Historie...
Heinz Lowitzsch usiadł przy stole w drewnianym, długim baraku. Wyciągnął przybory pisarskie oraz nabytą wcześniej kartkę pocztową ze zdjęciem miejsca w którym się znajduje. Pisanie listu do rodzinnego Merseburga koło Lipska rozpoczął słowami: Kochani rodzice - zaskrzypiało pióro. - Podoba mi się tu pierwszorzędnie. Dzisiaj wcześnie z rana mieliśmy ćwiczenia. Heinz podniósł zaspane oczy i popatrzył przez okno na rosnący nieopodal dąb. Pomimo lekkiego zmęczenia był bardzo zadowolony. - W najbliższym czasie dostaniemy 5 nowych kompletów mundurków - 2 drelichowe i 3 z sukna - skrobało dalej pióro. - Dziś otrzymałem saperkę paradną.
Jak wynika z treści widokówki, Heinz od niedawna przebywa w tym miejscu. Z tego powodu, jak wszyscy jego młodzi koledzy, pęka z dumy i radości. Wkroczył niedawno w wiek pełnoletni, znajduje się ponad 350 kilometrów od domu, a jego życie przez następne pół roku podporządkowane będzie codziennym wojskowym regułom. Stara się robić wszystko tak, by jak najlepiej służyć swojej ojczyźnie i Führerowi. Zapewne pragnie nawet, stojąc na warcie, by zamiast paradnej saperki na ramieniu znajdował się tam błyszczący od oliwy karabin. Mógłbym nawet iść nawet na wojnę i walczyć! - być może marzy emfatycznie. Długo nie będzie na nią czekał. Jest kwiecień 1939 roku...
Kilka lat później, w połowie 1944 r., nieco młodsza od Kurta dziewczyna prawdopodobnie przebywa w tym samym miejscu. Nie pisze jednak żadnych listów do rodziców. Nie może - wmówiono jej, że oni już nie istnieją. Nazywa się Elfriede Kurz, choć jest świadoma, że jej nazwisko brzmi zupełnie inaczej.[1] Właśnie powtórnie ją zbadano, orzekając jej "aryjskość", a niedługo wyślą ją do szkoły pielęgniarskiej w Berlinie. Wcześniej znajdowała się w zamku w Glogau (Głogowie), gdzie do jednego z pomieszczeń wepchnięto ją kopniakiem za 'niesubordynację'. Po latach będzie wspominać, że tam, na cementowej posadzce, leżało już kilkoro dzieci. Również i tu, w drewnianych barakach, w tej samej sytuacji znajduje się wiele innych wystraszonych i głodnych młodych osób w różnym wieku. Spotka je prawdopodobnie podobny los, co Elfriede, jednak w tej chwili przyszłość jest dla nich jedną wielką niewiadomą. Wszystkim im zakazano mówić po polsku, czyli w ich ojczystym języku. Ich oczy z nadzieją patrzą przede wszystkim na drzwi budynku kuchni, stojącego niedaleko dębu. Zbliża się właśnie pora posiłku...
Dziesięć lat po wojnie, grupka młodocianych chłopców gorączkowo rozmawiała na łąkach nad rzeką Odrą. Zaaferowana młodzież postanowiła ukryć to co, do tej pory stanowiło ich dumę i radość - karabiny wraz z nabojami. Lekkomyślnie używali ich, celując do puszek ustawionych na wypasanych krowach. We wsi jednak szybko się zorientowano, że dochodzące z okolicy dźwięki strzałów mogą być spowodowane przez kogoś z mieszkańców Wilkowa, a nie przez bandy ukrywające się w lasach. Młodzi zdali sobie sprawę, jak marny będzie ich los, gdy ojcowie się dowiedzą, że mogli zranić lub nawet zabić poczciwe krasule. Wszystkie zwierzęta były przecież na wagę złota, a nie każde gospodarstwo w tych czasach było na nie stać. W niektórych zabudowaniach wciąż można było jednak znaleźć zarówno broń, jak i amunicję... Chłopcy postanowili więc swoje karabiny schować na "lepsze czasy", a idealnym do tego celu miejscem wydawała się wąska szczelina w zniszczonej betonowej piwniczce, znajdującej się nieopodal dębu, za obejściem, na terenie gospodarstwa, w którym mieszkał najmłodszy z nich. Drobna postura chłopca, urodzonego już na "Ziemiach Odzyskanych", pozwalała mu na wślizgnięcie się do kryjówki i wciśnięcie owiniętych w szmaty karabinów jak najgłębiej w ciemną czeluść rumowiska. Młodzi mężczyźni zaplanowali także kolejne kroki: gdy karabiny znajdą się już we wnętrzu szczeliny, zamaskują skrytkę, zasypując ją piaskiem, który przyniosą w znalezionych hełmach wojskowych, a wieczorem zajmą się zabawą - pewnie w wojnę albo w Indian. Rozpalą przy tym ognisko, do którego wrzucą wszystko, co jeszcze pozostało po giermańcach: klamry od pasów i mnóstwo dokumentów ze znienawidzonymi wronami i swastykami. Okoliczne gospodarstwa, a zwłaszcza dom drobnej postury chłopaka, opływał w tego rodzaju "poniemieckie" rzeczy.[2]
