2
HOKKAIDO
Skąd znał mój adres? - monologowałam do dyni hokkaido, którą właśnie miksowałam na zupę krem. Ostrza blendera wwiercały się w gąbczastą strukturę. Pomarańczowa breja bryzgała, siejąc spustoszenie na białych kafelkach, białych meblach i białej podłodze.
Mimo to hokkaido była moją przyjaciółką. Nie wymagała obierania ze skóry i można było z niej zrobić wszystko, od kotletów przez zupę po ciasto. Jedna dynia, menu na cały dzień. Jak większość wynalazków z Japonii hokkaido była dziwna, ale genialna.
Jak większość wynalazków z Europy wełniany golf, który miałam na sobie, był awangardowy i bezużyteczny. Drapał, uciskał szyję i zdecydowanie nie nadawał się do gotowania obiadu, nawet w jesienne przedpołudnie.
- Biorąc pod uwagę fakt, że nie zmieniłam adresu od trzydziestu lat - tłumaczyłam dyni - nie musiał wynajmować detektywa Rutkowskiego, żeby mnie znaleźć.
Moja przyjaciółka zabulgotała ze zrozumieniem, a ja podjęłam próbę wyswobodzenia się z przydługiego swetra, zanim mnie udusi. Po krótkiej szamotaninie cisnęłam różowy golf pod stolik obserwowana przez dwie pary młodych i wnikliwych ślepi. Tylko czekać, aż Wandzia i Staś zdejmą swoje podkoszulki i wszyscy będziemy paradować na golasa w pachnącej dynią i niedawnym remontem kuchni.
Odgarnęłam włosy, nabrałam powietrza w płuca i rozlałam gęsty krem do ceramicznych miseczek.
- Wyborna zupa na stole. Mmmm, ten zapach, ten smak, ta konsystencja! - zapraszałam do stołu, naśladując ton Roberta Makłowicza.
Staś mieszał pomarańczową papkę, nachylając głowę nad miseczką. Wandzia, w dostawionym krzesełku z tacką, więcej wchłaniała przez skórę, niż jadła, ale przynajmniej komplet moich dzieci był przy stole jednocześnie. Delektowałam się tym. Chwilowe spełnienie, ciepło, mamowatość opanowały mnie i zatrzymały.
- Tatuś wraca jutro? - Staś zamyślił się nad kolejną łyżką.
- Za tydzień.
- Mówiłaś, że w niedzielę, a dziś jest sobota. Po sobocie jest przecież niedziela.
- W niedzielę za tydzień, Stasiu. Pojedziemy na lotnisko, będziemy liczyć samoloty i trzymać kartkę z napisem: "tata - daddy".
Wtedy Wandzia skończyła "jeść" i zaczęła zdejmować dyniową maseczkę nawilżającą z buzi, gaworząc znajome "tatatatata".
Tatatatata, czyli Niko, pracował na platformie wiertniczej rzuconej gdzieś na Morzu Norweskim. Potężna i nowoczesna Gro Harlem była jego drugim domem. Albo drugą żoną. Nie miałam pewności.
Rodzinna tradycja. Dziadek Jansen pracował na platformie wiertniczej. Ojciec Jansen pracował na platformie wiertniczej. Niko Jansen był genetycznie zaprogramowany do pracy na platformie wiertniczej.
Na początku asystował technikom, potem trochę spawał, pomagał wiertaczom, aż wreszcie sam stał się głównym wiertaczem, czyli najważniejszą osobą na wydobywczym poligonie. Mokro, zimno, wichura. Wszystko się trzęsie, a on kieruje wiertłem tak, żeby nikt nie stracił życia, zdrowia i majątku. Niko w swoim żywiole.
Rok temu awansował. Nadzorował teraz prace wydobywcze z poziomu informatycznego, z wysokości skórzanego fotela z miękkimi podłokietnikami. Cicho, sucho i wygodnie. Dla Niko raczej degradacja niż awans, ale nie odrzuca się podwyżki, kiedy w bagażu żona, małe dziecko i drugie w drodze.
- A kiedy przyjedzie babcia? - Staś nie dawał za wygraną.
- Nim spadnie pierwszy śnieg. Tak się umówiliście, pamiętasz?
- A dlaczego nie pojechaliśmy z nimi na te wakacje do Dominiki?
- Na Dominikanę. Bo Wandzia jest za malutka, żeby lecieć na Dominikanę.
- Ale dlaczego?
- Bo niedawno się urodziła.
- Dlaczego?
- Bo tak wskazywał termin porodu.
