Reiki - sztuka uzdrawiania. Kompletny poradnik - Iwona Kot

Kup ebooka

36.99 zł

-
Proszę czekać

Rozdział 1. Czym jest Reiki?

1.1. Znaczenie słowa "Reiki"

Słowo Reiki zapisuje się w języku japońskim dwoma znakami: ??. Pierwszy z nich czyta się "rei", drugi "ki". Oba należą do zestawu kanji, czyli znaków pochodzenia chińskiego, które Japończycy przejęli i dostosowali do własnego języka. Pierwszy znak jest złożony i składa się z kilkunastu kresek, drugi jest znacznie prostszy i ma ich zaledwie sześć.

Kiedy przyjrzysz się znakowi ?, dostrzeżesz w jego górnej części element oznaczający deszcz, a pod nim trzy niewielkie kwadraty, które w dawnym zapisie przedstawiały krople lub naczynia ofiarne. Znak ? ma prostszą budowę. Jego zewnętrzna część wywodzi się z obrazu unoszącej się pary, a wewnętrzny element w dawnej wersji przedstawiał ziarno ryżu gotującego się w naczyniu.

Warto od razu zapamiętać, że w złożeniu tych dwóch znaków czytamy je razem jako "rei-ki", z akcentem rozłożonym równomiernie na obie sylaby. Japończyk, który zobaczy ten zapis, przeczyta go bez wahania, choć nie każdy skojarzy go od razu z metodą uzdrawiania.

Znak "rei" niesie w sobie znaczenia, które trudno oddać jednym polskim słowem. Najczęściej tłumaczy się go jako duch, dusza, ale również jako to, co tajemnicze, niewidzialne lub nadprzyrodzone. W złożeniach japońskich pojawia się między innymi w słowie "reikon", oznaczającym duszę zmarłego, oraz w słowie "reiby?", czyli świątynia poświęcona duchom przodków.

Ten sam znak może opisywać coś świętego, cudownego, a czasem po prostu subtelnego i trudnego do uchwycenia zmysłami. Japończycy używają go także w kontekstach, które w polszczyźnie oddalibyśmy słowami natchnienie, objawienie czy przeczucie. Ta wielość odcieni sprawia, że znaczenie znaku zmienia się w zależności od kontekstu.

Dla praktyka Reiki najważniejsze jest to, że "rei" wskazuje na wymiar, który wykracza poza to, co zwykłe i codzienne. Nie chodzi o coś strasznego ani obcego, lecz o obszar rzeczywistości, którego nie da się zmierzyć ani zważyć, a który mimo to jest obecny w każdym doświadczeniu.

Drugi znak, "ki", jest w japońskiej kulturze wszechobecny. Oznacza energię, oddech, powietrze, a także nastrój, usposobienie i stan ducha. Trudno przecenić jego znaczenie, bo pojawia się w setkach codziennych słów, których Japończycy używają bez chwili namysłu.

Kiedy zapytasz kogoś w Japonii o samopoczucie, usłyszysz w odpowiedzi "genki desu", czyli "mam się dobrze". Słowo "genki" (??) dosłownie znaczy "pierwotne ki" i opisuje człowieka zdrowego, żywotnego, pełnego sił. Pogodę określa się słowem "tenki" (??), czyli "ki nieba". Nastrój to "kibun", czyli "część ki". Kiedy ktoś traci zapał, mówi się o nim "yowaki", czyli "słabe ki". Powietrze to "k?ki", dosłownie "puste ki".

Ta obecność znaku w języku codziennym mówi wiele o japońskim sposobie patrzenia na świat. Energia, samopoczucie, pogoda i atmosfera spotkania należą tu do jednej rodziny pojęć. Kiedy więc mówimy o Reiki, poruszamy się w obszarze, który dla Japończyka jest czymś zwyczajnym, wpisanym w codzienny język, a nie egzotyczną ciekawostką.

Zanim przejdziesz dalej, warto poznać jeszcze jedną ważną rzecz. Dawniej słowo to zapisywano inaczej: ??. Są to starsze, znacznie bardziej rozbudowane formy tych samych znaków. Stary zapis znaku "rei" liczył dwadzieścia cztery kreski i zawierał trzykrotnie powtórzony element oznaczający usta, pod którym widniał znak szamana lub kapłanki wywołującej deszcz.

Po drugiej wojnie światowej japońskie ministerstwo edukacji przeprowadziło szeroką reformę pisma. W 1946 roku ogłoszono listę znaków do powszechnego użytku, a wiele z nich uproszczono, redukując liczbę kresek. W ten sposób ? stało się ?, a ? zmieniło się w ?. Nowe formy przyjęły się w szkołach, gazetach i dokumentach urzędowych.

Dziś obie formy zapisu można spotkać w literaturze o Reiki. Część nauczycieli, zwłaszcza tych związanych z tradycją japońską, celowo używa starych znaków, by podkreślić związek z okresem, w którym system powstawał. Inni posługują się formą współczesną. Nie ma w tym sporu o wyższość jednej wersji nad drugą, bo chodzi o ten sam wyraz i to samo znaczenie.

Kolejna rzecz zaskakuje wiele osób. W języku japońskim słowo "reiki" istniało na długo przed powstaniem systemu, o którym mówi ta książka. Funkcjonowało jako ogólne określenie atmosfery duchowej, tajemniczej aury miejsca albo subtelnej energii, którą ktoś wyczuwał w otoczeniu. Pojawiało się w tekstach literackich i religijnych, a także w pismach dotyczących różnych praktyk uzdrawiania.