Trzydzieści lat później grupka młodzieży ochoczo wybiegła z domu swojego dziadka, kierując swe kroki wprost poza granice posiadłości rodzinnej, na przyległy teren, zwany potocznie "barakami", choć miejsce to było wolne od jakichkolwiek zabudowań. Znajdowało się na nim jednak wiele masywnych części starych mostów leżących na betonowych postumentach oraz mnóstwo innych elementów budowlanych. Chłopcy przedostali się przez dziurę w podniszczonym płocie z siatki i starannie ominęli rozlewisko smoły, w której podczas upalnych dni notorycznie grzęzły im nogi. Nie było to przyjemne miejsce i nieraz dostali burę od rodziców za pobrudzenie butów lepką substancją. Najmłodszy z nich nieraz ratował złapane w smolistą pułapkę ptaki delikatnie wyjmując je z półpłynnej mazi. Radość z uratowania życia zwierzęcia w pełni rekompensowała późniejsze nieprzyjemności, jakie spotykały go z tytułu zniszczenia obuwia czy spodni. Chłopcy dokładnie sprawdzili trawę w okolicy młodych brzózek oraz grubego dębu, ponieważ wiedzieli, że można tam liczyć na pojawienie się grzybów: kozaków, a nawet prawdziwków. Ich uwagę szybko przykuł jednak gwizd parowozu oraz dym z jego komina unoszący się nad zagajnikiem. Za moment wolno i majestatycznie nadciągnie pociąg relacji Głogów-Bojanowo[3], który przejedzie po podłożonych przez dzieci niklowych monetach, robiąc z nich płaskie, owalne blaszki. Cieszyły się one wśród kuzynostwa dużym powodzeniem.
Po odjeździe pociągu i zebraniu spłaszczonych skarbów, młodzieńcy postanowili pobawić się w wojnę. Część z nich pobiegła ukryć się pomiędzy zmagazynowanymi elementami przeprawy mostowej. Najmłodszy wybrał jednak inne miejsce na odparcie wrogiego natarcia. Płytki, kwadratowy dół, z betonowymi ścianami doskonale się nadawał na stanowisko strzeleckie. Wyciągnął przygotowany wcześniej drewniany kijek imitujący karabin, a obok przygotował granaty z szyszek. Oparł głowę o krawędź i spokojnie przycelował. Czekał na pierwszych atakujących. Nieopodal niego majestatycznie szumiały liście grubego dębu...
[1] Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1357 r.
[2] Na mapach z różnych okresów można znaleźć także inne nazwy, m.in. Wilckau, Wielkau czy Wilkowa.
[3] Ostatnim nam znanym właścicielem z rodziny von Schlichting był hrabia Rudolf (spis z 1930 r.). Pałacyk został następnie sprzedany bankierowi z Berlina, Hansowi Müllerowi. W 1944 r. również on sprzedał budynek - niestety, nie dotarliśmy do informacji kim był nabywca.
[4] Wieś Wilkau składała się z trzech dzielnic: najstarszej, Alt-Wilkau, Neue-Wilkau (Nowy Wilków) i Immersatt (Żyznów).
[5] Początki powstawania ideologii wychowywania młodzieży przez obozy i pracę społeczną sięgają końca I wojny światowej. Zainteresowanych odsyłamy do literatury obszerniej naświetlającej ten temat (np. pracy K. Fiedora).
[6] Przewodniczący zrzeszenia, które podlegało Deutsches Arbeitsfront (DAF), organizacji stworzonej rok wcześniej po zlikwidowaniu wszystkich istniejących związków zawodowych. Ściśle współpracowały one z partią NSDAP.
[7] Tak w oryginale. Nie znaleźliśmy jednak żadnych informacji na temat tej organizacji.
[8] Szacuje się, że w latach 1933-1940 do tej organizacji należało ok. 3 milionów młodych osób.
