Maria rozłożyła dwa ręczniki, układając je nie obok siebie, jak robili to inni plażowicze, lecz wzdłuż leżaka, bo szykowała go dla jednej osoby. Na stoliku położyła torbę, a kiedy podszedł kelner i zaproponował coś do picia, uśmiechnęła się do niego przyjaźnie. Kelner wprawnym ruchem wypełnił kostkami lodu otwór w stoliku, po czym otworzył butelkę wina musującego, wsunął ją do lodu i powiedział do Marii:
- Czy ma pani ochotę na lampkę wina?
- Tak, z chęcią. Jak długo tu pracujesz? - zapytała, lustrując go wzrokiem.
- Niedługo - trochę niepewnie odparł kelner, patrząc jej w oczy. - Jeszcze nie minął tydzień, więc wszystko jest dla mnie nowe.
- Dobrze cię tu traktują?
- Tak, ludzie są mili i nie wściekają się, jak o czymś zapomnę czy zrobię nie tak.
- Daj mi znać, jak będziesz miał kłopoty albo poczujesz się niepewnie. - Maria znów się uśmiechnęła. - Znam menedżera.
- Dziękuję. Będę o tym pamiętał. - Kelner odszedł, posyłając na pożegnanie czarujący uśmiech.
Maria odprowadziła go wzrokiem, po czym umościła się wygodnie na szerokim leżaku. Była z niej kiedyś prawdziwa piękność, a długie blond włosy od tamtych czasów prawie się nie zmieniły, choć teraz upięła je w kok. Byli tacy, którym jej twarz kojarzyła się z pełnym gracji kotem, zapewne z powodu jej skośnych oczu. Inni mówili, że jest kobietą o zmiennych nastrojach niczym kotka, a wyraz jej oczu błyskawicznie się zmienia zależnie od stanu ducha. Potrafiła być bardzo przyjazna i bardzo niebezpieczna. To ostatnie w szczególności odnosiło się do mężczyzn.
Maria wielokrotnie zerkała w stronę restauracji i znajdujących się tam niewielkich stolików i krzeseł. Od czasów młodości wielokrotnie odwiedzała to miejsce, a teraz oczyma wyobraźni zobaczyła, jak Nico siedzi przy "ich" stoliku. Przez kilka pierwszych lat swoje notatki zapisywał w skoroszytach, które później zastąpił nośnikami elektronicznymi. Nico nigdy nie korzystał z leżaków, jednak ich spojrzenia często się spotykały w ciągu dnia. Kiedy wzrokiem zgodnie wyrażali "to coś", Maria podnosiła się i kołysząc biodrami, szła do pokoju, a po krótkiej chwili dołączał do niej Nico. Uwielbiała ten ich rytuał. Czuła się jak kot, który po wielu godzinach czuwania wreszcie schwytał mysz.
Z czułością wspominała ten pierwszy raz, gdy Nico ją tu zaprosił. Dopiero się poznali, on był przystojny, bogaty i miał wszystkie cechy, które powinien posiadać prawdziwy mężczyzna. Była od niego dużo młodsza, można by rzec, że zbyt młoda, i pochodziła z małego ubogiego miasteczka leżącego w samym sercu Hiszpanii. W towarzystwie Nica, prawdziwego bon vivanta, początkowo czuła się bardzo niepewnie, bojąc się, że zaraz popełni jakąś niewybaczalną gafę.
Leżąc na leżaku, wygrzewając się w promieniach słońca i rozkoszując się widokiem oceanu i orzeźwiającego wina, często spoglądała na Nica, a gdy ich spojrzenia się spotykały, uśmiechała się i zakładała za ucho kosmyk włosów.
Maria wygładziła materiał bikini i wyciągnęła przed siebie długie nogi. Pierwszego lata często zaszywali się w pokoju. Nico nigdy nie miał jej dość, a ona uwielbiała, gdy pożądanie przejmowało nad nim kontrolę.
