Mój wzrok cały czas przyciągała biała suknia, niewinnie wisząca w pokrowcu na drzwiach szafy. Odwróciłam spojrzenie na okno, za którym królował księżyc w pełni, i otarłam nieproszoną łzę, która wypłynęła. Jutro miał być najważniejszy dzień w moim życiu. Niestety mój były narzeczony stwierdził, że ślubu nie będzie. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć, a jego stwierdzenie, że już mnie nie kocha, napędziło machinę złości. Nie da się tak po prostu pstryknąć palcami i odkochać. Nie zawsze dochodziliśmy do porozumienia, to fakt. Jednak nigdy nie było na tyle źle, bym mogła dostrzec jakiekolwiek symptomy świadczące o tym, że Mikołaj może odwołać ślub. Moje serce obciążyło rozczarowanie, szok, niedowierzanie, no i strach, jak poinformować wszystkich gości weselnych. Jeszcze nie dotarły do mnie wszystkie wydarzenia minionego dnia. Miałam wrażenie, że razem z gorącym prysznicem zmyłam z siebie wszystkie emocje, tylko złość i rozgoryczenie mi towarzyszyły. Dodałam do tego butelkę szampana, celebrując rozpoczęcie nowego życia, choć zupełnie inne, niż było w planach. Dopiero gdy zaszumiało mi w głowie, położyłam się spać.
Rano kawa i milion telefonów do rodziny i przyjaciół. Z każdym zamieniłam kilka słów. Starałam się trzymać, aby nie płakać, słysząc pocieszenia. Złość we mnie rosła coraz mocniej z każdą rozmową. Głowę mi rozsadzało od natłoku myśli i emocji. Cały dzień wisiałam na telefonie. Opadłam w końcu leniwie na kanapie, zadowolona, że już to mam z głowy. Planowałam otworzyć wino i się zrelaksować, niestety moje plany uległy zmianie w momencie, w którym po mieszkaniu rozległ się dźwięk domofonu.
- Już otwieram - rzuciłam zrezygnowanym głosem, naciskając przycisk zwalniający zamek. Nie musiałam długo czekać, aż usłyszałam na klatce krzyki moich dziewczyn. Pokręciłam głową i mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Ślubu nie będzie, ale impreza nie została odwołana - stwierdziła moja przyjaciółka, która miała być świadkową. Wpadła mi w ramiona i mocno mnie przytuliła, szepcząc mi na ucho: - Jak się trzymasz? - Odsunęła się, a ja kiwnęłam głową na znak, że dobrze.
- Dobrze zrozumiałam, że idziemy się zabawić? - mruknęłam z dezaprobatą. Nie było sensu się wykręcać, bo niezależnie od mojego podłego humoru i tak wyciągnęłyby mnie siłą. Przeszłyśmy do salonu, a ja pomyślałam, że może to nie taki zły pomysł. Lepiej pić w towarzystwie niż samej. Skoro tak czy tak miało się skończyć na piciu, to byłam na tak.
- No pewnie! - wykrzyknęły dziewczyny niemalże w tym samym momencie.
- A mam coś do powiedzenia? - zapytałam, kręcąc głową z uśmiechem. Uwielbiałam je wszystkie i doceniałam to, że jednak przyszły, nie pozwalając mi być w takim momencie samej.
- Nie!
- Ależ wy dzisiaj zgodne - podsumowałam z przekąsem. - Dajcie mi się chociaż przebrać.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.