Jeszcze tyle miejsc
Najpiękniejsze było to, że mogła mieć własny świat, a mimo to każdego dnia znowu wybierała drogę do ich wspólnego domu.
Andrzej coraz częściej myślał, że właśnie na tym polegała największa zmiana w ich małżeństwie. Kiedy byli młodzi, chcieli być razem bez przerwy, jakby każda godzina osobno była godziną straconą. Później przyszły dzieci, praca, obowiązki, pieniądze, problemy i wszystkie wydarzenia, które omal ich nie rozdzieliły. Teraz uczyli się czegoś zupełnie innego - mogli mieć oddzielne światy, a wieczorem znowu spotykać się w jednym.
Mariola miała pracę w żłobku. Andrzej swoją firmę. Dominika coraz szybciej budowała własne życie zawodowe. Sabrina była już pełnoletnia i coraz mniej potrzebowała rodziców do podejmowania decyzji.
Dom Mazurów przestawał być miejscem, wokół którego kręciło się życie czterech osób.
Andrzej nie chciał jednak, żeby wraz z dorastaniem córek skończyły się również ich wspólne przygody.
Przeciwnie.
Miał wrażenie, że dopiero teraz naprawdę mają na nie czas.
Zdjęcia z Egiptu nie zdążyły jeszcze dobrze trafić do albumów, a on już przeglądał następne katalogi. Mariola śmiała się z jego niecierpliwości, ale znał ją zbyt dobrze. Wiedział, że jej pierwsze "nie" bardzo często oznaczało tylko: "przekonaj mnie".
W sierpniu 2001 roku znowu pakowali walizki.
Tym razem lecieli na Wyspy Zielonego Przylądka.
Od pierwszych godzin czuli, że trafili w miejsce inne niż wszystkie, które odwiedzili wcześniej.
Egipt miał ciężar historii. Człowiek chodził tam pomiędzy śladami ludzi żyjących tysiące lat wcześniej i mimowolnie myślał o przemijaniu.
Wyspy Zielonego Przylądka były inne.
Tutaj przede wszystkim czuło się przestrzeń.
Ocean.
Wiatr.
Słońce.
Muzykę.
I pewną lekkość życia, która bardzo odpowiadała Marioli.
Andrzej obserwował żonę i coraz częściej łapał się na tym, że podczas urlopów patrzy na nią inaczej niż w domu.
W Monachium widział Mariolę rano przed pracą, zmęczoną wieczorem, stojącą przy lodówce, szukającą czegoś w szafie, rozmawiającą przez telefon z Arletą albo martwiącą się córkami.
Na wakacjach znikała codzienność.
Mariola znowu stawała się przede wszystkim kobietą.
Jego kobietą.
I Andrzejowi bardzo się to podobało.
Podczas jednej z wycieczek zobaczyli coś, co Andrzej znał dotąd właściwie tylko z książek.
Rozgrzane powietrze drżało nad ziemią. Daleko przed nimi pojawił się obraz przypominający wodę, choć żadnej wody tam nie było.
Fatamorgana.
Natychmiast przypomniała mu się przeczytana przed laty książka
"W pustyni i w puszczy".
Jako chłopak próbował sobie wyobrazić, jak można widzieć coś, czego naprawdę nie ma. Teraz stał obok Marioli tysiące kilometrów od miejsc swojej młodości i oglądał to na własne oczy.
Lubił takie chwile.
Podróże powoli zamieniały rzeczy znane z książek, filmów i opowieści w prawdziwe wspomnienia.
Jeszcze większe wrażenie zrobiła na nich Buracona, słynne Niebieskie Oko. Światło wpadające pomiędzy skały sprawiało, że fragment wody przybierał niezwykłą, intensywną barwę.
Mariola długo patrzyła w dół.