[9] Obowiązek ten skrócono do sześciu tygodni pod koniec wojny.
[10] K. Fiedor podaje, że wprowadzono obowiązek dla dziewcząt od stycznia 1937 r., lecz zapisy prawne regulujące tę kwestię zostały ogłoszone dopiero w 1939 r.
[11] Pełny wykaz stopni RAD znajduje się na końcu niniejszego opracowania.
[12] W całej Rzeszy w 1939 r. było ich 1700.
[13] Naziści zmienili tuż przed wojną zbyt słowiańsko brzmiące nazwy miejscowości. Wilkau zmieniono na Wolfau, Klautsch na Seehagen, a Schlawa na Schlesiersee.
[14] Jedno ze źródeł, pochodzące z 1938 roku, podaje również nazwę "Johann Dietrich von Hülsen". Obóz nosiłby więc imię nie feldmarszałka, ale pruskiego generała-porucznika. Być może jest to jednak pomyłka autorów przedwojennej publikacji. Jedną z funkcyjnych osób w tym obozie był zmarły w 1954 r. w Kassel Obersfeldmeister Franz Ramsch.
[15] Niektóre źródła podają, że mógł on być tożsamy z jednostką Abt. 3/102. Źródła alianckie podają, że ostatnia znana data dotycząca historii tej jednostki to rok 1943. Niewiele więcej jednak wiadomo nam na jej temat.
[16] Pełen skład organizacyjny jednostki RAD znajduje się na końcu niniejszego opracowania.
[17] Był oberarbeitsführerem. Zmarł we wrześniu 1938 r. Został pochowany w Steinau (Ścinawie), a na pogrzebie pośród wielu dostojników był sam dowódca RAD: K. Hierl.
[18] Rok później w Steinau utworzono szkołę dla kandydatek na stanowiska kierownicze w RADwJ (Reichsarbeitsdienst weibliche Jugend) - Służby Pracy dla Młodych Kobiet.
[19] Pewna anegdota głosi, że K. Hierl był przeciwnikiem noszenia swastyki na rękawach członków RAD. Ponoć A. Hitler przekonał go do tego, używając argumentu w postaci objęcia stanowiska sekretarza ds. pracy w Ministerstwie Pracy. Jak się można domyślać, była to propozycja nie do odrzucenia...
[20] W latach 1933-1939 nie jednostkom RAD nie przydzielano żadnych pojazdów. W razie potrzeb dowództwa były one rekwirowane.
[21] Około 11 200 ha.
[22] Jak wspomnieliśmy wcześniej, zmarł on w 1954 r. w Kassel w Hesji.
[23] W oryginalnym tekście wymieniony jest Abt. 2/101 - lecz zapewne jest to błąd.
[24] Taką liczbę podaje Primkenauer Wochenblatt z 31.01.1935 r. Inna gazeta z tego okresu - Polkwitzer Stadtblatt z grudnia 1935 r. informuje, że było ich 9. Liczba jednostek wzrosła ostatecznie do 11, z których cztery stacjonowały w bliskim sąsiedztwie Hierlshagen.
[25] Nie wiadomo, czy obóz wilkowski był również miejscem pracy dziewczęcych RADwJ. Wiemy jednak na pewno, że siedzibą dowództwa tej grupy stał się jednak 1 lipca 1938 r. Głogów, a powstały po reorganizacji oddział RADwJ w Glogau obejmował swoim zasięgiem powiaty miast Glogau, Fraustadt (Wschowa), Freystadt (Kożuchów), Grünberg (Zielona Góra), Sprottau (Szprotawa), Guhrau (Góra), Wohlau (Wołów), Trebnitz (Trzebnica) i Militsch (Milicz). Jednak najbliżej położone znane nam obozy pracy ochotniczej dla dziewcząt znajdowały się w Zeiskekrug Gastätte (Zaszkowie), Langemark (Krzepielowie) oraz we Fraustadt (Wschowie). Być może E. Sachs pomagała przy pracach, będąc członkinią innej organizacji, np. Bund Deutscher Mädel czy Jungmädelbund?
[26] Nazwisko nieczytelne.
[27] Powiat zielonogórski.
[28] Nazwę naziści zmienili na Heerwegen.
[29] A od 1938 r. na zachodniej granicy Rzeszy.
[30] Składały się na nie Westwall (Linia Zygfryda) na zachodzie oraz Oderstellung (Pozycja Odry), Ostwall (Międzyrzecki Rejon Umocniony) czy Pommernstellung (Wał Pomorski) na wschodzie Rzeszy.