W okresie Meiji i Taish?, czyli na przełomie XIX i XX wieku, w Japonii rozwijało się wiele metod leczenia przez nakładanie dłoni. Różne szkoły używały słów takich jak "reiki", "reijutsu" czy "reiryoku", opisując siłę, którą się posługiwały. Słowo to nie należało więc do jednej organizacji ani do jednego nauczyciela.

Dla Ciebie oznacza to prostą rzecz. Kiedy mówisz "Reiki", masz na myśli konkretny system praktyki, ale sama nazwa jest starsza i szersza niż ten system. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza rozmawiając z osobami, które znają japońską kulturę i mogą użyć tego słowa w innym znaczeniu.

Na Zachodzie słowo Reiki tłumaczy się najczęściej jako "uniwersalna energia życiowa". To tłumaczenie spopularyzowały książki wydawane w Stanach Zjednoczonych od lat siedemdziesiątych i ono właśnie utrwaliło się w niemal wszystkich językach europejskich. Spotkasz także wersje takie jak "energia duchowa", "święta energia", "tajemnicza atmosfera" czy "duchowo kierowana siła życiowa".

Każde z tych tłumaczeń coś dodaje i coś gubi. Określenie "uniwersalna energia życiowa" oddaje przekonanie, że siła ta jest dostępna wszędzie i dla każdego, ale wprowadza słowo "uniwersalna", którego w oryginale nie ma. Znak "rei" nie mówi o powszechności, lecz o wymiarze duchowym i tajemniczym. Z kolei tłumaczenie "energia duchowa" lepiej oddaje pierwszy znak, ale może sugerować związek z jakąś religią, którego również nie ma.

Największym ograniczeniem wszystkich tłumaczeń jest to, że polskie słowo "energia" niesie ze sobą skojarzenia z fizyką, a więc z czymś mierzalnym, wyrażalnym w dżulach i watach. Japońskie "ki" takich skojarzeń nie ma. Obejmuje jednocześnie oddech, nastrój, atmosferę i siłę witalną. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest używanie oryginalnego słowa i stopniowe budowanie własnego rozumienia tego, co ono opisuje.

Na koniec kilka uwag praktycznych, które przydadzą Ci się od pierwszego dnia nauki. Słowo wymawia się w polszczyźnie "rejki", z wyraźnie słyszalnym "j". Spotkasz też wymowę "rajki", przeniesioną z angielskiego, ale jest ona dalsza od japońskiego oryginału. W Japonii obie sylaby wybrzmiewają równo, bez akcentowania którejkolwiek z nich.

W języku polskim słowo Reiki pozostaje nieodmienne. Mówimy więc: praktykuję Reiki, sesja Reiki, uczę się Reiki, zajmuję się Reiki. Nie tworzymy form takich jak "reikiem" czy "reikach". Osobę, która praktykuje, nazywamy praktykiem Reiki, a osobę nauczającą nauczycielem lub mistrzem Reiki.

W tej książce piszę słowo Reiki wielką literą. Taka konwencja przyjęła się w większości polskich publikacji na ten temat i podkreśla, że chodzi o nazwę konkretnego systemu, a nie o dowolną energię. Kiedy mówię o energii jako takiej, używam małej litery lub japońskiego słowa "ki". Ta prosta zasada pozwoli Ci od razu rozpoznać, o czym w danym zdaniu mowa.

1.2. Uniwersalna energia życia

Podstawowym przekonaniem praktyków Reiki jest to, że energia przekazywana podczas sesji pochodzi ze źródła zewnętrznego wobec człowieka. Nie jest zasobem zgromadzonym w ciele praktyka ani czymś, co wytwarza on wysiłkiem woli. Praktyk otwiera się na nią i pozwala jej płynąć, a ona sama przychodzi i sama odchodzi.

To założenie odróżnia Reiki od wielu innych metod pracy z energią. W niektórych tradycjach uzdrowiciel gromadzi własne siły, ćwiczy je latami, a potem oddaje część z nich osobie potrzebującej. W Reiki jest inaczej. Praktyk nie musi budować własnego zapasu, bo przekazuje coś, czego nie jest właścicielem.

Praktycy opisują to doświadczenie bardzo podobnie, niezależnie od kraju i szkoły. Mówią o cieple w dłoniach, o pulsowaniu, o poczuciu, że coś przepływa przez ramiona i palce. Wielu z nich podkreśla, że nie muszą się wysilać ani koncentrować na wyniku, bo wystarczy spokojna gotowość i obecność.

Z tego założenia wynika kolejna ważna sprawa: różnica między przekazywaniem Reiki a oddawaniem własnej energii. Kiedy ktoś dzieli się swoimi siłami, po dłuższej pracy czuje się wyczerpany. Potrzebuje odpoczynku, snu, jedzenia. Po sesji Reiki, przy prawidłowym podejściu, dzieje się coś innego.

Praktycy mówią, że sesja daje im poczucie odprężenia, a często także przypływu sił. Wynika to z przekonania, że energia przepływa przez praktyka, zanim dotrze do osoby, z którą pracuje. Przepływając, obejmuje także jego. Dlatego w tradycji powtarza się, że przekazując Reiki, obdarowujesz również siebie.

