Rozdział 4. Agne i Bear
Berlin, wiosna 2023 roku
Nikita sięgnął po niewielką walizkę, która kołysząc się na boki, zaliczyła kolejną rundę na taśmie transportującej bagaże, by w końcu trafić w jego ręce. Była jedną z ostatnich, które nie wróciły do swych właścicieli. Wajda przeczekał największy tłok. Oparty o filar, w bezpiecznej odległości, przyglądał się dygoczącej masie pasażerów, która otoczyła podajnik taśmowy i w rytmicznym pulsowaniu wypatrywała swojej własności. Gdy pojawiły się pierwsze walizki, plecaki i torby, tłum rozdarł się na małe energiczne elektrony, które przepychając się, docierały do maszyny wypluwającej bagaże i z entuzjazmem wyrywały swoje drogocenne tobołki. Tak to widział. A może tak to sobie tylko wyobrażał? Może jego umysł szukał uzasadnienia irracjonalnego strachu przed ludźmi i to wszystko wyolbrzymił? Profesor potrzebował tego obrazu, by jego mózg zaakceptował decyzję o wycofaniu. O uniknięciu tego całego ocierania, przeciskania, dotykania i bycia dotykanym, przepraszania i uśmiechania się bez przyczyny. Wzdrygnął się na samą myśl o tym, że mógłby zostać popchnięty. Bał się swojej reakcji.
Wreszcie postawił walizkę na posadzce. Wyciągnął rączkę i ruszył przed siebie. Na zewnątrz czekał na niego Franek z jakąś dziewczyną. Hebel rzucił mu się w objęcia, ale widząc jego chłodną reakcję, cofnął się i zmieszany schował dłonie w tylnych kieszeniach spodni.
- Witam, szefie.
Młodszy mężczyzna skinął głową w kierunku stojącej obok dziewczyny, która wyciągnęła dłoń w stronę Nikity. Wyglądała bardzo młodo, ale pierwsze wrażenie mogło być mylące. Miała kolczyk w nosie i krótkie różowe włosy. Tego samego koloru były jej flyers oraz martensy. Jedynie bojówki wyróżniało khaki. Wajda lubił taki styl. Dziewczyna w ustach trzymała lizaka i spoglądała na niego z uśmiechem, prezentując jednocześnie aparat na zębach. Była ładna.
- Cześć, jestem Agne Vitkus. - Dziewczyna sięgnęła po jego dłoń, z którą nie bardzo wiedział, co ma zrobić, i ścisnęła ją mocno. - Siora Beara.
- Kogo? - zapytał zdziwiony.
- No Franka. Wszyscy nazywają go Bearem od tego podróżnika, który pije swój mocz... To znaczy Franek nie pije swojego moczu, tylko jest w stanie przetrwać w każdych...
Nikita patrzył na nią wielkimi zielonymi oczyma i zastanawiał się, czy to, co mówi, ma być zabawne. Na wszelki wypadek się skrzywił, ale grymas nie przypominał uśmiechu. Kiwnął głową i ruszył w stronę stojącej w zatoczce toyoty avensis. Wiedział, że to wóz Hebla. Wysyłał mu na Messengerze fotki tego auta, zanim je kupił.
Franek zmierzył wzrokiem Agne, po czym ruszył za profesorem. Gdy już byli w samochodzie, podłączył swój telefon do Apple Car, wybrał Spotify i włączył playlistę. Wiedział, co lubi jego szef. Po chwili w kabinie rozległy się dźwięki gitar oraz miękki głos Eddiego Veddera. Kierowca zerknął we wsteczne lusterko. Nikita już siedział na tylnej kanapie i gdy popłynęły pierwsze dźwięki, całe napięcie zniknęło z jego twarzy. Hebel przekręcił kluczyk w stacyjce.
- Jak podróż? - zagaił.
- Krótka. - Profesor zapiął pasy. - Nie mówiłeś, że masz siostrę...
Agne, która położyła właśnie obie nogi na desce rozdzielczej toyoty, spojrzała na Franka.
- Nie mówiłeś?
Kierowca uciekł wzrokiem w stronę bocznego lusterka.
- No jakoś nie było okazji...
Wajdzie przemknęła przez myśl pewna wątpliwość. Rodzeństwo o różnych nazwiskach? Jednak gdy tylko zadał sobie to pytanie, w głowie pojawiło mu się przynajmniej kilka racjonalnych odpowiedzi. Nie roztrząsał. Zdecydował, że nie będzie dopytywać.
- A poza tym to nie siostra, tylko kuzynka - uzupełnił Bear.
Nikita uśmiechnął się pod nosem.
- Czym się zajmujesz? - zapytał, kierując wzrok na dziewczynę.