[31] Granica z przebiegała w Geyersdorf (Dębowa Łęka k. Wschowy) i znajdowała się kilkanaście kilometrów od Wilkowa.
[32] Zaliczano do nich zarówno RAD-Gruppe 100, jak i RAD-Gruppe 101.
[33] Kierownictwo RAD wprowadziło przeszkolenie przedwojskowe decyzją z 5 lutego 1939 r.
[34] Podczas Kampanii Wrześniowej biorące w niej udział jednostki RAD wyposażono w karabiny wz.98 oraz pistolety wz.08. W Rosji natomiast wyposażano je dodatkowo w MG 34 oraz zdobyte podczas walk z Polakami lekkie karabiny maszynowe Browning (po dwa na każdy pluton).
[35] Zimą pobudka następowała godzinę później.
[36] Również z bronią.
[37] Nie podano nazwiska.
[38] Choć miała nim być osoba nazwiskiem Schwarz - wykreślono ją z listy.
[39] Ur. 22.02.1880. Po wojnie mieszkał w Weidenberg oraz w małej wsi Kirmsees niedaleko Bayreuth w Bawarii.
[40] "Listy miłosne z Engadin", komedia z 1938 w reż. W. Klingera i L. Trenkera (który był także odtwórcą jednej z głównych ról).
[41] Te ostatnie do dziś cieszą się dużą popularnością nie tylko wśród mieszkańców samej wsi czy sąsiadującej z nią Szlichtyngowej, lecz również wśród głogowian.
[42] Nazwiska Gerharda nie podano. Warto zauważyć że Heinz Lowitzsch oraz Werner Harnisch pochodzili z jednego regionu Niemiec - mieszkali zaledwie kilkanaście kilometrów od siebie.
[43] Prawdopodobnie jedynym większym drzewem w granicach obozu był wspominany w opowiadaniach dąb. Innymi drzewami były topole oraz liczne krzaki bzu zasadzone przez junaków wzdłuż południowej granicy obozu. Najbliżej położone dęby w podobnym wieku znajdowały się na terenie posesji nr 56, gdzie zostały zasadzone na planie rombu. Do dziś przetrwał tylko jeden z nich.
[44] K. Wosch (ur. 4.08.1912) po wojnie zamieszkał w Bremie. G. Mucke (ur. 1908) zamieszkiwał we wsi (pod numerem 71) aż do 1945 roku, a G. Bradtke (ur. 1895) najprawdopodobniej wymieniony jest w książkach adresowych z lat 1913 i 1930 jako G. Bratke, który mieszkał pod nr 51.
[45] W oryginale nadawca listu popełnił tu błąd i napisał: w lepszym kryzysie.
[46] Przy torach kolejowych rów miał olbrzymie, metalowe klapy regulacyjne, które zachowały się do lat 90. ubiegłego wieku. Być może cały system melioracji w tej okolicy powstał w wyniku działalności RAD.
[47] Ostudzimy być może zapał niektórych czytelników: w latach 70. trójka innych mieszkańców wsi, nie znając całej tej historii, odkryła tę skrytkę podczas poszukiwań materiałów budowlanych. Wystraszeni znaleziskiem, broń wraz z amunicją wrzucili w odmęty Odry.
[48] Dom ten jest również obecny w innej ciekawej historii: w 1915 roku pewien mężczyzna - najprawdopodobniej wojak, będący Polakiem z Wielkopolski - wysłał do pewnej panny (również Polki) z Inowrocławia pocztówkę z wizerunkiem tego domu. Napisana gwarą poznańską wiadomość zawiera głównie wyrazy wzburzonych uczuć nadawcy. Co porabiał w Wilkowie?
[49] Stopień partyjny, który nosił narzucony sołtysowi przez NSDAP. H. Grunwald (ur. 1893) posiadał znaczne połacie ziemi ornej. Przeżył wojnę i zamieszkał po wojnie w strefie sowieckiej. Inny prawdopodobny członek tej rodziny, Otto Grunwald (rzeźnik zamieszkały pod nr 96), był ortsgruppenleiterem NSDAP - naczelnikiem biura regionalnego partii. Po wojnie zamieszkał w Norymberdze.
[50] By wzmocnić siły budowlane przy budowie Westwall, część jednostek RAD na zachodniej granicy przeszła pod dowództwo wojska już we wrześniu 1938 r., choć faktycznie pracowały na rzecz wojska już wcześniej - niektóre nawet od maja.
[51] Oddziały te miały za zadanie pilnowania obozów, które opustoszały w wyniku relokacji macierzystych jednostek.