Jeśli mimo to po sesji czujesz zmęczenie, warto sprawdzić kilka rzeczy. Być może próbowałeś sterować przebiegiem pracy, napinałeś ciało, zbyt mocno angażowałeś się emocjonalnie w cudzy problem albo prowadziłeś sesję w pośpiechu, między innymi obowiązkami. Zmęczenie bywa też zwykłym skutkiem długiego stania w niewygodnej pozycji. Zwróć uwagę na oddech, postawę i nastawienie, a różnica pojawi się już przy kolejnej sesji.

W literaturze Reiki najczęściej powtarza się określenie praktyka jako kanału. Ten obraz dobrze oddaje istotę sprawy. Kanał nie jest źródłem tego, co przez niego płynie, i nie decyduje, dokąd to dotrze. Jego zadaniem jest być drożny, czysty i spokojny.

Takie ujęcie ma poważne konsekwencje dla Twojej postawy. Nie jesteś sprawcą uzdrowienia i nie bierzesz na siebie odpowiedzialności za jego przebieg. Nie musisz też udowadniać swojej skuteczności ani odczuwać wstydu, gdy efekty nie pojawiają się od razu. Twoim zadaniem jest przekazanie energii, a nie osiągnięcie zamierzonego rezultatu.

Ta postawa chroni przed dwiema pułapkami. Pierwszą jest pycha, czyli przekonanie, że to Ty leczysz i że Twoje zdolności decydują o wszystkim. Drugą jest poczucie winy, kiedy ktoś nie wraca do zdrowia. Pokora praktyka nie oznacza umniejszania sobie, lecz trzeźwe rozumienie własnej roli.

Kolejne przekonanie, powtarzane przez praktyków wszystkich linii przekazu, mówi, że energia sama kieruje się tam, gdzie jest potrzebna. Nie musisz jej prowadzić, kierować ani dawkować. Kiedy kładziesz dłonie na ramionach osoby, która przyszła z bólem kolana, energia trafi tam, gdzie jest jej miejsce.

Z tego wynika praktyczna ulga: nie musisz stawiać diagnoz. Nie musisz wiedzieć, co dolega osobie, z którą pracujesz, ani domyślać się przyczyn jej stanu. Stawianie diagnoz należy do lekarzy i wymaga wiedzy medycznej, której praktyk Reiki nie zdobywa podczas kursu.

Ta zasada zdejmuje z Ciebie ogromny ciężar. Nie musisz analizować, planować ani oceniać. Możesz skupić się na spokojnym trwaniu i na tym, by Twoje dłonie były tam, gdzie mają być. Wiele osób odkrywa, że właśnie ta prostota jest najtrudniejsza, bo umysł domaga się działania i kontroli.

Skoro energia sama zna drogę, po co w ogóle intencja? Praktycy odpowiadają, że intencja jest czymś zupełnie innym niż sterowanie. Intencja to spokojne nastawienie na przekazanie energii dla dobra osoby, z którą pracujesz. Wyrażasz ją zwykle na początku sesji, w myślach lub słowami, a potem o niej nie myślisz.

Próba wymuszenia konkretnego efektu wygląda inaczej. Napinasz się, powtarzasz w myślach, że ból ma ustąpić w ciągu dwudziestu minut, sprawdzasz reakcje odbiorcy, niecierpliwisz się, kiedy nic się nie dzieje. Takie nastawienie wprowadza napięcie, które odbiorca wyczuwa, i odbiera sesji spokój.

Dobrą intencję można sformułować bardzo prosto: "Niech ta energia posłuży najwyższemu dobru tej osoby". Taka formuła pozostawia miejsce na to, czego nie wiesz i przewidzieć nie możesz. Z czasem zauważysz, że im mniej oczekujesz konkretnego przebiegu sesji, tym spokojniej i swobodniej pracujesz.

W środowisku Reiki powtarza się przekonanie, że energia ta nie może nikomu zaszkodzić. Uzasadnia się je na kilka sposobów. Po pierwsze, skoro praktyk nie kieruje energią, nie może też skierować jej w złym celu. Po drugie, odbiorca przyjmuje jej tyle, ile w danym momencie potrzebuje, a reszta po prostu nie zostaje przyjęta. Po trzecie, praktycy podkreślają, że Reiki działa z poszanowaniem naturalnych procesów organizmu, więc nie wymusza zmian.

Z tego samego powodu uznaje się, że Reiki można łączyć z każdą formą leczenia. Nie wchodzi w reakcje z lekami, nie zmienia działania terapii i nie przeszkadza w rehabilitacji. Stanowi dodatek, a nie zamiennik. Tej sprawie poświęcam osobny podrozdział w dalszej części książki, bo zasługuje na dokładne omówienie.

Bezpieczeństwo samej energii nie oznacza jednak, że wszystko wolno. Szkodzić mogą słowa, postawa i obietnice praktyka. Możesz zaszkodzić, przekonując kogoś do przerwania leczenia, stawiając domorosłe diagnozy, obiecując uzdrowienie albo wchodząc w obszary, w których potrzebna jest pomoc lekarza lub psychoterapeuty. Odpowiedzialność praktyka dotyczy więc przede wszystkim tego, co mówi i jak się zachowuje.

Na koniec kwestia, którą traktuję bardzo poważnie. Wszystko, co przeczytałeś w tym podrozdziale, przedstawia doświadczenia i przekonania praktyków Reiki, a nie ustalenia nauk przyrodniczych. Istnienia energii ki nie potwierdzono metodami naukowymi, a przeprowadzone badania kliniczne nad Reiki dają wyniki niejednoznaczne i często dotyczą małych grup uczestników.