Agne zmieniła pozycję. Usiadła kolanami na siedzeniu i jedną ręką złapała zagłówek. Nie ukrywając zadowolenia z zainteresowania, jakim obdarzył ją słynny profesor, wyciągnęła lizaka z ust.
- Oficjalnie jestem programistką... - Zawiesiła głos i wbiła wzrok w zielone tęczówki oczu profesora, jakby w oczekiwaniu na komentarz albo kolejne pytanie.
- Oficjalnie?
- Agne - odezwał się z pretensją w głosie Hebel.
- Jestem niezależną konsultantką. - Dziewczyna zignorowała kuzyna. - Pomagam ludziom, którzy potrzebują pomocy...
- Pomocy? - Nikita zdawał się coraz bardziej interesować tym, co mówi dziewczyna.
- No na przykład wtedy, gdy ktoś zapomni hasła do komputera swojego lub swojej żony czy też PIN-u do karty. Albo potrzebuje nagrania dokumentującego jakiś wypadek z kamer miejskich, albo...
- Agne, przestań! - podniósł głos Hebel. - I zapnij pasy!
Toyota minęła znak z napisem Berliner Ring i po chwili wjechała na autostradę A10.
- Czyli jest pani hakerką?
Dziewczyna umościła się ponownie w fotelu, wyciągając swoje długie nogi na tablicę rozdzielczą toyoty.
- White hat.
- White hat?
- Etyczna hakerka. - Hebel wyszczerzył zęby i lekko klepnął dłonią w udo dziewczyny. Agne posłała mu wzrokiem pioruny.
- Testowanie penetracyjne systemów bezpieczeństwa, monitorowanie sieci, identyfikacja i naprawa luk w systemach bezpieczeństwa. Jestem aniołem stróżem. - Wyciągnęła lizaka z ust i sięgnęła do osłony przeciwsłonecznej. Spojrzała w lusterko i ułożyła grzywkę. - Mówił ktoś już panu, że przypomina tego aktora z filmu The Snowman? Nie znam polskiego tytułu, na podstawie książki Jo Nesb?. - Dziewczyna wyciągnęła czarną szminkę i poprawiła sobie usta. - On też jest rudy jak pan. Aua! - Zareagowała na silny uścisk Franka na swoim udzie. - No co ty! - Spojrzała na kuzyna i wróciła do malowania ust. - Ten aktor nazywa się Michael Fassbender. Świetny facet!
Nikita odchrząknął.
- Czytałem jakiś czas temu, że kilku hakerów z Polski, z grupy Anonymous, brało udział w zorganizowanej akcji przejęcia kontroli nad rosyjską agencją kosmiczną Roskosmos. Po tej akcji Rosjanie zostali pozbawieni dostępu i możliwości nadzorowania własnych satelitów szpiegowskich rozlokowanych w przestrzeni kosmicznej. Czy to nie wtedy Ukraińcy odbili Chersoń? - Odchrząknął znacząco. - Na zamkniętych forach mówiło się, że mózgiem całej tej operacji była hakerka ze Szczecina. Zaraz, jak ona miała... - Nikita zawiesił głos, jakby się nad czymś zastanawiał. - A tak, już sobie przypominam, Nyja. Obił ci się może ten nick o uszy?
Dłoń, w której trzymała szminkę, znieruchomiała. Spojrzała na odbicie w lusterku. Dostrzegła tylko dwa jasnozielone punkciki. Przełknęła ślinę i opadła plecami na oparcie siedzenia.
- Nie wiem, o czym pan mówi. - Dziewczyna założyła ręce na piersi i wbiła wzrok przed siebie.
Nikita wychylił się. Jego twarz nie pokazywała żadnych emocji.
- To była znakomita robota - wyszeptał jej na ucho.
Agne nic nie odpowiedziała, ale jej kąciki ust lekko się uniosły. Światła pozycyjne toyoty włączyły się automatycznie, jakby chciały dać znać kierowcy, że atramentowa scenografia za oknem jest tylko preludium do ulewy, która zapewne niedługo nadciągnie. Jak na zawołanie z głośników popłynął kawałek Oceans.
- Powiedz... - Nikita odchrząknął - ...Bear, co się stało z tym tajemniczym odkryciem w kościele pod wezwaniem Świętych Piotra i Pawła. Pamiętasz? To było przed moim wyjazdem...
Franek zerknął we wsteczne lusterko. Profesor wyciągnął z bocznej kieszeni bojówek jakiś notatnik i zaczął wertować strony.
- Pisało o tym "Nasze Miasto" w artykule pod tytułem Czy trafiliśmy na kryptę Gryfitów? Pamiętasz?
Na chwilę ich wzrok spotkał się we wstecznym lusterku.
