludzkiej w człowieku się dopatrzyć poprzez grubą warstwę zła, nieuczciwości, zakłamania, nienawiści.
Zapomina się od lat kilkudziesięciu szczególnie, że człowiek ma być przede wszystkim człowiekiem, a nie robotem z jak największą wydajnością. Miało się wrażenie w ostatnich latach, że aby zyskać na wartości, człowiek nie musiał być człowiekiem, ale jak mówi jeden ze współczesnych poetów: "Wystarczy, żebyś był ropą naftową, paszą treściwą czy robotem..."5.
CZŁOWIEK NIE CAŁY NARODZIŁ SIĘ Z ZIEMI, NIE CAŁY JEST DLA MATERII. NARODZENIE CZŁOWIEKA SIĘGA GŁĘBIEJ, SIĘGA POZA ŚWIAT MATERII. MY ZRODZILIŚMY SIĘ Z BOGA
Człowiek jednak ma moc dziecka Bożego i o tę swoją godność potrafi się upominać. Upomniał się nasz naród przed paroma miesiącami. W tę pierwszą niedzielę Nowego Roku prośmy Boga, abyśmy nie zapomnieli o naszym rodowodzie, o naszym pochodzeniu od samego Boga. By ta świadomość godności człowieka, która przez ostatnie dziesięć lat wzrastała na krzywdzie robotników Wybrzeża, trwała mocno w nas i w następnych pokoleniach. Amen.
3 Zob. J 1,1-18.
4 J 1,12.
5 W. Szymborska, Dzieci epoki, "Twórczość" 1979, nr 8, s. 6. W oryginale utworu jest: "Wystarczy, żebyś był ropą naftową, paszą treściwą czy surowcem wtórnym".
JESTEŚMY DZIEĆMI BOGA
Przez otrzymanie sakramentu chrztu św.[iętego] staliśmy się dziećmi Bożymi. Przyzwyczailiśmy się już do takiego określenia. Ale czy my o tym pamiętamy? Czy pamiętamy o naszej wielkiej godności?
Popularna przed wojną powieść MOSTOWICZA p[od] t.[ytułem] Profesor Wilczur6. Bohater, znakomity i słynny chirurg napadnięty, pobity i ograbiony - traci pamięć, zapomina, jak się nazywa, kim jest i czym się zajmuje. Poza tym jest normalnym człowiekiem, pozostaje mu też genialna umiejętność zawodowa. Przez pewien czas nierozpoznany, pracując jako parobek w młynie przeprowadza przy pomocy prymitywnych narzędzi trudne, choć udane operacje chirurgiczne, wskutek czego trafia na ławę oskarżonych. Tam szczęśliwie zostaje rozpoznany i uleczony z AMNEZJI.
ZAGUBILIŚMY GDZIEŚ RADOŚĆ NASZEGO WYRÓŻNIENIA PRZEZ BOGA DO GODNOŚCI BOŻEGO SYNOSTWA I NA PIERWSZY PLAN WYSUWAJĄ SIĘ WTEDY PRZYKRE, ZNIECHĘCAJĄCE ODCZUCIA TYLKO CHRZEŚCIJAŃSKICH OBOWIĄZKÓW, KTÓRE STAŁY SIĘ CZĘSTO NAWYKIEM
My chrześcijanie tak łatwo zapominamy, kim jesteśmy. Pamiętamy dobrze o swoim pochodzeniu, o wykształceniu, o swoim stanowisku w hierarchii społecznej, lubimy o tym przypominać innym: "Pan nie wie, kim ja jestem" - lecz zapominamy o swojej godności nadprzyrodzonej. Trudno zapomnieć, że jest się naczelnikiem, dyrektorem, inspektorem, a tak łatwo przejść do porządku dziennego nad tym, że jest się dzieckiem Bożym, bo za to nie liczą się punkty w ocenie tego świata.
W życiu naszym zagubiliśmy gdzieś radość naszego wyróżnienia przez Boga do godności Bożego Synostwa i na I[pierwsz]y plan wysuwają się wtedy przykre, zniechęcające odczucia tylko chrześcijańskich obowiązków, które stały się często nawykiem.
W perspektywie chrztu św.[iętego] musimy ujrzeć całe nasze życie chrześcijańskie i wtedy nabierze ono właściwego sensu.
Czasami możemy usłyszeć sceptyczne pytanie, czy chrześcijaństwo ma jeszcze przed sobą jakąś przyszłość.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
6 Powieść Tadeusza Dołęgi-Mostowicza pt. Profesor Wilczur opublikowana w 1939 r.