Piszę o tym otwarcie z dwóch powodów. Po pierwsze, uczciwość wobec Ciebie jest ważniejsza niż wywieranie wrażenia. Po drugie, praktyka Reiki nie potrzebuje naukowego uwiarygodnienia, by przynosić ludziom spokój i poczucie ulgi. Możesz ją prowadzić z pełnym szacunkiem dla medycyny i bez udawania, że dysponujesz dowodami, których nie ma.

Dlatego w tej książce konsekwentnie unikam słownictwa, które brzmi naukowo, a naukowe nie jest. Nie znajdziesz tu mowy o wibracjach kwantowych, o częstotliwościach mierzonych w hercach, o polach torsyjnych ani o naprawie DNA. Takie określenia zapożyczają powagę fizyki i biologii, nie mając z nimi wspólnego. Wprowadzają w błąd i psują reputację praktyki.

Zamiast tego posługuję się językiem tradycji i doświadczenia. Mówię o energii ki tak, jak mówią o niej praktycy, opisuję odczucia dłoni i obserwacje z sesji, przytaczam przekonania przekazywane przez nauczycieli. Kiedy relacjonuję czyjeś przeżycie, zaznaczam, że jest indywidualne. Taki język pozwala rozmawiać o Reiki z każdym, również z osobą sceptyczną, bez ryzyka, że powiesz coś nieprawdziwego.

1.3. Reiki jako droga, nie tylko technika

W kulturze japońskiej istnieje pojęcie, które pomaga zrozumieć charakter Reiki. To "d?", zapisywane znakiem ? i oznaczające drogę. Ten sam znak w chińskim czytaniu brzmi "tao". W Japonii pojawia się w nazwach wielu dziedzin, w których ćwiczenie umiejętności prowadzi do pracy nad sobą.

Judo to droga łagodności, a nie tylko zestaw chwytów i rzutów. Kad?, czyli droga kwiatów, znana szerzej jako ikebana, uczy układania kompozycji, ale też uwagi, cierpliwości i wyczucia proporcji. Sad?, droga herbaty, obejmuje dziesiątki precyzyjnych czynności związanych z parzeniem i podawaniem napoju, a jej celem jest osiągnięcie prostoty i skupienia. Ky?d?, droga łuku, uczy strzelać, ale uczeń latami pracuje nad postawą i oddechem, zanim jego strzała trafi do celu.

We wszystkich tych dziedzinach technika jest narzędziem, a nie celem. Uczeń powtarza te same ruchy setki razy, aż przestają wymagać namysłu, a wtedy zaczyna się prawdziwa nauka. Reiki wpisuje się w ten sam sposób myślenia. Układ dłoni można opanować w jedno popołudnie, a droga, którą otwiera, trwa całe życie.

Różnica między jednorazowym skorzystaniem z sesji a osobistą praktyką jest ogromna. Kiedy przychodzisz na sesję jako odbiorca, kładziesz się, odpoczywasz i po godzinie wracasz do swoich spraw. Dostajesz chwilę spokoju, często bardzo potrzebną, ale nic ponadto nie zmienia się w Twoim dniu.

Kiedy natomiast zaczynasz praktykować, Reiki wchodzi w Twoją codzienność. Kładziesz dłonie na sobie rano po przebudzeniu i wieczorem przed snem. Sięgasz po nie, gdy boli Cię głowa, gdy czekasz na ważną rozmowę, gdy nie możesz zasnąć. Po kilku tygodniach zauważasz, że ten gest stał się odruchem.

Praktyka zmienia też Twój sposób patrzenia na siebie. Zaczynasz zauważać, w którym miejscu ciała gromadzi się napięcie, kiedy jesteś zmęczony, a kiedy tylko rozdrażniony. To nie jest wiedza teoretyczna, lecz poznanie zdobywane przez dotyk i uważność, dzień po dniu.

W tradycji Reiki samoleczenie stoi przed pracą z innymi. Zasada ta obowiązuje od samego początku, a nauczyciele powtarzają ją z naciskiem. Pierwszy stopień wtajemniczenia w wielu szkołach poświęcony jest niemal wyłącznie pracy z samym sobą.

Uzasadnienia tej kolejności są proste i przekonujące. Trudno przekazywać komuś spokój, którego samemu się nie zna. Trudno mówić o odprężeniu, żyjąc w ciągłym napięciu. Regularna praktyka na sobie pozwala Ci poznać odczucia w dłoniach, nauczyć się rozpoznawać ich zmiany i zbudować zaufanie do tego, co robisz.

Jest też powód bardziej przyziemny. Na sobie możesz ćwiczyć codziennie, o dowolnej porze, bez umawiania się z kimkolwiek. Nikt Cię nie ocenia, nie zadaje pytań i nie oczekuje efektów. Dzięki temu uczysz się w warunkach, w których błędy nie mają żadnych konsekwencji.

Nauczyciele zgodnie podkreślają, że w praktyce Reiki regularność znaczy więcej niż długość pojedynczej sesji. Kwadrans dziennie przez trzy miesiące zmienia więcej niż jedna dwugodzinna sesja raz na kwartał. Chodzi o rytm, który wpisuje się w życie i staje się jego częścią.

Jeśli masz mało czasu, ustal minimum, którego dotrzymasz nawet w najgorszym tygodniu. Może to być pięć minut z dłońmi na brzuchu przed zaśnięciem. Krótka praktyka wykonana codziennie buduje nawyk, a nawyk utrzymuje Cię na drodze wtedy, gdy brakuje zapału.