Zanim pierwszy raz przyjechali do tego hotelu, nie uprawiali ze sobą seksu. Znali się już od dwóch miesięcy i Maria pragnęła pójść na całość, jednak Nico wolał poczekać na ten właściwy moment.
Maria była dziewicą, a w jego oczach - jak twierdził - jawiła mu się pełną świętości boginią.
Gdy zapadła noc po ich przyjeździe do hotelu, Nico z ogromną czułością zdjął z Marii ubranie. Jego oczy lśniły szczególnym blaskiem, do którego z czasem przywykła. Jego dłonie wędrowały po niej całej, Nico w uniesieniu pieścił jej piersi i delikatnie przesuwał język wokół sutków. Maria poczuła głęboko ukrytą tęsknotę, o której istnieniu dotąd nie miała pojęcia. Czekając na to, co miało się zdarzyć, była mocno spięta, a zarazem złakniona szczęścia. Dłonie Nica dotykały ją coraz namiętniej, a ich wargi spotkały się w pocałunku. Kiedy Maria poczuła, jak jego palce kierują się w dół jej brzucha i nagle giną w jej łonie, głośno wciągnęła powietrze i żarliwie przylgnęła do niego, jakby rozpaczliwie potrzebowała pomocy.
Po krótkiej chwili palce Nica znalazły się tam, dokąd zmierzały, a Maria otworzyła się przed nim z ledwie słyszalnym jękiem. Nico zaczął ją delikatnie penetrować, a ona zapomniała o bólu i zdenerwowaniu, przenosząc się do innego wymiaru, czyli do nieznanej jej dotąd krainy najwspanialszych doznań.
Kochanek ostrożnie zaczął w nią wchodzić, lecz po chwili, nie mogąc dłużej pohamować ogarniającego go pożądania, jego ruchy stały się szybsze, aż w końcu z ciężkim westchnieniem opadł na nią. A Maria aż pęczniała z dumy. To ona, właśnie ona potrafiła usatysfakcjonować i zaspokoić mężczyznę, którego pożądały wszystkie kobiety!
Po tej pierwszej cudownej nocy ich życie erotyczne nieustannie stawało się jeszcze lepsze i ciekawsze, podobnie jak długa podróż, która wraz z upływem czasu wydaje się coraz piękniejsza i coraz bardziej egzotyczna.
Maria uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała na okno pokoju, w którym zawsze zatrzymywała się z Nikiem. Spędzili w nim tak wiele godzin wypełnionych seksem i rozkoszą! Mieli siebie, co w zupełności im wystarczało, za to wciąż brakowało im czasu na przebywanie tylko we dwoje, więc nawet dzieci czy inni członkowie rodziny nie ośmielali się odbierać im tych wspólnych chwil.
Nico aż do samego końca ciężko pracował, a Maria bardzo za nim tęskniła. Ale od samego początku ich związku przeczuwali, że nie będzie im dane razem się zestarzeć.
Z zamyślenia wyrwał ją młody kelner, który przechodził obok jej leżaka. Czy przypadkiem się do niej nie uśmiechnął? Maria z uznaniem przyjrzała się jego smukłemu, opalonemu ciału. Nie miał tak szerokich ramion jak Nico ani wąskich bioder czy ślicznej pupy, ale ogólnie rzecz biorąc, niezły był z niego przystojniak.
Popatrzyła na hotelowych gości, ale nie po to, by porównywać się z młodszymi kobietami. To nie byłoby w jej stylu. Żaden żyjący organizm nie jest odporny na upływ czasu, więc nie ma powodu, by za wszelką cenę próbować zachować młodość. Maria już jako mała dziewczynka nauczyła się akceptować życie takim, jakie jest. Odkryła również, że prawdziwa miłość to jedna z niewielu rzeczy, których nie da się kupić.