[52] Według dokumentacji wywiadu angielskiego numeracja oddziałów Wachabteilung była jednak inna. Oddział pilnujący przybierał literę "W" oraz arabską cyfrę identyczną z numeracja okręgu - przykładowo W10 dla okręgu Arbeitsgau X
[53] Oberkommando der Wehrmacht - Naczelne Dowództwo Wehrmachtu (sił zbrojnych III Rzeszy).
[54] Oczywistym chyba jest, że wspomniane raporty nie były podawane do publicznej wiadomości.
[55] Być może chodzi o Nieporęt k. Warszawy.
[56] Jak pisze M. Hansen, ze względu na katastrofalny stan arbeitsmannów i wynikające z tego tytułu skargi Wehrmachtu, Służba Pracy Rzeszy do 1943 r. została wycofana z frontu wschodniego.
[57] Niestety, angielskie źródło nie podaje dokładnie, o jaką jednostkę wojskową tu chodzi.
[58] Nie znamy niestety dokładnej daty powstania dokumentu, który wymienia jednostkę Abt. K6/101 jako stacjonującą u podnóży Karkonoszy.
[59] Powstały 4 dywizje piechoty RAD, zwane "Schlageter", "Friedrich Ludwig Jahn", "Theodor Körner" oraz "Güstrow", a także dywizje górskie: "Steiermark" i "Enns".
[60] Nieznana jest nam taka numeracja jednostki. Wiadomym jest, że w 1938 roku oddziały biorące udział w pracach fortyfikacyjnych na Westwall oznaczano dodatkowo literami (np. W dla West (Zachód), S dla Rhein (rzeka Ren). Być może N oznaczało Północ (Nord).
[61] Znajdziemy tu dowódcę nazwiskiem F. Hübbe z dopiskiem arbeitslager. Brakuje jednak jakichkolwiek informacji dotyczących pozostałych jednostek z Kreis Glogau.
[62] Na pewno istniał on już jesienią 1943 r., kiedy to przeszkolenie otrzymał niepokorny młody człowiek o burzliwych i tragicznych losach, Gerhard-Isidor Schlie. Co ciekawe - był w połowie Żydem. Zginął w 1945 roku w obozie koncentracyjnym w Neuengamme.
[63] Być może jest to błąd. Jako likwidację obozu regionaliści przyjęli dzień wymazania poczty polowej oddziału - 27 lipca 1944 r. Oddział jednak znajdował się wówczas we Francji.
[64] Również J. Chutkowski wspomina w swojej pracy o takim obozie jedynie w mieście Głogów. Mógł mieć jednak zbyt małą wiedzę na ten temat.
[65] Bohaterka fikcyjnej opowieści z początku rozdziału.
[66] "Instytut Rasy". Nie wiemy, o jakiej jednostce naukowej autor artykułu pisze. Być może chodziło mu o Universitäts-Institut für Erbbiologie und Rassenhygiene we Frankfurcie nad Menem albo o jakąś inną "naukową" jednostkę z Amt Rassenamt (Urząd ds. Rasy), która podlegała Rasse- und Siedlungshauptamt der SS - w skrócie RuSHA (Główny Urząd Rasy i Osadnictwa SS).
[67] We wsi Wilków było ich ok. 60. Informacje o przebywaniu w tej wsi robotników przymusowych uzyskaliśmy również ze spisu z Pruszkowa, wymieniającego warszawiaka Stefana Maczyńskiego, który przebywał tutaj w styczniu 1945 r.
[68] Dowodem na to jest inna kartka wysłana z tej wsi 11 listopada 1944 r., w której autor nadmienia, iż przybył do wsi o 3 w nocy. Wspomina również o transportach organizowanych przez N.S.V. Inne źródło informuje, że Wilków był centrum ewakuacyjnym dla powiatu od końca 1944 r. Brak jednak na to ścisłych dowodów.
[69] Pisownia oryginalna.
[70] Choć mogło to nie być aż tak jednoznaczne. Jak wspomina autor kroniki kościelnej: "Poznaniacy" pierwsi po ustąpieniu Niemców przybyli tutaj [i] zajęli wszystko, co było najlepsze, a z innych domów pościągali do siebie wszystko co się dało. Poczuli się tutaj panami.
[71] Wg niektórych źródeł internetowych są to podstawy pod baraki obozu RAD. Pomijając już nawet niezgodność ich ułożenia z przebiegiem obozowych baraków, proponujemy dokładnie przyjrzeć się ich bokom. Na jednym z nich znajduje się data z lat 60., zastygła podczas wylewania postumentów.