- Dlaczego?
- Bo minęło dziewięć miesięcy od poczęcia.
- Dlaczego?
- Bo czas płynie.
- Dlaczego?
- Spytaj Einsteina.
- Kogo?
- Takiego pana.
- Tego, który był u nas wczoraj? To pan Einstein?
Wandzia jęknęła w odpowiednim momencie. Solidarność jajników. Rozdziawiła buzię, ukazując nabrzmiałe dziąsła i wyciągając rączki do "mami".
Zbyłam mojego synka, łamiąc wszystkie zasady idealnego rodzica z książki Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły1. Udałam, że nie słyszę pytania, czy Albert Einstein to Janek Wybicki. Ten Janek Wybicki.
Staś nie był usatysfakcjonowany. Czuł smród oszustwa, którym zionęłam jak smok wawelski ogniem.
Starałam się zrekompensować wcześniejszą ignorancję zabawą w Boba Budowniczego, a kiedy moje pomarszczone po długiej kąpieli i najedzone kaszą manną dzieci wreszcie zasnęły, schowałam głowę pod kołdrę i wyobrażałam sobie, że jestem głęboko pod ziemią.
Nikt mnie nie widzi, nikt mnie nie słyszy.
Zakopałam się głębiej między poszewkę i na chwilę zniknęłam.
Byłe miłości nie powinny wyłaniać się z odmętów przeszłości, by mącić teraźniejszość. A noszenie golfów trzeba dopisać do listy tortur w Guantanamo.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI
PEŁNY SPIS TREŚCI:
PROLOG
1. ALOHA
2. HOKKAIDO
3. KOSTKA POLSKA
4. ŻÓŁTY BYT
5. SIEDEMSET TRZYDZIEŚCI DWA DNI
6. OPADŁE WITKI
7. CO POWIE RYBA
8. BOGURODZICA
9. FUCK
10. ŁYSY TO KUDŁATY
11. BIZNESPLAN
12. CZERWONY DYWAN
13. HONOLULU
14. ASPEN
15. KOCIE ŁBY
16. BOJOWNIK I SIOSTRA ANASTAZJA
17. ABSOLUTNIE
18. Z PAMIĘTNIKA NASTOLETNIEGO REMONCIARZA
19. NESESER
20. MENTALNA KANAPA
21. RAUTY
22. ODLOT
23. PODZIEMNE ŻYCIE
24. NAUPAKA
25. GRUZ
26. RUMIANE LICO
27. LEGO
28. UCZTA ALIKA
29. MARKI LUKSUSOWE
30. DUŻY MIŚ
31. CZARY-MARY
32. SUKIENKA
33. PELERYNA
34. ZAKOCHANE PARY
35. NIEBO OD ŚRODKA
36. NOWINY WIELICKIE
37. PARYTETY
38. MAX
39. MIÓD I ŻURAWINA
40. REANIMACJA
41. ZA OSIEM GODZIN
42. WIRUJĄCA SUKIENKA
43. SUFIT, KTÓRY NIE SPADŁ
44. ZGŁASZAM REKLAMACJĘ
45. MAMONA
46. MARYLAND
47. POSZEWKA
48. MAMA I TATA
49. UKULELE
50. TERMINAL
51. DESPACITO
52. LISTY DO MARYSIEŃKI
53. POTWÓR
54. MIAMI
55. KANION
56. MARIA ANTONINA
57. NORWESKI SZAMAN
58. NARODZINY W VERONIE
59. KRUSZONKA
60. KAPUT FRANCISZKAŃSKI
61. GRANAT NA WIOSNĘ
62. PIEPRZ
63. TURECKI DYWAN
64. PULPET
65. SZORSTKI RĘCZNIK
66. POCAŁUNEK W DESZCZU
67. MUCHY NAD TALERZEM
68. DAMA Z ŁASICZKĄ
69. DZIECI TO NIE FIORDY
70. WIKING POD ZIEMIĄ
71. NIEBIESKI REFLEKTOR
72. NIE CIERPIĘ BLONDYNÓW
73. BIAŁA KREDKA
74. DIRTY DANCING
75. COŚ SIĘ SKLEJA, COŚ SIĘ SYPIE
76. DRUGIE HAWAJSKIE TOWARZYSTWO
77. LEI
EPILOG. ŻEBY TU WRÓCIĆ, MUSIELIŚMY WYJŚĆ
SŁOWNIK HONOLULU
PODZIĘKOWANIA
1 Adele Faber, Elaine Mazlish, Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły, Media Rodzina, 2013.