Właśnie dlatego nie wyszła ponownie za mąż. Skąd mogłaby wiedzieć, że mężczyzna kocha ją, a nie jej wielką fortunę? Nico pragnął jej takiej, jaką była, a Maria nigdy nie wątpiła w szczerość jego uczuć, był dla niej tym jednym jedynym.
Maria jak zwykle była mocno opalona. Choć jej ciało mocno się zmieniło przez te wszystkie lata, nie zamierzała go ukrywać w jednoczęściowym stroju kąpielowym. Miała na sobie dopasowane bikini, które zakrywało to, co powinno, poza fałdkami na miękkim brzuchu i nie do końca jędrnymi udami. Skoro ona musiała z tym żyć, to inni też powinni się do tego przyzwyczaić.
Spojrzała na tak dobrze jej znane fale oceanu. Choć otoczenie z roku na rok się zmieniało, ocean wciąż był taki sam. Przez Marię przebiegł dreszcz, po czym spojrzała na górę wznoszącą się naprzeciwko niej. Z miejsca, w którym siedziała, mogła dostrzec ostry zakręt, który zawsze wywoływał w niej strach w drodze do ośrodka. Za każdym razem, gdy nim jechali, chowała twarz w ramieniu Nica i modliła się w myślach o to, by nie spadli w przepaść. Jednak teraz, po wybudowaniu nowej, łatwiejszej trasy, droga przez górę została zamknięta. Poza tym nie było już przy niej Nica, w którego ramionach mogłaby się ukryć.
Gdy leżała w swoim pokoju i przysłuchiwała się szumowi fal dochodzącemu zza okna, usłyszała oddech Nica. Zazwyczaj zasypiał przed nią, a ona leżała przy nim w łóżku i odpoczywała po gorącym seksie.
Młody kelner ponownie przeszedł obok niej i posłał jej uśmiech. Był krótko ostrzyżony, a z tyłu głowy ogolony na zero. Miał sprawne ruchy, a na jego ustach gościł przyjazny uśmiech, w którego szczerość Maria wierzyła bez zastrzeżeń.
Podniosła się i zeszła po schodach do wody. Nico zawsze ją obserwował, gdy szła popływać. Schody wiodące do oceanu były zalane, czasem nie, w zależności od stanu wody. Dno było zdradliwe, mogło się zmienić z dnia na dzień i zdarzało się, że z ostatniego stopnia od razu wpadało się w głębię. Przez kilka pierwszych lat nie było tu ratowników, ale na szczęście miała Nica. Teraz na terenie kąpieliska zawsze był ktoś dbający o bezpieczeństwo gości w wodzie.
Miała ze sobą żółte bikini w zielone kwiaty, w które zamierzała się przebrać po kąpieli. Zawsze tak się ubierała, by czuć się seksownie. Wspomniała pewne zdarzenie sprzed lat. Znów poczuła na sobie spojrzenia Nica w tamtej niezwykłej chwili, gdy po raz pierwszy się spotkali, znów wyczuła tę otaczającą go aurę. Stała wtedy przy barze i usiłowała wyglądać na niezależną i pewną siebie, choć w rzeczywistości była nieśmiała i źle się tu czuła, kompletnie nie na miejscu. Kilka miesięcy wcześniej została odkryta przez łowcę talentów i szybko wprowadzono ją do światka pięknych kobiet i bogatych mężczyzn. Miała już za sobą kilka zleceń jako modelka, brała też udział w prestiżowym pokazie mody. Ale wtedy pojawił się Nico, który chciał mieć ją tylko dla siebie. Nie mogła należeć do nikogo innego, co, szczerze mówiąc, bardzo jej odpowiadało. Zostali połączeni przez miłość, a płomień namiętności rozpalał ich perfekcyjne ciała aż do samego końca.