Praktycy często opowiadają, że przez pierwsze tygodnie odczuwali niewiele, a zmiany zauważyli dopiero po dłuższym czasie. Dlatego warto prowadzić krótkie notatki: data, pora, czas trwania, odczucia w dłoniach, samopoczucie przed sesją i po niej. Po kilku miesiącach takie zapiski pokażą Ci więcej niż pamięć.

Co dokładnie zmienia się po miesiącach praktyki? Osoby praktykujące opisują to na różne sposoby, ale pewne wątki powracają. Mówią, że łatwiej im się zatrzymać, zanim zareagują złością. Że szybciej zasypiają. Że w trudnych sytuacjach wcześniej zauważają napięcie w ciele i potrafią je rozluźnić.

Inni wspominają o drobniejszych zmianach. O tym, że zaczęli pić więcej wody i mniej kawy, bo ciało samo się o to upomniało. Że przestali jeść w pośpiechu przy biurku. Że wieczorem odkładają telefon wcześniej niż dawniej. Te zmiany wyglądają na błahe, a to one najczęściej zostają na dłużej.

Muszę jednak zaznaczyć wyraźnie, że są to relacje indywidualne. Nie stanowią wyniku badań ani obietnicy, że u Ciebie stanie się to samo. Każdy człowiek wchodzi w praktykę z innym bagażem doświadczeń, w innym momencie życia i z innymi potrzebami. Twoja droga będzie miała własny przebieg.

Praktyka Reiki wymaga cierpliwości i to jest jej największe wymaganie. Żyjemy w czasach, w których przywykliśmy do natychmiastowych rezultatów. Tabletka działa w dwadzieścia minut, przesyłka przychodzi następnego dnia, film zaczyna się po jednym kliknięciu. Reiki działa w innym rytmie.

Oczekiwanie szybkich efektów przynosi dwie szkody. Po pierwsze, odbiera spokój, bo zamiast być obecnym podczas sesji, sprawdzasz, czy już coś się dzieje. Po drugie, prowadzi do zniechęcenia, kiedy po tygodniu nic się nie zmienia, i skłania do porzucenia praktyki tuż przed momentem, w którym zaczęłaby przynosić owoce.

Dlatego zachęcam Cię do zawieszenia oczekiwań na pierwsze trzy miesiące. Praktykuj codziennie, notuj obserwacje i nie oceniaj wyników. Po tym czasie wróć do notatek i sam sprawdź, co się zmieniło. Nieustanne sprawdzanie efektów przeszkadza im się pojawić.

Na koniec sprawa, która niepokoi wiele osób rozważających naukę. Reiki nie jest religią. Nie ma świętych ksiąg, których trzeba przestrzegać, nie ma wyznania wiary ani rytuałów przyjęcia do wspólnoty. Nie wymaga porzucenia dotychczasowych przekonań ani przyjęcia nowych.

Wśród praktyków spotkasz katolików, protestantów, buddystów, osoby wychowane w tradycji prawosławnej, ateistów i agnostyków. Każdy z nich rozumie źródło energii po swojemu. Jedni mówią o Bogu, drudzy o naturze, jeszcze inni o zjawisku, którego nie potrafią nazwać. Sama praktyka wygląda u nich tak samo.

Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że niektóre wspólnoty religijne odnoszą się do Reiki krytycznie, a część duchownych odradza je wiernym. Jeśli należysz do takiej wspólnoty, decyzja należy do Ciebie i warto ją podjąć świadomie, po rozmowie z osobami, którym ufasz. Nikt w środowisku Reiki nie będzie Cię do niczego namawiał ani rozliczał z Twojego światopoglądu.

1.4. Dla kogo jest Reiki?

Najkrótsza odpowiedź brzmi: dla każdego, kto chce. Nauka Reiki nie stawia wymagań wstępnych. Nie trzeba mieć określonego wieku, wykształcenia, doświadczenia w medytacji ani wrodzonych zdolności. Nie obowiązują egzaminy wstępne, rozmowy kwalifikacyjne ani testy wrażliwości.

Na kursach spotkasz osiemnastolatków i osiemdziesięciolatków, lekarzy i kierowców, nauczycielki i informatyków. Część szkół prowadzi zajęcia dla dzieci, zwykle w towarzystwie rodzica i w skróconej formie. Nie ma też przeszkód, by uczyły się osoby z niepełnosprawnościami, bo praktykę można dostosować do możliwości ciała.

Ta dostępność jest jedną z najpiękniejszych cech Reiki. W wielu tradycjach uzdrawiania trzeba należeć do rodziny przekazującej wiedzę, odbyć wieloletni trening albo wykazać się szczególnymi predyspozycjami. Tutaj wystarczy chęć, jeden weekend kursu i gotowość do codziennego ćwiczenia.

Pierwsza grupa osób, które trafiają do Reiki, szuka po prostu sposobu na odprężenie. Żyją w ciągłym pośpiechu, pracują w napięciu, wieczorami nie potrafią przestać myśleć o obowiązkach. Nie interesuje ich duchowość, lecz chwila spokoju, którą mogą sobie zapewnić bez wychodzenia z domu.

Reiki daje im coś jeszcze. Uczy zauważać własne ciało. Kiedy codziennie kładziesz dłonie na brzuchu, klatce piersiowej i ramionach, po tygodniach zaczynasz wyczuwać, gdzie gromadzi się napięcie i jak zmienia się ono w ciągu dnia. Wiele osób odkrywa w ten sposób, że od lat oddycha płytko albo że zaciska szczękę podczas pracy.