- No właśnie, panie profesorze. - Franek poprawił się w fotelu. - Od tego czasu nic nie opublikowali. Nawet zadzwoniłem do redakcji i pytałem, czy coś wiadomo. Nic, cisza. Od miejskiego konserwatora usłyszałem, że zgodnie z prawem organizuje on i prowadzi kontrolę w zakresie ochrony zabytków i opieki nad nimi. Kościół był sprawdzany kilka lat temu i nie stwierdzono żadnych nowych okoliczności. Dziwne, bo w drugim artykule, który informował o znalezisku, w "Głosie Szczecińskim", pani konserwator się wypowiadała i wtedy była zainteresowana znaleziskami. - Bear zaczął mocniej gestykulować. - To nie wszystko. Otóż z materiału prasowego wynikało, że na miejscu odnaleziono ludzkie szczątki. Rozmawiałem z człowiekiem z Zakładu Medycyny Sądowej, bo w materiale wspominali, że będą sprawdzali teren georadarem. Wie pan profesor, co mi odpowiedział? - Nikita zawiesił głos i wpatrywał się w punkt przed sobą. - Że nie było potrzeby badania, ponieważ okazało się, że to były szczątki jakiegoś zwierzęcia. Rozumie szef. Jakiegoś zwierzęcia! Jak można pomylić ludzkie kości z resztkami kota? - Gdy to wypowiedział, poczuł na sobie karcący wzrok Agne. - Przy całym szacunku dla kota oczywiście - dodał. - Wszystko to wyglądało dość dziwnie.
Franek włączył lewy kierunkowskaz i przyśpieszył, by wyprzedzić turlającą się przed nim ciężarówkę na litewskich blachach. Nikita zanotował coś w swoim notesiku i schował go do kieszeni bojówek. Na przedniej szybie pojawiły się pierwsze krople deszczu.
- Byłeś tam? - zapytał.
Franek docisnął gazu. Wskaźnik szybkościomierza przekroczył sto sześćdziesiąt na godzinę. Samochodem zaczęło lekko trząść.
- Zaraz po ukazaniu się artykułu. Jednak zejście do podziemi było zamknięte, a ksiądz, z którym rozmawiałem, powiedział mi w tajemnicy, że teraz sprawą zajmuje się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
- Abwera?! - wyrzuciła z siebie Agne, która z wrażenia o mało nie zadławiła się lizakiem.
- No tak mi powiedział ten ksiądz...
- A co na to braciszkowie z zakonu? - zapytał Nikita.
- Tego nie wiem. - Franek zjechał na prawy pas i jeszcze przyśpieszył. - Gdy tylko dowiedziałem się, że łapę na wszystkim położyli ludzie z ABW, to wolałem się już nie dopytywać.
Rozpadało się na dobre. Pękate krople deszczu roztrzaskiwały się na przedniej szybie pędzącej toyoty. Nikita przez chwilę podążał wzrokiem za uwijającymi się jak w ukropie wycieraczkami, nienadążającymi ze zbieraniem wody. Sprawiały wrażenie, jakby za chwilę miały się poddać, oderwać od pojazdu i skoczyć w ciemność.
- Przy takiej prędkości uderzenie w barierę autostrady albo w hamujący pojazd przed tobą spowoduje śmierć twoją i Agne. Samochód się złoży i poduszki powietrzne na nic się zdadzą - zaczął powoli i wyraźnie Wajda. - Podejrzewam, że silnik wbije ci się w klatkę piersiową oraz głowę. Na szczęście nie będziesz cierpiał. Zginiesz na miejscu. Agne jedzie bez pasów, więc po uderzeniu poleci do przodu z taką siłą, że natychmiast połamie sobie kręgosłup. Gdyby jakimś cudem z tego wyszła, do końca życia jeździłaby na wózku inwalidzkim...
Samochód zwolnił. Franek i Agne spojrzeli na siebie. Dziewczyna przełknęła ślinę i sięgnęła po pas bezpieczeństwa. Przez chwilę w samochodzie panowała cisza. Kroplom deszczu bębniącym o maskę towarzyszył snujący się z głośników ciepły baryton Eddiego Veddera. Nikita zamknął oczy i przez chwilę wsłuchiwał się w ten wyjątkowy koncert, po czym wycedził jakby od niechcenia:
- To będzie niebezpieczna podróż, nie wiem, czy jesteście na nią gotowi...
Oboje przez chwilę zastanawiali się, co profesor może mieć na myśli - sposób prowadzenia samochodu przez Beara czy znaleziska w krypcie?
- No jasne, szefie. - Franek spojrzał znacząco na Agne, która ponownie położyła nogi na desce rozdzielczej.
- To tylko starocie i opowieści dziadków borowych poubieranych w czarne sukienki. Co w tym może być niebezpiecznego? - zadrwiła dziewczyna i spojrzała we wsteczne lusterko. Jakież było jej zdziwienie, gdy na twarzy Nikity Wajdy po raz pierwszy zobaczyła uśmiech.