Woda w oceanie była dość chłodna, więc Maria zanurzyła się tylko na krótką chwilę, po czym narzuciła na siebie szlafrok, poszła do łazienki, przebrała się i położyła się z powrotem na leżaku. Przez szkiełka ciemnych okularów przeciwsłonecznych zauważyła, że krążący w pobliżu kelner raz po raz zerka na nią. Jej uroda wciąż działała na mężczyzn, nawet tych młodszych. Zrobiło jej się ciepło na sercu, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Spojrzała w kierunku stolików, gdzie siedział Nico i kiwał potakująco głową, uśmiechając się do niej. Płynnymi ruchami nasmarowała się olejkiem do opalania. Musiała poczekać, aż skóra wchłonie ostatnie kropelki kosmetyku. Jej dłonie były delikatne i wrażliwe na dotyk. Kelner, który teraz siedział przy barze, przyglądał się jej z tęsknotą w oczach.
Jego oczy spoczywały na niej. Choć drugi kelner zajęty był obsługiwaniem gości, "jej" kelner dziwnym trafem cały czas znajdował się w jej polu widzenia. Po obu stronach kąpieliska stało osiem leżaków zwróconych w stronę oceanu. Maria zawsze wybierała ten z numerem sześć - nie z powodu samego numeru, ale dlatego, że był najlepiej usytuowany względem baru i stolików. Puerto de Mogán było przytulnym i spokojnym nadmorskim miasteczkiem. Białe domy z kolorowymi wzorkami na murach tylko dodawały mu uroku. Wzdłuż wąskich uliczek kwitły piękne bugenwille pnące się po ścianach budynków.
Odkąd została sama, często chodziła na spacery po miasteczku. W dawnych czasach, z Nikiem, rzadko opuszczali teren hotelu. Zwiedzili co prawda kilka innych miejsc, jednak to właśnie hotel w Mogán był ich ulubionym miejscem. Śniadanie jedli zawsze w pokoju, niekiedy też kolację, a od czasu do czasu stołowali się w najlepszych restauracjach w okolicy. Maria zakładała wtedy jedną ze swoich ślicznych sukienek, a Nico dopasowane spodnie i koszulę z krótkim rękawem. Ubierali się podobnie jak inne pary, jednak ich niezwykła uroda przyciągała zaciekawione spojrzenia przechodniów. Początkowo Maria czuła się tym skrępowana, jednak Nico swoim spokojnym i naturalnym sposobem bycia sprawił, że po jakimś czasie przywykła do tego, a nawet w ogóle przestała zwracać na to uwagę. Natomiast teraz mogła przechadzać się po miasteczku zupełnie niezauważona, co bardzo jej odpowiadało, gdy nie mogła już schować się w ramionach Nica.
Gdy Maria znów spotkała się wzrokiem z młodym kelnerem, posłała mu przyjazny uśmiech. Kiedyś, dawno temu, też była młoda, pełna nadziei i planów na przyszłość. Patrząc wstecz, nie zmieniłaby nic w swoim życiu. Nie wszystkim dane było przeżyć taką namiętność, jaka buzowała między nią a Nikiem, a nawet jeśli tak, to niewielu parom udało się utrzymać ją do samego końca. Ich gorące pocałunki i pieszczoty nieraz trwały kilka pełnych namiętności godzin. Ach, jak wspaniale do siebie pasowali, jak cudownie łączyły się ich ciała, no i te ich pełne namiętności spojrzenia i delikatny język Nica poruszający się dokładnie tam, gdzie lubiła. Natomiast Maria rzadko brała do ust jego penisa, ponieważ Nico wolał być w niej. Chciał czuć, jak ich ciała stapiają się ze sobą, co napawało ją dumą i sprawiało, że czuła się najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
Zanim spotkała Nica, jej życie nie było usłane różami. Żeby wyżywić wielodzietną rodzinę, jej rodzice musieli harować w polu. Maria była samotnym dzieckiem i czuła, że nie pasuje do reszty rodziny, jakby trafiła tam przez przypadek. Nawet dzisiaj niemal nie utrzymuje kontaktu ze swoim rodzeństwem.