Ten lepszy kontakt z ciałem procentuje poza sesją. Łatwiej zauważasz pierwsze sygnały zmęczenia, zanim przerodzi się w wyczerpanie. Szybciej reagujesz na ból głowy, rozluźniając kark, zamiast czekać, aż stanie się nie do zniesienia.

Druga grupa to osoby wykonujące zawody opiekuńcze. Pielęgniarki, ratownicy medyczni, fizjoterapeuci, masażyści, opiekunowie osób starszych, opiekunki dziecięce, hospicyjni wolontariusze. Ich praca polega na dotyku i bliskości, więc Reiki wpisuje się w nią niemal naturalnie.

Sposoby łączenia bywają bardzo praktyczne. Fizjoterapeutka kończy zabieg kilkoma minutami z dłońmi położonymi spokojnie na barkach pacjenta. Masażysta zaczyna sesję od chwili ciszy z rękami na plecach. Pielęgniarka, poprawiając poduszkę pacjentowi, przez moment zatrzymuje dłoń na jego ramieniu. Nikt nie musi o tym mówić ani nazywać tego Reiki.

Osoby z tych zawodów zwracają uwagę na jeszcze jedną korzyść. Praca z cierpieniem innych ludzi wyczerpuje, a wypalenie zawodowe jest w tych profesjach częste. Codzienna praktyka na sobie pomaga im odzyskiwać równowagę po dyżurze. Trzeba jednak pamiętać o granicach: w placówce medycznej Reiki można stosować tylko za wiedzą i zgodą przełożonych oraz pacjenta.

Trzecia grupa to rodzice. Dziecko, które przewróciło się na podwórku, samo przykłada rękę do stłuczonego kolana, a rodzic robi to odruchowo od tysiącleci. Reiki nadaje temu gestowi formę i świadomość.

Rodzice praktykujący Reiki opowiadają, że najczęściej sięgają po nie wieczorem, gdy dziecko nie może zasnąć, przy bólu brzucha, w czasie gorączki, przed wizytą u dentysty, po kłótni z rówieśnikami. Sesja dla małego dziecka trwa zwykle kilka minut, bo dzieci nie leżą długo w bezruchu. Wystarczy dłoń na plecach podczas czytania bajki.

Trzeba tu powiedzieć rzecz oczywistą, a mimo to wartą przypomnienia. Reiki nie zastępuje pediatry. Gorączka u niemowlęcia, uraz głowy, trudności z oddychaniem czy przedłużający się ból wymagają lekarza, i to bez zwłoki. Reiki towarzyszy leczeniu, uspokaja dziecko i daje rodzicowi poczucie, że robi coś dobrego, gdy czeka na wizytę.

Czwarta grupa to seniorzy, dla których Reiki bywa wyjątkowo dobrym wyborem. Praktyka nie wymaga sprawności fizycznej, siły ani gibkości. Nie trzeba klękać, schylać się ani utrzymywać trudnych pozycji. Wystarczy usiąść wygodnie w fotelu lub położyć się w łóżku i położyć dłonie na ciele.

Jeśli ramiona męczą się w uniesieniu, możesz podeprzeć łokcie poduszkami. Jeśli nie sięgasz do pleców, pracuj wyłącznie z przodu ciała. Jeśli dłonie bolą z powodu zmian zwyrodnieniowych, połóż je na kolanach i pracuj w tej pozycji. W Reiki nie ma pozycji obowiązkowych, o których nie można byłoby powiedzieć, że mają wersję łatwiejszą.

Starsze osoby często wskazują dodatkową wartość praktyki. Daje im poczucie sprawczości w okresie, w którym wiele rzeczy wymyka się spod kontroli. Mogą pomagać sobie same, a także wnukom i sąsiadom. Kursy są też okazją do poznania ludzi, co bywa równie ważne jak sama nauka.

Piąta grupa to osoby sceptyczne, a jest ich naprawdę sporo. Ktoś przeczytał o Reiki i uznał, że brzmi to niepoważnie. Ktoś inny obawia się, że trafi na środowisko, które będzie go nawracać. Ktoś jeszcze nie wierzy w żadne energie, ale ma przewlekłe napięcie i szuka ulgi.

Takim osobom radzę zacząć od kilku sesji w roli odbiorcy. Nie musisz w nic wierzyć, by położyć się na kozetce i sprawdzić, co poczujesz. Umów się na trzy albo cztery spotkania w odstępach tygodniowych i po każdym zanotuj swoje wrażenia. Dopiero potem zdecyduj, czy chcesz uczyć się sam.

Sceptycyzm bywa w Reiki zaletą. Osoba, która nie przyjmuje wszystkiego na wiarę, zadaje dobre pytania, sprawdza kompetencje nauczyciela i nie daje się nabrać na obietnice cudów. Środowisko Reiki potrzebuje takich praktyków, bo to oni chronią dobre imię metody.

Na koniec warto powiedzieć o motywacjach, które zwykle prowadzą do rozczarowania. Pierwsza to oczekiwanie natychmiastowych cudów. Osoba, która przychodzi z przekonaniem, że po jednej sesji ustąpi choroba trwająca dziesięć lat, poczuje zawód. Reiki działa łagodnie, stopniowo i nie daje gwarancji.