Jej rodzice zmarli już dawno temu, ale ostatnie lata żyli w dostatku, bo Nico się nimi zaopiekował. Kupił im porządny dom i zadbał o to, by na nic im nie brakowało. Nico zawsze powtarzał, że Maria na tle swojej rodziny była jak piękna, zagubiona wróżka. Porównywał ją do ćmy latającej w dzień wśród motyli. Tutaj natomiast to Maria była motylem, a inni ćmami.
Spojrzała na ekran telefonu, by sprawdzić, która godzina. Po szóstej na terenie kąpieliska nie było już obsługi, ale za chwilę kelnerzy przejdą się między gośćmi, którzy wynajęli leżaki, proponując im kawę i ciastko. Oczywiście po krótkiej chwili przy Marii pojawił się jej kelner z pełną tacą.
- Jak masz na imię?
- Roberto. Niestety! Nie wiem, co moim rodzicom wpadło do głowy, by nadać mi takie imię - powiedział kelner, uśmiechając się nieśmiało.
- Moim zdaniem to bardzo ładne imię. Poza tym to tylko imię. Najważniejsza jest osoba, która za nim się skrywa.
- Racja, dziękuję. A pani nazywa się Maria?
Skinęła potakująco głową i sięgnęła po ciasto. Nie miała na nie ochoty. Było za słodkie. Roberto uśmiechnął się i spojrzał jej prosto w oczy.
- Do zobaczenia później - powiedział i odszedł w stronę baru.
Maria patrzyła na niego, gdy odchodził, tłumiąc w sobie śmiech. To jego "do zobaczenia później" miałoby sens, gdyby kelner miał wieczorną zmianę, ale jeśli Maria zje kolację w pokoju, Roberto będzie musiał obejść się smakiem. A może ona też miała nadzieję, że jeszcze się spotkają? Był przecież czarujący, przystojny i sprawiał wrażenie dobrego chłopaka. Maria wypiła ostatni łyk kawy i spakowała swoje rzeczy. Kiedy mijała kelnera, jeszcze raz uśmiechnęli się do siebie. Doświadczenie nauczyło ją, że wszystko może się zdarzyć. Życie czasem toczy się tak, jak sobie zaplanowaliśmy, ale czasem też zaskakuje nas czymś nieoczekiwanym. Tak jak wtedy, gdy spotkała Nica.
Jej pokój należał do najlepszych w hotelu, a z okien rozpościerał się widok na ocean z jednej strony i na port z drugiej. Nocą zawsze zostawiała uchylone drzwi balkonowe i przysłuchiwała się uspokajającemu szumowi fal, miauczeniu kotów i świergotaniu ptaków.
Strumień wody spływał po niej. W powietrzu unosił się zapach różanego mydła, a jej dłonie przesuwały się po jej gładkiej skórze. Maria zamknęła oczy i zobaczyła przed sobą Nica namydlającego jej ciało. Z rozkoszy odchyliła do tyłu głowę, czując pulsowanie między udami, które nasilało się wraz z coraz szybszymi ruchami dłoni. Po krótkiej chwili ogarnęła ją fala rozkoszy i Maria westchnęła głęboko. Potrafiła się zaspokoić, ale nic nie równało się orgazmowi, który mógł dać jej Nico. Już nigdy tego nie zazna, ale nie pogardziłaby czymś, co choć trochę by go przypominało.
Odwiesiła słuchawkę prysznica i otuliła się dwoma ręcznikami - jeden związała wokół włosów, a drugi wokół nagiego ciała. Zrelaksowana wyszła na balkon, z którego bacznie przyglądała się ludziom stojącym na dole. Rozmawiali i śmiali się, przyciągając uwagę kilku wygłodniałych kotów. Przypuszczała, że ci ludzie, tak samo jak ona, spędzali tu swoje długo wyczekiwane wakacje. Udzielił się jej ich wesoły nastrój i na twarzy Marii zagościł uśmiech. Może jednak powinna zjeść kolację w towarzystwie innych gości?
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.