Druga motywacja to chęć szybkiego zarobku. Kursy mistrzowskie bywają drogie, a obietnice prowadzenia własnego gabinetu kuszące. Prawda jest taka, że utrzymanie się z Reiki wymaga lat praktyki, dobrej opinii i zwykle łączenia go z innymi zajęciami. Kto wchodzi w to dla pieniędzy, szybko traci cierpliwość.

Trzecia motywacja jest najbardziej niepokojąca. Zdarzają się osoby, które szukają w Reiki władzy nad innymi, poczucia wyższości albo możliwości stawiania się w roli tego, kto wie lepiej. Taka postawa stoi w sprzeczności z rolą praktyka, o której pisałem wcześniej, i prędzej czy później prowadzi do konfliktów i rozgoryczenia.

Jeśli rozpoznajesz u siebie którąś z tych motywacji, nie oznacza to, że Reiki nie jest dla Ciebie. Warto jednak nazwać rzecz po imieniu i sprawdzić, czego naprawdę szukasz. Najlepszą motywacją pozostaje zwykła ciekawość połączona z chęcią zadbania o siebie i bliskich.

1.5. Najczęstsze mity i nieporozumienia

Wokół Reiki narosło wiele nieporozumień i warto je uporządkować, zanim zaczniesz praktykować. Pierwsze z nich mówi, że do przekazywania Reiki potrzebny jest wrodzony dar albo szczególna wrażliwość. Wiele osób rezygnuje z nauki, bo uznaje, że nie ma w sobie niczego wyjątkowego.

Tymczasem cały system Reiki opiera się na założeniu przeciwnym. Zdolność przekazywania energii otwiera inicjacja, którą przeprowadza nauczyciel, a nie talent, z którym się rodzisz. Uczniowie jednego kursu wychodzą z niego z tą samą możliwością, niezależnie od tego, czy wcześniej medytowali, czy nie.

Prawdą jest natomiast, że różnie odbieramy odczucia w dłoniach. Jedni czują wyraźne ciepło już przy pierwszej próbie, inni mrowienie, a jeszcze inni prawie nic. To kwestia wrażliwości zmysłowej, a nie skuteczności przekazu. Praktycy, którzy przez lata odczuwali niewiele, pracują tak samo jak ci, którzy czują dużo. Z czasem wrażliwość zwykle rośnie, bo uczysz się rozpoznawać sygnały, które wcześniej umykały uwadze.

Drugie nieporozumienie każe widzieć w Reiki odmianę masażu. Ludzie pytają, czy trzeba się rozbierać, czy zabieg boli i czy po nim mięśnie będą obolałe. Te pytania biorą się z doświadczeń z gabinetów masażu i nie mają związku z tym, co dzieje się podczas sesji.

Sesja Reiki odbywa się w ubraniu. Zdejmujesz tylko buty, a czasem pasek, zegarek lub biżuterię, jeśli Ci przeszkadzają. Kładziesz się na kozetce albo siadasz w fotelu i przykrywasz kocem, bo ciało w bezruchu wychładza się szybciej.

Praktyk nie ugniata tkanek, nie rozciąga, nie nastawia stawów i nie używa siły. Jego dłonie spoczywają nieruchomo, bez nacisku, przez kilka minut w każdym miejscu. W wielu szkołach uczy się pracy z dłońmi uniesionymi kilka centymetrów nad ciałem, a wtedy dotyku nie ma w ogóle. Taką formę wybiera się przy urazach, świeżych bliznach, oparzeniach, a także wtedy, gdy odbiorca nie życzy sobie dotyku.

Trzecia obawa dotyczy przejmowania cudzej energii. Wiele osób pyta, czy po sesji z kimś chorym praktyk zabierze ze sobą jego problemy, a potem sam zachoruje. Obawa jest zrozumiała, bo dotyczy bliskiego kontaktu z cierpieniem.

W tradycji Reiki odpowiedź jest jednoznaczna. Energia płynie w jedną stronę, od źródła, przez praktyka, do odbiorcy. Praktyk nie pobiera niczego od osoby, z którą pracuje, bo przepływ nie działa w odwrotnym kierunku.

Zdarza się jednak, że po sesji czujesz się nieswojo, i warto wiedzieć, skąd to się bierze. Najczęściej z emocjonalnego zaangażowania w cudzą historię, ze współczucia, które przerodziło się w zmartwienie, albo ze zwykłego zmęczenia. Pomaga wtedy umycie rąk chłodną wodą, kilka głębokich oddechów, krótki spacer i wyraźne zakończenie sesji, o którym piszę w dalszej części książki.

Czwarte nieporozumienie mówi, że Reiki działa tylko wtedy, gdy odbiorca w nie wierzy. Praktycy odpowiadają na to, że wiara nie jest warunkiem, a najczęściej przywołują dwa argumenty. Pierwszy dotyczy dzieci i zwierząt, które niczego nie deklarują, a mimo to reagują na sesje odprężeniem. Drugi dotyczy osób sceptycznych, które przychodzą bez przekonania, a po sesji opisują ulgę.

Praktycy zaznaczają jednocześnie, że nastawienie odbiorcy wpływa na przebieg spotkania. Ktoś spięty i nieufny trudniej się rozluźnia, częściej zmienia pozycję i szybciej chce wstać. Nie jest to kwestia wiary w energię, lecz zwykłego poczucia bezpieczeństwa.

Z tego wynika praktyczna wskazówka. Nie przekonuj nikogo do Reiki i nie namawiaj na sesję. Osoba, która przychodzi z własnej woli, nawet sceptyczna, skorzysta więcej niż ktoś, kto zgodził się pod naciskiem bliskich.

Piąte oczekiwanie dotyczy wyraźnych odczuć. Wiele osób sądzi, że sesja musi przynieść ciepło, mrowienie, obrazy pod powiekami albo wzruszenie. Kiedy nic takiego się nie pojawia, wyciągają wniosek, że nic nie zadziałało.

Doświadczenia odbiorców są bardzo różne. Jedni zasypiają po kilku minutach, inni czują falę ciepła, jeszcze inni po prostu leżą spokojnie i myślą o swoich sprawach. Część osób odczuwa coś dopiero następnego dnia, w postaci lepszego snu albo spokojniejszego poranka.

Warto więc od początku porzucić ocenianie sesji według siły doznań. Brak wyraźnych odczuć nie świadczy o niczym poza tym, że danego dnia Twoje zmysły były zajęte czymś innym. Zamiast pytać siebie, co czułeś, sprawdź po kilku dniach, jak spałeś i jak reagowałeś na drobne kłopoty.

Szóste nieporozumienie jest najpoważniejsze ze wszystkich, bo może realnie zaszkodzić. Mówi ono, że Reiki zastępuje leczenie. Powtórzę to jasno i bez zastrzeżeń: Reiki jest praktyką uzupełniającą i nigdy nie zastępuje opieki medycznej.

Nie odstawiaj leków, nie odwołuj wizyt, nie przerywaj terapii i nie rezygnuj z badań, ponieważ zacząłeś praktykować. Nie namawiaj też do tego innych. Praktyk, który sugeruje choremu rezygnację z leczenia, wyrządza krzywdę i łamie podstawowe zasady etyczne środowiska. Relacji Reiki z medycyną konwencjonalną poświęcam podrozdział 8.4, w którym omawiam tę sprawę dokładnie.

Siódme nieporozumienie dotyczy jednolitości nauczania. Wiele osób sądzi, że wszystkie szkoły uczą tego samego, więc kurs u dowolnego nauczyciela da identyczny efekt. Tymczasem Reiki rozwinęło się w wiele linii przekazu i stylów.

Najbardziej znana jest linia wywodząca się od Hawayo Takaty, nazywana zwykle Usui Shiki Ryoho. To z niej wyrosła większość szkół zachodnich. Obok niej istnieją style japońskie, takie jak Usui Reiki Ry?h? w wersji przekazywanej przez japońskie stowarzyszenia, a także kierunki powstałe w ostatnich dekadach, między innymi Reiki Jin Kei Do, Komyo Reiki czy Jikiden Reiki. Historię tych podziałów przedstawiam w rozdziale trzecim.

Różnice bywają istotne. Szkoły odmiennie ustalają liczbę stopni i ich nazwy, różnie podchodzą do czasu nauki między stopniami, uczą innych zestawów pozycji dłoni, inaczej prowadzą inicjacje i w różnym stopniu korzystają z zachodnich pojęć, takich jak czakry. Jedne kładą nacisk na medytację i pracę nad sobą, inne na technikę sesji.

Spis treści

Rozdział 1. Czym jest Reiki?

1.1. Znaczenie słowa "Reiki"

1.2. Uniwersalna energia życia

1.3. Reiki jako droga, nie tylko technika

1.4. Dla kogo jest Reiki?

1.5. Najczęstsze mity i nieporozumienia

Rozdział 2. Energia życia wokół nas

2.1. Ki, prana, chi - jedna siła, wiele imion

2.2. Ciało energetyczne człowieka

2.3. Czakry i ich rola

2.4. Aura - nasze świetliste pole

2.5. Gdy energia przestaje płynąć

Rozdział 3. Droga Mikao Usui

3.1. Poszukiwania mistrza

3.2. Olśnienie na górze Kurama

3.3. Pierwsze uzdrowienia

3.4. Chujiro Hayashi i Hawayo Takata

3.5. Reiki podbija świat

Rozdział 4. Pięć zasad Reiki

4.1. Właśnie dziś nie złość się

4.2. Właśnie dziś nie martw się

4.3. Bądź wdzięczny

4.4. Pracuj uczciwie

4.5. Bądź życzliwy dla wszystkiego, co żyje

4.6. Zasady w praktyce codziennej

Rozdział 5. Inicjacja i stopnie wtajemniczenia

5.1. Czym jest inicjacja?

5.2. Pierwszy stopień - otwarcie kanału

5.3. Drugi stopień - moc symboli

5.4. Trzeci stopień - mistrzostwo

5.5. Proces oczyszczania po inicjacji

5.6. Jak wybrać swojego nauczyciela

Rozdział 6. Dłonie, które leczą

6.1. Przygotowanie do sesji

6.2. Podstawowe pozycje dłoni

6.3. Wyczuwanie energii

6.4. Praca z blokadami

6.5. Zakończenie i uziemienie

Rozdział 7. Reiki na co dzień

7.1. Poranny rytuał samoleczenia

7.2. Reiki na stres i bezsenność

7.3. Energetyzowanie wody i jedzenia

7.4. Reiki dla roślin i zwierząt

7.5. Oczyszczanie przestrzeni

7.6. Medytacja Gassho

Rozdział 8. Uzdrawianie innych

8.1. Intencja i pokora uzdrowiciela

8.2. Pierwsza sesja z drugą osobą

8.3. Reiki na odległość

8.4. Reiki a medycyna konwencjonalna

8.5. Etyka praktyka Reiki

8.6. Twoja dalsza droga